Księga Koli'ego Mike Carey
"Czasem wydaje się, że wszystko, co żyje, nas nienawidzi. Albo przynajmniej prześladuje nas tak, jakby nas nienawidziło. To, co chcemy zjeść, z nami walczy z całych sił i czasami wygrywa. To, co chce zjeść nas, jest z tysiąc razy silniejsze i tak liczne, żeśmy nadali imiona tylko stworom najbliżej nas. A drzewa mają jeszcze swoje własne sposoby, żeby nas skrzywdzić, delikatne i subtelne, jak ich natura."
Oczywiście, jeśli autor przerewelacyjnej serii grozy Felix Castor popełnia powieść postapo, to obowiązkowo trzeba zerknąć. Tak też uczyniłam.
I co?
Ło matulu...
Jakże straszliwie ciężko było mi się wkręcić w tą dziwną opowieść... załapałam wiązkę mocy gdzieś dopiero od połowy...Pokonała mnie narracja... Jeśli jeszcze raz zobaczę słowo żem albo jużem to dostanę depresji...
Opowieść piętnastoletniego chłopaka o świecie w rzeczywistości post apokaliptycznej graniczącej z fantasy. Ale to nie jest taka zwykła fantasy: nasz stary swiat przestał istnieć, ale jego resztki przeplatają się z nowym, postapokaliptycznym i zacofanym Uniwersum pełnym osad i zacofania, potworów, mutacji i różnych grup ludzi z różnymi celami. Oraz zapomnienia
Od razu zostajemy wrzuceni w świat, którego nie znamy i zarzuceni nazwami których nie znamy.
"A Szańce, jak pewnie wiecie albo i nie, były jednym.
To właśnie znaczyła ta nazwa: mieli dawać i brać. Jeśliś był Szańcem, to właśnie dlatego, że stare technologie wracały, kiedy ich dotkłeś."
To troche tak, jakby neandertalczycy grali w playstation... takie klimaty... Stare, które jest nowe i nowe które jest bardzo stare i kompletnie nie jare...
"Stary świat się nie skończył, Koli. Mówimy, że został stracony, i to prawda. Dla nas jest stracony. Ale się nie skończył. Po prostu zabrano go z dala od ludzkości."
Jakbym oglądała Schwarzeneggera w Conanie Barbarzyńcy, który strzela z lasera i słucha MP Heavy metalu... I tak naprawdę to serio: cały czas przed oczami miałam Arnolda, kiedy czytałam wypowiedzi głównego bohatera, który też wymaga dużo cierpliwości, bo jest to po prostu debil. I tak jest zresztą nazywany przez całą powieść przez innych, a i ja miałam właśnie takie odczucie, co było dodatkowo męczące. A kiedy już odkrywa, na czym NAPRAWDĘ polega bycie Szańcem, ma to swoje konsekwencje.
Jedyną jego przyjaciółką - jak na razie, bo zapowiada się na więcej - jest Monono: Świadoma Monono- Sony DreamSleeve, rozrywkowa konsola muzyczna... która, choć nieożywiona, ratuje przez większość czasu od połowy tą opowieść /oczywiście oprócz Ursali, która też daje radę, bo przynajmniej nawija normalnie.../.
Monono.
"To taki smutek z powodu pięknych rzeczy."
Takie klimaty.
Jeśli ma być szczera, to strasznie mnie zmęczyła ta opowieść... Po skończeniu czułam się jak po maturze, ale nie wiem, z jakiego przedmiotu. Po prostu połączenie tych dwóch światów i tych dwóch narracji i tych dwóch języków było dla mnie wykańczające psychicznie: to tak jakby się czytało w rozdwojeniu osobowości... Ja nie wiem, czy ja sięgnę po kolejną część i wyruszę do starego Londynu w nieznaną podróż z żemKoli... Chociaż zapewne tak zrobię, bo to Universum jest wymyślone naprawdę EPICKO, ale chyba na grzybkach, ale uczciwie trzeba przyznać, że JEST TO POMYSŁ.
Jednak pomimo szacunku zdecydowanie bardziej podobał mi się rewelacyjny grozowy świat Feliksa Castora.
MOJA OCENA: 7/10
PRZECZYTAJ FRAGMENT!
***
Próba przetrwania w postapokaliptycznym świecie.