Woda była strasznie zimna. Rodzinna tragedia i proces o zabójstwo Helen Garner
"On nie mógł tego zrobić. Ale inaczej tego wyjaśnić."
Tak zaczyna się ta straszna historia:
"... pewnego wrześniowego wieczoru 2005 roku, tuż po zmroku, kiedy porzucony mąż odwoził synów do matki po wycieczce z okazji Dnia Ojca, jego stary biały Commodore skręcił z szosy zaledwie pięć minut od domu i wpadł do zbiornika wodnego. Mężczyzna wydostał się z wraku i dopłynął do brzegu. Auto poszło na dno, a wszystkie dzieci utonęły."
Przerażająca tematyka, niesamowity tytuł i niestety trochę słabo przekazana treść. Autorka za bardzo skupia się na sobie, tak jakby cały czas chciała być główną bohaterką tej opowieści. Jest dużo żmudnych rozwlekłych dociekań, dużo chaotyczności i dużo rozwlekłości, ale to i tak nie umniejsza ciężaru tej zbrodni.
Tak.
Bo jakby na to ktoś nie chciał patrzeć, to była zbrodnia faceta, który kierował się...
No właśnie, czym?
"Zamordował własne dzieci, któremu ufały i kochały go. Całą trójkę! Z premedytacją! Żeby się zemścić na żonie! To najgorsza zdrada! Czym niby zasłużył sobie na pożałowanie?"
Kto zna takie zachowanie, będzie to rozumiał.
Ja to zrozumiałam.
"Tatuś..."
W tym przypadku eufemizm, określający "osobę z kuta@em, "myślącą" kuta@em i żyjącą zemstą i własnym poczuciem: "jaki to ja jestem biedny i porzucony i nieszczęśliwy..."😡
Niestety, nie jest to odosobniony przypadek, co potwierdza przerażającą regułę.
Zemsta za WSZELKĄ CENĘ.
Co trzeba mieć we łbie?
Ja nigdy się tego nie dowiem, choć wiem.
I dlatego żałuję, że ten przekaz nie jest bardziej porywający i wzruszający, czego oczekiwałam, bo ta przerażająca zbrodnia na to zasługiwała.
Dobrze, że przynajmniej dostałam sprawiedliwość.
MOJA OCENA: 5/10
PRZECZYTAJ FRAGMENT!
***
