"On mnie zjada, aż nic nie zostanie."
Dobrze, że to było krótkie...
Historia o wszystkim i o niczym.
Niby w założeniu przemoc psychiczna, zbędny wątek LGBT zagubionej w roli matki kobiety, co do której, ciężko mi to przyznać, ale mąż miał rację...
Nie porwał mnie ani pseudo dramat osoby, która raczej chyba powinna być dorosła i zachowywać się odpowiedzialnie, jeśli jest matką i skupić się na bezpieczeństwie dziecka, a nie na swoich pseudo rozkminkach życiowych, ani cała opowieść.
Tylko narracja była faktycznie taka senna i klimatyczna.
To wszystko.
Nie wiem, czy polecam.
MOJA OCENA: 5/10
PRZECZYTAJ FRAGMENT!
TU
***
Młoda matka przyjeżdża z kilkuletnią córką do hotelu, który od dawna nikogo nie gościł. Odkąd w sąsiednim lesie szaleją pożary, niegdyś odosobnione uzdrowisko straciło swój urok. Dla Iris, właścicielki hotelu, niespodziewana wizyta jest zarówno miłą odmianą, jak i powodem do niepokoju: coś jest nie tak z nieznajomą. Czy uciekła od męża? Czy Iris powinna pomóc kobiecie, która chyba niewystarczająco starannie opiekuje się córką? A może powinna chronić dziecko przed nią? Z biegiem czasu jednak kobiety zbliżają się do siebie i zaczynają odkrywać cienie swojej przeszłości. Iris podejrzewa, że ta wizyta prędzej czy później nagle się zakończy – jedyne pytanie brzmi: skąd nadchodzi prawdziwe zagrożenie?
•
„Lato bez końca” to sugestywna, klaustrofobiczna powieść osadzona w świecie ekstremalnych zmian klimatycznych, która wciąga nas głęboko w perspektywę Iris i zajmuje się analizą problemu przemocy niefizycznej w związkach. Ciągła obecność pożarów tworzy dramatyczne tło dla tej delikatnie opowiedzianej historii o przyjaźni, zaufaniu i solidarności kobiecej. Napisana rytmiczną, nastrojową prozą ta prowokująca do refleksji powieść narusza nasz spokój i stawia nurtujące pytanie: „Komu można zaufać?”.