Jeszcze bliżej Sara Gran
"Ale czasami drzwi się otwierają, ukazując szersze perspektywy, i nie tak łatwo powiedzieć: nie. Czasami nie pozostaje ci nic innego, jak powiedzieć: tak i przekonać się, dokąd cię to zaprowadzi."
Kolejna perełka demonologii lub szaleństwa /?/, wyszperana w odmętach internetu.
I kolejna zaskakująco dobra, jak w przypadku Żółtej tapety!
Nieoczywistość.
Najlepsze paliwo dla niepewności i pożywka dla grozy!
Oszczędna w narracji, opartej na raczej bezemocjonalnym sprawozdaniu, jakby bohaterka stała obok.
Bo tak było.
A kto stał z przodu?
NAAMA.
Ale nie stała tam od razu.
"Potrzebuję jedynie sposobu, by dostać się do środka. Nietrudno to uczynić we śnie, lecz wtedy nie wiedzą, nie mają pojęcia, że ich posiadłam."
I ponownie pytanie: demon, czy załamanie nerwowe i depresja?
"Nie da się jednak zaskoczyć kogoś, kto żyje w tobie /.../ Pomóżcie mi, krzyczałam w środku, ocalcie mnie - lecz wszystkim, co dało się słyszeć, było długie: Ehem."
Każdy z pewnością odpowie sobie sam, zgodnie z intuicją, po przeczytaniu całości, ale ja... słucham i obserwuję zwierzęta💀
Bardzo polecam, tego rodzaju opowieści są podskórnymi perełkami, które odbiera się wszystkimi zmysłami, nie tylko wzrokiem.
"Teraz należę już do niej całkowicie, spoglądam na świat jej oczami, choć były kiedyś moje."
MOJA OCENA: 8/10
PRZECZYTAJ FRAGMENT!
W styczniu opracowywałam na zlecenie mego szefa, Leona Fieldsa, nowy projekt. Dotyczył renowacji sklepu z ubraniami, mieszczącego się w pasażu handlowym na przedmieściu. Nic wielkiego. Skończyłam w piątek rano i podrzuciłam mu projekt wraz z ofertą na biurko, załączając radosną notkę - „Daj znać, co o tym sądzisz" - kiedy był w sali konferencyjnej na spotkaniu z nowym klientem.
Później tego ranka Leon otworzył gwałtownie drzwi swego gabinetu.
- Amando! - Zawołał. - Pozwól do mnie.
Poderwałam się z krzesła i szybkim krokiem przemierzyłam biuro, kierując się w stronę wydzielonej ściankami działowymi enklawy. Gdy weszłam, Leon chwycił garść leżących przed nim papierów, podniósł je i wbił we mnie spojrzenie. Jego obwisła twarz pobielała z gniewu.
- Co to, do cholery, jest?
- Nie wiem.
Wyglądało jak moja oferta - ten sam nagłówek i format. Dłonie zaczęły mi drżeć. Nie miałam pojęcia, co chodzi. Podał mi papiery. Spojrzałam na pierwszą linijkę i przeczytałam: Leon Fields to pieprzony pedał.
- Co to jest? - Spytałam.
- Ty mi powiedz - odparł, wciąż wpatrując się we mnie. - Podrzuciłaś mi to na biurko.
Poczułam, że kręci mi się w głowie.
- O czym ty mówisz? Położyłam ci na biurku projekt, nie to... Projekt wraz z ofertą.
Zaczęłam przeszukiwać gorączkowo papiery na biurku, szukając projektu, który tam położyłam.
- Co to ma być, żart?
- Amando - powiedział. - Troje ludzi widziało, jak podchodzisz do drukarki, drukujesz to, a potem przynosisz mi do gabinetu.
Czułam się, jakbym utknęła w koszmarze. Nic nie było już logiczne ani rozsądne.
- Zaczekaj - powiedziałam. Pognałam z powrotem do swego biurka, wydrukowałam projekt, sprawdziłam go i zaniosłam do gabinetu Leona. Zdążył się już nieco uspokoić i zasiąść w wielkim, obitym skórą fotelu.
Podałam mu projekt.
- Proszę. Oto co położyłam na twoim biurku dziś rano.
Spojrzał na papiery, a potem na mnie.
- Więc skąd się wzięło t o ? - Zapytał, wskazując wzrokiem rzekomą ofertę.
- Skąd mam wiedzieć? - Odparłam pytaniem na pytanie. - Pozwól mi rzucić jeszcze raz okiem.
Przeczytałam drugą linijkę: Leon Fields je gówno i bardzo to lubi.
- Niesmaczne - zauważyłam. - Może ktoś stroi sobie z ciebie żarty. Komuś wydaje się, że to zabawne.
- A może stroi sobie żarty z c i e b i e - odparował. - Ktoś zastąpił tym twój projekt. - Nagle coś mu zaświtało. - Przepraszam, że pomyślałem... - Zażenowany potoczył spojrzeniem po gabinecie. W ciągu trzech lat, jakie dla niego przepracowałam, nie słyszałam, by Leon kogokolwiek przeprosił. Ani razu.
- W porządku - odparłam. - Niby co miałeś pomyśleć?
Popatrzyliśmy sobie w oczy.
- Przejrzę projekt - powiedział - i dam ci znać.
Wyszłam z gabinetu i wróciłam do swego biurka. Nie napisałam rzekomej oferty, lecz chętnie dowiedziałabym się, kto to zrobił. Ponieważ ten ktoś się nie mylił; Leon Fields był pieprzonym pedałem, jadł gówno i zawsze podejrzewałam, że sprawia mu to nie lada frajdę.
***
Amanda ma wspaniałego męża, piękne mieszkanie i dobrą pracę. Ale skoro wszystko układa się bez zarzutu, to skąd u niej te nagłe wahania nastroju, wulgarne wmyśli czy chęć zadania bólu tym, których kocha? Jak wytłumaczyć dziwne hałasy odzywające się w domu raz po raz tylko w jej obecności? I kim jest kobieta, która nieustannie za nią chodzi? Prawda kryjąca się za tymi osobliwymi wydarzeniami jest przerażająca.
