Mech pod skórą Angelika Sadkowska
"Mówią, że istnieje bagno, którego nie znajdziesz na żadnej mapie. Nocą przesuwa się jak cień, a o świcie znika, jakby nigdy go nie było. Nazywają je La Mareta. Nie jest zwykłym trzęsawiskiem. Nie tropi przypadkowych wędrowców. Ono wybiera. Słucha serc, węższy w myślach, wyczuwa ciężar grzechów i win, których nikt nie odważył się wyznać. A gdy znajdzie człowieka obciążonego wyrzutami sumienia, sprawia, że ziemia pod jego stopami mięknie, zamienia się w mokradło, a każdy krok Ciągnie go głębiej i głębiej."
Dokładnie tam to się zaczyna.
Na bagnach.
Zaczyna się od legendy. Od pomysłu. Od piątki przyjaciół i tej szóstej. Od tajemnicy. Od sekretu. Od milczenia. Od obłędu.
"Piątka Dzieci Truskawkowego Księżyca.
Cztery żywioły i jeden koniec.
Bo kim innym mogłabym być, jeśli nie tym, co przychodzi po wszystkim?
Oni dawali życie, ruch, płomień, oddech. A ja tylko zbierałam to, co zgaszone, wykruszone, przełamane."
Aster był wodą.
"Woda zataiła."
Samuel był ziemią.
"Ziemia pchnęła."
Sol była ogniem.
"Ogień sprowokował."
Silvan był powietrzem.
"Powietrze zamarło."
Mirren była życiem.
"Podała rękę śmierci."
Manon była śmiercią.
"Śmierć podała rękę życiu."
Zarąbiasta, oniryczna, kolejna warta grzechu powieść ze stajni Wydawnictwo Nocą.
Jestem zachwycona pomysłem, atmosferą, a przede wszystkim narracją, która od razu, zgodnie z założeniem autorki, wprowadziła mnie w świat obłędu na granicy jawy i snu oraz majaków głównej bohaterki!
"Bagno mnie pożera.
Krzyczę, lecz krzyk jest ciszą."
Pomijajac typowo chwilami, ale nielicznymi, młodzieżowe wątki, bo to w końcu powieść głównie dla młodych, ale bez przesady, cała reszta bagiennie wymiata.
"Uderzam o taflę mułu.
Trupi zapach oplata mnie niczym
wieniec z gnijących liści.
Bagno szeptem rozdziera skórę.
Wsiąkam. Powoli. Bez oporu.
Już nie czuję zimna, tylko rozpad.
Rozpływam się między warstwami ziemi
jak sen, którego nikt nie pamięta."
Autorka na samym poczatku wyjaśniła, czego oczekiwała po czytelniku, jeśli chodzi o odbiór i to wzięła i osiągnęła!
Klimatem mega czasami przypominała mi ta opowieść przezarąbiastą Zakochaliśmy się w nadziei i rewelacyjny film Dotyk przeznaczenia.
Bardzo mocno polecam, czyta się grozowo-koszmarkowym jednym tchem! I choć szybciej niż później domyśliłam się, że coś tu jest nie halo /kiedy babcia patrzyła na płot, tak mniej więcej😎/, to jednak zakończenie jest zaskakujące i takie, jak lubię: realistyczne w swym obłędzie.
POLECAM!
MOJA OCENA: 8/10
PRZECZYTAJ FRAGMENT!
***