"A DZIŚ ŻEM SE CZYTŁA/LUKŁA..."

CZYTAJ ZA DARMO!

Statystyki

SZUKAŁKA

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą choroba. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą choroba. Pokaż wszystkie posty
Jutro już było Marta Bijan

Jutro już było Marta Bijan

 "Tak właśnie czworo zagubionych siedemnastolatków, z mrocznymi sekretami i demonami, które na co dzień musieli chować przed całą resztą, poznała się i zdecydowała, że na zawsze będzie trzymać się razem.

Aż do końca świata."


Już zaczynając czytać tą powieść wiedziałąm, że nie będzie tym, czym się wydawała na początku.

Tak jest zawsze z powieściami tej autorki, dlatego uwielbiam z nią podróżować w nieznane.

Opowieść z drugim dnem.

"Nie wiem, czy dzisiaj umrzemy(...) ale na pewno nie przeżyjemy."

Bardzo podobna do przecudnej i niesamowitej historii Zakochaliśmy się w nadziei. I oczywiście Niewidzialne życie Iwana Isajenki!

Polecam jedną i drugą: opowieść o smutku, nadziei i decyzjach. O odwadze albo zmęczeniu.

O Końcu Świata.

"Dzień końca świata jest dobrym dniem, żeby zacząć, prawda?"

Oczywiście jak zawsze dodana playlista podkręca atmosferę, więc można ją chłonąć wszystkimi zmysłami.


MOJA OCENA: 7/10

PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

Jak koniec świata to tylko z Martą Bijan! Sięgnij po “Jutro już było” i zastanów się - co byś zrobiłx, gdyby świat się jutro skończył?

Nawet “Muchomory w cukrze” nie przygotowały Was na to zakończenie! Kiedy ostatni dzień to moment, w którym przestajesz się bać i zaczynasz żyć. Noe nie wierzy w przypadki. Tymon uważa, że śmierć to nic strasznego, samo życie jest trudne. Klara mówi głośno, żeby nikt nie usłyszał, jak bardzo się boi. Sebastian zna odpowiedź na każde pytanie - oprócz jednego.


To naprawdę ostatni dzień świata - tak mówią media, tak mówią przepowiednie, tak mówi intuicja. A skoro wszystko ma się skończyć, czemu nie doświadczyć tego w najbardziej absurdalnym miejscu z możliwych - w pełnym krzyków, neonów i waty cukrowej Wesołym Miasteczku? Czwórka siedemnastolatków spędza ostatni dzień życia po swojemu: łamiąc zasady, kradnąc chwilę po chwili, śmiejąc się z rzeczy, z których nie wypada się śmiać. W ich planie na apokalipsę nie ma miejsca na strach.


Jest tylko Plan, który jak stary diabelski młyn, nigdy nie chce się zatrzymać. A pod śmiechem kryje się mroczna prawda, od której nie można uciec. Co zostanie, gdy wszystko inne się skończy?

Ta książka zostanie z Wami na długo. Nawet po końcu świata.

Przypadek doktora Gilmera. Zbrodnia, medyczna zagadka i sprawiedliwość w Appalachach Benjamin Gilmer

Przypadek doktora Gilmera. Zbrodnia, medyczna zagadka i sprawiedliwość w Appalachach Benjamin Gilmer

"Czy Vince Gilmer [...] był wyrachowanym socjopatą? Czy też człowiekiem popchniętym na skraj szaleństwa w wyniku udaru mózgu i odstawienia leków przeciwdepresyjnych? [...] czy Vince był sympatycznym wiejskim lekarzem, czy brutalnym mordercą?"


Świetny reportaż, który początkowo czytało się jak prawdziwy thriller! Autor chyba nie zdawał sobie z tego sprawy, że ma też prawdziwy dar przekazywania opowieści - bardzo dobrze mu się to udało. Naprawdę chwilami czułam się tak, jak u Hitchcocka!

Historia oparta na faktach, mająca swoje zakończenie już po opublikowaniu całej historii doktora Vinca Gilmera.

Pokazanie żmudnej drogi do poznania prawdy, pomimo wyroku skazującego na dożywocie. Składanie puzzli przez dociekliwego następcy lekarza - przestępcy, które doprowadziło do odkrycia szokującej prawdy - zupełnie innej niż ta, o której wszyscy byli przekonani.

Tragedia, obojętność, znieczulica, niesprawny system - skąd my to znamy?

I tylko nieliczni mają to szczęście, że na ich drodze stają anioły.

POLECAM, naprawdę dobrze się czyta!


MOJA OCENA: 7/10

PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

Trudno sobie wyobrazić mniej fortunny zbieg okoliczności. Benjamin Gilmer przyjeżdża do Karoliny Północnej, by zatrudnić się w miejscowej przychodni. Wkrótce dowiaduje się, że jego poprzednik, Vince Gilmer, odsiaduje wyrok za brutalne morderstwo ojca. Mimo to pacjenci wciąż wspominają go z sympatią.


Benjamin, kierując się lekarską intuicją, pragnie zrozumieć, co skłoniło troskliwego doktora Gilmera do zbrodni. Po kilku spotkaniach w więzieniu pojmuje, że Vince’a najpierw zawiódł mózg, a potem wymiar sprawiedliwości. Badając wydarzenia z przeszłości, rozpoczyna walkę z systemem więziennictwa.


To skomplikowana, momentami przerażająca opowieść o uchybieniach amerykańskiego systemu sądowego oraz opieki zdrowotnej, która służy najbardziej uprzywilejowanym, a nie najbardziej potrzebującym.


REPORTAŻ DOKTOR GILMER I PAN HYDE


BOHATER _ AUTOR


Zakochaliśmy się w nadziei Lancali

Zakochaliśmy się w nadziei Lancali

"Czas, choroba i śmierć są żałosnymi mechanikami. Lubią zaplatać stryczki ze strachu i uwielbiają grać w gry. Cienie to ich płaszcze, narzucane wam na ramiona przez ich złowrogie palce, które wciągają was w ciemność, biorąc ze sobą wasze ciało, wasz umysł i wszystko, co im się podoba.

Czas, choroba i śmierć są najlepszymi złodziejami na świecie.

Albo byli.

Dopóki nie pojawiliśmy się my. Czwórka przyjaciół, którzy nie wierzyli w bomby."


Co ja tu właśnie sobie przeczytałam...👀

Cóż to jest w ogóle za pomysł! 

Normalnie ciągle myślę o tym, jak genialnie, GENIALNIE, wszystko złożyło się w idealną całość i to, że kompletnie nawet mruknięciem ani choćby emotką nie mogę dać znać, o co tu chodzi NAPRAWDĘ chodziło, doprowadza mnie do mocnej frustracji, bo nie mogę się w pełni pozachwycać, żeby nie spojlerować... qurdę, nawet tych przepieknych cytatów pozaznaczanych nie mogę przytoczyć, bo to będzie wskazówka!

Cóż, mogę jedynie potwierdzić, że jest to kolejna, niechcąca, wypatrzona (oczywiscie po okładce) cudowna historia o śmierci, tematyka, którą zazwyczaj omijam szerokim łukiem... historia, której się nie spodziewałam. Historia z twistem tak wzruszajacym, dojrzałym, magicznym i NIESPODZIEWANYM ( choć już mniej więcej od połowy co najmniej podejrzanym), że zapamietam ją na bardzo długo.

Bardzo. Długo.

Nic więcej napisać nie mogę.


Już ze wstępu wynika, że jest to bardzo osobista opowieść.

Opowieść o śmierci. O umieraniu. O ostateczności. O życiu.

Choroba uczy, że przyczyny to tylko marne próby usprawiedliwienia nieszczęścia. Dają złudzenie, że znamy odpowiedź na pytanie "dlaczego?", ale "dlaczego?" to głośne pytanie, a śmierć jest cicha.


Piękny smutek. Nadzieja, która rozrywa serce.

Radość na przekór śmierci. 

Nadzieja i rozpacz. Ramię w ramię.

...strach to tylko duży cień z małym kręgosłupem.

Dzieciaki, które pomimo wyroku, tętnią życiem. Dzieciaki, z którymi każdy czytelnik tej cudnej opowieści będzie szedł za rękę do samego końca.

Jak Sam.

(...)

Będę pamiętać tych, których kocham, dłużej, niż dane mi było ich znać.

(...)

Jestem w totalnym szoku, że autorka ma 21 lat... Miałam mega wątpliwości, czy to aby na bank ona pisała, ale wychodzi na to, że tak!

Fenomen.

Nie wiem, co musiała przeżyć, żeby napisać tak dojrzałą i prawdziwą powieść... 

Uprzedzam niezdecydowanych i zniechęconych początkiem - narracja jest niekiedy chaotyczna, urywana,  wiem, że to celowy zabieg, ale może rozpraszać. Tylko chwilowo.

I choć w tej tematyce zdecydowanie polecam Niewidzialne życie Iwana Isajenki - niezmiennie mój nr 1, to TA magiczna historia jest moim nr 2.

PRZEPIĘKNA.

MOJA OCENA: 9/10

PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

Czas się skończy. Rana będzie się jątrzyć. Śmierć umrze.


Gdy na tle bezlitosnego krajobrazu szpitala zakochuję się w chłopcu o promiennych oczach, staje się on moją jedyną radością w tym pogrążonym w smutku miejscu. I właśnie dlatego, kiedy popełnia samobójstwo na moich oczach, całkiem się rozpadam…


Obiecuję sobie wtedy, że już nigdy nikogo nie pokocham. Ale pojawiają się trzy wyjątki: moi przyjaciele – Sony, Neo i Coeur – mały gang zbuntowanych, umierających dzieciaków. Sony stoi na jego czele, choć ma tylko jedno płuco. Neo, porywczy pisarz poruszający się na wózku inwalidzkim, uwiecznia nasze dokonania na papierze: od kradzieży po terroryzowanie naszego pielęgniarza. Coeur jest pięknym chłopcem, umięśnionym, łagodnym olbrzymem z sercem do wymiany.


Zanim śmierć nieuchronnie zapuka do naszych drzwi, planujemy z moimi złodziejami dokonać ostatniego napadu. Chcemy uciec daleko od znęcających się rodziców, wyniszczającej straty i naszych chorób. Ale co się stanie, gdy pojawi się ktoś jeszcze? Co się stanie, gdy do naszej imprezy dołączy jeszcze jedna dziewczyna i odbierze mi mowę swoim psotnym uśmiechem? Co się stanie, gdy zobaczę słońce w jej oczach i zacznę upadać, czując przerażenie na myśl o kolejnej stracie?


AUTOR


Misterium Dean Koontz

Misterium Dean Koontz

"Miłość jest czymś najlepszym.gdy ją masz, i najstraszniejszym, gdy ją tracisz."

Nie lubię takich opowieści. 

Nie lubię, kiedy występują w nich zwierzęta, bo z reguły wiem, że będzie działa im się krzywda.

Nie lubię, kiedy występują w nich rasowi psychole, bo wiem, że będą chcieli wyrządzić taką krzywdę i od razu chciałabym, żeby ktoś ich zap%$@..bił w pierwszym rozdziale.

Ale.

Powieści Koontza to lektura obowiązkowa moja była od zawsze, zaraz po Kingu. Więc oczywiście że musiałam przez to przebrnąć. 

I przebrnęłam, choć ciężko było bez mapy, GPS-u i porządku.

Jak dla mnie zupełny chaos. Od pewnego momentu, czyli gdzieś od połowy zaczyna się dziać bardzo dużo (co nie jest złe) i bardzo szybko (co już jest męczące) i pojawia się mnóstwo nowych postaci (co jest mylące, a co za tym idzie - męczące). Skończyło się na poplątaniu z pomieszaniem - dla mnie.

Co zapamiętam na bank z tej historii?

Ciągłe napięcie związane z postacią Lee Shacketa, rasowego psychopaty, podrasowanego tajemniczym wirusem - niektóre sytuacje i jego przemyślenia naprawdę były chore i powodowały u mnie mega niesmaczny stres, kolejny minus choć niby na plus tej powieści.

Generalnie po tej lekturze czuję się zmęcznona.


MOJA OCENA: 5/10

PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

Niezwykły thriller mistrza suspensu Deana Koontza.


Jedenastolatek, jego matka i niezwykły pies stawiają czoła pierwotnym siłom zła.


Człowiek, który nie cofnie się przed niczym, by sprowadzić na świat zagładę. I chłopiec, który ma moc, by ten świat ocalić.


Woody Bookman nie wypowiedział ani słowa przez jedenaście lat życia. Nawet wtedy, gdy jego ojciec zginął w tajemniczym wypadku. Ani wtedy, gdy jego matka, Megan, mówi mu, że go kocha. Dla Megan ważne jest, by jej syn był bezpieczny i szczęśliwy. Ale Woody wierzy, że za śmiercią jego ojca stało nieznane zło, które teraz czyha na niego. Nie wie jednak, że w jego myśli wsłuchuje się nieznany mu sojusznik, który również komunikuje się bez słów.


Kipp, wyjątkowo utalentowany pies o sercu równie złotym, co nazwa jego rasy, jest bezgranicznie oddany ludziom. Wie, że przerażające podejrzenia chłopca nabrały już realnego kształtu. Musi odnaleźć Woody’ego, zanim będzie za późno. Tylko razem będą mogli stawić czoła zagadkowemu przeciwnikowi, który nie zna litości, zgromadził wielu sprzymierzeńców i nie cofnie się przed niczym, by wcielić w życie swój zdeprawowany plan.


AUTOR

Kosmetyka wroga Amélie Nothomb/Wróg doskonały film

Kosmetyka wroga Amélie Nothomb/Wróg doskonały film

"Ja wierzę we wroga. Dowody na istnienie Boga są niepewne i okropnie wysublimowane, dowody na jego władzę jeszcze bardziej liche. Dowodów na istnienie wroga wewnętrznego jest mnóstwo, a świadectwa jego władzy są wręcz druzgocące. Wierzę we wroga, ponieważ każdego dnia i każdej nocy napotykam go na swojej drodze. Wrogiem jest ten, kto od środka niszczy wszystko, co posiada jakąkolwiek wartość. Ten, kto ukazuje człowiekowi rozkład ukryty w każdym przejawie rzeczywistości. Ten, kto ujawnia mu nikczemność jego i jego przyjaciół. Ten, kto w piękny dzionek znajdzie zawsze znakomity powód, by go dręczyć. Ten, kto budzi w nim obrzydzenie do samego siebie."

Książka jest praktycznie niedostępna (antykwariaty, biblioteki i Allegro), za to dostępny jest film: Wróg doskonały.

Polecam najpierw obejrzeć film.

Dlaczego? 

Ponieważ ekranizacja jest o wiele bardziej widowiskowa i zaskakująca niż tak króciutka powieść, o charakterze filozoficzno - psychologicznym.

W powieści dominuje spokój, ale też podskórny lęk, narastający pomału. Ale całość i tak jest statyczna. W filmie o wiele bardziej podobało mi się rozwiązanie końcowe, pozostawiające wiele dla buzującej wyobraźni, w książce temat się urywa na ostatniej kropce. 

Także wyjątkowo - najpierw ekran potem papier. Thriller psychologiczny.

MOJA OCENA: 7/10

PRZECZYTAJ FRAGMENT!


Jeszcze tylko kosmetyka. Mężczyzna otwartą dłonią przygładził włosy. Reguły gry wymagały, by na spotkaniu ze swoją ofiarą prezentował się jak należy.

Jérôme Angust był już i tak zdenerwowany, kiedy głos stewardesy obwieścił, iż z przyczyn technicznych odlot samolotu opóźni się o czas bliżej nieokreślony.

Tylko tego brakowało, pomyślał.

Nienawidził lotnisk i perspektywa utkwienia na nie wiadomo ile w tej poczekalni doprowadzała go do rozpaczy.

Wyjął z torby książkę i ze złością zabrał się do czytania.

– Dzień dobry – usłyszał czyjś ceremonialny głos.

Ledwo uniósł głowę, z odruchową uprzejmością odpowiadając: „dzień dobry”.

Mężczyzna usiadł obok.

– Irytujące są te spóźnienia samolotów, nieprawdaż?

– Mmh – mruknął.

– Gdyby choć było wiadomo, jak długo przyjdzie czekać, można by sobie jakoś zorganizować ten czas.

Jérôme Angust przytaknął skinieniem głowy.

– Dobra książka? – spytał nieznajomy. No nie, pomyślał Jérôme, w dodatku będzie mi się naprzykrzał jakiś nudziarz.

– Hmm – burknął z miną mówiącą: „Spadaj, człowieku!”.

– Szczęściarz z pana. Ja tam nie potrafię czytać w miejscu publicznym.

Więc przeszkadza tym, którzy potrafią, westchnął w duchu Angust.

– Nienawidzę lotnisk – ciągnął tamten. (Ja też, i to coraz bardziej, pomyślał Jérôme). – Naiwni wyobrażają sobie, że na lotnisku spotyka się podróżnych. Cóż za romantyczny błąd!

Wie pan, jakiego rodzaju ludzi się tu spotyka?

– Natrętów? – zgrzytnął zębami Jérôme, nadal udając, że czyta.

– Nie – odrzekł tamten, zupełnie nie biorąc tego do siebie. – Podróżujących służbowo urzędasów. A podróż służbowa jest do tego stopnia zaprzeczeniem podróży, że w ogóle nie powinno się jej nazywać podróżą. Należałoby ją określać raczej mianem „delegacji handlowej”. Nie wydaje się panu, że byłoby to właściwsze?

– Ja podróżuję służbowo – oświadczył dobitnie Angust, sądząc, że nieznajomy zrozumie swoją gafę.

– Nie musi pan mówić, to od razu widać.

I w dodatku cham! – fuknął w duchu Jérôme.

Ale ponieważ tamten pogwałcił zasady uprzejmości, uznał, że i on może ją sobie darować.

– Proszę pana, czy nie dociera do pana, że nie mam ochoty z panem rozmawiać?

– A to czemu? – spytał chłodno nieznajomy.

– Ponieważ czytam.

– Wcale nie.

– Słucham?

– Nie czyta pan. Być może wydaje się panu, że pan czyta. Ale nie na tym polega lektura.

– Proszę pana, nie mam najmniejszej ochoty wysłuchiwać żadnych głębokich uwag na temat lektury. Pan mnie po prostu denerwuje. Nawet gdybym nie czytał, i tak nie chciałbym z panem rozmawiać.

– Od razu widać, kiedy ktoś czyta. Człowiek, który czyta – naprawdę czyta – jest nieobecny duchem. A pan był obecny.

– Gdyby pan wiedział, jak bardzo tego żałuję! Zwłaszcza od chwili kiedy pan się zjawił.

– Fakt, życie pełne jest różnych drobnych przykrości, czyniących je niedorzecznym.

Takie właśnie błahe przeciwności losu w o wiele większym stopniu niż sprawy metafizyczne stanowią o absurdzie istnienia.

– Tę swoją filozofię dla ubogich może pan sobie…

– Niechże się pan nie zachowuje niegrzecznie.

– To pan się tak zachowuje, panie…

– Texel. Textor Texel.

– Słucham?

– Przyzna pan, że łatwiej rozmawiać z kimś, kto się przedstawił.

– Przecież mówiłem, że nie chcę z panem rozmawiać!

– Czemu jest pan taki agresywny, panie Jérôme Angust?

– Skąd pan zna moje nazwisko?

– Z etykietki na pańskim bagażu. Jest tam również pański adres.

Angust westchnął.

– No dobrze, o co panu chodzi?

– O nic. Chcę porozmawiać.

– Nie cierpię ludzi, którzy chcą rozmawiać.

– Żałuję, ale nie może mi pan w tym przeszkodzić; rozmowa nie jest zabroniona.

Napastowany wstał i przesiadł się o pięćdziesiąt metrów dalej. Próżny trud; jego prześladowca ruszył w ślad za nim i usadowił się obok.

Jérôme ponownie wstał i przesiadł się na puste miejsce między dwoma zajętymi, sądząc, że nareszcie będzie miał spokój. To jednak zdawało się zupełnie nie przeszkadzać jego strażnikowi, który stanąwszy przed nim, na nowo ruszył do ataku.

– Ma pan kłopoty w pracy?

– Zamierza pan rozmawiać ze mną przy ludziach?

– A co w tym złego?

Angust znowu wstał i wrócił na poprzednie miejsce; skoro ten natręt musi go upokarzać, lepiej obejść się bez widzów.

– Ma pan kłopoty w pracy? – powtórzył pytanie Texel.

– Niepotrzebnie pan pyta. Bo i tak nie odpowiem.

– Dlaczego?

– Nie mogę panu zakazać mówienia, ponieważ nie jest to zabronione. Ale pan nie może mnie zmusić do odpowiedzi, ponieważ nie jest to obowiązkowe.

– Niemniej właśnie mi pan odpowiedział.

– By od tej chwili tym bardziej zamilknąć.

– W takim razie ja opowiem panu o sobie.

– Należało się tego spodziewać.

– Jak już mówiłem, nazywam się Texel. Textor Texel.

– Przykro mi.

– Uważa pan to nazwisko za dziwaczne?

– Uważam spotkanie z panem za niezmiernie przykre.

– Jednakże moje nazwisko nie jest takie znów dziwaczne. Texel to nazwisko rodowe równie dobre jak inne, świadczące o moim holenderskim pochodzeniu. Texel – to brzmi ładnie. Co pan o tym sądzi?

– Nic.

– Oczywiście z Textorem jest już pewien problem. A przecież to imię o szlachetnym rodowodzie. Czy pan wie, że było to jedno z wielu imion Goethego?

– Biedny człowiek.

– Wcale nie; Textor to całkiem niezłe imię.

– Jakie to przykre mieć z panem cokolwiek wspólnego, choćby tylko imię.

– Uważa się, że imię Textor jest brzydkie, lecz gdy się nad tym zastanowić, nie różni się ono aż tak bardzo od słowa „tekst”, któremu trudno cokolwiek zarzucić. Jak pan sądzi, jaka może być etymologia tego imienia?

– Kara? Pokuta?

– O, czyżby miał pan coś na sumieniu? – spytał nieznajomy z osobliwym uśmieszkiem.

– Bynajmniej. Sprawiedliwość nie istnieje; ofiarami padają zawsze niewinni.

– Tak czy inaczej pańska interpretacja jest wydumana. Imię Textor pochodzi od „tekstu”.

– Gdyby pan wiedział, jak mało mnie to interesuje.

– A słowo „tekst” wywodzi się od łacińskiego czasownika texere, co znaczy „tkać”. Gdyż tekst to przede wszystkim tkanie słów. Ciekawe, prawda?

– Czyli że pana imię znaczy „tkacz”?

– Ja upatrywałbym w nim raczej tego drugiego, szlachetniejszego znaczenia: „redaktor”, czyli „ten, który tka tekst”. Szkoda, że z takim imieniem nie zostałem pisarzem.

– W rzeczy samej, szkoda. Zamazywałby pan papier, zamiast dręczyć swoim ględzeniem nieznajomych.

– Zatem moje imię jest piękne. Problem powstaje dopiero wtedy, gdy zestawi się je z moim nazwiskiem; trzeba przyznać, że Textor Texel brzmi nie najlepiej.

– Pasuje do pana jak ulał.

– Textor Texel – ciągnął mężczyzna, akcentując trudności z wymówieniem tych wszystkich „x” i „t”. – Zastanawiam się, co też strzeliło do głowy moim rodzicom, żeby mnie tak nazwać.

– Trzeba ich było o to zapytać.

– Moi rodzice zmarli, gdy miałem cztery lata, zostawiając mi w spadku tę zagadkową tożsamość niczym przesłanie, którego sens powinienem sam rozgryźć.

– Niech go pan rozgryza beze mnie.

– Textor Texel… Z czasem, przyzwyczaiwszy się do wymawiania tych skomplikowanych zgłosek, człowiek przestaje zauważać istniejący między nimi dysonans, a zaczyna dostrzegać w tym osobliwym nazwisku niejakie piękno: Textor Texel, Textor Texel, Textor…

– Długo jeszcze będzie się pan tym pięknem napawał?

– A zresztą, jak pisał lingwista Gustave Guillaume: „Rzeczy miłe dla ucha to te, które miłe są dla ducha”.

– Czy istnieje jakiś sposób na ludzi pańskiego pokroju? Zamknąć się w toalecie?

– Nic by to nie dało, drogi panie. Znajdujemy się na lotnisku; tutejsze toalety nie są dźwiękoszczelne. Poszedłbym za panem i nadal by mnie pan słyszał, tyle że przez drzwi.

– Dlaczego pan to robi?

– Bo mi się podoba. Zawsze robię to, na co mam ochotę.

– Ja natomiast mam ochotę zdrowo panu przyłożyć.

– No to ma pan pecha, bo to zabronione. Ja osobiście najbardziej lubię szykany dozwolone. Są o tyle zabawniejsze, że ofiar nie chroni przed nimi prawo.

– Nie ma pan w życiu bardziej szczytnych ambicji?

– Nie.

– A ja tak.

– Nieprawda.

– Co pan może o tym wiedzieć?

– Jest pan człowiekiem interesu. Pańskie ambicje sprowadzają się głównie do pieniędzy.

To niewiele.

– Lecz przynajmniej nikomu nie zatruwam życia.

– Z pewnością jest taka osoba, którą pan nęka.

– Nawet gdyby – kimże pan jest, by mi to wytykać?

– Jestem Texel. Textor Texel.

– Tyle już wiemy.

– Jestem Holendrem.

– Holender lotnisk. Ma się takich latających Holendrów, na jakich się zasługuje.

– Latający Holender? To gówniarz. Głupkowaty romantyk napastujący same tylko kobiety.

– Podczas gdy pan napastuje mężczyzn.

– Napastuję tylko tych, którzy mnie inspirują. Pan zaś jest niezwykle inspirujący, panie Angust. Nie wygląda pan na człowieka interesu. Tkwi w panu pewien niezamierzony element uległości. To mnie wzrusza.

– Myli się pan; nie jestem uległy.

– Chciałby pan tak o sobie myśleć. Otoczenie, w jakim pan żyje, nie zdołało jednak uśmiercić w panu młodego człowieka otwartego na świat, ale tak naprawdę trawionego ciekawością. Nie może się pan doczekać, żeby poznać mój sekret.

– Ludziom pańskiego pokroju zawsze wydaje się, że inni są nimi niezwykle zainteresowani.

– Co gorsza, mają rację.

– Więc proszę, niech pan spróbuje mnie zabawić. Zawsze to jakiś sposób na zabicie czasu.

Jérôme zamknął książkę i splótł ręce. Zaczął przyglądać się natrętowi niczym uczestnik konferencji wpatrujący się w prelegenta.

– Nazywam się Texel. Textor Texel.

– To jakiś refren…?

– Jestem Holendrem.

– Sądzi pan, że o tym zapomniałem?

– Niedaleko zajdziemy, jeśli będzie mi pan wciąż przerywał.

– Wcale nie jestem pewny, czy chciałbym z panem zajść daleko.

– A skąd pan może o tym wiedzieć! Zyskuję przy bliższym poznaniu. Wystarczyłoby mi przytoczyć kilka epizodów z mojego życia, żeby pana o tym przekonać. Na przykład kiedy byłem mały, uśmierciłem człowieka [...]

***

Akcja książki dzieje się na paryskim lotnisku i trwa niespełna dwie godziny. Do oczekującego na opóźniony samolot do Barcelony Jeromea Angusta dosiada się obcy człowiek. Mimo nieskrywanej niechęci Angusta nawiązuje z nim rozmowę. Od słowa do słowa wychodzi na jaw, że ówże natręt, który przedstawia mu się jako Textor Texel, jest świetnie zorientowany w jego życiu, w tym w różnych najintymniejszych i najgłębiej skrywanych dotychczas zdarzeniach. Wie na przykład to, że 20 lat temu Angust... Drogi Czytelniku musisz to przeczytać!



TRAILER



***







AUTOR


Ostatni dom na zapomnianej ulicy Catriona Ward

Ostatni dom na zapomnianej ulicy Catriona Ward

"Nigdy, ale to nigdy nie wolno ci pokazać, kim naprawdę jesteś."

Właściwie już nic więcej nie powinnam pisać, niż to, co jest napisane z tyłu okładeczki, bo wszystko inne będzie spojlerem, nawet nie mogę tej prześwietnej powieści porównać do innych prześwietnych powieści tego rodzaju, jakże nielicznych, bo to TEŻ będzie spojler.

Qurczę...

Napiszę tylko tyle, że była:

- rewelacyjna:

"... stanowimy zgraną drużynę. Chronimy siebie nawzajem przed niebezpieczeństwem."

- niepokojąca:

"...cały obrazek stał się spotworniałą wersją samego siebie."

- MEGA  nieoczywista:

 "Ludzie żyjący wspólnie od pokoleń dzielą wyjątkowy rodzaj szaleństwa."

- mroczna:

"Szczątki stały się nagle cenne i pełne mocy. Należały teraz do śmierci i do ziemi. Stały się bogiem."

- klaustrofobiczna:

"Myśli to drzwi, przez które przechodzą zmarli. Czuję ją teraz, zimne palce przesuwające się po mojej szyi. Mamusiu, proszę, zostaw mnie w spokoju." 

- smutna:

"Od dawna się bałam, że to w tobie siedzi. Teraz moje obawy się potwierdziły. I ulżyło mi. Nie muszę już myśleć o tobie jako o swoim synu. Nie muszę szukać w sercu miłości, której tam nie ma."

- szokująca:

"Nie ma się czego bać [...] Ty sam jesteś bardziej przerażający niż cokolwiek, co mieszka w tym lesie." 

- ZASKAKUJĄCA:

"To nasz dom, który jest tylko dla nas, i nikomu innemu nie wolno tu wchodzić."!

Kilka narracji, każda inna, a jednak wszystkie prowadzą do jednego, wspólnego celu, którego nikt się nie domyśla, przynajmniej na początku. 

Niek każdemu przypadnie do gustu, bo to tak troszkę, jakby się czytało historię z pogranicza realizmu magicznego. Ale nie do końca. 

Jak sama autorka napisała: jest to książka o przetrwaniu udająca książkę o koszmarze.

MOJA OCENA: 9/10

PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

"Oto historia seryjnego mordercy, ale nie tylko. To także opowieść o porwanym dziecku, zemście i śmierci. Oraz o pewnym zwyczajnym domu na końcu zupełnie przeciętnej ulicy.

Wszystkie te historie są prawdziwe, a jednocześnie w każdej z nich kryje się kłamstwo…
Jedno jest pewne – pod ciemnym lasem na końcu zapomnianej ulicy czają się z dawna pogrzebane tajemnice.
Być może uznaliście już, że dobrze wiecie, co mieści się w ostatnim domu na tamtej zwyczajnej ulicy. Myślicie, że znacie już tę historię.
I tu się mylicie."





AUTOR


Supernova film

Supernova film

"Smutek za czymś, co odeszło oznacza, że to było coś dobrego. Prawda?"

Spodziewałam się duuużo lepszego filmu, niestety, czasami świetne kreacje i obsada pewniaków to nie wszystko.

Jak dla mnie bardzo przehiperbolizowany problem, wokół którego krążą zdecydowany, starający się nie pokazać przerażenia główny poszkodowany i jego miotający się jak mucha w słoiku, dość irytujący partner. Dlaczego przehirbelizowany problem?

Bo taką chorobę można leczyć.

Po prostu.

"Wiesz, co jest najtrudniejsze? To, że... nie powinno się opłakiwać kogoś kto jeszcze żyje."

Szkoda, że chłopaki nie posłuchali swojej własnej rady...

MOJA OCENA: 6/10

ZOBACZ TRAILER

TU

***

Sam i Tusker, którzy są ze sobą od 20 lat, postanawiają wybrać się w podróż po Anglii. Odwiedzają przyjaciół, rodzinę i bliskich, a także szczególne dla nich miejsca. Odkąd u jednego z nich zdiagnozowano postępującą chorobę, wspólny czas, który im jeszcze pozostał, jest najważniejszą rzeczą jaką mają. Obaj próbują odpowiedzieć sobie na pytanie, czym jest miłość w obliczu nieuniknionej przyszłości.


TRAILER


Koniec Mats Strandberg

Koniec Mats Strandberg

"A ty wiesz, kiedy umrzesz?

My, ludzie, od urodzenia mamy świadomość, że pewnego dnia umrzemy, ale do tej pory nikt z nas nie wiedział, kiedy to nastąpi. Teraz znamy dokładną datę i godzinę."


Jak Ty spędziłbyś swoje ostatnie dni?

Przedapokaliptyczna powieść. Mroczna. Duszna. Klaustrofibiczna. Pełna lęku. I emocji. 

Zmechaciła mnie swoją tematyką. Strasznie depresyjna i uruchamiająca wyobraźnię sytuacja, kiedy to całą ludzkość czeka zagłada inie pozostaje jej nic innego, jak tylko... czekać.

"Nie ma żadnych wątpliwości. Za trochę ponad miesiąc naprawdę będzie po wszystkim. Znamy dzień i godzinę: szesnastego września o czwartej dwanaście rano (czasu szwedzkiego) kometa Foxworth wejdzie w atmosferę ziemską. Powietrze pod nią będzie dziesięć razy cieplejsze od powierzchni Słońca. Wszystko, co znajdzie się na jej drodze, zostanie zniszczone, zanim jeszcze ona sama uderzy w północno-zachodnie wybrzeże Afryki w pobliżu Wysp Kanaryjskich. Atmosfera spłonie, a niebo wypełni się oślepiającym światłem. Fala uderzeniowa dotrze do nas w ciszy, ponieważ będzie się poruszała z prędkością ponaddźwiękową. Kilka minut po uderzeniu morza zamienią się w parę, a góry zagotują. Cztery miliony lat ewolucji nagle znikną. I nic nie możemy na to poradzić."

Matko.

I właśnie w takiej atmosferze toczy się ta historia. Ludzie próbują żyć. Czy im się to udaje?

"Dwudziestego siódmego maja dowiedzieliśmy się, że do Ziemi zbliża się kometa. Od tamtej pory świat nie jest już taki sam. Wszystko, co braliśmy za pewnik, legło w gruzach zaledwie w kilka dni. Ludzie przestali chodzić do pracy. Zamknięto szkoły. Nastąpił krach na giełdzie. Po kilku dniach przestały działać sklepy. Pieniądze zupełnie straciły wartość. Podróżni bili się o ostatnie miejsca w samolotach, by wrócić do domu."

Mamy tu generalnie dwójkę bohaterów, nastolatków, których połączyła jedna dziewczyna - Tilda. Jej chłopak, siedemnastoletni Simon oraz jej była przyjaciółka, Lucinda, chora na białaczkę, próbują rozwikłać pewną tragiczną zagadkę.

Czy im się to uda?

Co tak naprawdę stało się z Tildą? 

Czy koniec świata rzeczywiście nadejdzie?

Powieść pełna emocji - to na bank! Soczysta, pokaźna, jest co czytać!

Polecam!

MOJA OCENA: 8/10

PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

Masz siedemnaście lat. Jest lato i świat wygląda dokładnie tak jak zawsze, ale ty wiesz, co się zbliża. Za miesiąc nie będzie nas wszystkich. Jak to jest dokładnie znać datę i godzinę swojej śmierci? Co chcesz zrobić w czasie, który ci pozostał? I z kim chcesz być, gdy nadejdzie koniec?

Koniec to apokaliptyczna opowieść o dwojgu samotnych, młodych ludziach w świecie, który istnieje na kredyt. Tragiczne wydarzenie łączy ich i staje się ich obsesją, tylko czy znajdą odpowiedź na swoje pytania zanim nadejdzie koniec?






AUTOR

Troskliwa Stephanie Wrobel

Troskliwa Stephanie Wrobel

"Moja córka ‌nie musiała zeznawać ‌przeciwko mnie. Zrobiła ‌to, ‌bo ‌chciała.
To przez Rose Gold ‌trafiłam do więzienia [...]"

Tą powieść można określić tylko jednym słowem.

Niepokój.

Już dawno nie czytałam czegoś tak drażniącego moją uwagę. Rozpraszającego pozorną sielankowość. 
Ciągłe oczekiwanie, że coś jest nie halo. Niby prosty, przejrzysty i oczywisty obrazek: przebaczenie, pokuta, rozejm...

Jasne.

Świetna historia. 
Nie dość, że rewelacyjna tematyka, to jeszcze bardzo dobra narracja. 
Dwie bohaterki. Matka i córka. Potwór i ofiara.

Kto jest kim?

Wiadomo?

"Dawno, dawno temu, ‌mówili, ‌nikczemna matka urodziła córeczkę. ‌Wszystko ‌wskazywało na to, że ‌dziewczynka jest ‌bardzo chora i spotykały ją ‌rozmaite ‌nieszczęścia. Karmiono ją przez ‌sondę, ‌włosy wypadały jej garściami ‌i była ‌tak słaba, ‌że poruszała się ‌na wózku. Przez osiemnaście ‌lat ‌żaden lekarz nie potrafił ‌stwierdzić, ‌co jej właściwie dolega.

Wtedy ‌na ratunek ‌córce przyszło ‌dwóch ‌policjantów. I oto okazało się, ‌że ‌dziewczynka jest ‌zupełnie zdrowa, a chora ‌była jej zła matka. ‌Prokurator ‌powiedział ‌wszystkim, ‌że matka latami podtruwała córkę, ‌że ‌to z winy matki dziewczynka ‌nie przestawała ‌wymiotować i była niedożywiona. Nazwał ‌to ‌znęcaniem się ‌nad dzieckiem. I uznał, ‌że matkę należy ukarać.


Po ‌tym, ‌jak została aresztowana, pismacy ‌zlecieli się ‌niczym sępy, gotowe wzbogacić ‌się ‌na historii rozbitej ‌rodziny. W nagłówkach domagali ‌się krwi „Trującej ‌Patty”, pięćdziesięciokilkuletniej ‌mistrzyni manipulacji. ‌Wszystkie przyjaciółki ‌matki uwierzyły w ich kłamstwa. ‌Nagle ‌wszyscy zaczęli się ‌wymądrzać, a każdy ‌prawnik, gliniarz i sąsiad ‌był przekonany, ‌że ‌to właśnie ‌on uratował dziewczynkę. Wsadzili ‌matkę ‌do więzienia ‌i wyrzucili klucz. Sprawiedliwości ‌stało się zadość i większość z nich ‌żyła ‌długo i szczęśliwie. Koniec."


Tak zaczyna się ta opowieść.
Jak się kończy?

Wstrząsająco!

"... nikt nie chce słuchać prawdy z ust kłamcy."

Polecam!


MOJA OCENA: 8/10


PRZECZYTAJ FRAGMENT!


***

Rose Gold przez osiemnaście lat swojego życia myślała, że jest nieuleczalnie chora. Poruszała się na wózku, była karmiona przez rurkę i cierpiała w samotności, z dala od rówieśników.

U progu pełnoletności dziewczyna odkryła szokującą prawdę: do choroby doprowadzała ją jej ukochana mama Patty, której tak ufała. Kiedy okrutny proceder wyszedł na jaw i Patty trafiła do więzienia, Rose zaczęła układać sobie życie.

Gdy Patty wyszła na wolność, ogromnie się zdziwiła, że córka przyjęła ją pod swój dach. Zamieszkały razem z malutkim Adamem, synem Rose. Wszystko wskazywało na to, że obie starają się znowu być rodziną. Napięcie między nimi jednak z dnia na dzień rosło…

Podążaj za wstrząsającą tajemnicą.

Rewelacja! Dwie główne bohaterki sprawiają, że ta opowieść ma ogromną siłę rażenia. Nie zapomnisz ich.
Lee Child

Ta książka ma wszystko: zabójczy styl i pomysł, zawiłą fabułę i przekonujące bohaterki. Absolutnie doskonały thriller!
JP Delaney

Znakomita książka. Mroczna, prawdziwa i totalnie wciągająca. Jestem zachwycona.
Lisa Jewell




AUTOR
↓



Za drzwiami Michael Marshall Smith

Za drzwiami Michael Marshall Smith

"Gdy żyjesz wystarczająco długo, zdarza się wszystko.
A potem niektóre rzeczy zdarzają się jeszcze raz."

Choć doceniam pióro autora i czytam wszystko, co napisał, ponieważ tematyką i klimatem idealnie wpasowuje się on w moje gusta, to jednak w tym przypadku potencjał opowieści nie został wykorzystany.
Za mało magii (która tak świetnie się zapowiadała).
Za dużo dramatu i realizmu (w powieści, która zapowiadała się magicznie).

Jednakże.

Ta krótka powieść ma swoje walory i może jedenastoletni czytelnik będzie bardziej nimi zachwycony.
Polecam ze względu na dość mroczny, ponury i tajemniczy klimat i bardzo dobrą - jak zawsze - narrację autora. 
I żeby w normalnym naszym życiu możliwe były takie przejścia w przeszłość, która pomagałaby naprawić teraźniejszość...

MOJA OCENA: 6/10


PRZECZYTAJ FRAGMENT!

NIEDOSTĘPNY

***

Dla jedenastoletniego Marka świat stał się przygnębiający jak zima w Brighton, gdzie wbrew własnej woli musiał zamieszkać wraz z mamą i ojczymem. Stary dom nad morzem, z dala od rówieśników, to nieciekawe miejsce dla chłopca. Ojczym uparł się, żeby mu robić na złość, a mama, dotychczas wesoła i pełna energii, z każdym dniem staje się coraz bardziej roztargniona i smutna.


Pewnego dnia Mark nieoczekiwanie spotyka kogoś, kto ma dla niego nie tylko pyszne ciasto, gorącą herbatę i dobre słowo, ale przede wszystkim klucz do tajemniczego, dawno minionego świata. Mark staje się świadkiem wydarzeń, które pomogą mu uciec od szarej rzeczywistości i być może… wszystko zmienić.





AUTOR
↓



Wyspa mojej siostry Katarzyna Ryrych

Wyspa mojej siostry Katarzyna Ryrych

"Nie wiem, jak o tym opowiedzieć, żeby wszyscy, którzy boja się przybijać do brzegów nieznanych wysp, uwierzyli, że nie ma na nich ludożerców, dzikusów ani potworów - tylko ludzie. Może trochę inni, ale zdolni do miłości, czułości, tęsknoty... Tacy sami jak Ty, moja duża, gruba siostrzyczko, po której została mi tylko niebieska wstążka."

Rewelacyjna opowieść o życiu u boku osoby chorej na zespół Downa.
Narratorką jest młodsza siostra Myśka, która straszliwie kocha swoją młodszą - starszą siostrę, Pipi.
Pełna ciepła, ale i dramatycznego realizmu historia, z radościami i smutkami w tle. Z akceptacją, miłością, zrozumieniem.

POLECAM BARDZO, głównie przez wzgląd na świetny styl narracji.

MOJA OCENA: 8/10


PRZECZYTAJ FRAGMENT!


***
Poznajemy Pippi, która jakby żyje na samotnej wyspie, w innym świecie… Na tę wyspę wprowadza nas jej młodsza siostra Marysia. Dzięki jej wrażliwości dotykamy wprost największych tajemnic i problemów jej niepełnosprawnej siostry. Odkrywamy przy tym, że każdy człowiek jest osobną wyspą i choć czasem tak bardzo różnimy się od siebie, to każdy z nas ma prawo do godnego życia, szacunku, podziwu i miłości. I pomyślałam sobie, że jeśli potrafimy sprawić, by takie osoby jak Pippi czuły się szczęśliwe mimo swojej choroby, to nasz świat będzie lepszy.



AUTOR
↓





Autor: Sabina Bauman - klik zdjęcie
Copyright © 2014 Mniej niż 0 - Mini Recenzje , Blogger