"A DZIŚ ŻEM SE CZYTŁA/LUKŁA..."

CZYTAJ ZA DARMO!

Statystyki

SZUKAŁKA

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą autobiografia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą autobiografia. Pokaż wszystkie posty
Priscilla. Elvis i ja Sandra Harmon, Priscilla Beaulieu Presley

Priscilla. Elvis i ja Sandra Harmon, Priscilla Beaulieu Presley

"Był częścią mojego życia przez osiemnaście lat. Kiedy się poznaliśmy, kiałam zaledwie czternaście lat. Pierwsze sześć miesięcy, które z nim spędziłam, było przepełnionych ciepłem i uczuciem. W zauroczeniu nie dostrzegałam żadnych jego wad i słabości. Miał stać się miłością mojego życia [...] Z biegiem lat został moim ojcem, mężem, niemal bogiem."

A jakoś tak o poranku, po obejrzeniu rolki na Insta z ostatniego występu Elvisa, naszła mnie refleksja, że jednak to był Człowiek Epoka.

I zachciało mi się o nim poczytać tak naprawdę.

Z racji tego, że nie trafiłam na polskie biografie warte uwagi, znalazłam sobie wspomnienia jego pięknej żony. 

I se kupiłam.

I se czytłam.

I co? 

I nie każdy potrafi spisywać wspomnienia z duszą na dłoni.

Ta lektura bedzie kojarzyla mi się z jednym słowem. 

Irytacja.

Jednakże.

"Nie krytykuj tego, czego nie rozumiesz, synu, nigdy nie byłeś w skórze tego człowieka."

W porównaniu z przerewelacyjnie spisaną relacją Mayte, żoną Prince'a:"The most beautiful. Moje życie z Prince'em", która jest u mnie nr 1, tu całość wypada bardzo niedojrzale, słabo i sprzecznie. Miałam wrażenie, jakby ciągle pisała niedojrzała rozgorączkowana nastolatka, tylko suche fakty i relacje, okraszone wiecznym oczekiwaniem... Jesli chodzi o uczucia i głębię, nie znalazłam tam tego za wiele.

W przekazie.

Tak, oczywiście są ciepłe słowa i zapewnienia o miłości życia, ale całość jakoś o tym nie świadczy i przedstawia Elvisa w nie najlepszym świetle wampira energetycznego, niestabilnego emocjonalnie rozkapryszonego, rozchwianego i chwilami niebezpiecznego dzieciaka. Choć słowa temu przeczą, ale fakty nie.

Priscilla. Dziecko, piękna zabawka odstawiana w kąt i przywoływana w razie potrzeby na pstrykniecie palcem, na które czekała w bezdechu...

Naiwność młodości...

Dziewczynka, zafascynowana, zapatrzona marionetka, dojrzewała wraz z upadkiem króla...

Najbardziej jednak żal mi samego Elvisa, który także nie zdążył dojrzeć i był ofiarą własnego sukcesu i wszystkich "życzliwych" wokół. A przede wszystkim lekomanii. Która chyba w rezultacie go zabiła.

Tu słusznie zauważyła autorka:

"... nigdy nie poradził sobie z władzą i pieniędzmi towarzyszącymi jego sławie. W pewnym sensie stał się ofiarą ludzi, którzy zaspokajali wszystkie jego potrzeby. Padł też ofiarą swojego wizerunku [...] Nigdy nie miał szansy być człowiekiem, dorosnąć do roli dojrzałego dorosłego, doświadczyć świata poza swoim sztucznym kokonem."

AMEN.

MOJA OCENA: 5/10

PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

Na podstawie książki powstał film Sofii Coppoli z brawurowymi rolami Cailee Spaeny i Jacoba Elordiego.


W szczerej do bólu książce Priscilla Presley zdradza sekrety małżeństwa z królem rock n' rolla.


Blisko pół wieku po śmierci Elvis nadal ma miliony fanów na całym świecie. Potrafimy zanucić niejeden jego przebój, ale czy wiemy, jaki był, gdy gasły światła reflektorów? Czy to możliwe, że seksowny i czarujący piosenkarz pod cekinowymi strojami skrywał niebezpieczne oblicze maniaka?


Nikt nie był z nim tak blisko jak żona. Zakochali się w sobie, gdy Priscilla miała czternaście lat, młodzieńcza fascynacja szybko zakończyła się bajkowym ślubem w Las Vegas, a uwieńczeniem gorącego romansu było przyjście na świat Lisy Marie.


Idylla nie trwała jednak długo. Im dłużej byli razem, tym bardziej Priscilla traciła kontrolę nad własnym życiem. Elvis mówił jej, jak ma się ubierać, malować, jak chodzić. Traktował jak lalkę, którą może ukształtować według swojego gustu. Otoczona tłumami, skandującymi fanami i blaskiem legendy kobieta przez lata walczy z samotnością.


Priscilla opowiada o wielkiej miłości, ale i zdradach męża, jego nałogach i słabościach. O toksycznej relacji, skandalach, zamknięciu w złotej klatce. Mówi o rozwodzie oraz więzi, która łączyła ich aż do tragicznej śmierci Elvisa. A w końcu o emancypacji i wyjściu z cienia ikony seksu. Fakty, które ujawnia szokują i budzą kontrowersje.


Lektura obowiązkowa – nie tylko dla fanów Elvisa.


Prawdziwie, do szaleństwa. Dzienniki Alan Rickman

Prawdziwie, do szaleństwa. Dzienniki Alan Rickman

"Był życzliwy, ale też trudny. Niebezpieczny i komiczny. Seksowny i androginiczny. Męski, choć w osobliwy sposób. Pełen temperamentu, ale i ospały. Wybredny i prosty." 

Zazwyczaj sięgam po biografię tych osób, które pamiętam z dawnych lat albo które po prostu lubiłam platonicznie. Sentyment.

W przypadku Alana Rickmana - mojego alter ego, jeśli chodzi o postać Snape'a - zawsze fascynowała mnie jego osobowość. Pamiętam, że na początku myślałam sobie: "Matulu, jaki on brzydki i ponury..." Potem już tylko myślałam, że jest ponury.

I chciałam sobie troszkę przynajmniej przez szparkę pooglądać jego życie.

I poodglądałam...

Miał swój świat, wewnętrznie hermetycznie pozamykany na zewnętrz, pomimo całkiem aktywnego życia i bycia - często wbrew sobie.

Miał jedyną kobietę przez całe życie, co było cudowne i miał specyficzne podejście do życia, co już nie było takie cudowne: jego "wrodzony optymizm" był jak szara peleryna- niewidka - prawie zawsze widział "ciemną stronę mocy":

"Jadę na Manhattan wzdłuż rzeki Hudson. Jest ciepło i słonecznie - można by powiedzieć, że to środek wiosny. Ale cieszę się, że włożyłem czapkę i szalik..."😁

Zdystansowany inteligentny obserwator. 

"...uczucie zniechęcenia - po co to wszystko? Wszędzie dostrzegam napięcie: wśród znajomych i w polityce. Co się dzieje? Może to się zmieni, ale w tym momencie dręczy mnie przeczucie, ze w życiu piękne są tylko ulotne chwile, bo cała reszta wymaga siły fizycznej i dojrzałości."

Ciężka lektura, początkowo bardzo chaotyczna, jakby sam autor dopiero przyzwyczajał się do myśli prowadzenia pamiętnika. 

"Wracam do zapisków w tym dzienniku - mam wrażenie, że patrzę na wykres wycieńczonego umysłu."

I chciałabym napisać, że była to opytmistyczna lektura, ale niestety jego Dzienniki zieją bezemocjonalnością (jest takie słowo), w sumie pozorną chyba, ale rzucającą się w umysł. Nawet sobie pomyślałam, że najlepiej znali go jego najbliżsi oczywiście, ale w tych swoich zapisakach, które są przecież formą pamiętnika, był całkiem sobą i ta jego osobowość była chwilami naprawdę przytłaczająca, miałam wrażenie, że jego samego też. 

Co zapamiętałam? Moje wnioski?

Zmęczenie. Niewyspanie. Malkontenctwo. Obserwacje i szare bystre wnioski. Dystans do społeczeństwa, które go drażniło: "Konferencja prasowa - przyszło dwudziestu paru dziennikarzy. Najmądrzejszy z nich siedzi w milczeniu i robi notatki, a reszta idiotów zasypuje nas pytaniami."

Może to wszystko przez pewną dozę perfekcjonizmu, ale nie odniosłam wrażenia po skończonej lekturze, że Alan był optymistą i kochał życie.

"Jestem wykończony codzienną uprzejmością."

Taaa... właśnie takie miałam wrażenie 😜

Lekturka jak długa ponura dłùuuuga mżawka w Anglii...z lekkimi przebłyskami słoneczka😎

Chociaż uczciwie przyznam, że im głębiej w las, to było zdecydowanie lepiej? Może to ja się przyzwyczaiłam do jego stylu i podejścia i coraz częściej śmiałam się z jego suchych, ale trafnych, niechcący zabawnych i błyskotliwych spostrzeżeń:

"... poznałem Sharon Stone - to niezwykle atrakcyjna kobieta, ma ten błysk w oku, a do tego jest inteligentna i zabawna. 

Nic dziwnego, że nie ma faceta."

😂💨

Nie wiem, komu polecam, ale z pewnością należy uzbroić się w cierpliwość i małymi kroczkami poznawać czarno-biały świat Alana R.


MOJA OCENA: 6/10

PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

Alan Rickman – jeden z najpopularniejszych aktorów swojego pokolenia, niestrudzony działacz polityczny, zapalony podróżnik, oddany przyjaciel. Podbił serca milionów widzów na całym świecie rolami w takich filmach jak Szklana pułapka, Rozważna i romantyczna czy Harry Potter.


Kunszt Rickmana nie ograniczał się do występów na scenie i na ekranie. Aktor równie znakomicie władał piórem, był błyskotliwym, spostrzegawczym i dowcipnym obserwatorem. W Dziennikach, które obejmują okres od 1993 do 2015 roku, zabiera nas na plany filmowe i za teatralne kulisy, opisuje swoją warsztatową kuchnię, dzieli się anegdotami, zabawnymi historiami i emocjami, w które obfituje praca aktora.


Pisze szczerze i otwarcie o swoim życiu zawodowym i prywatnym, o podróżach, pasjach, przyjaźniach. Lektura tej książki to jak słuchanie Rickmana rozmawiającego z bliskim przyjacielem.


Przedmowę do Dzienników napisała Emma Thompson – wieloletnia przyjaciółka aktora.





Michał Koterski. To już moje ostatnie życie Michał Koterski, Beata Nowicka

Michał Koterski. To już moje ostatnie życie Michał Koterski, Beata Nowicka

"Tylko Lucyfer w podziemiach piekła mógł wymyślić taką substancję. Narkotyki nie zabierają ci wszystkiego od razu. Wystawiają rachunek z odroczonym terminem płatności, na tym polega ich fenomen. Na początku dają to, czego pragnąłeś: moc, euforię, miłość. A kiedy już nie potrafisz bez nich żyć, odbierają ci wszystko po kolei: od emocji i uczuć, przez wrażliwość, po godność i życie." 

Dlaczego ja, która raczej unika czytania biografii, sięgnęłam sobie akurat właśnie po wyznania Miśka, którego uważałam do tej pory za kompletnego idiotę? 
(sorry autor, ale biję się w pierś - tak właśnie było...)

A dlatego, że na Insta wyskoczył mi krótki filmik, w którym Michał w PORAŻAJĄCO szczery sposób mówil Kubie Wojewódzkiemu prosto w twarz o ich rzekomej przyjaźni. 

WOW. 

Byłam pod wrażeniem, troszkę mi szczęka opadła, nie każdego stać, żeby takie rzeczy mówić prosto w oczy, a nie za plecami. 
Pomyślałąm sobie: qurdę, ten Misiek to dał czadu, niby idiota, ale szczery i odważny...

Poczytałam sobie, że jest to fragment dłuższego wywiadu, dostępnego na kanale YT Kuby: Wypełniam was miłością! odpaliłam i przepadłam: jest to pierwszy i jedyny podcast jaki wysłuchałam w całości - nie lubię tej formy przekazu- i byłam pod MEGA WRAŻENIEM oczywiście Miśka (absolutnie nie Kuby, który znany jest ze swojego sarkazmu i mieszania ludzi z błotem, ale w tej rozgrywce poległ- sorry Kuba - zero klasy, hejt prześmiewczość, słabość i nienawiść).
Michał Koterski - klasa, szczerość, zero chamstwa, prostota, dar opowiadania i jeszcze raz szczerość, autentyczność, wielkie pokłady cierpliwości  opanowania - SZACUNEK.

Generalni mogłabym długo o tej rozmowie pitolić, ale to nie jest przedmiotem tej recki, w sumie miało być mini.

Oczywiście tam dowiedziałam się, że Michał wydał autobiografię i od razu kliknęłam sobie Kup teraz - i nie żałuję.

Tak jak w rozmowie w podkaście - szczerość, szczerość i jeszcze raz szczerość - odwaga mówienia o wszystkim, szczególnie o wierze (którą Kuba starał się prześmiewczo obalić, co mu się też nie udało, wręcz było to żałosne...) piękne słowa, piękne i mądre przemyślenia, dużo bólu, ale też kurdę takiego szybowania na skrzydłach nieświadomości (miałam wrażenie na początku, że to na zasadzie: głupi ma szczęście, ale potem uświadomiłam sobie, że tu chodziło raczej o ochronę szczególnego rodzaju...) i przejmująca scena, po której miała ciarki: zanikający głos: weź mnie...

Jak to napisał sam Misiek: oceniać jest łatwo, hejtować jest łatwo, łatwo sobie wyrobić zdanie na temat osoby, pokazywanej tylko z jednej strony - ja tak miałam do tej pory i przepraszam. 
Iteligencja, empatia, szczerość, wrażliwość, autentyzm, mądrość życiowa, pokora - to nowy obraz autora. 

"...w szkole nauczono go wielu rzeczy, ale nie tego, że jest siedem podstawowych uczuć, które trzeba umieć wyrażać: radość, złość, smutek, strach, samotność, wstyd i poczucie winy. To prawda. Wychodzimy ze szkoły, znając na pamięć wszystkie dopływu Nilu czy Mekongu, daty koronacji polskich królów i tablicę Mendelejewa, ale o samych sobie wiemy niewiele albo nic. Nikt nas w szkole nie uczy rozpoznawania swoich uczuć, mówienia o nich ani - co gorsza- radzenia sobie z trudnymi emocjami. One są spychane na margines."

Polecam każdemu z mojego pokolenia, starszego lub troszkę młodszego poczytać sobie o dotychczasowym przeżytym życiu Michała Koterskiego - rozmowa jest bardzo przyjemna, język autora prosty, szczery, przystępny, bez zbędnej bufonady, są fajowate zdjęcia, ale najlepsza jest treść, często zabawna:

("Pewnego dnia, byłem wtedy w drugiej klasie podstawówki, wracam do domu, otwieram drzwi, patrzę, a mój tata siedzi z Panem Kleksem przy pomidorowej. Jedzą i rozmawiają. Pomyślałem: "Jezus Maria, mój ojciec zna Pana Kleksa!"),

ale przede wszystkim prawdziwa - wspomnienia, spowiedź i dużo nadziei tam znalazłam, bardzo dużo optymizmu, pomimo wszystko, a może właśnie dzięki temu wszystkiemu?

Michał w tej autobiografii podaje nam swoje serce na dłoni - nie zjedzmy go, spokojnie z osądami. 
Jak to powiedziała współautorka tej autobiografii - Beata Nowicka: "Szczerość jest twoją siłą, nawet jeśli przemawia na twoją niekorzyść."

POLECAM!

MOJA OCENA: 8/10

PRZECZYTAJ FRAGMENT!


***

Od czternastego roku życia zażywał narkotyki. W liceum zamiast do szkoły chodził do klubów, gdzie zaprzyjaźnił się z lokalnymi gangsterami. Parę dni przed maturą pilnował ojca, żeby ten nie zapił się na śmierć. Po sukcesie filmu Dzień świra, w którym zagrał Sylwusia, nie było lepiej. Na każdą imprezę przychodził naćpany lub pijany. Były sytuacje, których nie miał prawa przeżyć. Lubił się leczyć, jeździł do ośrodków dla uzależnionych, chodził na terapie, na mityngi. Robił to w jednym celu: aby się „podreperować”, żeby potem „lepiej się zażywało”. Nikt nie wierzył, że uda mu się wygrać z uzależnieniami. Nawet on sam.


Co stało się w jego życiu, że dzisiaj jest „czysty”? Mówi o tym wprost: „to dar od Boga”.


Pół życia zajęło mu wychodzenie z uzależnień. Wie, że to jego ostatnia szansa. Pomaga mu świadomość, że jego syn Fryderyk jest pierwszym Koterskim, który urodził się w trzeźwej rodzinie.


To już moje ostatnie życie jest niezwykle szczerą rozmową o życiu, uzależnianiach, wychowaniu w rodzinie obarczonej od pokoleń nałogami, o sławie i jej mrocznych stronach. Ale również o miłości, łasce, Bogu i życiu „na trzeźwo”.


"Przeleciał mi przed oczami film z życia i zrozumiałem, że jak dzisiaj się nie zatrzymam, to już nigdy nie powtórzy się taka szansa. Umrę tu samotnie. Zaćpam się, zapiję, zachleję na śmierć. To będzie mój koniec."


Michał Koterski


PODCAST


AUTOR



Uwierz w bestie Nastassja Martin

Uwierz w bestie Nastassja Martin

"Doszłam do kresu pierwotnego spotkania twarzą w twarz, ale wróciłam, bo nie umarłam."

Jedynym usprawiedliwieniem tej w sumie nowelki jest jej autentyczność - opowieść bardzo osobista, opowieść wnętrza.
Nie przemówiła do mnie.
Miałam wrażenie, że to jest swoistego rodzaju terapia autorki, napisana tylko dla niej.

Nie wiem, czy polecam, nie jest to lekka i przystępna lektura, czytana z przyjemnością.

MOJA OCENA: 5/10

PRZECZYTAJ FRAGMENT!


***

25 sierpnia 2015 roku to dzień, w którym wszystko się zmienia w życiu Nastassji Martin, francuskiej antropolog. Brutalne spotkanie z niedźwiedziem w ostępach Kamczatki było dla niej punktem granicznym i zachwiało jej tożsamością. Od tego momentu zawieszona między światami zwierząt i ludzi, naturą i kulturą, Wschodem i Zachodem próbuje się odnaleźć i na nowo określić, kim jest. Blizny na twarzy, powracające fragmenty wspomnień walki z bestią oraz sny nie dają jej spokoju. Nie może już w obiektywny, naukowy sposób opisywać animistycznego mieszania się bytów, teraz sama go doświadcza: czuje, że musi wrócić do krainy lodowców i wulkanów, gdzie z dala od ludzi, drzew, łososi i rzek ma nadzieję znów zmierzyć się z niedźwiedziem. Czy to spotkanie ukoi niepokój, pozwoli nadać nowy kształt roztrzaskanej na kawałki osobowości?

Ta autobiograficzna opowieść skłania do zadawania pytań o naszą tożsamość: Co ją kształtuje? Czy jest stała, czy może zmienna? Czy w życiu człowieka są wydarzenia, które mogą radykalnie ją zmienić? Czy formowanie jej na nowo jest wyzwaniem, któremu jednostka może sprostać?


AUTOR



Wham! George i ja Andrew Ridgeley

Wham! George i ja Andrew Ridgeley

"Byliśmy najlepszymi przyjaciółmi i dwiema stronami medalu. Georgios Panayiotou, pilny i nieśmiały szesnastolatek ze sterczącą kędzierzawą czupryną, miał oponkę w pasie i szafę pełną dyskusyjnych strojów. Ja dla odmiany byłem osobą towarzyską i pewną siebie, żywym srebrem, choć niezbyt inteligentnym, mądralą i gagatkiem wystrojonym w moherowy garnitur z lumpeksu i parkę, i migającym się od śmiertelnie nudnych przygotowań do matury. Mimo to byliśmy jak bracia syjamscy, bo połączyły nas: miłość do muzyki i skeczów Monty Pythona oraz sztubackie poczucie humoru."


Troszkę mniej wzruszające i poruszające wspomnienia, niż w biografii Georga Michaela autorstwa Roba Jovanovica, ale za to bardziej na luzie i z pewnością bardziej zabawna, ale to chyba dlatego, że autor też do poważnych osób nie należał.
Dużo wspomnień ze szkoły, z początków znajomości - tak, tu się można pośmiać:
"Gdy pewnego ranka (George) wszedł do szkoły w nowiutkim płaszczu, nabrałem przekonania, że jest daltonistą.
- Bardzo lubię zieleń - oznajmił, choć nikt wokół nie miał wątpliwości, że to brąz."

Wspomnienia przesiąknięte klimatem tamtych cudownych lat, pełnych muzyki, będą prawdziwą gratką dla psychofanów zespołu Wham! (dla mnie!) i cofną każdego czytaelnika w czasie. Pokażą mozolne, ale entuzjastyczne pięcie się w górę po szczeblach muzycznej drabinki sławy i chwały.

Poznamy tu historię powstania zespołu oraz historię jego końca, a także solową karierę Georga. Potem wszystko się urywa i kończy się śmiercią wokalisty, co mi troszkę przeszkadzało, ale w końcu to miała być opowieść o przyjaźni dwóch chłopaków, których drogi szybko się rozeszły, prawda?

"Łączyła nas niezłomna przyjaźń, byłem przekonany, że miejsce na liście przebojów już na nas czeka. Nie miałem pojęcia, co oznaczałby taki sukces, ale czułem go pod skórą. Wiedziałem, że go osiągniemy."

Polecam

MOJA OCENA: 7/10

PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

Poznaj prawdziwą historię zespołu Wham!

Wyobrażasz sobie Święta bez przeboju "Last Christmas"? Dzięki tej piosence Boże Narodzenie to wyjątkowy okres dla każdego z nas. Magiczna atmosfera to zasługa dwóch przyjaciół – George’a Michaela i Andrew Ridgeleya. Wszystko zaczęło się w 1981 roku, gdy jako osiemnastolatkowie postanowili założyć zespół…

Bardzo szybko Wham! stali się ikoną popkultury oraz symbolem lat 80. – czasu, kiedy imprezy trwały do białego rana, a ekstrawagancja była w cenie. Kto z nas nie tańczył do takich przebojów jak "Wake Me Up Before You Go-Go" lub "Careless Whisper"? Wielka sława, pierwsze miejsca na światowych listach przebojów, tłum szalejących fanów… tak w skrócie wyglądała historia duetu.
W 1986 roku George Michael i Andrew Ridgeley postanowili zakończyć wspólną działalność. Ich ostatni koncert odbył się na legendarnym stadionie Wembley, a 73-tysięczna widownia zapłakała, nie mogąc pogodzić się ze stratą. Choć minęło już tyle lat od tego wydarzenia, to legenda Wham! jest wciąż żywa!

Wham! George i ja to jedyna książka pokazująca nam zakulisowe życie zespołu. To także opowieść o jednym z najbardziej znanych muzyków na świecie, George’u Michaelu – opowieść tym cenniejsza, że snuta przez osobę, która znała go jak nikt inny!








(nie)Odjazdowe życie braci Collins Rafał Collins

(nie)Odjazdowe życie braci Collins Rafał Collins

"Ta książka będzie dla mnie katharsis - oczyszczeniem, rozliczeniem się z przeszłością, oswobodzeniem z dziecięcych traum."

Kategoria (Auto)biografia bardzo rzadko gościu u mnie na półce.

Dlaczego?
Nie przepadam za tego rodzaju literaturą - wolę twory wyobraźni, a nie rzeczywistości. 

Jednakże, miałam szczęście i parę razy - dokładnie chyba dwa - trafiłam na rewelacyjne biografie: 

The most beautiful. Moje zycie z Princem

George Michael.

Ta jest trzecia.

Do trzech razy sztuka?
Mam nadzieję, że nie.

Zacznę od tego, że ten, kto nie wie, czym jest twór "Bracia Collins" nie będzie miał takiej frajdy z czytania (chyba), jak ten, kto wie i widział, z czym to się je.


Ja widziałam - poznałam fenomen braci w programie Ameryka Express. Wcześniej nie miałam pojęcia o ich istnieniu - jak i o Fit Loversach, czym była zbulwersowana ma nastoletnia latorośl!

Nie ukrywam, że obejrzałam całość głównie ze względu na Collinsów właśnie - byli mega autentyczni. Doceniam tą cechę, szczególnie w mediach, gdzie prawie wszystko jest sztuczne i trudno tam pozostać sobą. 

Wydawało mi się, że oni tacy są. 

Autentyczni.

#byliście świetni#


Dlatego właśnie postanowiłam ZAKUPIĆ ten ebook (te osoby, które mnie trochę znają wiedzą, że generalnie BARDZO RZADKO kupuję książki i ebooki, bo mam Legimi, a na papierzaki jestem za ślepa. Poza tym kocham czytać wieczorem, w ciemnościach, a jeszcze nie wyprodukowali fluorescencyjnych książek - od tego są ebooki właśnie).


ZAKUPIŁAM WIĘC. 

I przeczytałam.
Z buta.

I cóż stwierdzam?

Potwierdzam autentyczność i szczerość, to na bank. Świetna, zabawna chwilami opowieść życia (dotychczasowego), której narratorem jest młodszy ON - Rafał. 
Rafał, który w Ameryka Express wydawał mi się tym spokojniejszym, wręcz grzecznym i spolegliwym bratem. To Grzesiek był wulkanem emocji - różnego rodzaju - Rafał przeważnie gasił ogniska  xd, choć i u niego nie raz coś tam buchnęło i zaiskrzyło).

Po lekturze stwierdzam jednak, że: o jakże się myliłam xd


W jednym się nie pomyliłam, myślę. W tym, że ten chłopak - te chłopaki - są prawdziwi. Szczerzy. I w dupie mają konwenanse i poprawność, nie tylko polityczną. Rządzą nimi szczere emocje.


Wariaty. 

Takich lubimy.

Autobiografia szczera. Chwilami prześmieszna (oplułam panią, stojącą przede mną w kolejce - a to nie lada wyczyn z racji 1.5 metrowych odstępów - kiedy czytnęłam sobie fragmencik o pewnym kontakcie w telefonie o nazwie  'Putin"..). 

Pozwoliłam sobie zapożyczyć do rodzinnych celów własnych pewną życiową naukę, którą tu przytoczę, ale nie w całości (żeby był efekt x).

"Ostatnio mój syn po wieczornej bajce, którą uwielbiam mu opowiadać, spytał mnie podekscytowanym głosem: 
- Tato, a to prawda, że kiedyś ten dom będzie tylko mój i mojego brata?
- Nie - odparłem - ja sobie zarobiłem i kupiłem dom, ty zarób sobie na swój."

HA!


Ale było też poważnie, mądrze i życiowo. 


"Leonardo w momencie wydania książki ma sześć lat, a Vincent dwa lata, więcej dzieci nie chcemy. Jeśli ktoś uważa, że jedna mała istota nie może zrobić wielkiej różnicy, to niech spróbuje zasnąć z komarem w pokoju."

Emocjonalnie, rozsądnie i odpowiedzialnie.


"Rodzic w moim przekonaniu nie ma nawet wolności decydować o tym, czy chce żyć, czy nie. Musi - dla dzieci."

Mądry chłopak, ten Rafał, choć młody taki jeszcze, ale w tym przypadku widać, że nauczycielem było życie i to życie bynajmniej nie "Księcia z bajki"...


Żałuję trochę tylko, że tak mało było tu starszego brata, którego prawie ubóstwiałam za... siłę charakteru powiedzmy i niezłomność zachowania, jeśli chodzi o Ameryka Express XD

I choć, Rafale - autorze, 'rencami i nogami" wzbraniasz się przed instagramowym szaleństwem, to jednak posłucham twego apelu i wrzucę ten post z hasztagiem po to, aby być częścią tego własnie szlachetnego szaleństwa medialnego i żeby wszyscy w Polsce i nie tylko poznali Wasz zapał do pracy, do pomagania i entuzjazm do życia.

Może niejednej osobie, znajdującej się w ciężkiej sytuacji życiowej Wasza biografia otworzy okno na lepszy świat.

POLECAM

#nieodjazdowezyciebracicollins


MOJA OCENA: 8/10


PRZECZYTAJ FRAGMENT!


***

Bracia Collins. Na pozór znamy ich doskonale ― z programów telewizyjnych, z łamów kolorowych czasopism, ze zdjęć widywanych regularnie w portalach internetowych. Czy jednak znamy ich naprawdę? Czy znamy historię ich sukcesu i drogę, która zaprowadziła ich z legnickiego blokowiska tam, gdzie są teraz? Nie była to droga usłana różami. Raczej wyboista i mocno pod górę. Można tę książkę czytać jak opowieść o zwycięstwie na przekór wszystkim przeciwnościom. Można jak literaturę motywacyjną, bo mówi ona także o tym, że nie wolno porzucać marzeń, tylko trzeba dążyć do ich realizacji, nawet wbrew całemu światu ― wtedy nie będzie dla nas rzeczy niemożliwych. A można też potraktować ją po prostu jako fascynującą historię o tym, jak Grzesiek i Rafał stali się Gregiem i Ralphem. Historię miejscami smutną, miejscami zabawną, ale zawsze wciągającą.



Poznaj ją i Ty.















AUTOR






Przerwana lekcja muzyki Susanna Kaysen

Przerwana lekcja muzyki Susanna Kaysen

"Moim nieszczęściem - a może zbawieniem - było to, że świetnie zdawałam sobie sprawę z fałszywego odbioru rzeczywistości. Nigdy nie wierzyłam w to, co widzą moje oczy, albo co zdawało mi się, że one widzą."

Wynudziła mnie ta chaotyczna opowieść. Atmosfery nie podkręcił nawet fakt, że była ona autentyczna.
No cóż, wolę chyba wymyślone arcydzieła w tej tematyce.
Film był o niebo lepszy.


"Powieść opisuje wspomnienia pisarki z pobytu w latach 1967–1969 w szpitalu psychiatrycznym McLean w Belmont w stanie Massachusetts. Napisanie książki było możliwe m.in. dzięki wydobyciu ze szpitalnego archiwum kartoteki pacjentki przez adwokata. W kwietniu 1967 Kaysen po krótkiej sesji terapeutycznej z nieznanym psychiatrą na przedmieściach Bostonu została przez niego wsadzona do taksówki i odwieziona prosto do szpitala."

MOJA OCENA: 5/10


PRZECZYTAJ FRAGMENT!


***

Wrażliwość to nie choroba! Jeśli miałeś szczęście – jechałeś na Woodstock, jeśli miałeś pecha – jechałeś do Wietnamu. A jeśli nie wiedziałeś, czego chcesz – lądowałeś w domu wariatów.


Wrażliwa, mająca problemy emocjonalne, nie potrafiąca odnaleźć się w otaczającym ją świecie Susanna po próbie samobójczej zostaje umieszczona przez swoich rodziców w szpitalu psychiatrycznym. Rozpoznane zostaje u niej występowanie osobowości borderline.

Początki szpitalnego życia są dla Susanny bardzo trudne, nie potrafi się pogodzić z rygorem, który zostaje jej narzucony już pierwszego dnia. Dziewczyna spotyka tu całą gamę barwnych charakterów i zaburzeń – od kleptomanki Giorginy przez molestowaną seksualnie, uzależnioną od valium i kurczaków Daisy, oszpeconą w trakcie pożaru Polly, aż po dominującą, żywiołową socjopatkę Lisę. Susanna szybko orientuje się, że bycie wzorową pacjentką nie jest tu mile widziane – kwitnie nielegalny handel valium, niesfornej Lisie zdarzają się ucieczki, a pielęgniarka Val lubi przymykać oko, na niektóre przewinienia.

Na podstawie książki nakręcono kultowy już film pod tym samym tytułem z Winoną Ryder, Angeliną Jolie, Brittany Murphy i Whoopi Goldberg.


EKRANIZACJA
/KLIKNIJ ZDJĘCIE/


TRAILER






AUTOR




Za kratami Maude Julien

Za kratami Maude Julien

"... "pan Didier" jest półbogiem, którego jednocześnie czci i nienawidzi, ale któremu nigdy nie ośmieliłaby się przeciwstawić. 
Nie mam wyboru: muszę zamknąć oczy i drżąc ze strachu, pozwolić, żeby ten, który mnie stworzył, wziął mnie teraz pod swoją opiekę."

Serce się kraje podczas lektury...

Kolejny szok tego roku!
A już myślałam, że po Szklanym Zamku niż mnie już nie zadziwi... I jak Szklany Zamek był szokująco - smutny, tak Za kratami jest szokująco-przerażającą historią! I wkur...zającą na maxa! Aż się gotuje wszystko w środku!

Wspomnienia dziewczynki, która musiała żyć z psychopatycznymi rodzicami, choć każde z nich maiło odjazd w inna stronę...
Porąbany i nawiedzony ojciec, który uważał siebie za guru trzyosobowej sekty rodzinnej, opętany psychol.
I ona -  oziębła, nieczuła i bezuczuciowa matka, uzależniona od każdego jego skinienia! 

A w środku tego piekła - ona. 

Dziecko kochające zwierzęta. Dziecko wrażliwe. Szczere. Pragnące. 
Które zamiast miłości dostało nienawiść. Przemoc. Obojętność. Okrucieństwo. 

Odcięta od świata zewnętrznego, Maude Julien dorastała w "trzyosobowej sekcie rodzinnej" rządzonym przez jej guru - dyktatora, który miał tylko jeden cel w życiu - postanowił spłodzić córkę i "przekształcić" ją w istotę nadludzką, która od najmłodszych lat zmuszana była do znoszenia niekończących się okrutnych testów fizycznych i psychicznych, pozbawiona wszelkiego poczucia ciepła rodzinnego i uczuć ludzkich.
Liczyła się tylko tresura.

Prawdziwą miłość poznała dzięki zwierzętom, także torturowanym: ukochanej suczce, dwóm kucykom, kaczorowi i gołębiowi. 
Lata życia w tym koszmarze wyzwoliły u niej niezłomne postanowienie, że kiedy dorośnie, zostanie "chirurgiem głowy", a nie "panem świata", jak planował dla niej ojciec. 

Obecnie jest psychoterapeutką, specjalizującą się w kontroli umysłu i emocjonalnej manipulacji.

Coś niesamowitego - tym bardziej, że na faktach. 

POLECAM - MUST READ!!!!!!

MOJA OCENA: 9/10

PRZECZYTAJ FRAGMENT!



Dla mojej matki – pierwszej ofiary Potwora

W 1936 roku Louis Didier kończy trzydzieści cztery lata. Ma za sobą wielki awans społeczny. Zgromadził duży majątek, prowadzi firmę w Lille. Na jego drodze pojawia się masoneria ezoteryczna. Didier przechodzi inicjację i przyjmuje wyjątkowo mroczną wizję świata, który padł łupem sił ciemności.

W tym samym roku spotyka człowieka, najprawdopodobniej górnika z Fives, głowę licznej rodziny, której nie jest w stanie wyżywić. Louis Didier proponuje mu, żeby „powierzył” mu swoje najmłodsze dziecko, sześcioletnią dziewczynkę o włosach jasnych jak len. „Jeannine nie będzie niczego brakowało. Zapewnię jej solidne wykształcenie i dostatnie życie. Mam tylko jeden warunek: nigdy już pan jej nie zobaczy”.
Górnik przystał na tę propozycję, choć nie wiadomo, czy dostał za to jakieś pieniądze. Jeannine trafiła pod opiekę Lou­isa Didiera, zamieszkała w Lille i nigdy już nie zobaczyła swojej rodziny.

Louis Didier dotrzymał obietnicy. Jeannine uczyła się w szkole z internatem. Odebrała doskonałe wykształcenie. Kiedy osiągnęła pełnoletniość, zamieszkała ze swoim opiekunem, on zaś skłonił ją do ukończenia studiów – filozofii oraz filologii klasycznej – na uniwersytecie w Lille.
Nie wiem, kiedy Louis Didier wyjawił Jeannine swój wielki plan. Czy zaczął o nim mówić, kiedy była jeszcze małą dziewczynką, która przyjeżdżała do niego ze szkoły na wakacje? A może czekał, aż dorośnie i zostanie jego żoną? Przypuszczam, że Jeannine „zawsze przeczuwała”, na czym polega jej zadanie: miała dać Didierowi dziecko, które odziedziczy po niej jasne włosy, a następnie zająć się jego edukacją.

Urodzona przez nią córka, podobnie jak jej ojciec, zyska status „wybranej”, a w przyszłości stanie przed szansą „zbawienia ludzkości”. Louis Didier zakładał, że dzięki wykształceniu odebranemu przez jej matkę dziewczynka będzie się wychowywać z dala od zewnętrznego skażenia. Zamierzał formować zarówno jej ciało, jak i umysł: chciał, żeby stała się nadistotą, odpowiednio przygotowaną do trudnego i jakże ważnego zadania, które postanowił jej powierzyć.
Dwadzieścia dwa lata po przejęciu opieki nad Jeannine, Louis Didier uznał, że nadszedł właściwy czas, by dała mu córkę. Chciał, żeby urodziła się ona 23 listopada 1957 roku.

Tak też się stało: Jeannine wydała na świat małą jasnowłosą dziewczynkę 23 listopada 1957 roku.

Trzy lata później Louis Didier, który miał wtedy pięćdziesiąt dziewięć lat, postanowił sprzedać swoje interesy, a potem nabył dużą nieruchomość w pobliżu Cassel – miasteczka leżącego pomiędzy Lille a Dunkierką. Przeprowadził się tam razem z Jeannine. Od tej chwili zamierzał poświęcić się jednemu celowi, realizacji swego planu z 1936 roku: chciał uczynić ze swojego dziecka nadczłowieka.

Tym dzieckiem byłam ja (...)


***

Mimo upływu lat Maude Julien pamięta jeszcze szczęk żelaza, który słyszała, gdy zamykały się za nią kraty luksusowego więzienia – ponurej, otoczonej parkiem rezydencji w okolicy Saint-Omer, zakupionej przez ojca. Zamknięta w niej żyła odizolowana od świata i ludzi, mimowolnie przygotowując się do misji, jaką wyznaczył jej ojciec, dygnitarz loży masońskiej. 

Ten, dzień po dniu, realizował swój plan wychowania córki na „nadczłowieka”. Miała nauczyć się przezwyciężać strach, znosić wyrzeczenia, ból i samotność. Wszystko po to, by odegrać kluczową rolę w misji, do której ją przygotowywał. To, jak perfidny był to plan, zrozumiała dopiero po latach.
Jak uwolnić się z takiego ucisku? Gdzie znaleźć siłę, by uciec prześladowaniu, lub odwagę, by znosić je w ciszy?
Książka, oparta na autentycznych wydarzeniach, mocno wzburzyła francuską opinię społeczną.









Autor: Sabina Bauman - klik zdjęcie
Copyright © 2014 Mniej niż 0 - Mini Recenzje , Blogger