"A DZIŚ ŻEM SE CZYTŁA/LUKŁA..."

CZYTAJ ZA DARMO!

Statystyki

SZUKAŁKA

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą porwania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą porwania. Pokaż wszystkie posty
Zło pójdzie za tobą Mark Edwards

Zło pójdzie za tobą Mark Edwards

 "Zło z tamtego domu... Przyszło tu za nami."

Nie opowiadaj tego, co ci się przydarzyło w Rumunii, jeśli zależy ci na życiu twoich najbliższych...

Takie jest założenie tej tajemniczej /do czasu/ historii.

Największym minusem tej powieści jest narracja... Chociaż nie jest aż taka tragiczna, to jednak czuć tam gdzieś tą łopatologię. Sama historia się broni, bo jest ciekawie zaczęta - potem oczywiście są wzloty i upadki ale generalnie jest dosyć intrygująco: właściwie nie wiadomo czy się czyta thriller czy horror? 

A historia, która potrafi zaciekawić to dobra historia.

Oczywiście po czasie okazuje się, z czym mamy doczynienia, ale nie będę spojlerować.

Można przeczytać z czystym sumieniem, bo całość jest soczysta i uczciwa, choć ze słabszym przekazem, ale znośnym.


MOJA OCENA: 6/10


PRZECZYTAJ FRAGMENT! 

TU

***

Daniel i Laura, trzydziestoparolatkowie z Londynu, wyruszają w wielką podróż po Europie. Po powrocie planują się pobrać, założyć rodzinę. Gdy ich poznajemy, są w Budapeszcie – wsiadają właśnie do nocnego pociągu jadącego do Rumunii. Zapowiada się niezapomniana wyprawa. I rzeczywiście, na mocne wrażenia nie trzeba długo czekać. Już wkrótce para ląduje na nieczynnej stacyjce, gdzieś na rumuńskim odludziu. Usunięta z pociągu przez pograniczników za brak dokumentów. Bo dokumenty i plecaki skradziono im, gdy spali w najlepsze w kuszetce.

Postanawiają, idąc wzdłuż torów, dotrzeć do najbliższego miasteczka, ale ponieważ w dziwnych okolicznościach znika ich rumuńska towarzyszka Alina – zapuszczają się w głąb lasu. Gdy szukają dziewczyny, trafiają na rozległą polanę i stojący na niej samotny dom. To, co tam zobaczą przyprawi ich o dreszcze…

Ta upiorna rumuńska przygoda będzie się odzywać ponurym echem także po powrocie do Londynu. Na zdruzgotane nerwy Laura poszuka pomocy u psychoterapeutki. Daniel wynajmie detektywa, żeby zbadał sprawę. Wrażenia z Rumunii pozostawią trwały, niezbywalny ślad już na zawsze. I Laura, i Daniel będą cierpieć na zespół stresu pourazowego. Co go spowodowało? Jakie mroczne zagadki skrywał dom na odludziu?

Edwards po mistrzowsku stopniuje napięcie, zwodzi czytelnika, sprowadza go na manowce wyobraźni i zaskakuje, nie tylko nagłymi zwrotami akcji.



Domek na drzewie Vera Buck

Domek na drzewie Vera Buck

"Przyjazd tutaj był dobrym pomysłem. Lasy i ciemne jezioro przed naszym domem wręcz zachęcają do pisania i opowiadania historii. Las i jezioro to najlepsza wylęgarnia wszelkiej maści potworów i strachów."


Mam wrażenie że z tego jajeczka miało się wykluć jakieś smoczydło z Gry od tron, a wyszła jaszczurka.

Ale jaszczurki też są ładne.

Bardzo dobrze się czytało tą historię troszeczkę klimatem przypominała mi film Hanna

Jest tutaj kilka wątków i kilka narracji oraz powrót do przeszłości co też lubię. I prawie zawsze się sprawdza.

Jest rodzina, jest nowy - stary dom w środku lasu w Szwecji, jest sąsiad i jest... przeszłość.

Co łączy te wszystkie postaci, które opowiadają swoje własne historie?

Domek na drzewie.


"Wrośliśmy w las. A teraz ten las połknął naszego syna."


Bardzo dobry klimat, narracja przyzwoita, twist dobry - kolejny uczciwy thrillerek, warty zerknięcia.


MOJA OCENA: 7/10

PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

Szukali Idylli. Odnaleźli piekło.

Henrik i Nora wybierają się z pięcioletnim synkiem Fynnem do malowniczego Vsternorrlandu w Szwecji, licząc na beztroski odpoczynek. Sielanka szybko zamienia się jednak w koszmar. Gdy w lesie zostaje odkryty szkielet dziecka, a wkrótce potem znika Fynn, rozpoczyna się rozpaczliwa walka o prawdę.

Śledcza Rosa Lundqvist obdarzona niezwykłym darem wyczuwania śmierci, staje przed zagadką, w której teraźniejszość splata się z mroczną przeszłością.

Czy zniknięcie chłopca ma związek z tragiczną historią sprzed lat?

I jakie sekrety kryje domek schowany w koronie starego jesionu?

Czy ktoś wciąż w nim na coś czeka?

Zaginione Angela Marsons

Zaginione Angela Marsons

Nie jestem fanką takich opowieści I chyba nigdy nie zostanę, ale wydaje mi się że ta pozycja dla miłośników gatunku będzie warta zaoczenia.

Dla mnie największym minusem tej opowieści jest toporna i łopatologiczna narracja, bez klimatu i bez duszy, a także hiperbole emocjonalne czyli przerysowane reakcje bohaterów, jak w brazylijskim serialu. 

Gdyby odrzucić te marudzenia na bok, sama historia się broni, ponieważ jest bardzo rozbudowana uczciwa i soczysta. Co prawda twist nie wyrywa z butów, ale gdzieś tam w głowie maluje się całkiem niezła ekranizacja. 

Faktycznie co wzbudziło we mnie emocje w tej całej opowieści to postać naprawdę rasowego psychola, o którym czyta się naprawdę na wqurwie...

Całość można na spokojnie zaliczyć i nie będzie to aż tak bardzo stracony czas.

MOJA OCENA: 6/10

PRZECZYTAJ FRAGMENT! 

TU

***

JAK WIELE POŚWIĘCISZ, BY OCALIĆ TYCH, KTÓRYCH KOCHASZ?


Znikają dwie dziewięcioletnie przyjaciółki: Charlie i Amy. Chwilę później ich matki dostają wiadomość, że do domu wróci tylko ta dziewczynka, której rodzice zaoferują wyższy okup. Druga umrze. Sprawa trafia do charyzmatycznej komisarki Kim Stone, która wkrótce odkrywa, że porwania łączą się z serią brutalnych zabójstw. Policjantka orientuje się, że ludzie, których szuka, to najbardziej bezwzględni przestępcy, z jakimi miała do czynienia. Rozpoczyna się wyścig
z czasem. Czy Kim zdąży uratować dziewczynki? Szanse na to maleją wraz z każdą upływającą godziną.

Zaginione to wciągający thriller o przemocy i manipulacji. Ale przede wszystkim o cenie, którą przychodzi zapłacić za miłość.



Shadowman. Pierwszy w historii FBI portret psychologiczny seryjnego mordercy Ron Franscell

Shadowman. Pierwszy w historii FBI portret psychologiczny seryjnego mordercy Ron Franscell

"Ludzie zabijają tak, jak żyją... i żyją tak, jak zabijają. Zachowanie jest odzwierciedleniem osobowości."


Dzięki muzyce SKYND troszkę się wkręciłam w truecrime, dlatego postanowiłam sobie czytnąć Shadowmana.

Nie żałuję.

Dlaczego?

Przede wszystkim dzięki narracji - czyta się to świetnie, gładko, nie jak dokument, bardziej jak opowieść o zbrodni.

Niezły był klimacik, narastające napięcie, poczucie osaczenia, sama czułam się jak Schadowman... xd

Smutna historia chorego umysłu, smutna historia ofiar, smutne zdjęcia na koniec lektury...

MOJA OCENA: 7/10

PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

Trzymająca w napięciu relacja o powstaniu pierwszego w historii FBI profilu psychologicznego, który pomógł złapać seryjnego mordercę.


25 czerwca 1973 roku z kempingu w Montanie ginie siedmioletnia Susie Jaeger. Ktoś rozciął tył namiotu i porwał dziewczynkę, gdy jej rodzina spała. Nikt nic nie widział, nic nie słyszał. Rozpłynęła się w powietrzu.


FBI rozpoczyna największą obławę w historii Montany. Czas mija. Gdy policja szuka śladów, agent specjalny Peter Dunbar uczestniczy w warsztatach w siedzibie FBI w Quantico w Wirginii. To tu rodzi się zupełnie nowy, przełomowy pomysł. Co byłoby, gdyby przestępcy na miejscu zbrodni zostawiali nie tylko odciski palców czy butów? Co, jeśli na trop może naprowadzić ślad psychologiczny?


Na prośbę Dunbara agenci FBI tworzą pierwszy w historii profil domniemanego sprawcy: UnSub, który porwał Susie Jaeger, a kilka miesięcy później dziewiętnastoletnią kelnerkę. Kiedy w końcu dochodzi do aresztowania podejrzanego Davida Meirhofera, przygotowany przez agentów profil pasuje do seryjnego mordercy jak ulał. A nowa dziedzina wiedzy zostaje nazwana profilowaniem kryminalnym.


AUTOR



Zaginione dziewczyny John Glatt

Zaginione dziewczyny John Glatt

"Ludzie próbują zrobić ze mnie potwora [...] Nie jestem nim. Jestem chory."


Psychopata i brutal, o którym prawie wszyscy wiedzieli, że psychol.

I co?

I ...

Robił sobie co chciał, gdzie chciał i kiedy chciał. 

Opowieść kolejna z rodzaju tych, że wszyscy wiedzieli, ale nikt nie reagował - zadziwiające to jest, takie nie wtykanie nosa w "nie swoje sprawy", ale kiedy nie trzeba, to donosów pełno...

No cóż.

Reportaż fabularyzowany, narracja chwilkami chaotyczna, jak zwykle przez mnogość szczegółów i informacji. Cała historia do wygooglowania.

Przerażające traktowanie, aż nie do uwierzenia, że tyle lat to wszystko trwało... Syndrom Sztokholmski. Tortury psychiczne i fizyczne. I taka normalność w tym wszystkim.

Szoking.

Polecam fanom prawdziwych opowieści.


MOJA OCENA: 7/10

PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

Prawdziwa historia porwania trzech kobiet przetrzymywanych w piwnicy domu w cleveland, które zostały uratowane o wiele za późno.
"Zaginione dziewczyny" to przejmująca opowieść o Amandzie Berry, Ginie DeJesus i Michelle Knight, które zostały porwane i uwięzione. Były przetrzymywane przez ponad 10 lat. W piwnicy domu kierowcy autobusu szkolnego Ariela Castro, potwora w ludzkiej skórze, przeżyły prawdziwy koszmar. Gdy związane i skute łańcuchami cierpiały, narzeczona Castro odwiedzała go w tym samym domu i wspólnie przygotowywali romantyczne kolacje. Z niczego nie zdawała sobie sprawy.
W maju 2013 r. dziewczynom udało się uciec. Historia porwania i dramatycznego ratunku trafiła na pierwsze strony gazet na całym świecie.
Jak to możliwe, że nikt nie zauważył niczego dziwnego w zachowaniu mężczyzny, który trzem kobietom zgotował prawdziwe piekło?
Tworzymy więź z osobą, która jest wobec nas agresywna.
To Syndrom Sztokholmski.





FILMIK


AUTOR

Sprzedane przez ojca Betty Mahmoody, Zana Muhsen

Sprzedane przez ojca Betty Mahmoody, Zana Muhsen

"Te dwie małe Angielki, urodzone i wychowane w Birmingham, całkowicie zakotwiczone w swoim środowisku, których życie było podobne do życia wszystkich nastolatek w ich wieku, zostały sprzedane przez ojca, wydane za mąż pod przymusem i były przetrzymywane w Jemenie wbrew ich woli. Aby przeżyć, musiały dostosować się do tamtejszej zacofanej społeczności i zostać niewolnicami w kraju własnego ojca."


Pamiętam, że tą opowieść wzięłam ze sobą na wycieczkę do Egiptu. I to był mój największy błąd w życiu. Po jej przeczytaniu nie wyszłam już poza obręb hotelowego basenu...

Jedna z najbardziej wstrząsających historii prawdziwych, jakie miałam (nie)szczęście przeczytać.

Opowieść zaczęła się tak, jak moja podróż właśnie: dziewczynki, przeświadczone, że jadą z ojcem na wakacje...

Beztroskie siostry, które zamiast do raju, trafiają do piekła i to za sprawą swojego... reproduktora, bo ojcem tego czegoś nazwać nie można, a nawet nie wolno. 

Dużo jest w opisie okładkowym, więc nie będę wrzucała skróciku, napiszę tylko, że jest to porażająca relacja, otwierająca chyba wszystkim noże w kieszeni...!

Czytałam kilka lat temu, a ciągle pamiętam szczegóły.

POLECAM


MOJA OCENA: 9/10

PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

Zostałyśmy wywiezione do Jemenu, sprzedane przez własnego ojca, brutalnie zmuszone do małżeństwa, gwałcone, poddane wszelkim aktom przemocy, upokarzane i więzione przez osiem lat…

Betty Mahmoody, autorka światowego bestsellera Tylko razem z córką, przedstawia wstrząsającą autobiografię dwóch angielskich dziewczynek

2000 tysiące funtów. To cena, za jaką Muthana Muhsen sprzedał swoje córki…

Ojciec obiecał im rajskie wakacje. Dla piętnastoletniej Zany i czternastoletniej Nadii z Birmingham to miała być wspaniała egzotyczna przygoda Stała się ośmioma latami piekła…

Zamiast pięknych plaż - zapadła wioska w Jemenie, nędzna, brudna i zacofana, gdzie nikt nie mówi po angielsku, gdzie kobieta jest niczym. Tu Zana i Nadia usłyszą, że ojciec sprzedał je i wydał za mąż. Że nie wrócą do domu. I że są niewolnicami swoich mężów…

Dwie brytyjskie nastolatki, odcięte od rodziny, bliskich, wszystkiego, co znały i kochały, zostały nagle uwięzione w obcym świecie, prymitywnym i wrogim, oddane w ręce obcych mężczyzn, gwałcone co noc, zmuszane do niewolniczej pracy. Były zaledwie dziećmi, przerażonymi i straszliwie samotnymi. A jednak Zanie udało się wyrwać z tego koszmaru. Wróciła do Anglii, by stamtąd walczyć o siostrę, o jej dzieci i o swojego synka. Ale jej tragedia miała ciąg dalszy…

Po międzynarodowym sukcesie swojej autobiografii Tylko razem z córką Betty Mahmoody otrzymywała z całego świata relacje podobne do jej historii. Postanowiła przedstawić opowieść Zany jako jedną z najbardziej poruszających.

 







AUTOR





Bezbronne Taylor Adams

Bezbronne Taylor Adams

Bardzo dobry thriller, idealnie wpasowyjący się w aurę zimy, Wigilii i snieżyc, których u nas brakuje.

Szybka akcja, ciągłe napięcie od razu nasuwają skojarzenia o doskonałym filmie i jeśli ktoś się pokusi o ekranizację, to scenariusz ma juz gotowy.

Ludziska uwięzieni w zamieci i śniezycy, z których tylko nieliczni nie maja niczego na sumieniu, a wśród nich rasowy psychol.

Polecam, są emocje.

MOJA OCENA: 7/10

PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

Bestsellerowy thriller, który szturmem podbił świat.

Odludzie. Śnieżyca. Mała dziewczynka uwięziona w aucie. Znikąd pomocy. Co byś zrobiła?

Darby jechała z uniwersytetu do domu, gdy rozszalała się burza śnieżna i uwięziła ją na odludziu. Najbliższą noc dziewczyna będzie musiała spędzić na postoju przy autostradzie z czterema obcymi osobami i bez zasięgu. Gdy rozgląda się po parkingu, przypadkowo odkrywa, że w jednym z aut uwięzione jest małe dziecko...

Kto z przebywających na postoju jest porywaczem? Kim jest uwięziona dziewczynka? Jak można jej pomóc?






AUTOR

Inni ludzie C.J. Tudor

Inni ludzie C.J. Tudor

"Zaginięcie rózni sie od śmierci. Jest w pewnym sensie gorsze. Śmierć to coś ostatecznego. Pozwala przeżyc żałobę. Wspominać zmarłego, zapalać świece, składać kwiaty. Zapomnieć.

Zaginięcie stwarza pustkę. Człowiek ląduje w dziwnym, ponurym miejscu, gdzie na horyzoncie lśni promyk nadziei; wokół krążą niczym sępy rozpacz i ból."

Tematyka zbliżona do Łańcucha, ale zdecydowanie lepiej mi się to czytało, może dlatego, że jest tu delikatny wątek mystery.

Jest mała dziewczynka, z dziwną przypadłością zapadania w comę, kiedy tylko spojrzy w lustro.

Jest zrozpaczony, ale upraty ojciec.

Jest zrozpaczona, ale zdeterminowana matka.

Jest dzielna kelnerka.

I są INNI.

"Wiemy, czym jest ból. Wiemy, czym jest strata. Wiemy, czym jest niesprawiedliwość. 

Dzielimy ból... z tymi, którzy na to zasługują."

I kim jest Piaskowy Dziadek?

Polecam, samo się czyta, bardzo przyjemnie spędzony czas. 

MOJA OCENA: 7/10

PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

Gabe, wracając pewnej nocy do domu, tkwi w korku za pordzewiałym starym samochodem. Nagle w tylnej szybie widzi twarz dziewczynki. Z jej ust wydobywa się tylko jedno słowo: „Tatusiu”.

To jego pięcioletnia córka, Izzy. Nigdy więcej już jej nie zobaczy.

Trzy lata po zaginięciu córki Gabe spędza dni i noce podróżując po autostradzie, szukając samochodu, w którym widział Izzy, i nie tracąc nadziei, choć większość ludzi uważa, że dziewczynka nie żyje.

Fran i jej córka Alice również przejechały wiele kilometrów autostradą. Ale nie poszukując. Uciekając. Starając się wyprzedzić ludzi, którzy chcą ich skrzywdzić. Ponieważ Fran zna prawdę. Wie, co naprawdę stało się z córką Gabe’a. Wie, kto jest odpowiedzialny. I wie, co zrobią, jeśli kiedykolwiek dogonią ją i Alice…

Autorka bestsellerowych „Kredziarza” i „Zniknięcia Anne Thorne” wciąga czytelników w nową pasjonującą intrygę.





AUTOR

 

Lockdown Robert Ziębiński

Lockdown Robert Ziębiński

"Wszyscy mamy siłę, żeby mordować, ale większość ludzi jest zbyt przerażona, by jej użyć. Ci, którzy tego strachu nie odczuwają, naprawdę kontrolują życie."

Tak. To jest bardzo dobra sensacja. Dobra gangsterka. Dobra, szybka akcja.

Ale...

Porażka /dla mnie/, jeśli chodzi o obyczaj. O relacje, a przede wszystkim o reakcje.
Ja wiem, że są może gdzieś na świecie takie kobiety, którym - mimo porwanego dziecka - w głowie tylko faceci, seks i durne teksty. 
Są na pewno.
Cieszę się, że nie jestem taką kobietą. 
Kobietą, która zamiast panikować - wiem wiem, miała to być zimna suka, ale pomimo tego...- z powodu porwania nastoletniej córki, uśmiecha się w aucie, z rozrzewnieniem wspominając czasy, kiedy siedziała za kółkiem, która mierzy swojego ochroniarza wzrokiem, stwierdzając, jaki to on nie jest przystojny, że nie wspomnę o dalszych akcjach, żeby nie spojlerować. 
Już to widzę: o niczym innym nie myślałabym, tylko o seksie...
Dramat.

Ja kocham fantastykę.

Ale nie tego rodzaju.

Jestem matką i moja empatia padła trupem na reakcje tej kobiety. 
I to był strasznie duży minus. OGROMNY.

Drugi minus, już mniejszy, to to całe zamieszanie z epidemią i lockdownem... Moim zdaniem, kusząco, ale zupełnie niepotrzebnie, bo miał on znikomy udział w całej tej historii. Zabieg podobny, jak w przypadku Ostatniego...

Jednakże.

Jeśli kogoś nie będzie razić taki szczegół, z lektury powinien być zadowolony. Szczerze.

MOJA OCENA: 6/10


PRZECZYTAJ FRAGMENT! 


***


72 godziny w Warszawie ogarniętej chaosem.


W zdominowanej przez pandemię rzeczywistości zdeterminowana matka złamie każdą zasadę, żeby ocalić życie dziecka.
Olga ma wszystko. Miliony na koncie, wielki dom, firmę oraz córkę, którą kocha nad życie. Za miesiąc otworzy swój najnowszy biznes – gigantyczną galerię handlową w stolicy. Nigdy nie była ryzykantką. Zawsze potrafiła działać tak, by nic nie stracić.
Jest piątek. Olga dowiaduje się, że ktoś uprowadził jej córkę Dominikę. Porywacz żąda zapłacenia dziesięciu milionów euro do poniedziałku. Zdobycie tych pieniędzy nie byłoby dla Olgi wielkim problemem, gdyby nie lockdown. Odcięta od bankowych kont musi znaleźć sposób na zdobycie pieniędzy.
Na ulicach wybuchają zamieszki, a wirus zbiera śmiertelne żniwo. Zaczyna się rozpaczliwy wyścig z czasem. Olga będzie musiała wniknąć do przestępczego świata warszawskich gangsterów. Tylko tam może dostać to, czego szuka.


AUTOR


Polowanie na Annabelle Wendy Heard

Polowanie na Annabelle Wendy Heard

"Sądzę, że w głębi duszy zawsze wiedziałem, że będzie dla niej lepiej, jeśli jej nie znajdę."

Mr. Jekyll i Mr. Hyde. Wewnętrzna walka. Nie zawsze wygrana.

"Zaciskam pięści, żeby moje dłonie nie mogły jej skrzywdzić - ten ruch daje mi nadzieję. Nie chcę zrobić jej krzywdy. To znaczy, chcę, a zarazem w głębi duszy nie chcę." 

Trafiła mi się kolejna, po Błękitnookim chłopcu, powieść z tematyką synestezji.
I kolejna, dzięki której siedzę sobie w głowie psychopaty.

Główny bohater, koreańczyk Sean, widzi aury. Jest przekonany, że są one wynikiem jego choroby - schizofrenii.

Ale nie tylko to dolega Seanowi.

Sean jest artystą - ma ogromny talent: rysuje portrety.

"... co innego mi pozostało oprócz tej chwili chwytania wizerunków ludzi, którzy nigdy nie będą należeli do mnie ani ja nie będę należał do nich?"

Lecz przede wszystkim Sean jest drapieżcą.

"Nie jestem zdrowy. Nie jestem bezpieczny. Nie jestem lepszy. Terapia, której mnie poddali, nie zadziałała, podobnie jak lekarstwa, bo leczyli nie tę chorobę, co trzeba. Tego, co we mnie siedzi, nie da się wyleczyć. Bo taki już jestem. Jestem drapieżcą.
[...] Wychodzi na to, że na poziomie komórkowym po prostu pragnąłem zabijać kobiety."

Więcej nie napiszę, bo akurat w tym przypadku trudno jest nie spojlerować.

Troszkę zmarnowany potencjał. Wątek małego miasteczka Lone Herman, tamtejszych mieszkańców, Śmiercionośnej Annie i psychicznego szeryfa rewelacyjny - szkoda, że tak szybko urwany.
Świetny temat, ale akcja trochę taka poszarpana, jednakże całość bardzo mi się podobała - nieodkładalna.

Polecam

MOJA OCENA: 7/10


PRZECZYTAJ FRAGMENT!


***

Sean Suh skończył z zabijaniem. Po trzech latach spędzonych w więzieniu dla umysłowo chorych zamierza trzymać się z dala od pokus. Nie może jednak oprzeć się Annabelle – pięknej, pewnej siebie, olśniewającej Annabelle – i odsłania przed nią zarówno bestialską przeszłość, jak i drzemiące w nim człowieczeństwo. Człowieczeństwo, którego teraz tak kurczowo się trzyma.


Tymczasem Annabelle znika.

Sean nie jest pewien, czy została porwana – niby sam widział, jak ją uprowadzono – lecz policja jest przekonana, że to on sam, Sean, stoi za tą zbrodnią. A przecież musi przyznać, że zdarzały mu się wcześniej luki w pamięci – towarzyszki jego choroby. Co, jeśli wydarzyło się więcej, niż pamięta?

Przerażony świadomością, że może lepiej byłoby dla Annabelle, gdyby nigdy jej nie odnalazł, Sean jednocześnie nie może się pogodzić z jej utratą bez walki. Aby ją ocalić, skonfrontuje się nawet z własnymi demonami… Będzie musiał je uwolnić.



AUTOR


Cykl Niewidzialni Michael Marshall Smith

Cykl Niewidzialni Michael Marshall Smith

"Pojawiliśmy się za późno dla bóstw i za wcześnie dla Istoty. Poematem Istoty, zaledwie zaczętym, jest człowiek."

Pomyślałam sobie, że nie wrzucę polskich okładek.
Dlaczego?
Ponieważ są TRAGICZNE.
Tragiczne ogólnie i MEGA TRAGICZNE, jeśli chodzi o treść tej PRZEREWELACYJNEJ serii.

Serii, której nie można odłożyć w trakcie czytania! Serii, która zachwyciła Kingusia. 
I mnie.
Narracja błyskotliwa, teksty jak żyletki, historia hipnotyzująca!

Skrócik.
Chodzi tu głównie o organizację, nazywającą siebie Niewidzialnymi. 
Organizację, która ma szeroko rozwiniętą sieć terroru, zbrodni, także masowych, na niewyobrażalną skalę. Organizację, w której szeregach znajdują się psychopaci, mordujący bez skrupułów. I bez konsekwencji.
Na trop Niewidzialnych wpadają przypadkiem przypadkowe osoby: Ward Hopkins, który niedawno stracił rodziców w wypadku samochodowym, agentka federalna Nina Baynam oraz policjant John Zandt. Jest też genialny spec od świata wirtualnego, agent CIA, Bobby Nygard (świetny gość).
Wspólne śledztwo zaczyna dawać efekty.
Przerażające.
Tajemnica wydobywa się z mroku przeszłości i wyłania się z niej główny aktor - Sprawiedliwy.

POLECAM BAAAARDZO!

MOJA OCENA: 9/10


PRZECZYTAJ FRAGMENT!

PALMERSTON, PENSYLWANIA 

Palmerston nie jest miastem wielkim, nie może też powiedzieć o sobie uczciwie, że jest pierwszym wśród niewielkich.
Po prostu jest jak szczelina w płytach chodnika. Ma przeszłość i kiedyś miało nawet przyszłość, lecz, niestety, z biegiem czasu stawało się tylko coraz spokojniejsze i coraz silniej czuć je było naftaliną. Oddalało się od ścieżek historii, upodabniając się raczej do kranu na końcu starej, przerdzewiałej rury, która w końcu popęka tak, że do celu nie dotrze ani kropla wody.
Miasteczko zbudowano nad rzeką Allegheny w cieniu masywnych wzgórz. Wszystkich rosnących w nim drzew nie da się zliczyć, no, chyba że ktoś miałby bardzo dużo czasu i determinacji, przekraczającej granice zdrowego rozsądku.
Kiedyś, dawno temu, linia kolejowa przebiegała niezbyt daleko stąd, po drugiej stronie rzeki, ale w połowie lat siedemdziesiątych stację zamknięto, tory zdemontowano i pamiątką po kolei pozostało wyłącznie stworzone bez przekonania, działające siłą rozpędu muzeum, którego nie odwiedzają już nawet uczniowie niższych klas podczas szkolnych wycieczek.
Od czasu do czasu zagląda tu jakiś turysta, obojętny i znudzony patrzy na fotografie dawno zmarłych, po czym zdecyduje, że pora nadrobić stracony czas i szybkim krokiem wraca do samochodu.
Palmerston narodziła się na skrzyżowaniu dwóch dróg, z których jedna kończy się ślepo. Przypomina literę „T”, okrążoną przez uliczki niepewne, co tu właściwie robią. Przy samym skrzyżowaniu stoi drewniany kościół, z którego wprawdzie łuszczy się farba, ale który na tle zimnobłękitnego nieba nadal potrafi wyglądać bardzo atrakcyjnie. Jeśli skręci się w lewo, a należy, bo przecież trzeba zobaczyć zbiornik wodny Allegheny, bo po co innego tu przyjeżdżać, znajdzie się na głównej ulicy. Jest tu kilka banków i kilka sklepów, różniących się między sobą frontowymi oknami: te bankowe są lustrzane i wyglądają bardzo anonimowo, te sklepowe warto byłoby kiedyś umyć, by lepiej pokazać klientom antyki o niezbyt dużej wartości. Na razie zgromadzone na wystawach dobra promieniują na ulicę wrażeniem, że przez długie lata będą rosnąć w cenę na miejscu. Po południowej stronie ulicy, na wielkiej samotnej działce, stoi piękny wiktoriański dom, od lat nie zamieszkany. Nikt jakoś nie miał ochoty wybić w nim okien, ale farba obłazi z niego znacznie bardziej niż z kościoła, a niektóre deski już obluzowały się i popękały.
Jeśli zdarzy wam się zgłodnieć w Palmerston, traficie zapewne do McDonalda stojącego nieco dalej, niemal dokładnie naprzeciwko Muzeum Kolejowego; w każdym razie większość głodnych trafia właśnie tam.
Właściwie Palmerston nie jest najgorszym miejscem na świecie. Szczerze mówiąc, takich miejsc powinno być więcej.
Spokojnie tu, ludzie są życzliwi, przestępczość praktycznie nie istnieje i zawsze można wybrać się z wycieczką do pobliskiego Rezerwatu Leśnego Sasąuehannock. Można się tu urodzić, wychować dzieci i umrzeć, nie zgłaszając do losu pretensji, że źle nas potraktował.
Tylko że w międzyczasie nie masz, człowieku, nic do roboty.
W środę, 30 października 1991, w porze lunchu, McDonald cieszył się sporym powodzeniem. Większość stolików była zajęta, do kas stały cztery długie kolejki. Dwie dziewczynki, cztero-i sześcioletnia, które mama zabrała „na miasto”, by 12
zrobić im przyjemność, równie płaczliwie co głośno domagały się Chicken McNuggets. Wszyscy przyglądali się tablicom menu z szacunkiem, na który zasługiwały.
Do McDonalda trafiła tego dnia trójka nietutejszych, co należało uznać za wielki tryumf lokalnego przemysłu turystycznego. Przy stoliku w rogu siedział samotnie mężczyzna w średnim wieku. Nazywał się Steve Harris, był komiwojażerem, nosił garnitur i wracał do Chicago po długiej, rozczarowującej podróży służbowej. Ze swojego miejsca widział wyniosłą imitację włoskiej wieży wieńczącą dach wiktoriańskiego domu. Jedząc, dziwił się, dlaczego nikt nie postarał się o prawo do tak pięknej posiadłości i nie zabrał się do jej remontu.
Przy sąsiednim stoliku, co było zresztą dziełem przypadku, siedziało brytyjskie małżeństwo. Mark i Suzy Campbellowie zrezygnowali ze śniadania, by od rana przebyć zaplanowane kilkaset kilometrów i byli już porządnie głodni. Marzyli wprawdzie o uroczym, przytulnym, prowincjonalnym lokaliku, lecz żadnego nie znaleźli i pozostała im wyłącznie miejscowa hamburgerownia. Przeżuwali hamburgery w nie najlepszym nastroju i kiedy okazało się, że siedzą koło miejscowego, który pierwszy się do nich odezwał, najpierw mocno się zaniepokoili, a dopiero potem uśmiechnęli. Trent mógł mieć około czterdziestki, był wysoki, ciemnorudy. Gdy dowiedział się, że Campbellowie wybrali się na kilkudniową wycieczkę od wybrzeża do wybrzeża, z aprobatą skinął głową, jakby pochwalał to zajęcie, choć nie miał zamiaru uprawiać go sam, podobnie jak zbierania pudełek od zapałek, wspinaczki skałkowej czy podjęcia stałej pracy. Anglię znał z nazwy, miał też wrażenie, że ma długą historię i bardzo dobrą muzykę rockową. Co raczej mu się podobało.
Rozmowa szybko utknęła na mieliznach wspólnych doświadczeń. Suzy była nieco rozczarowana, bo, szczerze mówiąc, ucieszyło ją to spotkanie. Mark milczał, zajęty własnymi myślami. Miał ochotę na zakupy. Barman w barze hotelowym, w którym spędzili ostatnią noc, manipulując przy radiu w poszukiwaniu czegoś, co mógłby puścić bardzo głośno, przypadkiem trafił na stacją nadającą muzyką klasyczną i na jedną cudowną chwilę w barową atmosferą wzleciały słodkie tony Wariacji Goldbergowskich. Mark wyobraził sobie nawet tą nadającą Bacha stacją: jeden facet w domku gdzieś w wysokich, niedostępnych górach, broniący się zza zabarykadowanych drzwi przed hordą wściekłych napastników uzbrojonych po zęby w płyty Gartha Brooksa. Nie potrafił zapomnieć Wariacji, jakże innych od nieznośnie mdłych ballad, jedna za drugą wychwalających wierność psów w porównaniu z niewiernością żon (lub, w niektórych przypadkach, mężów). Postanowił kupić CD z Wariacjami i posłuchać w samochodzie.
W Palmerston nie znalazł sklepu z muzyką klasyczną, bo go nie było.
Niezaplanowana rozmowa z Trentem opóźniła wyjazd Campbellów; gdyby nie ona, wyszliby z McDonalda o dwunastej pięćdziesiąt. Suzy nabrała ochoty na papierosa, a znaki na ścianach zabraniały palenia w krótkich kategorycznych zdaniach z dodatkiem rozpoznawalnej na całym świecie ikonografii.
Steve Harris nigdzie się nie spieszył i cokolwiek by się stało, tkwiłby przy stoliku aż do dwunastej pięćdziesiąt trzy, wpatrzony w wielki dom na wielkiej działce, zastanawiając się, ile mógłby kosztować.
O dwunastej pięćdziesiąt trzy w zatłoczonej restauracji rozległ się kobiecy krzyk.
Ten krótki krzyk nie niósł żadnych treści, żadnej informacji, przekazywał tylko uczucie nagłego panicznego strachu. Ludzie podświadomie usunęli się jak najdalej od jego źródła, pozostawiając puste przejście od głównego wejścia do kas. I wówczas stało się jasne, że kobieta krzyczała na widok dwóch mężczyzn: jednego, który na oko nie miał jeszcze dwudziestu lat, i drugiego, który miał lat dwadzieścia kilka, obu ubranych w długie płaszcze. Sekundę później stało się jasne coś jeszcze: obaj uzbrojeni byli w karabiny powtarzalne.
W McDonaldzie zrobiło się nagle przedziwnie jasno, wszystkie dźwięki wzmogły się i wyostrzyły, zupełnie jakby w mgnieniu oka usunięto obecnym jakąś wspólną wadę wzroku i słuchu. Kiedy siedzi się w McDonaldzie w zwykły, powszedni dzień, je lunch i czeka, aż kawa osiągnie temperaturę umożliwiającą wykorzystanie jej w sposób naturalny, i nagle człowiek zdaje sobie sprawę, że najzupełniej przeciętnego, pogodnego popołudnia zapadła noc, czas zwalnia swój szalony bieg i pojawia się moment jasnowidzenia.
Podobnie jak długa sekunda przed kraksą, ta chwila nie pomaga niczego zrozumieć, nie oferuje drogi ucieczki, nie jest darem bożym, lecz tylko czasem przeznaczonym na powitanie śmierci oraz łagodne zdziwienie: dlaczego tak zwlekała po drodze!
Trentowi ta chwila wystarczyła na wypowiedzenie tonem, w którym brzmiało komiczne wręcz zdumienie, jednego słowa: „Billy?”, a potem obaj mężczyźni zaczęli strzelać.
Stali pośrodku baru. Strzelali szybko, lecz spokojnie, kolby przycisnęli do ramion jak na ćwiczeniach. Pierwsza ofiara padła na wznak, z wyrazem niebotycznego zdumienia na twarzy, a kaci przystąpili do wykonywania wyroku pilnie i w skupieniu, jakby chcieli udowodnić jakiejś wyższej władzy, że warci są przywileju, który im dała, że wykonają wyznaczone sobie zadanie z zapałem i najlepiej jak potrafią.
Po mniej więcej sekundzie i dwóch kolejnych trupach, obecni nagle odzyskali przytomność umysłu. Czas powrócił do swego normalnego biegu, rozległy się rozpaczliwe krzyki. Ludzie próbowali uciekać, kryć się, zasłaniać innymi ludźmi. Niektórym udało się nawet dobiec do drzwi, lecz lufy, jak na komendę, skierowały się w ich stronę i dezerterzy polegli, nim zdążyli tak naprawdę zdezerterować. Na linii ognia znaleźli się także turyści: Mark Campbell zginął postrzelony w potylicę, twarz Susan ozdobiła kompozycją z krwi i mózgu wielką szybę, pękniętą od impetu dwóch kul, które przedtem przeszyły jej głowę. Trent poległ, walcząc: wstawał, by skoczyć na napastników i ich obezwładnić. Zaledwie kilku gości stać było na świadome podjęcie tak szalonego ryzyka, a ci, którzy je podjęli, zginęli również szybko jak on.
Inni, a więc niemal wszyscy żywi, próbowali po prostu uciekać. Próbowali wydostać się z pułapki. Próbował wiceprezes Ubezpieczeń Bedloe, próbował jego rozpaczliwie ślamazarny, do niczego się nienadający sekretarz, próbowało dwanaścioro uczniów miejscowej szkoły. Spróbowali jednocześnie i oczywiście wszyscy na siebie powpadali. Niektórzy potykali się o ciała martwych i rannych, i ginęli w niezgrabnych pozach, w upadku zrywając więzadła kolan i łamiąc kości biodrowe. Ci, których droga ucieczki była jeszcze wolna, napotykali na niej kule i padali, przewracając stoliki, uderzając w ściany i ladę, za którą ostatnia żywa dziewczyna z obsługi kryła się zwinięta w kłębek, aż nazbyt świadoma faktu, że leży w kałuży własnej uryny. Ze swojego miejsca widziała drgającą stopę Duane’a Hillmana, chłopaka, z którym kilka dni temu wybrała się na spacer trasą dawnej linii kolejowej. Duane był taki słodki i obiecał nawet, że użyje kondomu. Ponieważ wiedziała, że nie tylko już został postrzelony, lecz także padł, niosąc otwarty pojemnik wrzącego oleju, mądrze zdecydowała, że woli na niego nie patrzeć. Uznała za to, że jeśli nie będzie patrzyła na nic, jeśli zwinie się w kłębek tak malutki, że stanie się niewidoczna, to może jeszcze wszystko będzie dobrze.
Znacznie później zabłąkana kula przebiła ladę i trafiła ją prosto w kręgosłup.
Byli i tacy, którzy nie próbowali nawet uciekać, po prostu znieruchomieli z wytrzeszczonymi ze zdumienia oczami; duch opuścił ich ciało, nim w piersi, brzuchy i krocza tego ciała trafiły pierwsze pociski. Spośród nich co najmniej jedna osoba — niedawno zdiagnozowano u niej tego samego raka, który powoli i w mękach zabił jej ojca — nie przyjęła śmierci w McDonaldzie jako najgorszego obrotu wypadków. Problem w tym, że gdyby przeżyła, młody lekarz, któremu nie ufała przede wszystkim dlatego, że przypominał złoczyńcę z jej ulubionego serialu, byłby w stanie ją wyleczyć. Zabrakło jej jednak czasu na zastosowanie się do jego rad.
Pozostałe nieruchome posągi nie miały nawet takiego powodu, by trwać nieruchomo. Po prostu nie były w stanie się poruszyć, gdy istniał jeszcze jakiś wybór, a potem wyboru już nie miały.
W sali pełnej ofiar mordercy sprawiają wrażenie bogów. Ci mordercy strzelali metodycznie, uważnie wybierając cele, od czasu do czasu lufy obracały się zgodnie w kierunku, w którym najmniej spodziewano się ognia. Przeładowywali broń, choć nigdy jednocześnie. Byli wyjątkowo sprawni i skuteczni. I od początku do samego końca zdarzenia nie odezwali się do siebie ani słowem.
Z osiemdziesięciu dziewięciu osób jedzących tego dnia lunch w McDonaldzie zaledwie czterdzieści usłyszało echo ostatniego wystrzału, z tej czterdziestki zaś dziewiętnaście nie dożyło zmierzchu, podnosząc ogólną liczbę ofiar do sześćdziesięciu ośmiu. Wśród tych, którzy przeżyli, była dziewczyna zza lady; do końca życia nie zrobiła kroku o własnych siłach, popadła w alkoholizm, potem nawróciła się, a potem porzuciła Boga.
Ocalała też jedna z dziewczynek, wychowała ją ciotka z Iowy i jej życie ułożyło się normalnie, przeciętnie szczęśliwie; oraz pewien przyjaciel Trenta, cztery lata później zaciągnął się on do Straży Wybrzeża w Laguna Beach.
Steve Harris także miał szczęście. Gdyby wszystko ułożyło się jak powinno, zginąłby od pierwszej salwy skierowanej w lewo, ale… kiedy próbował wślizgnąć się pod stolik, upadło na niego ciało Suzy Campbell. Pod jego ciężarem runął na podłogę, z całej siły waląc w nią głową. Niemal w tej samej chwili do Suzy dołączył mąż, już martwy. Twarzy obojga Campbellów nie dałoby się zidentyfikować na podstawie zdjęć paszportowych (paszporty przewidująco przełożyli do kieszeni na wypadek, gdyby ktoś włamał się do ich samochodu). Natomiast ubrania, które mieli na sobie, częściowo troskliwie spakowane przed wyjazdem z Anglii, częściowo beztrosko nabyte na wyprzedaży w Gapie w bostońskiej Back Bay, pozostały właściwie niepokalane. Wystarczyłoby je otrzepać i już mogliby wyjść z baru, wsiąść do wypożyczonego samochodu 17
i odjechać w siną dal. Być może w jakiejś innej, lepszej rzeczywistości tak właśnie się stało; Mark miał szczęście, w kolejnym niewielkim miasteczku jakimś cudem dostał Wariacje Goldbergowskie i przy ich wtórze podążał prostą jak strzelił drogą porośniętą po obu stronach drzewami o liściach wydających się świecić własnym światłem, to wspinającą się na pagórek, to spadającą po jego zboczu, tak malowniczą, że nawet by nie zauważyli, że oprócz nich nikogo na niej nie ma.
W tej rzeczywistości oboje spełnili ostatni dobry uczynek: ocalili ludzkie życie. Steve Harris leżał pod nimi przerażony, nieruchomy, czując tylko pieczenie skaleczeń i ból głowy od wstrząsu mózgu, który okazał się tak poważny, że czasami miał wrażenie, jakby głowa miała go boleć już zawsze. Młoda dyplomowana pielęgniarka, która najwidoczniej podziwiała go tylko za to, że przypadkiem przeżył tam, gdzie tylu zginęło, spędziła z nim noc w szpitalu w Pipersville; nie pozwoliła mu zasnąć, choć Steve wolałby spać.
Lecz to czekało go w przyszłości, podobnie jak atak serca; w 1995 roku dokonał on dzieła, którego nie były w stanie dokonać kule. I Steve Harris nigdy nie dowiedział się, czy piękny wiktoriański dom jest na sprzedaż i za ile, po prostu harował, póki nie padł.
Ponad miarowe paf, paf, paf wystrzałów, ponad rzężenie i krzyki umierających, wzniósł się nagle rosnący jęk syren.
Mężczyźni strzelali jeszcze około dwudziestu sekund, czyszcząc kąt przy ladzie, w którym aż do tej pory udało się schronić matce i jej dwóm córeczkom. Potem przestali strzelać… jak na komendę. Rozejrzeli się; ich twarze nie zdradzały, co sądzą o swoim dziele. Nagle młodszy z nich, Billy, cofnął się o krok i zamknął oczy. Starszy strzelił mu w twarz, niemal przykładając do niej lufę. Leżącym na podłodze ciałem wciąż wstrząsały drgawki, gdy mężczyzna przykucnął spokojnie i obmył dłonie we krwi. Następnie wstał, jeszcze raz, niespiesznie się rozejrzał, nie zwracając najmniejszej uwagi na pędzące główną ulicą samochody policji, spóźnionej i oczywiście niezdolnej wywrzeć jakiegokolwiek wpływu na wydarzenia, dzięki którym Palmerston powróciło wreszcie na mapę atrakcji turystycznych.
Gdy uznał, że jest już gotowy, wyskoczył przez strzaskane kulami okno, to za ciałami Campbellów. Uciekł, jak przypuszczano, wzdłuż dawnej linii kolejowej.
Nigdy go nie znaleziono. Nikt nie był w stanie go opisać i wreszcie znikł ze wspomnień o tym tragicznym wydarzeniu, zupełnie jakby zapadł w cień niepamięci. Całą winą obciążono Billy’ego, chłopca wykonującego tylko polecenia człowieka, którego uważał za przyjaciela /.../

***
Niewidzialni
tom 1

W niewielkiej, prowincjonalnej mieścinie dwaj mężczyźni dokonują masakry, z zimna krwią zabijając kilkadziesiąt osób. W Los Angeles tajemniczy sprawca porywa nastoletnie dziewczęta. Jego ofiarą pada córka policjanta, specjalizującego się w poszukiwaniu seryjnych porywaczy i zabójców. W pięknej, położonej w górach Montany miejscowości Dyersburg ginie wraz z żoną bardzo zamożny pośrednik handlu drogimi nieruchomościami i nie jest to śmierć w wypadku samochodowym, choć tak może się wydawać na pierwszy rzut oka. Jego syn, były pracownik CIA, rozpoczyna prywatne śledztwo, prowadzące do firmy w bardzo dziwny sposób sprzedającej luksusowe posiadłości: nie można ich kupić tylko za pieniądze. Co łączy te wydarzenia? Kim jest tajemniczy Prosty Człowiek? I kim są Siewcy?

Pierwotny instynkt

tom 2

W poprzedniej powieści Marshalla, Niewidzialni, którą Stephen King nazwał błyskotliwie napisanym, piekielnie przerażającym thrillerem, czytelnik zetknął się z głęboko zakonspirowaną organizacją, tworzącą sieć terroru i ..

Krew aniołów

tom 3

Zapierający dech w piersiach finał trylogii o Niewidzialnych, głęboko zakonspirowanej organizacji psychopatów, mordujących bez litości, bez wyraźnego celu i na masową skalę. Jej członkowie wierzą, że ludzkość została zarażona wirusem cywilizacji stymulującym cechy społecznie pożądane, a tylko oni są od niego wolni, są pierwotnym i myśliwymi, niczym wilki wśród stada owiec. Psychopatyczny seryjny zabójca zwany Sprawiedliwym ucieka z więzienia. Jego brat bliźniak, były analityk CIA Ward Hopkins, podejrzewa, że w ucieczce pomogli mu Niewidzialni, którzy przygotowują akt terroryzmu na wielką skalę. Po ostatnich starciach z tą organizacją Ward i agentka federalna Nina Baynam zaszyli się w lasach koło Waszyngtonu, starając się wymazać koszmar z pamięci. Na krótko. Fala przerażających zbrodni powraca... Czy Ninie i Wardowi uda się powstrzymać Dzień Aniołów planowaną przez Niewidzialnych apokalipsę.






AUTOR



Autor: Sabina Bauman - klik zdjęcie
Copyright © 2014 Mniej niż 0 - Mini Recenzje , Blogger