"A DZIŚ ŻEM SE CZYTŁA/LUKŁA..."

CZYTAJ ZA DARMO!

Statystyki

SZUKAŁKA

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą egzorcyzmy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą egzorcyzmy. Pokaż wszystkie posty
Egzorcysta papieża film 2023

Egzorcysta papieża film 2023

Nie wiem, dlaczego ten film jest tak krytykowany.

Może dlatego, że to niezbyt straszny pseudo horror?

Ale może właśnie o to chodziło?

Amorth istniał naprawdę, jego książki są naprawdę, NAPRAWDĘ dobre, ale nie są pisane dla rozrywki, nie są fikcją, polecam i odsyłam TU.

Jeśli chodzi o film - oglądało się to raczej jak Skarb Narodów albo mroczne fantasy w stylu Constantine, miało swój urok. Uroczy obcy akcent Russella i jego zabawna kreacja mnie kupiła, drażniła mnie całe trójka rodziny dotkniętej opętaniem, kreacje sztuczne, zabawne i kompletnie bez charyzmy, nie wiem, czy dziecko by się przestraszyło, ale jak wspomniałam na początku - może nie musiało.

Generalnie uważam, że nie był to stracony czas, klimat zamku mega.

MOJA OCENA: 6/10


ZOBACZ TRAILER!

TU

***

Ojciec Gabriele Amorth, naczelny egzorcysta Stolicy Apostolskiej, prowadzi śledztwo w sprawie opętania dziecka i odkrywa spisek, który Watykan próbował utrzymać w tajemnicy. 


Evil serial 2019

Evil serial 2019

Dopiero niedawno odkryłam ten serial Paramount+ i przepadłam na troszkę.

Najbardziej podoba mi się tu nieoczywistość, połączona z chwilkami lekką formułą, co dodatkowo potęguje wrażenie grozy wtedy, kiedy trzeba. 

Świetna atmosfera, dużo nowych spraw i te stare, które ciągną się do zaskakującego końca?

Bardzo polecam nie tylko miłośnikom nawiedzeń, horroru i grozy, ale także pasjonatom spraw prawie kryminalnych, miłe zaskoczenie. 

Czwarty sezon jesień 2023...


MOJA OCENA: 7/10

ZOBACZ TRAILER!

TU

***

Sceptyczna psycholożka Kristen Bouchard (Katja Herbers) we współpracy z klerykiem Davidem Acostą (Mike Colter) oraz budowlańcem Benem Shakirem (Aasif Mandvi) starają się badać przypadki opętań przez demony oraz inne niewyjaśnione zjawiska. Ich zadaniem jest ocenić, czy zachodzące sytuacje mają proste i racjonalne wytłumaczenie, czy jednak jest w nich coś nadprzyrodzonego.

Egzorcysta. Historia prawdziwa Troy Taylor

Egzorcysta. Historia prawdziwa Troy Taylor

"A jeśli podczas lektury nie zapalicie wszystkich świateł w domu, to nie wiem, co mogłoby was do tego skłonić."

Świetny fabularyzowany reportaż dotyczący głośnego opętania, które posłużyło do nakręcenia jeszcze słynniejszego filmu Egzorcysta i powstania powieści Blatty'ego o tym samym tytule.

Choć już bardziej tematycznie bliżysza jest ekranizacja z Timothy Daltonem - Opętany.

Ta historia o wiele bardziej szczegółowo jest przedstawiona w historii Thomasa B. Allena: Opętany. Prawdziwa historia pewnego egzorcyzmu.

Tutaj też jest nieźle, a nawet bardzo dobrze! Prawdziwa historia jest poprzedzona kilkoma słynnymi innymi opętaniami, o których czyta się z dość dużym strachem i niedowierzaniem, ale najlepsza (z racji tego, że znałam już wcześniej całą historię) dla mnie była końcówka i doświadczenie samego autora, który prawie non stop przez cały czas trwania opowieści przekonywał czytelnika, że tak naprawdę nie wiadomo tak naprawdę, czy to, co się wydarzyło to opętania...

No takie podejście rozkłada mnie na łopatki: ludzie latają pod sufitami, a wszyscy mówią, że to choroba psychiczna...

Także sam autor przekonał się, jak to jest: "Nigdy nie twierdziłem, że posiadam jakieś zdolności parapsychiczne. W rzeczywistości z upodobaniem mówię ludziom, że pod tym względem "mam wrażliwość kamienia". Jednak tego dnia i w tym miejscu ogarnął mnie taki strach, jakiego nigdy wcześniej nie doświadczyłem. To było zimne, obrzydliwe, prawie elektryczne uczucie, które zalało mnie jak fala. Nie wiem, skąd się to wzięło, ale mogłem to wyczuć - i zobaczyć."

Sam na końcu stwierdza: "Nadal nie mam jednoznacznej opinii na temat prawdziwości tego opętania, ale nie mogę oprzeć się wrażeniu, że na świecie istnieje prawdziwe zło i że czasami zostają po nim fizyczne pozostałości."

Serio?

Bardzo dobra, mocna lektura, ciekawie napisana i przedstawiona, ze zdruzgotanym sceptycyzmem na końcówce. 

POLECAM!


MOJA OCENA: 8/10

PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

Gdyby nie sprawa Rolanda Doe, nie powstałby najgłośniejszy horror wszech czasów – Egzorcysta. Najsłynniejszy przypadek opętania w historii Ameryki miał miejsce w St. Louis w 1949 roku i do dziś owiany jest tajemnicą.
Stworzona na kanwie wydarzeń w St. Louis powieść Williama Petera Blatty’ego i jej ekranizacja były fikcją. Natomiast Taylor wchodzi w głąb prawdy o tym, co wydarzyło się w 1949 roku. Śledzi kolejne kroki podejmowane przez rodzinę Robbiego zmagającą się z demonem. Opisuje trudną podróż do St. Louis, niesamowite zjawiska towarzyszące opętaniu i ostateczną walkę stoczoną przez egzorcystę.
Badając tę sprawę przez ponad dekadę, autor wnikliwie przeanalizował dostępne informacje i dokumenty, odwiedził miejsca zdarzeń, dotarł i rozmawiał z wciąż żyjącymi, ostatnimi świadkami. Opisując ją, nie narzuca własnej interpretacji faktów i pozostawia czytelnikowi swobodę oceny. Sam nie wątpi jednak, że te przerażające zdarzenia wywarły niezatarte piętno na osobowości wszystkich ich uczestników. Zapewne pozostawią także ślad w świadomości każdego, kto przeczyta tę książkę.


AUTOR

Egzorcyzmy dnia siódmego film (2021)

Egzorcyzmy dnia siódmego film (2021)

Bardzo fajnie się to oglądało. Nie było strasznie (troszkę klimatem i lekkim podejściem kojarzyło mi się z Constantine), to taka raczej obyczajówka z elementami grozy (xd).

Można obejrzeć, nawet wieczorem i w samotności. Co by o tym filmie nie powiedzieć, miał swój klimat.


MOJA OCENA: 6/10

ZOBACZ TRAILER!

TU

***

Znany egzorcysta rozpoczyna szkolenie początkującego księdza. Gdy zanurzają się głębiej w piekło na ziemi, granica między dobrem a złem zaciera się i wyłaniają się ich własne demony.

TRAILER



Znękany. Przypadek Maurice’a Theriaulta Ed Warren, Lorraine Warren

Znękany. Przypadek Maurice’a Theriaulta Ed Warren, Lorraine Warren

"Opętanie i egzorcyzmy same w sobie nie są jakimiś fantazjami, kwestią zwykłego zainteresowania, poza tym, co dziwne i przerażające [...] Są namacalnym wyrazem rzeczywistości, która dotyczy codziennego życia zwykłych ludzi."


Ta historia była bardzo klimatyczna i właściwie już przedstawienie życia głównego bohatera było horrorem, bez żadnych ingerencji demona... 

No ale przecież jednak była ta ingerencja, prawda?

No i jest tu parę scen, które wywołują ciarki na plecach i gdyby ktoś pokusiłby się o ekranizację, byłoby dość przerażająco...

Polecam, jest troszkę chaotyczności, ale to jedna z lepszych części tej serii.


MOJA OCENA: 7/10

PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

“Szokujący, dogłębnie przebadany przypadek opętania przez demony!

Maurice Theriault miał trudne dzieciństwo. Ciężko pracował na farmie agresywnego i niechętnego mu ojca. Zdarzało się, że umęczony chłopak błagał w duchu o pomoc samego szatana…

Z czasem Theriault zaczął dostrzegać zachodzące w nim zmiany. Stał się niebywale silny i posiadł nagle wiedzę, której nigdy nie przyswajał. Kiedy przejął farmę ojca w Nowej Anglii, nastąpiły zjawiska o wiele bardziej przerażające. Między innymi samoistnie krwawił, potrafił pojawić się w kilku miejscach naraz, a w domu z niewytłumaczalnych przyczyn zaczęły wybuchać pożary.

Mając świadomość, że dzieje się coś złego, Maurice zwrócił się o pomoc do Eda i Lorraine Warrenów – autorytetów w dziedzinie demonologii, którzy bardzo szybko zorientowali się, że został opętany przez siły nieczyste. Do pomocy w nierównej walce ze złem sprowadzili uznanego egzorcystę Roberta McKennę.

Znękany. Przypadek Maurice’a Theriaulta to książka przerażająco prawdziwa, ukazująca w szczegółach ingerencję demonów w ludzki umysł i ciało.

Postać Thieraulta pojawiła się w kasowych produkcjach kinowych: Obecność oraz Zakonnica.”

Seria Ed & Lorraine Warren (tom 6)





FILM



AUTOR


Opętany: Prawdziwa historia pewnego egzorcyzmu Thomas B. Allen

Opętany: Prawdziwa historia pewnego egzorcyzmu Thomas B. Allen

"Wokół drewnianego parterowego domu z poddaszem, który Mannheimowie mieli w Mount Rainier, satelickim mieście Waszyngtonu, zaczęły skupiać się potężne siły. Można by je nazwać psychicznymi, chociaż jest to zbyt łagodne określenie na przytłaczającą grozę tego, co miało się wydarzyć. Inni nazwą je może siłami diabelskimi, nadnaturalnymi lub paranormalnymi. Bez względu na ich pochodzenie umysłem Robbiego, a zapewne i duszą, miało zawładnąć coś charakteryzującego się olbrzymią mocą."

Chyba jedna z najbardziiej szczegółowych relacji z opętania, praktycznie przedstawiony cały egzorcyzm, łącznie z tekstami, przetłumaczonymi z łaciny. 

Fabularyzowana bardzo szczegółowa relacja, przez co świetnie się to czytało. Nie było za dużo emocji, tylko suche fakty, co pogłębiało realizm tej historii trzynastoletniego chłopca, występującego tu pod pseudonimem Robbie Manheim, który poprzez tabliczkę quija przywołał do swojego domu i duszy coś złego i przeszedł rytuał serii egzorcyzmów w 1949 roku.

"Bez względu na to, co (...) wcześniej wiedział o parapsychhologii, bez względu na to, które ze stosunkowo nieszkodliwych opowieści o poltergeistach słyszał, po tej strasznej lutowej nocy uwierzył, że był świadkiem obecności jakiejś kolosalnej mocy. Nie miało znaczenia, czy była to halucynacja, gwałtowny przejaw sił nadnaturalnych, dowód na zjawisko parapsychologiczne czy erupcja z jakiejś szczeliny psychicznej w głębi osobowości Robbiego. Chłopiec niewyobrażalnie cierpiał. Niemy i obojętny Robbie wydawał się pogrążać coraz bardziej w czymś, czego (...) nie potrafił zgłębić."

Autor odnalazł jedynego ocalałego egzorcystę z całej grupy, ojca Waltera Hallorana i na podstawie jego wspomnień, kopii dziennika prowadzonego przez lidera grupy egzorcystów, księdza Williama S. Bowderna oraz dziennikam księdza Raymonda J. Bishopa, spisał tą historię.

Główna historia jest wzbogacana przerażającymi przykładami innych opętań.

"Uważam za prawie niemożliwe wyjaśnienie tego, co dzieje się ze mną w owym czasie, w jaki sposób ten obcy duch jednoczy się z moim, nie pozbawiając mnie świadomości ani wewnętrznej wolności, a jednak tworząc drugie "ja", jakbym miał dwie dusze... Czuję się tak, jakby przeszyła mnie rozpacz tej obcej duszy, która wydaje się moja... Czuję nawet, że krzyki, które się ze mnie dobywają, pochodzą z obu dusz jednocześnie; i trudno mi określić, czy są one wytworem radości, czy szaleństwa." - relacja księdza, który podczas egzorcyzmu zaproponował demonowi przejście z ofiary na niego - demony dręczyły go przez 25 lat.

Na jej podstawie powstała słynna powieść Egzorcysta wraz z licznymi jej ekranizacjami oraz film z Timothy Daltonem

Polecam, świetna i porażająca lektura! Do zdobycia na Allegro za grosze.

"Gdyby diabeł mógł robić wszystko, co chce (...) to nie pozostałaby ani jedna żywa ludzka istota na ziemi."

MOJA OCENA: 9/10

PRZECZYTAJ FRAGMENT!

BRAK

***

Niemal każdy oglądał głośny film Willama Freidkina „Egzorcysta” na podstawie książki Willama Blatty’ego - jednej z kilku najlepiej sprzedających się książek w historii USA. Mało kto jednak zna historię powstania tych dzieł.
W swojej głośnej książce William Blatty sfabularyzował (nieco zmieniając szczegóły) historię, o której przeczytał w 1949 roku w „Washington Post”, jeszcze jako student uniwersytetu w Georgetown. Gazeta opisywała przypadek pewnego chłopca, który znalazł się we władzy Szatana i którego uratowano za pomocą egzorcyzmów.
Ta ponura historia, rodem ze średniowiecza, acz rozgrywająca się współcześnie w jak najbardziej cywilizowanym kraju, intrygowała wielu badaczy. Potrzeba było jednak czterdziestu lat, by dowody ujrzały światło dzienne.
Thomas B. Allen, autor głośnych książek z dziedziny literatury faktu, wszedł w posiadanie dziennika, przez czterdzieści lat ukrywanego przez jezuitę. Dowody jakie w nim znalazł, skłoniły go, by odszukać wszystkich żyjących świadków tamtej historii - egzorcyzmu odprawianego przez kilka miesięcy najpierw w Maryland, a potem w St. Louis. Egzorcyzmu, którego powodzenie wymagało współpracy luterańskiego pastora, katolickiego księdza i całego sztabu jezuitów. Książka jest wstrząsającym opisem tej historii - jednego z najdziwniejszych zdarzeń naszego wieku.


EKRANIZACJA


TRAILER


EKRANIZACJA

TRAILER









AUTOR


Udręczeni. Historia prawdziwa Ray Garton, Ed Warren i inni...

Udręczeni. Historia prawdziwa Ray Garton, Ed Warren i inni...

"Demony czekają na zaproszenie do wejścia, ale nie zawsze chcą się wynieść, gdy się im każe..."

Dosyć mocna część, aczkolwiek bardzo drażniąca, ze względu na rodziców.

Szczególnie ojciec, pseudo głowa rodziny, był mega drażniący.

Cała sprawa przedstawiona też jakby tak po łebkach: 3/4 książki to dość monotonna relacja, a potem wszystko opisane na paru kartkach. 

Jednakże.

Dość przerażające i creepy rzeczy się tam działy, chyba jedna z najbardziej wstrząsającyh. 

I nie jest do końca wyjaśnione, co sie działo dalej z tym domem - tu już śledztwo trzeba prowadzić na własną rękę.

MOJA OCENA: 7/10

PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

NAJBARDZIEJ PRZERAŻAJĄCA SPRAWA EDA I LORRAINE WARRENÓW!
Wkrótce po przeprowadzce do nowego domu w Connecticut, Snedekerowie zaczynają doświadczać ataków ze strony bluźnierczej siły, a wszelkie próby wypędzenia jej nie przynoszą rezultatów. Jedyną szansę upatrują w światowej sławy demonologach – Edzie i Lorraine Warrenach, którzy postanawiają pomóc. Jednak nawet oni mają problem z pozbyciem się upiornej obecności. Przy okazji otwarcie przyznają, że nigdy wcześniej nie zetknęli się ze sprawą tak przerażającego nawiedzenia…
Udręczona rodzina nie miała pojęcia, że jej nowy dom był niegdyś zakładem pogrzebowym i że koszmar z niewytłumaczalnymi zjawiskami dopiero się zaczyna. To, co z początku rysowało się jako działanie poltergeista, szybko okazało się prawdziwą wojną z najmroczniejszymi siłami zła. Wojną, na przegranie której Snedekerowie nie mogli sobie pozwolić.
Na podstawie niniejszej sprawy nawiedzonego domu nakręcono film pt. The Haunting in Connecticut (polski tytuł: Udręczeni).



EKRANIZACJA


TRAILER


DOM


RODZINA






AUTOR





Egzorcyzmy Anneliese Michel Felicitas Goodman

Egzorcyzmy Anneliese Michel Felicitas Goodman

"Cokolwiek mówiliby niektórzy powierzchownie myślący teologowie, diabeł jest dla wiary chrześcijańskiej tajemniczą, ale rzeczywistą, osobową, a nie symboliczną realnością. Co więcej, jest on realnością władczą złowrogą wolnością przeciwstawiającą się Bogu i panującą nad ludźmi, o czym poucza nas historia ludzkości - ten ogrom powtarzających się nieszczęść, których nie sposób wytłumaczyć działalnością wyłącznie człowieka. Sam. człowiek nie ma dość siły, by stawić opór szatanowi. Ale zjednoczeni w Jezusie mamy pewność, że go zwyciężymy."

Wrzucam świetną okładkę wznowienia (wydawnictwo Replika, premiera dwudziestego siódmego października) tej wstrząsającej historii na zachętę, dla tych, którzy jeszcze nie zetknęli z tą lekturą.

Lekturą wartą przeczytania, pomimo sporej dawki teologii i naukowego spojrzenia na sprawę. Lektura surowa, szokująca, przerażająca i przygnębiająca. Lektura, której autorka, człowiek nauki, przekonuje nas (i siebie) do faktu, że opętania istnieją naprawdę.

MOJA OCENA: 8/10


PRZECZYTAJ FRAGMENT!

Wprowadzenie

1 lipca 1976 roku w małym frankońskim miasteczku Klingenberg, w nowoczesnym dwupiętrowym domu przy ulicy Mittlerer Weg zmarła studentka pedagogiki Anneliese Michel. Lekarz, którego ojciec Anneliese prosił o wystawienie aktu zgonu, odmówił tego. Podejrzewał, że śmierć nie była spowodowana przyczynami naturalnymi. Dziewczyna miała bowiem obrażenia na twarzy oraz na kończynach i była strasznie wychudzona. Ksiądz, który tego samego dnia zadzwonił do Prokuratury w Aschaffenburgu, mówił o opętaniu demonicznym i egzorcyzmie. Wkrótce znane były także inne szczegóły: lekarze stwierdzili u Anneliese epilepsję, jej rodzice byli jednak przekonani, że jest ona dręczona przez złe duchy. Na jej prośby i za oficjalnym pozwoleniem biskupa Würzburga, doktora Josefa Stangla, dwaj kapłani podjęli się uwolnienia jej z opętania poprzez rytuał egzorcyzmu. Całymi miesiącami, aż do jej śmierci, przeprowadzano daremne próby. Twierdzi się, że pomimo widocznego osłabienia jej sił fizycznych zaniedbano sprowadzenia do niej pomocy lekarskiej, a to mogło uratować jej życie. Zamiast tego zmarła wskutek zagłodzenia.
Dzięki doniesieniom rozmaitych agencji informacyjnych przypadek ten stał się natychmiast sensacją dnia. Amerykański film „Egzorcysta” pokazywany był przecież także w Niemczech. Poza tym, przynajmniej społeczność katolicka zaznajomiona była z debatą, która rozgorzała na temat tez teologa z Tybingi, prof. Herberta Haaga. Czy diabeł był faktycznie tylko symbolicznym przedstawieniem pojęcia zła samego w sobie, czy też złe moce istniały obiektywnie? Z obydwu stron słychać było ożywione komentarze. Zrozumiałe jest więc, że na tak przygotowanym gruncie przypadek Klingenberg wywołał głębokie poruszenie. Wobec faktu, że młoda dziewczyna zmarła podczas egzorcyzmu, trudno było usłyszeć nieliczne głosy przeciwne. Zarzucano, że Kościół Katolicki odwrócił się od wolnego od przesądów nowoczesnego światopoglądu i dał miejsce diabłu i jego rogowatej hołocie, jak gdyby byli oni istotami wcielonymi. W ukryciu przeprowadzano rzekomo magiczne ryty z okresu mrocznego średniowiecza, Kościół rozpostarł swój jedwabny płaszcz nad niecnymi procederami, których wynikiem była śmierć niewinnego, młodego człowieka. Ludzie żądni sensacji nic na tym nie stracili.
Przypadek ten poruszył tak wiele kwestii z życia wiary, że sprawa nie ucichła również w następnych miesiącach. W sierpniu 1976 roku, prawie dwa miesiące po śmierci Anneliese, Radio Bawarskie poinformowało, że zdarzenie to nadal zajmuje opinię publiczną. Pojęcie „egzorcyzm” nie było znane ani „pośród wierzącego ludu”, ani powszechnie, ponieważ w tym stuleciu zezwolenia na egzorcyzm udzielono tylko w nielicznych przypadkach. Dopiero wskutek śmierci studentki Anneliese Michel podczas egzorcyzmu, na nowo podjęto ten temat. Reporter stwierdził, że wydaje się, iż przy łóżku chorej „praktykowano nie tylko modlitwy przeciwko Złemu, lecz z wczesnośredniowieczną gorliwością próbowano pewnego rodzaju magicznego wypędzania demonów”. A przecież kapłani nie są magami. Katoliccy biskupi postąpiliby lepiej, gdyby poszli za przykładem biskupa Essen, który zapytany: „Czy w Essen w tym stuleciu zezwolono na jakiś egzorcyzm?”, odpowiedział: „Nie wyrażono zgody na żaden i także w przyszłości nie będzie na to zgody. Wiara chrześcijańska jest zbyt wielkim dobrem. Trzeba jej strzec przed każdym zabobonem”.
Dokładnie na tydzień przed tą audycją, o czym Radio Bawarskie prawdopodobnie nie wiedziało, siła tego „przesądu” ujawniła się trafnie na pewnym przykładzie. Mieszkaniec Gminy Bretzingen, niedaleko Klingenbergu, zadzwonił do Sądu Rejonowego w Aschaffenburgu. Nie chciał podać swojego nazwiska, ale poinformował, że katolicki ksiądz Hermann Heim w różnych gospodach, ostatnio w gospodzie „Pod Rumakiem”, odtwarza taśmy nagrane prawdopodobnie podczas egzorcyzmów w Klingenbergu. Krzyki i bezeceństwa demonów wywołały wśród obywateli gminy duże zdenerwowanie. Czy nie można coś na to poradzić? Prokurator Wagner zarządził w związku z tym zajęcie taśm magnetofonowych. Polecił także zrewidować księdza oraz przeszukać jego mieszkanie i rzeczy osobiste. Wstrząśnięty niezwykłą bezwzględnością reakcji prokuratora i nienawiścią opinii publicznej Biskup Würzburga zdystansował się wobec tego, co reporter Radia Bawarskiego nazwał „elementami prymitywnej kultury”. Ale było już za późno. Wnoszono przeciwko niemu skargi ze wszystkich rejonów Niemiec: z Monachium, Norymbergii, Ludwigshafen, Remscheid, Karlstadt i z innych miejscowości. Większość oskarżycieli była adwokatami.
Po przeciągającym się i gruntownym śledztwie rodzice Anneliese i obaj kapłani egzorcyści zostali 13 lipca oskarżeni o spowodowanie śmierci Anneliese. Proces odbył się na wiosnę 1978 roku przed Sądem Krajowym w Aschaffenburgu. Prasa prześcigała się w sensacyjnych informacjach i komentarzach. W nagłówkach określano Bawarię jako Land, „gdzie wyją demony”. „Ten proceder trzeba wykorzenić”, takie było powszechnie podnoszone żądanie. Rodzice i księża muszą odczuć całą surowość prawa! Część winy spada także na biskupa Stangla, jest on współodpowiedzialny za śmierć dziewczyny! Oskarżenia przeciwko biskupowi zaniechano wprawdzie już latem, jednakże gwałtowne ataki uczyniły swoje. Biskup Stangl zachorował i musiał zrezygnować ze swego urzędu. Jego bliscy współpracownicy upatrywali przyczyny choroby w zgryzocie, którą przyniósł mu przypadek Klingenberg. Rozchorował się, przestał mówić i zmarł 8 kwietnia 1979 roku, nie powróciwszy już do zdrowia.
Wymierzona czworgu oskarżonym kara, która dalece przewyższała tę, jakiej żądali oskarżyciele, zaskoczyła nawet tych, którzy najgłośniej grzmieli przeciwko „ciemnym przesądom dotyczącym demonów”. Częściowo z tego powodu, ale również i dlatego, że chodziło tutaj w sposób oczywisty o zasadnicze kwestie religijne. Dyskusja o przypadku Klingenberg aż do dzisiejszego dnia nadal jeszcze nie przebrzmiała, mimo że minęły prawie dwa lata od ogłoszenia wyroku. Szczególnie palącymi okazują się nadal kwestie religijne. W tym kontekście cytowany jest często Papież Paweł VI, który podczas audiencji generalnej 15 listopada 1972 roku między innymi powiedział: „Grzech sam z siebie daje mrocznemu, wrogiemu sprawcy okazję do skutecznego wtargnięcia w nas i w nasz świat... Ten, kto neguje istnienie tej rzeczywistości, stawia się poza nauką biblijną oraz nauką Kościoła”. W styczniu 1979 roku katolicki reporter Leo Waltermann roztrząsał ten dylemat Kościoła Katolickiego w audycji Radia Zachodnioniemieckiego. Utrzymywał, że Kościół znajduje się pomiędzy bezsensowną wiarą w szatana a odnoszącymi się do niego tradycyjnymi artykułami wiary.
Było widoczne, że podczas tej gorącej dyskusji zapomniano o skromnym, ale głównym bohaterze tego dramatu, młodej dziewczynie, która straciła życie. Psychiatrzy poradzili sobie z tym problemem, diagnozując ją jako chorą psychicznie. Sąd zemścił się za jej śmierć. Cóż można było jeszcze powiedzieć?
Jednak ja ze swej strony byłam zdania, że - niestety - na pierwszy plan należało tu wysunąć dużo więcej spraw niż te, na które zwróciłam uwagę, czytając o tym po raz pierwszy w amerykańskim tygodniku „Newsweek”, z 23 sierpnia 1976 roku. W artykule pt. „Egzorcysta” krótko poinformowano, że w Niemczech podczas egzorcyzmu zmarła 23-letnia epileptyczka Anneliese Michel. Istnieją taśmy magnetofonowe z nagraniami egzorcyzmów, pełne „dzikich krzyków i plugawych wyzwisk”, rzekomo wypowiedzi jej demonów, a wśród nich Lucyfera, Judasza, Nerona, Hitlera i innych sławnych postaci. Rodzice dziewczyny i obydwaj księża zaakceptowali diagnozę opętania demonicznego. „Jednakże inni, liberalni katolicy - kontynuował tygodnik - zwrócili się przeciwko temu. «Opętanie jest zagadnieniem wiary, a nie faktem doświadczalnym» - powiedział teolog Ernst Veth, nauczyciel Anneliese Michel na Uniwersytecie w Würzburgu. - Powinni byli poradzić się lekarza»”.
W tym opisie występują trzy elementy, które wzbudziły moje natychmiastowe zainteresowanie. Chciałabym tu wyjaśnić, że z zawodu jestem antropologiem i to w takim znaczeniu tego słowa, w jakim używa się go w Stanach Zjednoczonych. W Ameryce termin antropologia służy do określenia nauki zajmującej się człowiekiem nie tylko w kontekście jego natury i pochodzenia, lecz także w kontekście społecznym i kulturowym. Interesujemy się więc zarówno biologicznymi, jak i społecznymi oraz kulturowymi zasadami ludzkiego zachowania. Zatem w amerykańskim uzusie językowym antropologia jest bardzo szeroką dziedziną, w ramach której ja zajmuję się głównie transkulturową psychologią religii. W związku z tym uderzyło mnie najpierw to, że w artykule z „Newsweeka” napomknięto o związku pomiędzy epilepsją a oczywistym przeżyciem religijnym. Z wczesnej literatury antropologicznej było mi wiadomo, że obserwatorzy z zachodniego kręgu kulturowego nieraz informowali o tym, iż podczas rytów religijnych całe plemiona doznawały „napadów epileptycznych”. Prawdopodobnie ci, którzy obserwowali kultury pozaeuropejskie zakładali, że jest możliwe, aby cała ludność w pewnym sensie na komendę doznała dużego napadu padaczkowego po to, by w jego trakcie wykonywać skomplikowaną rytualną dramaturgię. Założenie było oczywiście bezsensowne. Może w przypadku Anneliese chodziło także o takie błędne wnioskowanie? Drugi punkt odnosił się do rzekomego opętania przez złe duchy. W przeciwieństwie do tego, co stwierdził wobec reporterów Ernst Veth, opętanie jest właśnie faktem doświadczalnym, to znaczy czymś, o czym jako o doświadczeniu informują miliony ludzi na całym świecie. Podczas mojego badania w terenie77 kościołów apostolskich, tzn. zborów zielonoświątkowych w Stanach Zjednoczonych i Meksyku, jak również Indian z rolniczego plemienia Majów w Yukatanie (Meksyk) widziałam wielu ludzi, którzy w obrębie własnego systemu wiary doświadczyli wtargnięcia obcej istoty, która według ich odczucia pochodziła z owej innej rzeczywistości, a którą znany także w Niemczech amerykański antropolog Carlos Castaneda nazywa nadzwyczajną albo „odseparowaną”. Jedni byli, zgodnie z ich doświadczeniem, napełnieni Duchem Świętym, inni opętani przez diabła. Powszechnie wiadomo również, że na przykład katoliccy charyzmatycy w Stanach Zjednoczonych odprawiają „nabożeństwa z modlitwą o uwolnienie”, aby uwolnić się od demonicznego opętania. Przypominam sobie także mojego kolegę z Uniwersytetu w Ohio, który opowiadał mi o egzorcyzmach w zborze luterańskim, do którego należał. „Musiałaby Pani kiedyś posłuchać, jak demony jęczą, ponieważ nie chcą opuścić swojej ofiary - powiedział najwidoczniej wstrząśnięty - i jakie mówią plugastwa!”
Po trzecie, w artykule z „Newsweeka” wspomniano o taśmach, które zostały nagrane podczas egzorcyzmów. Było to dla mnie szczególnie ważne, ponieważ w czasie mojej dziesięcioletniej pracy dokładnie zbadałam wzorce językowe występujące podczas doświadczenia bycia opętanym. Przeanalizowałam zebrane nie tylko przeze mnie taśmy z mówiącymi w języku angielskim, hiszpańskim i w języku Majów, ale także materiał z Brazylii, z Półwyspu Malajskiego, z Borneo i Środkowej Afryki. Odkryłam przy tym, że sposób mówienia wszystkich tych opętanych, niezależnie od języka ojczystego, wykazywał pewne wysoce charakterystyczne, wspólne cechy. Pojawiło się więc pytanie: czy niemieckie taśmy posiadały te same ważne dla diagnozy cechy? Chętnie ustaliłabym to, ale czekały na mnie inne zadania zawodowe.
Wiosną 1978 roku pewien program telewizyjny zupełnie nieoczekiwanie przypomniał mi o przypadku Anneliese Michel. Widocznie toczyło się śledztwo, które doprowadziło do rozprawy sądowej. Czworgu oskarżonym, a mianowicie rodzicom Anneliese i obydwu księżom, postawiono zarzut nieumyślnego spowodowania śmierci i skazano ich na karę pozbawienia wolności oraz zasądzono pokrycie kosztów. Dla mnie było to zupełnie nieoczekiwane zakończenie. Czy faktycznie posiadano wystarczające dowody, aby wydać taki wyrok? Spośród opętanych, których znałam, albo o których informuje literatura, nie było nikogo, kto by umarł wskutek egzorcyzmu. Czy z Anneliese Michel wydarzyło się coś innego?
Napisałam do mojej siostrzenicy, która jest młodym adwokatem w Niemczech, i poprosiłam ją o dodatkowe informacje. Artykuły z gazet dotyczące postępowania sądowego, które mi przysłała, upewniły mnie, że opłacałoby się zbadać bliżej ten przypadek. Na podstawie informacji prasowych wydawało się oczywiste, że rodzice nie zrobili nic innego, jak tylko zastosowali się do życzeń swojej córki. Anneliese uznała, że jest dręczona [belästigen] przez demony, a rodzice jako wierzący katolicy poprosili o pomoc księży. Na podstawie zezwolenia swojego biskupa duchowni podjęli się pomocy. Pomimo tych faktów nie tylko zostali skazani przez Sąd, ale też z powodu swojej wiary w istnienie opętania zostali ośmieszeni, wyszydzeni i potępieni przez opinię publiczną. Wydaje się także, iż Sąd nie skonsultował się z żadnym psychiatrą, który byłby obeznany z opętaniem, na przykład z profesorem Wolfgangiem Pfeifferem z Uniwersytetu Westfalskiego. W swoim dziele o psychiatrii transkulturowej naukowiec ten nazywa opętanie „ludzkim praprzeżyciem” [menschliches Urerlebnis]. Zamiast tego doszli do głosu tylko biegli, których specjalizacją nie była psychiatria transkulturowa, lecz tylko kliniczna. Godnym pożałowania rezultatem specjalizacji zawodowej było to, że w ogóle nie wiedzieli oni, iż miliony ludzi na całym świecie jest regularnie „opętanych” w obrębie ich własnego rytuału religijnego. Już sama wiara, tzn. opowiadanie się za prawdą opętania, wydawało się tym ekspertom podejrzane. A jeśli ktoś jeszcze twierdził, że to przeżył, nie mieli już żadnej wątpliwości: to było bezwzględnie psychotyczne, to był obłęd. Oprócz tego, w Sądzie wszyscy byli w sposób oczywisty pod tak ogromnym wrażeniem przekonująco wypowiadanych i opatrzonych klauzulami argumentów uczonych, że nikt się nie odważył krytycznie ocenić ich wypowiedzi albo porównać ich ze sobą. Gdyby to uczyniono, bez cienia wątpliwości okazałoby się, że wśród ekspertów były różnice zdań i że nawet zaprzeczali samym sobie w ramach ich własnych ekspertyz.
Latem 1978 roku podczas podróży do Europy miałam okazję zadzwonić do prof. W. Pfeiffera. On także z zainteresowaniem obserwował to wydarzenie, ale z powodu dużego obciążenia pracą zawodową nie był w stanie wchodzić w szczegóły. Uważałam jednak, że dla osób poszkodowanych trzeba coś zrobić. Skazano ich na podstawie opinii klinicznych, które - moim zdaniem - były co najmniej wątpliwej jakości, a pod naciskiem opinii publicznej poszkodowani opuszczeni byli w mniejszym czy większym stopniu nawet przez Kościół katolicki. Było mi ich bardzo żal.
Moja siostrzenica na moją prośbę postarała się o adres pani Marianne Thory, obrońcy księdza Ernsta Alta. Po zebraniu informacji odnośnie do moich kwalifikacji naukowych, postanowiła wesprzeć mnie w moim zamiarze. Otrzymałam od niej pełne akta sądowe, prawie osiemset stron sprawozdań, listów, zeznań świadków, orzeczeń biegłych, jej mowę obronną i wyrok. Dzięki tej dokumentacji oraz gruntownej pracy, jaką wykonano w trakcie dochodzenia wstępnego, znalazłam się w sytuacji godnej pozazdroszczenia, dysponując niejako wynikami wydajnej pracy w terenie.
Aby móc lepiej ocenić także osobową stronę tego przypadku, rozpoczęłam korespondencję z obydwoma kapłanami, którzy uprzejmie szczegółowo odpowiedzieli na moje liczne pytania. Ojciec Arnold Renz, główny odpowiedzialny za egzorcyzm, pożyczył mi kilka taśm. Na podstawie zebranego materiału napisałam w październiku 1978 roku opinię naukową, której wywód rozwijam w dalszej, teoretycznej części tej książki. Opinia krążyła w kręgu przyjaciół poszkodowanych. Pani Thora napisała, że Sąd może wydałby inny wyrok, gdyby ta opinia była już do dyspozycji podczas rozprawy. Jednak oskarżeni nie założyli rewizji78 . Ich doświadczenia są zbyt bolesne, nie mają siły wystawić się jeszcze raz na takie ataki.
Podczas dokładnego czytania akt wkrótce doszłam do przekonania, że byłoby wielką stratą nieudostępnienie szerszemu ogółowi w Ameryce i w Niemczech niezwykle interesujących szczegółów, jak również nowej interpretacji. Amerykańskich czytelników można potraktować jako bezstronnych; a niemieccy także mogą tylko zyskać, jeśli na przypadek Klingenberg, który narobił tyle szumu, popatrzą z innej strony niż dotychczas. Dlatego zapytałam osoby bezpośrednio w to zaangażowane, czy zgodziłyby się na opracowanie tej sprawy w formie książki. Rodzice Anneliese wzbraniali się na początku ze zrozumiałych względów, ale potem dali mi jednak zgodę na cytowanie ich i wnieśli nawet kilka nowych szczegółów. Obydwaj księża wspaniałomyślnie mnie wspomagali mimo różnic światopoglądowych79 . Ojciec Renz zaopatrzył mnie w odnośne publikacje, dał mi dodatkowe zapiski Anneliese i uzyskał dla mnie informacje od rodziców. Odstąpił mi fotografie i taśmę z nagraniem programu telewizyjnego o wydarzeniu w Klingenbergu. Największym wkładem, jaki wniósł, była kompletna kopia całego zestawu czterdziestu nagranych przez niego podczas egzorcyzmów taśm, starannie ponumerowanych, zaopatrzonych w datę oraz doskonałej jakości. Bez tych taśm historia Anneliese byłaby niczym więcej, jak tylko jedną z wielu anegdot w kronice katolickich wypadków opętania. Tylko dzięki istnieniu tych taśm mogłam przeprowadzić badanie w terenie w znaczeniu antropologicznej, „uczestniczącej obserwacji”, badanie, którego wartość zwiększa się jeszcze dzięki temu, że nie byłam tam osobiście. Niezależnie od tego, jak neutralnie zachowywałby się obserwator, prawie nigdy nie udaje się uniknąć pewnego ulegania wpływom wydarzeń. W przypadku Anneliese, obecne przy niej były tylko osoby wtajemniczone.
Od ks. Ernsta Alta otrzymałam listy, które Anneliese pisała do niego, inne odnośne publikacje, nagrane przez niego taśmy dotyczące rozprawy sądowej i innych wydarzeń, jak również opis jego pobytu w San Damiano, włoskiej miejscowości pielgrzymkowej, do której kilka razy jeździła także Anneliese. W trakcie dalszej korespondencji obaj księża odpowiadali z godną podziwu cierpliwością na moje kolejne pytania. Tylko listy, które napisałam do doktora Lüthy'ego i doktor Schleip pozostały bez odpowiedzi. Od przyjaciela Anneliese i od najmłodszej siostry pochodzą osobiste wspomnienia. Przyjaciele z Niemiec i Austrii przysyłali mi artykuły z gazet. Poza tym w listopadzie 1979 roku, podczas kolejnej wizyty w Niemczech miałam okazję poznać osobiście wszystkich głównych uczestników wydarzenia. Wiele szczegółowych rozmów, zwiedzanie rozmaitych kościołów oraz odwiedzenie grobu Anneliese dopełniły całego obrazu. Za udzielenie mi wsparcia i wspaniałomyślną gościnność jestem z całego serca wdzięczna.
Na podstawie tego różnorodnego materiału próbowałam poskładać obraz życia Anneliese i egzorcyzmu. W tym celu należało przejrzeć i uporządkować wiele szczegółów, niezliczone fragmenty i dopowiedzenia. W rezultacie powstał obraz, który - moim zdaniem -jest dużo bardziej kompletny niż to, co w tym czasie mogły ogarnąć swoim spojrzeniem osoby współprzeżywające. Dla tych, którzy osobiście nie znają tej części Niemiec i jej katolickiej pobożności, dodałam trochę ostrzejszych barw, co nie sprawiło mi trudu, gdyż przed wielu laty jako studentka z Heidelbergu przemierzyłam na piechotę i rowerem wzdłuż i wszerz całą Frankonię.
Tak dalece jak to jest możliwe wydarzenia przedstawione są z punktu widzenia tych, którzy brali w nich udział i którzy mieli pewne wspólne, dla nich oczywiste poglądy na świat. Tragizm losu Anneliese ma swoje źródło w tym, że jej świat miał zupełnie inne oblicze od świata, który ją otaczał, w gruncie rzeczy świata areligijnego, zurbanizowanego. Kompromisy, do których ją przymuszono, stały się dla niej na koniec zrządzeniem losu.
W ostatnich dwóch rozdziałach próbowałam wypracować naukową analizę wydarzeń. W związku z tym należało uwzględnić dwa rozmaite punkty widzenia, a mianowicie medyczny i antropologiczny. Jeśli chodzi o pierwszy z nich, to przyjęłam na siebie niejako rolę sprawozdawcy. Dziedzina ta nie jest mi całkiem obca. Jako wielojęzyczny tłumacz naukowy miałam przez wiele lat do czynienia z tekstami medycznymi, szczególnie z dziedziny hematologii (nauka o krwi) i biochemii. Oprócz tego uczęszczałam podczas studiów na wykłady z neurofizjologii i psychiatrii. W niniejszym przypadku zasięgnęłam szczegółowych informacji u pracowniczek socjalnych Poradni Epilepsji w mojej rodzinnej miejscowości oraz skonsultowałam się ze znanym mi lekarzem. W odniesieniu do kwestii antropologicznych wypowiadam się jako naukowiec o dużym doświadczeniu w dziedzinie transów religijnych. Podczas badań w terenie nauczyłam się zwracać uwagę w obrębie stanów doświadczenia nadnormalnego [Ausnahmezustand], na każdą jeszcze zamaskowaną zmianę zachowania, zawsze w odniesieniu do większych kontekstów, które należy odkryć. To, co mam do zaoferowania w ostatnich dwóch rozdziałach, jest w związku z tym inną hipotezą niż ta, która była podstawą wydania wyroku przez Sąd. Hipoteza ta opiera się na spojrzeniu na ten przypadek przez badacza, jakim jestem, a którego praca w ciągu ostatnich dwunastu lat koncentrowała się przede wszystkim na zachowaniach religijnych, a szczególnie na doświadczeniu opętania. 


ROZDZIAŁ 1
Dom rodzinny i dzieciństwo

Pierwsze z pliku akta pani Marianne Thory, obrońcy księdza proboszcza Alta, zawierają notatkę prokuratora przy Sądzie Krajowym w Aschaffebburgu, Karla Stengera:

a) Dzisiaj o godz. 13.30 zadzwonił do mnie ksiądz proboszcz Alt, bliższe dane nie są mi znane, i przedstawił mi przypadek egzorcyzmu (wypędzania złego ducha), który w ostatnim czasie przeprowadzał wobec młodej dziewczyny (Anneliese Michel) w Klingenbergu. Opowiedział, bez wymieniania nazwiska, o szczegółach, jak na przykład o bezskutecznym leczeniu dziewczyny przez psychiatrów i neurologów w Aschaffenburgu (doktor Lüthy) i Würzburgu, dziwacznych zachowaniach dziewczyny, sukcesach i porażkach egzorcyzmowania. Dodał, że dziewczyna w stanach napięcia chwilowo nie przyjmowała jedzenia i picia, tak było też w ostatnim czasie. Zakładano jednak, że teraz dziewczyna znowu zacznie przyjmować pożywienie. Na koniec poinformował mnie, że dziewczyna zmarła dzisiaj rano i na moje zapytanie podał jej nazwisko.
b) W Urzędzie Gminy w Klingenbergu dowiedziałem się telefonicznie ok. godz. 15.00, od pani Friedel Schmidt, że ojciec zmarłej dziewczyny, pan Józef Michel, zgłosił się tam ok. godz. 13.00 z prośbą o wystawienie aktu zgonu jego zmarłej dzisiejszego ranka córki. Po zwróceniu uwagi, że tylko lekarz może po obdukcji wystawić akt zgonu, wyjaśnił, iż lekarz znajduje się w jego domu. Skontaktowano się telefonicznie z jego mieszkaniem, gdzie zgłosił się niejaki doktor Roth, który jednakże oświadczył, że nie posiada formularza aktu zgonu. Czy był to lekarz, nie wiadomo. Doktor Roth nie przeprowadził obdukcji zwłok.
Pogrzeb ma się odbyć w sobotę przed południem.
c) Z rozmowy telefonicznej z lekarzem Martinem Kehlerem z Klingenbergu, ul. Mittlererweg, dowiedziałem się, że doktor Martin Kehler wezwany do przeprowadzenia obdukcji, zastał ciało zmarłej jeszcze ciepłe i w stanie całkowitego wychudzenia. Na ciele zmarłej stwierdził rozmaite powierzchowne obrażenia. Nie wystawił aktu zgonu, ponieważ nie mógł zaświadczyć o naturalnej przyczynie śmierci.
Lekarz proponuje przeprowadzenie sekcji zwłok.
Powiedział mi także, że po raz ostatni widział dziewczynę w październiku 1975 roku w dobrym stanie. Przed dwoma miesiącami ojciec dziewczyny zamówił go na wizytę, potem jednak tę wizytę odwołał.
2. W celu przeprowadzenia obdukcji i przygotowania sekcji zwłok zawiadomiłem Instytut Medycyny Prawa na Uniwersytecie w Würzburgu.
Aschaffenburg, 1 lipiec 1976 roku
Prokurator
(podpisano: Stenger) 

To był koniec. Rzeczowy raport urzędnika przesłania częściowo udrękę i trudności księdza Alta, jakie wyczuwamy w momencie, gdy musi zawiadomić prokuratora o czymś tak dla niego dziwnym, tak zupełnie obcym. Prokurator musi zapytać: cóż to jest ten egzorcyzm? Ach tak, wypędzenie diabła. A potem ksiądz dodaje, że dziewczyna zmarła. Wygląda to prawie tak, jakby to był przypis pod tekstem. To był niezrozumiały koniec.
Anneliese Michel miała niecałe dwadzieścia cztery lata, kiedy zmarła 1 lipca 1976 roku [...]

***
Książka "Egzorcyzmy Anneliese Michel", autorstwa Felitas Goodmann, amerykańskiej profesor antropologii kultury, w sposób przystępny i barwny opowiada pasjonującą historię dziewczyny o imieniu Anneliese, która padła ofiarą przestarzałych intelektualnych przesądów. Istotną tezą tej książki jest to, że Anneliesie padła ofiarą pseudonauki, a nie rzekomo przestarzałej chrześcijańskiej teologii, jak to obwieściły media na całym świecie, czego echa mamy także w nowym, kultowym filmie "Egzorcyzmy Emily Rose"(reż. Scott Derrickson, 2005), opartego właśnie na tej autentycznej historii..




EGZORCYZMY


STRONA FB


HISTORIA


EKRANIZACJA


TRAILER




TRAILER




TRAILER




CAŁY FILM






AUTOR


Przeklęty. Historia domu Smurlów Robert Curran, Ed Warren, Lorraine Warren

Przeklęty. Historia domu Smurlów Robert Curran, Ed Warren, Lorraine Warren

'Poniższa książka wprawi wiele osób w niepokój. Ponieważ przedstawiony jest w niej faktyczny dowód na istnienie demonicznych zaświatów, wywoła koszmary senne i dowiedzie, że każdy może spotkać się z zagrożeniami, które niesie świat mroku".

Smutna i przerażająca historia, opowiedziana stylem wziętym z dokumentów lat siedemdziesiątych. Trochę ten styl właśnie zabijał nieco klimat całej tej relacji, ale i tak warto przeczytać historię tej pechowej rodziny.
Minusem jest też zakończenie - nie będę pisała jakie, wiadomo.
Zdjęcia na końcu także niczego nie pokazują, jeśli ktoś napaliłby się, chcąc zobaczyć któregokolwiek z wymienionych duchów, jakie nawiedzały dom Smurlów. Albo i samego demona.

Nadal u mnie, jeśli chodzi o klimat i narrację, z całej serii Warrenów, na pierwszym miejscu są Demonolodzy.

MOJA OCENA: 7/10


PRZECZYTAJ FRAGMENT!


***
Niesamowita i mrożąca krew w żyłach historia będąca jednym z najważniejszych doświadczeń związanych z nawiedzeniami.

Legendy mówią, że kiedy do zbudowanego w 1896 roku domu w West Pittson w stanie Pensylwania wprowadziła się pierwsza rodzina, od razu było wiadomo, że z budynkiem jest coś nie w porządku. Podobno każdy, kto tam mieszkał, stykał się z tajemniczymi siłami, których nie potrafił wytłumaczyć. Nawet gdy dom stał pusty, ludzie z okolicy słyszeli dziwne i niepokojące dźwięki…

Sprawa zyskała potężny rozgłos, gdy do posiadłości wprowadziła się rodzina Smurlów. Przeżyli prawdziwy koszmar.

Odór jak z rzeźni. Ogłuszające dudnienie. Półczłowiek z kopytami zamiast stóp. Ataki fizyczne. Nieskuteczne egzorcyzmy. STRACH...

Ed i Lorraine Warrenowie całkowicie zaangażowali się w sprawę, badając ją od podszewki. Okazało się jednak, że nawet tak doświadczeni demonolodzy nie potrafili stawić czoła złu, które opanowało dom…

Sprawa nawiedzonego domu Smurlów została potwierdzona przez wielu świadków – księży, policję, dziennikarzy i badaczy zjawisk paranormalnych – a także sfilmowana.


EKRANIZACJA 


TRAILER











AUTOR







Autor: Sabina Bauman - klik zdjęcie
Copyright © 2014 Mniej niż 0 - Mini Recenzje , Blogger