"Logika zaprowadzi Cie z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi Cię wszędzie". Albert Einstein

MNIEJ NIŻ 0 - MNIEJ NIŻ RECENZJE.

TO GŁÓWNE ZAŁOŻENIE TEGO BLOGA.

Moje zdanie i opinia na temat przeczytanej książki nie liczą się tak bardzo, jak sama jej treść.


Dlatego nie pisuję poematów.


Dodaję za to DUŻY fragment tekstu, żeby każdy miał szansę przez te 5 minut sprawdzić, czy zakocha się w opowieści. Czy też nie.


Zdania są różne. Opinie są różne. Należy zawsze kierować się własnymi, ale najpierw… trzeba je mieć.

A żeby je nabyć, należy CZYTAĆ KSIĄŻKI WŁASNOOCZNIE! :)


Jeśli komukolwiek ta forma bloga nie odpowiada – w necie jest milion świetnych blogów, w których można znaleźć recenzje 8-stronicowe, niejednokrotnie lepsze, niż same opisywane w nich powieści:)


Dlatego:


ZAPRASZAM DO POLECANYCH PRZEZE MNIE BLOGÓW! :)

"Szczypta a-społeczności, spojrzenie na świat nieco inne niż reszta tłumu

Nie masz czytnika e-book?

Nie masz czytnika e-book?
Kliknij zdjęcia!

InkBOOK

Kindle

Pocketbook Touch

REWELACYJNY PORADNIK dla niezdecydowanych!

POlecanki

Przyciągnęła mnie historia. I historia jest świetna, szczególnie ta, która wydarza się na wyspie, ale całość psuje nieco narracja, której n...

Blog Archive

Polecane Blogosfery:)

Przyciągnęła mnie historia. I historia jest świetna, szczególnie ta, która wydarza się na wyspie, ale całość psuje nieco narracja, której nie jestem fanką... Rozwlekła, snująca się, marudząca.
Jednakże nie na tyle, aby nie dokończyć opowieści - dla ciekawskich i wytrwałych.
Smaczku dodaje fakt, iż jest ona poniekąd na faktach:)

Główna postać Dr. Abrahama Nortona Perina wzorowana jest na Danielu Carletonie Gajdusek - amerykańskim biofizyku i pediatrze pochodzenia słowackiego, laureacie Nagrody Nobla z dziedziny fizjologii i medycyny w roku 1976 za badania nad prionami, wtedy nazywanymi "powolnymi wirusami" (iruses).

Gajdusek był homoseksualistą i pedofilem. Fakt współżycia z 300–400 papuańskimi chłopcami potwierdził w szwedzkim filmie dokumentalnym "Geniusz i chłopcy" w reżyserii Bosse Lindquista. W kulturze Papuasów homoseksualizm miał charakter obrzędowy, co Gajdusek wykorzystał, prowadząc tam badania naukowe. Naukowiec został aresztowany. Wywołało to falę sprzeciwu wśród środowiska naukowego, w obronie Gajduska stanęli Benoît MandelbrotRobert GalloOliver Sacks czy Lena Einhorn. Gajdusek nie zaprzeczał i nie wstydził się pedofilii. Sam w dzieciństwie również był wykorzystywany seksualnie przez swojego stryja, co wspominał z dumą. Ostatecznie w 1997 r. poszedł na ugodę z sądem i w więzieniu spędził tylko rok.

W książce generalnie temat homoseksualizmu i wykorzystywania seksualnego dzieci, który jest podkreślony w opisie i już w samym wstępie, w opowieści nie jest wyolbrzymiony - jedynie zasygnalizowane są tego symptomy. Historia bardziej skupia się na zwyczajach plemiona, którego członkowie żyli 250 lat, dzięki... - o tym sobie doczytacie;)

I choć  Małe życie rozłożyło mnie na łopatki - najnudniejsza książka ever, którą wymęczyłam dosłownie i miałam po niej tygodniowego kaca i niechęć do czytania, to w tym przypadku - polecam.

MOJA OCENA: 7/10


PRZECZYTAJ FRAGMENT!
19 marca 1995
Słynny naukowiec staje pod zarzutem przestępstwa seksualnego
ASSOCIATED PRESS

Bethesda, Maryland - doktor Abraham Norton Perina, słynny immunolog i emerytowany dyrektor Centrum Immunologii i Wirusologii Narodowego Instytutu Zdrowia w Bethesda, w stanie Maryland, został wczoraj aresztowany pod zarzutem nadużyć seksualnych. 

Dr. Perinie, 71 lat, postawiono zarzuty trzykrotnego gwałtu, trzykrotnego odbycia stosunku seksualnego z nieletnimi, dwóch napaści seksualnych i dwukrotnego narażenia zdrowia i życia osoby małoletniej. Zarzuty sformułowano na podstawie zeznań jednego z adoptowanych synów dr. Periny.

"Zarzuty są fałszywe", oświadczył wczoraj Douglas Hindley, adwokat Periny. "Dr Perina to wybitny i wysoce szanowany członek społeczności naukowej, który będzie dążył do jak najszybszego wyjaśnienia zaistniałej sytuacji, aby móc powrócić do pracy i rodziny".

W roku 1974 dr Perna został uhonorowany Nagrodą Nobla w dziedzinie medycyny za odkrycie syndromu Seleny, zaburzenia opóźniającego starzenie się organizmów. Przypadłość ta, w której ciało chorego utrzymywane jest w stadium relatywnej młodości pomimo degradacji umysłowej, została stwierdzona u ludu Opa'ivu'eke z Ivu'ivu, jednej z trzech wysp mikronezyjskiego państwa U'ivu. Nabywano jej dzięki spożywaniu mięsa rzadkiej odmiany żółwia, od którego dr Perina nazywał wspomniane plemię. 
Okazało sie, że mięso tego żółwia dezaktywuje telomerazę, obecny w organizmach enzym rozkładający telomery, a zatem ograniczający liczbę podziałów komórki. Osobnik dotknięty syndromem Seleny (nazywanym tak od nieśmiertelnej i wiecznie młodej bogini księżyca z mitologii greckiej) mógł żyć setki lat. 
Perina, który pierwszą wyprawę do U'ivu odbył w roku 1950 jako młody lekarz, towarzysząc znanemu antropologowi Paulowi Tallentowi, spędził na tych wyspach wiele lat, prowadząc badania terenowe. Tam też adoptował 43 dzieci, w większości sierot lub potomków zubożałych członków plemienia Opa'ivu'eke. Pewna liczba tych dzieci znajduje się obecnie pod opieką Periny.

"Norton jest przykładnym ojcem i człowiekiem o błyskotliwym umyśle", twierdzi dr Ronald Kubodera, długoletni współpracownik Periny w jego laboratorium i jeden z jego najbliższych przyjaciół. "Wierzę głęboko, że te groteskowe zarzuty zostaną cofnięte".

***
3 grudnia 1997
Wybitny naukowiec, laureat Nagrody Nobla, skazany na karę więzienia
REUTERS

Bethesda, Maryland - doktor Abraham Norton Perina został dzisiaj skazany na karę 24 miesięcy pozbawienia wolności i osadzony w Zakładzie Karnym Frederick.

Dr Perina, laureat Nagrody Nobla w dziedzinie medycyny w roku 1974, udowodnił, że spożywanie mięsa wymarłego dziś gatunku żółwia z mikronezyjskiego państwa U'ivu dezaktywuje telomerazę, ograniczającą liczbę podziałów komórki. Odkrył też, że zaburzenie zwane syndromem Seleny może występować u wielu ssaków, w tym ludzi.
Perina był jednym z nielicznych obywateli Zachodu, którym zezwolono na nieograniczone badanie odległych tajemniczych wysp. W roku 1968 zaadoptował on w kraju U'ivu pierwsze ze swoich 43 dzieci, które wychowały się w domu naukowca w Bethesda. Dwa lata temu Perinie postawiono zarzuty zgwałcenia i narażenia życia dziecka. Oskarżył go jeden z adoptowanych.

"To wielka tragedia", mówi dr Louis Altshur, dyrektor Narodowego Instytutu Zdrowia, gdzie dr Perina przepracował wiele lat jako naukowiec. "Norton to wybitny umysł i talent. Mam szczerą nadzieję, że zostanie poddany właściwej terapii i uzyska pomoc, której potrzebuje."

Perina i jego adwokat pozostają nieuchwytni dla dziennikarzy (...)


***
Amerykański lekarz na wyprawie w niezbadane rejony Pacyfiku dokonuje odkrycia, które odmieni jego życie i cały świat nauki. Niepokojąca, trzymająca w napięciu i tragiczna w wymowie opowieść o zderzeniu odmiennych kultur, stawiająca pytania o granicę między dobrem i złem, altruizmem i egoizmem.
Przejmujący debiut Yanagihary jest też próbą rozstrzygnięcia odwiecznego dylematu: czy wielkie umysły mają prawo do życia poza moralnymi normami?



Daniel Carleton Gajdusek


PODRÓŻ



EKRANIZACJA 
/KLIKNIJ ZDJĘCIA/


FILM


TRAILER





ZGARNIJ EBOOKA Z


Opowieść porównywana do Pachnidła. Moim zdaniem - lepsza od Pachnidła.

Klimat prawie identyczny, jak w filmie Musimy porozmawiać o Kevinie... Szczególnie pierwsza część.

Narracja i styl nie każdemu czytelnikowi przypadnie do gustu, z racji tego, że jest surowy, hermetyczny, minimalistyczny i nawet jakby poetycki - osobisty.

Historia o chłopcu. Bestii? Inwalidzie? Poszkodowanym? Niezrozumiałym? Chorym? Drapieżnik czy ofiara?
Morderca. Niezależnie od motywów. 

Świetna, wstrząsająca, choć trudna. Polecam!

MOJA OCENA: 8/10



PRZECZYTAJ FRAGMENT!

Początek

Dzień, w którym zmarł Karl, był szczęśliwym dniem.

Z ceglanego komina za wzgórzem wznosił się biały dym i snuł się na bezchmurnym niebie niczym welon panny młodej. A dookoła zieleń łąk i lasów. Soczysta. Bujna. Rozprzestrzeniająca się. W dali łagodne wzniesienie Góry Kalwaryjskiej, a za nią kopcące kominy hut. I ta cisza. Tylko śpiew ptaków, bzyczenie owadów i szmer instalacji elektrycznej. Szelest liści drzew i wiatru. Spokojne miejsce - przez ulotną chwilę.
Bo w którymś momencie pojawia się pierwszy drogowskaz: pokazuje kierunek i ma wypisaną nazwę - Jettenbrunn. Może i świeci słońce, może jest jasno i ciepło, ale od teraz każdy kamień, każde źdźbło trawy będzie zasnute cieniem rzucanym przez chmurę pełną wspomnień i mroku, brzemienną niepokojem. Kiedyś bowiem wśród tego spokoju przyszło na świat dziecko - Karl Heidemann.
A to jego historia.

Był szósty grudnia 1982 roku, kiedy ciszę niewielkiej wioski przeciął krzyk. Ostry, przeciągły, jakby dla pewności, że wszędzie dotrze, że będzie słyszalny. Wdarł się do ogrzanych pomieszczeń, przynosząc ludziom radość. Niczym niezmąconą radość. Nowe życie daje nadzieję. Za mało zostało chłopców, zbyt wielu starych ludzi umarło, tyle domów stało pustych.
W tę drugą niedzielę adwentu domy pustoszały jednak nie w wyniku ucieczki ze wsi, lecz z powodu wdzięczności. Trzeba było iść z pielgrzymką do miejsca narodzin, jakby na świat przyszedł sam odkupiciel. A tam, w domu Heidemannów, w ramionach przepełnionej szczęściem matki, leżącej na wciąż jeszcze mokrej pościeli, spoczywał krzyczący o swoje młode życie Karl.
Dla ochrony przed zimnem i śniegiem ciepło opatuleni ludzie nadchodzili ze wszystkich stron, z koszami pełnymi ciasta i wina, z drobnymi podarunkami - wyszydełkowaną czapeczką, zrobionym na drutach kolorowym sweterkiem - by powitać nowe życie.
Tłoczyli się wokół matki, dłonie rozgrzewali płonącym w piecu ogniem, a ciała samogonem, hojnie rozlewanym na powitanie, i przyglądając się paskudnie wrzeszczącemu na całe gardło dziecku, od razu wiedzieli: chłopcu trzeba dać pierś, chce herbatki z kopru, przydałby mu się smoczek, kciuk albo róg poduszki do ssania, chłopiec potrzebuje świeżego powietrza, no i nie można zapomnieć o tym, że najpierw musi przetrawić podróż, którą własnie odbył, a która nazywa się "poród": niepokój, ciasnotę, przemoc, ból, a potem to krzyczące światło, dzwoniące zimno, śmiertelny strach, rozdzielenie, lęk przed uduszeniem. Mało komu po takich przejściach byłoby do śmiechu; z pewnością nie ma powodu di niepokoju.

A Karl wciąż krzyczał.

Charlotte Heidemann słuchała, co mówią, ale niewiele z tego rozumiała; tylko troskliwie tuliła wciąż skurczone ciało ze swojego ciała.
Wrzask, jaki potrafiła wydawać z siebie ta mała istota już w pierwszych godzinach swojego życia, był ogłuszający. Ogłuszający i w pewien sposób mądry. Wszystkim mieszkańcom Jettenbrunn w końcu zaświtało, że czas opuścić błogie ciepło izby i młodą matkę.
Kiedy wracali do swych domów, mroźny wiatr głaskał pokryte puszystym śniegiem pola, a obłoczki wypełnionych plotkami oddechów posyłał to tu, to tam.
Chociaż liczniki prądu, jak zawsze z nastaniem mroku o tej porze roku, wariowały, bo domy zdobiłyby zapalone lampki, jakoś nikt nie czuł adwentowego pokoju.
Świętemu Mikołajowi, który tego szóstego grudnia zawitał w Jettenbrunn, towarzyszył wrzask, przeszywający do szpiku kości, rozchodzący się po lasach, ba!, sięgający samego szczytu Góry Kalwaryjskiej.

 Karl krzyczał i krzyczał. I krzyczał (...)


***

Karl Heidemann od dziecka cierpiał na nadwrażliwość słuchową. Już w brzuchu matki czuł się przytłoczony przez kakofonię otaczających go zewsząd dźwięków. Podczas swojej pierwszej wycieczki poza mury dźwiękoszczelnej piwnicy, w której spędzał dzieciństwo, stał się naocznym świadkiem samobójstwa matki. Zamiast szoku chłopiec odczuł emanujący od śmierci spokój oraz bezwzględną, niczym niezmąconą ciszę. To wczesne odkrycie dało początek niezdrowej fascynacji śmiercią i wszystkim, co z nią związane. Swoje badania nad procesem umierania Karl rozpoczął od zabijania chorych zwierząt, by następnie poszukać materiału do badań również wśród ludzi. Jego dwie pierwsze ofiary to ludzie odpowiedzialni za śmierć jego matki. 

Portret mordercy z wyboru, który pod koniec życia wreszcie odnalazł spokój w murach klasztoru, by tam czekać na śmierć.







ZGARNIJ EBOOKA Z 




Opowiadania. 
Nie znoszę opowiadań.
Szczególnie wtedy, kiedy są tak dobre.

Najbardziej podobały mi się te z narracja dzieciaków - miały swój mega mroczny, a zarazem magiczny klimat i zupełnie inną wizję rzeczywistości.

Świetny zbiór! 11 różniastych opowiadań! Polecam!

MOJA OCENA: 8/10


PRZECZYTAJ FRAGMENT!

Do zobaczenia, dziewczynki

Przestaniesz bać się guzików tego dnia, gdy woda wypełni płuca twojej siostry.

Ten dzień jest bardzo ciepły. Temperatura wybija się wysoko, coraz wyżej, niedługo zabraknie stopni i żar wypali zbiornik z alkoholem u samego szczytu szklanej menzurki. Liczysz biegle, pani na lekcjach matematyki lubi cię, chwalić, często wzywa do tablicy, ale wcale nie czujesz wtedy strachu. Nie kulisz ramion, nie opuszczasz głowy jak inne dzieciaki, które myślą, że w ten sposób znikną z ławki, z listy obecności, z myśli nauczycielki i jakoś przeczekają do dzwonka. Ty się nie boisz, lubisz stawać z kredą przed czarną taflą i rysować znaki. Jesteś leworęczna, co niepokoiło przedszkolanki. Z zerówki przynosiłaś uwagi w dzienniczku, sugerujące że rodzice powinni coś z tym zrobić, takie to jeszcze czasy, gdy bycie mańkutem naznaczało. Rodzice nigdy nie zwrócili ci uwagi, nie przekładali ołówka z ręki do ręki, nie wiązali łokcia do klatki piersiowej, w końcu nie bili. Wystarczy, że twój ojciec przechodził przez to wszystko jako dziecko i do dzisiaj stawia nieczytelne węże i hieroglify, choć poprawnie, bo z prawej. Zatem dobrze liczysz, to się potem pogorszy z bardzo prozaicznej przyczyny, ale trzeba będzie dwóch klas podstawówki i dwóch dwój, aby ktoś zorientował się, o co chodzi. Zaczną ci się problemy ze wzrokiem, ze swojej ławki przy oknie przestaniesz rozróżniać cyfry na tablicy, zaczniesz je mieszać i mylić, nie będziesz nadążać za nauczycielką i resztą dzieci. Minusy w twoich oczach będą rosły jak plusy na termometrze. 

Ale dziś jest dzisiaj, masz osiem lat i wzrok sokoła, potrafisz wypatrzeć cienkie nóżki pasikoników w trawie i znaleźć dzięcioła na wysokiej jabłoni. Widzisz dużo, widzisz wszystko, czasem więcej, niżbyś chciała ty albo twoi rodzice. Dzieci się podśmiewują, gdy w słoiku zamykasz wodę z jeziora, ale tylko ty wiesz, że pod powierzchnią unoszą się przezroczyste ciała rozwielitek. Cenisz sobie zmysł obserwacji, czujesz się ważna i cenna, możesz pomagać mamie lub tacie. Opiekujesz się siostrą. Iga ma dwa lata, ty masz lat osiem i nie boisz się prawie niczego.

Nie boisz się prawie niczego poza jedną rzeczą, ale nie rozróżniasz, czy chodzi o strach, czy bardziej o samo obrzydzenie, niepokój i tę suchą torsję, jaka rośnie ci u podstawy żołądka na widok guzików. To trwa, odkąd pamiętasz, odkąd w ogóle nauczyłaś się rejestrować w głowie obrazy i myśli. Pierwszy jest ten płytszy brzeg jeziora, którym spacerowałaś z tatą. Pamiętasz jego wielką, szorstką dłoń, zamykała się na twojej własnej. Potrafisz przywołać mętną taflę, a na niej szeroko rozstawione nogi pająków pływaków, gdzieś tam przy brzegu kadru są fale zielonej rzęsy i trzciny. Tata podwinął spodnie, buty zostawił w trawie, pierwszy stawiał kroki, wpatrywał się w dno, aby wypatrzeć szczeżuje, które mogłyby poranić ci nogi. Masz wzrok po tacie, wzrok i tę lewą rękę (...)

***

Swoim powieściowym debiutem zachwyciła nie tylko krytyków. Teraz debiutuje jako autorka opowiadań – w równie błyskotliwym stylu
Kijanki i kretowiska to zbiór opowiadań Aleksandry Zielińskiej, której debiutancka powieść została nominowana do Nagrody Conrada, a druga do Nagrody im. Witolda Gombrowicza. Jej proza jest gęsta od emocji i literackich nawiązań. Pisarka mierzy się z problemem grozy dojrzewania na różnych etapach życia, a wszystko to podaje, z łatwością balansując między gatunkami. Wizje Zielińskiej tworzą intrygującą całość i nie pozwalają o sobie zapomnieć.
Informacje o nagrodach:
Nominacje: Nagroda Conrada, Nagroda im. Witolda Gombrowicza. Stypendium twórcze Miasta Krakowa. Stypendium Międzynarodowego Funduszu Wyszehradzkiego.




ZGARNIJ EBOOKA Z 



Wstrząsający początek zapowiada ciekawy dalszy ciąg historii, którą psuje /jak dla mnie/ dość oschła, rzeczowa i bezuczuciowa relacja.

Taka narracja miała być atutem i sadzę, że może się podobać, ale mi obniżała emocje i przyjemność czytania. Przez nią historia stawała się monotonna, chwilami nudnawa, choć sama tematyka wcale taka nie jest.

Rodzina nowoczesna. Dzieci. Praca. Brak czasu. Frustracja. Niania. Idealna. Wybawienie.

Czyżby?

Warto zerknąć:)

MOJA OCENA: 6/10


PRZECZYTAJ FRAGMENT!

Młodsze dziecko nie żyje. Wystarczyło kilka sekund. Lekarz zapewniał, że nie cierpiało. Położono je w szarym pokrowcu i zasunięto zamek błyskawiczny nad bezwładnym ciałkiem, które spoczywało pośród zabawek. Natomiast dziewczynka jeszcze żyła, kiedy przyjechało pogotowie. Walczyła jak lew. Znaleziono ślady walki, kawałki skóry pod jej miękkimi paznokciami. W karetce, która wiozła ją do szpitala, była pobudzona, wstrząsały nią konwulsje. Wytrzeszczała oczy, jakby starała się złapać powietrze. Jej gardło wypełniła krew. Miała przedziurawione płuca i mocno uderzyła głową w niebieską komodę.
Scenę zbrodni obfotografowano. Policja zdjęła odciski, zmierzyła pokój dziecięcy i łazienkę. Leżący na podłodze dywan księżniczki nasiąknął krwią. Stół do przewijania był przechylony. Zabawki włożono do przezroczystych toreb i opieczętowano. Nawet niebieska komoda zostanie wykorzystana w trakcie procesu.
Matka była w szoku. Tak mówili strażacy, tak powtarzali policjanci, tak pisali dziennikarze. Gdy weszła do pokoju, w którym leżały dzieci, krzyknęła, to był krzyk z samych trzewi, wycie lwicy. Zadrżały od niego ściany. W środku majowego dnia zapadła ciemność. Wymiotowała i tak zastała ją policja, gdy w brudnych ubraniach kucała w pokoju, wstrząsana czkawką, jak oszalała. Wyła tak, aż zdawało się, że wypluje płuca. Sanitariusz dał dyskretny znak głową, podnieśli ją, mimo że stawiała opór i kopała. Podnieśli ją powoli i młoda stażystka z pogotowia podała jej coś na uspokojenie. To był pierwszy miesiąc jej stażu.
Tamtą też trzeba było ratować. Z takim samym profesjonalizmem i obiektywizmem. Nie potrafiła umrzeć. Umiała tylko zadać śmierć. Nacięła sobie nadgarstki i wbiła nóż w gardło. Straciła przytomność koło dziecięcego łóżeczka. Podnieśli ją, zbadali jej puls i ciśnienie. Położyli ją na noszach, a młoda stażystka przyciskała jej szyję ręką.
Pod domem zebrali się sąsiedzi. Głównie kobiety. Niedługo trzeba pójść po dzieci do szkoły. Oczami pełnymi łez patrzą na karetkę. Płaczą i chcą wiedzieć, co się stało. Stają na palcach. Próbują dostrzec, co się dzieje za kordonem policji, w karetce, która rusza z wyciem syreny. Szeptem przekazują sobie informacje. Już rozeszła się pogłoska. Coś złego przytrafiło się dzieciom.
To elegancka kamienica przy rue d’Hauteville w dziesiątej dzielnicy. Kamienica, w której sąsiedzi mówią sobie z sympatią dzień dobry, mimo że się nie znają. Państwo Massé mieszkają na piątym piętrze. To najmniejsze mieszkanie w budynku. Gdy urodziło się im drugie dziecko, Paul i Myriam przedzielili salon ścianką działową. Śpią w wąskim pokoiku, między kuchnią a oknem wychodzącym na ulicę. Myriam lubi meble znalezione na targach staroci i berberyjskie dywany. Na ścianach powiesiła grafiki japońskie.
Dziś wróciła do domu wcześniej. Skróciła spotkanie i postanowiła, że zapozna się z aktami jutro. Siedząc na rozkładanym siedzeniu w metrze linii 7, myślała o tym, że zrobi dzieciom niespodziankę. Gdy wysiadła, wstąpiła do piekarni, gdzie kupiła bagietkę, deser dla dzieci i ciasto pomarańczowe dla niani. Jej ulubione.
Miała zamiar zabrać je na karuzelę. Potem zrobią razem zakupy na kolację. Mila pewnie będzie chciała, żeby kupić jej zabawkę, Adam będzie ssał kawałek bagietki w wózku.
Adam nie żyje. Mila wkrótce umrze (...)


***
Gdy Myriam, matka dwójki małych dzieci, postanawia mimo oporów męża wrócić do zawodu i rozpocząć pracę w kancelarii adwokackiej, para zaczyna szukać niani. Po surowym castingu zatrudniają Louise, do której dzieci bardzo szybko się przywiązują, a która stopniowo staje się centralną postacią w rodzinie. Powoli bohaterowie wpadają w pułapkę wzajemnej zależności, aż wreszcie dochodzi do tragedii…

Poprzez szczegółowy opis młodego małżeństwa oraz fascynującej i tajemniczej postaci niani czytelnik odkrywa naszą epokę i obowiązujące w niej podejście do miłości i wychowania, relacje opierające się na dominacji i pieniądzu, a także przesądy klasowe i kulturowe. Suchy i bezlitosny styl Leïli Slimani, w którym pobrzmiewają mroczne poetyckie nuty, wciąga i intryguje już od pierwszych stron.









ZGARNIJ EBOOKA Z 



Trzy słowa o tej książce: wirus, polityka, sex...

Już gdzieś kiedyś pisałam, że z Mastertona się wyrasta i ta opowieść potwierdza moją tezę...
Początek bardzo obiecujący, potem tylko z górki na pazurki. Spora dawka grafomaństwa, różnych odmian seksu i płytkie związki międzyludzkie...

Kiedyś już czytałam tą historię i nie wzbudziła ona we mnie pozytywnych emocji... Wznowienie jest o tyle lepsze, że okładka jest ciekawsza;)

Nie wiem, czy polecam.

MOJA OCENA: 5/10
PRZECZYTAJ FRAGMENT!
KSIĘGA PIERWSZA
ROZDZIAŁ I

Przemierzał akurat wyłożony czerwonym asfaltem podwórzec przed budynkiem farmy, gdy usłyszał dźwięk samochodowego klaksonu, dobiegający od północno-zachodniej bramy. Końskie siodło, które dźwigał, przerzucił na prawe ramię, a lewe uniósł do oczu, aby osłonić je przed drażniącymi, szkarłatnymi promieniami zachodzącego słońca. W jego kierunku zmierzał jeep wagoneer, ciągnąc za sobą tumany kurzu. Ktokolwiek siedział za jego kierownicą, w sposób oczywisty lekceważył ograniczenie prędkości, wynoszące na całym terenie South Burlington Farm pięć mil na godzinę.

Kiedy jeep zatrzymał się przy nim z piskiem hamulców i opon trących asfalt, odłożył siodło na ziemię. Drzwi samochodu otworzyły się i wyskoczył z niego Willard Noakes, człowiek, który na farmie odpowiadał za zbiory wszystkich zbóż. Opuścił jeepa tak szybko, jakby samochód zaraz miał eksplodować. Był jednym z tych chudych, gwałtownych, wiecznie niezadowolonych ludzi, którzy - jak się wydaje - nigdy nie śpią, zajęci coraz to nowymi celami i zadaniami. Season porównała go kiedyś do scyzoryka, używanego przez armię szwajcarską. “Facet jest tak ruchliwy, jakby miał po kilka par rąk i nóg. Potrafi jednocześnie otwierać drzwi, zapalać papierosa, wywrócić filiżankę z kawą, przy tym wszystkim ani na chwilę nie przerywając drapania się po głowie” - mówiła, śmiejąc się.

Ale teraz w zachowaniu Willarda nie było nic zabawnego. Jego koścista, opalona twarz była brudna i zakurzona; kurz wyraźnie pokrywał jego wąsy, przywodzące na myśl morsa.
- Ed, wsiadaj do jeepa i jedź ze mną, szybko - powiedział. - Naprawdę, im szybciej, tym lepiej. Sprawa jest cholernie poważna.
- Co się stało, Willard? - zapytał Ed. - Pędziłeś tu jak szaleniec.
- Przepraszam, Ed. Ale naprawdę, muszę ci natychmiast coś pokazać.
- Czy coś się stało? Ktoś jest ranny?
- Cholera, można to nazwać swojego rodzaju wypadkiem, ale nie ośmielę się go w żaden sposób sklasyfikować. Jeśli chodzi o ofiary, to pierwszą z nich będziesz z pewnością ty.
- No, dobrze. - Ed uniósł rękę i skinął na jednego z pracowników technicznych, który właśnie czyścił przed garażem pompę olejową. Mężczyzna odłożył narzędzia i ruszył przez dziedziniec, wycierając brudne ręce o nogawki poplamionych drelichowych spodni.
- Pan mnie wołał, panie Hardesty?
- Tak, Ben. Bardzo cię proszę, zabierz to siodło do domu i przypilnuj, żeby zawiesili je na właściwym miejscu. I powiedz pani Hardesty, że zapewne spóźnię się o pół godziny.
- Zrobione, panie Hardesty.
Ed nie zdążył jeszcze wspiąć się na siedzenie dla pasażera, gdy Willard zapalił silnik. Szerokim łukiem objechali dziedziniec i skierowali się do północno-zachodniej bramy, pędząc wzdłuż stajni, garaży i płotu pomalowanego białą farbą.
Radio w jeepie grało akurat Coward of the County Kenny’ego Rogersa. Dźwięki piosenki z trudem przebijały się przez warkot motoru. Ed wyłączył odbiornik.
- Powiesz mi wreszcie, co się stało? - zapytał Willarda.
Willard spojrzał na niego. Jechali szeroką piaszczystą drogą, prowadzącą wzdłuż pięknego zagajnika wysokich hikor, aż dotarli do liczącego dwadzieścia trzy tysiące akrów obszaru, na którym rozciągały się pola pszenicy, obejmujące północną część South Burlington. Słońce niemalże całe skryło się już za horyzontem i nad dojrzewającą pszenicą skrzył się ostatni karmazynowy promień, nadając jej niesamowitą, nienaturalną barwę.
- Nie wiem - odparł Willard niepewnie. - Najlepiej będzie, jak sam to zobaczysz. Myślę, że nie mam wystarczających kompetencji, aby to osądzić.
- Ty nie masz kompetencji? To kto je ma mieć, ja? -zdziwił się Ed. - Zajmujesz się zbożami od prawie czterdziestu lat, podczas gdy ja przez niemal cały ten czas siedziałem na dupie w biurze w Nowym Jorku i doradzałem starszym paniom, w jaki sposób najlepiej mogą zabezpieczyć swoje dolary, uciułane na czarną godzinę.
Willard przez chwilę zastanawiał się, po czym wzruszył ramionami.
- Mogę ci jedynie powiedzieć, że jeszcze nigdy nie widziałem czegoś takiego, mało - nie słyszałem o czymś takim. Nie proszę cię, żebyś na to spojrzał, dlatego że mam nadzieję, iż potrafisz ocenić, co to takiego. Jestem pewien, że nie potrafisz. Chcę, żebyś to zobaczył, ponieważ to jest twoja farma.
- Chodzi o tegoroczne zbiory? Willard pokiwał głową.
- Nawet nie potrafię tego opisać, Ed. Nigdy nie widziałem czegoś podobnego. Naprawdę. Od czterdziestu lat, czyli od początku.
Jeep pędził wśród płaskiego, powoli szarzejącego krajobrazu. Zbliżała się noc. Niebo przybierało coraz ciemniejszą barwę, począwszy od kwiecistego koloru jasnoczerwonej róży, poprzez zimny błękit, aby wreszcie zatrzymać się na ciemnym, ciężkim granacie. Nad horyzontem pojawił się kremowy księżyc. Ed siedział w milczeniu na swoim fotelu, z rękami założonymi za głową i obserwował przesuwające się powoli przed nim pola (...)

***
Nietuzinkowy pomysł, sugestywne opisy i apokaliptyczna wizja końca USA w najpopularniejszym thrillerze katastroficznym Grahama Mastertona! 

Ed Hardesty jest właścicielem gigantycznej farmy w Kansas. Niezmierzone połacie pszenicy, które zgodnie z przeznaczeniem miały zamienić się w czysty zysk i uczynić farmera bogatym, dotyka tajemnicza zaraza. Desperackie próby jej zwalczenia kończą się fiaskiem. 
Podobne problemy występują w całych Stanach Zjednoczonych. Zboża, warzywa, owoce zostają skażone. Najpotężniejszy naród na świecie z dnia na dzień staje przed widmem głodu, który sprawia, że ludzie wyzbywają się cech ludzkich, zastępując je pierwotnymi instynktami przeżycia, najmroczniejszymi żądzami i przemocą.







ZGARNIJ EBOOKA Z



Okładka bardziej mroczna i tajemnicza, niż sama treść.
Początek /moim zdaniem/ dość patetyczny. Potem już jest lepiej, ale mam wrażenie, że młodzieży ta troszkę naiwna, choć dość klimatyczna opowieść będzie się bardziej podobała...

Atuty to atmosfera małego miasteczka, tajemnice oraz narracja pierwszoosobowa:)

MOJA OCENA: 6/10

PRZECZYTAJ FRAGMENT!

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Jeśli nie wiesz, jak wygląda piekło, wyobraź sobie dwugodzinną przerwę w oczekiwaniu na samolot w Atlancie.
Kobieta po prawej przygląda mi się, odkąd usiadłam. Jest jedną z tych osób, dla których sam fakt, że oddychasz, jest zaproszeniem do rozpoczęcia rozmowy.
Tylko nie patrz jej w oczy, powtarzam sobie w myślach, nie odrywając wzroku od mojego iPada. Nie rozstaję się z nim ani na chwilę, chociaż jest to model, którego Apple nie produkuje już od siedmiu lat, i ma pęknięty wyświetlacz.
Kręci mnie w nosie. Kobieta na fotelu obok porusza się niespokojnie. Zero kontaktu wzrokowego, myślę. I żebym tylko...
Wtedy kicham. Szlag by to trafił!
- Na zdrowie, złociutka! Ale upał, co? - zagaduje kobieta i wachluje się kartą pokładową.
Przypomina mi moją babcię. Jest stara i wygląda na jedną z tych, co wolą raczej przesiadywać w przychodni, niż chodzić do klubu bingo. Dziękuję jej zdawkowym kiwnięciem głowy, a wtedy ona się uśmiecha i przysuwa bliżej. Próbuję sobie wyobrazić, jak wyglądam w jej oczach. Tłuste włosy spięte w kok. Czarne spodnie i czarna bluzka - wciąż mam na sobie uniform kelnerki i chyba sprawiam wrażenie, jakbym potrzebowała matczynej opieki.
- Skąd jesteś?
Dziwne pytanie jak na lotniskową poczekalnię. W takich miejscach ludzie zazwyczaj wypytują się nawzajem o cel podróży.
Przełykam ślinę, żeby zwilżyć gardło.
- Z Florydy.
Kobieta nadal się wachluje, roztaczając wokół woń potu i pudru.
- Och, z Florydy. Cudownie.
Niezupełnie, myślę. Ludzie przeprowadzają się tam, żeby wyzionąć ducha.
- Są gorsze miejsca - odpowiadam.
Wiem o tym doskonale, bo właśnie wybieram się do jednego z nich.

Wiedziałam, że ktoś umarł, kiedy tylko kierowniczka zawołała mnie do telefonu. W drodze z kuchni do jej biura myślałam, że to babcia. Ale kiedy usłyszałam jej głos na drugim końcu linii, miałam wrażenie, że unoszę się na fali ulgi.
- Tesso, twój ojciec... - powiedziała.
Rak trzustki. To było ostatnie stadium, ale nawet gdyby więzienni lekarze wykryli go wcześniej, nic by to nie dało. Minęły trzy dni, zanim naczelnik więzienia zdołał mnie znaleźć. Jakiś klawisz zadzwonił do domu mojej babci na koszt abonenta, kiedy byłam w drodze do pracy. Ojciec mógł nie przeżyć tej nocy, więc babcia przyjechała po mnie do Chilli's. Przygotowała nawet mój plecak, który leżał teraz na fotelu pasażera. Chciała lecieć ze mną, ale nie było czasu na wizytę u kardiologa, który powinien wyrazić zgodę na jej podróż samolotem. Zresztą obie wiedziałyśmy, że zakup drugiego biletu byłby marnotrawstwem. 
Glenn Lowell nie jest jej synem. W życiu nawet nie widziała go na oczy.
Bilet do Pittsburga kupiłam na lotnisku. W kasie kosztował dwieście dolarów więcej, niż gdybym go zarezerwowała z wyprzedzenie. Niewiele brakował,  a machnęłabym na to wszystko ręką. Jesienią za te dwie stówy kupiłabym sobie książki.
Pewnie się zastanawiacie, kto skazałby swojego ojca na samotność w ostatnich chwilach życia, żeby zaoszczędzić dwieście dolarów. Ale mój ojciec postrzelił i omal nie zabił sklepikarza z powodu dużo mniejszej kwoty i kartonu papierosów. Więc to nie tak, że nie chcę się z nim pożegnać. Po prostu rzecz w tym, że dla mnie ojciec umarł już dziesięć lat temu, kiedy sąd skazał go na dożywocie (...)

***
W Fayette, prowincjonalnym miasteczku w Pensylwanii, na każdym kroku czają się ponure tajemnice. Tessa, która wyjechała stąd w dzieciństwie, cały czas starała się nie myśleć o tym, co wydarzyło się tamtej letniej nocy. Tak mroczne przeżycia mogą zostawić w pamięci niezatarty ślad, jeśli tylko im się na to pozwoli.

Callie, jej przyjaciółka, została w Fayette. Przeprowadziła się do innego domu, więc nie musi codziennie patrzeć na te same ściany, ale Callie zawsze była tą silniejszą. Dlatego potrafi stawiać czoła demonom i ma nadzieję, że pewnego dnia znikną na dobre, jeśli będzie ostro imprezowała.

Jako dziewczynka Tessa nigdy nie rozmawiała ze swoją przyjaciółką o tym, co wtedy widziały. Nie przed procesem, w którym obie zeznawały. Ani tym bardziej potem. Po procesie Callie zamknęła się w sobie, a Tessa wyjechała, co tylko sprawiło, że przyjaciółki całkowicie straciły ze sobą kontakt. Ale od wyjazdu Tessę nurtują pytania. Pewne rzeczy nieustannie budziły jej podejrzenia. A teraz musi wrócić do Fayette – tam, gdzie Wyatt Stokes czeka w celi śmierci na proces apelacyjny, gdzie przed laty zginęła Lori Cawley, kuzynka jej przyjaciółki, i gdzie ukrywa się ktoś, kto może znać prawdę. Tylko że szukając rozwiązania zagadki Tessa z każdym krokiem zbliża się do mordercy – a tym razem uciec nie będzie tak łatwo.






ZGARNIJ EBOOKA Z

No i przyszła pora na ocenę Demonologów... Napiszę tak: książkę tą zaliczyłabym do tego samego zbioru "wywoławczego trzeciego, innego wymiaru", co tabliczka quija itp. itd... Strasznie działa na podświadomość, szczególnie, jeśli się myśli o niej wieczorem...
Jest to rzeczowa i prawie dokumentalna geneza zjawiska opętania przez siły nieczyste (nie zwykłe "ludzkie" duchy) - demony. Czyta się ciężkawo, bo jest to relacja i najgorzej jest właśnie wtedy, kiedy w trakcie przypominam sobie, że jest to TYLKO I WYŁĄCZNIE RELACJA, oparta na faktach...
Nie wiem, dla odważnych polecam - kto ma jednak dość aktywną wyobraźnię, niech się zastanowi... 3 razy. 
Opinie o tej książce są różniaste - od najgorszych do... najlepszych:) Jak dla mnie jedna z najbardziej traumatycznych opowieści - dużo bardziej przerażająca /może przez wzgląd na przekaz?/ niż Zakładnicy Diabła.

No i kto jeszcze nie oglądał ekranizacji?!

Polecam!

MOJA OCENA: 10/10

PRZECZYTAJ FRAGMENT!
Czytam (i oglądam) mnóstwo strasznych historii, ale do cholery! Demonolodzy, prawdziwa opowieść o życiu Eda i Lorraine Warrenów, to najstraszniejsza książka, jaką kiedykolwiek czytałem.
JAMES WAN, reżyser filmów z serii Obecność
Moje przygotowanie do tych filmów opierało się przede wszystkim na książce z dziedziny literatury faktu, Demonologach. Jest inna niż jakakolwiek książka, jaką dotąd czytałam. To książka o teologii mistycznej. Dzięki niej można dowiedzieć się, jak i dlaczego dochodzi do zjawisk nadprzyrodzonych. Przeraziła mnie do szpiku kości. Do głębi. Przedmowa podkreśla, że lektura książki nie wiąże się z niebezpieczeństwem, że „wiedza to siła”. Być może. Ale ja byłam przerażona, gdy tylko ją otwierałam. Nigdy nie czytałam jej we własnym domu. Co ciekawe, mogłam czytać ją tylko, lecąc samolotem. W samolocie czułam się w jakiś sposób bezpieczniejsza.
Vera Farmiga, odtwórczyni roli Lorraine Warren w filmach Obecność

OD REDAKCJI

Eed (1926-2006) I Lorraine Warren (UR. 1927), małżeństwo działające przede wszystkim w latach siedemdziesiątych XX w., zajmowało się badaniem rozmaitego rodzaju zjawisk nadprzyrodzonych. Początkowo zainteresowani pojawieniami się duchów i malujący obrazy „nawiedzonych domów”, zaczynają stopniowo odkrywać, że często za pozorami nawiedzenia przez zjawy kryją się prawdziwe przypadki dręczenia o charakterze demonicznym i ludzie realnie potrzebujący pomocy i duchowego wsparcia.

Małżeństwo zaczyna zatem pogłębiać swoją wiedzę na temat takich przypadków, współpracować z Kościołem katolickim i księżmi egzorcystami. Uważając, że za większością dręczeń stoją siły demoniczne, określają siebie mianem „demonologów”. Stają się odtąd osobami „pierwszego kontaktu”, które w razie wystąpienia niewyjaśnionych zjawisk mogących mieć charakter demoniczny, pojawiają się jako pierwsze, często działając na nieformalną prośbę osób duchownych i przedstawicieli Kościoła katolickiego, zbierając informacje i przygotowując grunt pod pracę kapłana egzorcysty. Oboje są wierzącymi katolikami, z wiary i modlitwy czerpiącymi siły do duchowych zmagań. Na podstawie ich doświadczeń powstały dwa niezwykle popularne filmy z serii Obecność.

Aby lepiej zrozumieć charakter ich misji, warto powiedzieć kilka słów o czasach, w których przyszło im działać. Warrenowie byli niewątpliwie dziećmi swojej epoki, zainteresowanymi początkowo, tak jak wiele osób w tych latach, duchami, zdolnościami paranormalnymi i wszystkim, co wykraczało poza granice zwykłego światopoglądu naukowego. Zaczynali zatem jako typowi „tropiciele duchów”, którzy dopiero dzięki własnym doświadczeniom dostrzegli, że za tym, co z pozoru było objawieniem się zabłąkanych dusz ludzkich, kryły się w istocie przejawy dręczenia o charakterze demonicznym.

W latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych XX w., w których działali, wystąpiły dwie przeciwstawne tendecje. Z jednej strony doszło do upowszechnienia się rozmaitych przedmiotów i tekstów związanych z magią i okultyzmem, w tym tych najcięższego kalibru, zawierających opisy rytuałów satanistycznych czy przywołujących demony. Można było je nabyć, jak piszą Warrenowie, niemal w każdej drogerii. Wspomniają przypadek, w którym matka ofiaruje tego rodzaju książkę jako prezent bożonarodzeniowy dla córki. Stały się po prostu częścią pop-kultury. W wyniku tego, jak zauważają Warrenowie, otwarto szeroko drzwi do różnego rodzaju problemów i nawiedzeń demonicznych, w tym dla najgorszych przypadków, z opętaniem włącznie. Były to też czasy szybko postępującej laicyzacji. Warrenowie zauważali: „Dopóki mówiliśmy o nawiedzonych domach i zjawach, dopóty ludzie chętnie słuchali. Ale gdy wypadało wspomnieć o demonicznych duchach, o demonologii, o Szatanie, albo kiedy, co gorsza, mowa była o Chrystusie, księżach, religii, wyczuwaliśmy wrogość, jakby ktoś odmienił naszych słuchaczy. Niechęć ta dawała nam się we znaki tak bardzo, że z trudem kontynuowaliśmy wykłady”. Z drugiej strony, w czasach po soborze watykańskim II, Kościół katolicki wydawał się na nowo szukać właściwej postawy wobec swego zadania walki z osobowym złem. Jakby wstydząc się przeszłych pomyłek, gdy być może w zbyt wielu zjawiskach widział działanie szatana, tym razem zdaje się zbyt ostrożny i bardzo niechętnie udziela pozwoleń na egzorcyzmy; oczekuje wyraźnych dowodów i dokumentacji zjawisk nadprzyrodzonych. Lęka się obniżenia swego autorytetu poprzez angażowanie się w wątpliwe sprawy. Dlatego przedstawiciele Kościoła wolą w takich sytuacjach odwoływać się do Warrenów i im podobnych specjalistów, by wstępnie zbadali problem, a może nawet zaradzili złu. Chociaż Warrenowie nie pozwalają sobie na wyraźną krytykę takiej postawy, w niektórych akapitach niniejszej książki widać pewne zniecierpliwienie. Działając na pierwszej linii frontu, mieli wyraźną świadomość, jak bardzo ludziom potrzebna jest pomoc i właściwa informacja w tym zakresie.

Patrząc z dzisiejszej perspektywy, teolog czy egzorcysta mógłby wytknąć Warrenom pewne błędy czy wskazać na pewne wątpliwości, szczególnie w postępowaniu wobec bytów, które uważają za duchy zmarłych ludzi. Warrenowie starają się im pomóc, nawiązując z nimi kontakt, by skłonić je do odejścia w zaświaty. Czasem być może niepotrzebnie starają się również znaleźć wytłumaczenie zjawisk nadnaturalnych w quasi-naukowych rozważaniach czy szukają oparcia w wizjach czy osobistych charyzmatach rozpoznawania duchów, chociaż do parapsychologii podchodzą z dużym dystansem. Warto jednak pamiętać, że Warrenowie byli prekursorami, którzy przede wszystkim starali się nieść pomoc potrzebującym ludziom. Bazowali zatem przede wszystkim na własnych doświadczeniach i uczyli się na własnych błędach - które łatwo im wyrzucać z dzisiejszej perspektywy. Najważniejszym przesłaniem ich działalności pozostaje ostrzeżenie przed igraniem z okultyzmem, i przekonanie, że złu w każdej postaci można i należy się przeciwstawić.

OD AUTORA

W tych kilku zaledwie akapitach nie sposób przygotować czytelnika na to, co znajdzie na stronach niniejszej książki. Jej zawartość wykracza bowiem poza historie o duchach czy opowieści o kapryśnych wyczynach tak zwanych poltergeistów1, wchodząc głębiej, w kolejny wymiar - wymiar strachu i zła, które istnieje naprawdę i którego działanie przerasta nasze wyobrażenia.

Można jednak rzec, że informacje zawarte w tej książce są prawdziwe. Opisano w niej autentyczne zdarzenia, wypadki, które rzeczywiście przytrafiły się rzeczywistym ludziom, a wszystko, z małymi wyjątkami, działo się w połowie lub pod koniec lat siedemdziesiątych XX wieku. Dołożono wszelkich starań, by włączyć do tej publikacji jedynie te sprawy z akt Warrenów, w których świadkami byli wyświęceni duchowni i egzorcyści, albo w pewnych mniej znaczących przypadkach, takie, w których zleceniodawcy byli osobami wiarygodnymi i budzącymi zaufanie, a ich zeznania zostały wyraźnie nagrane na taśmach. Należy także podkreślić, że w sposobie przedstawienia nadnaturalnych zjawisk w tej książce nie ma żadnej przesady - wręcz przeciwnie, nie wystarczyłoby tu miejsca, by uwzględnić wszystkie oszałamiające szczegóły, które składają się na każdą z przedstawionych spraw.

Najważniejszą jednak kwestią nie są tu studia przypadku, niewiarygodne zjawiska ani nawet zapisy wypowiedzi duchów - w przeciwnym razie można byłoby przedstawić inne zdarzenia, opisać inne, bardziej przerażające zjawiska. Nasze dusze drżą raczej z powodu ważkości wszystkiego, co mają do powiedzenia Ed i Lorraine Warrenowie. Trudno znaleźć kogokolwiek innego, kto byłby bardziej wiarygodny niż oni w wypowiedziach na temat duchów i zjawisk nadprzyrodzonych. Warrenowie poświęcili całe swoje życie poznawaniu i tropieniu duchowych mocy oraz nauczaniu o nich, robiąc to w dodatku bezinteresownie. Ich praca została poświadczona i udokumentowana przez księży, rabinów, media spirytystyczne, policję oraz uznanych ekspertów w dziedzinie badań zjawisk paranormalnych.

Ed i Lorraine Warrenowie mówią w tej książce szczerze i otwarcie, wyjawiają niewiarygodną tajemnicę tego, co zakłóca spokój w nawiedzonych domach. Ustalają, do jakiej kategorii należy duch, który bierze we władanie danego człowieka, i nazywają tę istotę po imieniu. Mistyczne zasady ujawnione w objaśnieniach Warrenów zostały szczegółowo zbadane i zweryfikowane. W świetle autorytatywnych prac teologicznych oraz naukowych na temat demonologii i egzorcyzmów ich tezy są poprawne. Rozważenie tego, o czym mówią Warrenowie, musi podważyć całe nasze dotychczasowe postrzeganie życia, śmierci oraz miejsca człowieka na ziemi.

Niemniej jednak trzeba pamiętać o tym, że siły zewnętrzne niezwykle rzadko bezpośrednio lub gwałtownie ingerują w ludzkie życie. Człowiek sam potrafi odnosić triumfy i, niestety, czynić także rzeczy potworne. Dlatego obarczanie winą sił nadnaturalnych jest nieodpowiedzialne, skoro tak naprawdę zbyt często winni jesteśmy my sami. Nie należy zatem zakładać, że dynamika zdarzeń i anomalie opisane szczegółowo na kolejnych stronach tej książki występują w każdym zakątku świata. Objaśnienia i analizy Warrenów dotyczą tylko tych przypadków, gdzie zjawisko na pewno się objawiło i gdzie jego sprawca z o s t a ł rzeczywiście zidentyfikowany jako istota pochodzenia nadprzyrodzonego.

Z powodu potencjalnych zagrożeń, które wiążą się z możliwością dokładnego odtworzenia określonych przypadków i okoliczności, dialogi w niektórych rozdziałach z konieczności są rekonstrukcją dokonaną na podstawie wspomnień Eda i Lorraine, zeznań świadków oraz nagrań sporządzanych przez Warrenów w miejscach, w których występowały nadprzyrodzone zjawiska. Tam, gdzie było to konieczne, zmieniono nazwiska, adresy i inne dane, które pozwoliłyby zidentyfikować uczestników zdarzeń, by chronić tożsamość świadków i ofiar. Wyrażam głęboką wdzięczność wszystkim osobom i rodzinom, których doświadczenia zostały opisane w tej książce. Mam nadzieję, że ich starania i niezwykły trud zostaną choć w niewielkim stopniu nagrodzone przez to, że ujrzały światło dzienne na kartach tej publikacji.

Na koniec dodam, że tekst tej książki został sprawdzony pod kątem merytorycznym przez dwóch rzymskokatolickich egzorcystów, którym składam teraz oficjalnie wyrazy uznania oraz podziękowania za ich wnikliwe wskazówki. Gorąco dziękuję również mojej Żonie i Rodzicom: ich nieustające wsparcie miało dla mnie ogromne znaczenie.

Gerald Brittle

PRZEDMOWA

Kto w trudnych i pełnych chaosu chwilach spotyka ludzi życzliwych, ten zawsze doświadcza szczególnej sytuacji. Spotkanie zaś ludzi życzliwych, którzy są głęboko przejęci krzywdą i cierpieniami innych - bez względu na to, czy psychicznymi, czy duchowymi - oznacza, że zetknęliśmy się z niezwykle rzadkim darem.

W naszych czasach, tak pełnych niepokoju, udręki i niepewności, wielką inspiracją staje się spotkanie z osobami, które okazują bliźniemu pokój i szacunek, bez względu na jego rasę, wyznanie, pochodzenie etniczne czy przekonania religijne. Tacy właśnie są Ed i Lorraine Warrenowie - życzliwe małżeństwo, które mówi do nas na kartach tej książki.

Poznałem Eda i Lorraine, gdy odwiedziłem ich kościół parafialny w Connecticut. Kiedy snuli opowieść o swoim życiu, mnie nasunęły się dwa istotne spostrzeżenia. Po pierwsze, jest to pełne współczucia, kochające, pobożne i stojące twardo na ziemi małżeństwo, obdarzone wyjątkowymi przymiotami intelektu, charakteru i ducha. Po drugie, Warrenowie zaangażowali się w walkę o ochronę i uwolnienie ludzi, którzy znaleźli się pod wpływem złych duchów i złych sił. Usilne pragnienie tej pary, aby wyzwolić owych zakładników zła, to święte i godne dążenie oraz poważna praca. Składa się na nią trzydzieści pięć lat zgłębiania tematu, badań oraz starannego dokumentowania z naukową precyzją i analizą. Dar nadprzyrodzonej i duchowej przenikliwości, jaki Warrenowie niewątpliwie posiadają, oraz pobożna modlitwa sprawiały, że często zwracali się do duchownych, by skorzystać z posługi Kościoła i mocy, którą ma dobro nad siłami zła.

Jako katolicki ksiądz jestem szczególnie poruszony szczerością, pokorą i roztropnością tych małżonków oraz ogromem uprzejmości, która wszędzie im towarzyszy.

Wobec buntowniczego oddziaływania zła chcącego zniweczyć lub pokrzyżować Boży plan doczesnego i wiecznego dobra człowieka to pokora stanowi klucz do prawdy, która pokonuje zwodnicze siły ciemności. Zarówno w Starym, jak i w Nowym Testamencie Bóg mówi o oszustwach Szatana oraz jego demonów i w ten sposób przestrzega człowieka przed kłamstwami diabła: prawda jest sednem Bożego słowa.

Dla człowieka, który wierzy w Boga znanego z Biblii, oddawanie czci demonom to zła, pogańska praktyka i dobrowolne okazanie Mu sprzeciwu. Czasami Bóg jest po prostu lekceważony, często kpi się z Niego poprzez sekwencje rytuałów i obrzędowych zaklęć, innym razem otwarcie się bluźni przeciw Niemu. Satanistyczne praktyki i „zabawy”, które należą do form oddawania czci demonom, okazują się naprawdę groźne, jak pokazuje historia Warrenów. Niebezpieczeństwo to jest ogromne i rzeczywiste oraz, trzeba to podkreślić, nie jest tylko wynikiem przypadkowego zbiegu okoliczności. Ponieważ wielu ludzi bardzo ucierpiało, inni zaś stracili życie wskutek morderstw i „wypadków”, osoby bawiące się mocami, których nie są w stanie kontrolować, a co dopiero zrozumieć, wykazują się skrajną lekkomyślnością.

Bóg znany z Biblii to Bóg prawdy, który opisuje Szatana jako ojca kłamstwa. Otworzyć się na prawdy Boga i Jego obietnice, to znaczy być pokornym. Żyć Jego prawdą, to być bezpiecznym od przerażającego zła, które ściąga na nas zagładę.

Liczę na to, że każdy, kto przeczyta tę relację, wzruszy się tym, jak życzliwymi ludźmi są Ed i Lorraine

Warrenowie, oraz otworzy swoje serce i życie na zbawcze działanie Ducha Bożej miłości.

WielebnyJohn C. Hughes MS

Poltergeist (z niemieckiego dosł. „hałaśliwy duch”) to pojęcie określające zespół dziwnych zjawisk, zachodzących najczęściej w jednym pomieszczeniu, takich jak: stukanie, przesuwanie mebli i sprzętów domowych, deszcze kamieni lub wody, ognie zapalające się i gasnące samoistnie i inne [przyp. red.].

Duch - nadprzyrodzona, bezcielesna i rozumna istota bądź postać, zazwyczaj uważana za niewyczuwalną w normalnych okolicznościach dla ludzkich zmysłów, może jednak stać się widzialna, jeśli tego chce; często uznaje się ją za dokuczliwą, przerażającą lub wrogo nastawioną do człowieka.

Oksfordzki słownik języka angielskiego

***

Uważasz, że duchy są zwykle odpowiedzialne za nawiedzenia starych i opuszczonych domów?

Nic nie wiesz o świecie duchów.
Myślisz, że laleczki są słodkie i niewinne?
Historia opętanej lalki Annabelle zmusi cię do tego, żeby zastanowić się nad tym raz jeszcze.
Straszą cię dziwne hałasy, trzaskanie drzwiami i niepokojące dźwięki?
Naprawdę przerazi cię historia o poltergeiście z Enfield.
Książka Demonolodzy, która przez wiele tygodni znajdowała się na liście bestsellerów „New York Timesa”, ujawnia zdumiewające mechanizmy, które kryją się za wydarzeniami nadprzyrodzonymi i wyjaśnia, dlaczego opętanie czy nawiedzenie może spotkać każdego z nas. To wstrząsające archiwum Warrenów, wybitnych amerykańskich demonologów, tropicieli zjawisk mrożących krew w żyłach, jest dowodem na to, jak niewiele wiemy o świecie duchowym. Opisane tu wydarzenia stały się inspiracją dla twórców filmów Obecność i Obecność 2.

Edward i Lorraine Warren – wybitni specjaliści w zakresie demonologii, nawiedzeń, opętań, egzorcyzmów. Z ich doświadczenia korzystał między innymi Kościół katolicki w Stanach Zjednoczonych (Ed był jedynym świeckim demonologiem uznawanym przez Watykan). Wspólnie przebadali tysiące niesamowitych przypadków nawiedzeń i prowadzili najgłośniejsze śledztwa dotyczące opętań, m. in. Amityville (1976), nawiedzenie domu rodziny Snedekerów w Southington (1986-88, na podstawie tych wydarzeń powstał film Udręczeni), Perronów w Harrisville (1970, film Obecność) czy Smurlów w Pittston (1985-1987, film Nawiedzony dom). Po śmierci Eda w 2006 roku, jego żona kontynuuje ich wspólne dzieło.
„Moje przygotowanie do roli opierało się przede wszystkim na książce Demonolodzy. Historie tam opisane przeraziły mnie. Do szpiku kości”.
Vera Farmiga, aktorka nominowana do Oskara, odtwórczyni roli Lorraine Warren w filmie Obecność.







EKRANIZAJE

THE CONJURING 1 
/KLIKNIJ ZDJĘCIA/


TRAILER


THE CONJURING 2


TRAILER


THE CONJURING 3


TRAILER UNOFFICIAL 





 
ZGARNIJ EBOOKA Z 



Copyright © Mniej Niż 0 - Mini Recenzje | Powered by Blogger
Design by Duan Zhiyan | Blogger Theme by NewBloggerThemes.com