"A DZIŚ ŻEM SE CZYTŁA/LUKŁA..."

CZYTAJ ZA DARMO!

Statystyki

SZUKAŁKA

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą magiczny realizm. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą magiczny realizm. Pokaż wszystkie posty
Mokosz Anna Sokalska

Mokosz Anna Sokalska

"Upadek i zgnilizna są przecież najlepszym podłożem dla najpiękniejszych kwiatów, prawda?"


Ta powieść jest jak jej okładka... Idealnie dopasowana treść do obrazu i przekazu.

Chyba trzeba było mi takiej lektury po tym wymagającym okresie przerwy.

Jak plasterek miodu dla zmysłów.

Stonowana, smutna magia. Piekna, dojrzała narracja, na granicy tajemnicy i realizmu magicznego, skrywajaca w swych podziemiach dramat i prozę życia.


"Człowiek nie od razu dostrzega ruinę, po środku której się znalazł, zwłaszcza gdy rozkład postępuje stopniowo, w ciszy, pozwalając się do niej przyzwyczajać."


Czuję się oczarowana głębią, ale przede wszystkim nastrojem, bo w tej czarownej opowieści chodziło o coś więcej, niż tylko o rzekomą zbrodnię.


"Ale ona, ona jednocześnie przerażała go i przyciągała do siebie. Z pozoru niegroźna, jak smaczna, tłusta przynęta, pod którą kryje się śmiertelnie niebezpieczny haczyk."


Wibrowało tam dużo klimatu Totalnej magii, ale w bardziej słodko-gorzkiej odsłonie.

Polecam na bardzo nastrojowe wyciszenie się.


MOJA OCENA: 7/10

PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

W każdej prawdzie jest ziarno kłamstwa.
Stroniąca od ludzi, młoda kobieta zostaje podejrzaną w sprawie o zabójstwo męża - odnoszącego sukcesy przedsiębiorcy. Nieliczne osoby, które ją znają, wystawiają jej sprzeczne świadectwa; niektórzy twierdzą nawet, że jest wiedźmą gotową posunąć się do wszystkiego, inni, że miała doprowadzić małżonka do szaleństwa i samobójstwa swoimi licznymi romansami.
Badający jej sprawę przekupny prokurator powoli ulega tajemniczemu urokowi małomównej kobiety i zaczyna gubić się w licznych wersjach prawdy.

Niepokoje Marta Bijan

Niepokoje Marta Bijan

"Tutaj są inne zasady, niż te panujące na świecie."


Uwielbiam.

Autorka to mistrzyni klimatu, jaki kocham, słów, jakie uwielbiam i grozy nieoczywistej, którą ubóstwiam, umiejąca trafnie, acz nie dosłownie wyrazić grozę w taki sposób, żeby była grozą prawdziwą, czyli niezauważalną gołym, ale kątowym okiem.

Wszystko jest takie samo, ale ODROBINĘ inne.

Odrobina: to robi różnicę między dosłownością a niedopowiedzeniem.

To jest umiejętność, którą ma niewielu.

Dosłowność jest za dosłowna, o wiele więcej lęku ukrywa się w niedopowiedzeniach, którymi karmi się spragniona ciemności wyobraźnia.

Już sam wstęp jest niepokojem, a nastepujace po sobie osiem opowieści, coraz głebiej prowadzą nas w mrok, ukryty między słowami. Sytuacje z opowiadań są przerażające sytuacyjnie, ale nie podskórnie. 

Podskórne jest to, co się za nimi kryje.

I choć, co prawda, całe założenie w końcówce nie zrobiło na mnie aż takiego wrażenia, jak myślałam i balonik początkowego zachwytu się wziąl i nieco spompował, to wielki szacunek za używanie słów w taki sposób, jaki jest dostępny dla niewielu i tworzenie klimatu w głowie, który pozostaje na długo...

Nigdy jeszcze nie zawiodłam się na żadnej powieści tej autorki, zawsze z niecierpliwym oczekiwaniem wsiadam do tej łódki, zamierzającej płynąć wodami Styksu mej jaźni.

Kocham tę niepewność i historie "zupełnie gdzieś indziej."

...

"Jak stary dom ciotki, za dnia przywołujący miłe wspomnienia z dzieciństwa, a w sennym koszmarze - upiornie zmieniony, budzący jedynie świadomość, że coś jest nie tak."


MOJA OCENA: 7/10


PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

W Lasach ludzie umierają ze śmiechu. Na ulicach Świec leżą ciała tych, którzy zatańczyli się na śmierć. Dotąd pełną życia wieś Rzeki ogarnia cisza, bo mieszkańcy jeden po drugim zapadają w sen, z którego nikt się nie budzi.

Trzy kobiety. Trzy miejsca na mapie, które niespodziewanie powracają z przeszłości. Trzy epidemie, nieprzypominające niczego, z czym ludzkość zetknęła się w XXI wieku.

Niepokoje to zbiór powiązanych ze sobą krótkich opowieści o śmierci, szaleństwie i lęku, który powstaje tam, gdzie kończy się racjonalne wyjaśnienie.

Bo czasem prawdziwa zaraza nie rozprzestrzenia się w ciele. Jej źródło leży znacznie głębiej.

Słoneczne miejsce dla mrocznych ludzi Mariana Enríquez

Słoneczne miejsce dla mrocznych ludzi Mariana Enríquez

"Moi smutni umarli

Teraz jest czas, żeby­ście wró­cili. Nie było was już wystar­cza­jąco długo."


Byłam zachwycona powieścią Nasza część nocy.

Czy tutaj też jestem?

Nie tak bardzo, ale tak!

Cudowna groza między wierszami, klimacik podskórny, niepokój wszechogarniający.

Jak to z opowiadaniami bywa: jedne były lepsze, inne dobre, a jeszcze inne rewelacyjne. Dwanaście obliczy strachu i mroku i to nie przez wzgląd na duchy.

Jest ciężka atmosfera beznadziei, braku wyjścia, pogodzenia sie z losem, a także ze zjawiskami nie z tego świata.

Jest to literatura na wyższym, nieoczywistym i wymagającym bardzo wysokim poziomie!

Esencja grozy pod płaszczykiem niepozorności.


MOJA OCENA: 8/10


PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

Czasem zło czai się tuż obok, a potwory wyłaniają się z codzienności

W wielkich miastach i na prowincji, w opuszczonych domach i na zatłoczonych ulicach, rzeczywistość niepostrzeżenie pęka, odsłaniając to, co ukryte. Bohaterowie opowiadań Enriquez zebranych w tomie Słoneczne miejsce dla mrocznych ludzi spotykają duchy, których nie da się odpędzić, trafiają do miejsc, gdzie czas się zatrzymał, i zbliżają się niebezpiecznie do tego, czego nie powinno się spotykać. Zło nie przychodzi tu z zewnątrz – jest obecne, ciche, wpisane w codzienność.

W jednym z opowiadań bohaterka spotyka duchy nawiedzające peryferyjną dzielnicę Buenos Aires, między innymi ducha własnej matki zmarłej po długich cierpieniach, nastolatek zabitych na ulicy i złodzieja przyłapanego na gorącym uczynku. W innym para wynajmuje dom, by spędzić krótkie wakacje w miejscowości, z której wielu mieszkańców wyprowadziło się po tym, jak przestał tam dojeżdżać pociąg. W galerii na opuszczonej stacji kolejowej zwiedzają wystawę niepokojących płócien lokalnego artysty, ale naprawdę przerażającym doświadczeniem okazuje się dopiero poznanie ich autora. Bohaterka kolejnego opowiadania – dziennikarka pisząca o historii dziewczyny widzianej po raz ostatni na nagraniu z kamer monitoringu w podrzędnym hotelu w Los Angeles – staje oko w oko z legendą tego miasta…


Mech pod skórą Angelika Sadkowska

Mech pod skórą Angelika Sadkowska

"Mówią, że istnieje bagno, którego nie znajdziesz na żadnej mapie. Nocą przesuwa się jak cień, a o świcie znika, jakby nigdy go nie było. Nazywają je La Mareta. Nie jest zwykłym trzęsawiskiem. Nie tropi przypadkowych wędrowców. Ono wybiera. Słucha serc, węższy w myślach, wyczuwa ciężar grzechów i win, których nikt nie odważył się wyznać. A gdy znajdzie człowieka obciążonego wyrzutami sumienia, sprawia, że ziemia pod jego stopami mięknie, zamienia się w mokradło, a każdy krok Ciągnie go głębiej i głębiej."


Dokładnie tam to się zaczyna. 

Na bagnach. 

Zaczyna się od legendy. Od pomysłu. Od piątki przyjaciół i tej szóstej. Od tajemnicy. Od sekretu. Od milczenia. Od obłędu.


"Piątka Dzieci Truskawkowego Księżyca. 

Cztery żywioły i jeden koniec.

Bo kim innym mogłabym być, jeśli nie tym, co przychodzi po wszystkim?

Oni dawali życie, ruch, płomień, oddech. A ja tylko zbierałam to, co zgaszone, wykruszone, przełamane."


Aster był wodą. 

"Woda zataiła."

Samuel był ziemią. 

"Ziemia pchnęła."

Sol była ogniem. 

"Ogień sprowokował."

Silvan był powietrzem. 

"Powietrze zamarło."

Mirren była życiem. 

"Podała rękę śmierci."

Manon była śmiercią. 

"Śmierć podała rękę życiu."


Zarąbiasta, oniryczna, kolejna warta grzechu powieść ze stajni Wydawnictwo Nocą.

Jestem zachwycona pomysłem, atmosferą, a przede wszystkim narracją, która od razu, zgodnie z założeniem autorki, wprowadziła mnie w świat obłędu na granicy jawy i snu oraz majaków głównej bohaterki!


"Bagno mnie pożera.

Krzyczę, lecz krzyk jest ciszą."


Pomijajac typowo chwilami, ale nielicznymi, młodzieżowe wątki, bo to w końcu powieść głównie dla młodych, ale bez przesady, cała reszta bagiennie wymiata.


"Uderzam o taflę mułu.

Trupi zapach oplata mnie niczym 

wieniec z gnijących liści. 

Bagno szeptem rozdziera skórę.

Wsiąkam. Powoli. Bez oporu.

Już nie czuję zimna, tylko rozpad.

Rozpływam się między warstwami ziemi

jak sen, którego nikt nie pamięta."


Autorka na samym poczatku wyjaśniła, czego oczekiwała po czytelniku, jeśli chodzi o odbiór i to wzięła i osiągnęła!

Klimatem mega czasami przypominała mi ta opowieść przezarąbiastą  Zakochaliśmy się w nadziei i rewelacyjny film Dotyk przeznaczenia.

Bardzo mocno polecam, czyta się grozowo-koszmarkowym jednym tchem! I choć szybciej niż później domyśliłam się, że coś tu jest nie halo /kiedy babcia patrzyła na płot, tak mniej więcej😎/, to jednak zakończenie jest zaskakujące i takie, jak lubię: realistyczne w swym obłędzie.

POLECAM!


MOJA OCENA: 8/10

PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

La Mareta oddycha.

A bagno nigdy nie zapomina.

W noc Truskawkowego Księżyca Manon traci Samuela. Ciało chłopaka zostaje odnalezione w mętnej wodzie i od tej chwili rzeczywistość dziewczyny zaczyna się chwiać – słyszy głosy, widzi niepokojące znaki i czuje obecność, której nie potrafi wyjaśnić. La Mareta milczy, dorośli odwracają wzrok, a prawda grzęźnie w błocie razem z tym, co zapomniane, sprawiając, że miasteczko przestaje być bezpiecznym miejscem.

Czy to trauma po stracie odbiera Manon kontrolę nad własnym umysłem? A może bagno naprawdę pamięta więcej, niż chcieliby dorośli?

Mroczny thriller młodzieżowy o żałobie, winie i granicy między życiem a śmiercią, obłędem a tym, co nigdy nie zostało do końca pogrzebane.


Rouge Mona Awad

Rouge Mona Awad

"Stać się najwspanialszą wersją siebie. Pozbyć się mrocznych pajęczyn umysłu. Pudeł z piwnicy, pełnych zapleśniałych wspomnień. Skrzyń zamkniętych na cztery spusty." 


Kuszące?

Owszem.

Bo cała idea tej historii oparta jest na pokusie. I podróży do wnętrza swojej duszy. Poprzez lustra.  A kto nie lubi powieści o lustrach? Tym bardziej o lustrach, w których nie kryje nic dobrego?

A są inne w horrorach? 

Bo to jest akurat właśnie oniryczny horror, który uniósł mnie na "falach szaleństwa."

I do samego końca nie wiadomo, o jaki rodzaj horroru chodzi.

...

Wyjątkowa powieść w wyjątkowo moich klimatach, które bardzo rzadko zdarzają się w opowieściach.

Ta autorka to kolejne odkrycie, po Marie Vareille, którym jestem zachwycona. Urzekło mnie jej pióro, realizm magiczny, schizofreniczna groza ukryta pod pozorem prostych wydarzeń, skrywających uwialbiane przeze mnie drugie dno.

Kunsztowne dialogi: "- No to sobie popływałaś. - Nie umiem pływać. - Skoro nie umiesz pływać, dlaczego weszłaś do wody, Bell? - Zapomniałam że nie umiem. - Zabawne to zapominanie. Nie uważasz że dość ważne jest, aby pamiętać?"

😍💪Przepiękna świadomość i cudowna zabawa słowem.

Troszeczkę jak klimaty powieści Marty Bijan - na granicy snu i jawy. Osobliwość i surrealizm hipnotyzuje atmosferą, którą można interpretować dowolnie, przynajmniej na pozór, bo tu naprawdę nie wiadomo długo, o co chodzi? 

To tak jakby oglądało się  /beznadziejny/ film Substancja, ale w mroczny WTF -owskim wydaniu Lyncha! To rewelacyjny literacki doppellganger Oczy szeroko zamknięte, /który notabene jest tu wspomniany/. To odjechana wersja Czarnoksiężnika z Oz - w tym przypadku czerwonej krainy.

Pięknie, cudnie, magicznie stworzony klimat tej historii: tajemniczo i stuprocentowo w każdym szczególe, w każdym francuskim czerwonym detalu!

Rouge.

"Bardzo jesteś przywiązana do swoich wspomnień?"

Brzydka dziewczynka, która niewiele pamięta ze swojego dzieciństwa. 

"Potworną prawdę o mnie, o moim dzieciństwie, którego nie pamiętam? Mimo że nadal tkwi głęboko we mnie. Wypuszcza fragmenty wspomnień na powierzchnię. Czuję je złożone w moim sercu, w moim mózgu, jak Mroczne brzemię. Czarne pudło z mnóstwem lśniących kłódek."

Piękna Matka, która jest wzorem i tyranem/?/. I oni. Ci piękni.

Kim są? Czego pragną? Jaka jest cena za piękno?

...

Rozmazana rzeczywistość, jak za deszczową szybą, atmosfera ciężka jak smoła, jak wosk z czerwonej świecy. Senna rzeczywistość i nierzeczywiste pragnienia. Obsesja, kompleksy, nienawiść i miłość. Zazdrość i pożądanie.

I tajemnica.

"Mój koszmar związany z wiekiem i śmiercią w jednej osobie."

Oniryczna podróż w głąb ludzkiej natury: jej pragnień oraz lęków.

"Teraz czuję coś innego, kiedy na nią patrzę. Kiedy patrzę na siebie, jak odchodzę. Zostawiając mnie tutaj samą."

To jest tego rodzaju opowieść, którą widzisz kątem oka nawet wtedy, kiedy ją odkładasz, na granicy percepcji, która nie pozwala o sobie zapomnieć. Choć czasami...

..."warto puścić wszystko w niepamięć."

MEGA POLECAM!


MOJA OCENA: 8/10


PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

Najnowsza książka autorki bestsellerowego "Króliczka"
Belle dorastała w kulcie piękna, dbania o wygląd i obsesji na punkcie… luster. Nieskazitelna uroda była najcenniejszym skarbem dla jej matki – byłej aktorki, a następnie właścicielki eleganckiego butiku. Po jej nagłej śmierci Belle wraca do domu, by zmierzyć się z przeszłością, długami, które zostawiła matka, i pytaniami o przyczynę jej nagłego odejścia. Kiedy na pogrzebie pojawia się tajemnicza, ubrana na czerwono kobieta, oferująca pomoc w rozwikłaniu części zagadek, przed Belle otwierają się drzwi do zupełnie nieznanego jej świata – do Rouge.

To elitarna społeczność osób uzależnionych od idealnego wyglądu i gotowych na wiele poświęceń, by go utrzymać. Belle zagłębia się w ten świat, coraz bardziej zafascynowana obietnicami składanymi przez ludzi o szklanych oczach. Spełnienie marzeń o wiecznej młodości wydaje się na wyciągnięcie ręki. Jego cena może się jednak okazać bardzo wysoka...

"Rouge" łączy elementy gotyckiej baśni, psychologicznego thrillera i surrealistycznego horroru. To niepokojąca opowieść o granicach piękna, miłości i obsesji, w której łatwo się zatracić

Księga łabędzi Alexis Wright

Księga łabędzi Alexis Wright

"Kiedy zmienił się świat, ludzie byli inni. Miasteczka się pozamykały, miasta zabito dechami, dzielnice opustoszały, rządy padły."


Lubię, kiedy powieść zaczyna się właśnie takimi słowami. Ale nie spodziewałam się tak naprawdę co zastanę w środku.

Jest to najbardziej powieść między wierszami jaką przeczytałam... Błądzenie po własnym umyśle... 


"Wirus myśli, że chcę tego, czego on chce-ukryć się w najciemniejszym zakątku jego różowego jak landrynka łóżka, gdzie śpi i śni głęboko w moim chorym umyśle."


Do tego rodzaju powieści potrzebna jest instrukcja obsługi /dostępna na okładce/😎

Australia. Gdzieś tam w przyszłości, po katastrofie klimatycznej. Ludność odradza się na skrawkach ziemi i tego co zostało po naturze. 

A zostały wraki, gruzy ludzkiego świata i miliony czarnych łabędzi.

...

Piękny język, ale bardzo przystępny, piękna prawdziwa opowieść i chyba jedna z większych skarbnic cytatów. Naprawdę, mogłabym tutaj cytować większość, ale to trzeba by było całą książkę przekopiować raczej.

Świadomość ubrana w słowa.


"Matka natura? Ha! Kto by policzył, ile serc jest w stanie wyrwać żywcem? Nigdy jej się nie znudzi. I kto wie, gdzie na tej ziemi człowiek później znowu swoje serce znajdzie? Ludzie w drodze nazywali ją matką katastrofą od powodzi, pożaru, suszy i zamieci. To były jej cztery pory roku, którymi ciskała w świat, kiedy jej się zachciało."


Często się śmiałam, ale właściwie z czego ja się śmiałam, to ja nie wiem?🙈

Ulotny czar tej opowieści jakoś mnie zauroczył, zahipnotyzował, może właśnie przez to że wszystko było czarowne między wierszami. Poza tym uwielbiam, kiedy ktoś umie tak pięknie przekazywać opowieści słowem pisanym.

Naprawdę bardzo uważnie trzeba czytać tą lekturę i po prostu delektować się jej wyjątkowością i formą wypowiedzi, która przekazuje dramatyczne treści, więc jestem przekonana na 100%, że większość czytelników odłoży ją po kilku stronach.

A ja polecam.


MOJA OCENA: 7/10

PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

Hipnotyczna powieść jednej z najważniejszych pisarek współczesnych.
Australia, niedaleka przyszłość. Ludność aborygeńska wciąż żyje głównie na kontrolowanym przez rząd wycinku Terytorium Północnego, a środowisko naturalne uległo nieodwracalnym spustoszeniom z powodu zmiany klimatycznej. Pochodząca z wysiedlonej społeczności Oblivia, niema nastolatka, ofiara gwałtu grupowego z rąk nawąchanych benzyny nastolatków, mieszka w jednej z niezliczonych rdzewiejących łodzi na bagnie, które miejscowi dzielą z tysiącami czarnych łabędzi, zmuszonych do przeniesienia się tu z innych części kraju. Opowieść prowadzi nas przez życie Oblivii, aż po małżeństwo z Warrenem Finchem, pierwszym aborygeńskim prezydentem Australii, i wyniesienie do godności pierwszej damy, uwięzionej w podtopionym, osuwającym się w bezprawie mieście na południu kraju.
Księga Łabędzi łączy w sobie wszystkie najlepsze cechy pisarstwa Alexis Wright: głębokie zrozumienie rzeczywistości, w której zmuszona jest funkcjonować ludność aborygeńska, dziką energię i humor, niosące nadzieję nawet w najmroczniejszych chwilach, i wreszcie – doskonale skonstruowaną opowieść, czerpiącą z mitów, legend i baśni, w której oprócz Oblivii Ethylene przewija się cały korowód niezwykłych postaci, takich jak ciocia Bella Donna, Zarządca Zatoki, Wielka Ruda, Maszyna, gadająca małpa o imieniu Rigoletto, trójka dżinnów z doktoratami, i wiecznie obecne w tle, prowadzące nas przez całą historię, łabędzie.

Wymieranie Ireny Rey Jennifer Croft

Wymieranie Ireny Rey Jennifer Croft

 "Byliśmy ludźmi książki prawdziwa troska o ziemię była nam jeszcze obca."


Dziwna to była powieść... Ponownie nie było to to, czego się spodziewałam więc w sumie chyba generalnie kolejne rozczarowanie.

Jeśli gdzieś tam było jakieś piękno i przesłanie, o ile było, to dla mnie trochę za głęboko zakopane, aczkolwiek generalnie dotrwałam do końca, bo jakoś ciężko było się od tego oderwać, ale z coraz większą irytacją.

Literacki balonik napompowany niezrozumieniem, zamgloną chaotyczną narracją i akcją, idącą swoim dziwnym torem, majakowatością...

Ja lubię realizm magiczny i tajemniczość, ale tutaj to raczej nie wyszło, chociaż szkoda, bo atmosfera i otoczenie bardzo temu sprzyjało, ale autorka zrobiła z tego jakąś taką dziwną i męczącą groteskę. 

Opowieść przede wszystkim oniryczna, zagubiona w Puszczy Białowieskiej wraz z bohaterami, sugerująca dużo różnych tajemnic, aczkolwiek nigdy nie wiadomo było do końca o co chodzi: obecni stają się zaginieni, zaginieni powracają, wszyscy biegają po lesie i szukają nie wiadomo czego, a w założeniu kogo, ulegają własnym paranojom i chyba klaustrofobii egzystencjalnej.

Miałam takie wrażenie, jakby w założeniu Agatha Christie miała wylądować w Puszczy Białowieskiej eksperymentować z absyntem, pisząc kolejną powieść...

Ocena moja to chyba tylko za piękny język i za atmosferę i za teorię, bo cała reszta to była naprawdę bardzo dziwna: na granicy groteski, ułudy, histerii i przesadzonych reakcji i niezrozumienia. Niby gdzieś tam jest mystery, niby gdzieś tam jest tajemnica, a wszystko jakieś takie bez sensu dla mnie było. 

Dziwadło w odbiorze i w treści. 

A szkoda, bo pomysł był super, tylko smak nie ten. Dla mnie. Ani to nie było zabawne, że nie wspomnę, że kompletnie nie było PRZEZABAWNE...

Zdecydowanie bardziej wolę powieści, która jasno przekazują jakąś opowieść, bez literackich labiryntów. Zauważyłam, że teraz dużo jest takich różnych dziwnych treści, które w ogóle mi nie odpowiadają jeśli chodzi o przyjemność czytania.

Jedyne co mi pozostaje po tej lekturze to faktycznie wielki szacunek dla tłumacza.


MOJA OCENA: 5/10

PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

Ośmioro tłumaczy przyjeżdża z różnych stron świata do położonego w Puszczy Białowieskiej domu należącego do słynnej pisarki Ireny Rey. Spotykają się tam, by pod czujnym okiem autorki pracować nad przekładami jej opus magnum pod tytułem „Szara eminencja” od razu na wszystkie języki narodowe reprezentowane przez obecnych na białowieskich warsztatach wybitnych translatorów. Jednak po kilku dniach literackiej współpracy Irena nagle znika bez śladu.

Tłumacze traktujący Rey niemal jak bożyszcze i rywalizujący dotąd o jej uwagę, rozpoczynają poszukiwania, nie przerywając jednak pracy nad wspólnym arcydziełem. Krok po kroku odkrywają kolejne sekrety i mistyfikacje Ireny Rey, na które zdecydowanie nie byli gotowi. Mierzą się z dzielącymi ich różnicami kulturowymi, sympatiami i antypatiami, a z czasem, odizolowani od reszty świata, stopniowo popadają w coraz większą obsesję i paranoję z powodu nieuchwytności swojej mistrzyni, wikłając się w sieć rywalizacji i osobistych interesów, które zagrażają nie tylko ich pracy, ale też losowi uwielbianej autorki.

Przezabawna, skłaniająca do refleksji debiutancka powieść wielokrotnie nagradzanej tłumaczki i pisarki Jennifer Croft to błyskotliwe studium procesu twórczego, jak również tego, czym są kult sławy, świat natury oraz potęga języka. Rozgrywająca się gdzieś w ostatnim dzikim zakątku Europy, niezapomniana i wciągająca przygodowa opowieść, w której występuje niewielka, ale iście międzynarodowa obsada, a jej członkami wstrząsają miłość, destrukcyjne siły i moc tworzenia.

Marnotrawka Klaus Verner

Marnotrawka Klaus Verner

"Nicość, zadowolona chwilowo i pełna planów na przyszłość, delikatnie buczała, coraz bezczelnie i przedrzeźniając transformator przy nieodległej latarni."


Nie powiem: było to bardzo zaskakujące. Jestem zachwycona i nie - nie jest to post sponsorowany nie jest to żaden patronat😎


"Zdunio siedział na przyzbie i zaplatał Nicość."


Pierwsze zdanie już jest intrygujące, ale myślałam, że to tylko tak na zachętę.  Potem okazało się, że cała opowieść jest magicznie zabawna i bardzo klimatyczna!

Jeśli ktoś lubi moc polskiej wsi i magii, to będzie zachwycony.

Przede wszystkim na pierwszy plan wysuwa się narracja: kunsztowna, piękna zabawa językiem i żonglowanie zwrotami. Uwielbiam to i właśnie za tą narrację, za ten cudny język i za pokazanie magii świata słowa bardzo wysoka ocena.

Generalnie fabuła tej bardzo krótkiej historii /a szkoda!/ opiera się na... nicości, która pożera pomału, acz konsekwentnie wioskę: to tak troszeczkę jak w Niekończącej się opowieści😁 Ale tylko troszkę.


"W momencie, gdy wszedł w obrębie dawnej furtki... zniknął. I nie ma się co nad tym dłużej rozwodzić. Nie umarł ani nie zginął. Nie odszedł z godnością ani nie szczezł jak kanalia. Nie pozostawił w nieutulonym żalu ani nie odpadł wreszcie jak nieznośny wrzód z krowiego dupska. Po prostu, w nieskończenie setnym ułamku sekundy... nie był."


Dużo realizmu magicznego, dużo zabawnych tekstów, prześmieszny realizm sytuacyjny,ale przede wszystkim świetny język, humor, surrealizm i... nieustępliwa nicość... która nie ustępuje...

I co tutaj zrobić z czymś, co nie robi nic?

Czym nakarmić taką pustkę? Czy ona sama się karmi? Zżera wioskę i co można na to poradzić?

Zdunio, nasz ośmioletni wiejski bohater, filozof, mistrz prostoty i logiki, ale też MAGII, stworzyciel Nicości i jej pogromiciel rozkminia właśnie przez całą opowieść tą nieziemską zagadkę!💪😆


"Psychologii, poza hipnozą, Zdunio zbyt dobrze nie zgłębił, przedto zawsze odczuwał nieco atawistyczny dreszczyk przed różnymi niuansami ludzkiego umysłu, nawet jeżeli przyjmowały jedynie formę ewentualności."


Wow.

Mega polecam, świetna zabawa na granicy lekkiej zamglonej grozy i magii, przekazana przepięknym językiem z wielkim kunsztem i z wielką radochą się to czyta:)


"Tyle, że fizyka robi swoje i potem jest pogrzeb."


Taaa.

P.S. Okładka IDEALNIE odzwierciedla treść.


MOJA OCENA: 7/10

PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

Pewnego dnia… przyjdzie Nicość i nas zje

Ośmioletni Zdunio z nudów zaczyna splatać Nicość. Wydaje się to nieszkodliwym zajęciem – zwłaszcza w porównaniu z jego wcześniejszymi wybrykami: hipnotyzowaniem mieszkańców wsi, zmienianiem struktury materii czy znikaniem na życzenie. Jednak tym razem zabawa szybko wymyka się spod kontroli. Nicość ożywa i zaczyna pożerać wszystko – furtkę, sąsiada, stodołę… Na ratunek przybywa wojsko, ale kiepsko radzi sobie z tak nietypowym wyzwaniem.

Tymczasem życie w wiosce stopniowo zamiera. Wygląda na to, że przyszłość ludzkości pozostaje w rękach Zdunia. Czy rezolutny malec zdoła naprawić swój błąd i uratować świat przed pochłonięciem?
Marnotrawka to opowieść o polskiej wsi, która w obliczu kosmicznego absurdu wciąż zachowuje typowy lokalny koloryt. Pełna lingwistycznych smaczków, aluzji do popkultury i refleksji nad tym, co dzieje się, gdy zbyt uważnie wpatrujemy się w otchłań… która w końcu zaczyna patrzeć w nas.



Rozkład północy Bora Chung

Rozkład północy Bora Chung

 "... rozpoczynają się historie niemożliwe do opowiedzenia wedle reguł logiki i rozsądku czy nauki i rozumu. Opowieści o przedmiotach i ludziach którzy budzą się do życia, gdy wszyscy wokół śpią."

Nawiedzony instytut badawczy i duchy? 

Mniamniam.

"... to miejsce, w którym dopiero po zmroku zaczyna istnieć to, co nierzeczywiste."

Nowa pracownica instytutu, w którym nie wiadomo nad czym się pracuje, słucha różnych niesamowitych opowieści dotyczących tego miejsca i sama doświadcza paru creepy sytuacji.

Różne dziwne pokoje, w których są zamknięte różne dziwne opętane obiekty i byty.

"...a potem wróciłyśmy do naszych obowiązków polegających na chronieniu bytów pozbawionych życia przed potencjalnym cierpieniem ze strony jasnego świata."

Śpiewające ptaki, które są martwe. Nieruchome owce, które siedzą na półpiętrze. Kot, który stąpa po swoich własnych ścieżkach, krzyżujących się od czasu do czasu z ludzkim. Nawiedzona tenisówka i tajemnicze zaklęte haftowane chusteczki do nosa. Marynarka plująca szkłem, podążająca na północny zachód tylko i wyłącznie, ponieważ nie może ruszyć w stronę słońca...

" mówią, że byty pozbawione życia wędrują na północny zachód."

I niepokojące telefony z zakładu pogrzebowego pytające o twoją własną śmierć?

Pojawianie się tajemniczego nieznajomego w ciemnym garniturze, który zakrzywia rzeczywistość.

"Pojawiał się, by zagrodzić przejście, gdy ktoś zbliżał się do miejsca, które wcale nie istniało albo do którego nie wolno było wchodzić."

Opowiadania na pograniczu realizmu magicznego, w których prostota podbija element niepokoju. Obsesja i szaleństwo.

"Groza zaszyta w opowieściach Bory Czang budzi najwyraźniej uśpione we wnętrzu lęki. Prawdziwa natura niepokoju może się skrywać zarówno w otchłani do której zbliża nas w swych tekstach autorka, jak i u źródła doświadczonego przez wszystkich strachu."

Zaczęło się rzeczywistością jak u Lyncha, a skończyło się opowieściami Szeherezady troszkę - to są takie opowieści-przypowieści, na granicy rzeczywistości, realizmu, grozy, nieoczywistości, zwidów i omamów.

"To, co człowiek może zobaczyć, usłyszeć i czego dotknąć, jest w rzeczy samej niezwykle stabilne. Dlatego właśnie jako gatunek tak naprawdę nie znamy za dobrze świata. Mówią, że jakoś się on kręci, ale nasz rozum nie jest nawet w stanie odgadnąć, co i w jaki sposób faktycznie napędza ten mechanizm."

Bardzo dobrze się to czytało, naprawdę można było się troszkę przenieść w świat mgły, ułudy i podskórnego baśniowo-grozowego lęku. 

Świetne podsumowanie pod koniec tych siedmiu opowieści możemy znaleźć na samym końcu. Jest ono równie fascynujące, co sama lektura.

"Gdyby każdy mógł opuścić świat z czystą kartą, ten Instytut nigdy by nie powstał."


MOJA OCENA: 7/10

PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

W pewnym instytucie badawczym prowadzone są eksperymenty nad przedmiotami o nieznanej proweniencji i zagadkowych właściwościach. Nie bardzo, co prawda, wiadomo, jakie konkretnie badania prowadzi instytut, ale jego rozległe zbiory wymagają szczególnej opieki w godzinach nocnych. Ze względu na to dozorczynie i dozorcy zobowiązani są stosować specjalny protokół bezpieczeństwa. Pewnego wieczoru przez nieuwagę na korytarzach tajemniczej placówki dochodzi do serii niezwykłych zdarzeń.

Rozkład północy to zbiór siedmiu opowiadań z pogranicza science fiction, fantasy i horroru. Bora Chung w swoim sztandarowym stylu przeplata wątki paranormalne z osnową walki o sprawiedliwość dla robotników, mniejszości seksualnych oraz przedstawicieli grup defaworyzowanych.


Jedna wrona smutek wróży Christopher Barzak

Jedna wrona smutek wróży Christopher Barzak

"Śmierć to kreska kredą, ku której wszystko gna."

Bardzo dobra i dziwna powieść. Uwielbiana przeze mnie narracja wprowadza w świat 15 - letniego chłopca, w którego życiu dochodzi do serii nieszczęść. A nieszczęścia te wywołują lawinę decyzji i zdarzeń, które nie do końca są związane ze światem żywych.

A wszystko zaczyna się od śmierci...

Ale czy na śmierci się skończy?

Początkowo klimatem przypominała Martwe zwierzęta i Pierwszy dzień wiosny, ale potem wszystko zaczęlo się skłaniać bardziej ku realizmowi magicznemu.

Dziwne to było połączenie tematyki stamtąd i tutaj. Mam troszkę wrażenie zaprzepaszczenia dobrego potencjału, który mógłby być rewelacyjny, ale i tak było bardzo dobrze.

MOJA OCENA: 7/10

PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

Ponadczasowa historia o dojrzewaniu, która łączy w sobie elementy thrillera i powieści grozy.

Adam McCormick miał zaledwie piętnaście lat, gdy w lesie znaleziono ciało jego kolegi z klasy. To tragiczne wydarzenie sprawiło, że chłopak odnalazł sens w swoim życiu i zyskał nieoczekiwanego przyjaciela. Jamie Marks był chłopcem, na którego nikt nie zwracał większej uwagi i za którym prawie nikt nie tęsknił. Teraz, bardziej niż kiedykolwiek, potrzebuje przyjaźni. Jednak im dłużej Adam trzyma się ducha Jamiego, tym dłużej jego przyjaciel pozostaje w świecie, do którego już nie należy… i tym słabsze stają się więzi samego Adama z żywymi. Aby odnaleźć drogę powrotną, musi dowiedzieć się, co tak naprawdę znaczy żyć.

Na podstawie książki został nakręcony film Jamie Marks is Dead (2014)


Plaga Juliana Javierre

Plaga Juliana Javierre

"Nikt już nie wierzy w przysłowie, zgodnie z którym "złe czasy przynoszą dobrego wiele: uciekają muchy i źli przyjaciele", bo czasy są coraz gorsze, a muchy zamiast uciekać, rozgaszczają się na dobre."

Ta powieść w swojej narracji bardzo przypominała mi powieść Gdzie zachodzi słońce - chodzi mi o odbiór. Była tak samo wewnętrzna i ciężka, ponieważ wszystko dzieje się między wierszami - czytamy coś innego, wyobrażamy sobie coś innego, a głównej bohaterce przydarza się coś zupełnie innego. 

Alegoria. Brutalnie realistyczna.

Ciężki klimat.

Surowa powieść, a takie nie zawsze wchodzą gładko. Początek jest naprawdę ciekawy, tajemniczy, na pograniczu wręcz dystopii, jakiejś katastrofy, plagi. Wydaje się, że jest to opowieść o muchach - o psychozie piętnastolatki, której się wydaje, że przez to, iż połknęła muchę - staje się muchą...

Ale to kompletnie nie o to chodzi.

Jest to historia smutna, brutalna życiowo i dramatyczna, przez wzgląd na pewne wydarzenia wokół bohaterki, zarówno w świecie zewnętrznym, jak i w jej własnym...

Czy polecam?

W miarę lektury emocje opadały - tak napiszę.

Duży plusem są początkowe niedopowiedzenia całej historii oraz krótkie rozdziały.

Kolejna wymagająca nieoczywista lektura nie dla każdego.


MOJA OCENA: 6/10


PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU


Na Sopingę spadają kolejne plagi, a piętnastoletnia Emilia musi szybko dojrzeć, by odnaleźć się w niełatwej rzeczywistości.


Emilia mieszka z matką i babcią w skromnym domu w Sopindze, nadrzecznym miasteczku, które nawiedziła plaga much. Tutejsi mieszkańcy zaczynają cierpieć z powodu biegunki i wymiotów, a dziewczyna boi się, że przypadkowo połknięta much złożyła w jej organizmie jaja i teraz rośnie w jej brzuchu jakieś stworzenie.


Życie Emilii splata się z życiem Sopingi, pozostawionej przez władze na pastwę losu. Wszystko podporządkowano tu uprawie trzciny cukrowej, a gdy tę zaatakowały robaki, z laboratorium wypuszczono muchy. Potem przyszła zaś plaga ropuch, które sprowadzono do Sopingi, by wytępiły muchy.


Brutalne realia miasteczka, które nikogo nie obchodzi, sąsiadują w Pladze z oszczędną frazą i surrealnym absurdem. Nażarłaś się dzisiaj jak mały Prosiaczek co

Koniec Świata i Hard-boiled Wonderland Haruki Murakami

Koniec Świata i Hard-boiled Wonderland Haruki Murakami

"Głębokie rzeki też wydają się martwe."

Jak to jest wkroczyć w sam środek absurdu? 

Irytująco? 

A może intrygująco?

Rozumiem dlaczego ta powieść jest porównywana w niewielkim stopniu do Universum Lyncha. I choć nie ma to za bardzo nic wspólnego z Twin Peaks, to jednak...

Jest tu świat, który jest sam sobie i opowieść, która sama sobie wystarcza i obligatoryjnie wszyscy muszą ją znać. A jak się gubią to mają udawać, że tego nie robią i robić dobrą minę do nieznanej gry. Dziwnej, ale hipnotyzującej gry, w którą zaczynamy grać razem z bohaterem, nie mniej zdumionym od nas samych, ale udającym, że jak najbardziej odnajduje się w tej dziwności. Tylko, że jego opowieść jest jedna - my czytamy dwie.

Realna baśniowość - jest coś takiego?

Tu jest. 

Nie realizm magiczny, ale właśnie realna baśniowość.

Piękna, spokojna, prosta narracja rekompensuje początkowy skok na głęboką wodę i wciąga w swoją opowieść.

"Zdziwniej i zdziwniej" - jakby to powiedziała Alicja.

Zaznaczę jeszcze, że trzeba mieć naprawdę ochotę na tego rodzaju literaturę. Ja miałam szczęście że akurat trafiłam w ten moment. Ale nie każdemu się spodoba ten rodzaj narracji i pomysłu. 

Wymagająca myślenia narracja, wymagająca skupienia opowieść.


MOJA OCENA: 7/10

PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

Haruki Murakami postanowił zmierzyć się z gatunkiem science-fiction. Narrator i zarazem główny bohater książki jest ostatnią żyjącą ofiarą eksperymentu, który polegał na wszczepieniu do ludzkiego mózgu elektrody rozszyfrowującej zakodowane tajne informacje. Eksperyment spowodował, że bohater posiada jak gdyby dwie świadomości. Powieść została skonstruowana tak, by pokazać dwa równoległe światy, w których żyje narrator: rozdziały, których akcja rozgrywa się w różnych miejscach, napisane różnymi stylami, przedstawiają na zmianę przeżycia obydwu "ja" postaci.


Na początku, kiedy nie jeszcze nie wiemy dokładnie, o co chodzi, wydaje się, że historia ma po prostu dwóch bohaterów, z jakichś powodów opisanych w jednej książce. Dopiero później pojawiają się elementy, wspólne obu opowieściom, dowodzące związku między nimi. Takim elementem są na przykład nieziemskie wizje płaczących, jarzących się czaszek jednorożców - magiczne motywy są dla twórczości Murakami bardzo charakterystyczne.



AUDIOBOOK


Odludzie Franck Bouysse

Odludzie Franck Bouysse

"Bo czasem znajdujemy idealne miejsca, 
które zdejmują z nas klątwę
i pozwalają czekać na nową obietnicę."


Lektura nie dla każdego i niejeden z Was pomyśli, że nuda. I odłoży.

Ale na pewno nie każdy.

Ja jestem spokojnie oczarowana tą powieścią. Jej nieuchronnością, iluzją i nieoczywistością.

"Są sny, których nawet nie śmiemy mieć. Sny, które przeżywa się po przebudzeniu."

Piękno izolacji i odosobnienia. Spokój. Ukojenie. Minimalizm. Szczęście. Pokochałam ukazaną tu świadomość znaczenia istnienia zwierząt w naszym życiu.

Ta powieść to introwertyczka. Cudna i dojrzała formą przekazu. Czytelnik nie powinien spodziewać się po niej akcji, tylko wewnętrznego piękna, nie tylko niektórych postać, ale też języka, przekazu i atmosfery.

Oraz mroku i poczucia nadchodzącego nieszczęścia.

"Gdzie kończy się prawda, a zaczyna fikcja? A raczej gdzie kończy się terytorium rzeczywistości, a zaczyna domena wyobraźni?"

Opowieść - mara. Pełna niedopowiedzeń i urojeń. Czarowna, na granicy realizmu magicznego. Zamglona, czytana przez oszronione szkło, z którego przebija niespiesznie groza, magia: świat nierzeczywisty i nieoczywisty.

Oraz smutek.

Klimatem bardzo przypominała mi Ścianę oraz czarno-biały film.

Bardzo polecam.


MOJA OCENA: 8/10

PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

Harry, powieściopisarz poszukujący natchnienia, odpoczynku i nowego miejsca do życia kupuje opuszczone gospodarstwo, znacznie oddalone od maleńkiej, zapomnianej wioski. Jest zima. Śnieg i cisza przykrywają wszystko. Warunki wydają się idealne do powrotu do pracy. Wkrótce jednak Harry czuje się szpiegowany, dręczy go rosnący niepokój w obliczu dziwnych wydarzeń, które mają miejsce. Czy może to być związane z jego enigmatycznym sąsiadem, Calebem, uzdrowicielem i różdżkarzem? Jaką tajemnicę skrywają mieszkańcy wioski? Co boli dyskretną Sofię, która prowadzi sklep spożywczy? Jaki straszliwy ciężar dźwiga matka Caleba? Między różdżkarzem a czarownikiem jest tylko niewielka różnica. Franck Bouysse powoli odsłania karty i wciąga czytelnika w psychotyczny krajobraz: klątwa, rodzinne fatum, przeszłość i teraźniejszość, pozorna rzeczywistość i wewnętrzne obrazy przenikają się, a duchy nawiedzają umysł pisarza…

Nasze podmorskie żony Julia Armfield

Nasze podmorskie żony Julia Armfield

"Podmorska głębina to nawiedzony dom: miejsce, gdzie rzeczy, które nie powinny istnieć, poruszają się w ciemnościach."

Dobra.

To było dziwne.

Ale chyba bardzo oddziałujące na podświadomość.

Dlatego jednak muszę stwierdzić, że bardzo dobre.

Realizm magiczny jest zawsze trudny w odbiorze, a tutaj jest go całkiem sporo. I kiedy podczas lekturki uświadamiałam sobie, że właściwie nie wiem, o czym ja tu czytam, to gdzieś tam niepokój już drapał w ścianki mojej podświadomości właśnie.

Kurdę, pierwsza moja myśl po przeczytaniu: mega klimat bardzo BARDZO podobny do Kuli, którą UBÓSTWIAM! Szkoda tylko, że jedynie w opowieści Leah, która jest creepy i robi się coraz bardziej CREEPY - za nią normalnie 10/10. Kocham takie klimaty zapierające dech w piersiach swoją niespieszną, ale nieodwracalną grozą!

Cała reszta, czyli opowieść Miri bardzo przynudnawa głównie, zwyczajna i irytująca  w porównaniu z przeżyciami Leah, a sama końcówka jest bardziej smutna i tajemnicza, ale chyba świadoma, niż straszna. 

Naturalna konsekwencja ingerowania w świat, który dla człowieka nie jest przeznaczony.

"...pierwsze istoty żywe wyłoniły się z morza, ale to przecież nie znaczy, że nic nie postaowiło w nim zostać."

Opowieść dość trudna i nie każdy będzie nią zachwycony, ale to troszkę inny poziom percepcji i ja o niej będę długo jeszcze myślała, szczególnie o tym, co przeżyła Leah...

Bardzo mało jest takich historii o dnach oceanów - może dlatego są one takie przerażające i fascynujące?

Polecam, ale nie namawiam, choć bardzo warto przeczytać, nawet ze względu na opowieść tylko jednej z bohaterek!


MOJA OCENA: 7/10

PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

Hipnotyzujące połączenie romansu z horrorem.

Leah pracuje jako biolożka morska i właśnie wróciła z supertajnej misji, która zakończyła się katastrofą. Cokolwiek wydarzyło się podczas ekspedycji, Leah nie chce o tym mówić, a jednocześnie z dnia na dzień jej ciało zmienia się w sposób, za którym umysł nie nadąża. Po sześciu miesiącach spędzonych na dnie oceanu jest zupełnie inną osobą, co szybko zauważa jej żona – Miri. Czy Leah zabrała część podwodnego świata na powierzchnię, zakłócając tym samym panujący tam status quo?

Miri wie, że wspólne życie z Leah bezpowrotnie minęło. I choć ukochana wciąż jest fizycznie obok niej, to czuje, że wymyka się z jej objęć, bo ktoś lub coś się o nią upomina…

To przepiękna historia o miłości, stracie i życiu, które toczy się wszędzie. Nawet na dnie oceanu.


Stos György Dragomán

Stos György Dragomán

"Te najtrudniejsze doświadczenia trzeba opowiadać tak, żeby ten, kto słucha, czuł, że to także jego historia."

W tej powieści u mnie na pierwszym miejscu jest zdecydowanie narracja. Uwielbiam taki typ narracji - od razu przyciągnęła ona oto wzrok mój już od pierwszych zdań.

A jaka była cała reszta?

Tak że bez zarzutu.

Ładna okładka, która potrafiła zaciekawić.

Świetna treść, głębszego kalibru, lecz całkiem zrozumiałego.

Opowieść troszkę na granicy realizmu magicznego, ale swojskiego - wielbiciele klimatu Słaboniowej będą zadowoleni myślę.

Troszkę nieoczywistej magii, mnóstwo prawdziwych emocji. Ja nie przywiązywałam aż takiej uwagi do tła historycznego, mnie kręciły inne klimaciki - szeptuchowate...

Polecam.


MOJA OCENA: 7/10

PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

Czy młodzieńczy entuzjazm i siła więzi między babcią a wnuczką zdołają ugasić wciąż tlące się zgliszcza starego świata? Czy dzięki nim powstanie nowy lepszy świat?


"Stos" to wielowymiarowa opowieść, w którą czytelnik zagłębia się stopniowo, odkrywając złożoność wątków oraz postaci i niejako dojrzewając wraz z główną bohaterką. Trzynastoletnia Emma po tragicznej śmierci rodziców trafia do internatu, a następnie pod opiekę dopiero co poznanej babci. Musi się odnaleźć nie tylko w nowym domu i w nowej szkole, ale także w kształtującej się postkomunistycznej rzeczywistości wciąż pełnej – i to dosłownie – duchów przeszłości. W wirujących drobinkach kurzu dziewczyna widzi twarz zmarłego dziadka, co skłania ją do podjęcia próby rozwiązania zagadki sprzed lat, która rzuca długi mroczny cień na życie całego miasta. Zaczyna dociekać prawdy o swojej rodzinie i za pomocą magicznej siły przejętej od babci chce wyrwać się z zaklętego kręgu żalu i krzywd pętającego świadomość otaczających ją ludzi. Czy Emma poradzi sobie z odkrywaniem własnej kobiecości, pierwszą miłością, skomplikowaną historią rodzinną i spuścizną totalitarnego reżimu? Czy społeczeństwo, które ciągle tkwi uwięzione we własnej przeszłości, potrafi być prawdziwe wolne?


AUTOR


Autor: Sabina Bauman - klik zdjęcie
Copyright © 2014 Mniej niż 0 - Mini Recenzje , Blogger