"A DZIŚ ŻEM SE CZYTŁA/LUKŁA..."

CZYTAJ ZA DARMO!

Statystyki

SZUKAŁKA

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 7/10. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 7/10. Pokaż wszystkie posty
Zapłata dla Flecisty George A. Romero,Daniel Kraus

Zapłata dla Flecisty George A. Romero,Daniel Kraus

"Bo była jeszcze jedna rzecz, o której wiedział każdy dzieciak: flecista zmuszał Cię, żebyś to Ty do niego przyszedł."


Ta historia byłaby idealnym scenariuszem do kolejnego sezonu American Horror Story... I to tego dziwacznego sezonu.

Niby czytało się czarownie, a jednak jakby z bólem zęba.

Narracja, która jest dużym atutem, dzięki swojej oniryczności i baśniowości, jest paradoksalnie swoim największym wrogiem, ponieważ czasami gubi się we własnych ścieżkach opowieści, chaosie i symbolicznych obrazach, a ja gubiłam się razem z nią w lotnych piaskach przekazu i ścieżek myślowych, co jednak rekompensowała mi sceneria, a także atmosfera.

Na bagnach południowej Luizjany, w wymierającym miasteczku Alligator Point, liczącym zaledwie około 140 mieszkańców, które powoli znika z mapy, nękane wykupem gruntów przez nafciarzy, plagą chorób nowotworowych, alkoholizmu i innych nieszczęść, czai się zło. Zło porywa dzieci pod osłoną nocy, pozostawiając jedynie zmasakrowane szczątki, terror i tajemnicę, przesiąkniętą rozkładem i legendą. 

Flecista.

Tylko czy to jest legenda? 

...

Niby nie było tak dobrze w trakcie czytania, drastyczne opisy i makabryczne sceny - nie mój vibe, a jednak było, ale to nie dzięki krwawym jatkom. Dziwne, ale hipnotyzujące. Może właśnie dzięki temu nadprzyrodzonemu bagiennemu potencjałowi, który mógł pokazać się w całym swoim blasku?

Przerost formy nad treścią i lekkie oderwanie od rzeczywistej puenty oraz łączenie różnych wątków, nie mających ze sobą nic wspólnego często bywa zgubny dla samej opowieści, ale coś w tych wilgotnych, dusznych i lepkich rozlewiskach Luizjany oraz postaciach bohaterów, którzy dziwnie kojarzyli mi się ze społecznością Miasteczka Salem, sprawiło, że nie można było tej powieści odłożyć na boczny tor, choć wiem, że nie będzie to przygoda dla wszystkich.

MOJA OCENA: 7/10


                                           PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

Jedna legenda. Jedno miasteczko. Niektóre grzechy można spłacić tylko krwią…

Alligator Point w Luizjanie liczy zaledwie 141 mieszkańców. To miejsce odcięte od świata, otoczone zdradliwymi bagnami i duszną atmosferą narastającego lęku. Od pokoleń krąży tu legenda o Fleciście — morderczej istocie porywającej dzieci. Gdy w miasteczku dochodzi do serii brutalnych zbrodni, dawne opowieści przestają być jedynie lokalnym kolorytem przyciągającym turystów...

Młoda Renée Pontiac jako jedna z pierwszych dostrzega, że za kolejnymi zaginięciami kryje się coś znacznie bardziej przerażającego. Aby ocalić Alligator Point, mieszkańcy będą musieli zmierzyć się nie tylko z potworem czającym się pośród bagien, lecz także z niechlubną przeszłością swoich przodków — Pirates Lafitte, osławionych handlarzy niewolników…

„Romero i Kraus zaczynają od zabawnej opowieści o walce z potworami osadzonej na bagnach. Choć zmuszają nas do ciągłego oglądania się przez ramię, kończy się na tym, że spoglądamy w głąb siebie…".„Southern Review of Books”


Przepaść Jozef Karika

Przepaść Jozef Karika

 "Nie ma w przyrodzie namiętności tak szatańsko wyuzdanej jak żądza człowieka, co drżąc na krawędzi otchłani, waha się, czy ma się w nią rzucić."

Zew pustki.

Czuliście kiedyś coś takiego?

"Jeśli istnieją miejsca o zbawiennym wpływie, uwznioślające ludzi i stymulujące wolę życia, to dlaczego miałyby nie istnieć również miejsca o działaniu odwrotnym? Miejsca stymulujące wolę śmierci, tanatos, w wyniku czego destrudo szybko i gwałtownie gromadzi się w ludzkiej psychice."

Podobała mi się ta opowieść, choć, a może właśnie dlatego, że była nieoczywista, a nieoczywistość to piękne podłoże dla grozy, nieważne, czy rzeczywistej, czy nierzeczywistej.

"Nierzeczywistość gryzie własny ogon i rodzi kolejną nierzeczywistość, która jednak jest rzeczywista."

Fatamorgana, zwidy, traumy, kompleksy, choroba psychiczna czy nawiedzona półka skalna w górach?

Kto to wie... I to jest właśnie fajne, że nikt nie wie 😎

"Już idę, mamo.

Już idę, czerwone kwiatuszku.

Co mi jest?"

Jest klimat, jest creepy, bardzo świadoma, wiarygodna emocjonalnie i osobista opowieść człowieka, który czuje góry całym sobą. Jest bardzo dużo rozkminek wewnętrznych, właściwie ciągle siedzimy sobie mniej lub bardziej wygodnie w głowie narratora, uczestnicząc w jego /fałszywych?/ mrocznych paranojach, halucynacjach, majakach...

"Poszarpane urywki, odłamki rozbitego lustra porozrzucane chaotycznie w pamięci."

A może są to obserwacje? Może to jest walka z własną fobią?

"Trzynasta komnata była głębsza, niż potrafiłem sobie wyobrazić."

Może z czymś więcej?

Z czym?

...

Jeśli człowiek już się przyzwyczai do esencji narracji i tego, że skupiamy się tu na przeżyciach wewnętrznych raczej, a akcja zewnętrzna to tylko tło, to opowieść ta robi się całkiem schizofrenicznie strasznawa.

"Niektóre przepaście nie mają dna. Skalna platforma w końcu mnie dopadła, lecz zupełnie inaczej, niż sobie wyobrażałem."

I choć było bardzo blisko, to nadal Szczelina w twórczości Kariki jest u mnie nr.1!

MOJA OCENA: 7/10


PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

Wypad w góry to nie zawsze dobry pomysł.
Jedna chwila może zmienić wszystko... Oczywiście na gorsze!
Adam i Miro, dwaj przyjaciele, natrafiają w tatrzańskiej dolinie na ciało mężczyzny. Początkowo okoliczności wskazują na nieszczęśliwy wypadek, jednak niemy świadek tego zdarzenia, niewielka kamera turystyczna, rzuca na tragedię nowe światło.
Adam rozpoczyna prywatne śledztwo, które poprzez szereg tajemniczych zgonów z przeszłości doprowadza go z powrotem w feralną dolinę.
Czy w przerażającej górskiej legendzie o nadprzyrodzonej sile, która zrzuca ludzi w przepaść, skrywa się ziarno prawdy? Czy istnieją miejsca mogące... zabijać?

Jozef Karika przyzwyczaił już do tego, że spycha swoich czytelników w otchłań ludzkiej psychiki. Tym razem spadniemy w nią jednak wprost z owianej złą sławą półki skalnej.


Wurdalak Robert Ziębiński

Wurdalak Robert Ziębiński

"...strach jest najstarszym sprzymierzeńcem wszystkiego, co chce rządzić człowiekiem."


Ta powieść sprawiła, że poczułam się jak w domu, jakbym oglądała stary film VHS z rozpoznawalnym głosem profesjonalnego lektora i nie przeszkadzało mi to, że Autor od razu rzuca Czytelnika na głęboką wodę, ponieważ jest to kontynuacja historii Czarnego Stawu, miasteczka, w którym rodzą się potwory.

Najpierw był demon ze Stawu, potem była Wiła, a teraz jest rodzina Gorchów i...?

Wurdalak.

Superpotwór w miasteczku, które udaje normalność.

...

Jak to się kończy?

Ano wcale się nie kończy. 

Ostatnie strony zapowiadają prawdziwy początek pandemonium i bynajmniej nie jest to koniec...

"Daliśmy się oszukać złu.

Wywieźć w pole.

Jak dzieci. Ale na Boga, my byliśmy dziećmi."

Fajowato się bawiłam. Świadoma narracja pełna nostalgii i odniesień, o których miałam pojęcie bardzo szybko, trafiała w punkt mojej percepcji. Czułam klimacik, zanim ujawnił on swoje źródła, cofnęłam się ciutkę w czasie i było mega odprężająco.

Bo strasznie nie było.
Było klimatycznie.

"Noc jest przestrzenią tajemnicy. A człowiek jest istotą, która łaknie tajemnicy nawet wtedy, gdy się jej lęka."


MOJA OCENA: 7/10

PRZECZYTAJ FRAGMENT!


***
Po latach ciszy Kamil wraca do pisania – i do przeszłości, którą chciał pogrzebać. Wspomnienie lata 2018 roku, przyjaciół, Czarnego Stawu… i koszmaru, który wtedy powrócił i nigdy nie zasnął

Wurdalak to powieść grozy o strukturze dziennika i pamiętnika – intymna relacja z dorastania na granicy światów: między dniem a nocą, racjonalnością a mitem, dzieciństwem a świadomością śmierci. Autor miesza klimat współczesnego horroru z klasyczną gotycką narracją i elementami słowiańskiego oraz arabskiego folkloru. Zło kiełkuje w szkole, przenika rodzinne domy, wślizguje się w sny – tak jak różowy księżyc Nicka Drake’a, którego melancholijne echo towarzyszy całej książce.

To historia o dojrzewaniu, ale też o tym, że każdy akt odwagi ma swoją cenę.

Wurdalak jest nie tylko powrotem do mitów i upiorów. To także opowieść o świecie, w którym dorośli utracili zdolność widzenia, a tylko dzieci – jeszcze nie do końca uformowane – potrafią dostrzec prawdę.


Ucichły ptaki, przyszła śmierć Michał Śmielak

Ucichły ptaki, przyszła śmierć Michał Śmielak

"... jak kto zaginie w lesie, to pół biedy. Gorzej, jak wróci." 


Narracja tej powieści była na tyle kompatybilna z moim obecnym nastawieniem do ogółu, że już samo rozpoczecie uznałam za obiecujace. Tym bardziej, że już na samym początku zobaczyłam moje ulubione słowo, określajace wiekszość wszystkiego w ostatnim czasie. 

Zjeb.💪😎

Zachęcona tym fascynującym początkiem, brnęłam dalej...

I co?

I było to w całości tak dosadne i inteligentne, na jakie się zapowiadało. Bardzo do mnie przemówiła ta rzeczowa, męska opowieść, gdzie było zaskakujaco miło mało odnośników do typowych gadek pseudo samcoŵ jeszcze wiekszej pseudo przereklamowanej literki Alfa...

Ta powieść nie ma w sobie żadnej modnej ostatnio bufonady i bełkotu, udającego przekaz. Nie zmęczyła głowy, nie zrobiła ze mnie czytelnika-idioty, który nie quma tego, co czyta.

Była naturalna /ufff, co za ulga!/

Płynęła swoim wartkim tempem, jak strumień górski, w którym tu i ówdzie uważny obserwator dostrzeże kolorowego pstrąga.

Albo piranię😁

Troszeczkę przypominało mi to męski przekaz Ostatniego końca świata Grzegorza Dziedzica - przerewelacyjnie i zaskakująco dobrej powieści. Czytało się bez żenady, z lekkimi odniesieniami atmosferycznymi do Rytuału, Szczeliny i powieści Sary Antczak.

I choć KAŻDE zakończenie mogłoby być bardziej satysfakcjonujące /biorąc pod uwagę potencjał całości/od tego, które zaistniało faktycznie, to i tak było bardzo interesująco, bardzo inteligentnie, MEGA zabawnie /odnalazłam tu, ku swej uciesze, spore ilości szczątkowej już niestety sztuki prawdziwej inteligentnej konwersacji, sarkazmu i przekazu między wierszami/, błyskotliwie, bystro, szybko, strasznawo, tajemniczo i klimatycznie.

"Co dzieje się w górach, zostaje w górach."

Flaków z olejem to tutaj się nie najemy i chwała za to autorowi.

Bawiłam się bardzo.

Polecam.


MOJA OCENA: 7/10


PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

"Szlakiem beskidzkich duchów i upiorów” to wycieczka, która kusi oryginalnością i zapowiedzią przeżycia wspaniałej przygody. Czterech przyjaciół decyduje się skorzystać z tej oferty i spędzić w górach trzy dni w ramach wieczoru kawalerskiego jednego z nich. Beskidzkie opowieści, legendy i podania wiodą ich malowniczymi szlakami, ale gdy zaczynają ożywać, strach zajmuje miejsce radości.
Tajemnicze postacie pojawiające się nocą, bestie szczerzące kły w leśnej gęstwinie, szepty niosące się przez korony drzew, duchy i upiory zdają się istnieć naprawdę. Paranoja rozsiada się w umysłach przyjaciół, podsuwając coraz to nowe wyjaśnienia dziwnych zdarzeń. Gdy wydaje się, że wszystko jest tylko ułudą, nad Beskidami zapada grobowa cisza, cichną nawet ptaki. Przychodzi Śmierć.
Co tak naprawdę wydarzyło się podczas przyjacielskiego wypadu? Czy ocalały z wyprawy przeżył ją naprawdę?



Mokosz Anna Sokalska

Mokosz Anna Sokalska

"Upadek i zgnilizna są przecież najlepszym podłożem dla najpiękniejszych kwiatów, prawda?"


Ta powieść jest jak jej okładka... Idealnie dopasowana treść do obrazu i przekazu.

Chyba trzeba było mi takiej lektury po tym wymagającym okresie przerwy.

Jak plasterek miodu dla zmysłów.

Stonowana, smutna magia. Piekna, dojrzała narracja, na granicy tajemnicy i realizmu magicznego, skrywajaca w swych podziemiach dramat i prozę życia.


"Człowiek nie od razu dostrzega ruinę, po środku której się znalazł, zwłaszcza gdy rozkład postępuje stopniowo, w ciszy, pozwalając się do niej przyzwyczajać."


Czuję się oczarowana głębią, ale przede wszystkim nastrojem, bo w tej czarownej opowieści chodziło o coś więcej, niż tylko o rzekomą zbrodnię.


"Ale ona, ona jednocześnie przerażała go i przyciągała do siebie. Z pozoru niegroźna, jak smaczna, tłusta przynęta, pod którą kryje się śmiertelnie niebezpieczny haczyk."


Wibrowało tam dużo klimatu Totalnej magii, ale w bardziej słodko-gorzkiej odsłonie.

Polecam na bardzo nastrojowe wyciszenie się.


MOJA OCENA: 7/10

PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

W każdej prawdzie jest ziarno kłamstwa.
Stroniąca od ludzi, młoda kobieta zostaje podejrzaną w sprawie o zabójstwo męża - odnoszącego sukcesy przedsiębiorcy. Nieliczne osoby, które ją znają, wystawiają jej sprzeczne świadectwa; niektórzy twierdzą nawet, że jest wiedźmą gotową posunąć się do wszystkiego, inni, że miała doprowadzić małżonka do szaleństwa i samobójstwa swoimi licznymi romansami.
Badający jej sprawę przekupny prokurator powoli ulega tajemniczemu urokowi małomównej kobiety i zaczyna gubić się w licznych wersjach prawdy.

Gdy odnajdziemy drogę Laura Barrow

Gdy odnajdziemy drogę Laura Barrow

 "Wiesz, jak to jest, gdy nagle przestajesz być częścią swojego życia i możesz już mu się tylko przyglądać? Jakbyś oglądała film, na który nie masz żadnego wpływu, niezależnie od tego, co zrobisz? Jakby nikt nie wiedział, że w ogóle istniejesz?"


To taka trochę bajka Disneya dla dużych dziewczynek.

Stereotyp: żyjąca w złudzeniach żona, matka trójki dzieci, zatracająca swoją tożsamość, niewierny dupek-mąż, zawdzięczający jej wszystko, operacja plastyczna, jako żałosna próba przypodobania się dupkowi oraz... duch, który pośrednio otwiera jej oczy na nowe życie. 

Brzmi jak Uwierz w ducha albo Szósty zmysł?

No, nie jest to do końca jednak taki klimat.

Bardzo ciepła, prosta, troszkę naiwna i relaksujaca bajka z wieloma przesłaniami w tle: dla każdego znajdzie się coś odpowiedniego. 

Czy ja znalazłam swoje?

Raczej znalazłam potwierdzenie, tego, co już wiedziałam od dawna😋

Nie zdziwię się, jeśli błyskawicznie powstanie jakaś "jamerykańska" ekranizacja w stylu romantycznych komedii, z ghoststory w tle, bo czytało się to z automatycznym wyborem w głowie aktorów do każdej z ról.

Z odpowiednim nastawieniem można się przy tej opowieści skutecznie i lekko odmóżdżyć.


MOJA OCENA: 7/10


PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

Duchy przeszłości, rodzinne sekrety i miłość, która zjawia się po cichu, kiedy wcale na nią nie czekasz.

Dodająca otuchy opowieść o dwóch pokoleniach kobiet, które szukają swojej drogi w życiu. I gdy czują, że kompletnie się pogubiły, z pomocą przychodzi im głos Patsy Cline.

Effie Baker, niepracująca matka trójki dzieci, próbuje otrząsnąć się po tym, jak mąż zostawił ją dla kobiety niewiele starszej od ich córki. Mommy makeover to jej pierwszy krok w nowe życie. Oczekuje, że po operacji plastycznej obudzi się pełna energii i pewniejsza siebie. Tymczasem doświadcza dziwnej świetlistej wizji z udziałem ikony muzyki country Patsy Cline i słyszy, że „czas zrobić to, co trzeba”. Wiadomość jest zagadkowa i z pewnością ma coś wspólnego z Lolą, babcią Effie, która w młodości pisała listy do sławnej piosenkarki. Czy przeszłość Loli może być kluczem do zrozumienia tego, co przytrafiło się Effie? Z cierpiącą na demencję staruszką nie ma już kontaktu, więc w wirze nowej pracy, spotkań z tajemniczym nieznajomym oraz codziennych wzlotów i upadków Effie musi odkryć sama, co kryje się za tymi słowami.

Tysiące czytelników na Goodreads i Amazon nie mogą się mylić – ta szczera i radująca serce powieść zasługuje na co najmniej cztery gwiazdki. Najbardziej pokochają ją fanki Lekcji chemii Bonnie Garmus i Daisy Jones & The Six Taylor Jenkins Reid – za cudowny klimat retro, balladowe rytmy i humor, który osuszy każdą łzę.

Siedem lat ciemności You-jeong Jeong

Siedem lat ciemności You-jeong Jeong

"... jestem synem psychopaty, który zamordował 11-latkę i jej ojca, utopił własną żonę, a na koniec otworzył zaporę i zatopił wioskę Seryong, zabijając przy tym czterech policjantów."


Bardzo spokojna narracja głównego bohatera przeprowadza pozornie bez emocji przez tę emocjonalną opowieść.

Pozornie.

Bo emocji jest bardzo dużo. Sięgają zenitu, jeśli chodzi o jedno z najbardziej rodzicielskich psychopatycznych zachowań chorego na łeb niebezpiecznego zwyrodnialca, na którego oczywiście nie ma rady...

Cała historia ma swój małomiasteczkowy klimat, ze świetnym motywem zatopionego miasta i zbrodni sprzed lat. Czasami tylko narracja jakoś tak chaotycznie się rozmywa, żeby jednak po pewnym czasie wrócić na odpowiednie, szarpiące nerwy tory. To trochę takie odczucie, jakby szarpało się struny gitary w różnym rytmie, niekiedy z dysonansem, żeby w efekcie wyszła z tego jednak pięknie tragiczna i smutna melodia...

Generalnie polecam, jest to niestandardowo inna opowieść, którą czyta się bardzo głęboko i wrażliwie.


MOJA OCENA: 7/10


PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

Jak daleko posuną się niektórzy, by utrzymać kontrolę i dokonać zemsty?

W jeziorze Seryong zostaje znaleziona martwa dziewczynka nosząca to samo imię, co jezioro. Policja wszczyna śledztwo, a trzej mężczyźni usilnie ukrywają, co robili w noc jej śmierci. Yongje, ojciec Seryong, oraz dwóch ochroniarzy pobliskiej tamy, Choi i Seunghwan, rozpoczynają śmiertelnie niebezpieczną grę.

Po kolejnej nocy, którą media nazwały Tragedią na Jeziorze Seryong, jeden ze strażników zostaje skazany za morderstwo i czeka na wykonanie kary śmierci. Przez siedem kolejnych lat jego syn Sowon żyje z piętnem dziecka zabójcy. Nie ma ani chwili spokoju, nawet w najbardziej odległych zakątkach Korei Południowej.

Kiedy otrzymuje przesyłkę, która obiecuje ujawnić prawdę o tamtej nocy nad jeziorem, dorosły już chłopak musi stawić czoła niebezpieczeństwu, na które nie jest gotowy.

Jakie jeszcze ofiary skrywa Seryong w swoich wodach?

Muzyka z zaświatów Graham Masterton

Muzyka z zaświatów Graham Masterton

"Martwi wcale nie są nieszczęśliwi dlatego, że nie żyją, ale z powodu tego, jak umarli."


Kiedyś czytane, ale nic nie zapamiętane, więc wznowienie przeczytane ponownie z przyjemnością.

To takie smutne noir o duchach, niestraszne, niespieszne proste w odbiorze i bardzo przyjemne.

Zagadka nie jest tu skomplikowana, prawie od razu wiadomo, o co chodzi, ale i tak czyta się bardzo lekko i odprężająco.

Byłaby z tego bardzo klimatyczna ekranizacja.

"Biała pamięć cię obserwuje... więc nie otwieraj drzwi."


MOJA OCENA: 7/10


PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

Subtelna, niepokojąca i wciągająca bez reszty powieść mistrza grozy!

Gideon Lake, utalentowany kompozytor, zakochuje się w tajemniczej Kate – kobiecie równie pociągającej, co niepokojącej. Ich uczucie szybko przeradza się w obsesję, a rzeczywistość wokół Gideona zaczyna się zmieniać.

W jego życiu pojawiają się niewyjaśnione zjawiska: szepty dochodzące z pustych pomieszczeń, cienie poruszające się bez światła i muzyka, która zdaje się płynąć prosto zza granicy śmierci. Z czasem uświadamia sobie, że Kate skrywa mroczny sekret – związany z tymi, którzy nie odeszli na zawsze.

Bo niektóre melodie nigdy nie milkną… nawet po śmierci.

Niepokoje Marta Bijan

Niepokoje Marta Bijan

"Tutaj są inne zasady, niż te panujące na świecie."


Uwielbiam.

Autorka to mistrzyni klimatu, jaki kocham, słów, jakie uwielbiam i grozy nieoczywistej, którą ubóstwiam, umiejąca trafnie, acz nie dosłownie wyrazić grozę w taki sposób, żeby była grozą prawdziwą, czyli niezauważalną gołym, ale kątowym okiem.

Wszystko jest takie samo, ale ODROBINĘ inne.

Odrobina: to robi różnicę między dosłownością a niedopowiedzeniem.

To jest umiejętność, którą ma niewielu.

Dosłowność jest za dosłowna, o wiele więcej lęku ukrywa się w niedopowiedzeniach, którymi karmi się spragniona ciemności wyobraźnia.

Już sam wstęp jest niepokojem, a nastepujace po sobie osiem opowieści, coraz głebiej prowadzą nas w mrok, ukryty między słowami. Sytuacje z opowiadań są przerażające sytuacyjnie, ale nie podskórnie. 

Podskórne jest to, co się za nimi kryje.

I choć, co prawda, całe założenie w końcówce nie zrobiło na mnie aż takiego wrażenia, jak myślałam i balonik początkowego zachwytu się wziąl i nieco spompował, to wielki szacunek za używanie słów w taki sposób, jaki jest dostępny dla niewielu i tworzenie klimatu w głowie, który pozostaje na długo...

Nigdy jeszcze nie zawiodłam się na żadnej powieści tej autorki, zawsze z niecierpliwym oczekiwaniem wsiadam do tej łódki, zamierzającej płynąć wodami Styksu mej jaźni.

Kocham tę niepewność i historie "zupełnie gdzieś indziej."

...

"Jak stary dom ciotki, za dnia przywołujący miłe wspomnienia z dzieciństwa, a w sennym koszmarze - upiornie zmieniony, budzący jedynie świadomość, że coś jest nie tak."


MOJA OCENA: 7/10


PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

W Lasach ludzie umierają ze śmiechu. Na ulicach Świec leżą ciała tych, którzy zatańczyli się na śmierć. Dotąd pełną życia wieś Rzeki ogarnia cisza, bo mieszkańcy jeden po drugim zapadają w sen, z którego nikt się nie budzi.

Trzy kobiety. Trzy miejsca na mapie, które niespodziewanie powracają z przeszłości. Trzy epidemie, nieprzypominające niczego, z czym ludzkość zetknęła się w XXI wieku.

Niepokoje to zbiór powiązanych ze sobą krótkich opowieści o śmierci, szaleństwie i lęku, który powstaje tam, gdzie kończy się racjonalne wyjaśnienie.

Bo czasem prawdziwa zaraza nie rozprzestrzenia się w ciele. Jej źródło leży znacznie głębiej.

Córki mgły Lydia Gregovic

Córki mgły Lydia Gregovic

"Zaczęło się od zmiany, a zmiana przyszła od morza, wraz z mgłą."


A zachciało mi się czegoś innego po tych czytadełkach z moich ulubionych półek grozy i sięgnęłam sobie po inną moją ulubieńszą półkę: fantasy.

I co?

I fajnie.

Zaczynało się to baaaardzo mrocznie i bardzo klimatycznie, coś na miarę przerewelacyjnej, jednej z najlepszych powieści o wiedźmiach Cierniowa ścieżka i już sobie myślałam, ale czadzik!

"... chroniąc nas przed mgłą, która bez tej zapory wsiąkła by w każdą najmniejszą dziurę jak sącząca się z rany ropa.

Sprowadzając na nas zamieszkujące ją potwory."

Zmory.

"Symptomy zawsze są te same: gnijąca skóra, która zaczyna przypominać poszerzały pergamin usiany siateczką chorych żył; koszmary z piekła rodem odbierające spokojny sen; nabrzmiałe białka oczu i upiornie pusty wzrok. A na końcu-na końcu wstręt do jadła i wody, zastąpiony wynaturzonym głodem ludzkiego mięsa."

Noooo😎

A potem wszystko przerodziło się w fantasy, z mega mrocznym, ale zupełnie nie wykorzystanym w tym kierunku tłem, z głównym przesłaniem: intryga.

INTRYGA RODZINNA.

Podsumowując?

Było bardzo dobrze, a gdyby nie nastawienie początkowe, byłoby rewelacyjnie, bo dostajemy naprawdę kawałek solidnej literatury fantasy, ale bardziej na miarę prawie Niebezpiecznych związków. Jest przede wszystkim soczyście, uczciwie i bardzo rzetelnie, nawet mimo tego, że mrok się rozwiewa na rzecz rodzinnych tajemnic fantastycznych rodów.

Polecam z czystym sumieniem miłośnikom rodzinnych dram i klimacików dobrego fantasy.


"Przeobrażenie jest bolesne 

Dla przechodzącego je stworzenia;

Dla poczwarki oznacza kres życia."


MOJA OCENA: 7/10


PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

Merrick Darling wraca do Norland House w chwili, gdy jej świat zaczyna się rozpadać. Po nagłej śmierci ojca, Lorda Protektora Susseksu, rodzinny dom nie jest już bezpieczną przystanią, lecz miejscem pełnym napięć, sekretów i niewypowiedzianych oskarżeń. Granice prowincji słabną, bariery chroniące ludzi przed śmiercionośną mgłą coraz częściej zawodzą, a Zmory przedzierają się tam, gdzie nigdy nie powinny dotrzeć.

Kiedy podczas jednego z ataków znika Estella, siostra Merrick, dziewczyna nie ma wyboru – musi się dowiedzieć, co naprawdę dzieje się w Susseksie, dlaczego kolejne incydenty są tuszowane i komu zależy na tym, by prawda nie wyszła poza mury Norland House.

W świecie rządzonym przez dwanaście rodów każdy gest ma polityczne znaczenie, sojusze bywają kruche, a lojalność może okazać się tylko dobrze odegraną rolą.

Merrick rozpoczyna śledztwo, które prowadzi ją przez sieć rodzinnych sekretów, dworskich układów i dawnych kłamstw podtrzymujących porządek, którego nikt nie ośmiela się kwestionować. Im więcej odkrywa, tym wyraźniej widzi, że zagrożenie nie ogranicza się do mgły i potworów, które się z niej rodzą. Czasem to, co najbardziej niebezpieczne, ukrywa się w samej strukturze świata – w prawach, przywilejach i decyzjach, które miały pozostać niepodważalne.

A jeśli fundament całego systemu opiera się na kłamstwie, jego upadek pociągnie za sobą wszystko. Także ją.

Grupa Ashley Winstead

Grupa Ashley Winstead

Historia to mikry człowieczek w brązowym garniturze próbujący opisać wnętrze pokoju, do którego nie może wejść. Znam historię. Znajdziesz w niej wiele nazwisk, choć żadne z nich nie należy do nas.


Przede wszystkim? 

Jest to powieść uczciwa. Soczysta, szczera i nie nosząca znamion grafomanii przy takiej objętości, a to już dużo.

Miłosnikom podcastów /co teraz jest bardzo w modzie, zauważyłam/, na bank będzie się podobała, a może nie tylko im?

Ja nie lubię podcastów, a mi się spodobała.

Czego można się spodziewać?

Bardzo dobrze budowanej opowieści, pomimo naprawdę wielorakich osobowości, występujących w tej historii, wielu różnych i odrębnych zbrodni, prawie podcastowego śledztwo, tajemnice, dyskrecji, ukrytych tożsamości, które mają swoje tajemnice i... prawdziwe twarze.

Polecam, nie można się tu nudzić, a sznureczek prowadzi do kłębuszka zaskakującego rozwiązania.


MOJA OCENA: 7/10


PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

Internet nauczył, jak tropić morderców. Prawdziwy świat pokazał, czym to grozi.

Wciągający thriller inspirowany głośną zbrodnią w uniwersyteckim miasteczku, która rozpaliła internetowe społeczności true crime. Nowa powieść bestsellerowej Ashley Winstead, autorki "W snach to ja trzymam nóż" oraz "Posłuszna".

Jane Sharp trafia do internetowej społeczności true crime. Dla niej to sposób na poradzenie sobie z żałobą. Dla pozostałych – obsesja. Kiedy dochodzi do brutalnego potrójnego morderstwa studentek, sprawa w ciągu godzin staje się medialną sensacją. Jane i czworo ludzi, których zna wyłącznie z sieci, zauważają szczegóły pomijane w oficjalnych doniesieniach. Zaczynają łączyć fakty i decydują się działać poza forum. Kiedy w Delphine Falls dochodzi do kolejnego morderstwa, łudząco podobnego do poprzedniego, Jane decyduje się pojechać na miejsce. Tam granica między obserwatorką a uczestniczką wydarzeń zaczyna się zacierać. Co naprawdę wydarzyło się w sprawie potrójnego morderstwa studentek – i dlaczego ktoś zrobi wszystko, by prawda nie wyszła na jaw?

Hazelthorn C.G. Drews

Hazelthorn C.G. Drews

 "Dawno, dawno temu drzwi zostały otwarte i z wieży z kości słoniowej wyśliznął się potwór. Ogród nie wszedł w niego, ale raczej się z niego wydostał."


Rozwalił mnie już sam początek: posłowie od autorki... Czekaj, cofinj... Nie od autorki: OD OSOBY AUTORSKIEJ...🙈

Niestety/?/, ja napiszę recenzję jako czytelnik/czka, a nie osoba czytelnicza...💩 Dobrze, że w środku powieści nie było osób zdefiniowanych dziwnie, tylko jednak "osoba autorska" posłużyła się tradycyjną formą narracyjną. 

Widzę tu pewną niekonsekwencję...

Ale ja nie o tym.

...

Sama powieść?

Jeśli chodzi o tematykę i o mroczność, to jest lepsza w tych klimatach, niż jej poprzedniczka.

Jeśli chodzi o wykonanie, jest dokładnie taka sama.

Czyli jaka?

Taka: Nie wpuszczaj lasu.

...

Mroczna baśń.

Chłopiec i ogród.

"Chłopak ulepiony z odmienności, zielonych patyków i okrutnego głodu."

Chłopiec Ogród.

Czy jest jakaś różnica?

Będzie to wiedział każdy, kto wejdzie w świat tej powieści.

Jest bardzo dużo mroku, jest na pewno świetny pomysł: ciężki, duszny, osaczający i baśniowy. Akurat właśnie ten rodzaj opowieści nazwałabym eco horrorem bardziej, niż reklamowaną w tej kategorii średnią powieść o burakach, Beta Vulgaris...

Ale i tak znowu jest trochę ZA BARDZO, jeśli chodzi o słowa i o sugestie. Ale to chyba już taki styl tej "osoby autorskiej"...🙈. Jest na pewno bardziej dojrzale, niż w poprzedniej powieści, chociaż tutaj też jest młodzież, ale już sama opowieść może niekoniecznie jest dla młodszej młodzieży.

"Cała posiadłość Hazelthorn ulega rozkładowi. A on wraz z nią gnije w jej wnętrzach."

Tą powieść polecam zdecydowanie bardziej, jeśli ktoś chce popływać sobie w klimacie grozy i nieoczywistości, brudnej, mokrej, czarnej ziemi, bluszczu i kolców ostrokrzewu, będzie bardzo zadowolony.

"Poniekąd zawsze wiedział, że za murami Hazelthorn kryje się potwór, sekret zarośnięty bluszczem, cykutą i ostrymi końcówkami liści ostrokrzewu."


MOJA OCENA: 7/10


PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

Coś jest nie tak z ogrodem…

Evander od dziecka żyje jak cień w odosobnionej posiadłości Hazelthorn pod opieką miliardera Byrona Lennox-Halla. Obowiązują go trzy zasady: nie opuszczać rezydencji, nie wchodzić do ogrodu i unikać Lauriego – wnuka Byrona, który siedem lat temu próbował go zabić, a mimo to pozostaje obiektem fascynacji chłopaka.

Po nagłej śmierci opiekuna Evander wprawdzie dziedziczy majątek, lecz… podejrzewa, że Byron został zamordowany. Laurie może być jedyną osobą, która pomoże mu odkryć prawdę, zanim nowy właściciel Hazelthorn stanie się ofiarą kolejnej zbrodni.

Tymczasem tajemnicza, mroczna przyroda zaczyna wdzierać się do wnętrza rezydencji. Wraz z ujawnianiem rodzinnych sekretów narasta groza… Niebawem ogród upomni się, by go nakarmić.

Krótki pobyt w piekle Steven L. Peck

Krótki pobyt w piekle Steven L. Peck

"To Piekło nijak nie pasowało do mojego światopoglądu." 


To jest właściwie nowelka, bardzo specyficzna. Troszkę sarkastyczna, troszeczkę z przymrużeniem oka, dość zabawna chwilami, trochę straszna, ale też trochę monumentalna, a na bank refleksyjna.

I przerażająca swoim bezmiarem.

Koncepcja jest zaczerpnięta z opowiadania Borgesa o Bibliotece Babel, zawierającej nieskończoną liczbę książek: wszelkie możliwe kombinacje każdego układu liter, ciągnące się w nieskończoność półki niekończących się tomów, z których wiele to czysty bełkot. Prawie wszystkie to niezrozumiały bełkot.

Biblioteka.

Tak wygląda Piekło, do którego trafia nasz bohater.


"... jesteś tu po to, by się czegoś nauczyć. Nie próbuj zgadywać czego. To może być frustrujące i bezproduktywne."


Nie będzie ono trwało wiecznie: jest obietnica, że pobyt tutaj się skończy. Wystarczy odnaleźć historię swojego życia w tej Bibliotece, książkę, która nie jest zlepkiem niezrozumiałych słów, opisuje Twoje życie... i możesz odejść. 

To wszystko.

W tym Piekle nie jest źle w sumie. 

Na początku. 

Możesz jeść, co tylko zechcesz, poznawać nowych ludzi, zakochiwać się na miliardy lat, spać i budzić się odświeżony bez lęku śmierci, bo zmartwychwstajesz z każdym nowym dniem, nawet, jeśli zginiesz. 


"... śmierć była dla nas najświeższym wspomnieniem, czymś, czym martwiliśmy się przez całe życie. Teraz już po wszystkim. Nie żyliśmy. Znajdowaliśmy się w Piekle."


To wszystko piękne... wieczne szczęście, spokój i stabilizacja.

A co wtedy, kiedy pojawia się niebezpieczeństwo? Wieczne niebezpieczeństwo? Wieczny ból? Wieczne tortury? Wieczna strata? Wieczne "życie" bez kontekstu?

Oraz świadomość, że nigdy nie znajdziesz swojej książki?

...

Kto stworzył największe piekło w Piekle?

Człowiek.

A Piekło to Nieskończoność...


"Istnieje rozpacz, która sięga głębiej niż istnienie; przenika do szpiku świadomości, do siedziby duszy."


MOJA OCENA: 7/10


PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

Soren Johansson był zwykłym człowiekiem. Mężem, ojcem, mormonem, który wierzył, że po śmierci spotka swoich bliskich w wiecznym raju.

Potem umarł.

I obudził się w bibliotece.

Nie w piekle z ognia i siarki — w czymś znacznie gorszym. W nieskończonych korytarzach wypełnionych każdą książką, jaka kiedykolwiek mogła powstać. Każdą kombinacją każdej litery, każdego słowa, każdego zdania. Większość to bezładny szum. Ale gdzieś pośród miliardów tomów — więcej niż atomów w poznanym wszechświecie — istnieje jedna jedyna księga. Dokładna, prawdziwa, litera po literze, historia życia Sorena.

Zasada jest prosta: znajdź ją, a zostaniesz uwolniony.

Jak w miejscu zawierającym wszystkie możliwe książki odnaleźć tę jedną, która jest twoja?

Kiedy wilk wróci do domu Nat Cassidy

Kiedy wilk wróci do domu Nat Cassidy

"Nikt nie zostanie oszczędzony, kiedy w domu zjawia się wilk."


Ciężko napisać straszny horror o wilkołakach.

Z tym, że to nie jest horror o wilkołakach.

To jest bardzo dobra odmiana Firestarter, z innymi zdolnościami, chyba nawet troszkę bardziej przerażającymi w skutkach.

"Ta moc ma związek ze strachem. Czegokolwiek boi się ten chłopiec, staje się to rzeczywistością."

Chociaż może nie do końca, kiedy można to wykorzystać inaczej, ale... kto umie pokonywać strach?

...

Jest tu też dużo klimatu Z Archiwum X i atmosfera czytania lat 80-tych.

Czy było to tak samo dobre, jak przerewelacyjne Pisklęta i świetna Mary?

Było inne, ale jednak wolę, kiedy autor bardziej straszy straszliwie, a nie komiksowo.

"Miłość jest zmiennokształtnym potworem/../ wilkołakiem o bezdennym żołądku."

Końcówka świetna i zaskakująca wisienka, a scena z "nie ma cię tu" jedna z bardziej obrazowych i czadowych ever.

Oczywiście bardzo polecam czytać, ale bardziej z lekkim nastawieniem.

Autor nadal pozostaje u mnie w czołówce, jeśli chodzi o wyobraźnię, a co najważniejsze, o przekaz między linijkami!


MOJA OCENA: 7/10


PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

Jedna noc zmienia życie Jess, początkującej aktorki i kelnerki. Wcześniej martwiła się tym, czy dostanie nową rolę. Teraz próbuje ocalić małego chłopca przed jego ojcem, który zamienił się w prawdziwego potwora.
Wszystko wyglądałoby inaczej...
...gdyby nie zapomniała telefonu...
...gdyby nie wyszła wtedy z mieszkania...
...gdyby nie ignorowała intuicji.
Zamiast tego musi znaleźć schronienie dla siebie i dziecka. Bestia, która ich ściga, jest brutalna i nieustępliwa.
Czy uda im się uciec z tego surrealistycznego koszmaru?

Dadzieja Anna Jadowska

Dadzieja Anna Jadowska

"Niczego, co się wydarzyło, nie mogę już ułożyć w całość. Nie umiem wyciągnąć żadnego wniosku ani stworzyć wiarygodnej historii. Nie ma końca ani początku."


Tak zaczyna się ta opowieść.

Rewelacyjnie to było napisane. Po prostu cofnęło mnie w czasie z prędkością światła, szczególnie do pola tytoniu...

Niby to literatura faktu, niby wspomnienia, ale czytało się to jak prawdziwą powieść. 

Dało mi to wiele przyjemności i satysfakcji, a także uśmiechu i nostalgii, chociaż był też dreszczyk emocji oraz niepewności.

Jeśli miałabym to określić krótko: cudowna lektura. Cudowna narracja. Cudowny klimat. Cudowne wspomnienia. Cudowna retrospekcja.

Cudowna dusza.

"... dadzieja to taka odmiana nadziei, kiedy jesteś pewna, że sytuacja jest beznadziejna, że coś na pewno się stanie albo na pewno się nie uda, ale ty wbrew wszystkiemu liczysz, że będzie inaczej, choć sama wiesz, że koniec okaże się fatalny. Właśnie to uczucie to jest dadzieja. Nadzieja w beznadziejnej sytuacji."

Miłośnikom wsi, niewyjaśnionych zbrodni, pięknych wspomnień dotyczących dawnej Polski, ale nie aż tak dawnej, dzieciństwa które bezpowrotnie minęło, emocji związanych z dorastaniem, dziewiczego i szczerego spojrzenia na rzeczywistość, która każdego dnia okazywała się kolejną bramą do magicznego świata, pomimo przeszkód i niewesołej, ale i tak baśniowej rzeczywistości dzięki wyobraźni, bardzo polecam!


MOJA OCENA: 7/10


PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

Gorące lato na wsi gdzieś na Dolnym Śląsku w latach osiemdziesiątych. Dwie siostry spotykają na rozgrzanej asfaltowej drodze obcego mężczyznę. Wysiada boso z białego samochodu, dziwnie się im przygląda. Kilka dni później w lesie zostaje znalezione ciało zamordowanej dziewczynki.

Ale to nie historia kryminalna. Debiut książkowy znanej scenarzystki i reżyserki to powieść o dziewczęcym dojrzewaniu, na które pada cień podniecenia i strachu. Wiecznie zirytowana matka nie ma dla córek czasu, sąsiadki podsłuchiwane pod drzwiami kuchni opowiadają niepokojące historie, ojcowie – każda z sióstr ma innego – dawno zniknęli, a wszyscy mężczyźni, gdy przyjrzeć się im uważnie, są łapczywi i zdolni do przemocy.

"Dadzieja" to także przejmujący portret siostrzanej więzi – nierozerwalnej, choć szorstkiej, przepełnionej rywalizacją i krótkimi chwilami bliskości. To filmowa w swojej intensywności opowieść, pełna zmysłowych obrazów i zatrzymanych ujęć, w których z pozoru zwyczajne lato migocze jak oniryczna, niepokojąca projekcja dorastania.

Zamknięte drzwi Freida McFadden

Zamknięte drzwi Freida McFadden

 "Słyszę krzyki, które nocą dochodzą z piętra. Kobiety krzyczą. Błagają o pomoc."


Kiedy mam bardzo słabą passę jeśli chodzi o wybór lektur, zawsze sięgam po pewniki. I tym przypadkiem jest twórczość Freidy, oczywiście z mniejszym lub większym sukcesem.

W tym przypadku był większy.

Bardzo przyjemnie się to czytało, jak zwykle gotowy scenariusz na rewelacyjny thriller. Dużo dobrego klimatu, jest tajemnica, jest napięcie, są soczyste i uczciwe postaci. Wszystko jak należy. 

Wisienka na torcie może nie taka zaskakująca, ale też smaczna.

Czysta przyjemność czytania.


MOJA OCENA: 7/10

PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

Niektóre drzwi są zamknięte z jakiegoś powodu…

Podczas gdy jedenastoletnia Nora odrabiała lekcje w swoim pokoju, jej ojciec dokonywał w piwnicy koszmarnych zbrodni. Dramat mordowanych kobiet przerwało pojawienie się w domu policji.
Mija dwadzieścia sześć lat. On odsiaduje wyrok, ona odnosi sukcesy w chirurgii, prowadząc spokojne, samotne życie pod nowym nazwiskiem. Nikt nie wie, że jest córką seryjnego mordercy.
Któregoś dnia lekarka dowiaduje się, że jedna z jej pacjentek została zamordowana. W ten sam charakterystyczny i przerażający sposób, w jaki swoje ofiary zabijał jej ojciec.
Ktoś wie, kim jest Nora. Ktoś chce, żeby wzięła na siebie odpowiedzialność za tę niewyobrażalną zbrodnię. Ale ona nie jest morderczynią jak jej ojciec. Policja nie ma dowodów na to, że zrobiła coś złego.
Pod warunkiem, że nie zajrzy do jej piwnicy.

Okrągły dom Louise Erdrich

Okrągły dom Louise Erdrich

"Ten okrągły dom będzie mym ciałem, jego słupy będą mi żebrami, ogień będzie mym sercem. Stanie się ciałem Twojej matki i będzie mu się należał taki sam szacunek. Jak matka dba o życie swego dziecka, tak Twój lud powinien myśleć o własnych dzieciach."


Kilka małych smutnych opowieści z przeszłości, kilka zbiegów okoliczności i niefortunnych decyzji, składających się na jedną dużą dramatyczną historię. Kilka kłębuszków ludzkich istnień prowadzących do jednego rozwiązania.

Bardzo lubię tego rodzaju narracje, jaka była w tej powieści: brutalna tragedia, która dosięgnęła pewnej rodziny, widziana oczami trzynastolatka, który utrzymuje swoją narrację na surowym, ale bardzo emocjonalnie racjonalnym poziomie.

Do samego końca.

Bardzo dobrze się to samo przeczytało: opowieść późnego dzieciństwa, która wyrywa z butów beztroski i wrzuca w szaleńczy i pełen odpowiedzialności wir dorosłości, z którą nawet dorośli sobie nie radzą.

Klimat powieści dość mocno przypominał mi przerewelacyjną historię Jasper Jones, tylko tutaj było trochę mniej duszy dzieciństwa, a więcej dojrzałości.

Polecam! Byłaby świetna ekranizacja /a gdzieś tam z tyłu głowy przypominała mi się atmosfera Cold Creek Manor, chociaż nie wiem, dlaczego.../


MOJA OCENA: 7/10


PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

Gdy zawodzi prawo, młody człowiek sam szuka sprawiedliwości.

Wiosną 1988 roku na terenie rezerwatu w Dakocie Północnej dochodzi do napaści na kobietę. Straumatyzowana i zastraszona ofiara, Geraldine Coutts – matka trzynastoletniego Joego – nie chce opowiadać o zdarzeniu ani policji, ani rodzinie, i całkowicie zamyka się w sobie. Życie Joego w ciągu jednego dnia zmienia się nie do poznania – coraz bardziej osamotniony chłopiec zostaje rzucony w świat dorosłych, na który nie jest gotowy. Podczas gdy jego ojciec, sędzia plemienny, stara się wymierzyć sprawiedliwość, Joe z pomocą przyjaciół usiłuje na własną rękę odkryć prawdę, a swoje poszukiwania zaczyna od Okrągłego Domu – świętej przestrzeni Odżibwejów.

"Okrągły Dom" to poruszająca historia o dojrzewaniu, tajemnicach i sile rodziny, a także o historii i kulturze plemienia Odżibwejów – mistrzowskie połączenie powieści obyczajowej, kryminału i bildungsroman.


Płynie niebem zieleń Artur Marciniszyn

Płynie niebem zieleń Artur Marciniszyn

"Zło rodzi zło. Zaraża tych pozornie dobrych. Infekuje ich z łatwością. To potężny wirus, na który nie ma szczepionki."


Bardzo samoświadome preludium naszych czasów.

Tak się zapowiadało.

"Zabrakło nam miłości. Zabił ją nasz egoizm. Nie myśleliśmy o naszych dzieciach i ich dzieciach. Liczyło się tylko tu i teraz. Zrównaliśmy z ziemią lasy wraz z ich mieszkańcami. Zrobiliśmy z ogrodów pustynię. Obróciliśmy w popiół to, co dała nam ziemia. Zatruliśmy wodę i powietrze. Usychaliśmy i dusiliśmy się. Zbiorowe samobójstwo trwające przez całe pokolenia. Upadliśmy i już się nie podnieśliśmy. Nie trzeba było żadnych obcych cywilizacji, żadnych przybyszów z kosmosu, żeby nasz świat uległ unicestwieniu. Doskonale poradziliśmy sobie sami."

Post apo. Rozważania na krancu ziemi. Antarktyda i ostatni człowiek w obliczu Armagedonu. 

"To miejsce ma oczy. Widzi moją bezsilność. Ma uszy. Słyszy moją rozpacz. Ma nos.  Czuje mój strach. Ma szpony. Przykuło mnie lodowymi łańcuchami do białego ołtarza i składa mnie w ofierze duchom, które czekają na zewnątrz."

Cisza, spokój, ostateczność, filozoficzno-egzystencjalne, bardzo trafne i w punkt swoją drogą rozważania na temat samozagłady, napisane dojrzałą prozą.

Czy tak naprawdę o to chodzi w tym właściwie opowiadaniu?

"Najpierw przestaliśmy wychowywać przyszłość, potem przestaliśmy jej pragnąć."

Nie do końca. A szkoda.

Bardzo klimatycznie i dojrzale się zapowiadała ta opowieść, która potem pokazała swoje prawdziwe oblicze i straciłą nieco uroku, dla mnie. Szkoda, że do końca nie pokazała tego, co obiecywała, ale i tak było bardzo dobrze.

Ten, kto czytał powieść Nim pożrą nas ćmy, będzie zadowolony z bliźniaczej lektury.

"... są miejsca na tym niesprawiedliwym świecie, gdzie trudno nie być złym. Miejsca, w których nienawiść jest religią."


MOJA OCENA: 7/10

PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

Jest rok 2045. Na końcu świata, w opuszczonej stacji badawczej na Antarktydzie, ostatni człowiek zapisuje swój pożegnalny list.

Leonard Gral - kryminolog, podróżnik, świadek upadku cywilizacji - mierzy się z samotnością, szaleństwem i własną przeszłością.

Czy naprawdę uciekł przed złem świata, czy zabrał je ze sobą?

„Płynie niebem zieleń” to hipnotyzująca opowieść o granicach ludzkiej psychiki, winie, stracie i nadziei, która nie chce umrzeć nawet w obliczu końca wszystkiego.


Autor: Sabina Bauman - klik zdjęcie
Copyright © 2014 Mniej niż 0 - Mini Recenzje , Blogger