Córki mgły Lydia Gregovic
"Zaczęło się od zmiany, a zmiana przyszła od morza, wraz z mgłą."
A zachciało mi się czegoś innego po tych czytadełkach z moich ulubionych półek grozy i sięgnęłam sobie po inną moją ulubieńszą półkę: fantasy.
I co?
I fajnie.
Zaczynało się to baaaardzo mrocznie i bardzo klimatycznie, coś na miarę przerewelacyjnej, jednej z najlepszych powieści o wiedźmiach Cierniowa ścieżka i już sobie myślałam, ale czadzik!
"... chroniąc nas przed mgłą, która bez tej zapory wsiąkła by w każdą najmniejszą dziurę jak sącząca się z rany ropa.
Sprowadzając na nas zamieszkujące ją potwory."
Zmory.
"Symptomy zawsze są te same: gnijąca skóra, która zaczyna przypominać poszerzały pergamin usiany siateczką chorych żył; koszmary z piekła rodem odbierające spokojny sen; nabrzmiałe białka oczu i upiornie pusty wzrok. A na końcu-na końcu wstręt do jadła i wody, zastąpiony wynaturzonym głodem ludzkiego mięsa."
Noooo😎
A potem wszystko przerodziło się w fantasy, z mega mrocznym, ale zupełnie nie wykorzystanym w tym kierunku tłem, z głównym przesłaniem: intryga.
INTRYGA RODZINNA.
Podsumowując?
Było bardzo dobrze, a gdyby nie nastawienie początkowe, byłoby rewelacyjnie, bo dostajemy naprawdę kawałek solidnej literatury fantasy, ale bardziej na miarę prawie Niebezpiecznych związków. Jest przede wszystkim soczyście, uczciwie i bardzo rzetelnie, nawet mimo tego, że mrok się rozwiewa na rzecz rodzinnych tajemnic fantastycznych rodów.
Polecam z czystym sumieniem miłośnikom rodzinnych dram i klimacików dobrego fantasy.
"Przeobrażenie jest bolesne
Dla przechodzącego je stworzenia;
Dla poczwarki oznacza kres życia."
MOJA OCENA: 7/10
PRZECZYTAJ FRAGMENT!
***
