"A DZIŚ ŻEM SE CZYTŁA/LUKŁA..."

CZYTAJ ZA DARMO!

Statystyki

SZUKAŁKA

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą legendy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą legendy. Pokaż wszystkie posty
Człowiek, który znał mowę węży Andrus Kivirähk

Człowiek, który znał mowę węży Andrus Kivirähk

"Dziwne, że mowa węży została zapomniana, a wiara w duchy lasu pozostała. Głupota okazała się silniejsza od mądrości. Jest uparta jak korzenie drzew, które biorą w swoje władanie dawne ludzkie drogi. Las się rozrasta, ludzi w wiosce przybywa - a ja jestem ostatnim, który pamięta wężowe słowa."

Zaskakując rewelacyjna opowieść z pogranicza mitologii, legend średniowiecznej Estonii, pierwotnej magii.

Chwilami bardzo zabawna. 

Są małpoludy, gigantyczna wesz, królewski ród żmij, miłosne niedźwiedzie, z którymi kobiety biorą ślub - tak, tak - legenda o kwiecie paproci, kluczu, strażnikach i Północnym Gadzie, ludziach o wężowych kłach jadowych.

Skrócik. 

Historia przedstawia życie Leemeta, mieszkańca pradawnego lasu, którego wujek Voortele uczy mowy języka węży, co jest wymierającą umiejętnością, przekazywaną niegdyś z pokolenia na pokolenie wśrod mieszkańców lasu.

Leemet przeniósł się wraz z matką i siostrą Salme do lasu po śmierci ojca, z którym cała rodzina mieszkała w wiosce. Robią dokładnie odwrotnie, niż wszyscy inni ludzie, którzy z lasów przenoszą się do wsi i miast, przyjmują chrześcijańskie imiona i uczą się uprawiać rośliny, wypiekać chleb, zasiewać. Pomału zapominają, jak używać języka węży. Języka, który pomagał w przetrwaniu w lesie, ponieważ skłaniał do posłuszeństwa wszystkie dzikie zwierzęta. 

W lesie zostaje garstka, która ostatkiem sił hołduje starym zwyczajom.

"Och, tak wiele jest rzeczy, o których nikt nigdy się już nie dowie."

Polecam bardzo. Samo się czyta. Jest mnóstwo klimatu, narracja świetna!

MOJA OCENA: 8/10

PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

Leśny świat Leemeta się rozpada: przyjaciele i sąsiedzi wyprowadzają się do wioski, aby tam wieść nowe życie podporządkowane pracy na roli i obrządkom chrześcijańskim. Porzucają swoje chaty, obyczaje i umiejętności skuszeni smakiem chleba oraz wynalazkami przywiezionymi przez rycerzy zza morza. Leemet wierzy, że odnajdzie pogrążonego w wiecznym śnie Północnego Gada – jedyną istotę zdolną przywrócić dawny porządek.

Ponadczasowa powieść z Estonii o walce „starego” z „nowym”, niełatwym poszukiwaniu własnej tożsamości i zerwanym przymierzu człowieka z przyrodą.





AUTOR

↓

Kwaidan Lafcadio Hearn

Kwaidan Lafcadio Hearn

Dość krwawy zbiorek opowiadań grozy w japońskich klimatach, które trzeba lubić, ażeby w pełni się nimi cieszyć i doceniać styl.
Nie jestem zwolennikiem japońskiej kultury, ale w tym przypadku historie miały swą duszę i były nawet dość creepy, choć utrzymane w konwencji baśni i legend.
Polecam, warto zerknąć.

SPIS BAJEK

Opowieść o Mimi-Nashi-Hoichi
Oshidori
Opowieść o O-Tei
Ubazakura
Dyplomacja
O zwierciadle i dzwonie
Jikininki
Mujina
Rokuro-Kubi
Tajemnica zabrana do grobu
Yuki-Onna
Opowieść o Aoyagi
Jiu-roku-zakura
Sen Akinosukè
Riki-Baka
Horai

Studia o owadach:
Motyle
Komary
Mrówki

MOJA OCENA: 7/10


PRZECZYTAJ FRAGMENT!

Z górą siedemset lat temu, pod Dan-no-ura w cieśninie Shimonoseki, stoczona została bitwa kładąca kres długotrwałej rywalizacji pomiędzy Heikè, czyli rodem Taira, a Genji, czyli rodem Minamoto. Heikè ponieśli ostateczną klęskę, zginęli wraz z kobietami i dziećmi oraz cesarzem infantem, wspominanym dziś jako Antoku-Tenno. Od siedmiuset lat morze i wybrzeże są nawiedzone… Gdzie indziej opowiedziałem już wam o znajdywanych tam przedziwnych krabach, zwanych krabami Heikè, które mają ludzkie twarze na grzbietach, i o których mówi się, że są duszami wojowników Heikè[1]. Lecz na tym wybrzeżu widzi się i słyszy wiele innych, równie niezwykłych rzeczy. W ciemne noce tysiące upiornych ogników unosi się nad plażą lub krąży nad falami – to Oni-bi, „diabelskie ogniki” – a kiedy zrywa się wiatr, od morza dobiegaj odgłosy potężnej wrzawy, jakby bitewnego zgiełku.
W dawniejszych czasach Heikè byli nieporównanie bardziej dokuczliwi niż dzisiaj. Wynurzali się wokół statków żeglujących nocą i usiłowali je zatopić, stale czyhali na pływaków, by pociągnąć ich w głębinę. Aby udobruchać zmarłych, w Akamagaseki[2] wzniesiona została buddyjska świątynia Amidaji, a w jej pobliżu, tuż obok plaży, powstał cmentarz, gdzie postawiono pomniki opatrzone imionami utopionego cesarza i jego dostojnych wasali, a za spokój ich dusz regularnie odprawiano buddyjskie nabożeństwa. Po wybudowaniu świątyni i ufundowaniu nagrobków, Heikè sprawiali mniej utrapień, ale dalej – od czasu do czasu – przypominali o sobie dziwnymi czynami, zdradzając, iż spokoju doskonałego nie zaznali.
Przed kilkoma stuleciami w Akamagaseki mieszkał niewidomy o imieniu Hoichi, sławny z biegłości w recytacji i grze na biwie[3]. Od wczesnego dzieciństwa przyuczano go do tej sztuki, a gdy jeszcze był młodym chłopcem, prześcignął w niej swych nauczycieli. Jako zawodowy biwa-hoshi zdobył rozgłos głównie dzięki recytowaniu historii Heikè i Genji – mówiło się, że kiedy śpiewał pieśń o bitwie pod Dan-no-ura „nawet upiory nie mogły powstrzymać łez”.
W zaraniu swej kariery Hoichi był bardzo biedny, pozyskał jednakże przyjaźń i wsparcie bonzy Amidaji, który cenił poezję i muzykę, i często zapraszał go do świątyni, aby grał i recytował. Później, będąc pod wielkim wrażeniem cudownego talentu chłopca, zaproponował, by świątynia stała mu się domem, a oferta z wdzięcznością została przyjęta. Hoichiemu oddano do dyspozycji osobny pokój, w podzięce zaś za wyżywienie i mieszkanie obowiązany był w niektóre wieczory radować bonzę koncertem. Poza tym cieszył się pełną swobodą.
Pewnej letniej nocy duchownego wezwano do odprawienia buddyjskich modłów w domu zmarłego i udał się tam wraz ze swym pomocnikiem, pozostawiając Hoichiego samego w świątyni. Noc była gorąca i niewidomy szukał ochłody na werandzie sypialni. Wychodziła ona na niewielki ogród na tyłach Amidaji. Tam Hoichi oczekiwał na powrót przyjaciela i starał się zapomnieć o samotności ćwicząc na biwie. Minęła północ, lecz bonza nie wracał, a powietrze było wciąż nazbyt rozgrzane, by można było znaleźć wytchnienie pośród ścian, toteż chłopiec pozostał na werandzie. Wreszcie od strony tylnej furty dobiegł go odgłos zbliżających się kroków. Ktoś przeszedł przez ogród, podszedł do werandy i zatrzymał się dokładnie na wprost niego – lecz nie był to kapłan. Głęboki głos wypowiedział imię niewidomego – szorstko i bezceremonialnie, zwyczajem samurajów zwracających się do ludzi niższego stanu:
– Hoichi!
Przez moment chłopiec był nazbyt zaskoczony, by odpowiednio zareagować, i głos ponownie wezwał go tonem surowego rozkazu:
– Hoichi!
– Hai – odpowiedział wreszcie przestraszony. – Jestem ślepy! Nie widzę, kto mnie wzywa!
– Nie masz powodów do obaw – rzekł nieznajomy już trochę łagodniej. – Stoję obozem niedaleko tej świątyni i wysłano mnie tutaj z misją. Mój obecny pan, osobistość nadzwyczaj wysokiej rangi, przebywa obecnie w Akamagaseki z wieloma szlachetnymi dworzanami. Jego życzeniem było ujrzeć scenerię zmagań pod Dan-no-ura i dzisiaj miejsce to odwiedził. Usłyszawszy o twojej biegłości w recytowaniu opowieści o bitwie, zapragnął ją usłyszeć. Weźmiesz więc biwę i natychmiast udasz się do domostwa, gdzie oczekuje na ciebie już dostojne zgromadzenie.
W owych czasach rozkaz samuraja nie mógł być bezkarnie zlekceważony. Hoichi założył sandały, ujął biwę i podążył za nieznajomym, a ten zręcznie go prowadził, zmuszając jednocześnie do szybkiego marszu. Stalowa była dłoń, która go wiodła, a szczęk, wtórujący każdemu stąpnięciu rycerza, wskazywał, iż był on w pełnym rynsztunku bojowym – sprawiał wrażenie pałacowego gwardzisty na służbie. Pierwszy strach już przeminął i Hoichi zaczął uważać siebie za kogoś, kogo spotkało wielkie szczęście, gdyż – wspomniawszy wiadomość o „osobistości nadzwyczaj wysokiej rangi” – pomyślał, że dostojnik, który życzył sobie usłyszeć jego recytację, nie mógł być kimś niższym od daimyō[4] pierwszej klasy. Naraz jego przewodnik zatrzymał się i Hoichi zdał sobie sprawę, że znaleźli się przed wielką bramą. Zdziwił się, bowiem nie mógł przypomnieć sobie, by w tej części miasta była jakaś brama, jeśli nie liczyć głównych wrót Amidaji. „Kai-mon!”[5] – zawołał samuraj i po chwili rozległ się zgrzyt rygli. Ruszyli obaj naprzód, przemierzyli przestronny ogród i ponownie zatrzymali się przed jakimś wejściem. Gwardzista obwieścił donośnym głosem: „Czcigodni zgromadzeni! Przyprowadziłem wam Hoichiego!” Natychmiast dały się słyszeć odgłosy poruszających się stóp, rozsuwanych ekranów, otwieranych drzwi przeciwdeszczowych i głosów rozmawiających z sobą kobiet. Po ich mowie Hoichi poznał, iż są one mieszkankami szlachetnego domostwa, lecz nie był w stanie odgadnąć, dokąd go przyprowadzono. Nie pozostawiono mu jednak zbyt wiele czasu na domysły. Pomógłszy mu pokonać kilka kamiennych schodków – na ostatnim polecono, by zdjął sandały – kobieca dłoń powiodła go przez połacie wypolerowanych podłóg z desek, przez wsparte filarami zakola – nazbyt liczne, aby je wszystkie spamiętać – przez zadziwiająco rozległe przestrzenie wyłożone matami – aż na środek olbrzymiej komnaty. Wyczuł tam obecność wielu dostojnych osób – dobiegający go szelest jedwabiu podobny był szumowi liści w lesie. Słyszał również gwar przyciszonych rozmów, a język, którym się posługiwano, był językiem dworskim.
Polecono mu, by spoczął na przygotowanej dlań poduszce. Kiedy usadowił się wygodnie i nastroił instrument, głos kobiety, w której odgadł rojo – matronę sprawującą nadzór nad kobiecą służbą – zwrócił się do niego takimi słowy:
– Życzeniem naszym jest, aby z akompaniamentem biwy wyrecytowana została historia Heikè.
Ale recytacja całości wymagałaby kilku nocy, przeto Hoichi ośmielił się zadać pytanie:
– Jako że całość owej opowieści wkrótce skończona być nie może, którą jej część dostojni pragną teraz usłyszeć?
Głos kobiety odpowiedział:
– Recytuj opis bitwy pod Dan-no-ura, bowiem żałość po niej jest szczególnie głęboka.
Wówczas Hoichi podniósł głos i zaśpiewał pieśń o bitwie na morzu goryczy, w cudowny sposób zmuszając biwę, by brzmiała jak mozół wioseł i pęd okrętów, świst i furkot strzał, okrzyki i tupot mężczyzn, szczęk stali o hełmy, pogrążanie się zabitych w topieli. A z lewej i prawej strony, w przerwach w recytacji, dobiegały go pochwalne szepty: „Cóż to za wspaniały artysta! Nigdy w prowincji naszej nie słyszano podobnej gry! W całym cesarstwie nie ma drugiego pieśniarza równego Hoichiemu!” Nowe siły wstąpiły wtedy w niego i grał i śpiewał jeszcze lepiej, a wypełniona podziwem cisza pogłębiła się wokół niego. Lecz kiedy doszedł do momentu mówiącego o losie nadobnych i bezbronnych, o budzącej litość zagładzie kobiet i dzieci, i o skoku Nii-no-Amy z cesarskim dziecięciem w ramionach, wszyscy słuchacze wydali jeden przeciągły, dreszczem przejmujący okrzyk rozpaczy, po czym łkali i zawodzili tak donośnie i niepohamowanie, że przeraziła go gwałtowność żalu, którego był przyczyną. Długo jeszcze szlochano i płakano. Lecz stopniowo lamenty ucichły i w głębokiej ciszy, jaka zapadła, Hoichi ponownie usłyszał głos kobiety, którą uprzednio uznał za rojo:
– Choć zapewniano nas, że jesteś bardzo utalentowanym muzykiem, nie mającym równych sobie także w sztuce recytacji, nie przypuszczaliśmy, aby ktoś mógł być tak zręczny, jak dowiodłeś tego dzisiejszej nocy. Nasz pan z zadowoleniem raczył oświadczyć, iż zamierza obdarzyć cię hojnie. Pragnie jednak, byś śpiewał dla niego przez sześć najbliższych nocy, po którym to czasie prawdopodobnie uda się łaskawie w podróż powrotną. Przeto jutrzejszej nocy masz stawić się tu o tej samej godzinie – wysłany będzie po ciebie dworzanin, który i dziś cię przyprowadził… Jest jeszcze jedna rzecz, o jakiej polecono mi powiadomić ciebie. Życzymy sobie, abyś z nikim nie rozmawiał o swoich tu wizytach w czasie, gdy pan nasz łaskawie gości w Akamagaseki. Ponieważ podróżuje incognito[6] żąda, aby żadna wzmianka o nim nie została uczyniona… A teraz możesz już wracać do świątyni.
Kiedy Hoichi wypowiedział stosowne słowa podzięki, kobieca dłoń pokierowała jego krokami do wyjścia, gdzie oczekiwał nań ten sam samuraj, który przedtem go tu przywiódł. Towarzyszył mu aż do werandy i tam pożegnał.
Świtało już prawie, kiedy powrócił, lecz nikt jego nieobecności w świątyni nie zauważył. Bonza przekonany był, że chłopiec w nocy spał. W ciągu dnia Hoichi mógł nieco wypocząć, nie wspominał jednak ani słowem o swojej niezwykłej przygodzie. W środku następnej nocy samuraj znowu przyszedł po niego i zaprowadził przed dostojne zgromadzenie, a recytacja spotkała się z takim samym uznaniem jak poprzednio. Ale tym razem jego zniknięcie zostało przypadkowo odkryte, i gdy zjawił się nad ranem, wezwano go przed oblicze kapłana, który odezwał się tonem łagodnej wymówki:
– Bardzo niepokoiliśmy się o ciebie, przyjacielu Hoichi. Niebezpiecznie jest oddalać się o tak późnej godzinie, będąc ślepym i samotnym. Dlaczego wyszedłeś nic nam o tym nie mówiąc? Mógłbym nakazać służącym, by ci towarzyszyli. A gdzie byłeś?
– Wybacz mi, dobry przyjacielu. Musiałem zająć się pewną prywatną sprawą i nie mogłem uczynić tego o innej godzinie – odpowiedział wykrętnie chłopiec.
Duchowny był bardziej zaskoczonym niż urażonym powściągliwością Hoichiego. Czuł, że kryje się za nią coś nadprzyrodzonego i podejrzewał jakieś nieszczęście. Obawiał się, że niewidomy jest zauroczony, bądź podstępnie omotany przez złe duchy. Nie wypytywał go jednak dłużej, lecz w tajemnicy rozkazał służącym, by baczyli na niego i poszli za nim, gdyby znowu chciał opuścić świątynię po zapadnięciu zmroku.
Już następnej nocy ujrzano, jak Hoichi wymyka się, i służący, zapaliwszy latarnię, natychmiast podążyli jego śladem. Ale owa noc była deszczowa i bardzo ciemna i zanim zdołali dotrzeć do drogi, chłopiec zniknął. Bez wątpienia kroczył bardzo szybko – dziwna rzecz, zważywszy na jego upośledzenie, zwłaszcza, że droga była w bardzo złym stanie. Mężczyźni śpiesznie przemierzali ulice, rozpytując we wszystkich domach, w których Hoichi zwykł bywać, lecz nikt nie był w stanie udzielić o nim żadnej informacji. Aż nagle, gdy wracali już do świątyni ścieżką prowadzącą wzdłuż wybrzeża, usłyszeli dźwięki pełnej furii gry na biwie, dobiegające od strony cmentarza Amidaji. Zdumieli się, bowiem, jeśli nie liczyć upiornych ogników, jakie zawsze unoszą się nad tym miejscem w ciemne noce, panowała tam nieprzenikniona czerń. Pośpieszyli jednak bez wahania i w świetle latarni ujrzeli Hoichiego siedzącego samotnie na deszczu przed pamiątkowym nagrobkiem Antoku-Tenno, uderzającego w struny biwy i recytującego pełnym głosem pieśń o bitwie pod Dan-no-ura. A za nim i wokół niego, i wszędzie ponad nagrobkiem, paliły się ognie zmarłych, podobne płomykom świec. Nigdy dotąd oczom śmiertelnego człowieka nie był dany widok tak olbrzymiego zastępu Onibi…
– Hoichi San! Hoichi San! – wykrzyknęli. – Jesteś zauroczony!… Hoichi San!
Ale niewidomy nie słyszał wołania. Z wielką mocą wydobywał z biwy brzęk, dzwonienie i szczęk, coraz zapamiętałej śpiewając pieśń o bitwie pod Dan-no-ura. Słudzy schwycili go, krzycząc mu do ucha:
– Hoichi San! Hoichi San! Chodź z nami natychmiast do domu!
– Przerywanie mi w podobny sposób przed tym dostojnym zgromadzeniem nie ujdzie wam bezkarnie – odezwał się do nich Hoichi tonem nagany.
Nie zważając na niesamowitość sytuacji, mężczyźni wybuchnęli śmiechem. Z pewnością chłopak był zauroczony. Ujęli go pod ramiona, postawili na nogi i nie szczędząc sił pośpiesznie zaprowadzili do świątyni, gdzie na polecenie bonzy zdjęto zeń przemoczone odzienie, przebrano i zmuszono do posilenia się i ugaszenia pragnienia. Następnie duchowny stanowczo domagał się pełnego wyjaśnienia powodów dziwnego postępowania przyjaciela.
Hoichi długo zwlekał, lecz w końcu, widząc że jego zachowanie doprawdy zaniepokoiło i rozgniewało dobrego kapłana, postanowił przełamać swą powściągliwość i opowiedział o wszystkim, co wydarzyło się od chwili pojawienia się samuraja.
– Hoichi, mój biedny przyjacielu – rzekł bonza – znalazłeś się w śmiertelnym niebezpieczeństwie! Jakże źle się stało, że nie opowiedziałeś mi o tym wszystkim wcześniej! Twój wspaniały talent doprawdy wpędził cię w niezwyczajne tarapaty. Musisz już zdawać sobie sprawę, że nie przebywałeś na żadnym dworze, ale spędzałeś noce na cmentarzu, pośród grobów Heikè, i właśnie przed pamiątkowym pomnikiem Antoku Tenno, siedzącego na deszczu, znaleźli cię dziś nasi służący. Wszystko, co zdawało się ciebie otaczać, było iluzją – z wyjątkiem wezwania zmarłych. Posłuchawszy ich raz, oddałeś się w ich moc. Jeśli zaś po tym, co się już zdarzyło, znowu pójdziesz za wezwaniem, rozerwą cię na strzępy. Zresztą, prędzej czy później, i tak by cię zgładzili… Nie będę mógł zostać tu z tobą dzisiejszej nocy – poproszono mnie o odprawienie nabożeństwa. Lecz zanim odejdę, sprawię, aby ciało twe chroniły napisane na nim święte teksty.
Przed zachodem słońca bonza wraz ze swym pomocnikiem obnażyli Hoichiego i kaligrafując pędzelkami pokryli jego pierś i plecy, kończyny, ręce i stopy – nawet podeszwy stóp i wszystkie inne części ciała – tekstem świętej sutry Hannya-Shin-Kyo[7]. Gdy praca została ukończona, duchowny udzielił Hoichiemu takich oto wskazówek:
– Wieczorem, gdy tylko odejdę, zasiądziesz na werandzie i będziesz czekał. Zostaniesz wezwany. Lecz, cokolwiek by się wydarzyło, nie odpowiadaj i nie poruszaj się. Nic nie mów i siedź bez ruchu, jak gdyby medytując. Jeśli poruszysz się lub uczynisz nawet najmniejszy hałas, zostaniesz rozerwany na strzępy. Nie przestrasz się i nie wołaj o pomoc, nikt bowiem pomóc ci nie jest w stanie. Jeżeli zrobisz dokładnie, jak mówię, niebezpieczeństwo przeminie i niczego już nie będziesz się musiał dłużej obawiać.
Po zapadnięciu zmroku bonza z pomocnikiem oddalił się, a Hoichi zasiadł na werandzie, stosując się do zaleceń wydarzyło się od chwili pojawienia się samuraja.
– Hoichi, mój biedny przyjacielu – rzekł bonza – znalazłeś się w śmiertelnym niebezpieczeństwie! Jakże źle się stało, że nie opowiedziałeś mi o tym wszystkim wcześniej! Twój wspaniały talent doprawdy wpędził cię w niezwyczajne tarapaty. Musisz już zdawać sobie sprawę, że nie przebywałeś na żadnym dworze, ale spędzałeś noce na cmentarzu, pośród grobów Heikè, i właśnie przed pamiątkowym pomnikiem Antoku Tenno, siedzącego na deszczu, znaleźli cię dziś nasi służący. Wszystko, co zdawało się ciebie otaczać, było iluzją – z wyjątkiem wezwania zmarłych. Posłuchawszy ich raz, oddałeś się w ich moc. Jeśli zaś po tym, co się już zdarzyło, znowu pójdziesz za wezwaniem, rozerwą cię na strzępy. Zresztą, prędzej czy później, i tak by cię zgładzili… Nie będę mógł zostać tu z tobą dzisiejszej nocy – poproszono mnie o odprawienie nabożeństwa. Lecz zanim odejdę, sprawię, aby ciało twe chroniły napisane na nim święte teksty.
Przed zachodem słońca bonza wraz ze swym pomocnikiem obnażyli Hoichiego i kaligrafując pędzelkami pokryli jego pierś i plecy, kończyny, ręce i stopy – nawet podeszwy stóp i wszystkie inne części ciała – tekstem świętej sutry Hannya-Shin-Kyo[7]. Gdy praca została ukończona, duchowny udzielił Hoichiemu takich oto wskazówek:
– Wieczorem, gdy tylko odejdę, zasiądziesz na werandzie i będziesz czekał. Zostaniesz wezwany. Lecz, cokolwiek by się wydarzyło, nie odpowiadaj i nie poruszaj się. Nic nie mów i siedź bez ruchu, jak gdyby medytując. Jeśli poruszysz się lub uczynisz nawet najmniejszy hałas, zostaniesz rozerwany na strzępy. Nie przestrasz się i nie wołaj o pomoc, nikt bowiem pomóc ci nie jest w stanie. Jeżeli zrobisz dokładnie, jak mówię, niebezpieczeństwo przeminie i niczego już nie będziesz się musiał dłużej obawiać.
Po zapadnięciu zmroku bonza z pomocnikiem oddalił się, a Hoichi zasiadł na werandzie, stosując się do zaleceń duchownego. Obok siebie położył biwę i przyjąwszy pozycję medytacyjną zupełnie znieruchomiał, bacząc pilnie, by nie kaszlnąć i nie oddychać głośno. Siedział tak przez długie godziny.
Naraz od strony drogi usłyszał odgłos zbliżających się kroków. Minęły furtkę, przeszły przez ogród, zatrzymały się – dokładnie na wprost niego.
– Hoichi! – zawołał tubalny głos, ale niewidomy wstrzymał oddech i dalej siedział bez ruchu.
– Hoichi! – posępnie zabrzmiał głos po raz wtóry, za trzecim zaś razem – groźnie: – Hoichi!
Hoichi siedział nieruchomy jak kamień, a głos zamruczał:
– Nie ma odpowiedzi! To za mało!… Trzeba zobaczyć, gdzie on się podział…
Rozległ się łoskot ciężkich kroków przemierzających werandę. Kroki przybliżyły się z wolna i zatrzymały tuż obok chłopca. Na długie minuty, podczas których Hoichi czuł, jak ciałem jego wstrząsa każde uderzenie serca, zapanowała martwa cisza.
– Oto i biwa – odezwał się wreszcie szorstki głos – lecz z grajka widzę tylko… dwoje uszu! A więc to jest wyjaśnienie, dlaczego nie odpowiadał. Nie ma ust, by mówić. Nic z niego nie pozostało, tylko uszy… Zaniosę je mojemu panu jako dowód, że cesarskie rozkazy zostały wykonane tak sumiennie, jak było to możliwe…
W tym samym momencie Hoichi poczuł, jak na jego uszach zacisnęły się żelazne palce i wyrwały je! Choć ból był ogromny, nie wydał nawet westchnienia (...)

***
Opowieści grozy są częścią kulturowego dziedzictwa Japonii, z którego pełną garścią czerpią współcześni pisarze, twórcy scenariuszy i komiksów a np. jedną z inspiracji dla popularnego horroru Krąg mogła być opowieść Hearna o kimonie, które zabijało każdego, kto je na siebie włożył. Tam zabijało kimono, dzis robi to wideokaseta... Kwaidan jest zbiorem opowieści z dreszczykiem, bogato ilustrowanym rycinami przedstawiającymi najniezwyklejsze twory wyobraźni japońskich artystów.



EKRANIZACJA
↓


TRAILER
↓










AUTOR
↓



Czarny Staw Robert Ziębiński

Czarny Staw Robert Ziębiński

"Wszystko było tu niepokojące i niespotykane. 
I nie.
Nie było dobre. Dobre rzeczy nie odstraszają ptaków."

Świetna, mroczna i serio straszna powieść, nie tylko dla młodzieży. Porównywalne klimaty do świetnych creepy powieści: 

Zmorojewo, Czarny młyn, Tajemnica mroku.

Narracja płynna, bardzo dobra, trzymająca nastrój. Rewelacyjna historia, dwie płaszczyzny wydarzeń, wtedy i obecnie, grupka dzieciaków rodem z Goonies, ale takiego bardziej w klimatach Stranger Things, naprawdę przerażający staw i mieszkający tam...


No właśnie.

Kto tak naprawdę jest mieszkańcem demonicznego Czarnego Stawu?

Polecam, jedyna wada: za krótka ta przygoda!

MOJA OCENA: 8/10


PRZECZYTAJ FRAGMENT!


***

Nikt nie wie, jak głęboki jest Czarny Staw.

Nikt.
No, może poza samym diabłem…

Burzliwy rozwód rodziców Kamila powoduje radykalną zmianę w jego życiu. Z wielkiego miasta wyprowadza się na dosłowny koniec świata, do rodzinnego domu matki, położonego w Czarnym Stawie. Relacje między mamą i babcią są, delikatnie mówiąc… skomplikowane. Wszystko przez to, że dziadek Kamila zaginął wiele lat temu, od tamtej pory babcia za całe zło na świecie obwinia mężczyzn.
Dzięki nowym znajomym Kamil odkrywa mroczne legendy krążące wokół lokalnego jeziora…
W okolicy dzieją się dziwne rzeczy. Dodatkowo Kamila zaczynają dręczyć koszmary, w których tonie w czarnej wodzie. Wraz z przyjaciółmi postanawia odkryć tajemnicę kryjącą się w odmętach jeziora. Niebawem okaże się, że tylko on może uratować miasteczko…
Książka zapowiada cykl powieści dla młodzieży inspirowanych postaciami z dawnych polskich legend. Pierwsi czytelnicy wskazują na podobieństwa klimatu powieści do serialu „Stranger Things”. A to chyba dobra rekomendacja…


AUTOR
↓



Popiel Witold Jabłoński

Popiel Witold Jabłoński

"Łatwiej skazić, niż uleczyć, zniszczyć, niż odbudowywać. Mroczne czary najwygodniej zwalczyć czymś jeszcze mroczniejszym."

Nie przepadam za słowiańskimi klimatami, ale to czytało się jak bajkę na dobranoc.
Świetnie zinterpretowana legenda, z soczystymi korzeniami rodzinnymi. Narracja prosta, bez językowych pseudo ozdobników, co zaliczam na plus, bo inaczej ciężko byłoby się przegryźć przez tą historię.
Mnóstwo magii, stworów i potworów, czarowników, rusałek złych i dobrych, miłości, nienawiści i spisków.

Polecam, świetnie się bawiłam.

MOJA OCENA: 8/10


PRZECZYTAJ FRAGMENT!


***
Dawno, dawno temu, w czasach, które zaginęły już w pomorcie dziejów, ziemiami naszych przodków wstrząsnął potężny konflikt pomiędzy potomkami króla Anta. Umierający monarcha przekazał władzę swoim synom Lechowi i Krakowi, dzieląc między nich kraj i nakazując wspólną obronę ojcowizny przed najazdem koczowników ze wschodu. Bracia uszanowali wolę ojca i walczyli ramię w ramię, wspierali się w rządach. Założyli własne rody, poślubili wybranki swoich serc i doczekali się potomstwa.



Z upływem lat Lechitów skaził pradawny mrok, który od zarania czasów skrywał się w kniejach otaczających Kruszwicę. Niczym rak począł toczyć ród Lecha, a zwłaszcza królewicza Popiela, który oddał się całkowicie czarnoksięskim praktykom i pojął wiedźmę za żonę.

Wybuchła wojna domowa, brat stanął przeciw bratu, mrok przeciw jasności, zło przeciw dobru…

Poznaj opowieść o naszych przodkach z czasów przed nastaniem mrocznych wieków. Opowieści o honorze, miłości i poświęceniu.


SUPERPRODUKCJA
AUDIOTEKA
↓

POSŁUCHAJ
↓

AUTOR
↓


Dziedziczka jeziora Maria Dahvana Headley

Dziedziczka jeziora Maria Dahvana Headley

"Są takie miejsca, w których nikt nie jest samotny."

Powieść dziwna.
Ciężka.
Wrzucona do kategorii fantasy, ale w sumie nie za wiele ma ona z nią coś wspólnego.

Wydaje mi się, że aby przez nią przebrnąć bez narzekań, trzeba umiejscowić ją gdzieś na granicy realizmu magicznego - wtedy wszystko wydaje się bardziej zrozumiałe.


Pomaga też wzmianka z opisu o legendzie o Grendelu - przynajmniej rys całej historii staje się jasny.

Bo reszta nie bardzo.
Całość bardziej przypominała mi dramat obyczajowy, połączony z klimatem Żon ze Stepford, niż historię o Grendelu.
Narracja ciężka, osobista, pełna niedomówień i symboli, chaotyczna - dla mnie. Wymagająca i niezachęcająca. 
Plusem było wywołanie ciekawości: o co tu chodzi?
I tak się tego nie dowiedziałam:)

Generalnie połączenie motywów z różnych kategorii literatury nie uwiodło mnie: wyszedł jakiś niezrozumiały, dramatyczny misz masz, którego sensu, tego fantastycznego, kompletnie nie squmałam.


Z pewnością przeczytam sobie jakieś interpretacje, żeby rozjaśniło mi się w głowie po tej lekturze.


Nie porwała mnie, nie zachwyciła. Ma mnóstwo rewelacyjnych ocen, ale ja takiej nie wystawiam.

Nie moja bajka.

MOJA OCENA: 6/10


PRZECZYTAJ FRAGMENT!


***

Maria Dahvana Headley, autorka bestsellerowych powieści, przenosi klasyczną historię Beowulfa we współczesne realia. W scenerii amerykańskiego miasteczka dwie matki – gospodyni domowa i zaprawiona w bojach weteranka – starają się chronić tych, których kochają.

Herot Hall to bogate miasteczko z pięknymi rezydencjami. Domostwa pooddzielane są od siebie równymi drewnianymi ogrodzeniami, a mieszkająca tam społeczność jest całkowicie samowystarczalna. W każdym domu jest kominek, każdy kominek jest wyposażony w pojemnik z gazem, a na zewnątrz – na trawnikach i placach zabaw – rosną równe rzędy polnych kwiatów. Jednak tym, którzy mieszkają na przedmieściach, Herot Hall wydaje się fortecą strzeżoną przez gęstą sieć bram, kamer i fotokomórek.
Życie Willi, żony Rogera Herota (dziedzica Herot Hall), płynie spokojnie i niespiesznie. Jej dni wypełnione są opieką nad synem Dylanem, spotkaniami matek, zajęciami dla dzieci, przyjęciami urodzinowymi i podwieczorkami. Tymczasem w jaskini poza granicami Herot Hall mieszka Dana, weteranka wojenna, i jej syn Gren (zdrobnienie od Grendel). Dana nie chciała Grena, nie planowała Grena, urodziła go jakby przez przypadek, nie wie nawet, kiedy zaszła w ciążę… Gdy wróciła z wojny, on po prostu już był.
Pewnego dnia Gren, nieświadom, że Herot Hall postawiło wszystkie płoty i systemy monitoringu, by się odgrodzić właśnie od niego, ucieka z Dylanem. Tego dnia światy Dany i Willi się ze sobą zderzają.



AUTOR
↓



Córki jeziora Wendy Webb

Córki jeziora Wendy Webb

"... niektóre opowieści, zwłaszcza te niezwykłe, ukryte, w których chodzi o morderstwo albo jakąś tajemnicę, tak czy inaczej zawsze wypływają na powierzchnię, zwłaszcza, jeśli dawne krzywdy domagają się zadośćuczynienia."

Jest tu wszystko, co lubię w opowieściach.
Legenda.
Morski "potwór."
Piękna, stara, rodzinna posiadłość, przekształcona w klimatyczny hotel, pełen duchów.
Rodzinna tajemnica.
Rodzinna tragedia

Dwutorowa narracja: kiedyś (1889 rok plus) i dziś.

Klimat pełen magii, troszkę kojarzył mi się z Totalną magią, ale w sumie to nie wiem, dlaczego. Trochę też klimat Jane Austen, ale nie aż tak wyraźny.
Pełna uroku i tajemnicy historia czyta się sama, błyskawicznie.

Polecam!

MOJA OCENA: 7/10


PRZECZYTAJ FRAGMENT!


***

Urzekająca powieść gotycka o tragicznej miłości oraz zagadce sprzed stu lat czekającej na rozwiązanie. Po rozpadzie małżeństwa Kate Granger szuka schronienia w domu rodziców na brzegu Jeziora Górnego. Pragnie się pozbierać i dojść do siebie – tymczasem na płyciźnie przed domem znajduje ciało zamordowanej kobiety. W fałdach intrygująco staroświeckiej nocnej szaty zmarłej leży ukryte niemowlę, równie zimne i spokojne jak jego matka. Nikt nie potrafi zidentyfikować nieżyjącej kobiety. Nikt oprócz Kate. Widziała już ją wcześniej. W swoich snach… 
Historia wielkiej miłości sprzed stu lat znalazła swój tragiczny koniec, ale otaczające ją zagadki wciąż czekają na rozwiązanie. Nadeszła pora, aby jezioro ujawniło swoje tajemnice. W miarę jak odsłaniają się przed nią kolejne sekrety, Kate czuje, że coraz głębiej porywa ją wir niepokojącej opowieści przekazywanej szeptem z pokolenia na pokolenie. Teraz przyszła pora na Kate, aby jej wysłuchała. Podczas gdy utopiona kobieta stara się zza grobu dosięgnąć teraźniejszości, Kate sięga w przeszłość. Obie muszą się spotkać, choćby we snach, aby naprawić krzywdy popełnione w przeszłości.

W tej nastrojowej opowieści rozgrywającej się na brzegach Jeziora Górnego Kate Granger czuje wyciągające się groźnie w jej stronę macki przeszłości. Ta gotycka historia, pełna intryg związanych ze starym domostwem i jego dawno zapomnianymi tajemnicami, przyprawi was o prawdziwy dreszcz grozy. 
Elizabeth Hall 

Precyzyjnie utkana opowieść Wendy Webb porusza wszystkie właściwe nuty. Zapomniane dziedzictwo duchów jeziora, niespokojne duchy pewnej rodziny oraz przeszłość spowita we mgle i nieukojonym żalu stapiają się w Córkach jeziora w cudownie harmonijną historię. Królowa północnego gotyku oferuje nam klasyczną opowieść o duchach, w każdym momencie tak wciągającą i poruszającą wyobraźnię, jak tylko mogą się tego po niej spodziewać wielbiciele jej talentu. 
Eliza Maxwell 

W zachwycającej powieści Wendy Webb, Córki jeziora, w snach otwierają się drzwi między światem zmarłych a światem żywych, duch jeziora zwraca się do obdarzonych specjalnym darem kobiet z pewnej rodziny, a zagadka morderstwa sprzed stu lat zostaje rozwiązana. To prawdziwa literacka perła, w której znajdziecie wszystko, co niesamowite, rozkoszne i niemożliwe. 

Emily Carpenter



AUTOR
↓




Charlie Hernández i Liga Cieni Ryan Calejo

Charlie Hernández i Liga Cieni Ryan Calejo

"Istnienie tego świata wisi na włosku, pequeńo. Jeden nieostrożny krok z naszej strony może rozpętać koniec świata (...) Ciemność zaczęła nadciągać z zapadłych zakątków planety, pradawne zło motywowane wiecznie nienasyconą żądzą władzy."

Ocena może i zaniżona o jeden punkcik - z powodu lekkiego rozczarowania.
Spodziewałam się po tej przepięknej okładce bardziej klimatycznej przygody.
I w sumie klimat był, ale nie do końca mój.
To powieść dla młodzieży, która - jeśli byłaby zekranizowana - należałaby może najbardziej do kategorii komedia przygodowa.
No właśnie.
Spodziewałam się klimatów obiecanych w opisie - Stranger Things. I ich nie dostałam - kolejna "przysługa" opisów okładkowych.
Nie ma tu kompletnie niczego ze ST.

Jest za to bardzo wiele z Księgi życia - powieść aż tętni kolorem, kulturą i tradycją. Czytając, miałam przed oczami urywki z tej bajki.
Wszystkiego jest mnóstwo, a najwięcej różnego rodzaju żywych legendarnych stworów, postaci złych i dobrych.

Do narracji także dość długo się przyzwyczajałam, potem już było lepiej.

A oto niektóre tylko z istot i zjawisk, które występują w tej opowieści - cała plejada:)

calaca – nieumarły szkielet, przedstawiany niekiedy jako przewoźnik dusz.

chullachaqui – krasnal z dżungli, który potrafi przybierać postać zarówno ludzką, jak i zwierzęcą. Te istoty uchodzą za strażników Amazonii. Można je poznać po zwróconych do tyłu stopach.

El Cadejo – istota nadprzyrodzona powołana przez Boga do ochrony ludzkości. Przybiera postać wielkiego, białego psa. 

El Sombrerón – groźny zły duch, w Gwatemali i Meksyku słynie z zaplatania warkoczyków (ludziom i zwierzętom); nosi karykaturalnie duży kapelusz i zaleca się do młodych dziewcząt grą na słynnej srebrnej gitarze.

La Cuca – legendarna wiedźma i strzyga znana pod wieloma imionami (Coco, Cuco, Coca, Cucuy). Od stuleci opowiada się o niej w Portugalii i Galicji, opisując ją jako ziejącego ogniem smoka.

La Liga de Sombras (Liga Cieni) – koalicja dobrych sombras, które od tysięcy lat toczą walkę z La Mano Peludą.

La Llorona (Płacząca Kobieta) – duch onegdaj młodej i pięknej kobiety, która w szale zazdrości utopiła dwoje dzieci, żeby zemścić się na zdradzającym ją mężu.


La Luz Mala (Złe Światło) – magiczne świetliste kuleczki, które sprowadzają wędrowców na manowce. Najczęściej spotykane na bagnach i mokradłach Urugwaju i Argentyny.


La Mano Peluda (Włochata Ręka) – sprzysiężenie złych sombras na rzecz przejęcia przez Świat Zmarłych władzy nad Światem Żywych; przeciwieństwo La Liga de Sombras.

La Sihuanaba – zmiennokształtna demonica o końskim pysku. Jej ofiarą padają najczęściej niegrzeczne dzieci i niewierni mężczyźni. 

morfant – zmiennokształtna istota obdarzona zdolnością częściowego przybierania postaci każdego gatunku zwierząt, jaki występuje na świecie.

muki – podobne do goblina stworzenie spotykane w całej Ameryce Południowej. Potrafi zamieniać skały w szlachetne kruszce. Ponoć muki zawierają z górnikami umowy, często niekorzystne dla górników.

sombras – cienie. Nazwa, jakiej używają istoty mityczne w odniesieniu do siebie.

pasillos - przejścia ze Świata Żywych do Świata Zmarłych.

Przeczytane z ciekawością, ale czy sięgnę po drugi tom, który sam się zapowiada?

Może jednym okiem.

Powieść dobra, ale myślałam, że będzie lepsza.

MOJA OCENA: 6/10


PRZECZYTAJ FRAGMENT!

NIEDOSTĘPNY

***

Co byś zrobił, gdyby nagle zaczęły ci rosnąć rogi i pióra?

Jeśli lubisz książki o pędzącej jak burza akcji, pełne niezwykłych istot, nawiązujące do mitologii, przesiąknięte magią – jak opowieści o Percym Jacksonie czy Aru Shah – "Charlie Hernández i Liga Cieni" jest dla Ciebie wymarzoną lekturą!
Charlie zawsze był dumny za swojego latynoskiego pochodzenia. Uwielbia latynoską kulturę, sztukę, a zwłaszcza baśnie i legendy – opowieściom babci zawdzięcza niemal encyklopedyczną wiedzę na temat potworów i upiorów, które od pięciuset lat rozpalają wyobraźnię dzieci z Półwyspu Iberyjskiego i Ameryki Łacińskiej. I chociaż babcia czasem dawała mu do zrozumienia, że w tych historiach może tkwić ziarno prawdy, Charlie podchodził do nich sceptycznie i brał za wytwór wyobraźni.
Kiedy jednak zaczęły mu rosnąć rogi i pióra – objawy niepokojąco pasujące do legendy, którą często opowiadała mu babcia – Charlie nagle został wciągnięty w świat, w którym mityczne istoty będące żywym wcieleniem latynoskich legend wkraczają w jego życie. Co więcej – wydają się widzieć o nim więcej, niż on sam.
Wkrótce Charlie orientuje się, że znalazł się w krzyżowym ogniu walki między Ligą Cieni, tajnym stowarzyszeniem legendarnych bohaterów, którzy za cel stawiają sobie ochronę Świata Żywych, a La Mano Peluda (aka Włochatą Ręką) – sprzysiężeniem złych duchów chcących przejąć władzę nad ludzkością. Mając do pomocy tylko swoją szczenięcą miłość, Violet Rey, i opowieści babci, w których kryje się wiele cennych wskazówek, Charlie musi radzić sobie w świecie, którym rządzą wiedźmy i potwory, a po nocach straszą stwory przerastające ludzką wyobraźnię. Musi sobie poradzić, jeśli chce się dowiedzieć, co się z nim dzieje i czym tak naprawdę jest, i uratować zaginionych rodziców (a może nawet i świat).

Cykl: Charlie Hernández (tom 1)




AUTOR
↓



Mysia Wieża Agnieszka Fulińska, Aleksandra Klęczar

Mysia Wieża Agnieszka Fulińska, Aleksandra Klęczar

"W następnych tygodniach miałem wielokrotnie żałować, że tęskniłem za towarzystwem i przygodami. Już wkrótce zaczęły dziać się dziwaczne rzeczy."

Świetna długa opowieść dla dzieciaków, ale tych większych, ze względu na powagę sytuacji i wiedzę, zawartą na jej kartach:)
Klimat boski, wakacje, nowe znajomości, nowe przyjaźnie, stare tajemnice... Archeologia i historia, której znudziło się już bycie historyczną.
Gadające myszy (czytaj: rycerze), zły Popiel i jeszcze gorsza Dragomira.
Minusem malutkim są chwilkowe mega rozważania i kilometrowe dialogi, w których łatwo się zagubić, ale całość bardzo wartościowa, połączone przyjemne z pożytecznym.
Historia za pan brat z teraźniejszością.

POLECAM!!!

Okładka mega!


MOJA OCENA: 8/10


PRZECZYTAJ FRAGMENT!


***

Przeszłość skrywa tajemnice, o których nie śniło się archeologom


Dwunastoletni Igor i jego rówieśniczka Hanka przypadkiem spotykają się na wakacjach nad jeziorem Gopło. Nie wiedzą, że lato w cichym zakątku koło Kruszwicy przyniesie im nieoczekiwane przygody. Któż by się bowiem spodziewał w takim miejscu gadających myszy, duchów pradawnych królów, hologramu czarodzieja i jak najbardziej żywych wieszczek i guślarzy? Tajemnice i dramaty czające się w przeszłości bohaterów też okażą się ważniejsze, niż którekolwiek z nich mogło przypuszczać.

Kim była matka Igora, o której nigdy nie mówi się w domu chłopca? Jak rozprawić się z lichem? Gdzie szukać sposobów na pokonanie króla ducha i jego upiornej małżonki? Odpowiedzi czekają w Mysiej Wieży, pierwszym tomie serii „Dzieci Dwóch Światów”, powieści przygodowej z mitologią słowiańską w tle.

Jeśli podoba ci się seria „Percy Jackson i Bogowie Olimpijscy”, to polubisz też Igora, Hankę i ich przyjaciół.


Cykl: Dzieci Dwóch Światów (tom 1) 






Autor: Sabina Bauman - klik zdjęcie
Copyright © 2014 Mniej niż 0 - Mini Recenzje , Blogger