"A DZIŚ ŻEM SE CZYTŁA/LUKŁA..."

CZYTAJ ZA DARMO!

Statystyki

SZUKAŁKA

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sekta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sekta. Pokaż wszystkie posty
Ostatni koniec świata Grzegorz Dziedzic

Ostatni koniec świata Grzegorz Dziedzic

"... istnieją rzeczy wymykające się rozumowi. Myślę, że jest ich więcej, niż bylibyśmy w stanie wytrzymać, dlatego nasze umysły są tak ograniczone w ich odbiorze."


Kurdę, dobre to było.

Aż mi głupio dawać taką wysoką ocenę, bo spodziewałam się opowieści typu: Józek spotyka Marynę... a potem /się/ wszystko pieprzy, niestety, ale szczerze - jestem mega pozytywnie zaskoczona, bardzo mega pozytywnie. Takie smaczkowe z rasowym mrocznym klimatem noir to było: niby w polskim sytylu, a jednak inne, z lekkim flow narracyjnym, przekazującym ciężkie i mroczne treści oraz mniej lekki niepokój, pomimo czasami zbyt męskiej narracji, ale to raczej oczywiste, z racji tego, że facet jest głównym bohaterem i facet napisał tą historię.

Nie wiem dlaczego, ale czułam tutaj klimat voodoo, chociaż ta opowieść nie ma nic wspólnego z voodoo...

Ma za to dużo wspólnego z sektą. 

Unus Mundus.

"Do zrozumienia trzeba się narodzić, a do głębokiego zrozumienia trzeba umrzeć."

Było oczywiście troszeczkę Jimmiego Jonesa, ale był też smaczek metafizyczno-kosmiczny, który uwielbiam, tak umiejętnie wpleciony w kryminał, którego nie lubię, że w całości wyszła bardzo smakowita literacka potrawa, mega odżywiająca moją wyobraźnię! Danie główne z deserem w odpowiedniej kolejności.

Ale największym atutem jest klimat!

"Zanim słońce wstanie, sowa wykole oczy."

Całość jest zszyta intrygującymi niteczkami z różnych kłębuszków: tajemnicy, mystery, grozy, tajemnic kosmosu, ufiaków, osobistego dramatu i przeznaczenia, które pomalutku, ale bardzo konsekwetnie utrzymywały moją uwagę w topce do samego końca, z drugim dnem, chyba...😎

Jeśli odkłada się jakąś książkę i cały czas się o niej myśli, to jest bardzo dobry znak świetnej historii.

Hipnotyczna. To jest trafne określenie.

Polecam przy lekturce słuchać sobie rewelacyjnej formacji SKYND, szczególnie tematycznego utworu: Jim Jones.


MOJA OCENA: 8/10

PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

HISTORIA, KTÓRA WCIĄGA JAK NOCNY MAJAK I NIE POZWALA SIĘ OBUDZIĆ
Współczesne Chicago. Miasto, które nigdy nie śpi, tylko czasem zapada w półsen. Brudny, zmęczony, trochę desperacki.
Radek Rudy Kowalski, detektyw w departamencie policji w Des Plaines, zna to miasto od podszewki. Niepijący alkoholik, republikanin, katolik uwikłany w trudną relację z Bogiem i człowiek, który kurczowo trzyma się zasad, żeby nie rozpaść się od środka. W pracy bezkompromisowy. Po godzinach prowadzi mityngi AA, próbując ratować innych przed tym, co zna najlepiej: powolnym osuwaniem się w ciemność.
Od kilku nocy budzi się o 1:37.
Zlany potem, z głową pełną krwawych obrazów, które nie przypominają zwykłych koszmarów. Są zbyt realne.
Kiedy zostaje wezwany na miejsce rozszerzonego samobójstwa, odkrywa coś, co wywraca jego świat do góry nogami. Ofiary to ci sami ludzie, których zabijał w snach.
Śledztwo wciąga go coraz głębiej w mroczne podziemia miasta i zamkniętej grupy Unus Mundus, do świata, w którym religia miesza się z obłędem, a przemoc i uzależnienia splatają się w hipnotyczny, transowy rytm. Gdy granica między jawą a wizją powoli się zaciera, Rudy zaczyna podejrzewać, że nie jest tylko przypadkowym świadkiem tej historii.
A co, jeśli od początku był jej częścią?
"Ostatni koniec świata" to hipnotyczny kryminał z literackim nerwem - przeszywająca, transowa opowieść o winie, wierze i przeznaczeniu.

Mary. Przebudzenie grozy Nat Cassidy

Mary. Przebudzenie grozy Nat Cassidy

"To, że coś istnieje w twojej głowie, Mary, nie oznacza, że nie dzieje się naprawdę."

Zarypisty wstęp który od razu zrozumiałam bo miałam takie same klimaty jak autor jeśli chodzi o film Carrie poprzedzał powieść, która okazała się cieżkim kalibrem.

Ale nie w odbiorze, bo czytało się to rewelacyjnie, prawie jak kingowskie opowieści, ze szczególnym nastawieniem na Szpital Królestwo, choć nie wiem, dlaczego to akurat tak mi się skojarzyło.

Ciężkim, bardzo mrocznym i nie do końca rozsupłanym nieoczywistym, nasączonym dwuznacznością i złem pod przykrywką dobra lub też odwrotnie - tego nie wiemy do sameego końca - tematem była tu sama Mary. 

I dopiero po przeczytaniu całości stwierdzam, na czym polegał fenomen tej bohaterki, która we wstępie została porównana do Carrie, choć przez całą historię ani razu nie miałam absolutnie żadnego skojarzenia z Carrie.

Ciężar.

Jest on ciągle gdzieś tam rysowany, chowany pod powierzchnią, gdzieś sobie tam przenika i chowa, sygnalizuje, żeby w końcu pokazać się z całym swoim dramatyzmem.

I fenomenem.

Ta powieść posiada jesestwo Carrie.

"Tuż pod powierzchnią umysłu-w mojej własnej mentalnej pustej przestrzeni-strach zaczyna miotać się w ciemnościach."

Drugim fenomenem przeze mnie uwielbianym jest nieoczywistość. Wysuwa się tu ona na pierwszy plan, nawet przed dramatem, co jest świetnym zabiegiem, bo cały czas niby wiadomo, o co chodzi, ale jednak gdzieś tam się tli coś jeszcze, w zakamarkach umysłu i przeczuć.

Nie tylko głównej bohaterki.

"Nie pamiętam ani przeszłości, ani teraźniejszości. Jak mogę wiedzieć, kim jestem, skoro nie wiem, kim byłam?"

Czytało się to nie szybko, emocjonalnie klimatycznie, grozowo i obrazowo, choć jak zawsze będę wspominała tą bardzo świadomą i dojrzałą powieść, na pierwszy plan wysunie się słowo - ciężar.

"... tylko nie róbmy nic naprawdę Złego, bo nie jestem gotowa na rezygnację z tego, czego mnie wyuczono, i wciąż pragnę być Dobra."

P.S. Jestem fanką cioci Nadine.


MOJA OCENA: 8/10

PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

Mrożąca krew w żyłach powieść, łącząca w sobie przerażające schematy małej społeczności znanej z „Midsommar“ i powolnego popadania w obłęd jak w „American Psycho“


„Mary to książka inna niż jakiekolwiek wcześniej: thriller o seryjnym mordercy, który jest w połowie opowieścią o duchach, a w połowie horrorem o opętaniu, z rezydencją zbudowaną jak labirynt i sektą zamieszkującą pustynię Ameryki... Mary to horror o przekwitaniu, który rzuca tak potrzebne światło na zaniedbany typ postaci poprzez czarny humor i sceny wspaniałej rzezi“. - Esquire


Mary jest cichą kobietą w średnim wieku, która stara się wtopić w tło. Chce być niewidzialna, niewyróżniająca się. Na tyle nieinteresująca, aby nikt nie zwrócił na nią uwagi. Ale ostatnio w Mary wszystko się zmienia. Uderzenia gorąca i bóle w całym ciele, to nie jedyne schorzenia, które utrudniają jej codzienność. Kobieta nie może spojrzeć w lustro, bo od razu mdleje. Najgorsze są jednak głosy w jej głowie... nakłaniające ją do robienia okrutnych rzeczy. Kiedy zostaje zwolniona z pracy, decyduje się wrócić do rodzinnego miasta. Liczy na to, że pomoże jej to znaleźć spokój i pogodzić się ze swoją przeszłością. Zamiast tego, problemy się nasilają. Zaczyna mieć wizje przerażających zjaw kobiet. Pojawia się ich coraz więcej i wszystko wydaje się być połączone z seryjnym mordercą, który zmarł pół wieku temu.


Obowiązkowa lektura dla fanów horrorów



Tragedia w Waco. David Koresh i tajemnica jego sekty Jeff Guinn

Tragedia w Waco. David Koresh i tajemnica jego sekty Jeff Guinn

"Istnieje coś takiego jak strach. To znaczy, czyta się o tym, myśli, że jest daleko. Ale on jest tutaj."

Oblężenie Waco. Tak jest skrótowo opisana ta tragedia w Wikipedii: "19 kwietnia podczas akcji FBI mającej miejsce po trwającym 51 dni oblężeniu farma stanęła w płomieniach. Ogień rozniecili członkowie sekty w celu dokonania samospalenia. Kompleks uległ całkowitemu spaleniu. Zginęło 75 osób,w tym 22 dzieci." 

Na kartach tej opowieści poznajemy prawdę.

Ach, tutaj klimacik czuć już od pierwszych szczegółowych karteczek. I chyba tylko ciekawość i klimacik pozwala przebrnąć przez tą cegłę.

Nie będę opisywała szczegółow, bo jest to chyba jedna z NAJBARDZIEJ SZCZEGÓŁOWYCH lektur literatury faktu, z jaką się spotkałam, więc streszczenie musiałoby mieć chyba kilka stron...

Pokuszę się jednak o mini podsumowanie: jeden rąbnięty psychopatycznie charyzmatyczny dewiant seksualny, przewodzacy bandzie przygłupich neandertalczyków bez celu w życiu i priorytetów urządził prawdziwą masakrę pod przykrywką mesjanizmu.

To już było?

Było.

I jest...

I za każdym razem ludzie się na to nabierają, udowadniając, że gatunek ludzki to dno, bąbelki i sto kilo mułu, bez mózgu i kręgosłupa moralnego.

"Najpierw objaśniał mi Biblię. To było takie kojące, [jakby] Bóg zwracał się bezpośrednio do mnie. Seks był częścią tego. Kazanie sprawiło, że nie postrzegałam dotyku w kategorii odczuć seksualnych, tylko jako kulminację mojej więzi z Bogiem, Którą miałam przez całe życie."

Taki stan umysłu. Jprdl...

Patola, patola i jeszcze raz patola. I dorobiona do tego niewiarygodnie śmieszna patologiczna ideologia dla naiwnych przygłupów.

I nie wiem, co gorsze: banda/i to spora/ idiotów, czy jeden pseudo geniusz, ktory steruje tymi marionetkami?

Chyba banda...

Bo bez marionetek nie byłoby lalkarza.

A wiemy, jak kończyły się takie przedstawienia...

Tragedią.

To ludzie tworzą potwory.

Lektura dla BARDZO WYTRWAŁYCH i BARDZO CIEKAWSKICH. Nie na nerwy dla każdego.


MOJA OCENA ZA SZCZEGÓŁOWOŚĆ I RZETELNOŚĆ: 7/10


PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

Co sprawiło, że David Koresh – uznany przez siebie za nowego mesjasza – chciał poprowadzić swoich zwolenników do świętej wojny z Babilonem i zapoczątkować czasy ostateczne?

28 lutego 1993 roku funkcjonariusze z agencji federalnej ATF próbowali wkroczyć na teren Mount Carmel koło Waco w Teksasie, posiadłości zajmowanej przez członków Gałęzi Dawidowej i ich przywódcę Davida Koresha. W strzelaninie, która się wywiązała, zginęło kilku agentów, co doprowadziło do długotrwałego oblężenia siedziby sekty przez FBI. Próba zakończenia impasu skończyła się tragicznym finałem, który rozegrał się na oczach oniemiałej ze zgrozy Ameryki.
Jeff Guinn krok po kroku pokazuje, jak doszło do tego, że nieliczny odłam Adwentystów Dnia Siódmego stał się grupą uznaną przez władze za zagrożenie dla porządku publicznego. Kluczowe znaczenie miały tu apokaliptyczne nauki głoszone przez Davida Koresha, który dzięki własnej interpretacji Biblii zyskał grono fanatycznych wiernych.
Opierając się na drobiazgowej analizie dokumentów oraz na relacjach naocznych świadków, autor ponownie ujawnia swój niewątpliwy talent, który ukazał wcześniej w bestsellerowych książkach o Charlesie Mansonie i Jimie Jonesie.


Styczne Agatha Rae

Styczne Agatha Rae

"... To historia zupełnie obcych sobie osób, które spotykają się ze sobą w alternatywnym świecie i muszą wymyślić, jak wrócić do swoich domów. Mają mało czasu, niewiele środków, a na każdym kroku czyha na nich jakieś niebezpieczeństwo."


Lubię takie klimaciki - troszkę podobne do Lostów, troszkę do The Society. Podobała mi się konwencja całej historii, fantastyka poprzeplatana realiami - coś zupełnie innego, nowego i dość intrygującego. Coś, co pobudza leniwą i przyzwyczajoną prawie do wszystkiego wyobraźnię.

"Jak myślisz, dlaczego w ogóle tu jesteśmy? I dlaczego akurat my?"

Jest sporo mroku i strachu i specyficznego niepokoju: poczucia, że coś tu jest nie halo, oprócz oczywistego faktu istnienia innego miejsca gdzieś tam nie wiadomo gdzie... Lepka atmosfera pomału oblepia głównych bohaterów jak pajęczyna. Czytelnika też. A dzwoneczki alarmowe zaczynają wydawać coraz głośniejsze dźwięki...

O co chodzi w tej historii?

"... łatwiej jest wybrać złą, nieetyczną ścieżkę życia, niż być konsekwentnie dobrym człowiekiem."

Plusem jest to, że do końca nie wiadomo właściwie, o co chodzi, co utrzyuje uwagę do ostatnich stroniczek.


MOJA OCENA: 7/10

PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

Czy to równoległy świat, inny wymiar, a może obca planeta? Dlaczego oni?


Jest ich czworo: Rick, Matylda, Anna i Dan. Pamiętają tylko to, że zasnęli, a teraz budzą się w obcym lesie, zdezorientowani. Pozornie nic ich nie łączy – pochodzą z różnych miejsc i różnych czasów. Wkrótce okazuje się, że to spotkanie nie jest przypadkowe…


Wspólnie próbują dociec, jakie są punkty styczne ich historii. Muszą przetrwać w nieprzyjaznym świecie, w którym słońce tkwi w zenicie cały dzień, a nocą po niebie wędrują dwa błękitne księżyce…


To trzymający w napięciu thriller społeczny, w którym strach wzbudza przede wszystkim człowiek i jego ciemna strona.

Najbardziej przeraża to, że każde z nas może pewnego dnia obudzić się w podobnym lesie…



Opuszczona J. D. Barker

Opuszczona J. D. Barker

Ta opowieść jest doskonałym przykładem na to, jak można spieprzyć świetny pomysł.

Jestem troszkę zdziwiona, bo poprzednie powieści autora były naprawdę niezłe.

Tu duży plus za pomysł, a przede wszystkim za początek i koniec, które pokazują, jak powinno być świetnie!

A nie jest.

Cudna koncepcja przelana na papier klepaniną, bez zbytniego klimatu - gdzieś to się wszystko rozmyło, nie było przyciągania, słowa nie miały magii, były tylko literkami... Wielka szkoda.

Okładka też pozostawia wiele do życzenia...

Oczywiście można przeczytać, ale pozostaje duży niedosyt, jakby autor pisał to gdzieś w pociągu, między jedną przesiadką a drugą, choć wiem, że tak też mogą powstawać świetne historię, jak np. Sześć Szybkich Strzałów Tomasza Bartosiewicza. 


MOJA OCENA: 5/10

PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

Opowieść o czarownicy powracającej po upływie stuleci. Fikcja, która zmienia się w koszmarną rzeczywistość.


Kiedy autor horrorów Thad McAlister zaczął pisać swoją najnowszą powieść, słowa płynęły bez wysiłku. Wypełniał kolejne stronice opisami procesu czarownicy przed kilkuset laty i akcja posuwała się gładko do przodu. Jeszcze nigdy nie stworzył równie przerażającej postaci. Jest przekonany, że to jego największe dzieło, które zapewni mu trwałe miejsce wśród klasyków gatunku.


Ale czy "Powrót czarownicy" to tylko fikcja?


Nieświadomie wyzwolił potężne siły i naraził rodzinę na śmiertelne niebezpieczeństwo.


ONA naprawdę chce wrócić.


Rachael, żona Thada, jest w ciąży. Podejmuje desperacką walkę o życie małej córeczki, nienarodzonego dziecka i własne. Zastanawia się, czy sama nie jest przyczyną okropnych wydarzeń... Przed laty kupiła coś mężowi. Zawarła pakt z Opuszczoną.



Gnijące miasteczko Skyla Arndt

Gnijące miasteczko Skyla Arndt

"Bo choć życie nieodłącznie związane jest ze śmiercią, to ofiara jest źródłem wieczności."


Małe miasteczko. Tajemnicza religijna sekta Ogród Adama związana z ponurym i gnijącym lasem Morguewood. Uparta nastolatka, która ciąle próbuje rozwikłać sprawę swojej zaginionej matki. Przyjaźń, która przerodziła się nienawiść. Miłość, która pokonuje potwory. 

Świetny potencjał tej bardzo nierównej opowieści.

Początek bardzo średni, wchodzimy od razu w środek dyskusji, o sensie której nie mamy pojęcia - to są zawsze ryzykowne sposoby przyciągnięcia uwagi czytelnika.
Parę razy już odkładałam tą pozycję, ale całe szczęście, że wytrwale dobrnęłam do rozdziału o Elwoodzie.
Autorka chyba najbardziej pokochała tą postać, ponieważ jego narracja przyciąga całą uwagę. Pozostałe (miałam wrażenie) są jakby pisane przez kogoś innego - kompletnie nie trzymają uwagi, za to postać chłopaka jest wyrazista, a narracja głęboka. 

"Ojciec był wyższy ode mnie, szerszy, a jego osobowość była jak sztylet wbijający się w brzuch.Wykrzywiał swoje rysy w dziwny sposób, sprawiając, że oczy stawały się nazbyt chłodne, a usta nazbyt złowrogie.
Zawsze wyobrażałem sobie, że Bóg ma jego twarz."

Creepy scenki, tóre poruszają wyobraźnię są naprawdę dobre!

Nie dziwię się, że powieść dostała nagrodę, bo pomysł jest innowacyjny, z bardzo dużym potencjałem, szkoda tylko, że spłaszczonym przez pozostałe postaci - ale to moje wrażenie.

Niemniej jednak polecam, bo sama opowieść posiada super klimat chwilkami tylko rozmywany zbędnym pitoleniem, ale to jest do przejścia.


MOJA OCENA: 6/10

PRZECZYTAJ FRAGMENT!


***
Mama Wil Greene zaginęła ponad rok temu. Policja jest gotowa uznać sprawę za zamkniętą – twierdzą, że kobieta wyjechała z miasta, i nie można szukać kogoś, kto chciał przepaść bez śladu. Ale Wil wie, że jej mama tak po prostu by nie odeszła… i że rodzina jej byłego najlepszego przyjaciela, Elwooda Clarke’a, ma coś wspólnego z jej zniknięciem.


Elwood z przerażeniem odliczał dni do swoich osiemnastych urodzin. Osiągnięcie pełnoletności było równoznaczne z porzuceniem szkoły i dołączeniem do ojca pastora, który zmusza go, aby poświęcił swoje życie wspólnocie kościoła – Ogrodowi Adama.


Pewnej nocy Elwood odkrywa, że nie jest następcą swojego ojca, lecz jego ofiarą. Okazuje się, że lasy otaczające ich miasteczko, są spragnione krwi.


Elwood ucieka przed rodziną i zwraca się o pomoc do jedynej osoby, która może mu uwierzyć: Wil.


Pomimo przeszłych zranień, zawierają umowę: Wil pomoże mu się ukryć, a Elwood wesprze ją w szukaniu dowodów, że jego rodzina zabiła jej matkę. Ostatecznie odkrywają mroczną działalność sekty, na czele której stoi rodzina Clarke’ów.


Jest pewien powód, dlaczego sekta potrzebuje krwi Elwooda. W jego ciele rośnie coś nieludzkiego. Gdziekolwiek się pojawi, rośliny odżywają, zaś las go nawołuje.


AUTOR


SERVANT serial (2019)

SERVANT serial (2019)

Amerykański serial telewizyjny, stworzony przez Tony'ego Basgallopa. Producentem wykonawczym jest M. Night Shyamalan.

Serial opowiada historię Dorothy i Seana Turnerów, pary z Filadelfii, która przechodzi przejściową terapię obiektową przy użyciu realistycznej lalki, która imituje ich dziecko po tym, jak Dorothy doświadcza pełnego załamania psychicznego po śmierci małego synka (straszna to była przedłużona scena)Lalka, która według Doroty jest jej prawdziwym dzieckiem, jest jedyną rzeczą, która wyrwała ją z katatonii po śmierci Jerycha. Sześć tygodni po śmierci dziecka para zatrudnia młodą nianię, Leanne, aby zamieszkała i zaopiekowała się lalką Jericho.

Przybycie Leanne zmienia wszystko.

Dosłownie wszystko.

Lehane nie tylko nie jest zdziwiona opieką nad lalką, ale też doskonale wchodzi w rolę...(temat bardzo podobny do świetnego filmu Prawda o Emmanuel, z Jessicą Biel w roli głównej). 

Bardzo dobry serial, chwilkami nieco przerysowany, ale z odcinka na odcinek atmosfera gęstnieje i robi się mroczniej i dziwniej... jest klaustrofobicznie, na granicy realizmu magicznego troszkę i z pewnością chorej świadomości.

Mega drażniąca, ale to na maxa (!) postać Dorothy świadczy o tym, że aktorka zagrała swoją rolę perfekcyjnie!

Serial ma zapowiedziane cztery sezony, obecnie dostępne są trzy. 

Platforma Apple TV+.

MOJA OCENA: 7/10

ZOBACZ TRAILER!

TU

***

Serial opowiadający o losach pary z Filadelfii, pogrążonej w żalu po niewyobrażalnej tragedii, która powoduje rozłam w małżeństwie i pozwala tajemniczej sile wkraść się do ich domu.







Archiwum 81/Archive81 serial (2022)

Archiwum 81/Archive81 serial (2022)

Bardzo fajny serial, klimatyczny, tajemniczy, z mogącąbyćlepszą końcówką, ale zapowiadającą drugi sezon, który na pewno zobaczę. 

Atmosfera podobna do miniserialu Dziecko Rosemary i troszkę do serialu 666 Park Avenue.

Obejrzany na raz, polecam. Netflix.


MOJA OCENA: 7/10

ZOBACZ TRAILER!

TU

***

Archiwista zatrudniony do odrestaurowania kolekcji taśm rekonstruuje dzieło reżyserki, która badała niebezpieczną sektę.


Mandy film (2018)

Mandy film (2018)

Poetycki slasher? 

Jest coś takiego? 

Okazuje się, że tak ;-)

Nie znoszą slasherów, ale...

... kogo nie kręci Nicolas Cage w roli krwawego mściciela? xd


Polecam, jest mega krwawo, mega kolorowo, minimalistycznie wymownie, zwierzęco, dziko i romantrrrrycznie.

Do obejrzenia CDA i praktycznie wszędzie ;-)


MOJA OCENA: 7/10

ZOBACZ TRAILER!

TU

***

Pojawienie się demonicznego kultu zmienia beztroskie życie Mandy i Reda w surrealistyczny koszmar, z którego jedynym wyjściem jest brutalna zemsta.


FAJNA RECKA


CAŁY FILM


Son film (2021)

Son film (2021)

"He's coming."

Troszkę przypominało mi to alternatywną wersję Dziecka Rosemary's.

Podobał mi się, ma swój mroczny klimat. Jest sekta, demon i miłość matki, która kocha potwora.


MOJA OCENA: 7/10

ZOBACZ TRAILER!

TU

***

Po pojawieniu się tajemniczych ludzi w domu Laury i jej synka Davida, chłopiec przechodzi niepokojącą przemianę, a jego matka zaczyna popadać w obłęd.




Nasza część nocy Mariana Enríquez

Nasza część nocy Mariana Enríquez

"Chciałbym wnętrzności twoje zacałować, zamieszkać w tobie wszystkimi zmysłami.

Jestem ropuchą czarną ze skrzydłami."


Rewelacyjny, powolny, introwertyczny horror, z politycznym tłem, na które ja osobiście niekoniecznie zwracałam uwagę; bardziej interesowała mnie historia rodzinna zięcia i wnuka potężnej rodziny właścicieli ziemskich, depozytariuszy tajemniczego świata, wiernego bóstwu- Ciemności.

Skrócik?

Ojciec Juan i syn przemierzają Argentynę drogą z Buenos Aires do wodospadu Iguazú, na północnej granicy z Brazylią. To są lata junty wojskowej, panuje kontrola uzbrojonych żołnierzy i panuje też napięcie. Syn nazywa się Gaspar, a ojciec stara się uchronić go przed mrocznym przeznaczeniem. Matka, Rosario, zginęła w podejrzanych okolicznościach, w wypadku pod kołami autobusu.

To takie proste?

Gdzie tu horror?

Ano jest!

Ponieważ to nie jest taki sobie zwykły ojciec, a tym bardziej, nie jest to taki sobie zwykły syn.

Ojciec jest medium. Jako jedyny ma zdolność przywoływania Ciemności, która dotarła z serca Afryki do Anglii, a stamtąd do Argentyny.

"Ja wierzę w Ciemność, ale wiara nie oznacza posłuszeństwa. Jak mam nie wierzyć, skoro dzieje się w moim ciele. Dzieje się mojemu ciału [...] Ciemność jest obłąkana, to bóg dziki, bóg szalony."

Należy, niestety nie z własnej woli, ale ze względu właśnie na ten przeklęty dar do Bractwa, Zakonu, Kultu Cienia, fanatyków, którzy nawiązują kontakt z Ciemnością w poszukiwaniu wiecznego życia, a robią to poprzez okrutne rytuały i śmiertelne ofiary, najlepiej z dzieci. 

"Ciemność była głodna i nigdy nie odrzucała tego, co jej podsuwano. Ci, których złożono w ofierze Ciemności, zostali pożarci w mgnieniu oka."

Dla nich bardzo ważne jest posiadanie nośnika, przekaźnika i jest nim właśnie Juan.

"Ciemność pokazuje nam, jak zwyciężyć śmierć. Pokazuje, jak skontaktować się ze starymi bogami [...] Musisz przywoływać dla nas."

I Juan nie ma wyjścia.

"...spojrzał na swoje dłonie: już nie należały do niego. Już były czarne, jakby zanurzył je w błotnistym stawie. Całkiem czarne, aż po nadgarstki. Ich kształt też się zmieniał. Powoli i bezboleśnie rosły mu palce, z początku wyglądały, jakby zaatakował je nagle reumatyzm, i jednocześnie paznokcie robiły się długie i mocne, zakrzywione, złote sztylety. To był jego znak medium, fizyczna przemiana, która go wyróżniała i była jego klątwą. Bóg o złotych paznokciach."

Już samo to by wystarczyło, ale... niedaleko pada jabłko od jabłoni.


I na tym zakończę skrócik.


Znajdziemy w tej historii bóstwa, demony, potwory, rytuały i ich ofiary, liturgie seksualne, dramaty rodzinne, dzieci obciążone przerażającym dziedzctwem. 

Nadprzyrodzony terror i horror. Transcendencja, teozofia i klimaty gotyckich powieści i sekt. Tajemnice przechowywane w starych londyńskich teczkach i archiwach. Okrucieństwo, sadyzm, egoizm, ale też miłość i oddanie.

Klimat jest powolny, sączy się jak smoła, ale jest mistrzowski, przesycony grozą, ale nie tak od razu, a co fajne: groza na początku jest tu traktowana jak coś zwykłego i naturalnego, co jest efektem wręcz odwrotnym do zamierzonego - nie zwracać na nią uwagi?

Jasne.

Świetne opisy, które przedstawione są w stonowany sposób i przez to jeszcze bardziej przerażające, przez tą właśnie beznamiętność. Niespieszne tempo akcji. 

Tematyka troszkę kojarzyła mi się z przerewelacyjną dla mnie powieścią Dana Simmonsa  Trupia otucha oraz przerewelacyjny Dom z liści Danielewskiego

I przepraszam, ale cała ta opowieść aż błaga o lepszą okładkę!!!

MOJA OCENA: 8/10

PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

Uzbrojeni po zęby żołnierze, strzeżone drogi i unoszące się w powietrzu napięcie – to Argentyna pod rządami wojskowej junty. Ojciec z synem zamierzają przedostać się z Buenos Aires do północnej granicy kraju z Brazylią. Matka Gaspara, bo tak ma na imię chłopiec, zginęła w tajemniczych okolicznościach.

Ojciec jest zdeterminowany, by uratować chłopca przed jego przeznaczeniem. Gaspar ma bowiem zostać medium na usługach Zakonu – tajnego stowarzyszenia, które przy pomocy zakazanych i niebezpiecznych rytuałów kontaktuje się z Ciemnością. By zyskać nieśmiertelność, członkowie Zakonu, rządzonego przez krewnych matki Gaspara, nie cofną się przed niczym. Ich starania sięgają setki lat wstecz, odkąd wieść o Ciemności przewędrowała z Afryki, przez Anglię, do Argentyny.

Enríquez czerpie garściami z historii swojego kraju i dawno zapomnianych wierzeń, tworząc niepokojącą, lecz olśniewającą powieść. "Nasza część nocy" to kolejny dowód na to, że autorka jest jednym z najważniejszych głosów w literaturze latynoamerykańskiej.

 





AUTOR


Pusty Człowiek/The Empty Man film

Pusty Człowiek/The Empty Man film

"Podobno, jeśli znajdziesz butelkę na moście, dmuchniesz w nią i pomyślisz o Pustym Człowieku, po jakimś czasie usłyszysz, jak po ciebie idzie."

Słabe oceny w rankingach, ale mi się kurczę bardzo podobał, szczególnie początek mnie zmiótł totalnie! Potem jest troszkę filozoficznie, schizofrenicznie, urban fantazjowo, aż w końcu sekciarsko, kultowo i creeeeepy.

Film na podstawie komiksu o tym samym tytule!

Zagadka:

"Myśl plus skupienie plus czas równa się ciało" - czy to prawda? 

Co było prawdą, a co urojeniem?

POLECAM!


MOJA OCENA: 8/10

ZOBACZ TRAILER

TU

***

W trakcie poszukiwań zaginionej nastolatki, były gliniarz natrafia na sekretną grupę próbującą przywołać przerażającą nadprzyrodzoną istotę.



Próba sił Cathy Cash Spellman

Próba sił Cathy Cash Spellman

"Charakter to jest to, kim się jest w ciemnościach."

Świetna ekranizacja. 

Czy powieść jest równie dobra?

Jest lepsza. 

Pomijając beznadziejny wręcz początek, suche i sztuczne dialogi, powieść zawiera MNÓSTWO treści, których nie pokazał film. 
Właściwie film przedstawia 1/13 całości - jest wyciśnięty jak cytryna i skondensowany do maximum. A i tak świetny.

W powieści znalazłam bardzo dużo informacji, kompletnie pominiętych w ekranizacji /sekty Maa Kheru, nawiedzenia, opętania, kult, bóstwa, magia, amulety/, wielu bohaterów, kompletnie pominiętych w ekranizacji /chociażby księdza Petera - rewelacyjna postać i creepy postać afrykańskiej niani, a nie tej zasuszonej wiedźmy z filmu, która odegrała jedną z głównych ról w tej historii/ i wiele wątków, których zabrakło w filmie, choćby wątku głównego: znaczenia Amuletu Izydy i jego przeciwieństwa - Kamienia Sechmet.

'Na świecie istnieje o wiele więcej sił, niż zdaje sobie z tego sprawę współczesna nauka".


Są opętania, rytuały, strach, groza, krew.
Ale jest tez miłość, oddanie, świętość i siła. Siła kobiety.

'To kobiety są silne. Przekonał się o tym na początku kapłaństwa. Kobiety trwają, cierpią, opiekują się, znoszą niesprawiedliwość. A jednak w jakiś sposób są mocniejsze. Dziwił się, że mężczyźni podtrzymują kłamstwo, że to oni są silniejszą płcią. To kobiety od narodzin do śmierci walczą z brudami świata, usiłując, stawić im czoła w nierównej grze. Pchają świat pod górę, wydobywając go z bagna. Uporczywie starają się poprawić sytuację i zaprzeczają opinii mówiącej, że są na drugim miejscu. Wystarczyłoby zapytać jakiegokolwiek duchownego, jaki panowałby na świecie system wartości, gdyby był zależny od mężczyzn, żeby usłyszeć, kto jest kucharzem, a kto kartoflem, jakby to ujęła jego pochodząca z Irlandii matka.".

Klimat, wraz z czytaniem, pogłębia się i wciąga. Powieść, na tle filmu, wydaje się kompletna i maksymalnie wyczerpująca temat. Jest bardziej brutalna i krwawa. Soczysta. 

'Człowiek jest liną rozpiętą pomiędzy zwierzęciem i nadczłowiekiem - liną nad otchłanią."

Jestem zaskoczona. Bardzo pozytywnie.

Polecam.


MOJA OCENA: 7/10


PRZECZYTAJ FRAGMENT!

Z łomocącym sercem Maggie 0’Connor trzęsącymi się rękami nastawiła alarm przeciwwłamaniowy i obróciła klucz w drzwiach małego sklepu z antykami na rogu Sześćdziesiątej Ósmej Ulicy i Madison Avenue, który był jej jedynym źródłem utrzymania. Usiłowała odzyskać panowanie nad sobą, jednak wspomnienie usłyszanego przez telefon głosu całkowicie ją rozstroiło.
Zadzwoniła do niej Jenna, jej córka. Buntownicza, krnąbrna i wrogo nastawiona Jenna, która od prawie dwóch lat nie dawała znaku życia.
Gorączkowy ton jej głosu, nie wydawał się Maggie znajomy, ale jego niemal dziecięce brzmienie wyzwoliło bolesne wspomnienia… brutalne znaki zapytania na temat tego, gdzie była… niepokojącą tajemnicę. Na dźwięk jej głosu wyobraźnię Maggie zalał przerażający kalejdoskop obrazów: Jenna, to dziecko, które kochała nad życie; Jenna, krnąbrna i pamiętliwa, przenosząca się z jednej bezskutecznej kuracji odwykowej do drugiej; Jenna, heroinistka, gotowa wyrwać człowiekowi serce, żeby zdobyć pieniądze na kolejną działkę. Maggie potrząsnęła głową, opędzając się od niepożądanych obrazów i wyszła na deszcz, żeby zatrzymać taksówkę.
- Muszę zobaczyć się z tobą dzisiaj wieczorem, mamo - oznajmiła Jenna.
Jej odseparowany od ciała głos docierał gdzieś z daleka. Czy było w nim słychać wściekłość, czy skrajne podniecenie? A może rozpacz?
- W domu. O wpół do siódmej. Bądź w domu, na miłość boską!
Potem już tylko przerywany sygnał, świadczący o tym, że jakaś rozmowa rzeczywiście się odbyła.
Kiedy zaczęło się psuć między nimi? Po raz milionowy Maggie zaczęła drążyć w swej duszy w poszukiwaniu odpowiedzi. Gdzie zniknęła cała miłość? Nie było wątpliwości, że mała dziewczynka, którą pamiętała tak wyraźnie, kochała ją dawno temu. To dziecko o połyskliwej szopie srebrnoblond włosów i oczach zielonych jak Morze Irlandzkie, kiedyś trzymało ją za rękę i sepleniąc, opowiadało różne historie - kiedyś ją kochało.
Jenna miała czternaście lat, gdy przyszedł ten niepojęty czas, kiedy zniknęło urocze dziecko, a na jego miejscu pojawił się ponury i krnąbrny nastoletni odmieniec. Czternaście lat: wiek, w którym jej ukochana córka przepoczwarzyła się w niesympatyczną, zimną istotę.
Ile razy Maggie wyciągała do niej rękę, po to tylko, by usłyszeć wrogie słowa i raniące wyrzuty?
- Jej uszy nie są nastrojone na twoją częstotliwość, kochanie -mówił
przy takich okazjach jej mąż, Jack, kręcąc z konsternacją głową. - To bardzo przykre, Maggie, ale wygląda na to, że ona nie rozumie nic z tego, co mówisz. Pewnie to jakiś głupi freudowski problem z matką.
Wyrośnie z tego, zobaczysz. Będziemy się wszyscy z tego śmiali, kiedy będziemy siwi i starzy.
Ból wywołany wspomnieniem tych słów niemal pozbawił ją tchu.
Głos Jacka nadal brzmiał w jej uszach. Jego twarz nadal tkwiła nienaruszona w jej pamięci. Czyż czas nie powinien leczyć ran? Czy z upływem czasu uczucie samotności nie powinno stawać się mniej intensywne?
Łzy zaczęły wzbierać jej w oczach, ale powstrzymała je. Cóż, nigdy już nie będą się wspólnie śmiać, nie zestarzeją się razem, nie zrozumieją, dlaczego życie potoczyło się w tak niepojętym kierunku: Jack nie żył. Mimo że nadal wyciągała do niego rękę na poduszce podczas długich, ciemnych godzin przed świtem… Mimo że rozmawiała z nim w myślach, kiedy potrzebowała pomocy. Mimo że czasami wyobrażała sobie, że on jej udziela. Jack odszedł.
Przynajmniej nie widział, jak jego mała dziewczynka, ze śladami po igle na rękach, sprzedaje swoje ciało na Ósmej Ulicy, żeby zdobyć pieniądze na heroinę. Maggie cierpiała w samotności.
Usiłując zmusić serce, by biło jakimś znośnym rytmem, zapłaciła kierowcy i postawiła kołnierz, by ochronić się przed jednostajną szarą ulewą. Potrzebny był jej spokój domowego zacisza.
Jenna stała oparta przed wejściem, trzymając w ramionach tobołek ubrań.
Tak się przynajmniej zdawało Maggie, dopóki zawiniątko nie zapłakało.
- Zimno tu na dworze! - rzuciła oskarżycielskim tonem Jenna, jakby to Maggie była odpowiedzialna za pogodę.
Żadnego przywitania. Żadnego: „Tęskniłam do ciebie, mamo. Jak ci się wiodło?”
- Przyjechałam tar szybko, jak tylko się dało, kochanie. Nie mogłam uwierzyć, że to naprawdę ty dzwonisz. Tak okropnie do ciebie tęskniłam!
Otoczyła ramionami przemoczoną postać, aby za chwilę ukryć ból, kiedy Jenna wyślizgnęła się z jej objęć.
Otworzyła niepewnymi rękami drzwi i wsunęła dłoń do środka, by odszukać włącznik światła. Łzy zdusiły wszelkie słowa, które, jak sądziła, powinna wypowiadać”. Zamiast tego zapatrzyła się na maleńką istotkę w ramionach Jenny. Ona jest taka malutka, ale jak wiele ma w sobie z przeszłości i z przyszłości - pomyślała poruszona.
- Nie powiesz nic więcej, mamo? Myślałam, że się ucieszysz naszym widokiem.
Jenna, bladziutka jak opłatek, stała w przemoczonym ubraniu, z którego skapywała woda. Nadal pełna gniewu i urazy.
- Ucieszyłabym się, gdybym cię zobaczyła dwa lata temu - wybuchła Maggie, ściągając ociekający wodą płaszcz, ale od razu po żałowała swej porywczości.
Ona jest w domu - upomniała się w duchu - tylko to się liczy. Żyje.
Wszystko inne da się załatwić.
- Oczywiście, cieszę się, że cię widzę, kochanie. Jestem po pro stu oszołomiona tym, że naprawdę tu jesteś. Tak długo marzyłam o tej chwili! Och, Jenna, nie wiedziałam, czy żyjesz, czy nie… Tak bardzo się starałam ciebie odnaleźć - prywatny detektyw, policja.
Ale powiedzieli, że nie ma śladu…
Jej słowa były wyrazem zaledwie maleńkiej części bólu i cierpienia, które na zawsze zapadły w jej sercu.
Jenna już nie słuchała. Ogarniała pośpiesznie wzrokiem pokój, oceniając sytuację.
- Jestem głodna - oznajmiła, kładąc dziecko na krześle takim ruchem, jakby to było paczka z zakupami.
Maggie wzdrygnęła się, by odpędzić wrażenie nierealności, poczucie nieuzasadnionego strachu.
- A to dziecko, Jenna? To twoje?
Co za głupie pytanie! Jakby się spodziewała, że córka powie: „Nie, mamo. Znalazłam je w metrze”.
Podniosła zawiniątko ostrożnie, jakby było zrobione z nadzwyczaj kruchego materiału. Potem odsunęła mokry koc osłaniający maleńką istotkę i, oszołomiona, zapatrzyła się na jej zapierającą dech w piersiach doskonałość.
- Boże, Jenna… Ono jest takie malutkie!
- Ma dziesięć dni. Jej świadectwo urodzenia jest przypięte do kocyka.
Pomyślałam, że może ci się do czegoś przydać.
Maggie podniosła głowę i wpiła się wzrokiem w twarz córki.
- Może mi się przydać? Do czego, do diabła, miałoby mi się przydać?
Jenna odwróciła wzrok, nie zainteresowana pytaniem.
- Dostanę coś do jedzenia? Nie jadłam od jakiegoś czasu. Mała też jest głodna.
Nie dopuszczający sprzeciwu sposób mówienia jest typowy dla narkomanów, przypomniała sobie Maggie i na samą myśl o tym poczuła ściskanie w żołądku. Zachowują się tak, jakby ich mózg nastawiał się tylko na wybrane fragmenty, jak odtwarzacz płyt kompaktowych.
Usiłując stłumić niepokój, rozwinęła przemoknięty koc, ostrożnie wydobyła z niego maleństwo i przycisnęła je do piersi.
- To dziwne, ale człowiek nigdy nie zapomina, jak się trzyma niemowlę, żeby nie wiem ile czasu upłynęło - wyszeptała poruszona ciepłem maleńkiego ciała.
Jenna patrzyła na matkę, nic nie rozumiejąc i mrugając oczami, jak siedząca na skale jaszczurka.
Niepewna, co robić dalej i niebezpiecznie bliska łez, Maggie ruszyła do kuchni.
- Problemy najlepiej rozwiązywać z pełnym żołądkiem - po wiedziała cicho.
Wszystko było lepsze, niż stanie w miejscu pod spojrzeniem gniewnych, niewidzących oczu.
- Jak się nazywa twoja córka, kochanie? - zawołała przez ramię, usiłując nadać swojemu głosowi wesołe brzmienie.
- Cody. Nazwałam ją Cody.
Maggie uśmiechnęła się dopasowując imię do dziecka.
- To piękne imię… uważam, że pasuje do niej. To imię z rodziny jej ojca?
- Słuchaj - wyrzuciła z siebie dziewczyna. - Jestem tutaj tylko dlatego, że nie mam dokąd pójść.
Jej głos był napięty do jakiejś niebezpiecznej granicy. Maggie wzięła głęboki oddech i spróbowała jeszcze raz.
- Nie chciałam cię urazić, Jenna… chodzi tylko o to, że…
w ogóle nie wiem, o co chodzi. Wiem tylko tyle, że cię kocham i niezależnie od tego, w jakich jesteś kłopotach, możemy je rozwiązać…
Jenna uciszyła ją zniecierpliwionym gestem.
- Posłuchaj, mamo. Mam dziecko, ale nie mogę się nim zająć.
Muszę ją gdzieś zostawić. Na rany boskie, ona jest twoją wnuczką.
Wstrząśnięta Maggie odwróciła się ku córce, czując, jak wbrew jej woli wylewa się z niej potok słów.
- Nie mówisz tego poważnie, Jenna! Przychodzisz sobie po dwóch latach, w ciągu których nie odezwałaś się ani słowem, i próbujesz mi powiedzieć, że jesteś tu tylko dlatego, że chcesz zostawić mi swoje dziecko? To absolutnie oburzające! Gdzie byłaś do tej pory? Dlaczego nie dałaś znać, czy wszystko jest w porządku? Skąd się wzięło to dziecko? Jeśli potrzebujesz pomocy, to wiesz, że możesz na mnie liczyć…
- Potrzebuję jakiegoś miejsca, żeby zostawić dziecko - powtórzyła Jenna lodowatym tonem.
To wszystko się dzieje naprawdę - pomyślała Maggie. Krew pulsowała jej w żyłach tak mocno, że aż poczuła zawroty głowy. Instynktownie przycisnęła mocniej do siebie niemowlę, które zaczęło cichutko kwilić. Och, Jack, gdzie jesteś, kiedy cię potrzebuję?
Ona jest cała mokra, Jenna - powiedziała spokojnie.
Nie miała pojęcia, co jeszcze mogłaby dodać, żeby poprawić sytuację.
- Masz dla niej jakieś pieluchy? Nie chciałam na ciebie krzyczeć. Zachowajmy spokój i spróbujmy rozwiązać ten problem. OK?
Jenna spojrzała uważnie na twarz matki. Podziałała na nią zmiana tonu.
- Na szafce w holu jest torba z pieluchami - odparła pospiesz nie. - Przyniosę je.
Myśląc o innych, lepszych czasach, Maggie usłyszała piszczące na parkiecie holu mokre pantofle, a potem trzaśniecie frontowych drzwi.
Wiedziała, że Jenna odeszła [...]

***

Trzymająca w napięciu historia, która może konkurować z najlepszymi dziełami Stephena Kinga.


Co byś zrobiła, gdyby twoja córka narkomanka zostawiła ci na progu nowo narodzone dziecko i znikła? Co byś zrobiła, gdyby wróciła trzy lata później i zabrała je do satanistycznej sekty? Czy byłabyś gotowa położyć na szali swą duszę, by je uratować? Maggie O'Connor musi stawić czoło tym wyzwaniom.
Będzie walczyć - nie tylko o opiekę nad malutką Cody, ale wręcz o życie dziecka.
Prawo nie stoi za nią. Ale kapłan-egzorcysta i rabin znający kabałę, wierzą jej. A w przerażających snach Maggie pojawiają się cienie strasznej staroegipskiej przepowiedni. Czas jednak ucieka. Każdy pragnie mieć to dziecko. Nawet szatan...






EKRANIZACJA


TRAILER


AUTOR



Autor: Sabina Bauman - klik zdjęcie
Copyright © 2014 Mniej niż 0 - Mini Recenzje , Blogger