Nie wpuszczaj lasu C.G. Drews
"Ostatecznie tym właśnie byli: chłopcami z pustymi i wklęsłymi żołądkami, czekającymi, aż wypełni je Wickwood, las i zgnilizna."
Jeden chłopak, który pisze opowiadania. Okrutne opowiadania.
Drugi chłopak, który rysuje obrazki. Okrutne obrazki.
"Rysował tak, bo Andrew tak pisał. Nieustannie karmili się sobą nawzajem, a ich gorączkowe sny krwawiły w ich oczach jeszcze długo po przebudzeniu."
Dwa odludki w elitarnej szkole obsesja jednego na punkcie drugiego.
"Przyjaciele, najlepsi razem. Byli dla siebie wszystkimi i to im wystarczało. Tak było, odkąd zapisali się do Wickwood."
A obsesja to niebezpieczna sprawa.
"Dawno, dawno temu Andrew wyciął swoje serce, by podarować je temu chłopcu, i był pewien, że Thomas nie miał pojęcia, że Andrew zrobiłby dla niego wszystko. Ochronił go. Kłamał dla niego.
Zabił dla niego."
Halucynacje czy rzeczywistość?
Rozhisteryzowany nastolatek z ukrytymi żądzami czy prawdziwe potwory z lasu?
"... wszystko mnie przeraża. Cały czas się boję, bez powodu, po prostu mój mózg imploduje sam z siebie. Ale potwory są czymś, co możemy zabić, i chyba mi się to podoba."
Rysunki, które ożywają? Chłopak, który tworzy potwory?
Potwory na zewnątrz czy wewnątrz?
"Jesteś koszmarem, jesteś Bogiem potwornych miejsc, możliwe, że aby powstrzymać twój horror, musimy powstrzymać ciebie..."
Ja wiem o co chodziło w autorce w założeniu tej powieści. I generalnie rozumiem porównania do przerewelacyjnej i mojej ulubionej powieści Dom sióstr marnotrawnych, ale niestety: tu wszystko było ZA BARDZO - jedna wielka hiperbola, bez sensownego ładu i składu.
Oczywiście, po czasie można się zorientować w czytaniu między wierszami, o co tak naprawdę chodzi, ale danie, które tu zostało podane tu na tacy, jest ciężkostrawne. Nie wiem, czy to dlatego, że to historia przeznaczona głównie dla młodzieży, ale właściwie nie powinno to mieć wpływu na hiperbole różnego rodzaju, które tutaj są wstawiane w częśtotliwości 10/10. Wszystko jest takie WOW! Emocje, stylistyka, zawieszanie "głosu", niedopowiedzenia... Przebąbkowane to wszystko było, zaczynając od narracji kończąc na wszystkim innym. Przewrażliwienie głównego bohatera, który dla mnie osobiście było NIE DO PRZEJŚCIA. Drugim minusem były liczne i przeliczne podteksty homo, czego nie szukam w powieściach. Nie mój klimat nie moje zachwyty.Może dzieciakom nabuzowanym hormonami to się będzie podobało, ale to kompletnie nie moja opowieść.
Przeskok z dramatu do horroru był kompletnie nieoczywisty i wziął się z niczego, moim zdaniem. Tak jakby były połączone dwa wątki zupełnie innej bajki, wciśnięte na siłę, żeby niby podkręcić nastrój. Ale słabą niteczką to było pozszywane. Sugestia, żebyśmy czytali między wierszami pozostaje tak bardzo sugestywna, że nie pozostaje już potem nic innego, niż tylko "między wierszami"...
Sztucznie napompowany balonik z emocjami podkręconymi czymś niepasującym.
A zakończenie?
"Kiedyś był pustym chłopcem, niemożliwym do wypełnienia.
Teraz był pełen potworów."
Generalnie nie radzę nastawiać się na coś spektakularnego. Można przeczytać z ciekawości, bo pomysł jest ciekawy - choć niezby oryginalny, gdzieś już coś takiego było - ale szału w wykonaniu nie ma. Może ja już jestem za stara na takie hiperbole, ale lubię autentyczność w fantasy 😋
Świetna okładka i świetne ilustracje w środku.
MOJA OCENA: 5/10
PRZECZYTAJ FRAGMENT!
***
