"A DZIŚ ŻEM SE CZYTŁA/LUKŁA..."

CZYTAJ ZA DARMO!

Statystyki

SZUKAŁKA

Faworyci Layne Fargo

Faworyci Layne Fargo

"Nazywajcie mnie, jak chcecie. Nic mnie to już nie obchodzi. Moja historia należy do mnie, a ja opowiem ją tak, jak jeździłam na lodzie: na swój sposób, na moich warunkach.

I zobaczymy, kto ostatecznie zwycięży."


To troszkę tak jest z tą powieścią, jakby patrzyło się na piękną nastolatkę, która ma szansę przeobrazić się z ładnego kaczątka w pięknego łabędzia, ale jakoś tak lotki nie do końca wyrosły. Szkoda trochę, że taka potencjalnie rewelacyjna powieść pozostała /dla mnie/ jedynie bardzo dobra. A mogła być rewelacyjna.

Był to materiał na bardziej rasowe emocje: nastawiałam się na troszkę więcej głębi, a dostałam romans z łyżwiarstwem figurowym w tle, choc wolałąbym dostać łyżwiarstwo figurowe, niekoniecznie z romansem w tle. Gdzieś tam przebijała się dorosłość i dojrzałość. Gdzieś tam czuć było powagę tematu i jej potencjał. Gdzieś tam śmigały całkiem dobrze przestawione i poprowadzone postaci. Gdzieś tam...

Wszystkie super wątki zostały tak troszkę potraktowane po macoszemu, kończyły się, zanim się zaczynały, ucięte, nierozwinięte, napomknięte... a szkoda, bo pomimo mojego marudzenia, czytało się to bardzo dobrze, więc gdzieś tam magia drzemała i przetrwała.


MOJA OCENA: 7/10

PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

Wszyscy myśleli, że jej pierwszą miłością był Heath Rocha.
Nie.
Jej pierwszą miłością było łyżwiarstwo.

Katarina Shaw nie miała znanego nazwiska, pieniędzy ani wsparcia rodziny, ale zawsze wiedziała, że jej przeznaczeniem jest zostać łyżwiarką olimpijską. Kiedy spotkała Heatha Rochę, samotnego dzieciaka, który utknął w systemie opieki społecznej, natychmiast poczuli niezwykłą więź, która uczyniła z nich potężny duet na lodzie. Trzymali się łyżwiarstwa – i siebie nawzajem – aby uciec od przeszłości. Zaczęli jako ukochani z dzieciństwa, skończyli jako mistrzowie tańca na lodzie. Urzekali buntowniczym stylem, a wyjątkowa chemia między nimi fascynowała tłumy. Do czasu gdy na igrzyskach olimpijskich szokujący incydent zniszczył ich burzliwą relację...
Dziesięć lat później nieautoryzowany film dokumentalny ponownie rozpala publiczną obsesję na punkcie Shaw i Rochy. Jeśli Kat chce, by jej historia „należała do niej”, musi przerwać milczenie.

Ludzie ich nienawidzili. Chcieli nimi być. Nie mogli oderwać od nich wzroku. A Kat i Heath niszczyli się nawzajem.

https://go.buybox.click/linkclick_2868_9?&url=https%3A%2F%2Fwww.legimi.pl%2Febook-faworyci-fargo-layne%2Cb1468960.html
56 dni/56 days Catherine Ryan Howard

56 dni/56 days Catherine Ryan Howard

Świetny serial na podstawie powieści, która /standardowo.../ nie została wydana w Polsce.

Nastawiałam się na zachwyt nad główną parą, jednakże całe "szoł," o dziwo, skradła para detektywów - jedna z najlepszych chemii, jakie widziałam, jeśli chodzi o prowadzienie śledztwa, naprawdę zaskoczenie, sugerujące podskórnie chęć ciągu dalszego i śledzenia ich losów.

Jednakże.

Wątek główny i prawdziwy bardzo dobry, z rewelacyjnym pomysłem teraz i wcześniej i jeszcze wcześniej.

Co do gry - bardzo przyjemnie patrzy się na Dove Cameron, która jednak troszkę nie nadąża za Avanem Jogia, ale to moje odczucie. 

Jest ładnie.

Jest bardzo intrygująco, serio.

Jest super nakręcenie, pomału zbliżające się do twista.

Jest niezgodnie z prawem.

Jest sprawiedliwie.

Bardzo polecam, super mini odmóżdżacz na przesilenie wiosenne i przygotowanie aury do wiosny😎

Czekam na powieść, może jej pojawienie się przyspieszy fakt premiery serialu, jak to zazwyczaj u nas bywa...


MOJA OCENA: 8/10

ZOBACZ TRAILER!

TU

***

Nikt nie wiedział, że się spotykają. Teraz jedno z nich nie żyje.

56 dni temu

Ciara i Oliver poznają się w kolejce w supermarkecie w Dublinie. Zaczynają się spotykać w tym samym momencie kiedy COVID-19 zaczyna atakować wybrzeże Irlandii.

35 dni temu

Ponieważ lockdown może zagrozić ich relacji, Oliver proponuje, żeby ze sobą zamieszkali. Ciara widzi w tym okazję do rozwinięcia ich związku bez nadzoru rodziny i przyjaciół. Dla Olivera to okazja to ukrycia kim - i czym - tak naprawdę jest.

Teraz

Detektywi przyjeżdżają do mieszkania Olivera i odkrywają rozkładające się ciało. Czy ustalą, co naprawdę się wydarzyło? Czy lockdown stworzył niepowtarzalną okazję do dokonania idealnej zbrodni?


Kochamy cię, Króliczku Mona Awad

Kochamy cię, Króliczku Mona Awad

 "Nas pięć, spowite mrokiem."

Nieźle co? 

No i dalej:

"Ty wygodnie usadowiona na krześle i my cztery stojące nieopodal, w naszych uroczych króliczych maskach, tworzące półkole miłości i zrozumienia, podczas gdy nasze sukienki tak ślicznie połyskują w świetle księżyca myśliwych. Bo tej nocy na niebie świeci księżyc myśliwych, króliczku. O tak."

Zarąbiaście gęsio-skórkowo zaczyna się ta powieść: zupełnie niestandardowo i bardzo intrygująco. A to jest zawsze dobry początek do tego, żeby przeczytać całość.

Pomysł na tą narrację jest świetny. O wiele lepszy niż w części pierwszej. Widać, że wszystko ewaluowało - i bardzo dobrze! Zawsze jest ryzyko z nowym pomysłem, ale tutaj, jeśli chodzi o moją osobę to łyknęłam to kolejny raz bez pytań.

Pięć dziewczyn, które poznały się na studiach. Cztery oprawczynie, by się wydawało i jedna ofiara: przyjaciółki, które stały się arcywrogami. A wokół nich wszędzie pojawiają się kicające króliczki, "na skraju percepcji". Bo właśnie mają się pojawiać: są zapowiedzią czegoś, co się dopiero wydarzy... Albo już się wydarzyło.

Wracamy w tej części do podstaw, czyli do całej genezy zażyłości tych dziwnych zależności, jakimi dziewczyny płonęły i poznajemy prawdziwe /?/wersje każdej z nich.

"Bo dzisiaj, w oberganym księżycowym blaskiem mroku, nadszedł czas, żebyśmy znowu stworzyły coś pięknego."

Klimacik troszeczkę jak u Quentina Tarantino połączonego z Lynchem i Timem Burtonem na jednej imprezie😎

Tak właśnie zostałyby przedstawione rozhisteryzowane, oderwane od rzeczywistości pseudo ekscentryczne, zaburzone dziewczyny. 

Magicznie. Onirycznie. Bajkowo.

Urzekająco. I przerażająco.

A mnie urzekł sam pomysł, ale też piękna świadomość słowa, piękna świadomość pisania o zwykłych rzeczach językiem z mgły i popiołu, rewelacyjna zdolność opowieści drugiego dnia.

Czy zakończenie jest tu równie jedniozdaniowo rewelacyjne, jak w przypadku części pierwszej?

...

Polecam miłośnikom właśnie takich klimatów! Lektura wymagająca, ale bardzo intrygująca i ARCYnieoczywista!

"Potrzymam sobie siekierę podczas naszej rozmowy. To ci nie przeszkadza?"

😎


MOJA OCENA: 8/10


PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

Samantha wydała debiutancką powieść przyjętą z uznaniem krytyków. Jednak podczas przystanku jej trasy autorskiej w Nowej Anglii dawne „przyjaciółki” — wściekłe z powodu sposobu, w jaki zostały przedstawione w książce — porywają ją. Teraz, jako ich zniewolona słuchaczka, jest zmuszona wysłuchać wersji wydarzeń Króliczków. Jedna po drugiej przejmują głos, trzymając symboliczną siekierę, i opowiadają o narodzinach swojej nieświętej koalicji, odkryciu niezwykłych twórczych mocy oraz fantasmagorycznej przygodzie związanej z powołaniem do życia ich pierwszego stworzenia. To upojna, przewrotna podróż w sam środek mrocznej akademii, ukazująca zarówno zachwyt, jak i grozę samego aktu tworzenia.

Kochamy cię, Króliczku to jednocześnie prequel i sequel, a przy tym bezwstydnie dzika, całkowicie samodzielna powieść.

Otwórzcie swoje serca, Króliczki, na kolejny olśniewająco oryginalny i mrocznie zabawny spacer autorstwa królowej sennego delirium, Mony Awad.

Cykl: Króliczek (Awad) (tom 2)

Króliczek Mona Awad

Króliczek Mona Awad

"Witaj na Warsztatach, Króliczku."


Historia z rodzaju tych WTF - kowskich: o czym ja tu w ogóle prze/czytałam? 

Elitarne studia o profilu literacko-artystycznym w nowej Anglii. I ona.

Samantha Heather Mackey.

Dziewczyna, która pomału wpada w sieć. Albo w króliczą norę nierzeczywistości, w której żyją cztery dziewczyny, zachowujące się... arcydziwnie. Jakby żyły w bajce Tima Burtona.

Dlaczego tam wpada? Samotność? Brak akceptacji? Kompleksy? Chęć przynależności? 

Serio?

Nawet do takich dziwadeł jak one?

Dziwadeł albo ekscentryczek. Wariatek albo geniuszy. Morderczychk psychopatek. Czarownic.

Co jest prawdą, a co tylko omamem?

Kiedy kończy się rzeczywistość, a zaczyna rzeźnia?

A może nie ma tu granicy?

"To, co się nam wydaje, czasami odbiega od rzeczywistości. Czyż nie?"

Czy to jest prawdziwa przyjaźń? Czy tylko jakiś eksperyment?

"- Robimy coś bardziej...

- Innowacyjnego.

- Eksperymentalnego.

- Bazującego na kreacji.

- Intertekstualnego"

- Zasadniczo to hybryda."

Tak jak cała ta powieść. To jest hybryda.

A tak naprawdę kim są te creepy dziewczyny z baśni o Alicji w krainie Czarów?

Un/Natural Born Killers.

Czarownice tworzące wybuchające Króliczki, rodzący się chłopcy, którzy w króliczki się zamieniają po to, żeby umrzeć?

...

Jak to jest powoli zanurzać się w szaleństwie? Zatonąć w baśniowej sekcie, która nie ma zahamowań?

"Ich zakrwawione twarze wyrażają tak wiele życzliwości, taką otwartość, która nie pozostawia wątpliwości, że oferują mi swoją przyjaźń."

A tego dowiemy się w drugiej części Króliczka, która już teraz mogę powiedzieć, że jest o niebo lepsza od części pierwszej, nawet z lepszą okładką😎

Do pierwszej części trzeba mieć naprawdę dużo cierpliwości, pomimo tego że intryguje, a końcówka to złoto, ale w części drugiej wszystko samo zachwyca!

Arcyfajnie!

"Prawdziwy świat, moja pani. Jest tam. Wie pani o tym? Kiedyś będzie pani musiała do niego wrócić?"


MOJA OCENA: 7/10

PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

Samantha jest outsiderką. Woli spędzać czas w swojej mrocznej wyobraźni niż w towarzystwie ludzi. Studiuje na Warren – w najbardziej nowatorskiej i eksperymentalnej szkole pisania w kraju. Wszystko tutaj wykracza poza gatunek, nie tylko literacko. Gardzi przeintelektualizowaną grupą samozwańczych poetek, składającą się z kilku nieznośnie bogatych dziewcząt, które określają się wzajemnie Króliczkami.

Sytuacja zmienia się, gdy Samantha otrzymuje od Króliczków osobliwe zaproszenie. Zostaje wciągnięta w ich kręgi, porzucając tym samym nie tylko swoje dotychczasowe poglądy, ale i jedyną przyjaciółkę, Avę. Dziewczyna zanurza się coraz głębiej w mglisty i jednocześnie przesłodzony świat Króliczków, zaczynając brać udział w rytualnych warsztatach, a granice rzeczywistości i absurdu zaczynają się zacierać.

Cykl: Króliczek (Awad) (tom 1)

Amaya Maciej Libera

Amaya Maciej Libera

"Trzy tytany. Pyrrhon – zgromadzona furia, która osłania. Zorya – oddech domu, który trwa mimo wszystko. Weles – dłoń, która przemienia popiół w ogród. Razem te statki niosły w sobie echo utraconego Arkanoru i cichą, upartą pewność, że nawet po najgłębszej nocy rodzi się świt."


Autor potrafi zadbać o atmosferę, o czym się przekonałam już ze świetnej serii Echo. Tutaj mamy trochę inne klimaty, ale jeśli ktoś lubi Grę o tron i rewelacyjny wątek a la Khal Drogo, oraz klimacik Gwiezdnych wrót, będzie zachwycony!

"Słuchajcie, wy, co przyjdziecie po nas. To jest początek powieści krwi i wiatru. Kopyt, które wstrząsnęły ziemię."

Savage. Taki charakter ma ta powieść.

"...czasy, gdy ziemia była młoda, a bogowie chodzili wśród nas."

Agresywni najeźdźcy, wojownicy bez litości i spokojni mieszkańcy osad, pod dyskretną ochroną pseudo bogów, przybywających z gwiazd. Pierwotny klimat, słowiańska tradycja, fauna i flora, obrzędy, surowa magia. Szeptuchy, szamani, wiedźmy. Duchy lasów, pradawne istoty, strażnicy wiatru, bębny z wilczej skóry i wrogie plemiona, stepy i dzikie puszcze.

Oraz kosmos. Strażnicy z gwiazd.Współistnienie.

"Coś z duchów, albo z gwiazd"

Świetne zestawienie!

I wszyscy oni mają wspólnego wroga.

"Wiedział tylko jedną, że świat jest większy, niż sobie wyobrażał."

...

Ja podążam za piórem autora ciągle, ponieważ bardzo mi się podobają jego pomysły i to są absolutnie moje klimaty. A jeszcze jak ktoś potrafi przenieść to na papier, to już jest całkiem nieźle. Bardzo dobrze mi się czytało tą opowieść właśnie przez wzgląd na atmosferę i bardzo dobrze zarysowane postaci.

Okładeczka wymiata!

Polecam bardzo kolejny raz. Nie ma ściemy, jest dobra historia opowiedziana dobrą narracją, ze świetnym Uniwersum, świetną końcówką i chyba zapowiedzią cdn?😎

"Ziemia nigdy nie śpi. To ludzie zapomnieli słuchać."


MOJA OCENA: 7/10


PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

Amaya, strażniczka milczenia, strzeże swojego ludu w ukrytej dolinie. Pod górą drzemie niszczycielska moc, której przebudzenie może ocalić jej bliskich, albo wszystko zniszczyć. Amaya staje przed wyborem: pozostać cichą opiekunką, wierną przysiędze, czy obudzić drzemiącą siłę i stać się kimś więcej niż człowiekiem. To historia o ciężarze odpowiedzialności, granicach lojalności i cenie, jaką płaci się za ocalenie tych, których się kocha najbardziej.


Rouge Mona Awad

Rouge Mona Awad

"Stać się najwspanialszą wersją siebie. Pozbyć się mrocznych pajęczyn umysłu. Pudeł z piwnicy, pełnych zapleśniałych wspomnień. Skrzyń zamkniętych na cztery spusty." 


Kuszące?

Owszem.

Bo cała idea tej historii oparta jest na pokusie. I podróży do wnętrza swojej duszy. Poprzez lustra.  A kto nie lubi powieści o lustrach? Tym bardziej o lustrach, w których nie kryje nic dobrego?

A są inne w horrorach? 

Bo to jest akurat właśnie oniryczny horror, który uniósł mnie na "falach szaleństwa."

I do samego końca nie wiadomo, o jaki rodzaj horroru chodzi.

...

Wyjątkowa powieść w wyjątkowo moich klimatach, które bardzo rzadko zdarzają się w opowieściach.

Ta autorka to kolejne odkrycie, po Marie Vareille, którym jestem zachwycona. Urzekło mnie jej pióro, realizm magiczny, schizofreniczna groza ukryta pod pozorem prostych wydarzeń, skrywających uwialbiane przeze mnie drugie dno.

Kunsztowne dialogi: "- No to sobie popływałaś. - Nie umiem pływać. - Skoro nie umiesz pływać, dlaczego weszłaś do wody, Bell? - Zapomniałam że nie umiem. - Zabawne to zapominanie. Nie uważasz że dość ważne jest, aby pamiętać?"

😍💪Przepiękna świadomość i cudowna zabawa słowem.

Troszeczkę jak klimaty powieści Marty Bijan na granicy snu i jawy. Osobliwość i surrealizm hipnotyzuje atmosferą, którą można interpretować dowolnie, przynajmniej na pozór, bo tu naprawdę nie wiadomo długo, o co chodzi? 

To tak jakby oglądało się  /beznadziejny/ film Substancja, ale w mroczny WTF -owskim wydaniu Lyncha! To rewelacyjny literacki doppellganger Oczy szeroko zamknięte, /który notabene jest tu wspomniany/. To odjechana wersja Czarnoksiężnika z Oz - w tym przypadku czerwonej krainy.

Pięknie, cudnie, magicznie stworzony klimat tej historii: tajemniczo i stuprocentowo w każdym szczególe, w każdym francuskim czerwonym detalu!

Rouge.

"Bardzo jesteś przywiązana do swoich wspomnień?"

Brzydka dziewczynka, która niewiele pamięta ze swojego dzieciństwa. 

"Potworną prawdę o mnie, o moim dzieciństwie, którego nie pamiętam? Mimo że nadal tkwi głęboko we mnie. Wypuszcza fragmenty wspomnień na powierzchnię. Czuję je złożone w moim sercu, w moim mózgu, jak Mroczne brzemię. Czarne pudło z mnóstwem lśniących kłódek."

Piękna Matka, która jest wzorem i tyranem/?/. I oni. Ci piękni.

Kim są? Czego pragną? Jaka jest cena za piękno?

...

Rozmazana rzeczywistość, jak za deszczową szybą, atmosfera ciężka jak smoła, jak wosk z czerwonej świecy. Senna rzeczywistość i nierzeczywiste pragnienia. Obsesja, kompleksy, nienawiść i miłość. Zazdrość i pożądanie.

I tajemnica.

"Mój koszmar związany z wiekiem i śmiercią w jednej osobie."

Oniryczna podróż w głąb ludzkiej natury: jej pragnień oraz lęków.

"Teraz czuję coś innego, kiedy na nią patrzę. Kiedy patrzę na siebie, jak odchodzę. Zostawiając mnie tutaj samą."

To jest tego rodzaju opowieść, którą widzisz kątem oka nawet wtedy, kiedy ją odkładasz, na granicy percepcji, która nie pozwala o sobie zapomnieć. Choć czasami...

..."warto puścić wszystko w niepamięć."

MEGA POLECAM!


MOJA OCENA: 8/10


PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

Najnowsza książka autorki bestsellerowego "Króliczka"
Belle dorastała w kulcie piękna, dbania o wygląd i obsesji na punkcie… luster. Nieskazitelna uroda była najcenniejszym skarbem dla jej matki – byłej aktorki, a następnie właścicielki eleganckiego butiku. Po jej nagłej śmierci Belle wraca do domu, by zmierzyć się z przeszłością, długami, które zostawiła matka, i pytaniami o przyczynę jej nagłego odejścia. Kiedy na pogrzebie pojawia się tajemnicza, ubrana na czerwono kobieta, oferująca pomoc w rozwikłaniu części zagadek, przed Belle otwierają się drzwi do zupełnie nieznanego jej świata – do Rouge.

To elitarna społeczność osób uzależnionych od idealnego wyglądu i gotowych na wiele poświęceń, by go utrzymać. Belle zagłębia się w ten świat, coraz bardziej zafascynowana obietnicami składanymi przez ludzi o szklanych oczach. Spełnienie marzeń o wiecznej młodości wydaje się na wyciągnięcie ręki. Jego cena może się jednak okazać bardzo wysoka...

"Rouge" łączy elementy gotyckiej baśni, psychologicznego thrillera i surrealistycznego horroru. To niepokojąca opowieść o granicach piękna, miłości i obsesji, w której łatwo się zatracić

Zabijemy Stellę / Piąty rok Marlen Haushofer

Zabijemy Stellę / Piąty rok Marlen Haushofer

"... największy smutek minie dopiero wtedy, gdy umrę."


Po lekturze mojej ukochanej Ściany bardzo byłam ciekawa tej pozycji.

Rzuciłam się na nią od razu, a zazwyczaj, jak się rzucam, to jestem rozczarowana.

Czy w tym przypadku jestem?

Całe szczęście nie.

Było ponownie magicznie prosto i cudnie życiowo.

...

Dwie nowelki o zupełnie różnej tematyce.

Zabijemy Stellę.

Z chaotycznego początku wyłania się prawdziwa historia i prawdziwy dramat Stelli?


"Stella kochała czerwień i żółć, w czerwonej sukience, którą jej podarowałam, wbiegła pod żółtą ciężarówkę."


Nie - prawdziwy dramat narratorki, która przemyca w swojej relacji, między wierszami, sugestie jakieś zbrodni, nieczystego sumienia i podsyca element niepokoju. Relacja pełna niedomówień i prawdy skrywanej przed sobą, o której wszyscy wiedzą, ale udają, że jej nie ma.


"Właśnie tego naprawdę pragnę: móc żyć w spokoju, bez strachu i wspomnień."


Niby porządna zwykła rodzina, a tak naprawdę tylko pozory pozory i pozory... strach, lęk, kłamstwa, udawanie, samotność, izolacja, niezrozumienie, irytacja i rezygnacja.


"Kiedyś wszystko było dobrze, jak należy, a potem ktoś poplątał nici. Nie mogę znaleźć początku, przędza w moich dłoniach z dnia na dzień gmatwa się coraz bardziej, rozrasta, rozplenia, nadejdzie czas, że mnie pogrzebie i udusi."


Ojejej...

Tak naprawdę, moim zdaniem, kolejna beznadziejna "pani domu", żyjąca z "PANEM DOMU": niezdecydowana na nic, zakrywająca oczy, unikająca prawdy, zamknięta w swoim mini światku, z którego nawet jej ukochany syn uciekł... Najgorszy w tym udawaniu jest wstyd przed dzieckiem, kiedy to ono wydaje się bardziej dorosłe. Ofiara życiowa, stawiająca na piedestale swoje cierpienie, o którym stara się zapominać każdego dnia - taka kolejna żona ze Stepford, tylko niezbyt uśmiechnięta za często, przepełniona beznadzieją i wiecznym lękiem.


"Groza we mnie wniknęła, nasyciła mnie, wszędzie mi towarzyszy. Nie ma ucieczki. Najbardziej przeraża mnie myśl, że śmierć może okazać się zbyt mało śmiertelna, by w końcu ją wyeliminować."


Dużo emocji przekazanych w prosty sposób, narracja urzeka, w przeciwieństwie do postawy narratorki.


Piąty rok.

Początek od razu skojarzył mi się z Carrie Stephena Kinga, kiedy to Carrie była zamykana w komórce z wielkim krzyżem, na którym wisiał Jezus: tutaj jest podobnie, z tą różnicą, że tu jest obraz, a dziewczynka nie jest nastolatką, tylko ma cztery lata, cudną wrażliwą osobowość i zmysł spostrzegawczości, który jest bardzo wyostrzony, ponieważ jest jedynym dzieckiem w tej małej, spójnej, niepełnej rodzinie.

Babcia, dziadek, czteroletnia wnuczka, i służąca Rosa oraz parobek Kajetan. I pies Pluto. Cała reszta owiana jest tajemnicą śmierci.


"Babciu, a czy żal bardzo boli?"


Smutna przeszłość w konfrontacji z nowo zaczętym życiem, jakim jest czteroletnia Marili, rezolutna dziewczynka, która odbiera świat po swojemu i nie boi się użyć pięści w słusznej sprawie oraz jest bardzo zintegrowana z naturą, bo jej najlepszym przyjacielem jest tojad oraz wszystkie zwierzęta na całym świecie, jaki zna.

Pięknie przedstawiona jest tutaj symbioza wspólnego życia w rodzinie. Nikomu nic nie potrzebna jest do szczęścia, tylko praca i własne towarzystwo oraz otaczająca wszystko wokół piękna przyroda i przemijające cztery pory roku. 

Każdy z pokolenia Z powinien przeczytać tą opowieść, gdyby umiał czytać. 

Ze zrozumieniem.

...

Większe wrażenie zrobiłą na mnie Strlla, może przez emocje, które w drugiej opowieści były bardziej stonowane. 

Uwielbiam pióro autorki: piękna i głęboka siła narracji pokazuje prawdę w bardzo świadomy sposób, bez zbytniego koloryzowania, nigdy nie mówiąc wprost. Prostota wypowiedzi ujawniająca szczerą prawdę bez szarości. Zero-jedynkową prawdę, bo tylko taka prawda istnieje naprawdę.


MOJA OCENA: 8/10


PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

Dwa dotąd niepublikowane w języku polskim utwory Marlen Haushofer, autorki kultowej "Ściany".

"Zabijemy Stellę" to mistrzowska nowela, w której autorka poddaje bezlitosnej analizie więzy małżeńskie i rodzinne, rozkłada na czynniki pierwsze relacje międzyludzkie, a wreszcie obnaża kłamstwo, okrucieństwo i zdradę kryjące się za fasadą perfekcyjnego mieszczańskiego życia, nad którym, niczym w greckiej tragedii, od samego początku ciąży fatum. Nowela została wyróżniona Nagrodą im. Arthura Schnitzlera, a w 2017 roku sfilmowana przez Juliana Pölslera. Obok "Ściany" stanowi najbardziej znane dzieło Marlen Haushofer.

"Piąty rok" to debiut książkowy autorki. Narratorką opowiadania jest mała dziewczynka wychowująca się w gospodarstwie dziadków, w otoczeniu przyrody i zwierząt. Jej dzieciństwo, choć z pozoru beztroskie i szczęśliwe, nie jest jednak całkowitą idyllą – wdzierają się doń bowiem trwoga, doświadczenie przemijania, straty i śmierci.

Księga łabędzi Alexis Wright

Księga łabędzi Alexis Wright

"Kiedy zmienił się świat, ludzie byli inni. Miasteczka się pozamykały, miasta zabito dechami, dzielnice opustoszały, rządy padły."


Lubię, kiedy powieść zaczyna się właśnie takimi słowami. Ale nie spodziewałam się tak naprawdę co zastanę w środku.

Jest to najbardziej powieść między wierszami jaką przeczytałam... Błądzenie po własnym umyśle... 


"Wirus myśli, że chcę tego, czego on chce-ukryć się w najciemniejszym zakątku jego różowego jak landrynka łóżka, gdzie śpi i śni głęboko w moim chorym umyśle."


Do tego rodzaju powieści potrzebna jest instrukcja obsługi /dostępna na okładce/😎

Australia. Gdzieś tam w przyszłości, po katastrofie klimatycznej. Ludność odradza się na skrawkach ziemi i tego co zostało po naturze. 

A zostały wraki, gruzy ludzkiego świata i miliony czarnych łabędzi.

...

Piękny język, ale bardzo przystępny, piękna prawdziwa opowieść i chyba jedna z większych skarbnic cytatów. Naprawdę, mogłabym tutaj cytować większość, ale to trzeba by było całą książkę przekopiować raczej.

Świadomość ubrana w słowa.


"Matka natura? Ha! Kto by policzył, ile serc jest w stanie wyrwać żywcem? Nigdy jej się nie znudzi. I kto wie, gdzie na tej ziemi człowiek później znowu swoje serce znajdzie? Ludzie w drodze nazywali ją matką katastrofą od powodzi, pożaru, suszy i zamieci. To były jej cztery pory roku, którymi ciskała w świat, kiedy jej się zachciało."


Często się śmiałam, ale właściwie z czego ja się śmiałam, to ja nie wiem?🙈

Ulotny czar tej opowieści jakoś mnie zauroczył, zahipnotyzował, może właśnie przez to że wszystko było czarowne między wierszami. Poza tym uwielbiam, kiedy ktoś umie tak pięknie przekazywać opowieści słowem pisanym.

Naprawdę bardzo uważnie trzeba czytać tą lekturę i po prostu delektować się jej wyjątkowością i formą wypowiedzi, która przekazuje dramatyczne treści, więc jestem przekonana na 100%, że większość czytelników odłoży ją po kilku stronach.

A ja polecam.


MOJA OCENA: 7/10

PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

Hipnotyczna powieść jednej z najważniejszych pisarek współczesnych.
Australia, niedaleka przyszłość. Ludność aborygeńska wciąż żyje głównie na kontrolowanym przez rząd wycinku Terytorium Północnego, a środowisko naturalne uległo nieodwracalnym spustoszeniom z powodu zmiany klimatycznej. Pochodząca z wysiedlonej społeczności Oblivia, niema nastolatka, ofiara gwałtu grupowego z rąk nawąchanych benzyny nastolatków, mieszka w jednej z niezliczonych rdzewiejących łodzi na bagnie, które miejscowi dzielą z tysiącami czarnych łabędzi, zmuszonych do przeniesienia się tu z innych części kraju. Opowieść prowadzi nas przez życie Oblivii, aż po małżeństwo z Warrenem Finchem, pierwszym aborygeńskim prezydentem Australii, i wyniesienie do godności pierwszej damy, uwięzionej w podtopionym, osuwającym się w bezprawie mieście na południu kraju.
Księga Łabędzi łączy w sobie wszystkie najlepsze cechy pisarstwa Alexis Wright: głębokie zrozumienie rzeczywistości, w której zmuszona jest funkcjonować ludność aborygeńska, dziką energię i humor, niosące nadzieję nawet w najmroczniejszych chwilach, i wreszcie – doskonale skonstruowaną opowieść, czerpiącą z mitów, legend i baśni, w której oprócz Oblivii Ethylene przewija się cały korowód niezwykłych postaci, takich jak ciocia Bella Donna, Zarządca Zatoki, Wielka Ruda, Maszyna, gadająca małpa o imieniu Rigoletto, trójka dżinnów z doktoratami, i wiecznie obecne w tle, prowadzące nas przez całą historię, łabędzie.

Demon puszczy/ Panika Graham Masterton

Demon puszczy/ Panika Graham Masterton

"Mówiłem mu, żeby nie jechał na ten obóz. Zobaczyłem wszystko w gwiazdach. Wszystkie znaki na to wskazywały."


Wznowienie powieści, która istniała sobie kiedyś pod tytułem Panika.

Horror zaczyna się na terenie obozowiska Rosomaka w Michigan, gdzie zostaje znaleziona właściwie zbiorowe miejsce śmierci siedemnastu skautów w wieku od jedenastu do osiemnastu lat i siedmioro dorosłych opiekunów.

Co się wydarzyło?

Panika. Irracjonalne uczucie lęku.

Co ją wywołuje?

Pradawny duch, demon, mieszkający w lesie.

Pan.

Najfajniejszym elementem tej opowieści jest Sparky: chłopak z Aspergerem o specjalnych zdolnościach i umiejętnością czytania w gwiazdach. Jest to najmniej irytująca postać w tym horrorze i chyba najbardziej racjonalna, dzięki swojej irracjonalności. Cała reszta momentami jest naprawdę dość nielogiczna, że aż chwilami irytująca, ale... To jest fantastyka i horror, choć nie wiem, czy to dobre wytłumaczenie.

Cała reszta tak jak u u Mastertona, jest bardzo dużo polskich klimatów, jest krwawo, chociaż nie tak bardzo krwawo, jak czasami bywało, jest dużo strachu i tajemnicy lasu.


"... na świecie dzieją się rzeczy, o których jeszcze nie wiemy albo których nie rozumiemy. Trzeba im się przyglądać i dokładnie badać, żeby je zrozumieć. Bo w przeciwnym wypadku jeszcze długo będą nas straszyć."


MOJA OCENA: 6/10


PRZECZYTAJ FRAGMENT!


Obozowisko skautów, Owasippe, Michigan

Pierwsze zwłoki czarny labrador Billa, Mack, znalazł, węsząc w pokładach liści, które pozostały po zeszłorocznej jesieni. Dwukrotnie warknął, a potem zaczął chodzić w kółko, energicznie machając ogonem.

 Co tam znalazłeś, stary? Chyba nie kolejnego pieprzonego jeżozwierza? Pamiętasz, co się stało, kiedy ostatnio goniłeś za jeżozwierzem? Przez kilka dni miałeś pokaleczony cały pysk.

Mack nadal węszył w stercie liści. Pod drzewami panował mrok, jednak rozciągające się przed nim jezioro Wolverine lśniło w słońcu wszystkimi odcieniami błękitu. Dostrzegł molo, z którego skauci często skakali do jeziora i przy którym cumowali łodzie. Ich łajby o czerwonych poszyciach kołysały się na wodzie, nigdzie jednak – co wydawało się raczej niezwykłe – nie było widać skautów.

Nie było też słychać żadnych krzyków ani śmiechów. Bill zatrzymał się na chwilę i zaczął nasłuchiwać, do jego uszu dotarł jednak tylko łagodny szelest drzew rosnących przy plaży i przenikliwe nawoływania dwóch sójek błękitnych, które sprawiały wrażenie, jakby nie mogły siebie odnaleźć.

Mack znowu warknął. Bill odwrócił się i zobaczył, że pies nadal krąży wokół tej samej sterty liści, wymachując ogonem z taką energią, jakby chciał go sobie oderwać.

 Daj spokój, Mack! Cokolwiek to jest, zostaw to! Pamiętaj, jak mnie nie posłuchasz, to się spóźnimy.

Ale Mack go nie posłuchał, wsunął natomiast nos pomiędzy liście, a po chwili zaczął gwałtownie kopać w ziemi łapami.

Bill niechętnie podszedł do psa i złapał go za obrożę.

 Wiesz, jak kończą psy, które nie słuchają swoich panów? Zdychają z głodu. Zostaw to, do cholery, i chodźmy stąd!

Zaczął odciągać Macka od sterty liści, kiedy dostrzegł wśród nich bladą ludzką rękę. Wyglądała jak ręka dziecka, nadgarstek otaczało kilka plecionych bransoletek, jakie dzieci często ofiarowują sobie w dowód przyjaźni.

 O mój Boże – stęknął Bill.

Lewą ręką mocniej złapał obrożę Macka, przyklęknął i prawą dłonią zaczął odgarniać liście. Nie zabrało mu to dużo czasu – pokrywa z liści była dość cienka, miała jedynie skrywać ciało przed przypadkowymi spacerowiczami.

Był to chłopak najwyżej dwunasto- albo trzynastoletni. Miał rude włosy, zadarty nos i mnóstwo piegów na twarzy. Ubrany był w bawełnianą koszulkę z emblematem Obozowiska Rosomaka i w niebieskie spodenki, nie miał jednak ani skarpet, ani obuwia. W prawej ręce trzymał finkę, na której ostrzu widać było ciemne plamy zakrzepłej krwi.

Mack znowu warknął, ale tym razem Bill skarcił go ostro:

 Zamknij się, dobrze? Trochę szacunku dla śmierci.

Nie było najmniejszych wątpliwości, że chłopiec nie żyje. Miał głęboko poderżnięte gardło – rozcięcie na szyi wyglądało jak drugie usta. W ranie i wokół niej roiło się od much.

Bill wyciągnął z kieszeni telefon komórkowy, jednak tutaj, pomiędzy drzewami, nie miał zasięgu. Wiedział, że aparat telefoniczny znajduje się niedaleko, w jadalni Obozowiska Rosomaka, wstał więc z kolan, przypiął smycz do obroży i odciągnął Macka od zwłok, po czym szybkim krokiem ruszył w kierunku jeziora. Do brzegu było jeszcze jakieś sto metrów, kiedy Mack szarpnął w bok i znowu zawarczał.

 Na miłość boską, Mack! Co tym razem?

Mack ciągnął coraz mocniej. W pewnej chwili zacharczał, przyduszony obrożą, i Bill postanowił mu się poddać. Mack zawsze był posłusznym psem, skoro więc reagował tak, jakby działo się coś złego, Bill postanowił, że pozwoli labradorowi, żeby pokazał, o co mu chodzi.

Niedaleko od brzegu drzewa zaczęły się rozstępować, tworząc niewielką polanę porośniętą trawą. To na niej skauci po zmroku palili ognisko, piekli kiełbaski, śpiewali Great Green Gobs of Greasy Grimy Gopher Guts i opowiadali sobie przerażające historie.

Była godzina jedenasta przed południem. Świeciło słońce, a lekka bryza marszczyła powierzchnię jeziora. Jednak to, co Bill zobaczył w tych sielankowych okolicznościach, w swoim niezmierzonym okropieństwie nie mogło się równać z niczym, czego dotąd doświadczył w życiu. W piachu na polanie leżały zwłoki przynajmniej piętnastu chłopaków i siedmiu dorosłych mężczyzn. Niektóre ciała były ubrane – w mundury skautowskie, bawełniane koszulki i spodenki – ale przynajmniej kilka było zupełnie nagich. Część miała poderżnięte gardła, podobnie jak rudy chłopak w lesie. Inni mieli porozcinane nadgarstki, jednak nie w poprzek, lecz aż po barki wzdłuż żył i tętnic, które były dosłownie porozrywane w taki sposób, żeby ofiary wykrwawiły się jak najszybciej, by uratowanie ich było niemożliwe, nawet gdyby jakimś cudem pomoc dotarła do nich, gdy jeszcze żyli. Z piersi przynajmniej trzech ofiar wystawały finki. Jeden z chłopców leżał na boku z tak brutalnie rozciętym brzuchem, że jego wnętrzności wypłynęły na zewnątrz, tworząc na trawie cuchnącą stertę. Chłopak miał na nosie okulary w grubych rogowych oprawach.

Teraz nawet Mack znieruchomiał i przestał warczeć. W absolutnej ciszy popatrzył na Billa, a ten ujrzał w psim wzroku coś takiego, czego jeszcze nigdy nie widział u żadnego ze swoich psów, a miał ich już w życiu kilka. To był strach. Cokolwiek się tutaj wydarzyło, Mack panicznie się tego bał. Zatrząsł się i szarpnął smycz, a po chwili zaczął drapać ziemię tak, jakby chciał razem ze swoim panem jak najszybciej stąd uciec.

Bill musiał się odwrócić. W gardle czuł wielką gulę, jednak za wszelką cenę chciał uniknąć wymiotowania.

– Chodź, stary. – Pociągnął psa za smycz.

Na sztywnych nogach ruszył przez las równolegle do brzegu jeziora, zmierzając ku drewnianym zabudowaniom ośrodka.

Kiedy dotarł do budynku jadalni, kazał Mackowi poczekać, a sam wszedł do środka. W korytarzu było ciepło i parno, a w powietrzu unosił się silny zapach drewna cedrowego. Zanim dotarł do telefonu, puścił się pędem w kierunku toalety na końcu korytarza, szarpnął drzwii z głośnym charkotem zwymiotował do umywalki pomarańczową, kwaśną breję.

Gdy skończył, podniósł głowę i popatrzył na siebie w lustrze. Ujrzał spoconego, siwowłosego faceta z długą brodą, o ogorzałej twarzy osobnika, który bardzo dużo czasu spędza poza domem, w różnych warunkach. Jeszcze nie docierało do niego znaczenie tego, co przed chwilą zobaczył, jednak był pewien, że już nic gorszego nie może mu się przydarzyć.

Przeżegnał się – po raz pierwszy od bardzo długiego czasu.


***

W mrokach Puszczy Kampinoskiej drzemie prawda, jakiej lepiej nie budzić.

Jack Wallace, Amerykanin polskiego pochodzenia i właściciel znakomicie prosperującej polskiej restauracji w Chicago, samotnie wychowuje syna po śmierci żony. Gdy dociera do niego wiadomość o tragedii w obozie skautowym Owasippi – jednoczesnym samobójstwie siedemnastu skautów i kilku ich opiekunów – jego życie wywraca się do góry nogami. Wśród ofiar był Malcolm, bliski przyjaciel Sparky’ego. Policja jest bezradna, a sprawa pozostaje niewyjaśniona.



Autor: Sabina Bauman - klik zdjęcie
Copyright © 2014 Mniej niż 0 - Mini Recenzje , Blogger