"A DZIŚ ŻEM SE CZYTŁA/LUKŁA..."

CZYTAJ ZA DARMO!

Statystyki

SZUKAŁKA

Policz do dziesięciu Sinéad Nolan

Policz do dziesięciu Sinéad Nolan

"To my jesteśmy nawiedzeni. "


Kolejny thriller, który miał być bardzo fajny, bardzo straszny, bardzo tajemniczy, napędzany grozą, nawiedzonym lasem i Istotą.

Początek może taki był, potem wszystko raczej było stylizowane, niż autentyczne, nie było tego czegoś, nie było duszy.

Puszczanie kaczek po wodzie.

Oczywiście grozy mało, dużo thrillerka, jeszcze więcej dramatu rodzinnego, w którym mniej więcej od połowy wiadomo o co chodzi. Opowieść raczej z tych nadmuchanych, ale czyta się dosyć dobrze, chociaż szału nie ma. A szkoda bo pomysł bardzo fajny, klimat też się rodził, a potem się już urodził i został na poziomie dobrym, a miało być bardzo dobrze.

Oczekiwania... Nie przepadam za takimi opowieściami, które obiecują coś, czego nie dają.

Dla porównania polecam czytać w takich samych klimatach powieści Tany French, żeby wiedzieć, jak może naprawdę wyglądać klimat opowieści tego rodzaju.


MOJA OCENA: 6/10


PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

Osiem. Dziewięć. Dziesięć.
Nie oglądaj się za siebie.
Las zna zasady tej gry.
Nie każdy z niej wraca.

Irlandia, 1995 rok. W małej miejscowości Drumsuin znika trzynastoletnia Saoirse. Ostatni raz była widziana w lesie, podczas dziwnej, niepokojącej zabawy, którą dzieci znają tu od zawsze. Jedni mówią, że to tylko gra. Inni – że rytuał. A niektórzy wolą w ogóle o niej nie rozmawiać.

Jedynym świadkiem jest dziewięcioletni Jack. Chłopiec, który przestał mówić. Rysuje potwory, boi się snów i wydaje się wiedzieć coś, czego nikt nie chce usłyszeć. Gdy do sprawy dołącza Freya, psychoterapeutka z Anglii, napięcie w miasteczku sięga zenitu – bo prawda może być gorsza niż wszystkie lokalne legendy.

Policz do dziesięciu to mroczny thriller psychologiczny, który wciąga od pierwszej strony i nie daje o sobie zapomnieć. Strach rodzi się tu z niedopowiedzeń, dziecięcych lęków i sekretów, które dorośli zbyt długo zamiatali pod dywan. Irlandzki folklor miesza się z brutalną rzeczywistością, a niewinna zabawa zamienia się w coś, czego nie da się cofnąć.

Dla fanów mrocznych historii z dusznym klimatem, zagadek, które wchodzą pod skórę, i książek, po których już nigdy nie spojrzysz tak samo na las.

Krótki pobyt w piekle Steven L. Peck

Krótki pobyt w piekle Steven L. Peck

"To Piekło nijak nie pasowało do mojego światopoglądu." 


To jest właściwie nowelka, bardzo specyficzna. Troszkę sarkastyczna, troszeczkę z przymrużeniem oka, dość zabawna chwilami, trochę straszna, ale też trochę monumentalna, a na bank refleksyjna.

I przerażająca swoim bezmiarem.

Koncepcja jest zaczerpnięta z opowiadania Borgesa o Bibliotece Babel, zawierającej nieskończoną liczbę książek: wszelkie możliwe kombinacje każdego układu liter, ciągnące się w nieskończoność półki niekończących się tomów, z których wiele to czysty bełkot. Prawie wszystkie to niezrozumiały bełkot.

Biblioteka.

Tak wygląda Piekło, do którego trafia nasz bohater.


"... jesteś tu po to, by się czegoś nauczyć. Nie próbuj zgadywać czego. To może być frustrujące i bezproduktywne."


Nie będzie ono trwało wiecznie: jest obietnica, że pobyt tutaj się skończy. Wystarczy odnaleźć historię swojego życia w tej Bibliotece, książkę, która nie jest zlepkiem niezrozumiałych słów, opisuje Twoje życie... i możesz odejść. 

To wszystko.

W tym Piekle nie jest źle w sumie. 

Na początku. 

Możesz jeść, co tylko zechcesz, poznawać nowych ludzi, zakochiwać się na miliardy lat, spać i budzić się odświeżony bez lęku śmierci, bo zmartwychwstajesz z każdym nowym dniem, nawet, jeśli zginiesz. 


"... śmierć była dla nas najświeższym wspomnieniem, czymś, czym martwiliśmy się przez całe życie. Teraz już po wszystkim. Nie żyliśmy. Znajdowaliśmy się w Piekle."


To wszystko piękne... wieczne szczęście, spokój i stabilizacja.

A co wtedy, kiedy pojawia się niebezpieczeństwo? Wieczne niebezpieczeństwo? Wieczny ból? Wieczne tortury? Wieczna strata? Wieczne "życie" bez kontekstu?

Oraz świadomość, że nigdy nie znajdziesz swojej książki?

...

Kto stworzył największe piekło w Piekle?

Człowiek.

A Piekło to Nieskończoność...


"Istnieje rozpacz, która sięga głębiej niż istnienie; przenika do szpiku świadomości, do siedziby duszy."


MOJA OCENA: 7/10


PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

Soren Johansson był zwykłym człowiekiem. Mężem, ojcem, mormonem, który wierzył, że po śmierci spotka swoich bliskich w wiecznym raju.

Potem umarł.

I obudził się w bibliotece.

Nie w piekle z ognia i siarki — w czymś znacznie gorszym. W nieskończonych korytarzach wypełnionych każdą książką, jaka kiedykolwiek mogła powstać. Każdą kombinacją każdej litery, każdego słowa, każdego zdania. Większość to bezładny szum. Ale gdzieś pośród miliardów tomów — więcej niż atomów w poznanym wszechświecie — istnieje jedna jedyna księga. Dokładna, prawdziwa, litera po literze, historia życia Sorena.

Zasada jest prosta: znajdź ją, a zostaniesz uwolniony.

Jak w miejscu zawierającym wszystkie możliwe książki odnaleźć tę jedną, która jest twoja?

Co przyniesie jutro Mélissa Da Costa

Co przyniesie jutro Mélissa Da Costa

"Nic nie jest niezmienne ani wieczne, wszystko z natury się kończy lub zmienia, a przez nasze przywiązanie do rzeczy doczesnych cierpimy, ponieważ wszystko jest wskazane na zanik."


Zaczynała się ta opowieść bardzo spokojnie i stonowanie.

Nowe życie, nowy dom, ukojenie, spokój na bazie dramatu. Terapia na spokojnie. 

"Pozwól odejść."

Ale...

Każdy ma swoją dynamikę czytania. Ja też mam swoją: dla mnie było nudno już gdzieś od połowy.

Na plus mogę zaliczyć fakt, że nie pojawił się w tej opowieści żaden rycerz na białym koniu: nie ma żadnego faceta, nie ma nowego początku definiowanego męską energią. To faktycznie jest godne podziwu.

Plusem też jest cisza, spokój, przyroda, życie w zgodzie z naturą oraz przechodzenie swojej wersji żałoby małymi kroczkami.

Minusem jest cała reszta: tempo, dramat, którego nie czuć w słowach, może z wyjątkiem narracji samej bohaterki, kretyńskie podejście do kota, które otwierało mi nóż w kieszeni.

Nie porwała mnie ta opowieść, nie było takiej głębi, jakiej oczekiwałam na tle tej historii, dla mnie nie była poruszająca... ale każdy ma swoją wrażliwość na coś innego.

Już wiem, dlaczego nie czytam takich książek.


MOJA OCENA: 5/10


PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

Mélissa Da Costa, autorka bestsellerowej powieści „Cały ten błękit”, powraca z nową wzruszającą historią! Czy można odrodzić się po stracie i nie zapomnieć o tych, których kochaliśmy?

To, co dziś wydaje się stracone, jutro może rozkwitnąć na nowo.

Pierwszego dnia lata Amande traci wszystko. By uciec od bolesnej rzeczywistości, postanawia spakować swoje życie do jednej walizki i wyjechać do małego domku na wsi. Tak jak planowali z Benjaminem…

Ciepłe miesiące spędza w odosobnieniu, nie odsłaniając okien ani nie przyjmując gości. Jedynie zmieniający się ogród przypomina o mijającym czasie.

Podczas porządków trafia na stare kalendarze poprzedniej właścicielki domu. Odręczne notatki – drobne, zwyczajne zapiski o roślinach, pogodzie i codziennych pracach, a także przepisy – zaczynają budzić w niej ciekawość i nieśmiałą tęsknotę za światem na zewnątrz.

Czy Amande otworzy się na ludzi, którzy na nią czekają? I Ile czasu minie, zanim pozwoli odejść temu, co już nie wróci?

„Co przyniesie jutro” to poruszająca historia o tym, że każde jutro niesie w sobie obietnicę. Mélissa Da Costa przypomina uniwersalną prawdę, że wszystko w życiu wymaga czasu i cierpliwości. I że nigdy nie należy tracić nadziei.

Spider - Noir serial/Komiks

Spider - Noir serial/Komiks

Świeżo po pierwszym sezonie Spiderka...

I co?

I pykło🤩

Świetny klimat, świetnie oddana atmosfera, wsiąka się od razu!

Trochę przeszkadza twarz Cage'a na botoksie jakby, ale i tak jest mistrzem💣

I mały bonusik w postaci bardzo przyjemnego aktora, sentymentalnego /dla mnie/ Lashera z serialu Mayfair Witches😎, a także ulubiony Brendan🤩

Generalnie, połkniete na raz z wielką przyjemnością, z retrospekcją serialu Gotham.

Mega polecam nie tylko fanom Marvela.

To pewniak, że urodzi się kolejny sezonik, czekam!


MOJA OCENA: 8/10


ZOBACZ TRAILER!

TU

***

"Spider-Noir" to aktorski serial oparty na komiksie Marvela Spider-Man Noir. Opowiada historię Bena Reilly’ego (Nicolas Cage), doświadczonego, pechowego prywatnego detektywa z Nowego Jorku lat 30., który po głęboko osobistej tragedii zmuszony jest zmierzyć się ze swoją przeszłością jako jedyny superbohater miasta.







Ostatni koniec świata Grzegorz Dziedzic

Ostatni koniec świata Grzegorz Dziedzic

"... istnieją rzeczy wymykające się rozumowi. Myślę, że jest ich więcej, niż bylibyśmy w stanie wytrzymać, dlatego nasze umysły są tak ograniczone w ich odbiorze."


Kurdę, dobre to było.

Aż mi głupio dawać taką wysoką ocenę, bo spodziewałam się opowieści typu: Józek spotyka Marynę... a potem /się/ wszystko pieprzy, niestety, ale szczerze - jestem mega pozytywnie zaskoczona, bardzo mega pozytywnie. Takie smaczkowe z rasowym mrocznym klimatem noir to było: niby w polskim sytylu, a jednak inne, z lekkim flow narracyjnym, przekazującym ciężkie i mroczne treści oraz mniej lekki niepokój, pomimo czasami zbyt męskiej narracji, ale to raczej oczywiste, z racji tego, że facet jest głównym bohaterem i facet napisał tą historię.

Nie wiem dlaczego, ale czułam tutaj klimat voodoo, chociaż ta opowieść nie ma nic wspólnego z voodoo...

Ma za to dużo wspólnego z sektą. 

Unus Mundus.

"Do zrozumienia trzeba się narodzić, a do głębokiego zrozumienia trzeba umrzeć."

Było oczywiście troszeczkę Jimmiego Jonesa, ale był też smaczek metafizyczno-kosmiczny, który uwielbiam, tak umiejętnie wpleciony w kryminał, którego nie lubię, że w całości wyszła bardzo smakowita literacka potrawa, mega odżywiająca moją wyobraźnię! Danie główne z deserem w odpowiedniej kolejności.

Ale największym atutem jest klimat!

"Zanim słońce wstanie, sowa wykole oczy."

Całość jest zszyta intrygującymi niteczkami z różnych kłębuszków: tajemnicy, mystery, grozy, tajemnic kosmosu, ufiaków, osobistego dramatu i przeznaczenia, które pomalutku, ale bardzo konsekwetnie utrzymywały moją uwagę w topce do samego końca, z drugim dnem, chyba...😎

Jeśli odkłada się jakąś książkę i cały czas się o niej myśli, to jest bardzo dobry znak świetnej historii.

Hipnotyczna. To jest trafne określenie.

Polecam przy lekturce słuchać sobie rewelacyjnej formacji SKYND, szczególnie tematycznego utworu: Jim Jones.


MOJA OCENA: 8/10

PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

HISTORIA, KTÓRA WCIĄGA JAK NOCNY MAJAK I NIE POZWALA SIĘ OBUDZIĆ
Współczesne Chicago. Miasto, które nigdy nie śpi, tylko czasem zapada w półsen. Brudny, zmęczony, trochę desperacki.
Radek Rudy Kowalski, detektyw w departamencie policji w Des Plaines, zna to miasto od podszewki. Niepijący alkoholik, republikanin, katolik uwikłany w trudną relację z Bogiem i człowiek, który kurczowo trzyma się zasad, żeby nie rozpaść się od środka. W pracy bezkompromisowy. Po godzinach prowadzi mityngi AA, próbując ratować innych przed tym, co zna najlepiej: powolnym osuwaniem się w ciemność.
Od kilku nocy budzi się o 1:37.
Zlany potem, z głową pełną krwawych obrazów, które nie przypominają zwykłych koszmarów. Są zbyt realne.
Kiedy zostaje wezwany na miejsce rozszerzonego samobójstwa, odkrywa coś, co wywraca jego świat do góry nogami. Ofiary to ci sami ludzie, których zabijał w snach.
Śledztwo wciąga go coraz głębiej w mroczne podziemia miasta i zamkniętej grupy Unus Mundus, do świata, w którym religia miesza się z obłędem, a przemoc i uzależnienia splatają się w hipnotyczny, transowy rytm. Gdy granica między jawą a wizją powoli się zaciera, Rudy zaczyna podejrzewać, że nie jest tylko przypadkowym świadkiem tej historii.
A co, jeśli od początku był jej częścią?
"Ostatni koniec świata" to hipnotyczny kryminał z literackim nerwem - przeszywająca, transowa opowieść o winie, wierze i przeznaczeniu.

Dobra Samarytanka John Marrs

Dobra Samarytanka John Marrs

"Tym właśnie jestem: wyzwolicielką straconych dusz."


Było to dobre. Bardzo dobre.

Nie mogę napisać za wiele, ponieważ nie chciałabym zdradzać za dużo, a głównym atutem tego thrillerka jest nieoczywistość i ciągła niepewność, oraz oczekiwanie na drugie dno. Oczywiście, jest parę słabszych momentów, ale naprawdę niewiele. Świetne postaci i naprawdę gotowy scenariusz na film i to taki rasowy thriller, coś w stylu Pomocy domowej, a nawet lepszy.

Jedna z najbardziej nieoczywistych postaci, o jakich czytałam. Intrygujące zaskoczenia na stałym dobrym poziomie. Ciągła niepewność, czy właściwie lubić tą bohaterkę, czy raczej nie bardzo i coś serio jest z nią niehalo.... Bo przecież nie można być AŻ TAK rąbniętą...

Prawda?

...

"Odkąd byłam małą dziewczynką, uważałam, że najpiękniejszym odgłosem świata jest ostatni oddech człowieka. Jest to wyjątkowy, niepowtarzalny dźwięk, który oznacza przejście z jednej rzeczywistości do drugiej."

Ocena wysoka przez wzgląd na zaskoczenie innością, prowadzoną narrację i rewelacyjny klimat tajemnicy już od samego początku.

Do samego końca.

Nieodkładalna.


MOJA OCENA: 8/10


PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

Ludzie dzwoniący pod numer Ostatniego Przystanku potrzebują nadziei. Potrzebują zapewnienia, że mają po co żyć. Ale niektórzy z nich trafiają do Laury. Laura nie chce, żeby mieli nadzieję. Chce, żeby umarli.

Laura Morris nie miała łatwego życia. Teraz znajduje się u progu czterdziestki, niespokojna i rozgniewana, a ukojenie przynoszą jej jedynie rozmowy z ludźmi, którzy mają gorzej niż ona. I dobrze wie, jak utrzymać ten stan…
Ale teraz ktoś ją przejrzał – Ryan, którego świat rozpadł się, gdy jego ciężarna żona odebrała sobie życie, trzymając się za ręce z nieznajomym mężczyzną. Kim był ten człowiek i dlaczego zdecydowali się umrzeć razem?
Ryan jest bliski odkrycia mrocznej prawdy, ale nie ma pojęcia, do jakich desperackich czynów gotowa jest posunąć się Laura...

Kiedy wilk wróci do domu Nat Cassidy

Kiedy wilk wróci do domu Nat Cassidy

"Nikt nie zostanie oszczędzony, kiedy w domu zjawia się wilk."


Ciężko napisać straszny horror o wilkołakach.

Z tym, że to nie jest horror o wilkołakach.

To jest bardzo dobra odmiana Firestarter, z innymi zdolnościami, chyba nawet troszkę bardziej przerażającymi w skutkach.

"Ta moc ma związek ze strachem. Czegokolwiek boi się ten chłopiec, staje się to rzeczywistością."

Chociaż może nie do końca, kiedy można to wykorzystać inaczej, ale... kto umie pokonywać strach?

...

Jest tu też dużo klimatu Z Archiwum X i atmosfera czytania lat 80-tych.

Czy było to tak samo dobre, jak przerewelacyjne Pisklęta i świetna Mary?

Było inne, ale jednak wolę, kiedy autor bardziej straszy straszliwie, a nie komiksowo.

"Miłość jest zmiennokształtnym potworem/../ wilkołakiem o bezdennym żołądku."

Końcówka świetna i zaskakująca wisienka, a scena z "nie ma cię tu" jedna z bardziej obrazowych i czadowych ever.

Oczywiście bardzo polecam czytać, ale bardziej z lekkim nastawieniem.

Autor nadal pozostaje u mnie w czołówce, jeśli chodzi o wyobraźnię, a co najważniejsze, o przekaz między linijkami!


MOJA OCENA: 7/10


PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

Jedna noc zmienia życie Jess, początkującej aktorki i kelnerki. Wcześniej martwiła się tym, czy dostanie nową rolę. Teraz próbuje ocalić małego chłopca przed jego ojcem, który zamienił się w prawdziwego potwora.
Wszystko wyglądałoby inaczej...
...gdyby nie zapomniała telefonu...
...gdyby nie wyszła wtedy z mieszkania...
...gdyby nie ignorowała intuicji.
Zamiast tego musi znaleźć schronienie dla siebie i dziecka. Bestia, która ich ściga, jest brutalna i nieustępliwa.
Czy uda im się uciec z tego surrealistycznego koszmaru?

Ogień w gardle Beatriz Serrano

Ogień w gardle Beatriz Serrano

"Czuję we wnętrzu ogień,

którym piętnuje ludzi znienawidzonych,

ludzi, których kocham,"

ludzi, którym jestem obojętna,

ale dzięki temu ogniowi chce mi się żyć.

zabijać i umierać;

noszę go w sobie, jest częścią tego kim jestem,

teraz to wiem;

Dziękuję, mamo."


"Czy można zabić kogoś myślą?"

No właśnie.

Esencjonalna. Niepokojaca, z zalążkiem tajemnicy, spowodowanej standardowym dramatem, porzuceniem.

Nie przeczytalam wcześniej, o czym będę czytała, co było dodatkowym zaskoczeniem na tak i początkowo było rewelacyjnie. Opowieść dzieciństwa i wcześnej młodości, początki przyjaźni internetowych i szukanie samoświadomości, extra!

"Blanka miała dwie osobowości. Była wzorową uczennicą, kochającą i troskliwą przyjaciółką, nieśmiałą, ale ważną jedynaczką, która komplementowała macochę, gdy ta wracała od fryzjera, lub pytała ojca o codzienne sprawy w pracy /.../ Była jednak także okrutną dziewczyną, która miała na swoim sumieniu zabójstwo, była zdradzoną przyjaciółką i odrzuconą córką podwójnie pozostawioną na pastwę losu i nieszczęścia. Ta druga, diaboliczna Blanka, z ogniem w gardle, mogła wysadzić wszystko w powietrze."

A potem im głębiej w las, tym gorzej...

Jak dla mnie emocje opadły już przy części drugiej, a część trzecia to nie wiem, co to miało być: wszystko się jakoś rozmyło i z cudnego pomysłu na skraju magii i parapsychologii zrobiło się... nie wiem co. Nie wiem, czy łatwo jest zgubić rytm opowieści w miarę jej pisania, ale tutaj miałam właśnie takie wrażenie, że tak się stało. Narracyjne domino się rozsypało w końcówce.

Szkoda.

W generalnym rozrachunku, warto przeczytać dla pięknego, świadomego i poetyckiego języka, ale mogło to pójść w inną stronę, albo przynajmniej trzymać w ryzach do końca historię z początku, z ciarkowym ogniem w gardle...

"Bycie innym nie jest złe. Jest po prostu inne."


MOJA OCENA: 6/10


PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

Grzeczna, wściekła, niedopasowana. Manifest niepokoju, który czuje całe pokolenie

Walencja, lata 90. Blancę i jej matkę łączy niezwykła więź. Gdy kobieta znika bez śladu, pozostawia po sobie bolesną pustkę i pytania, które na lata pozostaną bez odpowiedzi.

Wychowywana do wolności Blanca czuje ciężar wyobcowania. Nieśmiała pilna uczennica szuka mocnych wrażeń: słucha Joy Division, kradnie szminki Diora, pije tanie shoty, całuje się w klubach z nieznajomymi. Coraz mocniej pali ją gniew. Zaczyna wierzyć, że ten wewnętrzny żar jest wyjątkowym darem.

W Internecie poznaje dziewczyny jak ona zafascynowane mroczną muzyką i seryjnymi mordercami. Tworzą rodzinę z wyboru, która daje wsparcie i pozwala przetrwać. Razem uczą się, jak zamieniać lęk w żart, samotność we wspólnotę, a złość – w siłę. Wkrótce wyruszają w szaloną podróż, której nie da się odbyć w pojedynkę.

Ogień w gardle to opowieść o wszystkich i dla wszystkich, którzy choć raz poczuli, że coś w nich pęka – i już nie chce się skleić.

FINALISTKA PREMIO PLANETA 2024

Pod wodą Tara K. Menon

Pod wodą Tara K. Menon

 "Ona nie była moją siostrą. Siostry się nie wybiera. My wybrałyśmy siebie nawzajem."


Introwertyczna opowieść.

Przede wszystkim mamy tutaj do czynienia z wewnętrzną narracją, co jest troszeczkę bardziej wymagającą formą odbioru.

Dużo śmierci jest w tej powieści. I dużo życia. Prawa natury kontra zrządzenia losu.

Czytałam już bardziej przystępne powieści w tematyce straty i hołdu dla przyrodu oraz szacunku dla jej siły i braku pokory ludzi.

"Odkąd Arielle mnie opuściła, czuję się jak pod wodą. Nie mogę odnaleźć drogi na powierzchnię."

Najbardziej mocny moment tej powieści /dla mnie/ to sam moment ciszy i cofnięcia się fali...

"Niepokój psów, milczenie ptaków - burza naprawdę nadchodzi."

Cała reszta to osobiste roliczenie się z dziwnym poczuciem winy, ale przede wszystkim ze stratą, ale zbyt osobiste i chaotyczne, żebym miała z tej lektury jakąś szczególną esencję emocji, nawet za bardzo nie odczułam tej przyjaźni, choć z tego rodzaju narracją zawsze istnieje ryzyko niezrozumiałego odbioru i niedocenienia.

Wolę emocje opisywane w nieco inny sposób.


MOJA OCENA: 6/10


PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

To hołd dla ginących oceanów i lasów oraz list miłosny do znikających raf koralowych.

Kiedy pięcioletnia Marissa traci matkę, ojciec zabiera ją na niewielką tajską wyspę na Morzu Andamańskim. Tam dziewczynka zaprzyjaźnia się z Arielle i razem odkrywają kruche piękno wyspiarskiej przyrody — lasów, raf koralowych i plaż. Ucząc się wstrzymywać oddech na długie minuty, zanurzają się w głębiny, poruszając się w idealnej harmonii, niczym manty. Jednak w drugi dzień Świąt Bożego Narodzenia 2004 roku, gdy tsunami na Oceanie Indyjskim dociera do brzegu, dziewczynki zostają porwane przez pierwszą falę i rozdzielone.

Osiem lat później Marissa mieszka w Nowym Jorku. Dni spędza, błąkając się po mieście, a noce — szukając ukojenia w ramionach nieznajomych. Gdy miasto przygotowuje się na niszczycielską burzę, Marissa wraca myślami do przeszłości i uczy się, jak przetrwać w kruchym, niepewnym świecie.

Pod wodą to opowieść o przyjaźni i żałobie, ale także o zmianach ekologicznych i katastrofach naturalnych.

Pola makowe Nikki Erlick

Pola makowe Nikki Erlick

"Tutaj, w Polach Makowych, rzadko kiedy zdarza się, by któreś łóżko stało puste."


Poprzedniej powieści Miara życia autorki nie przebrnęłam, chociaż pomysł był rewelacyjny, ale wykonanie nużące.

Jak było tym razem?

Pomysł ponownie świetny.

"Usytuowana w południowej Kalifornii nowa klinika o nazwie Pola Makowe - co ma nawiązywać do narkotycznych właściwości tej rośliny - od niedawna zaczęła przyciągać tysiące osób, kusząc ich bezprecedensową kuracją opartą właśnie na śnie. Pacjenci cierpiący z powodu straty, na dłuższy czas, zwykle od 4 do 8 tygodni, wprowadzani są w stan podobny do śpiączki farmakologicznej. Co obiecują Pola Makowe osobom pogrążonym w żalu? Zacznij na miesiąc, a obudzisz się wyleczony/wyleczona."

Niestety /dla mnie/ wykonanie ponownie było im głębiej, tym bardziej nużące, tak jak w przypadku poprzedniej powieści, aczkolwiek przynajmniej tę doczytałam. Jest to bardzo dobra pozycja dla ludzi, którzy są w żałobie: rozpaczliwe przypadki osób, które decydowały się na Pola Makowe i ich argumenty, które pokazywały, jak różnie można przeżywać żałobę i z jakich powodów. Całość bardzo potencjalna i świadoma, a także bardzo innowacyjna, aczkolwiek potem rozmywa się właściwie w opowieść bardziej obyczajową i już nie aż tak fascynująco - esencjonalną, jak się spodziewałam po samej tematyce i po rewelacyjnym pomyśle.

"Po leczeniu w Polach Makowych ból w dużej mierze zostaje uśmierzony. Pacjent nie będzie już cierpiał tak mocno jak wcześniej. Rzadziej będzie płakał i rozpaczał. Zawsze jednak będzie mniej lub bardziej tęsknił za utraconą osobą i odczuwał pustkę."

Można się skusić z ciekawości, bo jest to przede wszystkim studium przypadków żałoby w różnych odsłonach, bardzo osobiste, ale nastawiając się, że lekko wieje spokojną i nostalgiczną nudą.


MOJA OCENA: 6/10


PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU


***

Witaj w Polach Makowych, centrum eksperymentalnego leczenia żałoby.
Wiemy, że jest ci ciężko. Śmierć kogoś bliskiego. Rozpad związku. Utrata marzeń, dawnego życia, poczucia sensu… Cokolwiek cię spotkało – jesteśmy tu, by ci pomóc. Za chwilę zaśniesz na wiele tygodni. A gdy się obudzisz, smutek i żal znikną. Tak po prostu. Czy to nie… cudowne?

Do pilnie strzeżonego ośrodka położonego pośród piasków kalifornijskiej pustyni zmierza kanarkowożółty samochód, a w nim grupka nieznajomych, których los postawił sobie na drodze. Ilustratorka Ava chce odnaleźć w Polach Makowych swoją starszą siostrę, strażak Ray szuka ukojenia po śmierci brata, Sasha pragnie dowiedzieć się, dlaczego odrzucono jej podanie o przyjęcie do ośrodka, a Sky…? Sky wplątała się w to wszystko zupełnym przypadkiem.
Choć być może to wcale nie był przypadek i ta czwórka życiowych rozbitków musiała się spotkać? Dlaczego tak naprawdę wyruszyli w drogę? Jaki sekret skrywa każde z nich? Do czego się posuną, żeby posklejać swoje pęknięte serca? I przede wszystkim: czy w tajemniczym ośrodku znajdą to, czego szukają?

Kiedyś były tu wilki Charlotte McConaghy

Kiedyś były tu wilki Charlotte McConaghy

"Myślę, że to cywilizacja prowadzi nas do agresji. Zarażamy się nawzajem."


Jak dotąd najpiękniejsza powieść tej autorki, jak dla mnie, cudownie przypominająca mi przecudną opowieść Alice Hoffman Druga natura, niestety dostępną teraz gdzieś chyba w antykwariatach i na Allegro.

Wchłonęłam. 

Jakież to było świadomie moje...

Natura w odczuwaniu i współistnieniu - to były dla mnie najpiękniejsze fragmenty powieści. Esencja współnależności do świata roślin i zwierząt.

Człowiek jako rodzina, nie intruz.

Radość, spokój, uziemnienie.

Jest to możliwe?

Oczywiście, że nie.

To tylko marzenie i to nie wszystkich.


"... świat skręcił w złą stronę, kiedy zaczęliśmy odcinać się od dzikiej przyrody, kiedy przestaliśmy stanowić jedność z resztą natury i się oddzieliliśmy."


Bardzo osobiście odebrałam tę historię, jeśli chodzi o nasze członkostwo w świecie natury. 

Jeśli chodzi o sam wątek głównej bohaterki, oczywiście, było parę idiotycznych /dla mnie/ wątków i argumentów oraz splotów akcji, ale sam pomysł dolegliwości, albo magii - ja odebrałam to jako magię, był świetny:


"Nie jestem jak większość ludzi. Przechodzę przez życie w inny sposób, całkowicie wyjątkowym rozumieniem dotyku. Zanim poznałam nazwę, wiedziałam, na czym polega. Żeby nadać temu sens, nazwano to zaburzeniem neurologicznym. Dotykowa synestezja lustrzana. Mój mózg odtwarza sensoryczne odczucia żywych istot, wszystkich ludzi, a czasem nawet zwierząt. Jeśli coś zobaczę, czuję to i przez chwilę jestem nimi i, jesteśmy jednością, a ja odczuwam ich ból albo przyjemność."


Wątek choroby siostry, a właściwie powodu jej dolegliwości był lekko rzecz ujmując śmiesznawo - dziwny i generalnie ta cała opowieść środkowa nie bardzo poziomem pasowała mi do całości, no ale...

Zostało to zrekompensowane przez całą resztę.


"To, co kiedyś było mądrością człowieka na tyle odważnego, by dostrzec inną drogę, teraz powoli zmieniało się szaleństwo." 


Kompletnie się z tym nie zgadzam, to była po prostu świadomość współistnienia i symbiozy.

I jak zwykle bezradność wobec zrąbanego ludzkiego debilizmu i okrucieństwa, a także hipokryzji oraz zabawy w Boga... nawet głównej bohaterki.


"W dziczy nie ma czegoś takiego jak zaufanie /... / To tylko ludzie potrzebują tego słowa."


Idealnie gotowy scenariusz na przepiękną ekranizację.


"Chcę już nigdy nie widzieć innego człowieka, nigdy niczego bardziej nie chciałam. Samotność jest nadzwyczajna, zapewnia spokój."


Piękne.


MOJA OCENA: 9/10


PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

Inti Flynn przybywa do Szkocji wraz ze swoją siostrą bliźniaczką, Aggie, aby poprowadzić zespół biologów, których zadaniem jest ponowne wprowadzenie czternastu wilków szarych do odległych rejonów Highlands. Ma nadzieję uleczyć nie tylko umierający krajobraz, lecz także Aggie — naznaczoną traumą i straszliwymi tajemnicami, które zmusiły siostry do ucieczki z Alaski.

Gdy populacja wilków zaczyna się odradzać, Inti stopniowo odzyskuje spokój, a w jej życiu pojawia się przestrzeń na nowe uczucia. Wszystko jednak ponownie się komplikuje, gdy w okolicy zostaje znalezione ciało rolnika. Podejrzenia padają na drapieżniki — oraz na samą Inti, która zrobi wszystko, by je ochronić. Tylko… jeśli to nie wilki, to kto?

"Kiedyś były tu wilki" to mroczna, poruszająca opowieść o siostrzanej więzi, uważności na otaczający nas świat oraz granicach, które jesteśmy gotowi przekroczyć, by ocalić tych, których kochamy.

Dadzieja Anna Jadowska

Dadzieja Anna Jadowska

"Niczego, co się wydarzyło, nie mogę już ułożyć w całość. Nie umiem wyciągnąć żadnego wniosku ani stworzyć wiarygodnej historii. Nie ma końca ani początku."


Tak zaczyna się ta opowieść.

Rewelacyjnie to było napisane. Po prostu cofnęło mnie w czasie z prędkością światła, szczególnie do pola tytoniu...

Niby to literatura faktu, niby wspomnienia, ale czytało się to jak prawdziwą powieść. 

Dało mi to wiele przyjemności i satysfakcji, a także uśmiechu i nostalgii, chociaż był też dreszczyk emocji oraz niepewności.

Jeśli miałabym to określić krótko: cudowna lektura. Cudowna narracja. Cudowny klimat. Cudowne wspomnienia. Cudowna retrospekcja.

Cudowna dusza.

"... dadzieja to taka odmiana nadziei, kiedy jesteś pewna, że sytuacja jest beznadziejna, że coś na pewno się stanie albo na pewno się nie uda, ale ty wbrew wszystkiemu liczysz, że będzie inaczej, choć sama wiesz, że koniec okaże się fatalny. Właśnie to uczucie to jest dadzieja. Nadzieja w beznadziejnej sytuacji."

Miłośnikom wsi, niewyjaśnionych zbrodni, pięknych wspomnień dotyczących dawnej Polski, ale nie aż tak dawnej, dzieciństwa które bezpowrotnie minęło, emocji związanych z dorastaniem, dziewiczego i szczerego spojrzenia na rzeczywistość, która każdego dnia okazywała się kolejną bramą do magicznego świata, pomimo przeszkód i niewesołej, ale i tak baśniowej rzeczywistości dzięki wyobraźni, bardzo polecam!


MOJA OCENA: 7/10


PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

Gorące lato na wsi gdzieś na Dolnym Śląsku w latach osiemdziesiątych. Dwie siostry spotykają na rozgrzanej asfaltowej drodze obcego mężczyznę. Wysiada boso z białego samochodu, dziwnie się im przygląda. Kilka dni później w lesie zostaje znalezione ciało zamordowanej dziewczynki.

Ale to nie historia kryminalna. Debiut książkowy znanej scenarzystki i reżyserki to powieść o dziewczęcym dojrzewaniu, na które pada cień podniecenia i strachu. Wiecznie zirytowana matka nie ma dla córek czasu, sąsiadki podsłuchiwane pod drzwiami kuchni opowiadają niepokojące historie, ojcowie – każda z sióstr ma innego – dawno zniknęli, a wszyscy mężczyźni, gdy przyjrzeć się im uważnie, są łapczywi i zdolni do przemocy.

"Dadzieja" to także przejmujący portret siostrzanej więzi – nierozerwalnej, choć szorstkiej, przepełnionej rywalizacją i krótkimi chwilami bliskości. To filmowa w swojej intensywności opowieść, pełna zmysłowych obrazów i zatrzymanych ujęć, w których z pozoru zwyczajne lato migocze jak oniryczna, niepokojąca projekcja dorastania.

Król w Żółci Robert W. Chambers

Król w Żółci Robert W. Chambers

"Ale mnie się wydaje, jakobym wystąpił do ciemnej studni, o której powiada Heraklit, iż prawda w niej jest ukryta."


Jeśli był tu jakiś fenomen, ja go nie znalazłam. Skusiło mnie do tej lektury przekonanie, że serial From jest oparty na koncepcji zawartej właśnie w tych opowiadaniach.

Ja tej koncepcji nie znalazłam.

Może dlatego że nastawiłam się na coś wyjątkowego, byłam bardzo rozczarowana, a przede wszystkim bardzo zmęczona lekturą...

Ja nie wiem, czy ja polecam.

Klasycznie ciężko do przebrnięcia, oczywiście chwilami ze swoistym urokiem, ale całościowo?

Nie ogarnęłam.


MOJA OCENA: 5/10


PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

Zdaniem H. P. Lovecrafta „Żółty Znak” Chambersa to jedna z najlepszych opowieści grozy wszech czasów. A zdaniem S. T. Joshiego cały cykl czterech opowieści „Król w Żółci” to kamień milowy w dziedzinie horroru.

Robert W. Chambers (1865-1933) był pisarzem bardzo płodnym i bardzo popularnym w rodzimych Stanach Zjednoczonych na początku XX wieku. Ale dzisiaj jego powieści i nowele zostały zapomniane. Poza cyklem „Król w Żółci”.

Łączy te historie tajemnicza księga - pomysł, który zainspirował potem H. P. Lovecrafta do stworzenia legendarnego „Necronomiconu”.

A współcześnie odwołania do tekstów Chambersa znaleźć można w kultowym już serialu „Detektyw” (True Detective).

Poza tytułowym cyklem zbioru znajdziemy w tej edycji trzy inne nowele grozy: „Księżycowy Starzec”, „Posłaniec” i „Miły wieczór” - reprezentatywne dla twórczości Chambersa




Zamknięte drzwi Freida McFadden

Zamknięte drzwi Freida McFadden

 "Słyszę krzyki, które nocą dochodzą z piętra. Kobiety krzyczą. Błagają o pomoc."


Kiedy mam bardzo słabą passę jeśli chodzi o wybór lektur, zawsze sięgam po pewniki. I tym przypadkiem jest twórczość Freidy, oczywiście z mniejszym lub większym sukcesem.

W tym przypadku był większy.

Bardzo przyjemnie się to czytało, jak zwykle gotowy scenariusz na rewelacyjny thriller. Dużo dobrego klimatu, jest tajemnica, jest napięcie, są soczyste i uczciwe postaci. Wszystko jak należy. 

Wisienka na torcie może nie taka zaskakująca, ale też smaczna.

Czysta przyjemność czytania.


MOJA OCENA: 7/10

PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

Niektóre drzwi są zamknięte z jakiegoś powodu…

Podczas gdy jedenastoletnia Nora odrabiała lekcje w swoim pokoju, jej ojciec dokonywał w piwnicy koszmarnych zbrodni. Dramat mordowanych kobiet przerwało pojawienie się w domu policji.
Mija dwadzieścia sześć lat. On odsiaduje wyrok, ona odnosi sukcesy w chirurgii, prowadząc spokojne, samotne życie pod nowym nazwiskiem. Nikt nie wie, że jest córką seryjnego mordercy.
Któregoś dnia lekarka dowiaduje się, że jedna z jej pacjentek została zamordowana. W ten sam charakterystyczny i przerażający sposób, w jaki swoje ofiary zabijał jej ojciec.
Ktoś wie, kim jest Nora. Ktoś chce, żeby wzięła na siebie odpowiedzialność za tę niewyobrażalną zbrodnię. Ale ona nie jest morderczynią jak jej ojciec. Policja nie ma dowodów na to, że zrobiła coś złego.
Pod warunkiem, że nie zajrzy do jej piwnicy.

Wdowia Zatoka serial 2026

Wdowia Zatoka serial 2026

Natknęłam się ostatnio na ten serial, który ciągle trwa i jestem zachwycona.

Co prawda, reklamy kuszą klimacikiem Twin Peaks, ale kompletnie tam nie ma takiego klimatu. 

Jest za to klimacik z Mgły. Jest klimacik z Przystanku Alaska.

Jest czadzki klimacik!

Przypomina to troszkę produkcje lat 90', więc tym bardziej jestem zachwycona!

Całkiem niezłe poczucie humoru, które trafia w moje jest tylko wisienką na torcie całki9em niezłych /serio serio/ momentów grozy: jeszcze się nie spotkałam z taką mieszanką.

Ja jestem mega na tak i oczekuję więcej!

Platforma Apple TV+


MOJA OCENA: 8/10

ZOBACZ TRAILER!

TU

***

Stworzony przez Katie Dippold serial zyskał uznanie krytyków dzięki udanemu połączeniu autentycznego klimatu horroru z dawką czarnego humoru. [1, 2]
Fabuła skupia się na następujących aspektach:
  • Fabuła: Akcja toczy się na odizolowanej od świata wyspie u wybrzeży Nowej Anglii (ok. 65 km od lądu), która skrywa mroczną i niepokojącą tajemnicę.
  • Bohaterowie: Burmistrz Tom Loftis (w tej roli Matthew Rhys) desperacko próbuje tchnąć nowe życie w podupadającą społeczność i uczynić z wyspy atrakcję turystyczną. Jego plany komplikują niechętni mieszkańcy, przesądy oraz złowrogie siły czające się pod powierzchnią.

Autor: Sabina Bauman - klik zdjęcie
Copyright © 2014 Mniej niż 0 - Mini Recenzje , Blogger