Otchłanie Pilar Quintana
"Malutka, chudziutka, cieniutka, niby taka sama jak mama w dzieciństwie, ale kropka w kropkę jak tata. Brzydkie dziecko."
Taką mamy tutaj właśnie narratorkę.
Lubię obserwować świat oczami dziecka - zawsze mi się podobała taka narracja, tylko trzeba umieć ją pisać.
Tu jest ok.
Spokojnie, rzeczowo i prosto.
Ale co się za tym kryje?
Jak zawsze dramat.
Życie rodzinne widziane oczyma dziecka: starszy o dwadzieścia kilka lat mąż, młodsza o dwadzieścia kilka lat żona, zdrada i życie po niej.
A tak naprawdę bezsens egzystencji znudzonej kobiety, której nie wystarcza bycie żoną i matką.
Czy jej współczułam?
Wcale. Zero empatii.
Sfrustrowana kobieta, która nie ma celów w życiu, nie ma hobby, nienawidzi swojego życia, swojej rodziny, choć sama moim zdaniem niewiela ma do zaoferowania. Jak zawsze tylko szkoda dziecka, które w swojej samotności musi uciekać w świat wyobraźni, chwilami niezbyt przyjemny i bawić się w opiekunkę matki..
Przez tą niby spokojną narrację przebija się samotność ośmioletniej dziewczynki, depresja i obsesja matki na punkcie śmierci, znikania i ciężkiego życia ze starszym mężem, cierpliwość żółwia, determinacja i upór starszego męża czyli... życie.
Które niektórych przerasta.
"Niektórzy ludzie chcą umrzeć."
To też jest opowieść tego rodzaju, która pozostawia niedosyt. Jest tam jakaś głębia, ale co z niej tak naprawdę wynika?
Nie wiadomo.
Wielu rzeczy trzeba się tylko domyślić.
I jakoś nie zauwżyłam tam portretu Kolumbii...
Można sobie zerknąć, bo jest to bardzo króciutki dramat, właściwie nowelka.
MOJA OCENA: 6/10
PRZECZYTAJ FRAGMENT!
***