"A DZIŚ ŻEM SE CZYTŁA/LUKŁA..."

CZYTAJ ZA DARMO!

Statystyki

SZUKAŁKA

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wojna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wojna. Pokaż wszystkie posty
Latarnia 23 Hugh Howey

Latarnia 23 Hugh Howey

 "Wiem, że jest to tylko kwestia wyobraźni, ale co by się stało, gdybyśmy kiedyś stanęli na gruzowisku, które pozostało po ataku skierowanym przeciwko nam, w dosłownym czy w przenośnym znaczeniu, fizycznym czy emocjonalnym, osobistym czy politycznym, i postanowilibyśmy wybaczyć wrogowi, zamiast eskalować konflikt? Jak wyglądałby później nasz świat?"


Bardzo mono-jednonarracyjna prawie to była opowieść, może dlatego tak słabe oceny, którymi się nie kierowałam?

Do mnie trafił ten rodzaj narracji, bardzo dobrze dopasowany do osamotnienia i przebywania w kosmicznej próżni, kiedy to umysł postanawia jednak nie poddawać się szaleństwu - z małymi wyjątkami (uwielbiam Rockiego 😎). 

Czytało się ciężko, bo dość uważnie, z racji wymagającego przekazu historii, ale dlatego właśnie gdzieś tam czuło się tą głębię przekazu, może nie tak lekkiego, może nie dla wszystkich.

Przypominała mi ta powieść klimatem troszkę moją ukochaną Stację pośrednią.

I choć końcówka jest (moim zdaniem) kompletnie nierealna, życzeniowa, w którą nie uwierzył chyba sam autor, to jest właśnie tak, jak napisał: "Jednak przyjemnie jest to sobie wyobrazić."


MOJA OCENA: 6/10

PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

Od wieków mężczyźni i kobiety obsługiwali latarnie morskie, aby zapewnić bezpieczny ruch statków. To w większości spokojna praca w całkowitej samotni.

Do momentu, aż coś pójdzie nie tak. Dopóki statek nie znajdzie się w niebezpieczeństwie.

W XXIII wieku praca ta przeniosła się do przestrzeni kosmicznej. Sieć latarni pozwala statkom bezpiecznie podróżować przez Drogę Mleczną z prędkością wielokrotnie większą od prędkości światła.

Latarnie kosmiczne to solidne konstrukcje, które nigdy nie zawodzą.

A przynajmniej nie powinny.

O tym, że potrafi być inaczej przekona się jeden człowiek. Będzie on zmuszony podjąć walkę z mrocznymi siłami kosmosu.


Wypychacz zwierząt Jarosław Grzędowicz

Wypychacz zwierząt Jarosław Grzędowicz

"Krew, pożądanie i paznokcie.
Tyle nam trzeba."


Przepiękne wznowienie, zresztą ten zbiór zawsze miał niezłe okładki, ale same treści nie bardzo do mnie przemówiły. Może dlatego, że jest to antologia opowiadań fantastycznych (tu ok) związanych z drugą wojną światową (tu już nie jest ok).

Ciągnące się, chwilami nużące, odjechane i zagmatwane treści, z przewijającym się tam gdzieś klimatem, okazały się zbyt wymagającą lekturą dla mnie.

Polecam bardziej wytrwałym czytelnikom, którzy nie nastawiają się na lekkość lekturki.

Spis treści

Hobby ciotki Konstancji

Zegarmistrz i łowca motyli

Nagroda

Buran wieje z tamtej strony

Obrona konieczna

Pocałunek Loisetty

Specjały kuchni Wschodu

Farewell Blues

Weneckie zapusty

Wypychacz zwierząt

Weekend w Spestreku

Trzeci Mikołaj

Wilcza zamieć


MOJA OCENA: 5/10

PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

Spokojnie, to tylko fikcja... Czyżby?
A więc wierzysz w to, co widzisz... Strzeż się! Bo znane i bezpieczne bywa podstępne. Zbłądzić możesz, podążając jedną z dróg, gdy wiele innych w zasięgu wzroku. Przyszłość jawi się milionem możliwości, ale to teraźniejszość Cię zaskoczy. Przesuń kamień, a runie imperium.
A więc ufasz rozumowi… Najwyraźniej pracownię wypychacza zwierząt odwiedzić musisz, na pokład U-boota wsiąść, przeżyć pocałunek Loisetty, przetrwać syberyjską zamieć, posłuchać pożegnalnego blues'a albo specjałów kuchni Wschodu skosztować. Zaprasza autor „Księgi Jesiennych Demonów“. Oto kolejna – pełna niesamowitości, wyrazistych bohaterów i mrocznej tajemnicy – antologia jego opowiadań. A liczba ich... 13.

 




AUTOR


Ślepy tunel Tove Alsterdal

Ślepy tunel Tove Alsterdal

"Nie sądzę, żebyśmy pragnęli teraźniejszości, raczej chcemy przyszłości. Kiedy tracimy ją z oczu, coś umiera. Teraźniejszość jest co najwyżej tym momentem, gdy zaczyna się przyszłość. Czystość."

Na pierwszym miejscu stawiam tu narrację, która jest bardzo spokojna, klimatyczna i mega wprowadza w nastrój.

Nie jestem miłośnikiem historii, ale w tym przypadku była ona zgrabnie wpleciona w wątek kryminalny - połknęłam, choć wątek obyczajowy podobał mi się najbardziej.

Polecam, dobrze spędzony czas i dojrzałą i intrygującą lekturą.

MOJA OCENA: 7/10


PRZECZYTAJ FRAGMENT! 


***

Przeszłość i teraźniejszość przeplatają się w tej porywającej powieści o ludzkiej brutalności i lojalności. Prawa do powieści sprzedano do 13 krajów!

Małżeństwo Sonji i Daniela wisi na włosku. Para postanawia dać sobie ostatnią szansę i spełnić swoje największe marzenie – zostawić Szwecję dla własnej winnicy w czeskich Sudetach. Nowy dom nie wita ich jednak z otwartymi ramionami – Danielem nieustannie targają huśtawki nastrojów, a Sonja nawiązuje kilka tajemniczych znajomości…
Pewnej nocy małżeństwo odnajduje w podziemiach winnicy ukryty tunel, a w nim – zmumifikowane ciało dziecka z czasów II wojny światowej. Miejscowe służby nie mają jednak zamiaru badać tej sprawy. Gdy jedna z nowych koleżanek Sonji zostaje znaleziona martwa na terenie winnicy, bohaterowie zdają sobie sprawę, że trafili na mroczne sekrety, które nigdy nie powinny wyjść na jaw…

Tove Alsterdal wyróżnia się wśród pisarzy thrillerów psychologicznych niezwykłym okiem do diagnozy społecznej. „Aftonbladet”






AUTOR
↓


Dziedziczka jeziora Maria Dahvana Headley

Dziedziczka jeziora Maria Dahvana Headley

"Są takie miejsca, w których nikt nie jest samotny."

Powieść dziwna.
Ciężka.
Wrzucona do kategorii fantasy, ale w sumie nie za wiele ma ona z nią coś wspólnego.

Wydaje mi się, że aby przez nią przebrnąć bez narzekań, trzeba umiejscowić ją gdzieś na granicy realizmu magicznego - wtedy wszystko wydaje się bardziej zrozumiałe.


Pomaga też wzmianka z opisu o legendzie o Grendelu - przynajmniej rys całej historii staje się jasny.

Bo reszta nie bardzo.
Całość bardziej przypominała mi dramat obyczajowy, połączony z klimatem Żon ze Stepford, niż historię o Grendelu.
Narracja ciężka, osobista, pełna niedomówień i symboli, chaotyczna - dla mnie. Wymagająca i niezachęcająca. 
Plusem było wywołanie ciekawości: o co tu chodzi?
I tak się tego nie dowiedziałam:)

Generalnie połączenie motywów z różnych kategorii literatury nie uwiodło mnie: wyszedł jakiś niezrozumiały, dramatyczny misz masz, którego sensu, tego fantastycznego, kompletnie nie squmałam.


Z pewnością przeczytam sobie jakieś interpretacje, żeby rozjaśniło mi się w głowie po tej lekturze.


Nie porwała mnie, nie zachwyciła. Ma mnóstwo rewelacyjnych ocen, ale ja takiej nie wystawiam.

Nie moja bajka.

MOJA OCENA: 6/10


PRZECZYTAJ FRAGMENT!


***

Maria Dahvana Headley, autorka bestsellerowych powieści, przenosi klasyczną historię Beowulfa we współczesne realia. W scenerii amerykańskiego miasteczka dwie matki – gospodyni domowa i zaprawiona w bojach weteranka – starają się chronić tych, których kochają.

Herot Hall to bogate miasteczko z pięknymi rezydencjami. Domostwa pooddzielane są od siebie równymi drewnianymi ogrodzeniami, a mieszkająca tam społeczność jest całkowicie samowystarczalna. W każdym domu jest kominek, każdy kominek jest wyposażony w pojemnik z gazem, a na zewnątrz – na trawnikach i placach zabaw – rosną równe rzędy polnych kwiatów. Jednak tym, którzy mieszkają na przedmieściach, Herot Hall wydaje się fortecą strzeżoną przez gęstą sieć bram, kamer i fotokomórek.
Życie Willi, żony Rogera Herota (dziedzica Herot Hall), płynie spokojnie i niespiesznie. Jej dni wypełnione są opieką nad synem Dylanem, spotkaniami matek, zajęciami dla dzieci, przyjęciami urodzinowymi i podwieczorkami. Tymczasem w jaskini poza granicami Herot Hall mieszka Dana, weteranka wojenna, i jej syn Gren (zdrobnienie od Grendel). Dana nie chciała Grena, nie planowała Grena, urodziła go jakby przez przypadek, nie wie nawet, kiedy zaszła w ciążę… Gdy wróciła z wojny, on po prostu już był.
Pewnego dnia Gren, nieświadom, że Herot Hall postawiło wszystkie płoty i systemy monitoringu, by się odgrodzić właśnie od niego, ucieka z Dylanem. Tego dnia światy Dany i Willi się ze sobą zderzają.



AUTOR
↓



Tragedia Lusitanii Erik Larson

Tragedia Lusitanii Erik Larson

"A zatem przedstawiam wam historię „Lu­si­ta­nii” oraz uka­zu­ję siły, wielkie i bardzo małe, które do­pro­wa­dzi­ły do tej potwornej tragedii. Rozegrała się ona na morzu w pogodny majowy dzień 1915 roku. Prawdziwy charakter i znaczenie tych wydarzeń przez długi czas ukrywała mgła historii."

Bardzo poruszająca literatura faktu, z wyczerpująco wyjaśnionym tłem historycznym, wyjaśniającym bardzo wiele spraw, które w założeniu miały pozostać tajemnicą. Wplecione wątki fabularne "zmiękczają" nieco historię, dzięki czemu świetnie się ją czyta.

Poznajemy dwie strony medalu: sytuację "ofiary" - Lusitanii oraz "kata" - niemieckiego U-boota. Poznajemy warunki i nastroje, panujące zarówno na statku, jak i w łodzi podwodnej (masakra, tak na marginesie...)
Poznajemy ludzkie oblicza w konfrontacji z tragedią.

Polecam.

MOJA OCENA: 7/10


PRZECZYTAJ FRAGMENT!


***
Fascynująca opowieść o zatopieniu „Lusitanii” pióra mistrza literatury faktu i autora bestsellerów „New York Times”.

1 maja 1915 roku, w dziesiątym miesiącu pierwszej wojny światowej, „Lusitania”, luksusowy liniowiec oceaniczny, którego bogaty wystrój przywodził na myśl angielską posiadłość wiejską, wypłynął z Nowego Jorku, kierując się do Liverpoolu. Na pokładzie znalazła się rekordowa liczba dzieci. Pasażerowie wykazywali zaskakującą niefrasobliwość, choć zdawali sobie sprawę, że Niemcy ogłosiły wody wokół Wielkiej Brytanii strefą wojny, a niemieckie U-booty od miesięcy polują na statki na Północnym Atlantyku. „Lusitania” była jednym z wielkich transatlantyków tej ery – i najszybszym wówczas liniowcem – a jej kapitan, William Thomas Turner, wierzył głęboko w dżentelmeńskie zasady prowadzenia wojny, które przez ostatni wiek chroniły przed atakami cywilne statki.
Jednakże Niemcy postanowili zmienić reguły gry, a Walther Schwieger, kapitan Unterseeboot-20 był gotów do czynu. A choć supertajna brytyjska jednostka wywiadowcza wyśledziła jego U-boota, nie poinformowała o tym fakcie nikogo. Gdy U-20 i „Lusitania” zmierzały do Liverpoolu, wiele czynników wielkich i całkiem drobnych – takich jak buta, przelotna mgła, czy pilnie strzeżona tajemnica – doprowadziło wspólnie do jednego z największych nieszczęść w historii wojny na morzu.
Ta opowieść wydaje się dobrze znana, ale Erik Larson udowadnia jak bardzo się mylimy, sądząc, że wiemy na ten temat wszystko. Narracja, prowadzona na przemian z punktu widzenia myśliwego i zwierzyny, odmalowuje portret Ameryki u szczytu Ery Postępowej i przypomina wiele barwnych postaci takich jak sławny bostoński księgarz Charles Lauriat, Theodorate Pope, pionierka wśród kobiet-architektów, czy pogrążony w żałobie prezydent Woodrawa Wilsona, który obawiał się rozszerzenia światowego konfliktu na Stany Zjednoczone a równocześnie upajał się perspektywą nowej miłości.


↓





AUTOR
↓


Vera Anne Swärd

Vera Anne Swärd

Bardzo surowa, zarówno w treści, jak i w narracji historia.
Jednakże świetnie się ją czytało.
Miałam wrażenie, że zapowiada się na drugą część, którą na pewno przeczytam.

Skrócik.
Jest rok 1945. Siedemnastoletnia Sandrine trafia do Szwecji po traumatycznym doświadczeniu wojennym. 

Jej dzieciństwo zostaje przerwane. 
Wyprowadzką z domu, wraz z dwiema siostrami i matką, która postanawia zamieszkać w górach, w dawnym domu męża, którego pozostawia w dzielnicy portowej.
Wybuchem wojny.
Konspiracyjną pracą matki.
Dramatem.
Śmiercią.
Ale także miłością, urwaną tak niespodziewanie.

Dziewczyna musi dokonać trudnych wyborów, na które tak naprawdę nie ma wpływu - liczy się wola przetrwania. I to ona uwalnia Sandrine z piekła, udającego niebo.
Dziewczyna ucieka.
Do Szwecji.

Jest w ciąży, sama, a sekret, jaki nosi w sobie, za wszelką cenę musi pozostać tajemnicą.

Jednak los jest przewrotny.

Pewnego dnia, niezbyt szczęśliwego, przypadkowo i w niezbyt szczęśliwych okolicznościach poznaje Ivana. Księcia z bajki. Bogatego, przystojnego, z rodziny z tradycjami. Wymarzona partia w całym kraju.
Ivan obiecuje zaopiekować się dziewczyną i ożenić się z nią od razu, pod warunkiem, że nie usunie ona ciąży.
Jakie są prawdziwe motywy działania Ivana?
Po co ten pośpiech, który nie ma nic wspólnego z miłością?
Czy tylko Sandrine ma tajemnice?

Z dobrą obsadą byłby rewelacyjny film. 
POLECAM

MOJA OCENA: 8/10


PRZECZYTAJ FRAGMENT!






***

Opowieść o matkach i córkach, miłości i zdradzie, poczuciu winy i woli przetrwania.

Jedna z najlepszych szwedzkich powieści ostatnich lat napisana przez członkinię Akademii Szwedzkiej.

Kiedy gorset zaciska się na żebrach, ubierana do ślubu Sandrine myśli o dziwnym życiu, jakie czeka ją w arystokratycznej szwedzkiej rodzinie u boku starszego, przystojnego ginekologa, Ivana Cedera. Kiedy nieznacznie się rozluźnia, Sandrine wspomina przeszłość: dzieciństwo na południu Francji, skąd pochodziła jej matka, i wojnę na podhalańskiej wsi, skąd wywodził się jej ojciec marynarz.

Lodołamacz toruje drogę na wyspę. Tam ma odbyć się wesele, rozgrzani alkoholem goście nie zorientują się, że w izbie za ścianą pan młody odbiera poród. W noc poślubną na świat przyjdzie niebieskooka Vera ­– jedna z wielu tajemnic Sandrine.

Znakomita, trzymająca w napięciu powieść, w której nic nie jest tym, czym się wydaje.





Labirynt fauna Cornelia Funke, Guillermo del Toro

Labirynt fauna Cornelia Funke, Guillermo del Toro

"Zło rzadko od razu nabiera kształtu. Często na początku jest niewiele wyrazistsze od szeptu. Jest spojrzeniem. Zdradą. Ale potem rośnie i się zakorzenia, nadal niewidoczne, niezauważone. Tylko baśnie nadają mu właściwy kształt."

Mroczna, baśniowa atmosfera oddaje klimat filmu w 100%, ale klimatu grozy nie oddaje.
Jednakże czyta się tą opowieść bardzo dobrze - autor bardzo dobrze przedstawia postać czarnego charakteru, zarówno tu, jak i w Kształcie wody.


Akcja tej historii toczy się w 1944 w Hiszpanii, rządzonej przez frankistów po zwycięstwie w wojnie domowej. Trzynastoletnia Ofelia musi wraz z ciężarną matką przeprowadzić się po śmierci ojca do jednostki ojczyma, sadystycznego kapitana Vidala, który w brutalny sposób usiłuje oczyścić podległy mu teren z republikańskich partyzantów. 
Nieszczęśliwa Ofelia odkrywa niespodziewanie istnienie wróżek. Jedna z nich prowadzi ją pewnego dnia na najdziwniejsze spotkanie w życiu dziewczynki.
Spotkanie, na którym poznaje magiczne stworzenie - fauna - który żąda wykonania trzech zadań, w zamian za... szczęście.
Czy jej się powiedzie?
Czy faun okaże się przyjacielem, czy wrogiem?
Czy w każdej baśni możliwe jest szczęśliwe zakończenie?

Polecam czytać dzieciakom późnym wieczorem;)))


Bajeczne okładki!

MOJA OCENA: 8/10


PRZECZYTAJ FRAGMENT!


***

Mroczna i nastrojowa, bogato ilustrowana baśń oparta na nagrodzonym trzema Oscarami filmie Guillermo del Toro

Guillermo del Toro, zdobywca Oscara za najlepszy film za Kształt wody, wraz z Cornelią Funke, autorką bestsellerowych powieści Atramentowe serce i Król złodziei, wspólnie stworzyli epicką i mroczną powieść fantasy dla czytelników w każdym wieku, wzbogaconą poruszającymi poetyckimi ilustracjami.

Ta czarowna historia zabiera czytelników do złowrogiego, magicznego i rozdartego wojną świata, zapełnionego wyraziście narysowanymi postaciami, takimi jak nieuczciwe fauny, zawzięci żołnierze, potwory zjadające dzieci czy dzielni buntownicy. Jak przystało na prawdziwą baśń, jest też dawno zaginiona księżniczka, która ma nadzieję na powrót do rodziny…






EKRANIZACJA
/KLIKNIJ ZDJĘCIE/
↓

TRAILER
↓













Po dobrej stronie Spencer Quinn

Po dobrej stronie Spencer Quinn

Ponownie wypłynął tu problem rekomendacji...
Gdyby nie one, rozczarowanie było mniejsze.
Albo nie byłoby go wcale.

Historia zupełnie normalna. Przeciętna.
To, co się wyróżnia, to doskonała narracja, która do samego końca trzymała moją uwagę.

A reszta?

Totalnie bez szału.

Wątek walki w Afganistanie najlepszy, chociaż ZUPEŁNIE nie przepadam za taką tematyką i omijam ją szerokim łukiem. 
Wątek pseudo kryminalny - bardzo średni, przewidywalny do bólu /ale on chyba nie był priorytetem autora - mama nadzieję.../
Wątek psi - pojawiający się DOPIERO mniej więcej w połowie powieści - potwierdza prawdę wyższą, że życie bez psa jest puściutkie.

Główna bohaterka - irytująca (mnie). TWARDZIELKA,  z agresją bez podstaw (wiem, wiem, trauma... niby.) i dziurą w głowie (i pamięci). Mimo tego, nadzwyczaj sprawna, jeśli o tym nie myśli... Nie wzbudziła mojej sympatii i zupełnie jej nie kibicowałam. Nie mój typ.


Pies - sunia - świetna! Miała więcej charakteru od swojej pseudo pańci...

Odniosłam wrażenie, że zapowiada się na drugą część, po którą zapewne sięgnę, z czystej ciekawości, ale już bez nastawienia na wzruszenia, emocje i nie wiadomo jaką przygodę.


Mam tylko nadzieję, że w kolejnej części rozwiązywanie zagadek kryminalnych nie będzie motywem przewodnim...

Ze względu na narrację - 7.


Nie wiem, czy polecam.
Nie wiem, dlaczego King tak się zachwycił tą powieścią - może ze względu na znany fakt, że jest nawet dość zagorzałym patriotą i kocha motywy wojny i walki o swój kraj...?
A już totalnie nie wiem, dlaczego polecał ją Coben...:/

MOJA OCENA: 7/10


PRZECZYTAJ FRAGMENT!


***

Jadąc do Afganistanu, Hogan była doświadczonym żołnierzem i miała za sobą wiele udanych misji. Wraca okaleczona – zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Straciła oko, połowę jej twarzy pokrywają głębokie blizny, z trudem przypomina sobie szczegóły pechowej operacji wojskowej, w której niemal straciła życie. Jest zagubiona i podejrzewa, że wszystko, co się stało, to jej wina – choć nikt nie chce powiedzieć jej tego wprost. 


Załamana kolejnym tragicznym wydarzeniem – nagłą śmiercią Marci, przyjaciółki, z którą dzieliła szpitalny pokój – wyrusza w podróż po kraju. Wspomina przeszłość i czuje, że dla niej nie ma już żadnej przyszłości. Świat, widziany dziś jednym tylko okiem, wydaje się miejscem obcym i groźnym. Kiedy w końcu LeAnne przyjeżdża do małego, tonącego w deszczu miasteczka w stanie Waszyngton, w którym wychowała się Marci, dokonuje niepokojącego odkrycia. 

Tymczasem pewien bezpański pies – wielkie, silne stworzenie o czarnej sierści i zagadkowym spojrzeniu – o którym można powiedzieć wszystko, ale nie to, że jest słodkim psiakiem, wybiera ją na swoją opiekunkę. 

LeAnne zostaje wciągnięta w historię równie niebezpieczną co jej ostatnia misja w Afganistanie.





Zerwać pąki, zabić dzieci Kenzaburō Ōe

Zerwać pąki, zabić dzieci Kenzaburō Ōe

"Był to czas zabijania. Jak niekończąca się powódź, wojna wdzierała się swym masowym szaleństwem w najskrytsze zakamarki ludzkich serc i ludzkich ciał, w lasy, ulice i w niebo.

Powieść o chłopcach. Kolejna. Tematyką przypominająca słynną historię dzieciaków z Władcy Much. 
Ale...
Tu nie ma wyspy.
Tu jest wioska. Przeklęta.

Pisarz opierał się tu na wspomnieniach, co jeszcze bardziej podkreśla naturalizm i autentyczność tej powieści.

W skrócie.

U schyłku II wojny światowej grupa piętnastu nastoletnich japońskich chłopców z poprawczaka /w tym bezimienny narrator i jego brat/ zostaje ewakuowana do odległej wioski w gęsto zalesionej dolinie (bardzo przypominającej rejony Sikoku, w których autor został wychowany), aby tam żyć i pracować. 
Po przybyciu okazuje się, że wioska jest dotknięta zarazą /dżumą/, która początkowo zabija tylko zwierzęta. 
Mieszkańcy wioski strasznie traktują nastolatków, zmuszając ich do zakopania góry gnijących zwłok zwierząt, zamykają ich w szopie na noc i karmią surowymi ziemniakami

Wieśniacy, nie chcąc ryzykować rozprzestrzeniania się choroby, uciekają do sąsiedniej miejscowości, zostawiając sieroty na pastwę losu na zakażonym terenie. Barykadują jedyną drogę wyjścia z wioski i zostawiają tam strzelca, w razie, gdyby któremuś z chłopaków przyszła na myśl ucieczka...

Dzieciaki, po początkowej panice i załamaniu, starają się jak najlepiej wykorzystać trudną sytuację, w jakiej się znaleźli.
Zaczynają tworzyć własną wioskę: grzebią zmarłych ludzi, troszczą się o porzuconą, niedołężną dziewczynę, organizują festiwal polowań, aby zapewnić ciągłą obfitość jedzenia. Narrator poznaje uczucie pierwszej miłości, jego młodszy brat adoptuje bezpańskiego szczeniaka. Poznają nowego kolegę oraz dezertera. Pomału przystosowują się do sytuacji, czerpiąc radość z bycia pozostawionym samym sobie.

Czy jednak to wystarczy, aby zapobiec tragedii?
Czy choroba i wojna dopadnie jednak chłopców w tym zapomnianym, przeklętym, ale szczęśliwym dla nich miejscu?

MOJA OCENA: 7/10


PRZECZYTAJ FRAGMENT!
1. Powitanie
Dwóch naszych chłopców uciekło w nocy, więc o świcie tkwiliśmy wciąż w tym samym miejscu. Najpierw rozwieszaliśmy na bladym jeszcze słońcu nasze sztywne od wilgoci zielone płaszcze, a potem gapiliśmy się na brązową rzekę za szpalerem figowców, ścieżką holowniczą i niskim żywopłotem. Wczorajsza ulewa wyżłobiła w ścieżce głębokie bruzdy, którymi teraz płynęła całkiem czysta woda. Wartki nurt rzeki, wezbranej od deszczu, topniejących śniegów i wody z pękniętej tamy, niósł z dzikim rykiem padlinę: psy, koty i szczury.
A potem na ścieżkę wyległy wieśniaczki z dziećmi. I kobiety, i dzieci, jakby zawstydzone, patrzyły na nas z zaciekawieniem, ale też bezczelnie; coś tam między sobą szeptały i co chwila wybuchały śmiechem. A to nas wkurzało. 
Dla nich byliśmy istotami z innej planety. Niektórzy podeszli do żywopłotu, wyzywająco mierząc w wieśniaczki przyrodzeniami przypominającymi dojrzewające morele. Jakaś kobieta w średnim wieku przepchnęła się przez tłumek rozchichotanych i podekscytowanych dzieci. Z zaciśniętymi wargami i czerwonymi od śmiechu policzkami gapiła się na nas, rzucając towarzyszkom z niemowlętami na rękach sprośne uwagi pod naszym adresem. Ta zabawa powtarzała się już tyle razy w każdej z mijanych wiosek, że przestało nas bawić bezwstydne poruszenie, jakie w tych wiejskich babach wywoływał widok naszych genitaliów, obrzezanych tak, jak to zwykle robi się chłopcom z poprawczaka. 
Postanowiliśmy nie zwracać uwagi na bandę gapiów za żywopłotem. Jedni z nas krążyli po tej stronie ogrodzenia jak zwierzęta w klatce, inni porozsiadali się na spalonych słońcem kamiennych płytach i wpatrywali się w blade cienie liści na ciemnobrązowej ziemi, czubkami palców kreśląc w niej ich drżące, niebieskawe zarysy. 
Tylko mój brat nie odwracał wzroku przed natarczywymi spojrzeniami wieśniaczek. Stał przy żywopłocie, opierając się o twarde, skórzaste kamelie, upstrzone kroplami opadłej mgły, które zraszały przód jego płaszcza. Dla niego te baby były jak przedziwne, intrygujące stwory. Od czasu do czasu podbiegał do mnie i paplał mi do ucha wysokim, podekscytowanym głosem, z zachwytem opisując jaglicze oczy i spękane wargi dzieci albo wielkie, sczerniałe i zgrubiałe od pracy na roli paluchy kobiet. Widziałem, jaką ciekawość on z kolei budzi wśród wieśniaczek, i byłem dumny z jego lśniąco różowych policzków i pięknych, błyszczących tęczówek. 
Tylko że obcy, zamknięci jak dzikie zwierzęta w klatce i wystawieni na wzrok innych, muszą nauczyć się wieść bezwolną, ślepą egzystencję kamienia, kwiatu czy drzewa, czyli po prostu tylko trwać. Mój brat, ponieważ wciąż się gapił, to w policzki uderzały go gęste, żółtawe kulki flegmy, zwijane na językach kobiet, i kamyki rzucane przez dzieci. On jednak tylko ocierał twarz wielką, wyszywaną w ptaki chustą i wciąż się dziwił, dlaczego go obrażają. 
Jak widać, mój brat nie dorósł jeszcze, by przywyknąć do życia pod obserwacją, do życia zwierzęcia w klatce. 
Ale my wszyscy - tak.
My z pewnością dorośliśmy i przywykliśmy do wielu rzeczy. Wiedzieliśmy, że musimy uparcie iść do przodu, przystosowując i ciała, i umysły do tego, co spotykało nas codziennie. Bicie do krwi, omdlenia - to był dopiero początek; ci, których przydzielono na miesiąc, by opiekowali się psami policyjnymi, ryli brzydkie słowa na ścianach i podłogach młodymi palcami, zdeformowanymi już przez silne zęby głodnych psów, które karmili co rano. Mimo to wytrącił nas z równowagi widok naszych dwóch uciekinierów, których przyprowadził strażnik z policjantem. Byli kompletnie wykończeni.
Kiedy strażnik gadał z policjantem, my otoczyliśmy naszych dwóch dzielnych kolegów, którym tak nieszczęśnie się nie udało. Mieli podbite oczy, zaschnięte strupy krwi na wargach i we włosach. Wyjąłem spirytus z mojej apteczki, przemyłem im rany, polałem je jodyną. Jeden z nich, starszy, dobrze zbudowany, podwinął nogawkę: na wewnętrznej stronie uda miał olbrzymi siniak po kopniaku. Nie mieliśmy pojęcia, jak się coś takiego leczy. 
- Miałem w nocy wydostać się przez las do portu. Miałem dostać się na statek i odpłynąć na południe - powiedział z żalem.
Śmialiśmy się głośno, choć wciąż byliśmy zdenerwowani. On ciągle tęsknił za południem i zawsze opowiadał to samo, więc przezywaliśmy go Minami - Południe.
- Ale złapali nas chłopi. I dali mi niezły wycisk. A przecież nie ukradłem im nawet jednego ziemniaka. Potraktowali nas jak szczury.
Krzyczeliśmy z podziwu i złości na ich odwagę i na brutalność wieśniaków.
- A mało brakowało, żebyśmy dotarli do drogi do portu. Potem już tylko ukryć się pod budą ciężarówki, i zaraz bylibyśmy w porcie.
- Ech - westchnął młodszy. - Byliśmy już tak blisko...
- Ale się nie udało - przerwał mu Minami, oblizując wargi. – Bo znowu musiał rozboleć cię brzuch.
- No.
Młodszy z uciekinierów wciąż był blady - cały czas bolał go brzuch. Teraz zwiesił głowę ze wstydu.
- Zbili was? - zapytał mój brat. Oczy mu błyszczały.
- Zbili to mało powiedziane - odparł Minami z dumą i pogardą. - Wywijałem im się, póki mogłem, więc jak mnie złapali, byli tacy wściekli, że chcieli mi rozkwasić dupę motykami.
- Motykami! - powtórzył z zachwytem brat.
Kiedy policjant wreszcie sobie poszedł, rozgoniwszy najpierw tłum po drugiej stronie żywopłotu, strażnik zwołał nas wszystkich. Najpierw sprał po twarzy Minamiego i jego wspólnika, rozmazując im na nowo krew na ustach, po czym skazał ich na całodzienną głodówkę. Ponieważ był to bardzo łagodny wyrok, a w dodatku strażnik nie bił jak strażnik, i w ogóle obszedł się z nimi jakoś tak bardziej po ludzku, uznaliśmy, że chce przywrócić jedność naszej grupy.
- Nie próbujcie znów uciekać - odezwał się strażnik, odchrząknął i zaczerwienił się. - Z takiej odciętej od świata wsi daleko nie uciekniecie. Nienawidzą was tu jak trądu i zabiją bez wahania. Łatwiej byłoby wam zwiać z więzienia.
Miał rację. Wszystkie nasze ucieczki, a jeszcze bardziej ich daremność, nauczyły nas, że choć wędrujemy od wioski do wioski, wznosi się wokół nas wciąż ten sam gigantyczny mur. Dla wieśniaków byliśmy jak drzazga za skórą - parła na nas ze wszystkich stron zwarta, przytłaczająca masa ciał. Odziani w twardą zbroję swej wspólnoty chłopi nie lubią wpuszczać obcych między siebie, a co dopiero pozwalać im wśród siebie żyć. Nasza mała gromadka dryfowała więc po tym morzu, które nigdy nikogo do siebie nie przyjmowało, tylko zawsze z powrotem odrzucało na brzeg.
- Powiem wam, że nigdzie nie bylibyście tak dobrze pilnowani. Widać, że wojna też na coś się przydała - ciągnął strażnik, ukazując w uśmiechu mocne zęby. - Ja bym tam nie dał rady wybić Minamiemu przednich zębów, ale ci chłopi mają twarde pięści.
- Dostałem motyką - wtrącił z satysfakcją Minami. - Od takiego jednego starego.
- Nie gadać bez pozwolenia! - krzyknął strażnik. - I za pięć minut macie być gotowi. Do wieczora musimy być na miejscu. Jak się nie pośpieszycie, to nie
dostaniecie nic do żarcia. Ruszać się!
Z okrzykiem radości popędziliśmy po nasze rzeczy do starej szopy na jedwabniki, przydzielonej nam na ostatnią noc. Pięć minut później rzeczywiście byliśmy gotowi do wymarszu. Towarzysz nieudanej ucieczki Minamiego pojękiwał lekko i rzygał na jasnoróżowo w kącie żywopłotu. 
Ustawiliśmy się w szeregu na ścieżce i zaintonowaliśmy powolną, sprośną przyśpiewkę z naszego poprawczaka.
Wywrzaskiwaliśmy jej pseudopobożny refren tak długo, aż nasz kolega przestał rzygać. Zdumione wieśniaczki znów otoczyły nas - piętnastu śpiewających niedożywionych chłopców w zielonych pelerynach. A nas jak zwykle rozsadzało uczucie upokorzenia i zapiekła wściekłość.
Kiedy więc skończył rzygać i gdy wreszcie wykichał z nosa ziarno pszenicy, które mu tam utkwiło, ruszyliśmy w drogę, wybijając rytm nogami w płóciennych butach i pośpiesznie wykrzykując na użytek wieśniaczek trzeci refren naszej piosenki (...)

***
Trwa II wojna światowa. Piętnastu chłopców z domu poprawczego zostaje ewakuowanych do zapadłej górskiej wioski. Obcy, poniżani i bici, muszą stawić czoło bestialskiej nienawiści wieśniaków. Pewnego dnia chłopcy budzą się sami w opustoszałej, odciętej od świata wiosce. W obliczu głodu, zarazy i śmierci muszą zbudować swój własny świat. I stworzyć własne prawa, które pozwolą dzieciom przeżyć dorosły koszmar...












Autor: Sabina Bauman - klik zdjęcie
Copyright © 2014 Mniej niż 0 - Mini Recenzje , Blogger