"A dziś żem se czytła..."

Statystyki

Wdowy Lynda La Plante

Wdowy Lynda La Plante

Lekkie pióro, przyjemna sensacja z twistem. 
Więcej nie da się napisać o tej powieści...
Mam nadzieję, że film będzie lepszy - edit: film był beznadziejny.
Sięgnę z pewnością po 2 tom.


MOJA OCENA: 6/10

PRZECZYTAJ FRAGMENT!






***


Przez dwadzieścia lat Harry Rawlins i jego wspólnicy znakomicie prosperowali jako przestępcy. Kolejne zlecenie – porwanie furgonetki wypełnionej pieniędzmi – miało przynieść gigantyczne zyski. Okazało się jednak pechowe. Trzech złodziei zginęło, czwartemu udało się zbiec.

Dolly, wdowa po Harrym, dotąd nieświadoma działalności męża, odkrywa w skrytce bankowej szczegółowe zapiski dotyczące planowanego skoku. Ma do wyboru: przekazać je policji lub nachodzącym ją zbirom z konkurencyjnej szajki. Jest jeszcze trzecie, najbardziej szalone wyjście – przejąć działalność szefa gangu.
Z pomocą pozostałych wdów Lindy i Shirley oraz striptizerki Belli, Dolly postanawia dokonać zuchwałego przestępstwa. Silne, zdeterminowane, sprytne. Takie właśnie są Wdowy!

Cykl: Dolly Rawlings (tom 1)


EKRANIZACJA
/KLIKNIJ ZDJĘCIE/


TRAILER







Cynobrowe pola Aleksandra Radlak

Cynobrowe pola Aleksandra Radlak

Pierwsze, co mi się nasunęło, czytając początek, to: walka pomiędzy sci-fi a fantasy;)
I może trochę rzeczywiście tak było?
Lektura z tych bardziej wymagających, czyli takich, przy których kilka razy zastanawiałam się, czy nie odłożyć...
Ale odłożyć nie mogłam.
Gdyby nie te dłużyzny i wywody, to: postacie rewelacyjne, pomysł świetny, klimat przebijał się przez dłużyzny natrętnie i stale;)

Bardzo ciekawa propozycja - choć nie dla wszystkich z pewnością.


MOJA OCENA: 6/10


PRZECZYTAJ FRAGMENT!


***

Samotna matka z bliznami na ciele i duszy, głodna zemsty.

Jednooki drwal udręczony osobliwą pamiątką po dziadku.
Kochanka króla wprawiona w sporządzaniu trucizn.
Niebieskoskóra gwiazda estrady o syrenim ogonie i wstrętnych zwyczajach.
W smogu między czarnymi wieżowcami i w lasach wśród strzelistych szczytów – plątanina mostów utrudnia każdej z postaci drogę do domu. Odnaleźć swoje miejsce pomagają szepty Wszechrzeczy, które prowadzą bohaterów ku nieuchronnemu końcowi znanego im świata.
Cynobrowe pola to wielowątkowa powieść z pogranicza fantastyki i science fiction. Alchemiczne sekrety, dworskie intrygi, dzika natura i miejski brud – wszystko to składa się na przygodę, która porywa i wciąga bez reszty.





Nevermoor. Przypadki Morrigan Crow Jessica Townsend

Nevermoor. Przypadki Morrigan Crow Jessica Townsend

Wyśmienita rozrywka!
Już okładka zapowiadała niezłą przygodę, ale takiego odjazdu to się nie spodziewałam!

Świetna historia! Trochę podobna do HP, ale w żeńskiej odsłonie. Też są konkursy, wyzwania, przyjaciele i wrogowie. Jest też mnóstwo magii, przepiękny hotel i wampir karłowaty.
Tfu.
Karzeł wampirzy.

Oraz gadający kot-olbrzym.
A właściwie kocica.

Błyskotliwe teksty, chwilami bardzo zabawne, szybka akcja, pełna zaskakujących i strasznych wydarzeń.

"...jeśli słyszysz ze ścieków głos, który prosi, żebyś zeszła, powinnaś się zastanowić, czy... może lepiej nie schodzić?
- Przecież to tylko staruszka (...) Od kiedy boisz się staruszek?
- Odkąd wrzeszczą do mnie ze ścieków."

Jedna z lepszych powieści nie tylko dla dzieci, jakie czytałam:)

POLECAM BAAAAAARDZO!

MOJA OCENA: 10/10


PRZECZYTAJ FRAGMENT!






***

„Nevermoor” roztacza przed nami świat niesamowity, zupełnie nowy, magiczny i szalony. Tu tryumfuje wyobraźnia, a smaku dodaje wyśmienity czarny humor. Zdecydowanie nadchodzi nowa era. Era Morrigan Crow!

Dawno, dawno temu w zwyczajnym, nudnym świecie żyła przeklęta dziewczynka. Urodziła się w pechowy dzień, pod pechową gwiazdą i jedyne, co potrafiła, to przynosić innym pecha. Ale spokojnie, pechowe dzieci nigdy nie żyją długo – wszystkie umierają w swoje jedenaste urodziny.

Morrigan nie do końca wierzy w te wszystkie brednie, a jednak z niepokojem odlicza dni. W dzień urodzin rzeczywiście wszystko się zmienia, a to za sprawą pewnego rudowłosego dżentelmena, który nazywa się Jupiter North i ma dla Morrigan propozycję nie do odrzucenia.
Podróż, w którą ją zabiera, to wyprawa w inny wymiar, do tajemniczego miasta Nevermoor, gdzie Morrigan staje przed niesamowitą szansą, by zostać członkinią elitarnego stowarzyszenia, tyle że najpierw musi przejść cztery próby. Każda z nich jest trudnym sprawdzianem, każda wymaga niezwykłych umiejętności. 

Jak sobie poradzi Morrigan? Czy potrafi coś więcej, niż tylko przynosić pecha?


Cykl: Nevermoor (tom 1)












Pozwól mi wrócić B.A. Paris

Pozwól mi wrócić B.A. Paris

Totalna porażka, jeśli chodzi o pomysł i końcowy twist :-))) 
Serio?
Nie czepiam się narracji, bo zadziwiająco jest ok, czytałam z zaciekawieniem, ale ta cała puenta...
Uśmiałam się do łez. 

Nie polecam, ale tylko przez wzgląd na wymyśloną historię (już dawno nie spotkałam się z większą bzdurą), narracyjnie nawet nawet.
Fenomenem jest to, że zawsze skuszę się na kolejną powieść tej autorki...

MOJA OCENA: 4/10


PRZECZYTAJ FRAGMENT!






***

Powieść autorki bestsellerowych thrillerów "Za zamkniętymi drzwiami" oraz "Na skraju załamania".

Fin i Layla, młodzi i nieprzytomne w sobie zakochani, wyjeżdżają na wakacje do Francji. W drodze zatrzymują się w nocy na parkingu i kiedy Fin wraca z toalety, jego dziewczyny nigdzie nie ma. 
Fin opowiada policji, o tym, co zdarzyło się tej nocy. Są tacy, co nie wierzą w jego wersję i podejrzewają go o najgorsze. Nawet po latach. I tylko Fin wie, że nie powiedział policji całej prawdy. 

Po dziesięciu latach zaczyna jeszcze raz – w innym miejscu, z inną kobietą. I tak się akurat złożyło, że jest nią siostra jego zaginionej dziewczyny. Kiedy się zaręczają, Fin dostaje telefon. Ktoś z jego przeszłości widział Laylę. Ktoś podrzuca znaki kojarzące się jednoznacznie z Laylą. Ktoś wysyła mu maile, które doprowadzają go na skraj szaleństwa. 
Fin zaczyna podejrzewać wszystkich i coraz bardzie wierzy w to, że jego dawna ukochana żyje. 
I że jest bliżej, niż mu się wydaje.







Las Sharon Gosling

Las Sharon Gosling

"Wicher dmie. Las ryczy.
Śnieg gęstnieje.

Niech pieśń nas prowadzi.

"Tak", mówią drzewa.
"Nie zgubiliście się.
Jesteście nasi.
Jesteście nami.
A my nie wybaczamy."

Wyśmienita powieść!!!!
Połączenie Lśnienia z pradawnymi wierzeniami, klaustrofobiczną atmosferą rezydencji w środku pradawnego lasu i zamkniętej w pułapce rodziny z demoniczną służącą. Lektura mocno w stylu noir, przerażająca.
A zakończenie?


MISTRZOSTWO ŚWIATA!

Jestem zachwycona i zawiedziona tylko zbyt krótką ilością stron... Fenomenem tej powieści jest również fakt, że narratorem jest nastoletni chłopak. Sztuką jest osiągnąć taki klimat grozy, opisany słowami prawie dzieciaka jeszcze. A może na tym polega sukces tej opowieści...?


Skrócik.

Rodzina. Przeprowadzka. Las. Izolacja. Zima. Mitologia. Strach. 

Młody narrator i jego rodzice porzucają dotychczasowe życie w Sztokholmie i przeprowadzają się do rezydencji w Norrbotten, znajdującej się w najbardziej wysuniętej na północ części Szwecji, w obszarze ciężkiego zimowego klimatu, w sam środek pradawnych lasów tajgi. 
Po przybyciu na miejsce okazuje się, że nie są sami. W rezydencji przebywa młody nauczyciel, entuzjasta ekologii wraz z liczną grupą dzieciaków, które uświadamia o ekologicznym znaczeniu lasów. 
Przebywa też w niej stara służąca, mieszkająca tam od wieków.

Dorotea.

Nowo przybyła rodzina zostaje ostrzeżona przez młodego nauczyciela, że ​​jeśli kiedykolwiek spróbują zmienić środowisko, wyciąć drzewa - las się zemści. 
Racjonalne podejście jednak zwycięża i ostrzeżenia nauczyciela zostają zignorowane.

Kiedy jednak grupa kursantów opuszcza budynek, w ostatniej chwili przed wielką śnieżycą, wszystko okazuje się jednak już mniej racjonalne.
Bardziej tajemnicze i przerażające.

W rezydencji zostają 3 osoby.
I Dorotea.

Czy legendy i bajdurzenia młodego nauczyciela okażą się prawdą?
Czy rodzicom i chłopcu grozi śmiertelne niebezpieczeństwo?
Kim tak naprawdę jest stara pokojówka?

I czym są varulvy...?

POLECAM BARDZO!!!

MOJA OCENA: 9/10


PRZECZYTAJ FRAGMENT!


***

Przeprowadzka ze Sztokholmu na plantację choinek na północy Szwecji jest beznadziejna sama w sobie, ale kiedy śnieg zaczyna padać wcześniej niż zwykle i odcina dostęp do reszty świata, robi się jeszcze gorzej. 

W starym lesie czają się postacie, które zbliżają się do odciętego od cywilizacji domku. Jedynym co oddziela mieszkającą w nim rodzinę Stombergów od złowrogich istot są ściany. W obliczu niebezpieczeństwa, które w każdej chwili może uderzyć, coraz trudniej jest odróżnić rzeczywistość od iluzji. Przed Stombergami naprawdę stoi trudne zadanie – pozostać przy zdrowych zmysłach i przetrwać tę pełną mroku zimę.







Cymanowski Młyn Stefan Darda, Magdalena Witkiewicz

Cymanowski Młyn Stefan Darda, Magdalena Witkiewicz

Zdecydowanie jedna z lepszych powieści tego autora. Jest parę dłużyzn, ale duet pisarski zdecydowanie wyszedł na zdrowie tej powieści. Jest klimat już od pierwszej strony i to on nie pozwala odłożyć lektury. Nawet zakończenie nie jest naciągane - wszystko zgrabnie i ładnie.
Polecam - bardzo przyjemnie spędzone parę chwil.

MOJA OCENA: 7/10


PRZECZYTAJ FRAGMENT!






***

Małżeństwo Moniki i Macieja przechodzi głęboki kryzys.
Oboje łudzą się, że tajemniczy prezent: urlop w leśnym pensjonacie, z dala od ludzi i cywilizacji, może jeszcze wszystko uratować. Początkowo ulegają romantycznym chwilom, jednak nagły wyjazd Macieja budzi demony przeszłości. Łukasz, przystojny syn właściciela, do złudzenia przypomina Monice jej byłego narzeczonego. Czy to tylko przypadkowe podobieństwo?
Wyjazd, który miał ratować związek, okazuje się początkiem trudnych do wyjaśnienia i niepokojących zdarzeń. Nic nie jest oczywiste, bohaterowie głęboko skrywają tajemnice, a na światło dzienne wypływają przerażające wspomnienia o krwawych zbrodniach sprzed lat.
Kim tak naprawdę jest Łukasz? Czy małżeństwo Moniki i Maćka przetrwa próbę sił? I jaką rolę pełni dziewczynka ze starej wyblakłej fotografii?
MISTRZOWSKIE POŁĄCZENIE POWIEŚCI OBYCZAJOWEJ I THRILLERA ZAPEWNIA LEKTURĘ NA NAJWYŻSZYM POZIOMIE EMOCJI OD PIERWSZEJ DO OSTATNIEJ STRONY!






George i tajny klucz do wszechświata Stephen Hawking, Lucy Hawking

George i tajny klucz do wszechświata Stephen Hawking, Lucy Hawking

Wspaniała przygoda, nie tylko dla najmłodszych, podkręcona rysunkami i zdjęciami, z dużą dawką wiedzy pochłanialnej i zrozumiałej, a także z nie lada wątkiem... kryminalnym;)

Polecam!!!


MOJA OCENA: 7/10


PRZECZYTAJ FRAGMENT!


***
"Znany fizyk i bestsellerowy autor Stephen Hawking i jego córka Lucy w swojej fascynującej książce wyjaśniają czytelnikom w każdym wieku, czym jest wszechświat.


Ucieczka Freddy’ego, niesfornej świnki George’a, staje się początkiem niezwykłej przygody. Chłopiec poznaje swoich sąsiadów, Annie i jej ojca Erica, a dzięki nim i superinteligentnemu komputerowi Kosmosowi tajemnice wszechświata, począwszy od atomów, poprzez planety i ich księżyce, gwiazdy, galaktyki, na czarnych dziurach skończywszy. Wyrusza w podróż do najodleglejszych zakątków wszechświata.
Co by się jednak stało, gdyby Kosmos dostał się w nieodpowiednie ręce? George, Annie i Eric nie zamierzają się o tym przekonywać. Wynika z tego wspaniała przygoda, która w prosty sposób wyjaśnia tajemnice nauki."







Zaginiony stradivarius John Meade Falkner

Zaginiony stradivarius John Meade Falkner

Uwielbiam taki klimat.
Uwielbiam taki język.
I taki styl.
Tego rodzaju lektury sprawiają, że uświadamiam sobie, jak bardzo zubożał nasz język...
To nie jest horror. To romantyczna groza, okraszona cudnym przekazem. 
Wiem, że nie będzie to opowieść dla każdego, ale ci wszyscy, którzy cenią i kochają klasykę, epokę wiktoriańską, pióro Hoffmanna, Wilkie Collins, a nawet Poe'go docenią tą piękną, straszną i tragiczną historię.

POLECAM!


MOJA OCENA: 8/10

PRZECZYTAJ FRAGMENT!

OPOWIEŚĆ PANNY
SOPHII MALTRAVERS


ROZDZIAŁ I

Twój ojciec, John Maltravers, urodził się w 1820 roku w Worth i odziedziczył majątek po naszym ojcu, który zmarł, gdy byliśmy jeszcze dziećmi. We właściwym czasie został posłany do Eton, a w 1839 roku, kiedy miał dziewiętnaście lat, postanowiono, że powinien pójść do Oksfordu. Początkowo zamierzano zapisać go do Christ Church, ale doktor Sarsdell, który złożył nam wizytę w Worth latem 1839 roku, przekonał pana Thoresby’ego – naszego opiekuna – żeby zamiast tego wysłać go do Magdalen Hall. Doktor Sarsdell sam był dyrektorem tej instytucji i stwierdził, że John, który w owym czasie wykazywał pewne przejawy nadwrażliwości, spotka się z lepszą opieką, niż mogłoby to mieć miejsce w tak dużym kolegium, jak Christ Church. Pan Thoresby, zawsze zatroskany o swojego podopiecznego, bez wahania odstąpił od dalszych namysłów na rzecz ustaleń, które uznał za sprzyjające zdrowiu Johna, i ten immatrykulował się w Magdalen Hall jesienią 1839 roku.
Doktor Sarsdell nie zapomniał o złożonej obietnicy sprawowania opieki nad moim bratem i zapewnił mu znakomity pokój dzienny na pierwszym piętrze z przylegającą do niego sypialnią i widokiem na New College Lane.
Pominę dwa pierwsze lata pobytu mojego brata w Oksfordzie, ponieważ nie wiążą się one w żaden sposób z tą historią. Minęły, bez wątpienia, w zwyczajnej rutynie pracy i rozrywek popularnych w Oksfordzie w tamtym okresie.
John już od najwcześniejszego dzieciństwa żarliwie oddawał się muzyce i opanował biegle umiejętność gry na skrzypcach. W semestrze jesiennym 1841 roku poznał pana Williama Gaskella, bardzo utalentowanego studenta New College i więcej niż znośnego instrumentalistę. Praktykowanie muzyki było wówczas znacznie mniej powszechne w Oksfordzie, aniżeli stało się od tamtej pory. Nie istniały żadne z tych towarzystw, które obecnie robią tak wiele, aby promować jej naukę wśród studentów. Gdy zatem okazało się, że jeden z nich jest tak oddany fortepianowi, jak drugi grze na skrzypcach, stało się to dla obu młodzieńców powodem do wielkiej satysfakcji, a później silnym spoiwem przyjaźni. Pan Gaskell, choć w korzystnej sytuacji materialnej, nie posiadał w swoich pokojach fortepianu i cieszył się, że może korzystać ze znakomitego instrumentu D’Almaine, który John otrzymał w prezencie urodzinowym od swego opiekuna.
Od tamtego czasu dwaj studenci często się spotykali i w semestrze jesiennym 1841 roku oraz wielkanocnym 1842 roku ćwiczyli w pokojach Johna różne gatunki muzyczne: on wykonywał partię skrzypiec, a pan Gaskell – fortepianu.
O ile pamięć mnie nie zawodzi, w marcu 1842 roku John zakupił do swoich pokoi mebel mający później odegrać dość ważną rolę w opowiadanej przeze mnie historii. Był to bardzo duży i niski fotel wiklinowy o formie modnej wówczas w Oksfordzie, który od tamtego czasu – jak mi wiadomo – stał się sprzętem powszechnym w większości uniwersyteckich pokoi. Wyściełany perkalem w krzykliwe wzory, nabyty został w stanie nowości od tapicera na końcu High Street.
Pan Gaskell pojechał w tym czasie z wujem, by spędzić Wielkanoc w Rzymie, a otrzymawszy na uczelni specjalny urlop celem wydłużenia swojej podróży, wrócił do Oksfordu dopiero trzy tygodnie po rozpoczęciu semestru letniego, gdy maj trwał już na dobre. Tak niecierpliwie wyczekiwał spotkania z przyjacielem, że jeszcze pierwszego wieczoru po powrocie nie omieszkał złożyć Johnowi wizyty. Dwaj młodzieńcy siedzieli po ciemku do późnej nocy. Pan Gaskell miał wiele do opowiedzenia o swoich podróżach, w szczególności zaś rozprawiał o pięknej muzyce, którą słyszał podczas Wielkanocy w rzymskich kościołach. Jak się okazało, pobierał też lekcje fortepianu u sławnego profesora stylu włoskiego i wydawał się szczególnie zachwycony muzyką siedemnastowiecznych kompozytorów. Przywiózł kilka zeszytów z ich dziełami na fortepian i skrzypce.
Pan Gaskell wyszedł, aby wrócić do New College dobrze po godzinie jedenastej, jednak noc była wyjątkowo ciepła, księżyc znajdował się niemal w pełni, toteż John siedział przez pewien czas na miękkiej sofie przy otwartym oknie i rozmyślał nad tym, co usłyszał o włoskiej muzyce. Jako że nie morzył go sen, zapalił świecę i począł wertować utwory muzyczne, które pan Gaskell zostawił na stole. Jego szczególną uwagę zwróciła podłużna książeczka w oprawie z zabrudzonego welinu, z pozłacaną tarczą herbową wytłoczoną na grzbiecie. Był to dublet rękopisu wczesnych suit Grazianiego na skrzypce oraz klawesyn i najwyraźniej został sporządzony w Neapolu w roku 1744, wiele lat po śmierci owego kompozytora. Mimo iż atrament był pożółkły i wyblakły, kopia została wykonana precyzyjnie, toteż doświadczony muzyk mógł ją odczytać bez większego problemu, wbrew staroświeckiemu zapisowi.
Być może przez przypadek, a może wiedziony tajemniczymi siłami, których nasze umysły nie są zdolne pojąć, John zatrzymał wzrok na czteroczęściowej suicie z basso continuo czy też basem figuralnym na klawesyn. Inne suity w książce były jedynie ponumerowane, ale tę jedną kompozytor uhonorował nazwą „l’Areopagita”. Niemal mechanicznie John ułożył książkę na stojaku, wyjął skrzypce z futerału, a po chwili strojenia wstał i zagrał pierwszą część, żywe coranto. Blask pojedynczej świecy płonącej na stole, ledwie starczał, by oświetlić nuty – cienie zawisły w zagnieceniach kartek, przypominając niekiedy stronice widoczne w księgach wykonanych z grubego papieru, gdy pozostają zamknięte przez długi czas – i z trudnością przychodziło mu odczytanie tego, co grał. Owładnął go jednak dziwnie ponaglający impuls muzyki starego świata. John nie przerwał nawet, żeby zapalić dodatkowe świece przygotowane w świecznikach po obu stronach biurka. Po coranto była sarabanda, po niej zaś nastąpiła gagliarda. Brat mój stał z twarzą zwróconą w stronę okna; pokój i duży wiklinowy fotel, o którym wspominałam, miał za plecami. Gagliarda rozpoczynała się śmiałą a żywą melodią i gdy John odegrał otwierające takty, posłyszał za sobą skrzypnięcie wiklinowego siedziska. Dźwięk brzmiał niezwykle znajomo – jakby ktoś oparł dłonie o poręcze fotela, zamierzając wygodnie w nim usiąść. Wtem dobiegło go kolejne skrzypnięcie – tym razem jakby ta sama osoba wygodnie się umościła. Poza brzmieniem skrzypiec, wokół panowała cisza i odgłosy wydawane przez fotel zdawały się dziwnie wyraźne. Złudzenie było tak silne, że mój brat w okamgnieniu przestał grać i odwrócił głowę w oczekiwaniu, iż to jakiś niemogący spać znajomy zakradł się znienacka, wiedziony dźwiękami skrzypiec, albo sam pan Gaskell postanowił wrócić. Zapanowała absolutna cisza, światło pojedynczej świecy ledwie sięgało ciemniejszych kątów pokoju, jednak docierało do wiklinowego fotela, który – co nie podlegało dyskusji – był pusty. W poły rozbawiony, w poły zirytowany, że bez powodu przerwał grę, John powrócił do gagliardy, jednak pod wpływem nieopisanego impulsu zapalił świece w świecznikach, które dawały światło bardziej adekwatne do okoliczności. Gagliarda i ostatnia część, menuet, dobiegły końca i John zamknął nuty, zamierzając, jako że było już późno, udać się na spoczynek. Gdy przewrócił stronice, skrzypienie wiklinowego fotela ponownie przykuło jego uwagę. Wyraźnie usłyszał dźwięki przypominające wydawane przez człowieka podnoszącego się z pozycji siedzącej. Tym razem, mniej zaskoczony, potrafił bardziej trafnie ocenić możliwe powody zaistniałych okoliczności i szybko pomiarkował, iż w fotelu musi znajdować się wiklina reagująca na określone tony skrzypiec, tak jak szyby w kościelnych oknach wibrują w takt pewnych tonów organów. Mimo że argument ten wydawał się wielce rozsądny, wyobraźnia nie do końca dała się przekonać i nie mógł porzucić wrażenia, że drugie skrzypnięcie fotela nie przez przypadek zbiegło się z zamknięciem nut. Bezwiednie wyobraził sobie osobliwego gościa czekającego, aż muzyka ucichnie, by następnie wstać i wyjść.
Przypuszczenia te jednak nie przeszkodziły mu zasnąć ani nie niepokoiły w snach, a ranek powitał z chłodniejszym umysłem i mniejszą skłonnością do snucia fantastycznych wizji. Jeśli ów szczególny epizod z poprzedniego wieczoru nie zniknął całkowicie z jego umysłu, to przynajmniej wytłumaczenie dotyczące akustyki, o którym wzmiankowałam powyżej, wydawało się w pełni wystarczające. Choć spotkał się rano z panem Gaskellem, nie widział potrzeby wspominania o tak banalnych okolicznościach, ale zaprosił go do siebie na kolację jeszcze tego samego wieczoru (...)

***

„Zaginiony stradivarius” (1895 r.) bywa czasami określany jako książka M.R. Jamesa, której ten nigdy nie napisał. Porównanie to jednak nie deprecjonuje wartości utworu Falknera, w którym młody arystokrata, John Maltravers, odnajduje skrzypce Stradivariusa ukryte w pokojach w Magdalen College w Oksfordzie. Ich poprzedni właściciel, okultysta Adrian Temple, starał się zrealizować Visio Malefica, wizję absolutnego zła. Potęgująca się obsesja bohatera na punkcie skrzypiec i historii czarnego maga prowadzi go w coraz mroczniejsze rejony życia i wyobraźni. 

Skrótowy opis fabuły niech jednak nie będzie mylący dla współczesnego czytelnika. Bohaterowie opowieści przedstawieni są w bardzo realistyczny sposób, a ich zachowania cechuje wiarygodność w stosunku do zaistniałych sytuacji niesamowitych. Poruszona tematyka zła stanowi z kolei ambitne wyzwanie intelektualne. Duża część narracji opiera się na mistycznej filozofii neoplatońskiej, a Falkner porusza w interesujący sposób popularne w XIX wieku zagadnienia, jak choćby związek między pięknem a moralnością, znany z powieści Oscara Wilde’a „Portret Doriana Graya”. Co bardzo istotne, kluczowym elementem fabuły jest muzyka, traktowana nie tylko jako matematyczna harmonia dźwięków, ale raczej jako droga do otwarcia pomostu między światem realnym a nadprzyrodzonym.



PROMOCJA!
KLIKNIJ ZDJĘCIE PONIŻEJ







Tylko żywi mogą umrzeć D. B. Foryś

Tylko żywi mogą umrzeć D. B. Foryś

Bardzo dobra historia w stylu Butchera, z ciętymi tekstami i rewelacyjnym humorem :)
Miłe zaskoczenie, zarówno jeśli chodzi o treść, jak i formę!
Demony, misja, Dobro, Zło, masa postaci, magia, w tym czarrrrrna. 
Polecam.

Z pewnością sięgnę po tom 2!

MOJA OCENA:7/10


PRZECZYTAJ FRAGMENT!






***

Mam na imię Tessa i, odkąd pamiętam, prowadzę podwójne życie. Jestem barmanką za dnia, za to nocami zamieniam się w żądną krwi łowczynię demonów.
Dlaczego to robię? Och, nie zrozumcie mnie źle, przecież nie wybrałam takiego zajęcia, ponieważ jest ekscytujące i bezpieczne, pieniądze też nie grały tutaj żadnej roli, nikt mi w końcu za to nie płaci.
Tropię i zabijam wyłącznie dlatego, że posiadam nad nimi niespotykaną przewagę: w połowie jestem jedną z nich...

"Tylko Żywi Mogą Umrzeć" to pierwsza część cyklu "Tessa Brown".


Cykl: Tessa Brown (tom 1)

 









Zmorojewo Jakub Żulczyk

Zmorojewo Jakub Żulczyk

"Te lasy... (...) Zawsze wiedziałem, że jest w nich coś niezmiernie dziwnego. Złego (...)"
Rewelacyjna powieść, wcale nie aż tak bardzo dla młodzieży, choć głównym bohaterem jest piętnastolatek.
Jest wszystko, co być powinno, plus klimat z pogranicza grozy i mrocznej fantasy.
Są wakacje. Jest wyjazd do dziadków na wieś. Wieś nawiedzoną. Jest przyjaźń. Jest pierwsza miłość. Jest śledztwo. Są potworne morderstwa - POTWORNE. Są dwa światy. Jest cienka granica. 
Jest Zło. I Dobro.
I stephen King XD

POLECAM!!!!!! Jedna z lepszych lektur:)
Mega okładka!


MOJA OCENA: 8/10


PRZECZYTAJ FRAGMENT!


***

Trochę straszna, trochę śmieszna, trochę romantyczna, pełna dziwnych pomysłów książka dla każdego. 


Tytus to piętnastoletni nerd, fanatyk horrorów, gier komputerowych i nadprzyrodzonych zjawisk. Właśnie zanosi się na najnudniejsze wakacje jego życia u dziadków w Głuszycach, gdy w „zabitej dechami dziurze“ poznaje Ankę, odważną, zbuntowaną nastolatkę. Równocześnie w mazurskim lesie czai się Zło - legendy o nim od lat krążą po wsi. Gdy zaczynają ginąć ludzie i dzieją się dziwne rzeczy, niespodziewanie lato u nadpobudliwej babci zamienia się w mroczną przygodę. Narażając się na śmiertelne niebezpieczeństwo para przyjaciół próbuje rozwikłać tajemnicę miasta widma, którego zdjęcia pojawiają się w sieci. Tymczasem Strzępowaty i Gangrena, żołnierze Zła usiłują zdobyć Trzy Klucze, dzięki którym będą mogli zawładnąć światem. Wojnę z agentami ciemności, dowodzonymi przez ponurego Leszego, może wygrać jedynie tajemniczy potomek Strażnika Dobra. Jakub Żulczyk wykreował szereg przerażających postaci, które chcą wtargnąć w ludzki świat, których nikt z nas nie chciałby spotkać w realnym życiu. 


Cykl: Tytus Grójecki (tom 1)








Amelka Kieł i Władcy Jednorożców Laura Ellen Anderson

Amelka Kieł i Władcy Jednorożców Laura Ellen Anderson

Rewelacyjnej przygody ciąg dalszy!

Teraz, gdy Amelia i jej przyjaciele wiedzą, że nie ma się czego obawiać ze strony Stworzeń Światła, przygotowują się do poszukiwania Fairyweather La Floofle, dawno zaginionej matki księcia Tangine. Jednak wiedzą, że muszą podróżować w przebraniu. Stworzenia Światła tak samo się ich boją i na pewno uciekną w przerażeniu, jeśli zobaczą wampira, ponurego żniwiarza i rzadką odmianę yeti wędrujących przez las...
Królestwo Światła nie przypomina niczego, co kiedykolwiek widzieli. Stwory śpią w nocy, spełniają się życzenia, wypowiedziane do złośliwej Studni i każdy posiłek jest pełen cukru! 
Po zaprzyjaźnieniu się z krasnoludem (!) o imieniu McSparkle dowiadują się, że matka księcia to nie jedyna zaginiona osoba. Wiele innych ostatnio także zniknęło, a Władca Jednorożec obwinia za to Stworzenia Ciemności.

Aby dotrzeć do korzeni problemu, udają się do olśniewającego miasta Glitteropolis, gdzie odkrywają szokujący spisek!
Czy uda im się uratować matkę Tangine i wrócić do domu?

MOJA OCENA: 8/10


PRZECZYTAJ FRAGMENT!






***

Druga część przygód uroczej wampirki!

Do Amelki, Dyńki, Florki i Kostka dołączą tym razem rozpieszczony, ale w sumie dobroduszny następca tronu, książę Tadżin oraz jego ojciec – już nie tak straszny - król Vladimir. Ta upiorrrrna drużyna podejmie się zadania, które przyprawiłoby o dreszcze niejednego mieszkańca Nokturnii – wyprawy do Królestwa Światła…

Nie obejdzie się rzecz jasna bez kamuflażu. Wszak Świetliste Istoty wierzą, że wampiry wysysają krew, a yeti miażdżą kości. Za to urocza wróżka z przerośniętymi kłami, pulchny jednorożec, wesoło podskakujący kwiatek, nieco mroczny aniołkociak, przerośnięta biedronka i pan wróżek – nie są już tak straszni.

Czy naszym bohaterom uda się rozwikłać tajemnicę zaginięcia żony króla Vladimira? Przekonajcie się sami, towarzysząc Amelce w jej najnowszej przygodzie w krainie, gdzie jednorożce czają się za każdą tęczą.

Spokojnie, ta wampirka Was nie ugryzie!


Cykl: Amelka Kieł (tom 2)






Wzlot i upadek D.O.D.O. Neal Stephenson, Nicole Galland

Wzlot i upadek D.O.D.O. Neal Stephenson, Nicole Galland

Ocena zaniżona za część trzecią, która totalnie oderwała mnie od treści.
Generalnie opowieść fascynująca, z potencjałem, ale bardzo wymagająca - cosik w stylu Holistycznej Agencji Detektywistycznej;)

I jeszcze jako tako trzymałam się mniej więcej do części trzeciej, tak potem już poległam troszkę. Czułam się jak po maturze z matmy.
Koneserom i entuzjastom fizyki kwantowej i blowmindów z pewnością przypadnie do gustu.

A zapowiada się, że to nie koniec historii. Nie wiem, czy sięgnę po kolejną część...:/

MOJA OCENA: 6/10


PRZECZYTAJ FRAGMENT!






***


Neal Stephenson, autor bestsellerów oraz ceniona przez krytyków powieściopisarka Nicole Galland wspólnie tworzą wciągający i misternie skonstruowany thriller, którego akcja dzieje się w bliskiej przyszłości, splatając historię, naukę, magię i tajemnicę w opowieść podważającą fundamenty naszego nowoczesnego świata. Melisande Stokes, ekspertka od lingwistyki i języków, spotyka na korytarzu Uniwersytetu Harvarda Tristana Lyonsa, pracownika wojskowego wywiadu – i rozpoczyna się ciąg zdarzeń, które odmieniają tak ich życie, jak losy całego świata. Młody człowiek z zakonspirowanej rządowej agencji zwraca się do Mel, szeregowej pracownicy naukowej, z niewiarygodną ofertą. Warunek jest jeden: musi przysiąc, że zachowa tajemnicy, w zamian otrzymując bardzo godziwe wynagrodzenie. Tristan chce, aby Mel przetłumaczyła pewne bardzo stare dokumenty. Jeśli są autentyczne, ich znaczenie jest niemal rewolucyjne: dowodzą, że magia naprawdę istniała i była praktykowana od stuleci, a dopiero przybycie Oświecenia i rewolucji przemysłowej osłabiło jej moc i naraziło na zagładę jej adeptów. W roku 1851, w czasie Wielkiej Wystawy w londyńskim Kryształowym Pałacu, będącej świętem techniki i nowoczesności, magia przestała działać całkowicie. Coś we współczesnym świecie „zagłusza“ używane przez magię „fale“ i Tristan musi się dowiedzieć, co to takiego. Powstaje więc Departament Od Diachronicznych Operacji – DODO – i rusza do pierwszej misji, której celem jest skonstruowanie urządzenia przywracającego magię światu, a potem posłanie w przeszłość Agentów Diachronicznych, aby udaremnili zagładę magii…. jednocześnie zmieniając odrobinę historię świata. Lecz doskonaląc tę naukę i technologię, Tristan i jego rozrastająca się organizacja ignorują zdradziecki i nieprzewidywalny czynnik – ludzką naturę. Ta ekscytująca i przepięknie odmalowana powieść fantastyczna, łącząca geniusz, skomplikowanie i pomysłowość Neala Stephensona z ludzkim ciepłem i humorem typowym dla stylu Nicole Galland sprawi, że uwierzycie w to, co niemożliwe, a także przeniesiecie się w zupełnie niewyobrażalne miejsca – i czasy.






Copyright © 2014 Mniej niż 0 - Mini Recenzje , Blogger