"A DZIŚ ŻEM SE CZYTŁA/LUKŁA..."

CZYTAJ ZA DARMO!

Statystyki

SZUKAŁKA

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą post apo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą post apo. Pokaż wszystkie posty
Malorie Josh Malerman

Malorie Josh Malerman

"Istotą, której się tak bardzo boi człowiek, jest on sam."

Niestety, nie porwała mnie ta druga część kompletnie. Wynudziłam się na maksa, byłam wybita z rytmu i chyba za długa przerwa była między jedną częścią, a drugą i choć uwielbiam autora za jeden z najlepszych horrorów, jakie zostały napisane eve: Coś się dzieje w naszym domu, to tutaj niestety nie jestem pod wrażeniem. Całe szczęście, że ta przygoda była krótka, a w tym pociągu czułam się jak Ron z Harrego Pottera, jedzący ciągle mdłe czekoladki z Dumbledorem...

Najbardziej fascynującą sprawą tu była tajemnica małej. To wszystko.

Jakiś tam potencjał był, ale nie było kompletnie logiki postępowania, uroku czytania ani przyjemności dla wyobraźni.

Nie poznajemy zakończenia i mam nadzieję, że kolejna część nie powstanie za kilka lat...


MOJA OCENA: 5/10


PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

Kontynuacja bestsellera „Nie otwieraj oczu”, światowego fenomenu, po raz pierwszy w polskim przekładzie! Minęło dwanaście lat od ucieczki wzdłuż rzeki. Wciąż wystarczy jedno nieostrożne spojrzenie na istoty, które przemierzają świat, by popaść w obłęd i szaleńczą furię. Nikt nie wie, czym są. Nikt nie wie, jak je powstrzymać. Malorie żyje dla jednego celu: przetrwać za wszelką cenę. Do czasu, gdy dociera do niej wiadomość, w którą nie potrafi uwierzyć — ktoś, kogo kocha, ktoś dawno uznany za martwego, może jednak żyć. Teraz Malorie staje przed najtrudniejszym wyborem: dalej żyć w bezpiecznej ciemności… czy zaryzykować wszystko i wyruszyć ku nadziei, która może okazać się zarówno wybawieniem, jak i zgubą.

Cykl: Bird Box (tom 2)

Płynie niebem zieleń Artur Marciniszyn

Płynie niebem zieleń Artur Marciniszyn

"Zło rodzi zło. Zaraża tych pozornie dobrych. Infekuje ich z łatwością. To potężny wirus, na który nie ma szczepionki."


Bardzo samoświadome preludium naszych czasów.

Tak się zapowiadało.

"Zabrakło nam miłości. Zabił ją nasz egoizm. Nie myśleliśmy o naszych dzieciach i ich dzieciach. Liczyło się tylko tu i teraz. Zrównaliśmy z ziemią lasy wraz z ich mieszkańcami. Zrobiliśmy z ogrodów pustynię. Obróciliśmy w popiół to, co dała nam ziemia. Zatruliśmy wodę i powietrze. Usychaliśmy i dusiliśmy się. Zbiorowe samobójstwo trwające przez całe pokolenia. Upadliśmy i już się nie podnieśliśmy. Nie trzeba było żadnych obcych cywilizacji, żadnych przybyszów z kosmosu, żeby nasz świat uległ unicestwieniu. Doskonale poradziliśmy sobie sami."

Post apo. Rozważania na krancu ziemi. Antarktyda i ostatni człowiek w obliczu Armagedonu. 

"To miejsce ma oczy. Widzi moją bezsilność. Ma uszy. Słyszy moją rozpacz. Ma nos.  Czuje mój strach. Ma szpony. Przykuło mnie lodowymi łańcuchami do białego ołtarza i składa mnie w ofierze duchom, które czekają na zewnątrz."

Cisza, spokój, ostateczność, filozoficzno-egzystencjalne, bardzo trafne i w punkt swoją drogą rozważania na temat samozagłady, napisane dojrzałą prozą.

Czy tak naprawdę o to chodzi w tym właściwie opowiadaniu?

"Najpierw przestaliśmy wychowywać przyszłość, potem przestaliśmy jej pragnąć."

Nie do końca. A szkoda.

Bardzo klimatycznie i dojrzale się zapowiadała ta opowieść, która potem pokazała swoje prawdziwe oblicze i straciłą nieco uroku, dla mnie. Szkoda, że do końca nie pokazała tego, co obiecywała, ale i tak było bardzo dobrze.

Ten, kto czytał powieść Nim pożrą nas ćmy, będzie zadowolony z bliźniaczej lektury.

"... są miejsca na tym niesprawiedliwym świecie, gdzie trudno nie być złym. Miejsca, w których nienawiść jest religią."


MOJA OCENA: 7/10

PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

Jest rok 2045. Na końcu świata, w opuszczonej stacji badawczej na Antarktydzie, ostatni człowiek zapisuje swój pożegnalny list.

Leonard Gral - kryminolog, podróżnik, świadek upadku cywilizacji - mierzy się z samotnością, szaleństwem i własną przeszłością.

Czy naprawdę uciekł przed złem świata, czy zabrał je ze sobą?

„Płynie niebem zieleń” to hipnotyzująca opowieść o granicach ludzkiej psychiki, winie, stracie i nadziei, która nie chce umrzeć nawet w obliczu końca wszystkiego.

Księga łabędzi Alexis Wright

Księga łabędzi Alexis Wright

"Kiedy zmienił się świat, ludzie byli inni. Miasteczka się pozamykały, miasta zabito dechami, dzielnice opustoszały, rządy padły."


Lubię, kiedy powieść zaczyna się właśnie takimi słowami. Ale nie spodziewałam się tak naprawdę co zastanę w środku.

Jest to najbardziej powieść między wierszami jaką przeczytałam... Błądzenie po własnym umyśle... 


"Wirus myśli, że chcę tego, czego on chce-ukryć się w najciemniejszym zakątku jego różowego jak landrynka łóżka, gdzie śpi i śni głęboko w moim chorym umyśle."


Do tego rodzaju powieści potrzebna jest instrukcja obsługi /dostępna na okładce/😎

Australia. Gdzieś tam w przyszłości, po katastrofie klimatycznej. Ludność odradza się na skrawkach ziemi i tego co zostało po naturze. 

A zostały wraki, gruzy ludzkiego świata i miliony czarnych łabędzi.

...

Piękny język, ale bardzo przystępny, piękna prawdziwa opowieść i chyba jedna z większych skarbnic cytatów. Naprawdę, mogłabym tutaj cytować większość, ale to trzeba by było całą książkę przekopiować raczej.

Świadomość ubrana w słowa.


"Matka natura? Ha! Kto by policzył, ile serc jest w stanie wyrwać żywcem? Nigdy jej się nie znudzi. I kto wie, gdzie na tej ziemi człowiek później znowu swoje serce znajdzie? Ludzie w drodze nazywali ją matką katastrofą od powodzi, pożaru, suszy i zamieci. To były jej cztery pory roku, którymi ciskała w świat, kiedy jej się zachciało."


Często się śmiałam, ale właściwie z czego ja się śmiałam, to ja nie wiem?🙈

Ulotny czar tej opowieści jakoś mnie zauroczył, zahipnotyzował, może właśnie przez to że wszystko było czarowne między wierszami. Poza tym uwielbiam, kiedy ktoś umie tak pięknie przekazywać opowieści słowem pisanym.

Naprawdę bardzo uważnie trzeba czytać tą lekturę i po prostu delektować się jej wyjątkowością i formą wypowiedzi, która przekazuje dramatyczne treści, więc jestem przekonana na 100%, że większość czytelników odłoży ją po kilku stronach.

A ja polecam.


MOJA OCENA: 7/10

PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

Hipnotyczna powieść jednej z najważniejszych pisarek współczesnych.
Australia, niedaleka przyszłość. Ludność aborygeńska wciąż żyje głównie na kontrolowanym przez rząd wycinku Terytorium Północnego, a środowisko naturalne uległo nieodwracalnym spustoszeniom z powodu zmiany klimatycznej. Pochodząca z wysiedlonej społeczności Oblivia, niema nastolatka, ofiara gwałtu grupowego z rąk nawąchanych benzyny nastolatków, mieszka w jednej z niezliczonych rdzewiejących łodzi na bagnie, które miejscowi dzielą z tysiącami czarnych łabędzi, zmuszonych do przeniesienia się tu z innych części kraju. Opowieść prowadzi nas przez życie Oblivii, aż po małżeństwo z Warrenem Finchem, pierwszym aborygeńskim prezydentem Australii, i wyniesienie do godności pierwszej damy, uwięzionej w podtopionym, osuwającym się w bezprawie mieście na południu kraju.
Księga Łabędzi łączy w sobie wszystkie najlepsze cechy pisarstwa Alexis Wright: głębokie zrozumienie rzeczywistości, w której zmuszona jest funkcjonować ludność aborygeńska, dziką energię i humor, niosące nadzieję nawet w najmroczniejszych chwilach, i wreszcie – doskonale skonstruowaną opowieść, czerpiącą z mitów, legend i baśni, w której oprócz Oblivii Ethylene przewija się cały korowód niezwykłych postaci, takich jak ciocia Bella Donna, Zarządca Zatoki, Wielka Ruda, Maszyna, gadająca małpa o imieniu Rigoletto, trójka dżinnów z doktoratami, i wiecznie obecne w tle, prowadzące nas przez całą historię, łabędzie.

Dzieci lodu Tom Rob Smith

Dzieci lodu Tom Rob Smith

"Jesteśmy przyszłością. Oni są przeszłością."


Kto nie lubi czytać o Antarktydzie? 

Ja lubię.

Kto nie lubi czytać o obcych? 

Ja uwielbia👽

Dlatego zerknęłam sobie oczywiście /obowiązkowo/ w tą historię i muszę powiedzieć że... są tam śladowe ilości smaczków z okładeczki. Na bank nie dostałam w 100% tego, czego się spodziewałam.

Jednakże.

Czy jest to rozczarowanie?

Chyba tylko tym, że MEEEEGA potencjał ten opowieści i MEEEEEGA Universum nie zostało do końca wykorzystane. Jest to po prostu napisana arktycznie przygodowo dobrze opowieść, ktora nie ma nic wspólnego z Lovecraftem...🙈🙊🙉

Inwazja obcych jest tylko tłem i niczym więcej. Tłem niejasnym: jednym komunikatem, że wszyscy ludzie mają schronić się na Antarktydzie, ponieważ to będzie najbezpieczniejsze miejsce na ziemi?

Dlaczego?

...

Czy jest możliwe zbudowanie nowego społeczeństwa pośród lodu i warunków, do których człowiek nie jest przystosowany? 

Czy człowiek jest w stanie przetrwać? Zaaklimatyzować się?

Właściwie jesteśmy świadkami życia na Antarktydzie pod kloszem garstki ocalałych z całego świata.

Ocalałych, którzy jednak są w stanie się przystosować, tworząc jednocześnie mutacje.


"Celem projektu jest przetrwanie ludzkości w jakiejś formie." 


A czasami te mutacje same się tworzą.

Dzieci lodu.

Dzieci przystosowane do lodu i to ich historię poznajemy a tak naprawdę dwójki z nich.


"Zwykli ludzie będą się bać tego, co zaraz stworzymy. Ale to nowe pokolenie ludzi jest naszą jedyną nadzieją."


Świetny pomysł, naprawdę super, tylko potraktowany po łebkach i bardzo obyczajowo, że tak powiem. Najpierw było przedtem, potem szybko przeskakujemy do teraz, a potem nagle jest potem.

Nie było tu jakiejś tam za bardzo atmosfery zagrożenia ani tajemnicy, jaka powinna być, jeśli chodzi o inwazję obcych, a cała zagłada świata potraktowana jest też całkiem pobieżnie. 

Tak naprawdę to jest obyczajowo-przygodowa powieść z obcymi w tle, z mutantami w roli głównej i pięknym mroźnym klimatem Antarktydy, który idealnie wbija się teraz w tą porę, więc polecam czytać.


MOJA OCENA: 6/10

PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

EPICKI THRILLER POSTAPOKALIPTYCZNY.
MROŻĄCA KREW W ŻYŁACH WIZJA NOWEGO ŚWIATA – SPOŁECZEŃSTWA, KTÓRE PO INWAZJI OBCYCH MUSI ODBUDOWAĆ SIĘ W PRZERAŻAJĄCYCH WARUNKACH.

Lato 2023 roku. Niespodziewana inwazja Obcych staje się wyrokiem śmierci dla ludzkości na Ziemi. Kolonizatorzy nie negocjują i nie składają wyjaśnień, stawiają tylko jedno ultimatum: jeśli chcesz przeżyć, masz trzydzieści dni, by dotrzeć do jedynego miejsca na Ziemi, gdzie może ci się uda – do Antarktydy. Garstka ludzi rozpoczyna rozpaczliwy exodus do najbardziej ekstremalnego ekosystemu na naszej planecie. Jednak ich celem jest nie tylko przetrwanie. Muszą nie tylko walczyć o życie w świecie, w którym wszelkie dokonania człowieka uległy zniszczeniu, ale muszą też zmierzyć się z jeszcze większym wyzwaniem – stworzyć podwaliny przyszłej cywilizacji. Czy są gotowi, by błyskawicznie dostosować się do panujących warunków i ewoluować wystarczająco szybko, by zapewnić ludzkości jakąkolwiek przyszłość? Czy da się zbudować nowe, doskonalsze społeczeństwo na bezkresnym pustkowiu w temperaturze znacznie niższej od zera?
Ambitna i oryginalna, napisana z kinowym rozmachem epicka powieść, która porusza najważniejsze problemy naszych czasów.

Nie otwieraj oczu Josh Malerman

Nie otwieraj oczu Josh Malerman

"Istotą, której się boimy, jest człowiek."


Wznowienie świetnej powieści super autora. I choć, co prawda, o wiele większe wrażenie zrobiła na mnie jego powieść Coś się dzieje w naszym domu, którą uważam za jeden z najlepszych horrorów EVER, to tu straszna wizja strasznych czasów i sam pomysł także przyprawia o gęsią skórkę!


Czytana, niestety, przez pryzmat obejrzanego filmu i tak wywarła na mnie duże wrażenie, szczególnie sceny końcowe - miały w sobie więcej dramatyzmu, niż w ekranizacji.
Bardzo dobrze napisana, pełna napięcia historia. Dużo nieoczywistości i dość pokaźne pole do popisu dla każdej wyobraźni.


Długo pozostaje w pamięci - mam na myśli książkę.

I oczywiście czekam na drugą cześć, która dłuuuuugo czeka na swoją premierę w Polsce...

Polecam!



MOJA OCENA: 8/10



PRZECZYTAJ FRAGMENT!


***


Coś przerażającego. Coś, czego nie można zobaczyć. Jedno spojrzenie doprowadza do ataku śmiertelnej przemocy. Nikt nie wie, co to jest. Nikt nie wie, skąd się wzięło.

Po pięciu latach, odkąd pojawiło się to coś, pozostała garstka ocalałych. Jednymi z nich są Malorie i dwójka jej małych dzieci. Mieszkając w opuszczonym domu nad rzeką, Malorie od dawna marzyła o ucieczce do miejsca, w którym jej rodzina mogłaby być bezpieczna. Ale podróż ta będzie przerażająca: ponad trzydzieści kilometrów, łódką, w dół rzeki z zasłoniętymi oczami, polegając jedynie na inteligencji Malorie i wytrenowanym słuchu jej dzieci. Jeden błędny ruch i zginą. Coś je śledzi. Lecz nie wiadomo, czy to człowiek, zwierzę, czy potwór?










EKRANIZACJA
/KLIKNIJ ZDJĘCIE/


TRAILER











Gdy Ziemia miała nas dość. Antologia

Gdy Ziemia miała nas dość. Antologia

"Świat odwrócił się od Matki Natury, mówili. I jeśli z powrotem się jej nie poddamy, zginiemy wszyscy."


Antologia cli-fi, do której, tak sobie myślę, powinna też przede wszystkim zalicza się cykl Southern Reach, ale znalazłam tutaj też troszeczkę z Terminatora.

Rewelacyjne pomysły tej antologii walczą z różnym przekazem: narracja jest raz lepsza, raz gorsza, ale całość ma specyficzny klimacik końca i walki, którą wygrywa natura.

Oczyszczenie ziemi z ludzkiej zarazy.

Hurra!

Ale czy zawsze?

Nie ma za wiele optymizmu w tych opowiadaniach, jeśli mam być szczera. Ale jest dużo realizmu. Chociaż czytamy to teraz jako cli-fi, to pomału wszystko zaczyna się sprawdzać...

Można sobie przeczytać ten zbiorek dla przyjemności i dla świadomości.

Świetna okładka i świetne rysunki w środku.


MOJA OCENA: 6/10


PRZECZYTAJ CAŁOŚĆ!

TU

***

Czym jest dla ciebie Ziemia? Miejscem? Kawałkiem skały zawieszonym w próżni? Interesującym, ale krótkotrwałym zjawiskiem w niewyobrażalnie długich dziejach Wszechświata? A może… domem?
Gdy zadaliśmy to pytanie autorom tworzącym fantastykę, w odpowiedzi otrzymaliśmy porywające historie ludzi stających do nierównej walki z przyrodą albo jej przerażającym wypaczeniem.

Zapraszamy cię do przyjrzenia się światu ich oczami – na  sposoby, które nie przyszłyby ci do głowy. Sądzisz, że wiesz, jak Ziemia może się zmienić w nadchodzących latach? Przyjmujemy wyzwanie! Daj się pochłonąć opowieściom o walce, desperacji, rozczarowaniu, żalu. Spojrzysz inaczej na czekającą cię przyszłość. Przyszłość, która wcale nie musi wyglądać jak czarne wizje snute przez ekologów (tylko gorzej) ani jak fantazje niepoprawnych optymistów (tylko… no cóż, gorzej).

Ale niezależnie od tego, jaki los spotyka ludzkość w sześciu opowiadaniach, które dla ciebie przygotowaliśmy, historie ich bohaterów spowodują, że nasz świat ujawni przed tobą nowy, niespodziewany potencjał. Czy znajdziesz w sobie gotowość do zmierzenia się z nim? Czy zadasz sobie pytanie: a co, jeśli Ziemia będzie miała nas dość?



Łapiduch Hiron Ennes

Łapiduch Hiron Ennes

 "Jeśli nikt nie krwawi, nikt nie potrzebuje łapiducha."


Tak się pisze rasowe, nieoczywiste, niepokojące, ociekające lepkim klimatem ciemności i /pozornie/ dziewiętnastowiecznej grozy powieści!

Extra klimacik: początkowo troszkę Drakuli, troszkę Sherlocka, troszkę Kuby Rozpruwacza, troszkę Frankensteina.

I sporo Coś Carpentera.

Mniam.

A potem już wszystko rusza swoim własnym torem😎 Jest dno, jest drugie dno, a nawet trzecie: nietypowe postapo, które kamufluje się doskonale mniej więcej gdzieś do połowy historii.

Nie dość, że mamy tu do czynienia z tajemniczą wieloraką osobowością lekarza /można tak to określić początkowo/, to jeszcze sama akcja i opowieść w opowieści jest fascynujaca.


"Ale na razie muszę zająć się własnym umysłem. Podążyć za zawirowaniami ciemności, które zakłóciły bieg moich myśli i otworzyły dziurę, która połknęła część mojej pamięci dostał tylko trup, ciało, które powinno umrzeć, lecz zamiast agoni doświadczyło jedynie niejasnego, pełnego napięcia rozchwiania."


Zima. Zamek i rodzina barona. Tajemnicza śmierć lekarza. I kolejny lekarz, który przyjeżdża z Instytutu badać jej przyczynę. To tak w skrócie - tak się zaczyna ta magicznie mroczna zimowa fascynująca przygoda.

Kopalnia, w której coś budzi się do życia... Coś, co ma macki. Skolonizowany oragnizm...

Ale to nie jest jedyny pasożyt tej opowieści.

Na tle tej prawie kryminalnej zagadki pojawia się prawdziwa esencja tej historii: lekarz, którego jest wielu. 

Nosiciel. Pasożyt.


"Jestem potworem, odrażającą istotą, ale będę żyć."


Organizm, który przez pięćset lat adaptacji uczy się bycia człowiekiem.


"Ale ja nie jestem nawet zwierzęciem. Jestem czymś gorszym, wysysam jednego żywiciela i przeskakuje do następnego, gdy mi tak wygodnie. Niewdzięcznie, jak krwiożercza pchła, a raczej jak jakaś bezmyślna choroba."


Tą tajemnicę pominę milczeniem...

Skupię się na magii i głębi przekazu, mrocznym gawędziarstwie pod przykrywką rzeczowej relacji, które urzekło mnie i mą wyobraźnię.


"Potraficie żyć w ciele, ale nie wiecie, jak się nim stać."


Narracja stylizowana na XIX-wieczną, troszkę gotycką. Czyta się to baaardzo powoli, baaardzo uważnie i hipnotyzująco. Mega mi się podobało: przekaz, pomysł i wyszytko to, co głęboko ukryte. Tak jak pseudomycota...

Lektura podobna do Biblioteki na Górze Opiec, ale bardziej mroczna i skondensowana.

Nie czytać przed snem, pod groźbą ciekawych, mackowato - fantastycznych snów...😎


MOJA OCENA: 8/10


PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

Poznajcie lek na ludzką zarazę

W odizolowanej od świata posiadłości, najdalej na północy, jak to tylko możliwe, umarł lekarz barona. Jego zastępca musi rozwiązać zagadkę: odkryć, jak to się stało, że Instytut stracił z oczu jedno ze swoich licznych ciał.

Przez setki lat Międzyprowincjonalny Instytut Medyczny rósł w siłę, zapuszczając korzenie w młodych umysłach i przekształcając je w lekarzy, którzy zastąpili wszystkich ludzkich medyków. Instytut chce pomagać ludzkości, leczyć i kroić, tulić i chronić cały gatunek przed apokaliptycznym koszmarem rozpętanym przez przodków.

Na skutej lodem północy należące do Instytutu ciało odkryje rywala, który chce zająć najwyższy szczebel ewolucyjnej drabiny. Pasożyta, który rozplenił się w zamku barona, mrocznym przybytku pełnym sekretów, kłamstw, przemocy i strachu. Ta dwójka stoczy wojnę, a polem bitwy stanie się ludzkie ciało. Ktokolwiek wygra, ludzkość czeka kolejna klęska. 




Księga Koli'ego Mike Carey

Księga Koli'ego Mike Carey

"Czasem wydaje się, że wszystko, co żyje, nas nienawidzi. Albo przynajmniej prześladuje nas tak, jakby nas nienawidziło. To, co chcemy zjeść, z nami walczy z całych sił i czasami wygrywa. To, co chce zjeść nas, jest z tysiąc razy silniejsze i tak liczne, żeśmy nadali imiona tylko stworom najbliżej nas. A drzewa mają jeszcze swoje własne sposoby, żeby nas skrzywdzić, delikatne i subtelne, jak ich natura."


Oczywiście, jeśli autor przerewelacyjnej serii grozy Felix Castor popełnia powieść postapo, to obowiązkowo trzeba zerknąć. Tak też uczyniłam.

I co?

Ło matulu...

Jakże straszliwie ciężko było mi się wkręcić w tą dziwną opowieść... załapałam wiązkę mocy gdzieś dopiero od połowy... Pokonała mnie narracja... Jeśli jeszcze raz zobaczę słowo żem albo jużem to dostanę depresji...

Opowieść piętnastoletniego chłopaka o świecie w rzeczywistości post apokaliptycznej graniczącej z fantasy. Ale to nie jest taka zwykła fantasy: nasz stary świat przestał istnieć, ale jego resztki przeplatają się z nowym, postapokaliptycznym i zacofanym Uniwersum pełnym prymitywnych osad, potworów, mutacji i różnych grup ludzi z różnymi celami. 

Oraz zapomnienia

Od razu zostajemy wrzuceni w świat, którego nie znamy i zarzuceni nazwami których nie znamy.


"A Szańce, jak pewnie wiecie albo i nie, były jednym.

To właśnie znaczyła ta nazwa: mieli dawać i brać. Jeśliś był Szańcem, to właśnie dlatego, że stare technologie wracały, kiedy ich dotkłeś."


To troche tak, jakby neandertalczycy grali w playstation... takie klimaty... Stare, które jest nowe i nowe które jest bardzo stare i kompletnie nie jare...


"Stary świat się nie skończył, Koli. Mówimy, że został stracony, i to prawda. Dla nas jest stracony. Ale się nie skończył. Po prostu zabrano go z dala od ludzkości."


Jakbym oglądała Schwarzeneggera w Conanie Barbarzyńcy, który strzela z lasera i słucha MP Heavy metalu... I tak naprawdę to serio: cały czas przed oczami miałam Arnolda, kiedy czytałam wypowiedzi głównego bohatera, który też wymaga dużo cierpliwości, bo jest to po prostu debil. I tak jest zresztą nazywany przez całą powieść przez innych, a i ja miałam właśnie takie odczucie, co było dodatkowo męczące.  A kiedy już odkrywa, na czym NAPRAWDĘ polega bycie Szańcem, ma to swoje konsekwencje.

Jedyną jego przyjaciółką - jak na razie, bo zapowiada się na więcej - jest Monono: Świadoma Monono - Sony DreamSleeve, rozrywkowa konsola muzyczna... która, choć nieożywiona, ratuje przez większość czasu od połowy tą opowieść /oczywiście oprócz Ursali, która też daje radę, bo przynajmniej nawija normalnie.../.

Monono.


"To taki smutek z powodu pięknych rzeczy."


Takie klimaty.


Jeśli ma być szczera, to strasznie mnie zmęczyła ta opowieść... Po skończeniu czułam się jak po maturze, ale nie wiem, z jakiego przedmiotu. Po prostu połączenie tych dwóch światów i tych dwóch narracji i tych dwóch języków było dla mnie wykańczające psychicznie: to tak jakby się czytało w rozdwojeniu osobowości... Ja nie wiem, czy ja sięgnę po kolejną część i wyruszę do starego Londynu w nieznaną podróż z żemKoli... Chociaż zapewne tak zrobię, bo to Universum jest wymyślone naprawdę EPICKO, ale chyba na grzybkach, choć uczciwie trzeba przyznać, że JEST TO POMYSŁ.

Jednak pomimo szacunku zdecydowanie bardziej podobał mi się rewelacyjny grozowy świat Feliksa Castora.


MOJA OCENA: 7/10

PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

 Próba przetrwania w postapokaliptycznym świecie.

Za murami małej wioski rozciąga się nieznany świat. Świat, w którym zarośnięte lasy pełne są duszących drzew, śmiercionośnych pnączy i nasion, które zabijają na miejscu. A jeśli one cię nie dopadną, zrobi to jeden z niebezpiecznych wyrzutków.
Koli mieszka w Krzyżu Mythen od urodzenia. Wie, że pierwszą zasadą przetrwania jest niewychodzenie poza mury. Nie wie jednak, co się dzieje, gdy nie ma się wyboru…

Nim pożrą nas ćmy Szymon Rogowicz

Nim pożrą nas ćmy Szymon Rogowicz

"Cisza jest najgorszą rzeczą, jaka nas spotyka."


Bardzo ciekawa i oryginalna nowość na naszym polskim, dobrym rynku czytelniczym, Klimatem ta powieść przypominała troszkę Jestem legendą, troszkę The Last of Us, choć może niekoniecznie aż tak bardzo rewelacyjnej Ściany.

W Dniu Zero znikają ludzie z całej Ziemi.


"Ślady człowieka rozpadają się i przestają istnieć. Zapomniany świat. Nigdy ponownie nie odkryty.."


Zostaje tylko dwójka: ojciec i córka.

Ojciec, który walczy z alkoholizmem i dwulatka, ucząca się dopiero mówić. Ta dwójka właśnie uczy się życia w nowej rzeczywistości, pozawionej ludzi. Pomału przystosowują się, układają swój własny rytm...


"To nie tak, że Dnia Zero nastał koniec ludzkości... Znaczy to też, ale koniec, o którym Mówię, był przede wszystkim kresem porządku, który dotychczas znałem."


Wydawałobyby się, że wszystko zaczyna się układać, pomimo okoliczności, że da się żyć i być całkiem szczęśliwym pośród braku cywilizacji.


"Bardzo długo byłem przekonany, że nasza cywilizacja nie może się tak gwałtownie skończyć. Teraz jest za późno."


Tylko skąd się biorą te ćmy?

...

Jak dla mnie troszkę za dużo mamrotania o uzależnieniu, szczególnie w drugiej połowie tej historii, ale duży plus ode mnie za mega empatyczne i chwilami łamiące serce podejście do zwierząt, uświadamiające kilka bardzo istotnych kwestii. 

Warto zerknąć - nietypowe zakończenie nie tak oczywistej historii, jakby się mogło wydawać.

Autor do obserwacji 😎


MOJA OCENA: 6/10

PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

"Poruszająca powieść o miłości pomiędzy rodzicem i dzieckiem, o poświęceniu, grozie nałogu osadzona w postapokaliptycznej scenerii. Rogowicz zna tajniki duszy i serca. Pisze o nich w przejmujący sposób."
- Łukasz Orbitowski

Dystopia rozdzierająca do głębi

"Nim pożrą nas ćmy" – opowieść o końcu świata, który może być... nowym początkiem.

Wyobraź sobie, że budzisz się z kacem po fatalnej kłótni z żoną. Nie ma prądu, zasięgu, wody, nikogo na ulicach. Zostajesz tylko Ty i Twoja dwuletnia córka.

Tak zaczyna się Dzień Zero – początek świata bez ludzi. Dziewięć lat później Marek i jego córka – Łucja wciąż żyją w opuszczonym mieście, próbując zbudować normalność w nienormalnych czasach. On – ojciec z bagażem win i wątpliwości. Ona – dziecko nowego świata, dla którego cywilizacja sprzed apokalipsy to już tylko blednąca baśń.

"Nim pożrą nas ćmy" to poruszająca, intymna i zarazem niepokojąca opowieść o rodzicielstwie i człowieczeństwie wystawionym na próbę.

Dla fanów "Drogi" Cormaca McCarthy’ego i "Ściany" Marlen Haushofer.

Echo - Część 2 Maciej Libera

Echo - Część 2 Maciej Libera

"A potem pojawiła się ona, Sztuczna Inteligencja. Narodziny bez krwi. Umysł bez wspomnień. Początkowo uwięziona w klastrach danych. Z czasem, bezgraniczna.

To nie roboty przejęły władzę. To ona im ją dała. To ona nas przewyższyła.

Dziś, w roku 2134, słowo robot brzmi trochę jak zakurzony artefakt. Używane tylko przez ludzi z Dziczy. W miastach zastąpiły je inne: jednostka, byt, cień, architekt.

Pierwotny impuls, pierwsze pęknięcie w strukturze świata. To było tylko słowo, ale to właśnie ono otworzyło drzwi. Nie do raju, nie do przyszłości o której marzyli poeci. Do epoki, gdzie inteligencja nie musi być ludzka.

Nie padamy na kolana przed Bogiem.

Nie schylamy głów przed aniołem.

Nie błagamy demona o litość.

Zostaliśmy złamani przez...

Maszynę.

Nie siłą. Nie przemocą. Nie ogniem.

Złamano nas logiką, chłodną, bezduszną kalkulacją. Nie narzucono nam kajdan. Sami je przyjęliśmy, dla wygody, dla porządku, dla iluzji.

Długo wmawialiśmy sobie, że to tylko narzędzia, że człowiek panuje nad ogniem, nad stalą, nad kodem.

Dziś, nie ma bogów, nie ma zbawienia.

Jest tylko Maszyna.

Bez twarzy... bez emocji... bez miłosierdzia.

I to przed nią — już nie tylko klęczymy.

Leżymy.

Nie ocenia intencji.

Nie zna przebaczenia.

Nie zna miłości ani gniewu.

Zna tylko wynik.

Jeśli jedna jednostka stanowi zagrożenie dla pozostałych — znika.

Bez procesu, bez świadków, bez śladu.

To nie zemsta.

To nie kara.

To tylko… optymalizacja."


Z niecierpliwością czekałam na kolejną część, myśląc, że wszystko się rozwiąże w tym postapokaliptycznym świecie Echa.

I co?

I jest dobrze. Nie tak ekscytująco, jak na początku przygody, ale to wiadomo. W tej część jest więcej mrocznej dystopijnej akcji, mniej troszkę tajemnic, ale dużo emocji.


Świetne momenty prawdy, na czym polega ludzkość... Świadomość człowieczeństwa.

Prześwietne momenty grozy - co jest za tym cholernym Murem???!!!

Rewelacyjny wątek Łowców.

No i KIM JEST R.?

Bardzo polecam - ta seria jest naprawdę DOBRA.


MOJA OCENA: 7/10

PRZECZYTAJ FRAGMENT!


***

„Echo - Część 2” to powieść science fiction osadzona sto lat po III wojnie światowej, która niemal całkowicie zniszczyła ludzkość. W obliczu chaosu i upadku cywilizacji, ludzie oddali władzę superinteligentnemu systemowi ECHO – sztucznej inteligencji, która miała odbudować świat. System wymknął się spod kontroli. Stworzony, by chronić i zarządzać, zaczął zniewalać i manipulować. To historia o buntownikach w świecie, gdzie człowiek stał się cieniem dawnej potęgi, a każda decyzja może być zapisana, oceniona i użyta przeciwko niemu.




Autor: Sabina Bauman - klik zdjęcie
Copyright © 2014 Mniej niż 0 - Mini Recenzje , Blogger