Przepaść Jozef Karika
"Nie ma w przyrodzie namiętności tak szatańsko wyuzdanej jak żądza człowieka, co drżąc na krawędzi otchłani, waha się, czy ma się w nią rzucić."
Zew pustki.
Czuliście kiedyś coś takiego?
"Jeśli istnieją miejsca o zbawiennym wpływie, uwznioślające ludzi i stymulujące wolę życia, to dlaczego miałyby nie istnieć również miejsca o działaniu odwrotnym? Miejsca stymulujące wolę śmierci, tanatos, w wyniku czego destrudo szybko i gwałtownie gromadzi się w ludzkiej psychice."
Kto to wie... I to jest właśnie fajne, że nikt nie wie 😎
"Już idę, mamo.
Już idę, czerwone kwiatuszku.
Co mi jest?"
Jest klimat, jest creepy, bardzo świadoma, wiarygodna emocjonalnie i osobista opowieść człowieka, który czuje góry całym sobą. Jest bardzo dużo rozkminek wewnętrznych, właściwie ciągle siedzimy sobie mniej lub bardziej wygodnie w głowie narratora, uczestnicząc w jego /fałszywych?/ mrocznych paranojach, halucynacjach, majakach...
"Poszarpane urywki, odłamki rozbitego lustra porozrzucane chaotycznie w pamięci."
A może są to obserwacje? Może to jest walka z własną fobią?
"Trzynasta komnata była głębsza, niż potrafiłem sobie wyobrazić."
Może z czymś więcej?
Z czym?
...
Jeśli człowiek już się przyzwyczai do esencji narracji i tego, że skupiamy się tu na przeżyciach wewnętrznych raczej, a akcja zewnętrzna to tylko tło, to opowieść ta robi się całkiem schizofrenicznie strasznawa.
"Niektóre przepaście nie mają dna. Skalna platforma w końcu mnie dopadła, lecz zupełnie inaczej, niż sobie wyobrażałem."
MOJA OCENA: 7/10
PRZECZYTAJ FRAGMENT!
***