Krótki pobyt w piekle Steven L. Peck
"To Piekło nijak nie pasowało do mojego światopoglądu."
To jest właściwie nowelka, bardzo specyficzna. Troszkę sarkastyczna, troszeczkę z przymrużeniem oka, dość zabawna chwilami, trochę straszna, ale też trochę monumentalna, a na bank refleksyjna.
I przerażająca swoim bezmiarem.
Koncepcja jest zaczerpnięta z opowiadania Borgesa o Bibliotece Babel, zawierającej nieskończoną liczbę książek: wszelkie możliwe kombinacje każdego układu liter, ciągnące się w nieskończoność półki niekończących się tomów, z których wiele to czysty bełkot. Prawie wszystkie to niezrozumiały bełkot.
Biblioteka.
Tak wygląda Piekło, do którego trafia nasz bohater.
"... jesteś tu po to, by się czegoś nauczyć. Nie próbuj zgadywać czego. To może być frustrujące i bezproduktywne."
Nie będzie ono trwało wiecznie: jest obietnica, że pobyt tutaj się skończy. Wystarczy odnaleźć historię swojego życia w tej Bibliotece, książkę, która nie jest zlepkiem niezrozumiałych słów, opisuje Twoje życie... i możesz odejść.
To wszystko.
W tym Piekle nie jest źle w sumie.
Na początku.
Możesz jeść, co tylko zechcesz, poznawać nowych ludzi, zakochiwać się na miliardy lat, spać i budzić się odświeżony bez lęku śmierci, bo zmartwychwstajesz z każdym nowym dniem, nawet, jeśli zginiesz.
"... śmierć była dla nas najświeższym wspomnieniem, czymś, czym martwiliśmy się przez całe życie. Teraz już po wszystkim. Nie żyliśmy. Znajdowaliśmy się w Piekle."
To wszystko piękne... wieczne szczęście, spokój i stabilizacja.
A co wtedy, kiedy pojawia się niebezpieczeństwo? Wieczne niebezpieczeństwo? Wieczny ból? Wieczne tortury? Wieczna strata? Wieczne "życie" bez kontekstu?
Oraz świadomość, że nigdy nie znajdziesz swojej książki?
...
Kto stworzył największe piekło w Piekle?
Człowiek.
A Piekło to Nieskończoność...
"Istnieje rozpacz, która sięga głębiej niż istnienie; przenika do szpiku świadomości, do siedziby duszy."
MOJA OCENA: 7/10
PRZECZYTAJ FRAGMENT!
***