"A DZIŚ ŻEM SE CZYTŁA/LUKŁA..."

CZYTAJ ZA DARMO!

Statystyki

SZUKAŁKA

Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania smętarz dla zwierzaków, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania smętarz dla zwierzaków, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Smętarz dla zwierzaków: początki/PET SEMATARY: BLOODLINES film 2023

Smętarz dla zwierzaków: początki/PET SEMATARY: BLOODLINES film 2023

Fajny pomysł na przedstawienie genezy całej klątwy Smętarza, choć wykonanie takie już troszkę "netfliksowskie" - mało duszy, dużo obrazu i ruchu.

Można byłoby cofnąć się jeszcze bardziej w czasie i zrobić część: Smętarz dla zwierzaków: geneza 👀

Tragedii nie ma, jednakże mistrzem niepokonanym ciągle pozostaje część pierwsza! I oczywiście pierwowzór Kinga.

Nie jest straszny.


MOJA OCENA: 6/10

ZOBACZ TRAILER!

TU

***

Marzący o wyrwaniu się z rodzinnego miasta Jud zaczyna odkrywać sekret dziwnie zachowującego się przyjaciela, co zmusza go do stawienia czoła mrocznej historii.


Cmętarz zwieżąt/ Smętarz dla zwierzaków Stephen King

Cmętarz zwieżąt/ Smętarz dla zwierzaków Stephen King

"On kupił jej sześć sukienek, a ja wskrzesiłem z martwych jej pieprzonego kota, więc kto kocha ją bardziej?"

No i cóż ja mogę napisać o tym arcydziele?
Horror lat mojego dzieciństwa.
Jak do tej pory nie spotkałam lepszej książki w tej tematyce - i jestem pewna, że nie spotkam.
W końcu Król może być tyko jeden, a ta opowieść jest na to dowodem!
POLECAM ALWAYS!

MOJA OCENA: 10/10
PRZECZYTAJ FRAGMENT!
1
Louis Creed stracił ojca, gdy miał zaledwie trzy lata; nigdy nie poznał swych dziadków i nie oczekiwał bynajmniej, że wkraczając w wiek średni, znajdzie nowego ojca, jednakże tak właśnie się stało – choć, jak wypada dorosłemu mężczyźnie, spotykającemu tak późno człowieka, który winien odgrywać tę rolę, nazwał go przyjacielem. Poznali się wieczorem tego dnia, gdy wraz z żoną i dwójką dzieci wprowadzał się do wielkiego, białego drewnianego domu w Ludlow. Razem z nimi przybył tam również Winston Churchill, czyli Church, kot córki Louisa, Eileen.
Uniwersyteccy wywiadowcy działali powoli, poszukiwania domu w znośnej odległości od uczelni przypominały mrożący krew w żyłach thriller, toteż kiedy wreszcie zbliżyli się do miejsca, w którym miała stać wymarzona siedziba (Wszystko się zgadza – jak znaki w noc przez zabójstwem Cezara, pomyślał ponuro Louis), byli zmęczeni, spięci i bardzo drażliwi. Gage ząbkował i awanturował się niemal bez przerwy. Nie chciał zasnąć, choć Rachel starała się ukoić go kołysankami. Potem spróbowała go nakarmić, mimo iż nie nadeszła jeszcze pora, lecz Gage orientował się w rozkładzie posiłków równie dobrze jak ona (a może nawet lepiej) i natychmiast ugryzł ją w pierś swymi nowymi ząbkami. Rachel, wciąż nie do końca przekonana do pomysłu przeprowadzki z Chicago do Maine, wybuchnęła płaczem. Natychmiast dołączyła do niej Eileen, zapewne w odruchu tajemnej kobiecej solidarności. Z tyłu kombi Church krążył niestrudzenie, tak jak to czynił przez ostatnie trzy dni – tyle bowiem zajęła im jazda z Chicago. Zamknięty w klatce przeraźliwie miauczał, ale to niespokojne krążenie, gdy w końcu ustąpili i wypuścili go, było niemal równie irytujące.
Sam Louis także miał ochotę się rozpłakać. Nagle przyszedł mu do głowy szalony, lecz dość nęcący pomysł: zaproponuje, by wrócili do Bangor i przekąsili coś w oczekiwaniu na wóz meblowy, a kiedy trójka zakładników losu wysiądzie, on doda gazu i odjedzie, nie oglądając się za siebie, cisnąc gaz do dechy i napawając się rykiem potężnego, czterocylindrowego silnika wozu, łapczywie żłopiącego cenną benzynę. Ruszy na południe, aż do Orlando na Florydzie, i pod nowym nazwiskiem znajdzie sobie posadę lekarza w Disney Worldzie. Ale zanim skręci na autostradę – dziewięćdziesiątą piątą, na południe – zatrzyma się na poboczu i wyrzuci też tego pieprzonego kota.
I wtedy pokonali zakręt, a ich oczom ukazał się dom, który wcześniej oglądał jedynie sam Louis. Gdy tylko upewnił się ostatecznie co do swej posady na uniwersytecie, przyleciał tu, by przyjrzeć się bliżej wyselekcjonowanym ze zdjęć siedmiu możliwym siedzibom, i wybrał właśnie tę: wielkie stare domostwo w nowoangielskim stylu kolonialnym (lecz niedawno ocieplone i izolowane; koszty ogrzewania, choć koszmarnie wysokie, nie przekraczały poziomu szaleństwa), trzy pokoje na dole, cztery dalsze na piętrze, długa szopa, którą później także można przebudować, a wszystko otoczone rozległym trawnikiem, soczyście zielonym nawet w sierpniowym upale.
Za domem rozciągała się wielka łąka, na której mogły bawić się dzieci. Dalej zaczynał się praktycznie niemający końca las. Posiadłość graniczyła z gruntami stanowymi i, jak wyjaśnił pośrednik, w przewidywalnej przyszłości nie planowano tu żadnej rozbudowy. Resztki szczepu Indian Micmaców żądały blisko ośmiu tysięcy akrów ziemi w Ludlow i miastach na wschód od niego. Skomplikowany proces, w którym oprócz stanu stroną był także rząd federalny, potrwa zapewne do następnego wieku.
Rachel natychmiast przestała płakać. Wyprostowała się.
– Czy to…?
– Tak – odparł Louis z lekką obawą (niebezpiecznie graniczącą ze strachem) w głosie. W istocie był przerażony. Za ten dom zastawił dwanaście lat ich życia; spłacą go dopiero wtedy, gdy Eileen skończy siedemnaście lat. Siedemnaście lat! W ogóle nie potrafił sobie tego wyobrazić.
Przełknął ślinę.
– I co ty na to?
– Co ja na to? Jest piękny! – odparła i z serca – oraz umysłu – Louisa spadł olbrzymi kamień. Nie żartowała, widział to po sposobie, w jaki patrzyła na dom, kiedy skręcali w wyasfaltowany podjazd okrążający budynek i wiodący do szopy na tyłach. Jej oczy badały już puste okna, a myśli zaprzątały kwestie takie jak odpowiednie zasłony, cerata do wyłożenia półek w kredensie i Bóg jeden wie, co jeszcze.
– Tatusiu? – zagadnęła siedząca z tyłu Eileen. Ona też już nie płakała. Nawet Gage przestał marudzić. Louis rozkoszował się ciszą.
– Tak, kochanie?
Jej widoczne w lusterku oczy, brązowe pod ciemnoblond grzywką, także badały dom, trawnik, widoczny w dali po lewej dach sąsiedniego budynku, rozległe pole aż po linię lasu.
– Czy to jest nasz dom?
– To będzie nasz dom, złotko.
– Hura! – krzyknęła, ogłuszając go kompletnie. Choć czasami Eileen mocno go drażniła, w tym momencie Louis nie dbał o to, czy kiedykolwiek zobaczy Disney World w Orlando.
Zaparkował przed szopą i zgasił silnik.
Silnik umilkł. W popołudniowej ciszy – która po Chicago, harmidrze State Street i Loopa wydawała się przejmująca – słodko śpiewał ptak.
– Dom – westchnęła cicho Rachel, nie odrywając wzroku od budynku.
– Dom – powiedział z zadowoleniem Gage z jej kolan.
Louis i Rachel spojrzeli po sobie. Widoczne w lusterku oczy Eileen rozszerzyły się gwałtownie.
– Czy on…
– Czy ty…
– Czy to…
Wszyscy zaczęli mówić razem i razem wybuchnęli śmiechem. Gage ssał kciuk, nie zwracając uwagi na rodzinę. Prawie od miesiąca mówił „Ma”, a kilka razy zaryzykował nawet coś, co przy dużej dawce życzliwości (bądź, jak w przypadku Louisa, nadziei) można by uznać za „Taaa”.
Ale to, przypadkiem czy dzięki naśladownictwu, było prawdziwe słowo. Dom.
Louis podniósł synka z kolan żony i przytulił mocno.
I tak przybyli do Ludlow (...)

***
Zazwyczaj przeprowadzka to początek nowego życia, ale dla rodziny Creedów stała się początkiem ich końca. Mistrz horroru Stephen King zaprasza czytelników na wycieczkę do piekła i z powrotem!

Na świecie istnieją dobre i złe miejsca. Nowy dom rodziny Creedów w Ludlow był niewątpliwie dobrym miejscem - przytulną, przyjazną wiejską przystanią po zgiełku i chaosie Chicago. Cudowne otoczenie Nowej Anglii, łąki, las; idealna siedziba dla młodego lekarza, jego żony, dwójki dzieci i kota. Wspaniała praca, mili sąsiedzi - i droga, po której nieustannie przetaczają się ciężarówki. Droga i miejsce za domem, w lesie, pełne wzniesionych dziecięcymi rękami nagrobków, z napisem na bramie: CMĘTARZ ZWIEŻĄT (cóż, nie wszystkie dzieci znają dobrze ortografię...). 

Ci, którzy nie znają przeszłości, zwykle ją powtarzają... i nie chcą słuchać ostrzeżeń.

Stephen King napisał tę powieść podczas pobytu w wynajętym domku w Orrington, w stanie Maine. Fakt ten nic by nie znaczył, gdyby nie cmentarz zwierząt, który znajdował się za domkiem... Powieść zekranizowano w 1989 roku, scenariusz napisał sam autor książki (film znany w Polsce pod tytułem „Smętarz dla zwierzaków”). King wystąpił w filmie w roli księdza odprawiającego mszę podczas pogrzebu.







EKRANIZACJA
/KLIKNIJ ZDJĘCIE/


TRAILER






A rzeka wciąga ją na dno Jihyun Yun

A rzeka wciąga ją na dno Jihyun Yun

 "Siostro, słyszę Cię. Czuję Twoje dłonie, rozgrzebujące ziemię, przeszukujące. 

Odpowiem na Twoje wyzwanie-powrócę."


Było to świetne! Rewelacyjne!

Uwielbiam takie zaskoczenia, kiedy to nastawiam się na lekki soft, a dostaję rasowy mentalny hard z górnej półki, z bardzo piękną, dojrzałą i klimatyczną narracją. Niejeden autor powieści "dla dorosłych czytelników" mógłby się uczyć od tej autorki przekazywania opowieści.

O czym jest ta historia?

Z pozoru normalna rodzina, w której tylko dziewczyny mają pewien dar:"magia stała się ich rodzinnym dziedzictwem, przekazywanym znakiem matki."

Jest to dar przywracania. Przywracania tego, co umarło, do życia.

Zasada jest jedna. Trzeba trzymać się reguł i pamiętać, że "dłoń umarłego to dłoń cierniowa".

Ale zasady są po to, żeby je łamać, prawda?

Szczególnie w imię miłości.

...

Z założenia jest to powieść młodzieżowa, ale w życiu bym nie zaliczyła tego do young adult. 

Jest to prawdziwy horror. 

Horror o opętaniu i to naprawdę strasznym chwilami...

"Opętanie było łatwe. W końcu ciało człowieka jest tylko wodą, drgający na ekosystemem krwi, moczu i śliny."

Opętaniu przez coś, co powróciło, przywołane potrzebą miłości i tęsknoty. Coś, co w założeniu miało być tym, czym było kiedyś.

Ale nie było.

Czy pamięta, KIM było?

"To nie jest moje imię..."

Teraz jest wodnym duchem: duchem przemocy, zmiany, zemsty.

"Ale oto jestem-dziewczyna zrodzona z Ciebie. Martwa, a potem już nie martwa/.../kiedy dokładam zemsty, wrócę do Ciebie: jako duch własnego autorstwa. Będziemy ucztować na każdym człowieku, który pójdzie po moich mokrych śladach do domu."

👀

Bawiłam się rewelacyjnie!

Było obrazowo, strasznie. Założenie przypominało Smętarz dla zwierzaków, a wykonanie The Ring, szczególnie, jeśli chodzi o postać Mirae...

Narastająca atmosfera grozy wprowadzana jest powoli, ale konsekwentnie świetnymi scenami /ta pod latarnią i pierwsze opętanie mega!/

"Któregoś dnia dam Ci odejść..."

Bardzo polecam, oby więcej takich zaskoczeń, w natłoku grafomanii tych czasów, opakowanych w piękne okładki.


MOJA OCENA: 8/10


PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

Rzeka pamięta więcej, niż ktokolwiek chciałby przyznać. A niektórych sekretów nie da się wiecznie zatrzymać pod powierzchnią wody.

Soojin odziedziczyła po przodkach magiczne zdolności. I zawsze trzymała się wpojonej zasady: nie próbuj wskrzeszać niczego większego niż własna dłoń. Do czasu, gdy umarła jej starsza siostra…

Kiedy ciało Mirae zostaje znalezione w rzece przepływającej przez ich małe nadmorskie miasteczko, Soojin łamie wszystkie zakazy. Sięga po magię i przywraca Mirae do życia.

Początkowo siostry są szczęśliwe: nocami wymykają się z domu, ciesząc się, że znów są razem. Jednak życie w ukryciu zaczyna coraz bardziej ciążyć starszej z nich. Mirae z każdym dniem staje się coraz bardziej niespokojna… i coraz bardziej głodna. Za wszelką cenę chce odkryć prawdę, która przed laty zniszczyła ich rodzinę. Kierują nią gniew i niepohamowana żądza zemsty.

Gdy miasteczko nawiedzają gwałtowne ulewy, a następnie dochodzi do serii makabrycznych i niewytłumaczalnych zgonów, Soojin zaczyna rozumieć, że siostra, którą sprowadziła z zaświatów, nie jest sobą.

Poruszająca opowieść o miłości silniejszej niż śmierć. I o cenie, którą trzeba za nią zapłacić.


Autor: Sabina Bauman - klik zdjęcie
Copyright © 2014 Mniej niż 0 - Mini Recenzje , Blogger