"A DZIŚ ŻEM SE CZYTŁA/LUKŁA..."

CZYTAJ ZA DARMO!

Statystyki

SZUKAŁKA

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lgbt. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lgbt. Pokaż wszystkie posty
Czerwona zima Cameron Sullivan

Czerwona zima Cameron Sullivan

 "Wszyscy znaleźliśmy się tutaj z tego samego powodu: Bestii. Tajemniczy stwór od miesięcy terroryzował okoliczne wzgórza i pastwiska, zabijając wieśniaków na polach i podróżnych na drogach. Co ciekawe, choć było wielu świadków, to nikt nie potrafił go dokładnie opisać. Powszechnie zgadzano się tylko, że zwierz jest ogromny i przerażający."


Nie spodziewałam się tak dobrej powieści. Nie spodziewałam się tak inteligentnej powieści. Ani tak klimatycznej, pełnej mrocznej magii i świetnego poczucia humoru.

Lubię się nie spodziewać.

Chociaż zostałam wrzucona w opowieść z poczuciem, że powinnam coś już o niej wiedzieć, /nawet kilka razy sprawdzałam, czy to nie jest jakaś kontynuacja/ to narracja i duża dojrzałość warsztatu autora była tak czarowna i hipnotyczna, a przede wszytkim obrazowa i nieodkładalna, że nie poczułam się zniechęcona, jak to zazwyczaj bywa z tego rodzaju manewrami literackimi i /w/rzutami na głęboką wodę.

Uwielbiam motyw pasożyta umysłu, który jest bardzo inteligentny, posiada niejednoznaczną moralność i współgra ze swoim gospodarzem, dlatego od razu po i za-uwielbiałam zarówno Sebastiana Gravesa – człowieka wielu talentów i profesji, głównego bohatera tej epickiej opowieści, jak i jego... demona/?/😎

Kim jest Sebastian?

Profesorem i prawnikiem. Lekarzem i hieną cmentarną. Zaklinaczem duchów i Alchemikiem. A przede wszystkim jest "nosicielem" mrocznej istoty, z którą jest niezwykle kompatybilny, pod wieloma względami, /konwersacyjnymi też, ku mojej uciesze, ponieważ dialogi prowadzone we własnej głowie uważam za fascynujące!/, której dał się dobrowolnie opętać, Sarmodela. 

Satysfakcjonująca więź!

Sebastian zostaje wezwany do Gévaudan, by zgładzić krwiożerczą Bestię: potwora, którego, jak sądził, pokonał już dwadzieścia lat wcześniej, a którego dokładnie nikt nie widział. 

Narracja prowadzi nas przez czas teraźniejszy, ale też wraca do tego, co było przedtem, co stopniowo rozszerzało moją wiedzę na temat wydarzeń, które jeszcze nie nadeszły. Poznajemy dzięki tej podróży wiele fantastycznych opowieści, oprócz oczywiście tej głównej: wiedźmy, starożytne byty, klątwy, magiczne pakty, różnorakie, sprytnie połączone ze sobą wątki religijne. 

Jest też spora dawka LGBT, ale w tym przypadku kompletnie mi to nie przeszkadzało, co uważam za sukces autora.

Podsumowując.

Nigdy nie sięgnęłabym po tą powieść, gdybym sugerowałą się okładką, która zapowiadała... zwykłe fantasy.

A tu zwykłość nie ma swojego miejsca. Czułam się trochę tak, jakbym czytała Wiedźmina w mrocznym stylu, na bardzo wysokim, ale innym poziomie, więc szkoda, że nie widać tego na opakowaniu tej uczciwej, epickiej, wytrawnej i inteligentnej opowieści.

Czekam z niecierpliwośćią na kontynuację, która poniekąd się gdzieś tam między wierszami zapowiedziała chyba...


MOJA OCENA: 8/10

PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

Tajemnicza, pełna magii, demonów i seksu

Zainspirowana osiemnastowieczną legendą o Bestii z Gévaudan Czerwona Zima to obfitująca w zaskakujące zwroty akcji i zagadki, mroczna, lecz i pełna humoru powieść, doskonała dla wielbicieli sagi o Wiedźminie i książek Susanny Clarke.

W 1785 roku profesor Sebastian Grave otrzymuje wiadomość, że straszliwa Bestia z Gévaudan powróciła i francuska prowincja znów spływa krwią. Grave to pogromca potworów o ogromnym doświadczeniu. Dwadzieścia lat wcześniej był świadkiem jej zbrodni podczas długiej i krwawej zimy. Przeżył też wtedy płomienny romans z synem barona.

Teraz Sebastian znów został wezwany na łowy przez Antoine’a Avenela d’Ocerne, swego dawnego kochanka, który dzieli z nim ponurą historię Bestii i straszliwy sekret. Chcąc skończyć z Bestią raz na zawsze i mając nadzieję na odnowienie relacji z Antoine’em, Sebastian odpowiada na wezwanie.

Niektórych potworów nie da się jednak pogrzebać na zawsze…


Lato bez końca Franziska Gänsler

Lato bez końca Franziska Gänsler

"On mnie zjada, aż nic nie zostanie."


Dobrze, że to było krótkie...

Historia o wszystkim i o niczym.

Niby w założeniu przemoc psychiczna, zbędny wątek LGBT zagubionej w roli matki kobiety, co do której, ciężko mi to przyznać, ale mąż miał rację...

Nie porwał mnie ani pseudo dramat osoby, która raczej chyba powinna być dorosła i zachowywać się odpowiedzialnie, jeśli jest matką i skupić się na bezpieczeństwie dziecka, a nie na swoich pseudo rozkminkach życiowych, ani cała opowieść. 

Tylko narracja była faktycznie taka senna i klimatyczna. 

To wszystko.

Nie wiem, czy polecam.


MOJA OCENA: 5/10


PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

Młoda matka przyjeżdża z kilkuletnią córką do hotelu, który od dawna nikogo nie gościł. Odkąd w sąsiednim lesie szaleją pożary, niegdyś odosobnione uzdrowisko straciło swój urok. Dla Iris, właścicielki hotelu, niespodziewana wizyta jest zarówno miłą odmianą, jak i powodem do niepokoju: coś jest nie tak z nieznajomą. Czy uciekła od męża? Czy Iris powinna pomóc kobiecie, która chyba niewystarczająco starannie opiekuje się córką? A może powinna chronić dziecko przed nią? Z biegiem czasu jednak kobiety zbliżają się do siebie i zaczynają odkrywać cienie swojej przeszłości. Iris podejrzewa, że ta wizyta prędzej czy później nagle się zakończy – jedyne pytanie brzmi: skąd nadchodzi prawdziwe zagrożenie?
•
„Lato bez końca” to sugestywna, klaustrofobiczna powieść osadzona w świecie ekstremalnych zmian klimatycznych, która wciąga nas głęboko w perspektywę Iris i zajmuje się analizą problemu przemocy niefizycznej w związkach. Ciągła obecność pożarów tworzy dramatyczne tło dla tej delikatnie opowiedzianej historii o przyjaźni, zaufaniu i solidarności kobiecej. Napisana rytmiczną, nastrojową prozą ta prowokująca do refleksji powieść narusza nasz spokój i stawia nurtujące pytanie: „Komu można zaufać?”.

Hazelthorn C.G. Drews

Hazelthorn C.G. Drews

 "Dawno, dawno temu drzwi zostały otwarte i z wieży z kości słoniowej wyśliznął się potwór. Ogród nie wszedł w niego, ale raczej się z niego wydostał."


Rozwalił mnie już sam początek: posłowie od autorki... Czekaj, cofinj... Nie od autorki: OD OSOBY AUTORSKIEJ...🙈

Niestety/?/, ja napiszę recenzję jako czytelnik/czka, a nie osoba czytelnicza...💩 Dobrze, że w środku powieści nie było osób zdefiniowanych dziwnie, tylko jednak "osoba autorska" posłużyła się tradycyjną formą narracyjną. 

Widzę tu pewną niekonsekwencję...

Ale ja nie o tym.

...

Sama powieść?

Jeśli chodzi o tematykę i o mroczność, to jest lepsza w tych klimatach, niż jej poprzedniczka.

Jeśli chodzi o wykonanie, jest dokładnie taka sama.

Czyli jaka?

Taka: Nie wpuszczaj lasu.

...

Mroczna baśń.

Chłopiec i ogród.

"Chłopak ulepiony z odmienności, zielonych patyków i okrutnego głodu."

Chłopiec Ogród.

Czy jest jakaś różnica?

Będzie to wiedział każdy, kto wejdzie w świat tej powieści.

Jest bardzo dużo mroku, jest na pewno świetny pomysł: ciężki, duszny, osaczający i baśniowy. Akurat właśnie ten rodzaj opowieści nazwałabym eco horrorem bardziej, niż reklamowaną w tej kategorii średnią powieść o burakach, Beta Vulgaris...

Ale i tak znowu jest trochę ZA BARDZO, jeśli chodzi o słowa i o sugestie. Ale to chyba już taki styl tej "osoby autorskiej"...🙈. Jest na pewno bardziej dojrzale, niż w poprzedniej powieści, chociaż tutaj też jest młodzież, ale już sama opowieść może niekoniecznie jest dla młodszej młodzieży.

"Cała posiadłość Hazelthorn ulega rozkładowi. A on wraz z nią gnije w jej wnętrzach."

Tą powieść polecam zdecydowanie bardziej, jeśli ktoś chce popływać sobie w klimacie grozy i nieoczywistości, brudnej, mokrej, czarnej ziemi, bluszczu i kolców ostrokrzewu, będzie bardzo zadowolony.

"Poniekąd zawsze wiedział, że za murami Hazelthorn kryje się potwór, sekret zarośnięty bluszczem, cykutą i ostrymi końcówkami liści ostrokrzewu."


MOJA OCENA: 7/10


PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

Coś jest nie tak z ogrodem…

Evander od dziecka żyje jak cień w odosobnionej posiadłości Hazelthorn pod opieką miliardera Byrona Lennox-Halla. Obowiązują go trzy zasady: nie opuszczać rezydencji, nie wchodzić do ogrodu i unikać Lauriego – wnuka Byrona, który siedem lat temu próbował go zabić, a mimo to pozostaje obiektem fascynacji chłopaka.

Po nagłej śmierci opiekuna Evander wprawdzie dziedziczy majątek, lecz… podejrzewa, że Byron został zamordowany. Laurie może być jedyną osobą, która pomoże mu odkryć prawdę, zanim nowy właściciel Hazelthorn stanie się ofiarą kolejnej zbrodni.

Tymczasem tajemnicza, mroczna przyroda zaczyna wdzierać się do wnętrza rezydencji. Wraz z ujawnianiem rodzinnych sekretów narasta groza… Niebawem ogród upomni się, by go nakarmić.

To był nasz dom Marcus Kliewer

To był nasz dom Marcus Kliewer

"Dobrowolny kontakt z tym, czego się boisz, to najlepszy sposób na przezwyciężenie strachu." 


Bardzo dobrą powieścią kończę ten roczek - ostatnim rzutem na taśmę.

Powieścią straszną i przerażającą. 

Serio.

Wow, jestem pod mega wrażeniem. Zarabiascie moje klimaty! Uwielbiam takie zaskoki!

Długo szukałam czegoś w stylu Może pora z tym skończyć, którą uwielbiam oraz Powinniście stąd odejść, filmu Dom nocny no i może troszkę Domu z liści.

I niespodziewanie udało się coś takiego znaleźć, w klimacie iście absurdalnie, paranoicznie psychodelicznym WTF-kowskim 😎

Dom na odludziu w górach. Środek zimy. Pięcioosobowa rodzina pojawiająca się znikąd pod drzwiami, twierdząca że kiedyś tu mieszkali i chcą tylko rzucić okiem... 


"Kiedy już wejdą, nigdy nie wyjdą."


Wpuściłbyś ich do środka?

No ja w życiu!

Ale ja nie cierpię na "autodestrukcyjną skłonność do zadawalania innych," jak główna bohaterka.

Wpuszcza.

I tak właśnie tak się zaczyna ta historia, która już od pierwszych stron jest MEGA creepy...


"To jest jak ruchome piaski - im bardziej walczysz z tą maskaradą, tym gorsza się staje."


Świetne teksty, naprawdę narracja na bardzo wysokim poziomie, trzymająca pozory  płaskolinijnej, ale bardzo wiele skrywająca między wierszami, pogłębiająca wrażenie, że jest tu coś ewidentnie nie halo, jak jakiś surrealistyczny konwersacyjny Matrix, zmuszający czytelnika - i główną bohaterkę - do patrzenia i "notowania" kątem oka...

Niepokoj i irracjonalizm, kiedy zastanawiasz sie po godzinie: jak do ...wy nędzy doszło do tego wszystkiego?


"Co ja robię tu? U uuu..."


A co jeśli nic nie jest tym, czym się wydaje?

Zmienione wspomnienia? Zniekształcona rodzina? Nie twoje życie?

Kocham to.

I kocham chyba jedną z najbardziej przerażających scen, jakie czytałam - odebrany w środku nocy telefon: "Ona nie jest mną..."

Podążaj za mrówkami i "NIE ZAPOMNIJ, W KTÓRYM DOMU JESTEŚ."

Jaki wniosek?

NIGDY NIE KUPUJCIE DOMÓW W OKAZYJNEJ CENIE!


"Dom to sanktuarium. Ten może się stać twoim."


Jest to jeden z lepszych horrorów moich ever!


MOJA OCENA: 9/10


PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU


***

Kiedy już wejdą, nigdy nie wyjdą...

Eve i jej dziewczyna Charlie zamieszkały w starym domu, na malowniczym wzgórzu otoczonym lasem. Pewnego zimowego dnia ich spokój zakłóca pukanie do drzwi. Na progu stoi mężczyzna z rodziną – Thomas Faust twierdzi, że kiedyś tu mieszkał i chciałby pokazać dzieciom miejsce, w którym się wychował. Eve wpuszcza nieznajomych do środka, choć w jej głowie rozbrzmiewa sygnał alarmowy.

Szalejąca śnieżyca odcina gościom jedyną drogę wyjazdową. Eve i Charlie są zmuszone przenocować obcych. Atmosfera staje się coraz bardziej napięta. Gdy rano znika Charlie, Eve postanawia za wszelką cenę pozbyć się niechcianych przybyszów.

Nie powinnaś była ich wpuszczać. Musisz się ukryć. Musisz...



Rozkład północy Bora Chung

Rozkład północy Bora Chung

 "... rozpoczynają się historie niemożliwe do opowiedzenia wedle reguł logiki i rozsądku czy nauki i rozumu. Opowieści o przedmiotach i ludziach którzy budzą się do życia, gdy wszyscy wokół śpią."

Nawiedzony instytut badawczy i duchy? 

Mniamniam.

"... to miejsce, w którym dopiero po zmroku zaczyna istnieć to, co nierzeczywiste."

Nowa pracownica instytutu, w którym nie wiadomo nad czym się pracuje, słucha różnych niesamowitych opowieści dotyczących tego miejsca i sama doświadcza paru creepy sytuacji.

Różne dziwne pokoje, w których są zamknięte różne dziwne opętane obiekty i byty.

"...a potem wróciłyśmy do naszych obowiązków polegających na chronieniu bytów pozbawionych życia przed potencjalnym cierpieniem ze strony jasnego świata."

Śpiewające ptaki, które są martwe. Nieruchome owce, które siedzą na półpiętrze. Kot, który stąpa po swoich własnych ścieżkach, krzyżujących się od czasu do czasu z ludzkim. Nawiedzona tenisówka i tajemnicze zaklęte haftowane chusteczki do nosa. Marynarka plująca szkłem, podążająca na północny zachód tylko i wyłącznie, ponieważ nie może ruszyć w stronę słońca...

" mówią, że byty pozbawione życia wędrują na północny zachód."

I niepokojące telefony z zakładu pogrzebowego pytające o twoją własną śmierć?

Pojawianie się tajemniczego nieznajomego w ciemnym garniturze, który zakrzywia rzeczywistość.

"Pojawiał się, by zagrodzić przejście, gdy ktoś zbliżał się do miejsca, które wcale nie istniało albo do którego nie wolno było wchodzić."

Opowiadania na pograniczu realizmu magicznego, w których prostota podbija element niepokoju. Obsesja i szaleństwo.

"Groza zaszyta w opowieściach Bory Czang budzi najwyraźniej uśpione we wnętrzu lęki. Prawdziwa natura niepokoju może się skrywać zarówno w otchłani do której zbliża nas w swych tekstach autorka, jak i u źródła doświadczonego przez wszystkich strachu."

Zaczęło się rzeczywistością jak u Lyncha, a skończyło się opowieściami Szeherezady troszkę - to są takie opowieści-przypowieści, na granicy rzeczywistości, realizmu, grozy, nieoczywistości, zwidów i omamów.

"To, co człowiek może zobaczyć, usłyszeć i czego dotknąć, jest w rzeczy samej niezwykle stabilne. Dlatego właśnie jako gatunek tak naprawdę nie znamy za dobrze świata. Mówią, że jakoś się on kręci, ale nasz rozum nie jest nawet w stanie odgadnąć, co i w jaki sposób faktycznie napędza ten mechanizm."

Bardzo dobrze się to czytało, naprawdę można było się troszkę przenieść w świat mgły, ułudy i podskórnego baśniowo-grozowego lęku. 

Świetne podsumowanie pod koniec tych siedmiu opowieści możemy znaleźć na samym końcu. Jest ono równie fascynujące, co sama lektura.

"Gdyby każdy mógł opuścić świat z czystą kartą, ten Instytut nigdy by nie powstał."


MOJA OCENA: 7/10

PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

W pewnym instytucie badawczym prowadzone są eksperymenty nad przedmiotami o nieznanej proweniencji i zagadkowych właściwościach. Nie bardzo, co prawda, wiadomo, jakie konkretnie badania prowadzi instytut, ale jego rozległe zbiory wymagają szczególnej opieki w godzinach nocnych. Ze względu na to dozorczynie i dozorcy zobowiązani są stosować specjalny protokół bezpieczeństwa. Pewnego wieczoru przez nieuwagę na korytarzach tajemniczej placówki dochodzi do serii niezwykłych zdarzeń.

Rozkład północy to zbiór siedmiu opowiadań z pogranicza science fiction, fantasy i horroru. Bora Chung w swoim sztandarowym stylu przeplata wątki paranormalne z osnową walki o sprawiedliwość dla robotników, mniejszości seksualnych oraz przedstawicieli grup defaworyzowanych.


Światło niezwykłych gwiazd Ryka Aoki

Światło niezwykłych gwiazd Ryka Aoki

"Gdy ktoś musi wzlecieć, najlepiej usunąć mu ziemię od stóp."


Ten cytat określa moje podejście do tej NIESAMOWITEJ lektury, która usunęła mi ziemię spod stóp. W sensie rozsądku. Ta książka jest jak okładka, a okładka jest jak książka - piękna i kosmiczna.

Jest niesamowita pod wieloma względami, zaczarowała mnie swoim językiem, subtelnością, magią słowa i pomysłem.

Pięknie jest umieć tak pięknie pisać.

Uważam także, że opis na okładce jest rewelacyjny, ponieważ nie daje nam na tacy niczego, więc nie wiadomo czego się spodziewać, a to znaczy że nie ma żadnych spoilerów, więc ja też się postaram żeby nie było, chociaż będzie ciężko.

Prosta, urzekajaca urocza okładka skrywa urzekajacą prostotą i prawdziwością opowieść, chociaż w sumie z tą prawdziwością, a właściwie realnością to tutaj jest różnie.

Na pewno jest to opowieść o pasji. 

Poszukiwaniu. Wytrwałosci. Determinacji i poświęceniu. I przypadku. Albo przeznaczeniu.


A przede wszystkim jest to opowieść o muzyce.

"Muzyka była jak rozświetlający park wschód słońca."

Ale także o dziewczynie, która dziewczyną nie jest. Geniusz skrzypcowy "to co miała ta dziewczyna, to nie był żaden Stainer - zwykły instrument dla początkujących, ale i tak emanowały z niego echa nienawiści, szaleństwa, melodii, które się śpiewa tylko, jeśli się przeżyło" i ucieczka przed brutalną rzeczywistością do innego miejsca, pełnego marzeń i przede wszystkim muzyki. 

Jest to opowieść o zdeterminowanej łowczyni talentów, byłej skrzypaczce, teraz nauczycielce - "...w świecie muzyki, dusz i skrzypiec była Królowej Piekła". 

Transakcja z demonem. Dusza w zamian za duszę: "Ma ucznia do znalezienia, demona do nakarmienia, duszę do uratowania."

Opowieść o właścicielce cudnej knajpki z donatami, która tak naprawdę nie jest tym, kim się wydaje.

Opowieść o lutniczce, która ma prawdziwy talent w dłoniach i z każdych skrzypiec wydobędzie duszę. 

Opowieść o demonie.

I co z tym wszystkim mają wspólnego galaktyczne cywilizacje oraz Zaraza Końca?


Te wszystkie opowieści łączą się w jedną nieziemską całość. Więcej nie napisze żeby nie spoilerować, ale bardzo mi się kojarzyło to wszystko z Mistrzem i Małgorzatą oraz z kosmiczną kafejką w Grillbar Galaktyka.

Muzyka i Kosmos.

"Wszystko, co publiczność słyszy, co pragniemy tworzyć... Czego przekazanie jest całym naszym życiem.... pochodzi stąd. Z pustki w twoim wnętrzu. Twojej nicości. To tu muzyka zyskuje życie."

To jedna z tych powieści, które zostają z tobą na zawsze, chociaż nie wiesz dlaczego.

Oczywiście lektura nie dla każdego - jestem przekonana że 90% czytelników odłoży ją po jakiś 30 stronach 😛


MOJA OCENA: 8/10

PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

W świecie, gdzie codzienność splata się z magią, Światło niezwykłych gwiazd Ryki Aoki opowiada o miłości, stracie i odkrywaniu własnego światła. Każdy drobny cud, każda lśniąca gwiazda przypomina, że nawet w najciemniejszych chwilach można odnaleźć niezwykłe piękno – jeśli tylko spojrzymy uważnie.


Nie wpuszczaj lasu C.G. Drews

Nie wpuszczaj lasu C.G. Drews

"Ostatecznie tym właśnie byli: chłopcami z pustymi i wklęsłymi żołądkami, czekającymi, aż wypełni je Wickwood, las i zgnilizna."


Jeden chłopak, który pisze opowiadania. Okrutne opowiadania.

Drugi chłopak, który rysuje obrazki. Okrutne obrazki. 

"Rysował tak, bo Andrew tak pisał. Nieustannie karmili się sobą nawzajem, a ich gorączkowe sny krwawiły w ich oczach jeszcze długo po przebudzeniu."

Dwa odludki w elitarnej szkole obsesja jednego na punkcie drugiego.

"Przyjaciele, najlepsi razem. Byli dla siebie wszystkimi i to im wystarczało. Tak było, odkąd zapisali się do Wickwood."

A obsesja to niebezpieczna sprawa.

"Dawno, dawno temu Andrew wyciął swoje serce, by podarować je temu chłopcu, i był pewien, że Thomas nie miał pojęcia, że Andrew zrobiłby dla niego wszystko. Ochronił go. Kłamał dla niego. 

Zabił dla niego."

Halucynacje czy rzeczywistość? 

Rozhisteryzowany nastolatek z ukrytymi żądzami czy prawdziwe potwory z lasu?

"... wszystko mnie przeraża. Cały czas się boję, bez powodu, po prostu mój mózg imploduje sam z siebie. Ale potwory są czymś, co możemy zabić, i chyba mi się to podoba."

Rysunki, które ożywają? Chłopak, który tworzy potwory?

Potwory na zewnątrz czy wewnątrz? 

"Jesteś koszmarem, jesteś Bogiem potwornych miejsc, możliwe, że aby powstrzymać twój horror, musimy powstrzymać ciebie..."

Ja wiem o co chodziło w autorce w założeniu tej powieści. I generalnie rozumiem porównania do przerewelacyjnej i mojej ulubionej powieści Dom sióstr marnotrawnych, ale niestety: tu wszystko było ZA BARDZO - jedna wielka hiperbola, bez sensownego ładu i składu.

Oczywiście, po czasie można się zorientować w czytaniu między wierszami, o co tak naprawdę chodzi, ale danie, które tu zostało podane tu na tacy, jest ciężkostrawne. Nie wiem, czy to dlatego, że to historia przeznaczona głównie dla młodzieży,  ale właściwie nie powinno to mieć wpływu na hiperbole różnego rodzaju, które tutaj są wstawiane w częśtotliwości 10/10. Wszystko jest takie WOW! Emocje, stylistyka, zawieszanie "głosu", niedopowiedzenia...  Przebąbkowane to wszystko było, zaczynając od narracji kończąc na wszystkim innym. Przewrażliwienie głównego bohatera, który dla mnie osobiście było NIE DO PRZEJŚCIA. Drugim minusem były liczne i przeliczne podteksty homo, czego nie szukam w powieściach. Nie mój klimat nie moje zachwyty.Może dzieciakom nabuzowanym hormonami to się będzie podobało, ale to kompletnie nie moja opowieść.

Przeskok z dramatu do horroru był kompletnie nieoczywisty i wziął się z niczego, moim zdaniem. Tak jakby były połączone dwa wątki zupełnie innej bajki, wciśnięte na siłę, żeby niby podkręcić nastrój. Ale słabą niteczką to było pozszywane. Sugestia, żebyśmy czytali między wierszami pozostaje tak bardzo sugestywna, że nie pozostaje już potem nic innego, niż tylko "między wierszami"...

Sztucznie napompowany balonik z emocjami podkręconymi czymś niepasującym. 

A zakończenie?

"Kiedyś był pustym chłopcem, niemożliwym do wypełnienia.

Teraz był pełen potworów."

Generalnie nie radzę nastawiać się na coś spektakularnego. Można przeczytać z ciekawości, bo pomysł jest ciekawy - choć niezby oryginalny, gdzieś już coś takiego było - ale szału w wykonaniu nie ma. Może ja już jestem za stara na takie hiperbole, ale lubię autentyczność w fantasy 😋

Świetna okładka i świetne ilustracje w środku.


MOJA OCENA: 5/10

PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

Mroczna, intensywna i hipnotyzująca opowieść o obsesji, uzależniających relacjach i koszmarach, które nosimy w sobie.

Więź między uczniami Akademii Wickwood: Thomasem a bliźniakami Andrew i Dove zawsze wymykała się definicjom, a po wakacjach wszystko się komplikuje. Dove dystansuje się od brata, a Andrew ucieka w mroczne baśnie pisane wyłącznie dla Thomasa – chłopca z dłońmi wiecznie ubrudzonymi atramentem, którym szkicuje przerażające potwory. Tymczasem rodzice Thomasa znikają, a on wraca do szkoły z krwią na rękawie i porzuca swoje obsesyjne szkice.

Gdy Andrew śledzi go i wchodzi do zakazanego lasu, odkrywa, że potwory z rysunków ożywają. Od tej chwili obaj walczą nocami z koszmarami, a granica między jawą a snem się zaciera. Potwory rosną w siłę – podobnie jak więź chłopców. Niestety, Andrew przeczuwa, że aby zakończyć ten koszmar, będzie musiał stawić czoło nie tylko bestiom, lecz także Thomasowi, bez którego nie wyobraża sobie życia...

Finalistka plebiscytu Goodreads Choice Awards w kategorii YA Fantasy!

Okładka i ilustracje: JanaHeidersdorf





Jeszcze jeden oddech Ginny Myers Sain

Jeszcze jeden oddech Ginny Myers Sain

"... każdy z nas jest twoim własnym małym oceanem[...] może dlatego potrzebujemy głębi. Dlatego tak nas do niej ciągnie."

Lubię młodzieżówki.

Całkiem przyzwoity thrillerek z oryginalnymi wstawkami nurkowymi, co ładnie podkręca i urozmaica temat, troszkę mystery, troszkę tajemnicy, dużo akcji, przyjaźni, filmowa narracja - jednym słowem niezła rozrywka czysto dla przyjemności.

MOJA OCENA: 7/10

PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

Autorka „W mroku płytkich kłamstw” powraca z kolejnym mrożącym krew w żyłach thrillerem!


Mount Orange, urokliwe miasteczko na Florydzie, słynie z dwóch rzeczy: krystalicznych źródeł kuszących nurków... i makabrycznego morderstwa dwóch najlepszych przyjaciółek – Bailey i Celeste. Ich śmierć odcisnęła trwałe piętno na społeczności, a zwłaszcza na Tru, która dorastała w cieniu tej tragedii – i własnej straty.


Zbliża się jesień, a Tru planuje wyjechać na studia razem ze swoim chłopakiem. Ale kiedy do miasta przyjeżdża tajemnicza Rio – zdeterminowana, by odkryć prawdę o zbrodni sprzed lat – Tru nie potrafi się oprzeć magnetycznej sile nowej znajomej... ani tajemniczego połączenia, które wydaje się łączyć je z ofiarami.


Wraz z narastającym napięciem i uczuciem między dziewczynami, cienka granica między przeszłością a teraźniejszością zaczyna się zacierać. A kiedy ktoś zaczyna je śledzić, staje się jasne, że koszmar sprzed lat może się powtórzyć.


Jeśli nie przestaną kopać w przeszłości, mogą same stać się kolejnymi ofiarami. A źródła Mount Orange znów mogą zabarwić się krwią.


Dla fanów Natashy Preston, Krystal Sutherland i Delii Owens.


Traumaland Josh Silver

Traumaland Josh Silver

"Zapomniałem, co uczucia z nami robią. Ciągle się zastanawiam, czy nie było jednak lepiej, kiedy byłem otępiały. Ale teraz mam prawdę. W końcu wszystko jest prawdziwe. Tyle że nie jest takie, jakie miało być. 

Witaj w swoim najgorszym koszmarze."


Napiszę tak - jaka to była nuuuda... Przewidywalna, z naciąganą tajemnicą, przedłużaną i przewidywalną. Nastolatek z pokolenia Z z niby traumą i ADHD, ojej, ojej, jaka go szkoda...

Nuda jakich wiele.

Dopóki nie trafiamy z nim do TraumaLand.

"Mam 17 lat i pokazałem prawo jazdy brata, żeby dostać się do TraumaLand, bo chciałem poczuć, że żyję. Taki był sens i tego chciałem. W zeszłym roku miałem wypadek samochodowy, ale go nie pamiętam. Nie pamiętam dwóch miesięcy ze swojego życia i od tamtej pory mój mózg nie działa prawidłowo. Czułem się otępiały, pusty, aż do dziś."

I tu się zaczyna...

...zarąbiasty pomysł na granicy dziwacznie realistycznego Escape Room, mega podrasowanego. Akcja nagle przestaje być mamrocząca i nudna, chłopak nagle przestaje być przewidywalnie nieszczęśliwy, a wszystko w zawrotnym tempie zbliża się do rozwiązania pozbawionego naiwności i złudzeń.

Na bank trzeba przebrnąć ten bardzo zwykły początek na rzecz bardzo oryginalnego scenariuszu, który potem na nas czeka!

Polecam.

Coś innego.


MOJA OCENA: 7/10

PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

WITAMY W TRAUMALAND! TWOJA HISTORIA ZACZNIE SIĘ ZA 3. . . 2. . . 1. . .

Eli przeżył groźny wypadek, po którym stracił pamięć i nie odczuwa żadnych emocji. Według jego terapeutki cierpi na Przytłaczającą Pustkę.
Zdesperowany, by znów doświadczać uczuć, trafia do TraumaLand — podziemnego klubu, gdzie tłumy emocjonalnie otępiałych imprezowiczów szukają mocnych wrażeń. Dzięki hiperrealistycznym symulacjom VR doświadczają koszmarów, które przydarzyły się innym ludziom. Kiedy Eli zanurza się w historię Jacka, zaczyna podejrzewać, że klub skrywa o wiele mroczniejszą — i bardziej niebezpieczną — prawdę...

TraumaLand to wstrząsająca wyprawa w głąb ludzkich lęków i pragnień — porwie Was jak sen, z którego trudno się wybudzić!


Nakarmię cię strachem Trang Thanh Tran

Nakarmię cię strachem Trang Thanh Tran

"Proszę wejść, skrzypi dom. Cisza wita tych, którzy zagoszczą tutaj na dłużej. 

Jeszcze nie ma się czego bać."


Nie było to tak dobre, jak mogłoby być.

Może to wina narracji i jakiegoś braku głębszych emocji (jak dla mnie), ale nie było. I jak zawsze szkoda takich potecjalnych perełek właśnie za zmarnowanie szansy super pomysłu, który zawsze się sprawdza, na rzecz jakiegoś takiego przekazu ni to dramatycznego, ni to tragicznego - rozmycie otoczki grozy, która tu POWINNa być wyraźna, a zostaje zastąpiona nowoczesną formą naracji, lgbt i dramatem rodzinnym.

Ja nie jestem zwolenniczką grozy W TLE (jeśli już ktoś w założeniu decyzuje się napisać powieść grozy).

Absolutnie powieść ta nie kojarzy mi się ani z Mexican Gothic ani TYM BARDZIEJ z Domem sióstr marnotrawnych... I z pewnością nie jest to "makabryczny horror..." nie wiem kto pisze te blurby mam wrażenie czasami, że osoby które nie czytają książki.

Już bardziej kojarzył mi się z Rebeką lub Moją kuzynką Rachelą, ale oczywiście nie w takim bardzo mistrzowskim wydaniu, bardziej w zarysie lub przerewelacyjną Prawie jak w domu no i może troszkę z Hacjendą.

Można przeczytać, ale nie jest to posklejane w całość tak bardzo, jak mogłoby być. Okładka bardzo adekwatna, to na plus.


MOJA OCENA: 6/10

PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

Czy kiedykolwiek przeszło ci przez myśl, jak by to było zostać zjedzonym przez swój dom?


Kiedy Jade Nguyen przybywa do Wietnamu, by odwiedzić ojca, z którym nie widziała się od dawna, stawia sobie jeden cel: przetrwać pięć tygodni w domu po francuskich kolonizatorach. Decyduje się na przyjazd tylko dlatego, że ojciec obiecał jej pieniądze na studia.


Ale dom ma inne plany. Każdej nocy Jade budzi się sparaliżowana. Ściany wydają dudniący dźwięk, a robaki zostawiają nogi i czułki w dziwnych miejscach. Dziewczyna znajduje ślady swoich przodków w ogrodach, które kiedyś pielęgnowali. A nocą nie może zignorować ducha pięknej panny młodej, który tajemniczo ją ostrzega: Nie jedz.


Ani ojciec, ani jej słodka siostra nie wierzą, że dzieje się coś złego. Z pomocą dzielnej Florence Jade udowodni, że ten dom – którego zawsze pragnęła jej rodzina – nie spocznie, dopóki ich nie zniszczy. Może tym razem uda jej się go powstrzymać. Wykorzeniając zgniliznę domu, stawi także czoła prawdzie o tym, kim jest i kim musi się stać, aby ocalić ich wszystkich.


„Nakarmię cię strachem” to makabryczny horror young adult, idealny dla fanów „Mexican Gothic” czy „Domu sióstr marnotrawnych”. Jeśli zastanawiasz się, jak by to było zamieszkać w nawiedzonym domu, już nie musisz dłużej o tym myśleć. Sięgnij po historię Jade i przekonaj się na własnej skórze!

Inwokacje Krystal Sutherland

Inwokacje Krystal Sutherland

"Czasami, gdy uciekasz, potwór cię goni."


Jaka mogła się okazać ta powieść po przerewelacyjnym Domu sióstr marnotrawnych?

Miałam nadzieję, że równie rewelacyjna.

Niestety troszkę się przeliczyłam i choć już gdzieś od połowy zaczyna być całkiem nieźle (miałam wrażenie, że powieść dojrzewa wraz z powstawaniem), to ten właściwie ledwie zarysowany mdły początek jest całkiem zanudzający, wymagający silnej woli.

Końcóweczka spektakularna, nareszcie otwierająca zamknięte bramy wyobraźni, bardzo klimatyczna i obrazowa. 

I tak właściwie idealnie nadająca się na część drugą, która nie wiem, czy powstanie?

Na granicy horroru, bardziej darkmagic, niekoniecznie aż tak bardzo youngadult, w generalnym rozrachunku jest bardzo dobrze, ale nie tak WYŚMIENICIE, jak mogłaby wskazywać tematyka i talent autorki.

O okładce się nie wypowiem.

MOJA OCENA: 6/10

PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

Zara Jones wierzy w magię, ponieważ myśl, że jej zamordowana siostra odeszła na zawsze i nic już tego nie zmieni, jest zbyt bolesna. Postanawia, że zrobi wszystko, co w jej mocy, by wyszarpać siostrę ze szponów śmierci – nawet jeśli oznacza to zgłębienie tajników okultyzmu.


Jude Wolf może i jest córką miliardera, ale jest też niezaprzeczalnie przeklęta. Zawarcie paktu z demonem było najgorszą decyzją w jej życiu. Ból, choroby i potwory, które przychodzą w nocy, sprawiły, że dziewczyna desperacko próbuje odnaleźć kogoś, kto odkręci jej marny los.


Emer Byrne, osierocona czarownica z mroczną przeszłością i śmiertelną mocą, może pomóc zarówno Zarze, jak i Jude. Chociaż życie jej nie oszczędza, Emer chętnie rozdaje swoje najcenniejsze skarby – inwokacje – kobietom tkwiącym w rozpaczliwej sytuacji, które gotowe są za nie oddać część swojej duszy.


Pragną ich również Zara i Jude, które odnajdują czarownicę w momencie, kiedy jej klientki zaczynają jedna po drugiej ginąć w Londynie. Jednak ta, zanim zechce udzielić im pomocy, musi zapolować na zabójcę. Cała trójka zawiązuje kruchy sojusz i razem zaczynają podążać tropem morderstw. Nie wiedzą, na co trafią, ale muszą działać szybko…


Nawet jeśli Emer nie jest w stanie dać Zarze i Jude tego, czego pragną najbardziej: siostry i duszy.




Autor: Sabina Bauman - klik zdjęcie
Copyright © 2014 Mniej niż 0 - Mini Recenzje , Blogger