Ucichły ptaki, przyszła śmierć Michał Śmielak
"... jak kto zaginie w lesie, to pół biedy. Gorzej, jak wróci."
Narracja tej powieści była na tyle kompatybilna z moim obecnym nastawieniem do ogółu, że już samo rozpoczecie uznałam za obiecujace. Tym bardziej, że już na samym początku zobaczyłam moje ulubione słowo, określajace wiekszość wszystkiego w ostatnim czasie.
Zjeb.💪😎
Zachęcona tym fascynującym początkiem, brnęłam dalej...
I co?
I było to w całości tak dosadne i inteligentne, na jakie się zapowiadało. Bardzo do mnie przemówiła ta rzeczowa, męska opowieść, gdzie było zaskakujaco miło mało odnośników do typowych gadek pseudo samcoŵ jeszcze wiekszej pseudo przereklamowanej literki Alfa...
Ta powieść nie ma w sobie żadnej modnej ostatnio bufonady i bełkotu, udającego przekaz. Nie zmęczyła głowy, nie zrobiła ze mnie czytelnika-idioty, który nie quma tego, co czyta.
Była naturalna /ufff, co za ulga!/
Płynęła swoim wartkim tempem, jak strumień górski, w którym tu i ówdzie uważny obserwator dostrzeże kolorowego pstrąga.
Albo piranię😁
Troszeczkę przypominało mi to męski przekaz Ostatniego końca świata Grzegorza Dziedzica - przerewelacyjnie i zaskakująco dobrej powieści. Czytało się bez żenady, z lekkimi odniesieniami atmosferycznymi do Rytuału, Szczeliny i powieści Sary Antczak.
I choć KAŻDE zakończenie mogłoby być bardziej satysfakcjonujące /biorąc pod uwagę potencjał całości/od tego, które zaistniało faktycznie, to i tak było bardzo interesująco, bardzo inteligentnie, MEGA zabawnie /odnalazłam tu, ku swej uciesze, spore ilości szczątkowej już niestety sztuki prawdziwej inteligentnej konwersacji, sarkazmu i przekazu między wierszami/, błyskotliwie, bystro, szybko, strasznawo, tajemniczo i klimatycznie.
"Co dzieje się w górach, zostaje w górach."
Flaków z olejem to tutaj się nie najemy i chwała za to autorowi.
Bawiłam się bardzo.
Polecam.
MOJA OCENA: 7/10
PRZECZYTAJ FRAGMENT!
***