Czerwona zima Cameron Sullivan
"Wszyscy znaleźliśmy się tutaj z tego samego powodu: Bestii. Tajemniczy stwór od miesięcy terroryzował okoliczne wzgórza i pastwiska, zabijając wieśniaków na polach i podróżnych na drogach. Co ciekawe, choć było wielu świadków, to nikt nie potrafił go dokładnie opisać. Powszechnie zgadzano się tylko, że zwierz jest ogromny i przerażający."
Nie spodziewałam się tak dobrej powieści. Nie spodziewałam się tak inteligentnej powieści. Ani tak klimatycznej, pełnej mrocznej magii i świetnego poczucia humoru.
Lubię się nie spodziewać.
Chociaż zostałam wrzucona w opowieść z poczuciem, że powinnam coś już o niej wiedzieć, /nawet kilka razy sprawdzałam, czy to nie jest jakaś kontynuacja/ to narracja i duża dojrzałość warsztatu autora była tak czarowna i hipnotyczna, a przede wszytkim obrazowa i nieodkładalna, że nie poczułam się zniechęcona, jak to zazwyczaj bywa z tego rodzaju manewrami literackimi i /w/rzutami na głęboką wodę.
Uwielbiam motyw pasożyta umysłu, który jest bardzo inteligentny, posiada niejednoznaczną moralność i współgra ze swoim gospodarzem, dlatego od razu po i za-uwielbiałam zarówno Sebastiana Gravesa – człowieka wielu talentów i profesji, głównego bohatera tej epickiej opowieści, jak i jego... demona/?/😎
Kim jest Sebastian?
Profesorem i prawnikiem. Lekarzem i hieną cmentarną. Zaklinaczem duchów i Alchemikiem. A przede wszystkim jest "nosicielem" mrocznej istoty, z którą jest niezwykle kompatybilny, pod wieloma względami, /konwersacyjnymi też, ku mojej uciesze, ponieważ dialogi prowadzone we własnej głowie uważam za fascynujące!/, której dał się dobrowolnie opętać, Sarmodela.
Satysfakcjonująca więź!
Sebastian zostaje wezwany do Gévaudan, by zgładzić krwiożerczą Bestię: potwora, którego, jak sądził, pokonał już dwadzieścia lat wcześniej, a którego dokładnie nikt nie widział.
Narracja prowadzi nas przez czas teraźniejszy, ale też wraca do tego, co było przedtem, co stopniowo rozszerzało moją wiedzę na temat wydarzeń, które jeszcze nie nadeszły. Poznajemy dzięki tej podróży wiele fantastycznych opowieści, oprócz oczywiście tej głównej: wiedźmy, starożytne byty, klątwy, magiczne pakty, różnorakie, sprytnie połączone ze sobą wątki religijne.
Jest też spora dawka LGBT, ale w tym przypadku kompletnie mi to nie przeszkadzało, co uważam za sukces autora.
Podsumowując.
Nigdy nie sięgnęłabym po tą powieść, gdybym sugerowałą się okładką, która zapowiadała... zwykłe fantasy.
A tu zwykłość nie ma swojego miejsca. Czułam się trochę tak, jakbym czytała Wiedźmina w mrocznym stylu, na bardzo wysokim, ale innym poziomie, więc szkoda, że nie widać tego na opakowaniu tej uczciwej, epickiej, wytrawnej i inteligentnej opowieści.
PRZECZYTAJ FRAGMENT!
***














