"A DZIŚ ŻEM SE CZYTŁA/LUKŁA..."

CZYTAJ ZA DARMO!

Statystyki

SZUKAŁKA

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polskie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polskie. Pokaż wszystkie posty
Kolekcjoner zbrodni MAESTRIA

Kolekcjoner zbrodni MAESTRIA

"Historia przedmiotu to jego dusza /.../, ale nie każda dusza jest czysta."


Co mnie skusiło do sięgnięcia po tę opowieść?

Ano pomysł.

Świetny pomysł o kimś, kto dotykając przedmiotów, czuje przeszłość ich właścicieli, miewa wizje, nie zazwsze przyjemne i potrafi fragmentarycznie odtworzyć przeszłość.

"Są rzeczy /.../, które przechowują więcej, niż powinny."

Super sprawa.

I choć raczej jest to kryminał, gdzie wątków paranormalnych jest dla mnie zdecydowanie za mało, to jednak wykonanie, utrzymanie, czasami utrudnione przez prozaiczność i powtórzenia, klimatu tajemnicy i zamglonej unikalności pozostał do samego końca, którego się spodziewamy, ale celem tu chyba nie było zaskoczenie.

Generalnie, sama narracja też sprawia wrażenie sennej i nie do końca obecnej, dlatego cała historia jest bardzo ładnie opleciona atmosferą realności na granicy, którą łatwo przekroczyć niezauważalnie.

Był to dobrze spędzony czas i ta przygoda dość wyraźnie kojarzyła mi się z cyklem: Kroniki Medium, które także polecam.


MOJA OCENA: 6/10

PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

Niektóre przedmioty pamiętają więcej niż ludzie

Nina od lat odnawia stare przedmioty. Wie, że każda rysa, każde pęknięcie i każdy ślad zużycia mają swoje znaczenie. To jednak nie tylko zasługa intuicji. Kiedy dotyka rzeczy, widzi obrazy z przeszłości ich właścicieli – urywki cudzych historii, wspomnienia zapisane w materii.

Gdy w jej pracowni pojawia się tajemniczy klient i oddaje przedmioty oznaczone wizytówką z inicjałami P.G.H., Nina od razu wyczuwa, że coś jest nie w porządku. Rzeczy, które trafiają w jej ręce, noszą ślady cierpienia i śmierci.

Każdy kolejny artefakt prowadzi ją bliżej prawdy o mężczyźnie, który za fasadą elegancji skrywa twarz bezwzględnego mordercy. Wizje stają się coraz bardziej brutalne, a granica między przeszłością a teraźniejszością zaczyna się zacierać. Wkrótce Nina odkrywa, że nie tylko obserwuje cudze koszmary – sama staje się częścią mrocznej gry…


Wurdalak Robert Ziębiński

Wurdalak Robert Ziębiński

"...strach jest najstarszym sprzymierzeńcem wszystkiego, co chce rządzić człowiekiem."


Ta powieść sprawiła, że poczułam się jak w domu, jakbym oglądała stary film VHS z rozpoznawalnym głosem profesjonalnego lektora i nie przeszkadzało mi to, że Autor od razu rzuca Czytelnika na głęboką wodę, ponieważ jest to kontynuacja historii Czarnego Stawu, miasteczka, w którym rodzą się potwory.

Najpierw był demon ze Stawu, potem była Wiła, a teraz jest rodzina Gorchów i...?

Wurdalak.

Superpotwór w miasteczku, które udaje normalność.

...

Jak to się kończy?

Ano wcale się nie kończy. 

Ostatnie strony zapowiadają prawdziwy początek pandemonium i bynajmniej nie jest to koniec...

"Daliśmy się oszukać złu.

Wywieźć w pole.

Jak dzieci. Ale na Boga, my byliśmy dziećmi."

Fajowato się bawiłam. Świadoma narracja pełna nostalgii i odniesień, o których miałam pojęcie bardzo szybko, trafiała w punkt mojej percepcji. Czułam klimacik, zanim ujawnił on swoje źródła, cofnęłam się ciutkę w czasie i było mega odprężająco.

Bo strasznie nie było.
Było klimatycznie.

"Noc jest przestrzenią tajemnicy. A człowiek jest istotą, która łaknie tajemnicy nawet wtedy, gdy się jej lęka."


MOJA OCENA: 7/10

PRZECZYTAJ FRAGMENT!


***
Po latach ciszy Kamil wraca do pisania – i do przeszłości, którą chciał pogrzebać. Wspomnienie lata 2018 roku, przyjaciół, Czarnego Stawu… i koszmaru, który wtedy powrócił i nigdy nie zasnął

Wurdalak to powieść grozy o strukturze dziennika i pamiętnika – intymna relacja z dorastania na granicy światów: między dniem a nocą, racjonalnością a mitem, dzieciństwem a świadomością śmierci. Autor miesza klimat współczesnego horroru z klasyczną gotycką narracją i elementami słowiańskiego oraz arabskiego folkloru. Zło kiełkuje w szkole, przenika rodzinne domy, wślizguje się w sny – tak jak różowy księżyc Nicka Drake’a, którego melancholijne echo towarzyszy całej książce.

To historia o dojrzewaniu, ale też o tym, że każdy akt odwagi ma swoją cenę.

Wurdalak jest nie tylko powrotem do mitów i upiorów. To także opowieść o świecie, w którym dorośli utracili zdolność widzenia, a tylko dzieci – jeszcze nie do końca uformowane – potrafią dostrzec prawdę.


Ucichły ptaki, przyszła śmierć Michał Śmielak

Ucichły ptaki, przyszła śmierć Michał Śmielak

"... jak kto zaginie w lesie, to pół biedy. Gorzej, jak wróci." 


Narracja tej powieści była na tyle kompatybilna z moim obecnym nastawieniem do ogółu, że już samo rozpoczecie uznałam za obiecujace. Tym bardziej, że już na samym początku zobaczyłam moje ulubione słowo, określajace wiekszość wszystkiego w ostatnim czasie. 

Zjeb.💪😎

Zachęcona tym fascynującym początkiem, brnęłam dalej...

I co?

I było to w całości tak dosadne i inteligentne, na jakie się zapowiadało. Bardzo do mnie przemówiła ta rzeczowa, męska opowieść, gdzie było zaskakujaco miło mało odnośników do typowych gadek pseudo samcoŵ jeszcze wiekszej pseudo przereklamowanej literki Alfa...

Ta powieść nie ma w sobie żadnej modnej ostatnio bufonady i bełkotu, udającego przekaz. Nie zmęczyła głowy, nie zrobiła ze mnie czytelnika-idioty, który nie quma tego, co czyta.

Była naturalna /ufff, co za ulga!/

Płynęła swoim wartkim tempem, jak strumień górski, w którym tu i ówdzie uważny obserwator dostrzeże kolorowego pstrąga.

Albo piranię😁

Troszeczkę przypominało mi to męski przekaz Ostatniego końca świata Grzegorza Dziedzica - przerewelacyjnie i zaskakująco dobrej powieści. Czytało się bez żenady, z lekkimi odniesieniami atmosferycznymi do Rytuału, Szczeliny i powieści Sary Antczak.

I choć KAŻDE zakończenie mogłoby być bardziej satysfakcjonujące /biorąc pod uwagę potencjał całości/od tego, które zaistniało faktycznie, to i tak było bardzo interesująco, bardzo inteligentnie, MEGA zabawnie /odnalazłam tu, ku swej uciesze, spore ilości szczątkowej już niestety sztuki prawdziwej inteligentnej konwersacji, sarkazmu i przekazu między wierszami/, błyskotliwie, bystro, szybko, strasznawo, tajemniczo i klimatycznie.

"Co dzieje się w górach, zostaje w górach."

Flaków z olejem to tutaj się nie najemy i chwała za to autorowi.

Bawiłam się bardzo.

Polecam.


MOJA OCENA: 7/10


PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

"Szlakiem beskidzkich duchów i upiorów” to wycieczka, która kusi oryginalnością i zapowiedzią przeżycia wspaniałej przygody. Czterech przyjaciół decyduje się skorzystać z tej oferty i spędzić w górach trzy dni w ramach wieczoru kawalerskiego jednego z nich. Beskidzkie opowieści, legendy i podania wiodą ich malowniczymi szlakami, ale gdy zaczynają ożywać, strach zajmuje miejsce radości.
Tajemnicze postacie pojawiające się nocą, bestie szczerzące kły w leśnej gęstwinie, szepty niosące się przez korony drzew, duchy i upiory zdają się istnieć naprawdę. Paranoja rozsiada się w umysłach przyjaciół, podsuwając coraz to nowe wyjaśnienia dziwnych zdarzeń. Gdy wydaje się, że wszystko jest tylko ułudą, nad Beskidami zapada grobowa cisza, cichną nawet ptaki. Przychodzi Śmierć.
Co tak naprawdę wydarzyło się podczas przyjacielskiego wypadu? Czy ocalały z wyprawy przeżył ją naprawdę?



Mokosz Anna Sokalska

Mokosz Anna Sokalska

"Upadek i zgnilizna są przecież najlepszym podłożem dla najpiękniejszych kwiatów, prawda?"


Ta powieść jest jak jej okładka... Idealnie dopasowana treść do obrazu i przekazu.

Chyba trzeba było mi takiej lektury po tym wymagającym okresie przerwy.

Jak plasterek miodu dla zmysłów.

Stonowana, smutna magia. Piekna, dojrzała narracja, na granicy tajemnicy i realizmu magicznego, skrywajaca w swych podziemiach dramat i prozę życia.


"Człowiek nie od razu dostrzega ruinę, po środku której się znalazł, zwłaszcza gdy rozkład postępuje stopniowo, w ciszy, pozwalając się do niej przyzwyczajać."


Czuję się oczarowana głębią, ale przede wszystkim nastrojem, bo w tej czarownej opowieści chodziło o coś więcej, niż tylko o rzekomą zbrodnię.


"Ale ona, ona jednocześnie przerażała go i przyciągała do siebie. Z pozoru niegroźna, jak smaczna, tłusta przynęta, pod którą kryje się śmiertelnie niebezpieczny haczyk."


Wibrowało tam dużo klimatu Totalnej magii, ale w bardziej słodko-gorzkiej odsłonie.

Polecam na bardzo nastrojowe wyciszenie się.


MOJA OCENA: 7/10

PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

W każdej prawdzie jest ziarno kłamstwa.
Stroniąca od ludzi, młoda kobieta zostaje podejrzaną w sprawie o zabójstwo męża - odnoszącego sukcesy przedsiębiorcy. Nieliczne osoby, które ją znają, wystawiają jej sprzeczne świadectwa; niektórzy twierdzą nawet, że jest wiedźmą gotową posunąć się do wszystkiego, inni, że miała doprowadzić małżonka do szaleństwa i samobójstwa swoimi licznymi romansami.
Badający jej sprawę przekupny prokurator powoli ulega tajemniczemu urokowi małomównej kobiety i zaczyna gubić się w licznych wersjach prawdy.

Kamienica dusz

Kamienica dusz

 "Daj życiu płynąć, a śmierci kosić."


Bardzo mało jest powieści, które proponują podróż do Nowego Orleanu: do krainy o obrzędach równnie nieznanych, co niebezpiecznych.

Bardzo mało jest powieści, które w stu procentach oddają klimat tej magicznej krainy, rządzącej się swoimi prawami.

Czy tu się udało?

Prawie.

Jakimś cudem, pomimo przegadanej całej opowieści, w której wszystko kokńczy się prawie jednoznacznie /a może i nie?😎/, udało się utrzymać atmosferę całości, choć jeśli miałabym być szczera, spodziewałam się znacznie więcej.

Ale i tak nie było źle. Można sobie przeczytać dla przyjemności lektury, ale wrażeń typowo orleańskich i grozowych, jak w przypadku Harrego Angela, W kole stań, czy Węża i tęczy tu nie zamieszczono, co jest wytłumaczalne, bo to zupełnie inna opowieść... 😏


MOJA OCENA: 6/10


PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

Lata dwudzieste XX wieku w Nowym Orleanie, mieście jazzu, karnawału i śmierci.

Gdy młoda Lilly Straub wraz z siostrą przybywa do Nowego Orleanu, wydaje się jej, że trafiła do miejsca stworzonego do zabawy: ulicami płyną dźwięki muzyki, powietrze pachnie przyprawami, a zbliżające się Mardi Gras obiecuje noc pełną magii. Jednak w cieniu barwnych parad czai się coś znacznie mroczniejszego.

Pogrzeby przypominają święto: są głośne, roztańczone i piękne, jednak gdy w mieście zaczynają umierać kolejne kobiety, radosne kondukty zaczynają budzić niepokój.

Lilly słyszy w swojej głowie rytm bębnów, który prowadzi ją coraz głębiej w świat voodoo, starych wierzeń i niebezpiecznych namiętności, a spotkanie z tajemniczym mężczyzną może okazać się początkiem czegoś, czego nie da się już zatrzymać.

Bo w Nowym Orleanie granica między życiem a śmiercią bywa zaskakująco cienka.

Niepokoje Marta Bijan

Niepokoje Marta Bijan

"Tutaj są inne zasady, niż te panujące na świecie."


Uwielbiam.

Autorka to mistrzyni klimatu, jaki kocham, słów, jakie uwielbiam i grozy nieoczywistej, którą ubóstwiam, umiejąca trafnie, acz nie dosłownie wyrazić grozę w taki sposób, żeby była grozą prawdziwą, czyli niezauważalną gołym, ale kątowym okiem.

Wszystko jest takie samo, ale ODROBINĘ inne.

Odrobina: to robi różnicę między dosłownością a niedopowiedzeniem.

To jest umiejętność, którą ma niewielu.

Dosłowność jest za dosłowna, o wiele więcej lęku ukrywa się w niedopowiedzeniach, którymi karmi się spragniona ciemności wyobraźnia.

Już sam wstęp jest niepokojem, a nastepujace po sobie osiem opowieści, coraz głebiej prowadzą nas w mrok, ukryty między słowami. Sytuacje z opowiadań są przerażające sytuacyjnie, ale nie podskórnie. 

Podskórne jest to, co się za nimi kryje.

I choć, co prawda, całe założenie w końcówce nie zrobiło na mnie aż takiego wrażenia, jak myślałam i balonik początkowego zachwytu się wziąl i nieco spompował, to wielki szacunek za używanie słów w taki sposób, jaki jest dostępny dla niewielu i tworzenie klimatu w głowie, który pozostaje na długo...

Nigdy jeszcze nie zawiodłam się na żadnej powieści tej autorki, zawsze z niecierpliwym oczekiwaniem wsiadam do tej łódki, zamierzającej płynąć wodami Styksu mej jaźni.

Kocham tę niepewność i historie "zupełnie gdzieś indziej."

...

"Jak stary dom ciotki, za dnia przywołujący miłe wspomnienia z dzieciństwa, a w sennym koszmarze - upiornie zmieniony, budzący jedynie świadomość, że coś jest nie tak."


MOJA OCENA: 7/10


PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

W Lasach ludzie umierają ze śmiechu. Na ulicach Świec leżą ciała tych, którzy zatańczyli się na śmierć. Dotąd pełną życia wieś Rzeki ogarnia cisza, bo mieszkańcy jeden po drugim zapadają w sen, z którego nikt się nie budzi.

Trzy kobiety. Trzy miejsca na mapie, które niespodziewanie powracają z przeszłości. Trzy epidemie, nieprzypominające niczego, z czym ludzkość zetknęła się w XXI wieku.

Niepokoje to zbiór powiązanych ze sobą krótkich opowieści o śmierci, szaleństwie i lęku, który powstaje tam, gdzie kończy się racjonalne wyjaśnienie.

Bo czasem prawdziwa zaraza nie rozprzestrzenia się w ciele. Jej źródło leży znacznie głębiej.

Zofiówka. Przebudzenie zła Justyna Jelińska

Zofiówka. Przebudzenie zła Justyna Jelińska

Zofiówka ist­nieje naprawdę, a każdy, kto odwie­dził to miej­sce, potwier­dzi, że ma ono nie­po­wta­rzalną i tajem­ni­czą aurę. Byle szum czy kro­pla desz­czu spa­da­jąca z sufitu na pod­łogę mogą dawać poczu­cie czy­jejś obec­no­ści. 


Cały pomysł?

Super!

Zapowiadający się klimacik, a nawet gdzieś tam istniejący?

Dobry.

Tematyka bardzo podobna do Sesji 9, a czy wykonanie lepsze, czy podobne?

Podobne, niestety...

Narracja tej całej potencjalnej opowieści to największy mankament. Kompletnie ze mną nie współgrała: nie było flow, nie było połączenia, były tylko literki i dużo tego, co /mnie osobiście/ drażni w tego rodzaju przekazie, dlatego całościowy odbiór nie był tak rewelacyjny, jak założenie i okładka. Nie było tu wspólnego porozumienia nadawca-odbiorca, co może z czasem się wyrobi. 

Albo i nie.

Bo każdy ma swoich odbiorców. I dobrze.

Zawsze warto przeczytać fragment w ramach eksperymentu, czy zaiskrzy.

Ale plus za końcówkę.


MOJA OCENA: 5/10 


PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

Jedyne, czego możesz być pewien, to własny strach

Najnowszy horror Justyny Jelińskiej

Grupa żądnych sensacji youtuberów wyrusza na kolejną wypra­wę urbexową. Ich celem jest Zofiówka – opuszczony zakład dla nerwowo chorych w Otwocku – miejsce owiane mroczną legendą, w którym wyczuwalna obecność ciemnych sił splata się satanistycznymi obrzędami. Zło czai się wszędzie.

Z pozoru rutynowy urbex błyskawicznie wymyka się spod kontroli. Gdy jeden z członków grupy znika bez śladu, a pozostali zaczyna­ją doświadczać niewytłumaczalnych zjawisk, zaciera się granica między przygodą a koszmarem.

Mroczne ruiny, które zmienią również Ciebie.


Gniazdo Sara Antczak

Gniazdo Sara Antczak

"... wszyscy popełniamy błąd, ufając innym. Idąc z nimi w ciemność i licząc, że nas nie skrzywdzą."


Kolejna powieść autorki przerewelacyjnej Kary, która... nadal zostaje przerewelacyjna.

Ta historia, może przez wzgląd na tematykę, nie przebiła moich wrażeń "karowskich." Miałam wrażenie, że jest tu wszystkiego "za dużo": za dużo ludzi, za dużo akcji, za dużo wydarzeń, za tłoczno we wszystkim - nie było spokoju lektury, ale to mój odbiór.

Czytało się to szybko i sprawnie, twist też był: generalnie opowieść ta podpasuje miłośnikom thrillerów i psychopatycznych osobowości, nie tylko w korpo.


MOJA OCENA: 6/10

PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

Największe zagrożenie siedzi przy biurku obok.
Wyjazd integracyjny miał być dla Soni z działu HR tylko datą w kalendarzu. Dobra zabawa kończy się jednak morderstwem, które wstrząsa całym zespołem. Czy to był wypadek, czy zaplanowane morderstwo?
Wkrótce po powrocie z wyjazdu giną kolejni pracownicy. Sonia już wie, że nikt w firmie nie jest bezpieczny. Rozpoczyna śledztwo, które prowadzi ją wprost do mrocznych sekretów skrywanych za biurowym ładem.
Niektóre tajemnice nigdy nie powinny ujrzeć światła dziennego.
A niektórych ludzi nigdy nie należało zatrudniać.

Dziesiąta ofiara Ola Kuczyńska

Dziesiąta ofiara Ola Kuczyńska

"... to miasto jest nafaszerowane złą energią."


Zaskakująco dobra była to opowieść, jeśli chodzi o cały pomysł i universum małego nawiedzonego miasteczka, pełnego Martwych Ludzi /no kto nie uwielbia?/. Świetna nazwa Przylepiec😎

Całość czyta się bardzo zgrabnie i choć nie ma tu podskórnego elementu grozy, który uwielbiam, to groza jest, ale bardziej namacalna: niektóre sceny bardzo obrazowe, dobry pomysł z pamiętnikiem ofiary. Narracja robi się chwilkami całkiem zwyczajna i spokojna, ale wisienka na torcie w postaci zakończenia warta uśmiechu.

Generalnie polecam: bardzo fajna, potencjalnie rozwojowa opowieść horroru pełnego mściwych duchów, bez oszustw.


MOJA OCENA: 6/10


PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

Redfern od lat spowijają mroczne legendy: o zaginionych ludziach, przeklętej ziemi i duchach, które nigdy nie zaznały spokoju. Mieszkańcy są w szoku po odkryciu, które lokalna policja określa jako jedną z najbardziej makabrycznych zbrodni w historii regionu, gdy w opuszczonej posiadłości pośród lasu odnaleziono dziesięć ciał. Dziewięć z nich nosiło ślady wyjątkowo brutalnych obrażeń. Ofiary były porozrywane, okaleczone, a według wstępnych ustaleń śledczych wszystkie zwłoki pozbawiono serc.

Dziesiąte ciało odnaleziono w kącie tego samego pomieszczenia. Był to młody mężczyzna, Anthony Murray, 21-letni mieszkaniec Redfern, którego powieszono.

Śledztwo trafia w ręce detektywa Eliota Mercera – człowieka naznaczonego stratą, dręczonego przez przeszłość i własne demony. Wśród ofiar znajduje się Tony Murray, który od zawsze widział to, czego inni nie potrafili zobaczyć.

Im bardziej Mercer zagłębia się w sprawę, tym wyraźniej zaciera się granica między rzeczywistością a koszmarem. Bo pewne sekrety powinny pozostać pogrzebane, a niektóre martwe dusze nigdy nie odchodzą.

W miejscu, gdzie przeszłość wciąż oddycha, prawda może okazać się bardziej przerażająca niż sama śmierć.

W Redfern nic nie jest tym, czym się wydaje.

Ostatni koniec świata Grzegorz Dziedzic

Ostatni koniec świata Grzegorz Dziedzic

"... istnieją rzeczy wymykające się rozumowi. Myślę, że jest ich więcej, niż bylibyśmy w stanie wytrzymać, dlatego nasze umysły są tak ograniczone w ich odbiorze."


Kurdę, dobre to było.

Aż mi głupio dawać taką wysoką ocenę, bo spodziewałam się opowieści typu: Józek spotyka Marynę... a potem /się/ wszystko pieprzy, niestety, ale szczerze - jestem mega pozytywnie zaskoczona, bardzo mega pozytywnie. Takie smaczkowe z rasowym mrocznym klimatem noir to było: niby w polskim sytylu, a jednak inne, z lekkim flow narracyjnym, przekazującym ciężkie i mroczne treści oraz mniej lekki niepokój, pomimo czasami zbyt męskiej narracji, ale to raczej oczywiste, z racji tego, że facet jest głównym bohaterem i facet napisał tą historię.

Nie wiem dlaczego, ale czułam tutaj klimat voodoo, chociaż ta opowieść nie ma nic wspólnego z voodoo...

Ma za to dużo wspólnego z sektą. 

Unus Mundus.

"Do zrozumienia trzeba się narodzić, a do głębokiego zrozumienia trzeba umrzeć."

Było oczywiście troszeczkę Jimmiego Jonesa, ale był też smaczek metafizyczno-kosmiczny, który uwielbiam, tak umiejętnie wpleciony w kryminał, którego nie lubię, że w całości wyszła bardzo smakowita literacka potrawa, mega odżywiająca moją wyobraźnię! Danie główne z deserem w odpowiedniej kolejności.

Ale największym atutem jest klimat!

"Zanim słońce wstanie, sowa wykole oczy."

Całość jest zszyta intrygującymi niteczkami z różnych kłębuszków: tajemnicy, mystery, grozy, tajemnic kosmosu, ufiaków, osobistego dramatu i przeznaczenia, które pomalutku, ale bardzo konsekwetnie utrzymywały moją uwagę w topce do samego końca, z drugim dnem, chyba...😎

Jeśli odkłada się jakąś książkę i cały czas się o niej myśli, to jest bardzo dobry znak świetnej historii.

Hipnotyczna. To jest trafne określenie.

Polecam przy lekturce słuchać sobie rewelacyjnej formacji SKYND, szczególnie tematycznego utworu: Jim Jones.


MOJA OCENA: 8/10

PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

HISTORIA, KTÓRA WCIĄGA JAK NOCNY MAJAK I NIE POZWALA SIĘ OBUDZIĆ
Współczesne Chicago. Miasto, które nigdy nie śpi, tylko czasem zapada w półsen. Brudny, zmęczony, trochę desperacki.
Radek Rudy Kowalski, detektyw w departamencie policji w Des Plaines, zna to miasto od podszewki. Niepijący alkoholik, republikanin, katolik uwikłany w trudną relację z Bogiem i człowiek, który kurczowo trzyma się zasad, żeby nie rozpaść się od środka. W pracy bezkompromisowy. Po godzinach prowadzi mityngi AA, próbując ratować innych przed tym, co zna najlepiej: powolnym osuwaniem się w ciemność.
Od kilku nocy budzi się o 1:37.
Zlany potem, z głową pełną krwawych obrazów, które nie przypominają zwykłych koszmarów. Są zbyt realne.
Kiedy zostaje wezwany na miejsce rozszerzonego samobójstwa, odkrywa coś, co wywraca jego świat do góry nogami. Ofiary to ci sami ludzie, których zabijał w snach.
Śledztwo wciąga go coraz głębiej w mroczne podziemia miasta i zamkniętej grupy Unus Mundus, do świata, w którym religia miesza się z obłędem, a przemoc i uzależnienia splatają się w hipnotyczny, transowy rytm. Gdy granica między jawą a wizją powoli się zaciera, Rudy zaczyna podejrzewać, że nie jest tylko przypadkowym świadkiem tej historii.
A co, jeśli od początku był jej częścią?
"Ostatni koniec świata" to hipnotyczny kryminał z literackim nerwem - przeszywająca, transowa opowieść o winie, wierze i przeznaczeniu.

Dadzieja Anna Jadowska

Dadzieja Anna Jadowska

"Niczego, co się wydarzyło, nie mogę już ułożyć w całość. Nie umiem wyciągnąć żadnego wniosku ani stworzyć wiarygodnej historii. Nie ma końca ani początku."


Tak zaczyna się ta opowieść.

Rewelacyjnie to było napisane. Po prostu cofnęło mnie w czasie z prędkością światła, szczególnie do pola tytoniu...

Niby to literatura faktu, niby wspomnienia, ale czytało się to jak prawdziwą powieść. 

Dało mi to wiele przyjemności i satysfakcji, a także uśmiechu i nostalgii, chociaż był też dreszczyk emocji oraz niepewności.

Jeśli miałabym to określić krótko: cudowna lektura. Cudowna narracja. Cudowny klimat. Cudowne wspomnienia. Cudowna retrospekcja.

Cudowna dusza.

"... dadzieja to taka odmiana nadziei, kiedy jesteś pewna, że sytuacja jest beznadziejna, że coś na pewno się stanie albo na pewno się nie uda, ale ty wbrew wszystkiemu liczysz, że będzie inaczej, choć sama wiesz, że koniec okaże się fatalny. Właśnie to uczucie to jest dadzieja. Nadzieja w beznadziejnej sytuacji."

Miłośnikom wsi, niewyjaśnionych zbrodni, pięknych wspomnień dotyczących dawnej Polski, ale nie aż tak dawnej, dzieciństwa które bezpowrotnie minęło, emocji związanych z dorastaniem, dziewiczego i szczerego spojrzenia na rzeczywistość, która każdego dnia okazywała się kolejną bramą do magicznego świata, pomimo przeszkód i niewesołej, ale i tak baśniowej rzeczywistości dzięki wyobraźni, bardzo polecam!


MOJA OCENA: 7/10


PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

Gorące lato na wsi gdzieś na Dolnym Śląsku w latach osiemdziesiątych. Dwie siostry spotykają na rozgrzanej asfaltowej drodze obcego mężczyznę. Wysiada boso z białego samochodu, dziwnie się im przygląda. Kilka dni później w lesie zostaje znalezione ciało zamordowanej dziewczynki.

Ale to nie historia kryminalna. Debiut książkowy znanej scenarzystki i reżyserki to powieść o dziewczęcym dojrzewaniu, na które pada cień podniecenia i strachu. Wiecznie zirytowana matka nie ma dla córek czasu, sąsiadki podsłuchiwane pod drzwiami kuchni opowiadają niepokojące historie, ojcowie – każda z sióstr ma innego – dawno zniknęli, a wszyscy mężczyźni, gdy przyjrzeć się im uważnie, są łapczywi i zdolni do przemocy.

"Dadzieja" to także przejmujący portret siostrzanej więzi – nierozerwalnej, choć szorstkiej, przepełnionej rywalizacją i krótkimi chwilami bliskości. To filmowa w swojej intensywności opowieść, pełna zmysłowych obrazów i zatrzymanych ujęć, w których z pozoru zwyczajne lato migocze jak oniryczna, niepokojąca projekcja dorastania.

REI Monika Fudali

REI Monika Fudali

To było takie japońskie Constantine w polskiej wersji.

Bardzo fajne pomysły na demony oraz na opętania, każdy rozdział oferuje coś innego, ale narracyjny przekaz to nie moja bajka... Dlatego bardzo lekko się przez to prześlizgnęłam, bez jakiegoś wzrostu emocji, jakbym czytała kolorowy komiks.

Lektura niezbyt straszna, ale obrazowa, do czytnięcia na jeden raz.


MOJA OCENA: 5/10


PRZECZYTAJ FRAGMENT! 

TU

***

Japońskie demony są różne. Jedne potrafią koegzystować z ludźmi, inne ich pożerają, a niektóre - wbrew naturze - próbują przedrzeć się do świata żywych, wykorzystując ludzkie ciała jako naczynia.

Naoko widzi to, co ukryte przed ludzkimi oczami: istoty o złych intencjach, pasożytujące na emocjach i wierzeniach ludzi. Gdy odkrywa kobietę noszącą w sobie byt wymykający się wszelkim klasyfikacjom, rozpoczyna śledztwo prowadzące do świata dawnych mitów, zakazanych rytuałów i wiedzy, o której lepiej byłoby zapomnieć.

Do sprawy zostaje wciągnięty Keisuke Kurokawa - medium obciążone winą po wydarzeniach sprzed lat. Jego powrót w rodzinne strony staje się początkiem konfrontacji nie tylko z własną przeszłością, lecz także z istotą rozwijającą się w łonie kobiety - bytem, którego narodziny mogą zachwiać granicą między bogiem a potworem. Wraz z kolejnymi odkryciami Naoko i Keisuke trafiają na ludzi gotowych poświęcić wszystko, by doprowadzić do tych narodzin, wierząc, że przyniosą one światu cud.

REI to horror osadzony we współczesnej Japonii, łączący motywy mitologii i thrillera paranormalnego. Opowieść o tym, co rozwija się w ukryciu - w ciałach, umysłach i legendach, które nigdy nie przestały być żywe.

Schaar Michał Głowacz

Schaar Michał Głowacz

"Schaar.

Stopień: posterunkowa.

Przydział: Szósty Komisariat.

Rasa: półorczyca.

Uwagi służbowe: 

- konfliktowa

- zadaje zbyt wiele pytań

- nie odpuszcza.

Status: niebezpieczna dla osób, które mają coś do ukrycia."


Rubaszna, rozgadana i bardzo soczysta powieść urban fantasy, pełna akcji z szybkością światła o kryminalnym zabarwieniu szemranego półświatka, nad którym pieczę trzyma Schaar.

Zwykła posterunkowa. W wersji półorkowej.

Zdecydowanie bardziej podobała mi się poprzednia opowieść autora, Żywy beton, ale tu też można się dobrze i lekko bawić, w fantastycznym świecie, odmóżdżając się przyjemnie.

Świetna okładka.


MOJA OCENA: 6/10


PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

W Tenneverze, mieście smogu, pary i rozpaczy moralność jest towarem równie deficytowym jak czyste powietrze.
Gdy po trzech dniach i nocach dusznej ciemności opada mgła, odsłania nie tylko ulice, lecz także trupa w zaułku. Ruby Richter miał być jednym z wielu, a jego śmierć zwykłą miejską statystyką. Ktoś chciał, aby tak to wyglądało. By sprawę szybko zamknąć, odhaczyć, zapomnieć. Ale jednego nie przewidział.
Tego, że śledztwem zajmie się Eleonora Schaar. Półorczyca, której z zasady się nienawidzi i nie obdarza zaufaniem. Policjantka, którą najchętniej wysyłano by wyłącznie na patrole, z dala od prawdziwych kłopotów. „Kundel”, „siniak”, „nikt”. Tyle że Lenka ma coś, czego Tennever nie potrafi kontrolować - upór, rozum i serce większe niż wszystkie miejskie mury.
Oraz zasadę - jeśli coś śmierdzi, ona to znajdzie. I wydrze prawdę każdemu, kto próbuje ją ukryć.

Mój dom Tomasz Sablik

Mój dom Tomasz Sablik

"To wszystko źle się skończy. Nic nie widzisz, nic nie słyszysz... nic nie czujesz." 


Byłam ZAKOCHANA w tej powieści do pewnego momentu, a dokładnie do końca części pierwszej.

ZAKOCHANA.

Nie wiem, dlaczego wcześniej omijałam ją szerokim łukiem: może z powodu okładki, która sugerowała jakieś krwawe i zbędne klimaty, których nie lubię... Może z powodu tego, że poprzednia powieść którą przeczyta, Próba sił jakoś nie zrobiła na mnie specjalnego wrażenia, delikatnie rzecz ujmując.

A tym razem co dostałam?

Piękny początek, już od pierwszych słów.

Wszystko to, co KOCHAM w powieściach, okraszone CUDOWNYM i MAGICZNYM pieknie świadomym słownictwem, opisującym dzieciństwo na wsi.

Panie Autor, dziękuję. To, jak Pan opisał przecudnie atmosferę, magię i ulotność oraz niewinność i radość to jest moje osobiste mistrzostwo i jedno z lepszych przeżyć czytelniczych!

Piękny teleport do świata, który każdy chyba kocha i pamięta, o ile miał taką okazję i szczęście przeżyć choć chwile na wsi, u dziadków. 

Czy jest coś bardziej niepowtarzalnego?

I jeszcze to wszystko połączone z tajemnicą, godną Danielewskiego i Kinga - CUDO!

Niesamowicie umiejętnie prowadzony klimat do samego końca, podsycany epizodami, które w wyobraźni rozpalały ogień domysłów! Zagrożenie pod pozorem zaufania, ciekawość vs strach. Poczucie bezpieczeństwa kontra osiągnięcie własnych celów. Miłość czy wyrachowanie?

Dziecinna ufność i ślepa wiara oraz zauroczenie wraz z narastającym poczuciem zagrożenia...

Czad!

I jak dla mnie, historia mogłaby sie zakończyć na tym pieknym etapie pierwszego nieświadomego rozdziału...

...ale poszła dalej i urok się rozmył, jak to z urokiem dziecinstwa bywa. Dalej już było dobrze, tak  "po polskiemu" rzekłabym, ale już płynęłam na fali zachwytu z rozpędu, więc oczywiście poznałam zakończenie, choć cały klimat prawdziwej magii zanikał wraz z tajemniczością dziadka - swoją drogą jedna z najlepszych dziadkowych postaci, o jakich czytałam!

W generalnym rozrachunku ocena byłaby 10/10, gdybym nie weszła w dorosłość wraz z głównym bohaterem.

I tak bardzo polecam!


MOJA OCENA: 8/10

PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

Duchy istnieją. Mieszkają w budynkach takich jak ten. Są ,,prawdziwe. Dam Wam niejeden powód, byście w nie uwierzyli.

Nazywam się Edward, a moje ciało owiewa wiatr z wielu szczelin, które powstały na przestrzeni dekad. Wiatr ten uparcie dmucha w mury, odkąd tu dotarłem z Emilią. Pamiętam, że maszerowałem z nią w dokładnie tak samo nieprzyjemną noc jak ta. I ten sam halny wiał, próbując mnie powstrzymać, bym nie dobrnął choćby do furtki. I nawet teraz, gdy już jesteśmy wewnątrz, stara się zdmuchnąć ten dom. Mój dom”.

Powieść zabiera nas w głąb ludzkiego umysłu, pełnego tajemnic, czarnej magii i prób odnalezienia pytań, na które tak często nie ma dobrych odpowiedzi. To podróż przez mrok i lęk, które z każdą kolejną stroną gęstnieją i hipnotyzują czytelnika.

Jest to też historia pełna emocji i bólu, wzlotów i upadków - sentymentalna podróż człowieka, który nie może pogodzić się z własnym losem i który posunie się do wszystkiego, byle tylko ten los odwrócić.

Płynie niebem zieleń Artur Marciniszyn

Płynie niebem zieleń Artur Marciniszyn

"Zło rodzi zło. Zaraża tych pozornie dobrych. Infekuje ich z łatwością. To potężny wirus, na który nie ma szczepionki."


Bardzo samoświadome preludium naszych czasów.

Tak się zapowiadało.

"Zabrakło nam miłości. Zabił ją nasz egoizm. Nie myśleliśmy o naszych dzieciach i ich dzieciach. Liczyło się tylko tu i teraz. Zrównaliśmy z ziemią lasy wraz z ich mieszkańcami. Zrobiliśmy z ogrodów pustynię. Obróciliśmy w popiół to, co dała nam ziemia. Zatruliśmy wodę i powietrze. Usychaliśmy i dusiliśmy się. Zbiorowe samobójstwo trwające przez całe pokolenia. Upadliśmy i już się nie podnieśliśmy. Nie trzeba było żadnych obcych cywilizacji, żadnych przybyszów z kosmosu, żeby nasz świat uległ unicestwieniu. Doskonale poradziliśmy sobie sami."

Post apo. Rozważania na krancu ziemi. Antarktyda i ostatni człowiek w obliczu Armagedonu. 

"To miejsce ma oczy. Widzi moją bezsilność. Ma uszy. Słyszy moją rozpacz. Ma nos.  Czuje mój strach. Ma szpony. Przykuło mnie lodowymi łańcuchami do białego ołtarza i składa mnie w ofierze duchom, które czekają na zewnątrz."

Cisza, spokój, ostateczność, filozoficzno-egzystencjalne, bardzo trafne i w punkt swoją drogą rozważania na temat samozagłady, napisane dojrzałą prozą.

Czy tak naprawdę o to chodzi w tym właściwie opowiadaniu?

"Najpierw przestaliśmy wychowywać przyszłość, potem przestaliśmy jej pragnąć."

Nie do końca. A szkoda.

Bardzo klimatycznie i dojrzale się zapowiadała ta opowieść, która potem pokazała swoje prawdziwe oblicze i straciłą nieco uroku, dla mnie. Szkoda, że do końca nie pokazała tego, co obiecywała, ale i tak było bardzo dobrze.

Ten, kto czytał powieść Nim pożrą nas ćmy, będzie zadowolony z bliźniaczej lektury.

"... są miejsca na tym niesprawiedliwym świecie, gdzie trudno nie być złym. Miejsca, w których nienawiść jest religią."


MOJA OCENA: 7/10

PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

Jest rok 2045. Na końcu świata, w opuszczonej stacji badawczej na Antarktydzie, ostatni człowiek zapisuje swój pożegnalny list.

Leonard Gral - kryminolog, podróżnik, świadek upadku cywilizacji - mierzy się z samotnością, szaleństwem i własną przeszłością.

Czy naprawdę uciekł przed złem świata, czy zabrał je ze sobą?

„Płynie niebem zieleń” to hipnotyzująca opowieść o granicach ludzkiej psychiki, winie, stracie i nadziei, która nie chce umrzeć nawet w obliczu końca wszystkiego.

Mech pod skórą Angelika Sadkowska

Mech pod skórą Angelika Sadkowska

"Mówią, że istnieje bagno, którego nie znajdziesz na żadnej mapie. Nocą przesuwa się jak cień, a o świcie znika, jakby nigdy go nie było. Nazywają je La Mareta. Nie jest zwykłym trzęsawiskiem. Nie tropi przypadkowych wędrowców. Ono wybiera. Słucha serc, węższy w myślach, wyczuwa ciężar grzechów i win, których nikt nie odważył się wyznać. A gdy znajdzie człowieka obciążonego wyrzutami sumienia, sprawia, że ziemia pod jego stopami mięknie, zamienia się w mokradło, a każdy krok Ciągnie go głębiej i głębiej."


Dokładnie tam to się zaczyna. 

Na bagnach. 

Zaczyna się od legendy. Od pomysłu. Od piątki przyjaciół i tej szóstej. Od tajemnicy. Od sekretu. Od milczenia. Od obłędu.


"Piątka Dzieci Truskawkowego Księżyca. 

Cztery żywioły i jeden koniec.

Bo kim innym mogłabym być, jeśli nie tym, co przychodzi po wszystkim?

Oni dawali życie, ruch, płomień, oddech. A ja tylko zbierałam to, co zgaszone, wykruszone, przełamane."


Aster był wodą. 

"Woda zataiła."

Samuel był ziemią. 

"Ziemia pchnęła."

Sol była ogniem. 

"Ogień sprowokował."

Silvan był powietrzem. 

"Powietrze zamarło."

Mirren była życiem. 

"Podała rękę śmierci."

Manon była śmiercią. 

"Śmierć podała rękę życiu."


Zarąbiasta, oniryczna, kolejna warta grzechu powieść ze stajni Wydawnictwo Nocą.

Jestem zachwycona pomysłem, atmosferą, a przede wszystkim narracją, która od razu, zgodnie z założeniem autorki, wprowadziła mnie w świat obłędu na granicy jawy i snu oraz majaków głównej bohaterki!


"Bagno mnie pożera.

Krzyczę, lecz krzyk jest ciszą."


Pomijajac typowo chwilami, ale nielicznymi, młodzieżowe wątki, bo to w końcu powieść głównie dla młodych, ale bez przesady, cała reszta bagiennie wymiata.


"Uderzam o taflę mułu.

Trupi zapach oplata mnie niczym 

wieniec z gnijących liści. 

Bagno szeptem rozdziera skórę.

Wsiąkam. Powoli. Bez oporu.

Już nie czuję zimna, tylko rozpad.

Rozpływam się między warstwami ziemi

jak sen, którego nikt nie pamięta."


Autorka na samym poczatku wyjaśniła, czego oczekiwała po czytelniku, jeśli chodzi o odbiór i to wzięła i osiągnęła!

Klimatem mega czasami przypominała mi ta opowieść przezarąbiastą  Zakochaliśmy się w nadziei i rewelacyjny film Dotyk przeznaczenia.

Bardzo mocno polecam, czyta się grozowo-koszmarkowym jednym tchem! I choć szybciej niż później domyśliłam się, że coś tu jest nie halo /kiedy babcia patrzyła na płot, tak mniej więcej😎/, to jednak zakończenie jest zaskakujące i takie, jak lubię: realistyczne w swym obłędzie.

POLECAM!


MOJA OCENA: 8/10

PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

La Mareta oddycha.

A bagno nigdy nie zapomina.

W noc Truskawkowego Księżyca Manon traci Samuela. Ciało chłopaka zostaje odnalezione w mętnej wodzie i od tej chwili rzeczywistość dziewczyny zaczyna się chwiać – słyszy głosy, widzi niepokojące znaki i czuje obecność, której nie potrafi wyjaśnić. La Mareta milczy, dorośli odwracają wzrok, a prawda grzęźnie w błocie razem z tym, co zapomniane, sprawiając, że miasteczko przestaje być bezpiecznym miejscem.

Czy to trauma po stracie odbiera Manon kontrolę nad własnym umysłem? A może bagno naprawdę pamięta więcej, niż chcieliby dorośli?

Mroczny thriller młodzieżowy o żałobie, winie i granicy między życiem a śmiercią, obłędem a tym, co nigdy nie zostało do końca pogrzebane.


Amaya Maciej Libera

Amaya Maciej Libera

"Trzy tytany. Pyrrhon – zgromadzona furia, która osłania. Zorya – oddech domu, który trwa mimo wszystko. Weles – dłoń, która przemienia popiół w ogród. Razem te statki niosły w sobie echo utraconego Arkanoru i cichą, upartą pewność, że nawet po najgłębszej nocy rodzi się świt."


Autor potrafi zadbać o atmosferę, o czym się przekonałam już ze świetnej serii Echo. Tutaj mamy trochę inne klimaty, ale jeśli ktoś lubi Grę o tron i rewelacyjny wątek a la Khal Drogo, oraz klimacik Gwiezdnych wrót, będzie zachwycony!

"Słuchajcie, wy, co przyjdziecie po nas. To jest początek powieści krwi i wiatru. Kopyt, które wstrząsnęły ziemię."

Savage. Taki charakter ma ta powieść.

"...czasy, gdy ziemia była młoda, a bogowie chodzili wśród nas."

Agresywni najeźdźcy, wojownicy bez litości i spokojni mieszkańcy osad, pod dyskretną ochroną pseudo bogów, przybywających z gwiazd. Pierwotny klimat, słowiańska tradycja, fauna i flora, obrzędy, surowa magia. Szeptuchy, szamani, wiedźmy. Duchy lasów, pradawne istoty, strażnicy wiatru, bębny z wilczej skóry i wrogie plemiona, stepy i dzikie puszcze.

Oraz kosmos. Strażnicy z gwiazd.Współistnienie.

"Coś z duchów, albo z gwiazd"

Świetne zestawienie!

I wszyscy oni mają wspólnego wroga.

"Wiedział tylko jedną, że świat jest większy, niż sobie wyobrażał."

...

Ja podążam za piórem autora ciągle, ponieważ bardzo mi się podobają jego pomysły i to są absolutnie moje klimaty. A jeszcze jak ktoś potrafi przenieść to na papier, to już jest całkiem nieźle. Bardzo dobrze mi się czytało tą opowieść właśnie przez wzgląd na atmosferę i bardzo dobrze zarysowane postaci.

Okładeczka wymiata!

Polecam bardzo kolejny raz. Nie ma ściemy, jest dobra historia opowiedziana dobrą narracją, ze świetnym Uniwersum, świetną końcówką i chyba zapowiedzią cdn?😎

"Ziemia nigdy nie śpi. To ludzie zapomnieli słuchać."


MOJA OCENA: 7/10


PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

Amaya, strażniczka milczenia, strzeże swojego ludu w ukrytej dolinie. Pod górą drzemie niszczycielska moc, której przebudzenie może ocalić jej bliskich, albo wszystko zniszczyć. Amaya staje przed wyborem: pozostać cichą opiekunką, wierną przysiędze, czy obudzić drzemiącą siłę i stać się kimś więcej niż człowiekiem. To historia o ciężarze odpowiedzialności, granicach lojalności i cenie, jaką płaci się za ocalenie tych, których się kocha najbardziej.


Poniżej zera Arkadiusz Feller

Poniżej zera Arkadiusz Feller

"Gdzieś tam, pośród zamieci, pod lodem spoczywał obcy statek kosmiczny. Nie mieli pojęcia, jakie tajemnice nadal skrywał w swoim wnętrzu. Ani jakie niebezpieczeństwa..."


Na jednej ze śnieżnych planet karłowatych systemu Perseusza zostaje odkryty głęboko pod lodem wrak statku kosmicznego, którego nie dotknęła ludzka ręka ani ludzka technologia. 

I jak to zwykle bywa w tego typu opowieściach: zbiera się ekipa naukowców w celu zbadania tego niesamowitego odkrycia. Lądują sobie na planecie, nie zdając sobie sprawy z tego, że ciekawość i nauka nie zawsze idą w parze z bezpieczeństwiem.

I jak to zawsze bywa w tego rodzaju opowieściach: nie powinni byli wchodzić do wraku...

Nareszcie uczciwa opowieść z rodzaju: czego oczekujemy, to dostajemy. Bez żadnych udziwnień i metafor. Ma być potwór z kosmosu? Jest potwór z kosmosu.

I pomijając fakt, że to już było i to nie jeden raz, to zawsze z przyjemnością czyta się tego rodzaju historie, więc na bank to będzie jeszcze nie raz. Jest fajny klimacik, podobny do Obcego, troszeczkę do Coś, troszkę do Life.  

Narracja jest przystępna, czyta się samo lekko, tylko szkoda troszkę, że tak bardziej opisowo, bez szczególnej głębi nastroju grozy panicznej, jaka powinna panować w tego typu tematyce,  ale i tak było dobrze 👽😎


MOJA OCENA: 6/10

PRZECZYTAJ FRAGMENT! 

TU

***

Nie ma ciepła. Nie ma ucieczki. Coś czai się w ciemności.

Paul Vernhard, światowej sławy ksenolog, zostaje zaproszony do wzięcia udziału w niezwykłej wyprawie. Na planecie Karamis II dokonano bowiem wyjątkowego odkrycia – znaleziono statek należący do obcej cywilizacji.

Gdy badacze udają się na miejsce, by obejrzeć znalezisko, odnajdują kokon nieprzypominający niczego znanego ludzkości. Postanawiają przewieźć go do laboratorium i poddać szczegółowym oględzinom. Nie przypuszczają, że tym samym uruchomią lawinę wydarzeń, która odmieni życie ich wszystkich…

Już w stacji badawczej z kokonu wydostaje się tajemnicza, żądna krwi istota. Pracownicy ośrodka rozpoczynają walkę o przetrwanie, w której izolacja i niebezpieczne warunki atmosferyczne będą ich najmniejszym zmartwieniem.
Wkrótce członkowie misji zdadzą sobie sprawę, że ludzka ciekawość naprawdę prowadzi do piekła – tylko że w tym przypadku piekło jest skute lodem.



Autor: Sabina Bauman - klik zdjęcie
Copyright © 2014 Mniej niż 0 - Mini Recenzje , Blogger