"A DZIŚ ŻEM SE CZYTŁA/LUKŁA..."

CZYTAJ ZA DARMO!

Statystyki

SZUKAŁKA

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą young adult. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą young adult. Pokaż wszystkie posty
Portret wiedźmy K.S. Shay

Portret wiedźmy K.S. Shay

"Jeśli pozbędę się mocy, nie zdoła zmienić mnie w potwora."


Bardziej to było w stylu fantasy niż grozy i mystery. Nie jest to klimat, jaki znajdziemy na przykład w powieściach o Czarownicach z Mayfair. Czuć tutaj bardziej atmosferę Księgi Wszystkich Dusz, chociaż bardziej jest to young adultowe chit-chatowanie, z magią czarownic w tle, która została zdetronizowana przez akcję i gadanie.

Ponownie.

Czyta się to okej, bardzo szybko, bardziej jak przygodowe fantasy, ale są elementy troszkę bardziej nastrojowe, niż tylko akcja i szybkie dialogi, choć w mniejszości.

W generalnym rozrachunku nie uważam tego czasu za aż tak bardzo stracony, chociaż oczywiście moje klimaty i oczekiwania sięgają troszeczkę głębiej, bardziej w stylu kusztownego pióra Anne Rice, ponieważ uważam, że tego rodzaju tematyka zasługuje na głębię, mrok i rasowość, a nie powierzchowność i kolorowanie słowem, a nie atmosferą i akcją.

Jestem już chyba za stara na takie młodzieżowo-romansowe odmiany wiedźmiej magii.

W tym przypadku jest to idealny scenariusz na długi serial na Netflixie.


MOJA OCENA: 5/10

PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

Kiedyś magia była dla niej czymś instynktowym. Teraz traci przez nią kontrolę nad własnym umysłem.

Maeve Ryan była najpotężniejszą wiedźmą swojego pokolenia. Przez jedno źle rzucone zaklęcie zrujnowała jednak swoją reputację i została naznaczona dziką magią. Siłą, która powoli odbiera wiedźmom rozum i zamienia je w przerażające zjawy.

Jedyne, czego dziewczyna pragnie, to pozbyć się swojej mocy. Na zawsze.

Próbując dociec, dlaczego nieudane zaklęcie zaczęło wyniszczać Maeve, jej przyjaciółka Ash trafia na ślad nierozwiązanej od dziesięcioleci zagadki kradzieży dzieł sztuki. Gdy znika w pustej ramie skradzionego obrazu, Maeve musi zaryzykować wszystko i podążyć za nią.

A rzeka wciąga ją na dno Jihyun Yun

A rzeka wciąga ją na dno Jihyun Yun

 "Siostro, słyszę Cię. Czuję Twoje dłonie, rozgrzebujące ziemię, przeszukujące. 

Odpowiem na Twoje wyzwanie-powrócę."


Było to świetne! Rewelacyjne!

Uwielbiam takie zaskoczenia, kiedy to nastawiam się na lekki soft, a dostaję rasowy mentalny hard z górnej półki, z bardzo piękną, dojrzałą i klimatyczną narracją. Niejeden autor powieści "dla dorosłych czytelników" mógłby się uczyć od tej autorki przekazywania opowieści.

O czym jest ta historia?

Z pozoru normalna rodzina, w której tylko dziewczyny mają pewien dar:"magia stała się ich rodzinnym dziedzictwem, przekazywanym znakiem matki."

Jest to dar przywracania. Przywracania tego, co umarło, do życia.

Zasada jest jedna. Trzeba trzymać się reguł i pamiętać, że "dłoń umarłego to dłoń cierniowa".

Ale zasady są po to, żeby je łamać, prawda?

Szczególnie w imię miłości.

...

Z założenia jest to powieść młodzieżowa, ale w życiu bym nie zaliczyła tego do young adult. 

Jest to prawdziwy horror. 

Horror o opętaniu i to naprawdę strasznym chwilami...

"Opętanie było łatwe. W końcu ciało człowieka jest tylko wodą, drgający na ekosystemem krwi, moczu i śliny."

Opętaniu przez coś, co powróciło, przywołane potrzebą miłości i tęsknoty. Coś, co w założeniu miało być tym, czym było kiedyś.

Ale nie było.

Czy pamięta, KIM było?

"To nie jest moje imię..."

Teraz jest wodnym duchem: duchem przemocy, zmiany, zemsty.

"Ale oto jestem-dziewczyna zrodzona z Ciebie. Martwa, a potem już nie martwa/.../kiedy dokładam zemsty, wrócę do Ciebie: jako duch własnego autorstwa. Będziemy ucztować na każdym człowieku, który pójdzie po moich mokrych śladach do domu."

👀

Bawiłam się rewelacyjnie!

Było obrazowo, strasznie. Założenie przypominało Smętarz dla zwierzaków, a wykonanie The Ring, szczególnie, jeśli chodzi o postać Mirae...

Narastająca atmosfera grozy wprowadzana jest powoli, ale konsekwentnie świetnymi scenami /ta pod latarnią i pierwsze opętanie mega!/

"Któregoś dnia dam Ci odejść..."

Bardzo polecam, oby więcej takich zaskoczeń, w natłoku grafomanii tych czasów, opakowanych w piękne okładki.


MOJA OCENA: 8/10


PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

Rzeka pamięta więcej, niż ktokolwiek chciałby przyznać. A niektórych sekretów nie da się wiecznie zatrzymać pod powierzchnią wody.

Soojin odziedziczyła po przodkach magiczne zdolności. I zawsze trzymała się wpojonej zasady: nie próbuj wskrzeszać niczego większego niż własna dłoń. Do czasu, gdy umarła jej starsza siostra…

Kiedy ciało Mirae zostaje znalezione w rzece przepływającej przez ich małe nadmorskie miasteczko, Soojin łamie wszystkie zakazy. Sięga po magię i przywraca Mirae do życia.

Początkowo siostry są szczęśliwe: nocami wymykają się z domu, ciesząc się, że znów są razem. Jednak życie w ukryciu zaczyna coraz bardziej ciążyć starszej z nich. Mirae z każdym dniem staje się coraz bardziej niespokojna… i coraz bardziej głodna. Za wszelką cenę chce odkryć prawdę, która przed laty zniszczyła ich rodzinę. Kierują nią gniew i niepohamowana żądza zemsty.

Gdy miasteczko nawiedzają gwałtowne ulewy, a następnie dochodzi do serii makabrycznych i niewytłumaczalnych zgonów, Soojin zaczyna rozumieć, że siostra, którą sprowadziła z zaświatów, nie jest sobą.

Poruszająca opowieść o miłości silniejszej niż śmierć. I o cenie, którą trzeba za nią zapłacić.

Nakarmię cię strachem Trang Thanh Tran

Nakarmię cię strachem Trang Thanh Tran

"Proszę wejść, skrzypi dom. Cisza wita tych, którzy zagoszczą tutaj na dłużej. 

Jeszcze nie ma się czego bać."


Nie było to tak dobre, jak mogłoby być.

Może to wina narracji i jakiegoś braku głębszych emocji (jak dla mnie), ale nie było. I jak zawsze szkoda takich potecjalnych perełek właśnie za zmarnowanie szansy super pomysłu, który zawsze się sprawdza, na rzecz jakiegoś takiego przekazu ni to dramatycznego, ni to tragicznego - rozmycie otoczki grozy, która tu POWINNa być wyraźna, a zostaje zastąpiona nowoczesną formą naracji, lgbt i dramatem rodzinnym.

Ja nie jestem zwolenniczką grozy W TLE (jeśli już ktoś w założeniu decyzuje się napisać powieść grozy).

Absolutnie powieść ta nie kojarzy mi się ani z Mexican Gothic ani TYM BARDZIEJ z Domem sióstr marnotrawnych... I z pewnością nie jest to "makabryczny horror..." nie wiem kto pisze te blurby mam wrażenie czasami, że osoby które nie czytają książki.

Już bardziej kojarzył mi się z Rebeką lub Moją kuzynką Rachelą, ale oczywiście nie w takim bardzo mistrzowskim wydaniu, bardziej w zarysie lub przerewelacyjną Prawie jak w domu no i może troszkę z Hacjendą.

Można przeczytać, ale nie jest to posklejane w całość tak bardzo, jak mogłoby być. Okładka bardzo adekwatna, to na plus.


MOJA OCENA: 6/10

PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

Czy kiedykolwiek przeszło ci przez myśl, jak by to było zostać zjedzonym przez swój dom?


Kiedy Jade Nguyen przybywa do Wietnamu, by odwiedzić ojca, z którym nie widziała się od dawna, stawia sobie jeden cel: przetrwać pięć tygodni w domu po francuskich kolonizatorach. Decyduje się na przyjazd tylko dlatego, że ojciec obiecał jej pieniądze na studia.


Ale dom ma inne plany. Każdej nocy Jade budzi się sparaliżowana. Ściany wydają dudniący dźwięk, a robaki zostawiają nogi i czułki w dziwnych miejscach. Dziewczyna znajduje ślady swoich przodków w ogrodach, które kiedyś pielęgnowali. A nocą nie może zignorować ducha pięknej panny młodej, który tajemniczo ją ostrzega: Nie jedz.


Ani ojciec, ani jej słodka siostra nie wierzą, że dzieje się coś złego. Z pomocą dzielnej Florence Jade udowodni, że ten dom – którego zawsze pragnęła jej rodzina – nie spocznie, dopóki ich nie zniszczy. Może tym razem uda jej się go powstrzymać. Wykorzeniając zgniliznę domu, stawi także czoła prawdzie o tym, kim jest i kim musi się stać, aby ocalić ich wszystkich.


„Nakarmię cię strachem” to makabryczny horror young adult, idealny dla fanów „Mexican Gothic” czy „Domu sióstr marnotrawnych”. Jeśli zastanawiasz się, jak by to było zamieszkać w nawiedzonym domu, już nie musisz dłużej o tym myśleć. Sięgnij po historię Jade i przekonaj się na własnej skórze!

Inwokacje Krystal Sutherland

Inwokacje Krystal Sutherland

"Czasami, gdy uciekasz, potwór cię goni."


Jaka mogła się okazać ta powieść po przerewelacyjnym Domu sióstr marnotrawnych?

Miałam nadzieję, że równie rewelacyjna.

Niestety troszkę się przeliczyłam i choć już gdzieś od połowy zaczyna być całkiem nieźle (miałam wrażenie, że powieść dojrzewa wraz z powstawaniem), to ten właściwie ledwie zarysowany mdły początek jest całkiem zanudzający, wymagający silnej woli.

Końcóweczka spektakularna, nareszcie otwierająca zamknięte bramy wyobraźni, bardzo klimatyczna i obrazowa. 

I tak właściwie idealnie nadająca się na część drugą, która nie wiem, czy powstanie?

Na granicy horroru, bardziej darkmagic, niekoniecznie aż tak bardzo youngadult, w generalnym rozrachunku jest bardzo dobrze, ale nie tak WYŚMIENICIE, jak mogłaby wskazywać tematyka i talent autorki.

O okładce się nie wypowiem.

MOJA OCENA: 6/10

PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

Zara Jones wierzy w magię, ponieważ myśl, że jej zamordowana siostra odeszła na zawsze i nic już tego nie zmieni, jest zbyt bolesna. Postanawia, że zrobi wszystko, co w jej mocy, by wyszarpać siostrę ze szponów śmierci – nawet jeśli oznacza to zgłębienie tajników okultyzmu.


Jude Wolf może i jest córką miliardera, ale jest też niezaprzeczalnie przeklęta. Zawarcie paktu z demonem było najgorszą decyzją w jej życiu. Ból, choroby i potwory, które przychodzą w nocy, sprawiły, że dziewczyna desperacko próbuje odnaleźć kogoś, kto odkręci jej marny los.


Emer Byrne, osierocona czarownica z mroczną przeszłością i śmiertelną mocą, może pomóc zarówno Zarze, jak i Jude. Chociaż życie jej nie oszczędza, Emer chętnie rozdaje swoje najcenniejsze skarby – inwokacje – kobietom tkwiącym w rozpaczliwej sytuacji, które gotowe są za nie oddać część swojej duszy.


Pragną ich również Zara i Jude, które odnajdują czarownicę w momencie, kiedy jej klientki zaczynają jedna po drugiej ginąć w Londynie. Jednak ta, zanim zechce udzielić im pomocy, musi zapolować na zabójcę. Cała trójka zawiązuje kruchy sojusz i razem zaczynają podążać tropem morderstw. Nie wiedzą, na co trafią, ale muszą działać szybko…


Nawet jeśli Emer nie jest w stanie dać Zarze i Jude tego, czego pragną najbardziej: siostry i duszy.



Tu spoczywa mściwa suka Codie Crowley

Tu spoczywa mściwa suka Codie Crowley

"Żaden grób nie zatrzyma mojego ciała..."


Bardzo odświeżająca ghoststory młodego pokolenia. 

Bardzo wciągająco napisana - nie ma tu problemu, żeby od razu wsiąknąć w historię. Ciekawe podejście do tematyki życia po śmierci i bardzo kusząca wizja zemsty zza grobu. Są nawet dość strasznawe momenciki - śladowe, ale fajowe.

Akcja nie zwalnia, teksty nie zwalniają, rozwiązanie własnej śmierci przynosi satysfakcję.

Czyżby?

😎

Polecam - luźna, przyjemna lekturka na poziomie na jeden wieczór.

MOJA OCENA: 7/10

PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

Myśleli, że zabili dziewczynę.


Stworzyli jednak potwora.


Uwięziona między zaniedbującą rodzinę matką i niewiernym ex, Annie Lane była przyzwyczajona do tego, że wiecznie zostawała w tyle. W mieście i tak wszyscy uważali ją za zepsutą, pyskatą dziewczynę, która ma zły wpływ na swoją najlepszą przyjaciółkę.


Jednak to nie powód, aby ją zabijać i porzucać jej zwłoki na górze, o której wszyscy mówią, że wskrzesza umarłych!


Annie nie pamięta, kto ją zamordował, wspomnienia z tamtej nocy są zamazane. Nie cofnie się jednak przed niczym, aby odkryć prawdę i sprawić, by ktoś za to zapłacił. Doskonale wie, że dziewczyny takie jak ona, jeśli pragną sprawiedliwości, to muszą wymierzyć ją na własną rękę.


Lista osób, które mogły tego chcieć, nie jest krótka: toksyczna matka, niewierny były chłopak, czy jego kumple z zespołu, którym do tej pory wszystko uchodziło na sucho. I jeszcze jej były szef z restauracji, który zawsze był trochę zbyt przyjazny...


Ktoś zna prawdę.


Ktoś jest winny.


Ktoś musi zapłacić za to, co spotkało Annie Lane.


Ten dynamiczny i sarkastyczny horror spodoba się czytelnikom "Carrie" Stephena Kinga oraz fanom serialu "Wednesday".


Książka odpowiednia dla czytelników 16+

Dom masek Ann Fraistat

Dom masek Ann Fraistat

"Niewidzialne podbrzusze świata-prawda o tym, kim jesteśmy i jakie jest nasze przeznaczenie-znajduje się na wyciągnięcie ręki. Potrzeba jedynie odwagi, żeby spojrzeć."

Kolejny nawiedzony dom. Kocham. 

Dom Masek.

"Dom Masek założyła w roku 1894 znana spirytystka Madame Clery.

Ta lokalna atrakcja słynna dzięki seansom spirytystycznym w maskach, wspaniałym witrażom i żywemu labiryntowi z błękitnych róż działała zaledwie kilka lat, gdyż potem Ellen Clery i jej mąż Joseph Clery zaginęli.

Nie oni jedni."

Na pewno nie powiedziałabym, że jest to horror gotycki, ale horror na bank. Są tu takie momenty, kótrych nie powstydziłaby się fabuła Koraliny i Za niebieskimi drzwiami (zawsze przerażały mnie te motywy, kiedy ktoś kochany i stabilny zmienia się w coś potwornego...). 

BARDZO DOBRY KLIMAT, świetnie poprowadzona opowieść, serio z elementami prawdziwej grozy poprzeplatanej kolorową, piękną, mozaikową błękitną odmianą wersją Rose Red.

"Ten dom jest ogrodem, w którym zapuścimy korzenie."

Super się to czytało i nareszcie otrzymałam swój uczciwy detox, bo tak powinny wyglądać soczyste historie grozy, pomio tego, że jest to literatura niby youngadult, ale jest ona tylko potwierdzeniem, że niejednokrotnie są to lepsze opowieści od tych "niesamowitych" i "zachwycających" "dojrzałych" dzieł, które usypiają i zanudzają.

Bardzo polecam!


MOJA OCENA: 8/10

PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

Gotycki horror YA, który wybrzmiewa chrobotem owadzich odnóży!


Otumaniające zapachem niebieskie róże, kolorowe witraże, odstręczające robaki i tajemnice, które skrywają się w zakurzonych kątach ponurej rezydencji… Odważysz się sprawdzić, co kryje się za wkomponowanymi w okna szklanymi maskami?


Dom spowity mrocznymi sekretami, które zatrważają lokalną społeczność, staje się dla Libby szansą na rozpoczęcie wszystkiego od nowa. Po dramatycznych wydarzeniach i zdiagnozowaniu choroby afektywnej dwubiegunowej dziewczyna przeprowadza się z rodziną do posiadłości, w której dawno temu odbywały się seanse spirytystyczne. Wiktoriańskie wnętrza naznacza groza enigmatycznych zaginięć, a osobliwe zjawiska, których doświadczają nowi domownicy, to niezaprzeczalny dowód, że w mozaikach z niepokojącymi scenami może skrywać się prawda o zniknięciach z przeszłości. Mama Libby wymownie milczy, stanowczo odsuwa od siebie i swoich córek bolesne wspomnienia z dzieciństwa, ale młodzieńcza ciekawość za nic ma rodzicielskie zakazy. Dwie siostry i nowo poznany chłopak z sąsiedztwa rozpoczynają prestidigitatorski spektakl, by rozwiązać zagadkę. Wykorzystują do tego niezwykłe maski w kształcie owadów. Zło zaczyna się budzić...


W pragnieniach łatwo się zatracić, a obietnica otrzymania dokładnie tego, czego najbardziej potrzebujemy, może prowadzić do zagubienia się w odmętach własnej świadomości. Czy nie po to zakładamy maski – aby stać się kimś innym? Czy warto wyzbyć się własnej tożsamości i narazić bliskich tylko po to, żeby zaznać iluzorycznej doskonałości? Ann Fraistat stworzyła historię, która przeraża, ekscytuje i fascynuje!


Wakacje pod morzem Marta Bijan

Wakacje pod morzem Marta Bijan

"Idę pod morzem

Już się nie boję potwora

Idę pod morzem

Gdy stąd uciekasz w podskokach

Ryby masz w uszach, w ustach piach

Ale mnie już tylko w snach

Dzisiaj zaśniesz

Niech cię uśpią szepty fal"

A ja sobie zawsze czytam to, co autorka wyprodukuje w swojej wyobraźni. I choć nadal moimi ulubionymi powieściami są Domy i inne duchy oraz Muchomory w cukrze, to w tym przypadku przyznaję, że pomysł jest najlepszy. 

Kto nie kochałby klimatu Hotelu Panorama z Lśnienia Stephena Kinga, połączonego z mroczną kołyskanką z Koraliny Neila Gaimana?

No właśnie.

Szkoda tylko, że sam pomysł rozwija się dość późno, dając pierszeństwo tematyce young adult, z naciskiem na young, ale przecież sama autorka jest także young. Ja wolałabym bardziej może więcej dark adult, ale i tak było całkiem nieźle - sam pomysł hotelu, w którym "nie można zwyczajnie umrzeć" jest świetny, a pewna postać (nie mogę napisać, jaka), śpiewająca creepy kołysaknkę od razu skojarzyła mi się z pewną doppelgangerowską mamusią, która zamiast oczu miała guziczki...

Szkoda, że ten temat nie był rozwinięty bardziej i nie zaczął się szybciej, ale i tak stanowił wisienkę na torcie.

Jak zawsze dominuje tu uczucie niepokoju i poprzestawianych rzeczy na półce, które wywołuje drapanie z tyłu głowy, że coś tu jest bardzo nie halo...

"...czułam głęboko w sobie, że coś mi nie pasuje."

No i oczywiście playlista, która podkręca klimacik.

Jednym słowem - polecam!


MOJA OCENA: 7/10

PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

To mogłoby być kolejne zwyczajne lato nad polskim morzem, gdyby nie Hotel Bursztyn.


Leo prawie nie sypia.

Leo nigdy nie płacze.

Leo ciągle kłamie.


Odkąd jej mama zapadła w śpiączkę, szesnastolatka jest pod opieką starszego brata Roberta – jedynej osoby, którą jeszcze darzy sympatią i zaufaniem. Jako dzieci często spędzali rodzinne wakacje nad morzem, gdzie długie godziny na plaży dzielili z Filipem, zaprzyjaźnionym synem właścicieli Hotelu Bursztyn. Pewnego lata wyjazdy w tamte strony po prostu się skończyły. Bez wyraźnego powodu.


Dziesięć lat później Bursztyn i Filip znów pojawiają się w ich życiu. Tym razem rodzeństwo podejmuje letni staż w hotelu, w którym wszystko odbiega od normy. Goście zaczynają zachowywać się dziwnie, relacje między nastolatkami gęstnieją z dnia na dzień, a Bałtyk zdaje się wyrzucać na brzeg wszystkie zatopione przez lata tajemnice.


Leo wreszcie będzie musiała zmierzyć się z tym, co próbowała całe życie od siebie odsuwać – z prawdą.


“Wakacje pod morzem” to kolejna powieść Marty Bijan, która nie daje się sklasyfikować do jednego konkretnego gatunku. Sielankowość plaży i leniwego lata przeplata się z grozą, a miłość i nienawiść mają jedno imię. Poznaj kolejną książkę Young Adult autorki “Muchomorów w cukrze” i “Nocnych godzin”!


Rok próby Kim Liggett

Rok próby Kim Liggett

"Twoje sny [...] To jedyne miejsce, które nalezy wyłącznie do ciebie. To miejsce, w którym nikt nie może cię tknąć. Trzymaj się ich, jak długo możesz, ponieważ wkrótce przerodzą się w koszmary."

Lubię dobre młodzieżówki. Już nie raz mnie zaskoczyły.

Ta jest bardzo dobra, pomijając już samą fascynująco - irytującą tematykę świata rządzonego przez /bez/nadziejnych facetów. Narracja porywa już od pierwszych stron, czuć powiew młodości, nieokreślony, a jednak wyczuwalny. Jest fantastycznie, przerażająco, ciężko, ciemno, krwawo, ale też prężnie i hipnotyzująco, tajemniczo.

Gniew, frustracja, magia, czary, przemoc, przetrwanie, walka, surowość, bezwzględność.

Ale są też dobre emocje, choć w zaniku.

Klaustrofobiczna maleńka społeczność, hrabstwo rządzone przez mężczyzn, traktujących kobiety przedmiotowo. 

Właśnie tam dziewczęta w dniu swoich szesnastych rodzin wypędzane są do lasu, niezbadanej dziczy pełnej kłusowników, żywiołów, potworów i... swoich żądz. 

Mają tam spędzić cały rok.

Rok próby.

Po co?

W celu oczyszczenia się z niebezpiecznej "magii" - zdolności do uwodzenia mężczyzn, wabienia ich do grzechu i pokus cielesnych (tak, no oczywiście to tylko i wyłącznie wina kobiet, jak zawsze zresztą...)

I tak dziewczęta w tej głuszy zaczynają swoje "oczyszczenie", z którego nie wszystkie wrócą w jednym kawałku. A te, które wracają, są zmienione jż na zawsze, a ich młodość zostaje poszarpana i poraniona...

Mieszanka Igrzysk śmierci, Anihilacji, troszkę Władcy much, Wyspy i może faktycznie Opowieści Podręcznej, ale w dzikiej wersji dla starszej młodzieży.

POLECAM!

MOJA OCENA: 8/10

PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

O tym się nie rozmawia… To zabronione.

W hrabstwie Garner wszystkie szesnastoletnie dziewczyny muszą na rok opuścić rodzinną osadę. Ponoć ich tajemnicza moc odbiera rozum mężczyznom, a kobiety doprowadza do szału zazdrości… W dziczy mają się wyzbyć owej magii, by powrócić do domu jako czyste i gotowe do małżeństwa. Tyle że nie każda zdoła przeżyć…

Tierney James już niedługo sama pozna całą prawdę o roku próby. Będzie musiała stawić czoła bezwzględnej naturze i brutalnym kłusownikom czyhającym w lesie. przede wszystkim demonom, które czają się w mrokach dziewczęcych dusz…




AUTOR


Śpij kochanie Agnieszka Dobies

Śpij kochanie Agnieszka Dobies

"Przez tyle lat, całe wieki, ludzkość żyła w nieświadomości tego, że równolegle do naszego świata istnieje inna rzeczywistość, pełna magii i niesamowitych zjawisk."


Jestem bardzo mile zaskoczona tą powieścią, tym bardziej, że wpadła mi ona w oko kompletnie przypadkowo, a autorką jest uczennica liceum, która napisała tą opowieść w drugiej klasie gimnazjum!

Jest to historia skierowana zdecydowanie dla młodzieży i to tej młodszej, która preferuje klimaty Zmierzchu, a nawet chwilami, miałam wrażenie, że lepiej od niego napisana. Oczywiście, są niedociągnięcia, ale naprawdę minimalne, szczególnie w zarysie opowieści. 

Czytało się dość przyjemnie, jeśli już człowiek przyzwyczaił się do stylu narracji i cofnął się do czasów swojej młodości.

Jest grupa młodych ludzi (19 lat), ale nie ma tam nic gorszącego, co jest też na plus! Są delikatnie zarysowane wątki miłosne, ale bardziej na romantyczną modłę. Jest magia, są światy równoległe, jest Magiczny Ogród, są stworzenia mroku: wampiry, Terrańczycy, zmutowane czarownice, prawie wilkołaki o różnych postaciach i groźne Grinloki. 

Ogólnie polecam, ale trzeba pamiętać, że są to klimaty dla młodych czytelników.


MOJA OCENA: 6/10

PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

Dziewiętnastoletnia Amelia, zmuszona porzucić wszystko, zmienić miejsce zamieszkania i usamodzielnić się, zaczyna uczęszczać do liceum, gdzie poznaje Michała i Ewę oraz Martę i Eryka. Między nastolatkami szybko zawiązuje się nić przyjaźni.

Jednak w otoczeniu Amelii pojawia sie ktoś jeszcze. Przyjaciele dowiadują się, że zna Williama, najstarszego z trzech tajemniczych braci Jonsonów. Bohaterka nie rozumie, dlaczego jej znajomość z Jonsonami wzbudza u jej przyjaciół, a szczególnie u Michała zdziwienie i dezaprobatę.

Na wyjaśnienie nie musi długo czekać. Pewnego zimowego popołudnia wracając ze szkoły, trafia do parku, który okazuje się miejscem nierealnym i normalnie niedostępnym dla zwykłych ludzi. To Magiczny Ogród. Tam Amelia dowiaduje się o istnieniu drugiego, alternatywnego świata, pełnego nieziemskich istot, stworów i magii. Do tego właśnie świata należą bracia Jonson. Magiczny Ogród to miejsce, w którym mieszkają i mogą być sobą, a dziewczyna jest w tym świecie intruzem.

W krótkim czasie z nieśmiałej i ostrożnej nastolatki Amelia staje się kobietą, gotową wiele poświęcić dla swojego nieśmiertelnego ukochanego.

Czy uda jej się uratować siebie i innych?


↑

The Game Lucia Vaccarino, Davide Morosinotto

The Game Lucia Vaccarino, Davide Morosinotto

"To małe miasteczko.

Małe miasteczko, gdzie wszyscy sie znają.

I gdzie dzieją się złe rzeczy."


Miałam wrażenie, że tą historię pisała nastolatka. Narracja bardzo prosta, ale jakoś tak dziwnie wciągająca - może tak miało być?

Nawet klimat udało się tu osiągnąć. 


Małe miasteczko. Tajemnice. Blizna, która pojawia się znikąd na szyi. Naznaczenie. 

I Szept, który komunikuje się za pomocą myśli, wydaje rozkazy. I te rozkazy trzeba wypełnić.

Trzeba wziąć udział w GRZE. 

Grze, polegającej na robieniu pozornie niewinnych żartów, które w swoich skutkach okazują się śmiertelnie niebezpieczne!


Zdecydownaie YA. Niezły materiał na film.

W sumie to polecam - magia i mroczne dary always!

MOJA OCENA: 6/10

PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

Cece nie jest zadowolona z przymusowej przeprowadzki do swej matki. Od dawna nie ma z nią kontaktu i jest dla niej obca. Ojciec rozpoczyna pracę w Ameryce, więc dziewczyna trafia do małego miasteczka, które nie ma do zaoferowania żadnych rozrywek. Jego mieszkańcy znają się od dziecka, i oczywiście wszyscy o wszystkim wiedzą. Ten spokój i zwyczajność są jednak pozorne. Dziewczyna zauważa, że w szkole zaczynają dziać się dziwne rzeczy. Niektórzy posuwają się do głupich żartów, które zahaczają o przemoc. Nagle Cece u wielu uczniów zauważa dziwną bliznę. Dowiaduje się również o pewnej grze, w którą gra sporo osób. Czy blizna, gra i dziwne zachowania mają ze sobą coś wspólnego? Niektóre gry nie są zabawne. W niektórych dzieją się straszne rzeczy. A niektórym… trzeba zmienić zasady, by przeżyć.


AUTOR




Księga czarownic. W kotle osobowości Anna Kucharska, Maria Chudziak i inni...

Księga czarownic. W kotle osobowości Anna Kucharska, Maria Chudziak i inni...

"Życie nie sprawia, że spotykasz ludzi, których chcesz spotkać. Życie daje ci ludzi, którzy muszą ci pomóc, zranić cię, pokochać, opuścić i sprawić, że staniesz się osobą, którą masz się stać."


KOMPLETNIE nie moja tematyka, więc właściwie powinno być bez oceny, bo jestem daleka od obiektywizmu.

Jednakże.

Zbiorek bardzo nierówny. Czternaście opowiadań, różnorodnych, których tematem przewodnim są czarownice. Wiedźmy. Prezdstawione w ten smutny, ale i wesoły, a czasami straszny sposób. 

Przepraszam wszystkie dziewczyny- autorki, ale tylko nieliczne historie zwróciły moją uwagę, reszta to opowiastki w stylu young adult romanse, a to nie dla mnie. 

Wisienką na torcie jest opowiadanie Patrycji - dziewczyno, wymiotłaś ponownie i to w tak krótkiej treści - uśmiałam sie na tej twojej puencie do łez!!!! Piszesz extra (że nie wspomnę o Twojej PRZEREWELACYJNEJ antologii grozy: Strefa koszmaru!) - tutaj polecam Ostateczną walkę!!!

Poza tym, moje czytelnicze pragnienie zaspokoiła też częściowo opowieść Chcę lepszy świat, Śpij dobrze oraz Czarci urok.

Reszta? 

Kwestia gustu, raczej młodocianego!


Spis treści

Maska

Zośka

Karina

Ostateczna walka

Wybór Wiedźmy

Internetowa znajomość

Poprzez dotyk

Chcę lepszy świat

Wnuczka szeptuchy

Nasze bratnie dusze

Podręcznik (nie)wiedzy

Śpij dobrze

Czarci urok

Serce Kendry


MOJA OCENA: 6/10

PRZECZYTAJ FRAGMENT! 

brak

***

Odrobina strachu, szczypta humoru, parę łez wzruszenia i garść radości. W ogromnym, czarnym kotle mieszają się różne osobowości, powstaje magia — pochłaniająca bez reszty. Czarownice rzucają uroki, którym nikt się nie oprze. Tutaj każdy znajdzie coś dla siebie.
Uchyl wrota wyobraźni i odwiedź czternaście fascynujących, skrajnie różnych światów. Usiądź z nami przy stole i daj się ponieść prawdziwej, czytelniczej uczcie. Skosztuj słów wyczarowanych za pomocą różdżek i tajemnych zaklęć. Bądź naszym gościem.

Autorzy: 
Daria Smolarek * Katarzyna Garczyk * Aga Kalicka * Ewelina Domańska * Justyna Chmiel * Anna Kucharska * Anett Lievre * Sandra Czoik * Natalia Hermansa * Maria Chudziak * Patrycja Giesecke * Anna Fobia * Beata Sagan * Shia Blackburn

Koniec Mats Strandberg

Koniec Mats Strandberg

"A ty wiesz, kiedy umrzesz?

My, ludzie, od urodzenia mamy świadomość, że pewnego dnia umrzemy, ale do tej pory nikt z nas nie wiedział, kiedy to nastąpi. Teraz znamy dokładną datę i godzinę."


Jak Ty spędziłbyś swoje ostatnie dni?

Przedapokaliptyczna powieść. Mroczna. Duszna. Klaustrofibiczna. Pełna lęku. I emocji. 

Zmechaciła mnie swoją tematyką. Strasznie depresyjna i uruchamiająca wyobraźnię sytuacja, kiedy to całą ludzkość czeka zagłada inie pozostaje jej nic innego, jak tylko... czekać.

"Nie ma żadnych wątpliwości. Za trochę ponad miesiąc naprawdę będzie po wszystkim. Znamy dzień i godzinę: szesnastego września o czwartej dwanaście rano (czasu szwedzkiego) kometa Foxworth wejdzie w atmosferę ziemską. Powietrze pod nią będzie dziesięć razy cieplejsze od powierzchni Słońca. Wszystko, co znajdzie się na jej drodze, zostanie zniszczone, zanim jeszcze ona sama uderzy w północno-zachodnie wybrzeże Afryki w pobliżu Wysp Kanaryjskich. Atmosfera spłonie, a niebo wypełni się oślepiającym światłem. Fala uderzeniowa dotrze do nas w ciszy, ponieważ będzie się poruszała z prędkością ponaddźwiękową. Kilka minut po uderzeniu morza zamienią się w parę, a góry zagotują. Cztery miliony lat ewolucji nagle znikną. I nic nie możemy na to poradzić."

Matko.

I właśnie w takiej atmosferze toczy się ta historia. Ludzie próbują żyć. Czy im się to udaje?

"Dwudziestego siódmego maja dowiedzieliśmy się, że do Ziemi zbliża się kometa. Od tamtej pory świat nie jest już taki sam. Wszystko, co braliśmy za pewnik, legło w gruzach zaledwie w kilka dni. Ludzie przestali chodzić do pracy. Zamknięto szkoły. Nastąpił krach na giełdzie. Po kilku dniach przestały działać sklepy. Pieniądze zupełnie straciły wartość. Podróżni bili się o ostatnie miejsca w samolotach, by wrócić do domu."

Mamy tu generalnie dwójkę bohaterów, nastolatków, których połączyła jedna dziewczyna - Tilda. Jej chłopak, siedemnastoletni Simon oraz jej była przyjaciółka, Lucinda, chora na białaczkę, próbują rozwikłać pewną tragiczną zagadkę.

Czy im się to uda?

Co tak naprawdę stało się z Tildą? 

Czy koniec świata rzeczywiście nadejdzie?

Powieść pełna emocji - to na bank! Soczysta, pokaźna, jest co czytać!

Polecam!

MOJA OCENA: 8/10

PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

Masz siedemnaście lat. Jest lato i świat wygląda dokładnie tak jak zawsze, ale ty wiesz, co się zbliża. Za miesiąc nie będzie nas wszystkich. Jak to jest dokładnie znać datę i godzinę swojej śmierci? Co chcesz zrobić w czasie, który ci pozostał? I z kim chcesz być, gdy nadejdzie koniec?

Koniec to apokaliptyczna opowieść o dwojgu samotnych, młodych ludziach w świecie, który istnieje na kredyt. Tragiczne wydarzenie łączy ich i staje się ich obsesją, tylko czy znajdą odpowiedź na swoje pytania zanim nadejdzie koniec?






AUTOR

Blizny jak skrzydła Erin Stewart

Blizny jak skrzydła Erin Stewart

"Byłam zwykłą dziewczyną, która w weekendy chodziła na mecze i spędzała stanowczo za dużo czasu na próbach do wiosennego musicalu. Byłam córką. Kumpelką. Szatynką. Śpiewałam.

Miałam milion wcieleń. Teraz zostało jedno. Pogorzelisko."


Rewelacyjna, głęboka powieść o stracie. O niewyobrażalnej tragedii.

I o zwycięstwie nad własną traumą. 

Pożar. Śmierć. Walka o życie. Wygrana?


"Nie pamiętam zbyt wiele

Tylko żar

I dym

Wszędzie

Pożera mnie


A potem znika

Nie odchodzi

Przenosi sie tylko

Do mojego wnętrza


Każdy oddech

Pali żarem

Próbujekrzyczeć

Nie mogę wydobyć głosu

Tylko ból

Połykam ogień


Laduję na plecach

Pamiętam zapach

To ja

Palę się


Mój mózg wyje

Rusz się!


Ciało nie słucha

Tylko ręce są posłuszne

Pełznę pomału

Jakby powietrze było mokrym betonem

Gdzie moja dłoń?

Tylko strzępki skóry

I kości

Tam gdzie powinny być palce

Co się ze mną dzieje?


A potem

Ból

Jego fale

Miażdżą mnie

Aż

Nie ma już nic

Poza bólem


"Zostań ze mną"

Głos

Twarz

Sąsiadka

Potrząsa mną


W tył

I w przód

Potrząsa

Potrząsa

Potrząsa


Sprowadza mnie

Z powrotem

"Wszystko będzie dobrze"

Mówią jej usta

Oczy mówiącoś innego


Ciemność

Jest coraz bliżej

Jak w teleskopie

Spokój

Cisza


"Trzymaj się" - mówi

Czego?

Bólu?

Żaru?

Paniki?

Ciemność wabi

Chcę uciec

Od bólu

Żaru

Paniki


"Trzymaj się. Dla swoich rodziców"

Mama

Tata

Chcą

Żebym została


Otwieram oczy

Przez ciemność

Widzę gwiazdy


Nietknięte

Przez dym 

I ból


Uczepiam się ich

Żbliżają się syreny

Ciężkie kroki

Krzyki


Spoza milionów mil

Te maleńkieświatełka

Trzymają mnie

na ziemi


czuję ręce na plecahc

unoszą mnie


Nie!

Nie 

Nie


Nie zabierajcie mi światełek

Zostawcie mnie

Tutaj


Gdzie gwiazdy

Trzymają mnie

Na ziemi"


Śmiech przez łzy - fantastyczna postać Piper - kocham dziewczynę! Można się naprawdę pośmiać z tekstów - dialogi są bardzo bardzo na poziomie, jak i cała narracja!

Przepięknie, ujmująco i porażająco przedstawiona historia dziewczyny, która wróciła z martwych! Jestem oczarowana tą powieścią!

POLECAM BARDZO!


MOJA OCENA: 9/10

PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

Każdy z nas ma blizny. Niektóre po prostu lepiej widać…

Rok po pożarze, który ją okaleczył, szesnastoletnia Ava wraca do szkoły. Przywykła już do krępujących ludzkich spojrzeń i niewybrednych określeń. Ale jest jedno, którego nienawidzi bardziej niż innych: „ocalona”. Jak nazwać kogoś, kto ocalał wbrew własnej woli? Kto czasami żałuje, że żyje?

Kiedy Ava poznaje Piper, dziewczynę, która tak jak ona jest ofiarą wypadku i poparzenia, dopuszcza do siebie myśl, że być może nie będzie musiała stawić czoła koszmarowi samotnie. Piper pomaga jej odnaleźć w sobie dziewczynę, jaką była przed pożarem – normalną nastolatkę, która całowała się ze swoim chłopcem i śpiewała na scenie. Ale Piper toczy swoją własną bitwę, a gdy Ava omal nie traci przyjaciółki, musi zdecydować, czy zbuduje swoją „nową normalność” na tym, co widzi w lustrze – czy oprze się na ludziach, którzy przy niej stoją.

Ta piękna, afirmująca życie debiutancka powieść Erin Stewart została nazwana odpowiedzią na Cudowne dziecko dla nieco starszej widowni. Idealna dla fanów Jandy Nelson, Nicoli Yoon i Johna Greena.







AUTOR
↓

Bunkier Guy Burt

Bunkier Guy Burt

"Moment przejścia z jednego stanu (dzieciństwo) w drugi (dorosłość) to specyficzna ulotna chwila, która dla wielu nigdy nie nadchodzi - ci nigdy nie stają się dorośli, nie mają pojęcia, kim naprawdę są; życie przecieka im przez palce, a oni myślą, że coś osiągnęli. W gruncie rzeczy nie wiedzą, gdzie wypatrywać tego, co nada sens ich życiu, a przecież cały czas powinni spoglądać we własne serce."


Bardzo dobra, zekranizowana - co mnie nie dziwi - klaustrofobicza opowieść o fobiach, z zaskakującą puentą, ajk to w przypadku powieści tego autora bywa.

Może nie tak świetna, jak Sophie, ale dlatego, że inna.

Skrócik.

W angielskiej szkole elitarnej pięcioro uczniów - Liz, Mike, Alex, Frankie i Geoff - zostaje zwabionych do opuszczonej piwnicy przez psychopatycznego dowcipnisia, imieniem Martyn i tam zamkniętych - jak zapowiada - na trzy dni. Wszystko jest dobrze: przez trzy dni, podczas których wszyscy rozmawiają i poznają się lepiej. 

Kiedy jednak mija ten czas, a Martyna nigdzie nie widać, dzieciaki muszą zmierzyć się z myślą, że są uwięzieni na czas bliżej nieokreślony...


Chyba nie musimy sobie wyobrażać klimatu, jaki panuje w tej historii?


Polecam!

MOJA OCENA: 7/10

PRZECZYTAJ FRAGMENT!

ROZDZIAŁ 1


Wiosenny semestr w Naszej Wspaniałej Szkole, jeszcze przed wydarzeniami w Bunkrze, upłynął nam lekko i przyjemnie. Byliśmy pełni świeżej wiary we własne siły, która często rodzi się w człowieku u progu dorosłości, w głowach zaś buzowało nam od planów na przyszłość.

Ta historia rozpoczęła się wszakże trochę później i chyba do dziś nie można jej uznać za zamkniętą. Ja przynajmniej tego uczucia nie doświadczyłam. Mam nadzieję, że jeśli opowiem o tym, co zaszło, zdołam ją nieco od siebie oddalić, a może nawet wyrzucić z pamięci choć część tamtych wydarzeń.

W bezchmurny, zaskakująco ciepły jak na tę porę roku dzień sześć postaci przecięło skąpaną w słońcu kamienną posadzkę dziedzińca szkolnego, kierując się do bocznego wejścia budynku mieszczącego pracownie literatury angielskiej. Tam właśnie, ukryte w cieniu przypory, wiły się w dół zardzewiałe żelazne schody. Jedna po drugiej postacie pokonały strome stopnie, znikając w trójkątnym cieniu. Minęło wiele godzin, słońce wędrowało po niebie i przenikając promieniami okna coraz to innych klas, oświetliło przelotnie kilka sfatygowanych skórzanych teczek i niechlujnie spiętrzone stosy kartek. Zapomniane pozostałości minionego semestru rozgrzały się na chwilę, ale pierzasta chmura, która nadciągnęła ze wschodu, na powrót pogrążyła wnętrza sal w cieniu. U szczytu żelaznych schodów wyrosła nagle samotna postać i zatrzymawszy się na moment, powiodła wzrokiem po opustoszałych alejkach i boiskach do krykieta. Z rękami w kieszeniach schludnych szarych spodni chłopak ruszył w kierunku okalającego budynek lasu, skąpanego w wiosennej zieloności. Jego jasne włosy poddawały się łagodnie wzmagającemu się wiatrowi.

I chociaż wtedy jeszcze nic na to nie wskazywało, ta oddalająca się postać okazała się w pewnym sensie mordercą.

– Tak naprawdę nikomu by to nawet nie przeszkadzało – powiedziała Alex i zabierając pokaźnych rozmiarów sfatygowany plecak, ruszyła w kierunku małej toalety położonej za rogiem. Tuż obok było jeszcze jedno niewielkie pomieszczenie, ongiś służące najprawdopodobniej za składzik. Mike nie miał pojęcia, kiedy go ostatnio używano; powietrze było tam chłodne i suche, a kurz, który wniknął w szczeliny kamiennej posadzki, zestalił się w twardą skorupę.

Mike złożył na pół śpiwór i jak poduszkę podłożył sobie pod plecy. W ostrym świetle nagiej żarówki ta piwnica, którą między sobą nazywali Bunkrem, wydawała się pusta i surowa jak źle wyregulowany obraz w telewizorze. Frankie szukała czegoś w swoich torbach, bez ładu i składu wyjmowała i na powrót upychała ubrania i przeróżne klamoty. Zza ściany dobiegł ich odgłos spływającej ciurkiem wody, a chwilę później syczący pomruk ogromnej szarej cysterny. Wreszcie Frankie triumfalnie uniosła w górę sześcioboczne tekturowe pudełko.

– Czy ktoś ma ochotę? – spytała uszczęśliwiona. Reszta towarzystwa spojrzała w jej stronę.

– Co tam masz? – odezwał się podejrzliwie Geoff.

– Galaretki owocowe – oznajmiła Frankie. – Pychota. Wzięłam dwa pudełka, tak na wszelki wypadek.

– Nie, dzięki – odparł Mike, któremu naraz przez głowę przemknęło pytanie, na wypadek czego Frankie zabrała drugie pudełko.

– Bez obrazy, ale ja też się nie skuszę – dołączył Geoff. – To smakuje jak... no, jak...

– Ta jest o smaku różanym – podpowiedziała mu Frankie.

– Bzdura, smakuje całkiem jak...

Wróciła Alex, strzepując energicznie dłonie.

– A niech cię! – wykrzyknęła Frankie, a nad pudełkiem, które trzymała, uniósł się obłoczek cukru pudru – opryskałaś mnie całą!

– Czy ktoś wpadł na to, żeby zabrać ręcznik? – zapytała Alex. Mike potrząsnął przecząco głową. Nawet mu to przez myśl nie przeszło.

– Ja mam ręcznik – odezwała się Liz, sięgając do plecaka. To by się zgadzało, stwierdził w duchu Mike. Trudno się spodziewać, że ktoś taki jak Frankie będzie pamiętał o ręcznikach. Liz to co innego. Nie był pewny, dlaczego myśli o niej w ten sposób, jednak wydało mu się to zupełnie naturalne.

– Dzięki – powiedziała Alex. – Ta woda jest dla mnie za zimna.

– Która godzina? – zainteresowała się Frankie.

– Dziewiąta. A czemu pytasz? – zirytował się Geoff. – Wciąż mnie wypytujesz o tę cholerną godzinę.

– Jestem wykończona. No i zapomniałam zegarka – odparowała Frankie.

– A co cię niby tak zmęczyło? – zdziwiła się Alex. – Od czwartej nic nie robimy, tylko siedzimy na tyłkach i gadamy.

– Mów za siebie – zaoponował Mike. – Ja przyłączyłem się do takiej jednej wprost fascynującej wycieczki, by podziwiać urzekające formy skalne, a potem przez godzinę z hakiem maszerowałem dzielnie przez wrzosowiska.

Cała szóstka parsknęła śmiechem.

– Dokładnie takim rozrywkom oddają się pewnie Morris i ferajna – stwierdził Geoff.

– Dzięki Bogu, żeśmy się wykręcili – wzdrygnęła się Alex. – Ostatnio to był istny koszmar. Calutki tydzień chodziłam przemoknięta do suchej nitki, bo lało tak, że prawie nic nie widziałam. A poza tym – ciągnęła, odgarnąwszy włosy z czoła – nie znoszę gór. Żaden ze mnie alpinista, jestem raczej zwierzęciem domowym.

– Chwała Martynowi – skwitowała Alex.

– No – przytaknął Mike. – Wymyśliłem nowe przysłowie: z deszczu na wycieczce pod zepsuty prysznic w Bunkrze.

– A mnie się tu nawet podoba... – Alex rozejrzała się dokoła. – Wygodnie może nie jest, przestrzeni też jakby niewiele, ale mam wrażenie, że przy odrobinie wysiłku mogłoby się zrobić całkiem przytulnie. No wiecie, wystarczyłyby jakieś kotary, parę gustownych dywanów.

– Zabawne – orzekła Frankie. – Naprawdę bardzo zabawne.

„A nasi koledzy zaliczyli już pewnie parę szczytów”, błądził myślami Mike. Brał udział w poprzednich wyprawach i w sumie dobrze się bawił. Oczywiście szansa włączenia się w jedną z intryg Martyna była warta każdej ofiary. Dlatego właśnie – stwierdził kwaśno Mike – tkwił w piwnicy pod budynkiem mieszczącym pracownie angielskiego, zamiast rozkoszować się urokami Peak District. Wkoło reszta grupy rozkładała swoje bambetle na podłodze. Geoff wyciągnął się tuż obok. Wsparty na łokciu w pozycji półleżącej, machnął ręką ponad swoim plecakiem i niechlujną stertą ubrań i puszek zjedzeniem, omiatając wzrokiem całe pomieszczenie.

– Ciągle nie kapuję, jak to możliwe, że nikt tej piwnicy dotąd nie wykorzystywał – dziwił się. – Byłaby z niej kapitalna świetlica albo sala prób czy coś w tym stylu.

– Połowa Naszej Wspaniałej Szkoły stoi nie wykorzystana – prychnęła Frankie. – Mój stary mówi, że temu interesowi cholernie by się przydała wymiana zarządu.

– W takim razie twój papcio może liczyć na pełne poparcie ciała uczniowskiego – oznajmił Geoff.

– Frankie ma rację – włączyła się Alex. – W całej szkole można się natknąć na takie miejsca. Kojarzycie na przykład te sale za wydziałem fizyki? Po co one komu? Pies z kulawą nogą tam nie zagląda.

– Tam akurat mieści się kolekcja motyli – nieoczekiwanie wtrąciła Liz. Ilekroć się odzywała, Mike czuł, jak wzbiera w nim zdziwienie. – Zwiedzana raz na jakieś pięć lat.

– Chyba żartujesz! – Geoff spojrzał zdumiony na Liz. – Motyle?

– No i co tak wytrzeszczasz gały? – Frankie wydęła usta. – Niema w tym nic dziwnego. Założę się, że to jakiś podarunek czy coś w tym stylu. Ludzie praktycznie zasypują nas darami.

– Chyba darowiznami – poprawił ją Mike.

– Wszystko jedno.

– Niniejszym daruję Naszej Wspaniałej Szkole moją kolekcję kompromitujących zdjęć ciała pedagogicznego, z przeznaczeniem na stałe ekspozycje we wszystkich stołówkach – błaznował Mike.

– Umieram z głodu – oznajmiła Alex, po czym zdjęła okulary w drucianych oprawkach i zaczęła polerować okrągłe szkła chusteczką do nosa. – Co byście powiedzieli na wcześniejszą kolację?

– Sprawdźmy, co by tu można przekąsić – zareagowała natychmiast Frankie.

– Drogie panie, tylko spokojnie. – Mike rozciągnął usta w parodii uśmiechu. – Nie wszystkie naraz.

– Daruj sobie ten protekcjonalny ton – zjeżyła się Frankie. – Tu jest napisane „Francuskie tosty”. W sam raz dla mnie.

– Francuskie tosty? – zainteresował się Geoff. – To brzmi dość perwersyjnie. Bonjour, madame, czy pani sobie życzy tościka po francusku?

Mike osunął się niżej i przymknął oczy, broniąc się przed oślepiającym światłem żarówki.

– Myślałem, że z tostów po francusku zlizuje się masełko.

Alex zachichotała, po czym równie szybko umilkła z dość niepewną miną.

– To obrzydliwe, Mikey – skrzywiła się Frankie.

– Dużo gorsze jest to twoje owocowe badziewie – wtrącił Geoff. – Ma taki cholernie różowy smak.

Tak się wszystko zaczęło. Nie zapominajcie, że byliśmy wtedy bardzo młodzi.

Jeszcze dziś dźwięczy mi w uszach to, co Martyn powiedział, zanim zeszliśmy do Bunkra: „To jest eksperyment z rzeczywistością”. Takich właśnie użył słów.

– Chyba za dużo powiedziane – rzekłam z powątpiewaniem, ale on uśmiechnął się tylko.

Uśmiech Martyna był szeroki i niewymuszony, rozpromieniał jego bladą pucołowatą twarz. Nauczyciele wiedzieli, czego mogą się po nim spodziewać. Miał opinię rozważnego, raczej powolnego chłopca, któremu śmiało można powierzyć odpowiedzialne zadanie. Zawsze przyjazny, zawsze chętny, by pogawędzić z poczciwym panem Stevensem o wędkowaniu albo pochwalić ogródek doktora Jamesa. Dobry, rozsądny chłopiec. „W rzeczy samej, ten chłopak świetnie kieruje biblioteką”, powiedział o nim kiedyś Stanford, co – jak sądzę – wywołało zdziwienie zarówno nauczycieli, jak i uczniów, którzy wiedzieli, że Stanford nigdy nie był skory do prawienia komplementów.

My też wiedzieliśmy, czego się można po Martynie spodziewać, i podziwialiśmy tę doskonałą iluzję, jaką udało mu się stworzyć. Dla nas nie było tajemnicą, że to Martyn stał za incydentem z Gibbonem, że to on – prawdopodobnie największy buntownik w historii Naszej Wspaniałej Szkoły – tak wszystko zaaranżował, że przemówienie na koniec semestru okazało się klęską absolutną. W naszych oczach podwójne życie, jakie prowadził Martyn, było godne podziwu i zazdrości. Niewykluczone, że gdybyśmy wtedy zastanowili się nad tym nieco głębiej, przewidzielibyśmy dalszy rozwój wypadków. Nikomu nie przyszło jednak na myśl, że dwulicowość Martyna to zaledwie czubek góry lodowej.

Czyż to nie zadziwiające, jak czas odmienia nasze otoczenie i jak my sami zmieniamy się wraz z jego upływem?

To smutne, ale w szkołach kwitnie wymiana wiadomości i handel wiedzą, a nie mądrością. Wtedy zaś potrzebowaliśmy właśnie mądrości. Niestety, tego nam zabrakło. Nie byliśmy gotowi.

– Chyba za dużo powiedziane – rzekłam z powątpiewaniem. W odpowiedzi usłyszałam dojrzały głos, zdecydowanie zbyt dojrzały jak na tę pucołowatą, uśmiechniętą twarz o bladoniebieskich oczach.

– Och, nie wydaje mi się – odrzekł Martyn.

– Mój wuj to chyba lubi – oznajmiła Frankie, wlepiając wzrok w swojego drinka. – Jest bardzo znany, choć dziwny z niego gość.

– Znany? Niby z czego? – zainteresowała się Alex, zmieniając pozycję na wymoszczonym niby gniazdo śpiworze.

– Ze swoich dziwactw – zachichotała Frankie. – Geoff, nalej mi jeszcze – wyciągnęła w jego stronę kubek, a Geoff odkorkował butelkę i nalał jej kolejną porcję whisky. – Nie ściemniam, słowo. Wujaszek chałturzy dla telewizji.

– Coś ci się przykleiło do zębów – zauważył Geoff.

Frankie otwarła szeroko usta i przejechała po zębach mankietem koszuli.

 Co za ohyda – westchnął beznamiętnie Mike. – Szkoda, że Martyn nie znalazł mi jakichś bardziej cywilizowanych kompanów.

– Teraz mam w ustach pełno kłaczków – poskarżyła się Frankie.

Właściwie tylko oni troje rozmawiali. Alex przewróciła się z powrotem na plecy i miętosząc palcami fałd koszuli, gapiła się w sufit, a Liz siedziała z nosem w kajecie, żując końcówkę czarnego pisaka. Mike zauważył, że pomiędzy włosami przeziera czubek jej ucha, którego bladość kontrastuje z ich ciemną barwą. Liz raz po raz odgarniała włosy z czoła i Mike zastanawiał się, czy pomyślała kiedykolwiek, żeby je spiąć.

Jeszcze na nią patrzył, gdy podniosła wzrok i rzuciwszy mu przelotne spojrzenie, wróciła do zapisków.

Tego pierwszego wieczora, kiedy wszyscy byli jeszcze sobą, na Bunkier zstąpił przyjemny spokój. Geoff i Frankie puścili w obieg butelkę whisky, Mike pociągnął kilka ryków. Rozmawiali o minionym semestrze, o planach na przyszłość, naśmiewali się z wyimaginowanych wyczynów na szkolnej wycieczce i niewygód, jakie musieliby znosić.

– Kiedy macie zamiar uderzyć w kimono? – spytała Alex. – Już prawie północ, a ja jestem ledwie żywa.

– Dopiero dwudziesta trzecia pięćdziesiąt. Czy państwo wiedzą, gdzie przebywają wasze dzieci? – zażartowała Liz.

– Daj spokój, Alex, dopiero się rozkręcamy – powiedziała Frankie, krzyżując nogi. – Dlaczego nikt nie przyniósł magnetofonu?

– Bo nie chcieliśmy się katować muzą w twoim guście – wyjaśnił Geoff.

– Obawiam się, że nie wiem, gdzie są moje dzieci – podchwycił Mike, opierając się wygodnie o plecak. – Kiedy je ostatnio widziałem, szły w kierunku zapyziałej szkoły w towarzystwie jakiegoś jasnowłosego chłopca. Od tamtej pory ani widu, ani słychu.

– Nie sądzi pan chyba, że ten chłopiec zamknął je w piwnicy, a sam zabrał się i poszedł? – Na twarzy Geoffa pojawiło się udawane przerażenie.

– Tak w rzeczy samej mogło się stać – odrzekł Mike, kiwając poważnie głową.

– Jak stąd wyjdziemy, wszyscy się pewnie dowiedzą, że nie byliśmy na wycieczce – zauważyła Frankie.

– Niekoniecznie – westchnął Geoff. – Bo i jakim cudem? W szkole myślą, że jesteśmy w domu, a starzy są pewni, że na wycieczce. Nie będziemy przecież tego odkręcać.

– No tak, racja – zgodziła się Frankie.

– Chyba zapomniałaś, żeśmy to już przerabiali – mruknął Geoff z nutą irytacji w głosie.

Mike oparł głowę o kieszeń bardziej wypchaną niż reszta plecaka i splótł dłonie na piersi.

– Jedno na pewno można powiedzieć o Naszej Wspaniałej Szkole: dzięki niej trzymamy się razem – rzekł w zamyśleniu.

– I oczywiście przejdziemy do legendy – podchwyciła Frankie. – Wszystko, co robi Martyn, jest legendarne – czknęła głośno. – Sorki, to perspektywa przejścia do historii tak mnie wzruszyła.

– Właśnie umyłem zęby – rzucił ni z tego ni z owego Mike – więc droga wolna, gdyby ktoś chciał skorzystać z toalety.

Odłożyłam na bok stos kartek, usiadłam wygodnie i rozprostowując nogi powiodłam wzrokiem po drzewach za oknem. Rozgrzane powietrze w pokoju poruszało się leniwie, a w promieniach słońca przecinających blat stołu i podłogę tańczyły drobinki kurzu. Z dołu dobiegł mnie głos matki i skrzyp otwieranych drzwi. Odsunęłam krzesło i uporządkowałam drobiazgi na biurku: słoiki po dżemie wypełnione ołówkami i piórami, książki, skrawki papieru i zapiski, starą butelkę atramentu, którego zapach przywodził na myśl aromat szkolnych ławek. Właśnie zamykałam okno w obawie przed chłodną wieczorną bryzą, kiedy na schodach zadudniły czyjeś kroki; zaraz potem otwarły się drzwi.

– Cześć – powiedziałam. – Wejdź.

– Więc to tu wszystko się odbywa – odezwał się.

– Będzie się odbywało – poprawiłam go. – Dopiero zaczęłam, a tyle jest do opowiedzenia.

– Mnie tego nie musisz przypominać. Nie wiedziałem, że widać stąd szkołę.

– Nigdy tu wcześniej nie byłeś – zauważyłam.

– Nigdy mnie nie zapraszałaś.

– Wiesz, jeszcze kilka tygodni temu to była istna nora. Musiałam wyrzucić kupę zakurzonych gratów, starych dywanów i stos innych rupieci. Potem trzeba było wtaszczyć na górę kanapę, regały, stół. Trochę to trwało.

– Jestem pod wrażeniem. Warto było?

– Czy ja wiem? – westchnęłam. – Chyba tak. Kiedy tu jestem, łatwiej mi się skupić nad tym, co było; widzę stąd szkołę i nic mnie nie rozprasza. Niemało już zrobiłam: mnóstwo notatek i takich tam...

– Bardzo cię kocham – powiedział prawie szeptem – i myślę, że jesteś cholernie odważna.

– No – zaśmiałam się nerwowo. – Ktoś to przecież musi zrobić.

– Co racja, to racja.

– Ja też cię kocham.

– Myślisz, że nie wiem? Marna ta nasza konwersacja, co, Liz?

– W takim razie o niej nie napiszę – obiecałam.

***

Jeszcze przez chwilę rozmawiali, próbując przybrać wygodne pozycje na twardej piwnicznej posadzce. Kiedy Frankie robiła wieczorną toaletę w łazience, pozostałe dziewczyny przebrały się w pokoiku naprzeciw; w końcu zgasili światło, gotowi do pierwszej nocy w Bunkrze.

Mike leżał z otwartymi oczami i odtwarzał w pamięci wydarzenia minionego popołudnia i wieczoru, usilnie próbując spojrzeć na nie z punktu widzenia osoby z zewnątrz.

Wyszedł z domu późnym popołudniem, by rzekomo zdążyć na autobus, którym podróżowała szkolna wycieczka. Kiedy zjawiła się reszta grupy, razem poszli na tyły budynku mieszczącego pracownie angielskiego. Metalowych schodów nikt od dawna nie używał, były przerdzewiałe do szczętu, a na samym dole walały się puszki po piwie, śmieci i zeschłe liście ostrokrzewu, których od lat stamtąd nie wymiatano. Pogięte kawałki żelaznej poręczy sterczały żałośnie z kupy zmiętych paczek po papierosach i strzępów gnijących gazet. Skręcili ostrożnie w krótki korytarz, a blask marcowego słońca okrył na chwilę ciepłym płaszczem czającą się tuż-tuż ciemność. Zawahali się. Drzwi do Bunkra, drewniane, z poznaczoną ostrymi pęknięciami warstwą ciemnobrązowej farby, znajdowały się po prawej stronie.

Skobel i kłódka były cynkowoszare, matowe. Martyn wyciągnął klucz z kieszeni spodni, które – jak z rozbawieniem zauważył Mike – miał starannie wyprasowane. Zawsze dbał o tego typu szczegóły.

Kiedy otworzył drzwi, Mike’a nagle zastanowiło, kim był ten, kto ostatni przestąpił ich próg. Zaraz jednak zeszli po drabince sznurowej, którą przyniósł Martyn, wewnątrz bowiem schodów od dawna nie było.

Gdy Mike tak leżał, wracając myślą do wydarzeń minionego dnia, przyszło mu do głowy, że Bunkier został nie tyle zapomniany, ile raczej nikt nie wiedział o jego istnieniu; zupełnie jakby zbudowano go specjalnie dla Martyna i jego kolegów. Mike uśmiechnął się w duchu, stwierdziwszy, że jego wiara w przeznaczenie – podobnie jak wiara w Boga – jest raczej umiarkowana.

Poza biciem własnego serca dochodziły do niego miarowe oddechy pogrążonych we śnie kolegów. Przekręcił się na bok i z bezgwiezdnym firmamentem nad głową dołączył do pozostałej czwórki.

***

Kilkoro nastolatków, uczniów elitarnej szkoły gdzieś w Anglii, zgadza się wziąć udział w "eksperymencie z rzeczywistością".

Ich rodzice myślą, że pojechali na szkolną wycieczkę, nauczyciele są przekonani, że zostali w domu, a oni decydują się spędzić trzy dni zamknięci w Bunkrze, zapomnianej piwnicy jednego z nie używanych budynków starej szkoły. Z Bunkra można się wydostać tylko po drabinie.

Z początku wszyscy świetnie się bawią; podoba im się, że zagrają na nosie zarówno nauczycielom i kolegom, jak i rodzicom. Czas upływa na wygłupach i popijaniu. Kiedy jednak mijają umówione trzy dni, a drzwi pozostają zamknięte, "eksperyment" przybiera zaskakujący obrót - beztroska zabawa nastolatków przeradza się w krwawy koszmar. Co naprawdę wydarzyło się w Bunkrze? I wcześniej, zanim uczestnicy "eksperymentu" zeszli do ponurego lochu? To czytelnik musi sam wydedukować. Chociaż w powieści mamy do czynienia z zobiektywizowanym narratorem oraz relacją jedynej osoby, która wyszła z Bunkra żywa, nigdy tak naprawdę nie dowiadujemy się, co tam zaszło. Co więcej, zaskakujące zakończenie wywraca wszystko do góry nogami i nic nie wydaje się już takie, jak czytelnik mógł sądzić.


EKRANIZACJA
↓


TRAILER
↓





AUTOR
↓



Autor: Sabina Bauman - klik zdjęcie
Copyright © 2014 Mniej niż 0 - Mini Recenzje , Blogger