"A DZIŚ ŻEM SE CZYTŁA/LUKŁA..."

CZYTAJ ZA DARMO!

Statystyki

SZUKAŁKA

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ufo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ufo. Pokaż wszystkie posty
Ostatni koniec świata Grzegorz Dziedzic

Ostatni koniec świata Grzegorz Dziedzic

"... istnieją rzeczy wymykające się rozumowi. Myślę, że jest ich więcej, niż bylibyśmy w stanie wytrzymać, dlatego nasze umysły są tak ograniczone w ich odbiorze."


Kurdę, dobre to było.

Aż mi głupio dawać taką wysoką ocenę, bo spodziewałam się opowieści typu: Józek spotyka Marynę... a potem /się/ wszystko pieprzy, niestety, ale szczerze - jestem mega pozytywnie zaskoczona, bardzo mega pozytywnie. Takie smaczkowe z rasowym mrocznym klimatem noir to było: niby w polskim sytylu, a jednak inne, z lekkim flow narracyjnym, przekazującym ciężkie i mroczne treści oraz mniej lekki niepokój, pomimo czasami zbyt męskiej narracji, ale to raczej oczywiste, z racji tego, że facet jest głównym bohaterem i facet napisał tą historię.

Nie wiem dlaczego, ale czułam tutaj klimat voodoo, chociaż ta opowieść nie ma nic wspólnego z voodoo...

Ma za to dużo wspólnego z sektą. 

Unus Mundus.

"Do zrozumienia trzeba się narodzić, a do głębokiego zrozumienia trzeba umrzeć."

Było oczywiście troszeczkę Jimmiego Jonesa, ale był też smaczek metafizyczno-kosmiczny, który uwielbiam, tak umiejętnie wpleciony w kryminał, którego nie lubię, że w całości wyszła bardzo smakowita literacka potrawa, mega odżywiająca moją wyobraźnię! Danie główne z deserem w odpowiedniej kolejności.

Ale największym atutem jest klimat!

"Zanim słońce wstanie, sowa wykole oczy."

Całość jest zszyta intrygującymi niteczkami z różnych kłębuszków: tajemnicy, mystery, grozy, tajemnic kosmosu, ufiaków, osobistego dramatu i przeznaczenia, które pomalutku, ale bardzo konsekwetnie utrzymywały moją uwagę w topce do samego końca, z drugim dnem, chyba...😎

Jeśli odkłada się jakąś książkę i cały czas się o niej myśli, to jest bardzo dobry znak świetnej historii.

Hipnotyczna. To jest trafne określenie.

Polecam przy lekturce słuchać sobie rewelacyjnej formacji SKYND, szczególnie tematycznego utworu: Jim Jones.


MOJA OCENA: 8/10

PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

HISTORIA, KTÓRA WCIĄGA JAK NOCNY MAJAK I NIE POZWALA SIĘ OBUDZIĆ
Współczesne Chicago. Miasto, które nigdy nie śpi, tylko czasem zapada w półsen. Brudny, zmęczony, trochę desperacki.
Radek Rudy Kowalski, detektyw w departamencie policji w Des Plaines, zna to miasto od podszewki. Niepijący alkoholik, republikanin, katolik uwikłany w trudną relację z Bogiem i człowiek, który kurczowo trzyma się zasad, żeby nie rozpaść się od środka. W pracy bezkompromisowy. Po godzinach prowadzi mityngi AA, próbując ratować innych przed tym, co zna najlepiej: powolnym osuwaniem się w ciemność.
Od kilku nocy budzi się o 1:37.
Zlany potem, z głową pełną krwawych obrazów, które nie przypominają zwykłych koszmarów. Są zbyt realne.
Kiedy zostaje wezwany na miejsce rozszerzonego samobójstwa, odkrywa coś, co wywraca jego świat do góry nogami. Ofiary to ci sami ludzie, których zabijał w snach.
Śledztwo wciąga go coraz głębiej w mroczne podziemia miasta i zamkniętej grupy Unus Mundus, do świata, w którym religia miesza się z obłędem, a przemoc i uzależnienia splatają się w hipnotyczny, transowy rytm. Gdy granica między jawą a wizją powoli się zaciera, Rudy zaczyna podejrzewać, że nie jest tylko przypadkowym świadkiem tej historii.
A co, jeśli od początku był jej częścią?
"Ostatni koniec świata" to hipnotyczny kryminał z literackim nerwem - przeszywająca, transowa opowieść o winie, wierze i przeznaczeniu.

Quicksilver Dean Koontz

Quicksilver Dean Koontz

"U celu podróży czekało na mnie życie pełne przygód, skąpane zarówno w ciemności, jak i w świetle, często wstrząsane strachem, ale o promienione też wielką radością, pełne tajemnic i objawień /.../"


Stary nowy Koontz w starym dobrym stylu. Jeśli się pamięta stare dobre powieści autora właśnie, to nie będzie rozczarowania.

Jest lekko, przyjemnie, tajemniczo, kosmicznie, ale w komiksowo-filmowy sposób.

Troszke tak, jakby sie oglądało Gremlinsy, troszkę Inwazji porywaczy ciał, panów w ciemnych garniturach i duuużo szaraków 👽

Obca rasa kontra magnetyzm, kosmiczne moce i strażnicy, którzy stregą świat przed złem, które dopiero nadchodzi.

I "tym razem będzie to zło większe niż kiedykolwiek wcześniej."

Było lekko, przyjemnie, wcale nie strasznie, ale grozowo i nastrojowo, tak z lat 80-tych, czyli czadzik.


MOJA OCENA: 7/10

PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU



***

JEGO POCHODZENIE JEST ZAGADKĄ. JEGO PRZEZNACZENIE – BUDZI GROZĘ. Autor bestsellerów i mistrz suspensu Dean Koontz zabiera czytelników w pełną niespodzianek, ekscytującą podróż w towarzystwie niezwykłego bohatera, który ściga swoją tajemniczą przeszłość. „Gniew zawsze musi być tarczą, nigdy bronią. Miłość jest jedynym drewnianym kołkiem, który trafia prosto w serce zła”.


UFO: Rząd USA, CIA i Pentagon. NASA i SETI. Archiwalne, odtajnione dokumenty. Historia i teraźniejszość Garrett M. Graff

UFO: Rząd USA, CIA i Pentagon. NASA i SETI. Archiwalne, odtajnione dokumenty. Historia i teraźniejszość Garrett M. Graff

"Jasne, szanse na powstanie inteligentnych form życia są niewielkie, ale czy to prawdopodobne, aby ludzkość stanowiła wypadek jeden na tryliard?"

Wynudziałm się na maxa. To jest raczej historia podejścia do tematyki UFO w Stanach Zjednoczonych... Historia myśli i teorii o UFO.

Jest to lektura wymagająca, wojskowa, teoretyczna, spiskowa. Pełna raportów pełna sprawozdań pełna technicznych specyfikacji, pełna wydarzeń i ich natychmiastowych zaprzeczeń, po których od razu pomyślałam, że skoro wszystko jest tajne i ukryte i tylko pozornie "ujawnione", pod cenzurą, to po co jest ta książka, skoro i tak nie dowiemy się prawdy? 

Nie wiem, czy polecam, a jeśli już w ogóle, to chyba historykom i lotnikom. I Pentagonowi.

Zdarzały się fajne momenty troszeczkę lepsze i bardziej ciekawe (dla mnie), ale generalnie jest to twarda literatura faktu, która nie przypadła mi do gustu: lubię tematykę UFO, ale przedstawiona w taki sposób jest dla mnie ciężko niestrawna. Ocena za rzetelność.

MOJA OCENA: 5/10

PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

Od momentu, kiedy jako ludzkość spojrzeliśmy w niebo, zadawaliśmy sobie pytanie, czy życie na Ziemi jest jedynym, jakie istnieje. Pytanie to znalazło się w centrum naszych doświadczeń, napędzając debaty naukowe i odkrycia, kształtując wierzenia i skłaniając do rozważań egzystencjalnych nieograniczonych granicami państw ani czasem. Choć to jedno z ulubionych zagadnień naszej kultury, myśl o pozaziemskiej inteligencji została w dużej mierze sprowadzona do rangi fantazji i teorii spiskowych.


To porywająca opowieść o nauce, zimnej wojnie, nazistowskich badaniach, niepokojach atomowych, tajnych samolotach szpiegowskich i wyścigu kosmicznym. UFO przedstawia prawdziwą historię polowania rządu USA na „niezidentyfikowane zjawiska powietrzne” tutaj na Ziemi, od Roswell po Rendlesham Forest, a także historię małej grupy myślących przyszłościowo naukowców – astronomów takich jak J. Allen Hynek, Frank Drake, Carl Sagan i Jill Tarter – którzy rozpoczęli poszukiwania pozaziemskiej inteligencji z dala od naszej planety. Opierając się na oryginalnych badaniach archiwalnych, odtajnionych dokumentach i wywiadach z wysokimi rangą urzędnikami wywiadu i wojska, Garrett M. Graff śledzi nasz długotrwałe usiłowania, by odpowiedzieć na jedno z najgłębszych i najpopularniejszych pytań wszech czasów: czy jesteśmy sami?


Garrett M. Graff to uznany historyk, finalista Nagrody Pulitzera, dziennikarz „The Washington Post”, a także autor kilku książek, w tym wydanego przez Wydawnictwo SQN reportażu o zamachach z 11 września „Jedyny samolot na niebie”.





Żądlak Robert McCammon

Żądlak Robert McCammon

"Głęboko, w samym jądrze ciemności coś się poruszyło - ostrożnie, powoli przesunęło. Starożytne c o ś podziwiało światło docierając do niego przez mrok. Potem znowu znieruchomiało, zastanawiając się i zbierając siły."

Opowieści o tego rodzaju tematyce jest bardzo mało, dlatego należy doceniać każdą z nich.

I doceniam.

Ale czy się zachwycam?

Nie tak bardzo, jak chciałam.

Fajne jest to, że czuć jakoś tak klimacik lat 80-tych, które uwielbiam, jest bardzo fajna atmosfera małego, zakurzonego, rozpalonego i wysuszonego słońcem i możliwościami zapadłej dziury zwanej Inferno, w której nie ma żadnej przyszłości, jest opowieść nie z tej ziemi.

Za to te opisy i dłużyzny są męczące (dla mnie). U Kinga raczej mi to nie przeszkadza, ale tutaj, żeby przebrnąć przez początek, musiałam mieć sporo samozaparcia i tylko nazwisko autora kusiło, aby czytać dalej.

W rezultacie - mamy bardzo klimatyczną opowieść w stylu E.T., która jest urocza, poprawnnie puszczona kaczuszka po gładkiej tafli spokojnego jeziora, no ale nie jest to najbardziej emocjonująca opowieść pióra autora. Bardzo dużym plusem jest klimat kasety VHS - z tego zapamiętam tą opowieść.


MOJA OCENA: 6/10

PRZECZYTAJ FRAGMENT

NIEDOSTEPNY W VESPER

***

Inferno, niewielkie miasteczko w stanie Teksas, pod koniec XX wieku lata świetności ma już dawno za sobą. Wyludnione, wstrząsane potyczkami lokalnych gangów, zmagające się z plagą bezrobocia i napięciami na tle rasowym z dnia na dzień pogrąża się w coraz większym marazmie.

Cody Lockett, nastolatek mieszkający z ojcem alkoholikiem, czuje się przytłoczony atmosferą miasteczka i planuje je opuścić. Jednak w dniu, w którym zamierza wyjechać, wszystko się zmienia. W pobliżu Inferno rozbija się statek kosmiczny, a wkrótce pojawia się drugi, który otacza miasto polem siłowym. Obca istota z pierwszego pojazdu używa ciała małej dziewczynki, Stevie, by ukryć się przed drugim obcym – zmiennokształtnym i śmiertelnie niebezpiecznym Żądlakiem.

Miasteczko Inferno zmienia się w pole walki między dwoma przybyszami z kosmosu. Żądlak, bezwzględny łowca nagród, ma za zadanie wytropić uciekiniera, nie licząc się z kosztami. Czy uwięzieni wewnątrz kopuły mieszkańcy zdołają stawić opór jego śmiercionośnym wynalazkom? Czy uda im się ocalić nie tylko własne życia, ale i całą planetę?

Żądlak autorstwa Roberta McCammona (m.in. cykl przygód Matthew Corbetta: Zew nocnego ptaka, Królowa Bedlam, Pan Slaughter, oraz powieści: Słuchacz, Bagno, Magiczne lata, Łabędzi śpiew) to dynamiczna, pełna zwrotów akcji powieść ociekająca klimatem horrorów z lat 80. XX wieku, a jednocześnie pastisz klasycznych westernów.



UFO. Wojskowi, piloci i funkcjonariusze państwowi mówią o faktach Leslie Kean

UFO. Wojskowi, piloci i funkcjonariusze państwowi mówią o faktach Leslie Kean

 "Są trzy fazy ujawniania się prawdy. Najpierw prawda jest ośmieszana, potem spotyka się z gwałtownym oporem, a na koniec traktowana jest jako oczywistość."


Dużo specjalistycznego słownictwa. Dużo majorów, poruczników, oficerów. Dużo monotonii.

Ale są też ciekawe fragmenty. Są zniknięcia niewyjaśnione. Są obiekty na niebie niezidentyfikowane. Są rysunki. Są zdjęcia. Jest mnóstwo przypisów i źródeł - dla dociekliwych. 

Jednakże.

Jest to przede wszystkim literatura faktu, reportaż. A takie formy trzeba lubić. 


"Mam nadzieję, że może to uczynić wyczerpująca książka, która przedstawi obfitujące w szczegóły wypowiedzi z najlepszych źródeł na świecie, adekwatnie przekazując złożoną materię zagadnienia. Wierzę, że niniejsza publikacja i przytoczone w niej mówiące same za siebie świadectwa mają szansę przekonać laika o istnieniu niezidentyfikowanych obiektów latających."

MOJA OCENA: 6/10

PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

Przełomowe dziennikarskie śledztwo w sprawie UFO, które oddziela prawdę od fikcji.

Wiarygodne świadectwa spotkań z UFO potwierdzone rządowymi i wojskowymi raportami.

Książka, która przedstawia nie tylko fakty, ale też próby ich ukrycia przez władze.

Piloci i wojskowi na całym świecie co jakiś czas spotykają niezidentyfikowane obiekty latające – UFO. Poruszają się z prędkością i zwrotnością, jakiej nie są w stanie osiągnąć maszyny stworzone przez człowieka. Choć przybysze nie zachowują się wrogo, ich obecność w pobliżu samolotów może powodować zagrożenie, a zainteresowanie instalacjami wojskowymi i atomowymi rodzi niepokój. Dlaczego więc wiarygodne relacje potwierdzone przez niezależnych świadków są utajniane przez władze cywilne i wojskowe? Czemu celowo ukrywa się je przed opinią publiczną, a kiedy wyciekną, ośmiesza i bagatelizuje? Czy zagrożenie jest do tego stopnia realne, że amerykańscy wojskowi wolą ukrywać przed światem prawdę o istnieniu pozaziemskich cywilizacji?

Dziennikarka Leslie Kean nie boi się trudnych pytań i bezlitośnie punktuje przypadki tuszowania faktów. W jej książce znalazły się relacje pilotów, żołnierzy i urzędników państwowych, którzy nie boją się powiedzieć prawdy o swoich spotkaniach z UFO.

CZY ODWAŻYSZ SIĘ IM UWIERZYĆ?

„W końcu poważna i przemyślana książka na ten kontrowersyjny temat. Zarówno sceptycy, jak i przekonani znajdą tu zbiór wnikliwych i otwierających oczy informacji”.
Michio Kaku







AUTOR

↓

Jeden z nas Michael Marshall Smith

Jeden z nas Michael Marshall Smith

"Siedem duchów niewidzialnego zeszło na Ziemię i nie wiedziałem czy czuję strach czy radość." 

Chyba najsłabsza powieść mojego ulubionego autora.
Co nie znaczy, że zła.

Akcja rozkręca się dopiero w połowie, dużo gadania, troszkę mniej klimatu, choć ciekawość wierci dziurę w brzuchu. Moim zdaniem, gdyby pozostać przy koncepcji tej tajemnicy (kim są identyczni panowie w szarych garniturach?), jaka nasuwała mi się przez większość lektury, efekt byłby lepszy.
A tak...
Troszkę to kuriozalnie i zabawnie wyszło. A nie nastawiałam się na zabawę w tej opowieści.

Najsympatyczniejsza w tej historii jest banda sprzętu AGD, z przewodnikiem duchowym - budzikiem xd

Mimo wszystko polecam, coś kompletnie innego plus świetne pióro.

MOJA OCENA: 6/10

PRZECZYTAJ FRAGMENT!

BRAK

***
Dla Harry'ego "Hapa" Thompsona, drobnego kryminalisty z zasadami, transfer snów i wspomnień był dobrym sposobem na życie. Do czasu. Wspomnienie ciemnej ulicy, kobiecej dłoni trzymającej pistolet, oficera policji i kilku kul przerwało Hapowi dopływ gotówki i zburzyło wewnętrzny spokój. A potem było już tylko gorzej: gliniarz odgrzebujący jego stare grzeszki, mroczna tajemnica Laury Reynolds, mężczyzna w ciemnym garniturze i... aniołowie z wielkimi spluwami.




AUTOR
↓


Tajemnica Wielkiej Stopy. Sticky Pines. Miasteczko grozy Dashe Roberts

Tajemnica Wielkiej Stopy. Sticky Pines. Miasteczko grozy Dashe Roberts

"Niech wszyscy ludzie na świecie przygotują się na poznanie prawdy".

Taką odezwą narratorka przygotowuje czytelnika na konfrontację twarzą w twarz z prawdziwą grozą. Z tajemnicą. Z nieznanym. I niesamowitym.

Małe miasteczko /kto ich nie kocha w powieściach/. Wokół lasy /kto ich nie kocha w powieściach i poza nimi/. Mała wścibska fioletowowłosa dwunastoletnia okularnica, opętana teoriami spiskowymi i tajemnicami tego świata /kto ich nie kocha generalnie!/. Uparcie poszukująca jakiegokolwiek śladu Wielkiej Stopy. Jej obsesja ma podłoże: w miasteczku zaczynają znikać ludzie. Oczywistą oczywistością jest fakt, że za tymi zniknięciami ukrywa się włochaty potwór.
Kiedy nasza dzielna ONA poznaje o rok starszego ONEGO, syna nowego właściciela jedynej fabryki w mieście, wraz z nim /trochę bardzo na siłę/ i swoim rosyjskim przyjacielem z klasy postanawia dowiedzieć się za wszelką cenę, co tak naprawdę ukrywa się w lasach miasteczka Sticky Pines.

Jest cudnie, tak, jak zapowiadała okładka.

I ja, psychofanka serii Twin Peaks i Archiwum X wystawiam tako oto ocenę. I czekam na kolejną część, bo ta niewiele wytłumaczyła - jak pierwszy sezon historii o Lurze Palmer...XD

Podpatrzone i bezczelnie ukradnięte od Alicya!

MOJA OCENA: 8/10


PRZECZYTAJ FRAGMENT!


***

Obowiązkowa pozycja dla wszystkich fanów trzymających w napięciu historii o nadprzyrodzonych tajemnicach!



Zafascynowana niewytłumaczalnymi zjawiskami Lucy Sladan próbuje rozwiązać zagadkę zaginięć jej sąsiadów z miasteczka Sticky Pines. Dwunastolatka podejrzewa, że mieszkańcy są porywani przez UFO. Szukając dowodów, Lucy wymyka się z domu nocą w czasie burzy. To, co spotyka ją w lesie, przerasta jej najśmielsze oczekiwania. Nie tylko widzi na niebie niezwykłe światła, ale też staje twarzą w twarz z… Wielką Stopą! Razem z nowym przyjacielem Milo dziewczynka zostaje wciągnięta w sieć tajemnic, które mogą zagrozić życiu wszystkich mieszkańców miasteczka.

Cykl: Sticky Pines (tom 1)



AUTOR
↓



Stukostrachy Stephen King

Stukostrachy Stephen King

"Kamyczek uruchamia lawinę – do tego mniej więcej sprowadza się katechizm. Koniec końców wszystko sprowadza się do czegoś podobnego – tak w każdym razie o wiele później myślała Roberta Anderson. Albo wszystko zrządził przypadek… albo los. Dwudziestego pierwszego czerwca 1988 roku w miasteczku Haven w stanie Maine Anderson dosłownie potknęła się o własne przeznaczenie. Cała sprawa zaczęła się od tego właśnie potknięcia; reszta to już historia."

Czy ja już gdzieś kiedyś pisałam, że kocham Kinga...?

Jedna z cięższych powieści, rozległe opisy i przemyślenia zniechęciły niejednego czytelnika, ale naprawdę warto ja przeczytać. Można się pokusić o ekranizację, mini serial, który nakręcony jest także świetnie i jest o wiele łatwiejszy w odbiorze, niż książka, dla miłośników X file:-)

Jest to powieść, której początek jest doskonałym przykładem na to, jak pierwsze zdanie może wessać nieświadomego czytelnika do krainy grozy.
Uwielbiam takie rozpoczęcia opowieści! No i ten wierszyk...


"W nocy, gdy cały dom już śpi,Stukostrachy, Stukostrachystukają do drzwi.Chciałbym stąd uciec,lecz boję się,że Stukostrach zabierze mnie."

MOJA OCENA: 10/10


PRZECZYTAJ FRAGMENT!


I
Anderson się potyka
1
Kamyczek uruchamia lawinę – do tego mniej więcej sprowadza się katechizm. Koniec końców wszystko sprowadza się do czegoś podobnego – tak w każdym razie o wiele później myślała Roberta Anderson. Albo wszystko zrządził przypadek… albo los. Dwudziestego pierwszego czerwca 1988 roku w miasteczku Haven w stanie Maine Anderson dosłownie potknęła się o własne przeznaczenie. Cała sprawa zaczęła się od tego właśnie potknięcia; reszta to już historia.
2
Tego popołudnia Anderson wybrała się na spacer z Peterem, starym beagle’em, który był już ślepy na jedno oko. Dostała Petera od Jima Gardenera w roku 1976. Rok wcześniej Anderson opuściła college, zaledwie dwa miesiące przed uzyskaniem dyplomu, i zamieszkała w domu swojego wuja w Haven. Nie zdawała sobie sprawy z własnej samotności, dopóki Gard nie przywiózł jej psa. Peter był wtedy szczeniakiem i Anderson czasem nie mogła uwierzyć, że tak bardzo się zestarzał – według psiego wieku miał osiemdziesiąt cztery lata. W ten sposób liczyła własny wiek. Rok 1976 wydawał się zamierzchłą przeszłością. Tak, bez dwóch zdań. Gdy masz dwadzieścia pięć lat, możesz wciąż pozostawać w bardzo przyjemnym przeświadczeniu, że w twoim przypadku dorastanie to tylko urzędniczy błąd, który w końcu zostanie naprawiony. Kiedy jednak pewnego dnia budzisz się i stwierdzasz, że twój pies ma osiemdziesiąt cztery lata, a ty sama trzydzieści siedem, dochodzisz do przekonania, że należy zrewidować swoje poglądy. Tak, bez dwóch zdań.
Anderson szukała drzew do ścięcia. Odłożyła już półtora sąga drewna, lecz na zimę chciała zgromadzić co najmniej trzy. Ścięła już niemało drzew od czasów, gdy Peter był szczeniakiem i ostrzył sobie zęby na starym kapciu (bardzo często brudząc dywan w jadalni), ale wciąż ich tu jeszcze rosło sporo. Ziemia (którą ludzie w miasteczku ciągle nazywali farmą Franka Garricka) przylegała do drogi numer 9 na długości zaledwie stu osiemdziesięciu stóp, ale kamienne mury wyznaczające jej północną i południową granicę rozchodziły się, tworząc kąt rozwarty. Trzy mile dalej, w głębi chaotycznie rosnącego lasu, w którym stare drzewa były przemieszane z młodymi, stał jeszcze jeden mur – tak stary, że rozpadł się na pojedyncze sterty obrośniętych mchem kamieni – wyznaczający koniec posiadłości. Powierzchnia tego klina przypominającego kształtem porcję tortu była naprawdę duża. Za zachodnim murem ziemi Bobbi Anderson rozciągała się ogromna puszcza należąca do Papierni Nowej Anglii. Słynny Ognisty Las.
Prawdę mówiąc, Anderson wcale nie musiała szukać dobrego miejsca. Ziemia, jaką zostawił jej w spadku brat matki, była cenna przede wszystkim dlatego, że rosły tu głównie drzewa dające dobre, twarde drewno, w niewielkim stopniu zaatakowane przez brudnicę nieparkę. Ale po deszczowej wiośnie nadszedł śliczny, ciepły dzień, w ogrodzie jeszcze nic nie wyrosło (przez deszcze pewnie wszystko zgnije w ziemi), a na rozpoczęcie nowej książki Anderson miała jeszcze czas. Zamknęła więc maszynę do pisania i wyruszyła na wędrówkę ze swoim wiernym jednookim Peterem.
Za farmą biegła stara droga, utwardzona okrąglakami. Anderson przeszła nią prawie milę, po czym skręciła w lewo. Niosła plecak (miała w nim kanapkę i książkę oraz psie ciastka dla Petera, a także pomarańczowe wstążki do zawiązania na pniach drzew, które będzie chciała ściąć, gdy wrześniowe upały ustąpią przed łagodniejszym październikiem) oraz manierkę. W kieszeni miała kompas Silva. Zgubiła się na swojej ziemi tylko raz, ale ten jeden jedyny raz wystarczył. Spędziła okropną noc w lesie, nie dowierzając, że naprawdę zgubiła się na terenie posiadłości, której była, na litość boską, właścicielką, przekonana, że umrze w tej głuszy. A było to wówczas bardzo prawdopodobne, ponieważ tylko Jim zauważyłby jej nieobecność, a Jim zjawiał się zwykle w najmniej oczekiwanych chwilach. Rano Peter zaprowadził ją do strumienia, a strumień zawiódł ją do drogi numer 9, gdzie z wesołym bulgotem przepływał przez przepust pod asfaltem dwie mile od jej domu. Dziś miała prawdopodobnie lepszą orientację w lesie i potrafiłaby odnaleźć drogę do szosy albo do jednego z granicznych murów, ale „prawdopodobnie” pozostawało słowem kluczowym.
Około trzeciej natknęła się na dobrą kępę klonów. Właściwie znalazła kilka innych dobrych kęp drzew, lecz ta znajdowała się niedaleko ścieżki, którą znała, na tyle szerokiej, że mógł się na niej zmieścić jej tomcat. W okolicach dwudziestego września – jeśli wcześniej nikt nie wysadzi świata w powietrze – doczepi do traktora sanki, przyjedzie tu i natnie drewna. Poza tym dość się już nachodziła jak na jeden dzień.
– Może być, Pete?
Pete szczeknął słabo i Anderson spojrzała z głębokim smutkiem na psa, który dziwił ją i napawał niepokojem. Peter był wykończony. Rzadko już rzucał się w pościg za ptakami, wiewiórkami, pręgowcami czy wchodzącym im czasem w drogę świszczem; myśl o pogoni Petera za jeleniem była śmiechu warta. W drodze powrotnej będą musieli często robić przerwy na odpoczynek… a były czasy, wcale nie tak odległe (jak uparcie w duchu utrzymywała), gdy Peter zawsze biegł ćwierć mili przed nią, ujadając na cały las. Pomyślała, że być może kiedyś nadejdzie dzień, gdy uzna, że dość już tego; ostatni raz klepnie siedzenie z przodu chevroleta pikapa i zabierze Petera do weterynarza w Auguście. Ale nie tego lata, Boże, jeszcze nie. Ani tej jesieni, ani zimy. Błagam, dobry Boże, jeszcze nie.
Bo bez Petera będzie zupełnie sama. Jeśli nie liczyć Jima, a Jim Gardener w ciągu ostatnich trzech lat zaczął sprawiać wrażenie nieco stukniętego. Wciąż był jej przyjacielem, lecz trochę… stukniętym.
– Stary poczciwy Pete, dobrze, że ci się podoba – powiedziała, wiążąc wstążki na drzewach, choć doskonale wiedziała, że być może postanowi ściąć zupełnie inną kępę i wstążki zgniją. – Doprawdy, twój gust dorównuje urodzie.
Wiedząc, czego od niego oczekuje pani (był stary, ale niegłupi), Peter zamerdał krótkim, cienkim ogonem i szczeknął.
– Zrób Wietkong! – rozkazała Anderson.
Peter posłusznie padł na bok – wydając przy tym rzężące sapnięcie – i przeturlał się na grzbiet, wyciągając w górę łapy. Ta scena prawie zawsze rozbawiała Anderson, lecz dziś widok psa robiącego Wietkong (Pete udawał martwego również na komendę „chata” albo „My Lai”) za bardzo kojarzył się jej z tym, o czym właśnie rozmyślała.
– Wstań, Pete.
Pete podniósł się wolno. Ziajał, rozchylając posiwiały pysk.
– Wracamy.
Rzuciła mu ciastko. Peter kłapnął zębami i chybił. Obwąchując ziemię, przesunął nos obok ciastka, potem wrócił i w końcu je znalazł. Jadł wolno, bez entuzjazmu.
– Dobra – powiedziała Anderson. – Idziemy.
3
Kamyczek uruchomił lawinę… wybór ścieżki spowodował odnalezienie statku (...)


***
Haven, idylliczne miasteczko w stanie Maine, przeobraża się w niebezpieczną pułapkę dla każdego nowego przybysza. Diabelską przemianę wywołuje na pozór błahe wydarzenie - Bobbi Anderson potyka się w lesie o dziwny metalowy przedmiot i bezskutecznie stara się go wykopać. Wkrótce tajemnicza rzecz, zagrzebana w ziemi od tysiącleci, zaczyna się rozrastać i zmieniać kształty, upodabniając się do ruin starożytnej budowli. Bobbi i jej partner popadają w dziwne uzależnienie od tego wykopaliska, a wszyscy mieszkańcy Haven zostają obdarzeni mocą nieznaną zwykłym śmiertelnikom...


Powieść doskonale łączy elementy fantastyki i grozy. Oprócz sporej dawki horroru, humoru i napięcia, czytelnicy znajdą w niej znakomite obrazki obyczajowe z życia amerykańskiej prowincji.




EKRANIZACJA
/KLIKNIJ ZDJĘCIE/


TRAILER























Pod kopułą - Stephen King

Pod kopułą - Stephen King

No i co jaj mam napisać o tej książce...? Daję pół na pół, bo o ile całość była bardzo wciągająca, rozbudowana, prawie jak w Bastionie, to końcówka...(((( Zamknięty cały temat na dwóch kartkach... Miałam wrażenie, że agent Kinga dyszy mu w kark, żeby się pospieszył i już kończył, bo terminy gonią... Zepsute wszystko końcówką, jak rzuconym ochłapem dla wygłodniałych wilków (nas, czytelników:-)))

MOJA OCENA: 5/10

Pewnego pogodnego, jesiennego dnia małe amerykańskie miasteczko Chester's Mill zostaje nagle i niewytłumaczalnie odcięte od świata. Otacza je niewidoczne pole siłowe, które mieszkańcy zaczynają nazywać kopułą. Sytuacja szybko się pogarsza. Pole wpływa niekorzystnie na środowisko, a ludzi powoli ogarnia panika… 

Dale Barbara, weteran wojny w Iraku zarabiający na życie jako wędrowny kucharz, jest zmuszony do pozostania w Chester’s Mill. Wspierany przez wojsko, które znajduje się na zewnątrz kopuły, wraz z garstką ochotników próbuje uspokoić nastroje społeczne. Na drodze staje im Duży Jim Rennie, ambitny lokalny polityk, który za wszelką cenę chce wykorzystać sytuację dla własnych celów. Wraz z synem ukrywają wiele koszmarnych tajemnic, które nie mogą ujrzeć światła dziennego.

Czas ucieka, a największym wrogiem mieszkańców jest sama kopuła. Czy dowiedzą się, jak powstała, zanim będzie za późno? Czas goni. A właściwie czasu już brak...











Autor: Sabina Bauman - klik zdjęcie
Copyright © 2014 Mniej niż 0 - Mini Recenzje , Blogger