"A DZIŚ ŻEM SE CZYTŁA/LUKŁA..."

CZYTAJ ZA DARMO!

Statystyki

SZUKAŁKA

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą morderstwa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą morderstwa. Pokaż wszystkie posty
Kolekcjoner zbrodni MAESTRIA

Kolekcjoner zbrodni MAESTRIA

"Historia przedmiotu to jego dusza /.../, ale nie każda dusza jest czysta."


Co mnie skusiło do sięgnięcia po tę opowieść?

Ano pomysł.

Świetny pomysł o kimś, kto dotykając przedmiotów, czuje przeszłość ich właścicieli, miewa wizje, nie zazwsze przyjemne i potrafi fragmentarycznie odtworzyć przeszłość.

"Są rzeczy /.../, które przechowują więcej, niż powinny."

Super sprawa.

I choć raczej jest to kryminał, gdzie wątków paranormalnych jest dla mnie zdecydowanie za mało, to jednak wykonanie, utrzymanie, czasami utrudnione przez prozaiczność i powtórzenia, klimatu tajemnicy i zamglonej unikalności pozostał do samego końca, którego się spodziewamy, ale celem tu chyba nie było zaskoczenie.

Generalnie, sama narracja też sprawia wrażenie sennej i nie do końca obecnej, dlatego cała historia jest bardzo ładnie opleciona atmosferą realności na granicy, którą łatwo przekroczyć niezauważalnie.

Był to dobrze spędzony czas i ta przygoda dość wyraźnie kojarzyła mi się z cyklem: Kroniki Medium, które także polecam.


MOJA OCENA: 6/10

PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

Niektóre przedmioty pamiętają więcej niż ludzie

Nina od lat odnawia stare przedmioty. Wie, że każda rysa, każde pęknięcie i każdy ślad zużycia mają swoje znaczenie. To jednak nie tylko zasługa intuicji. Kiedy dotyka rzeczy, widzi obrazy z przeszłości ich właścicieli – urywki cudzych historii, wspomnienia zapisane w materii.

Gdy w jej pracowni pojawia się tajemniczy klient i oddaje przedmioty oznaczone wizytówką z inicjałami P.G.H., Nina od razu wyczuwa, że coś jest nie w porządku. Rzeczy, które trafiają w jej ręce, noszą ślady cierpienia i śmierci.

Każdy kolejny artefakt prowadzi ją bliżej prawdy o mężczyźnie, który za fasadą elegancji skrywa twarz bezwzględnego mordercy. Wizje stają się coraz bardziej brutalne, a granica między przeszłością a teraźniejszością zaczyna się zacierać. Wkrótce Nina odkrywa, że nie tylko obserwuje cudze koszmary – sama staje się częścią mrocznej gry…


Dziesiąta ofiara Ola Kuczyńska

Dziesiąta ofiara Ola Kuczyńska

"... to miasto jest nafaszerowane złą energią."


Zaskakująco dobra była to opowieść, jeśli chodzi o cały pomysł i universum małego nawiedzonego miasteczka, pełnego Martwych Ludzi /no kto nie uwielbia?/. Świetna nazwa Przylepiec😎

Całość czyta się bardzo zgrabnie i choć nie ma tu podskórnego elementu grozy, który uwielbiam, to groza jest, ale bardziej namacalna: niektóre sceny bardzo obrazowe, dobry pomysł z pamiętnikiem ofiary. Narracja robi się chwilkami całkiem zwyczajna i spokojna, ale wisienka na torcie w postaci zakończenia warta uśmiechu.

Generalnie polecam: bardzo fajna, potencjalnie rozwojowa opowieść horroru pełnego mściwych duchów, bez oszustw.


MOJA OCENA: 6/10


PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

Redfern od lat spowijają mroczne legendy: o zaginionych ludziach, przeklętej ziemi i duchach, które nigdy nie zaznały spokoju. Mieszkańcy są w szoku po odkryciu, które lokalna policja określa jako jedną z najbardziej makabrycznych zbrodni w historii regionu, gdy w opuszczonej posiadłości pośród lasu odnaleziono dziesięć ciał. Dziewięć z nich nosiło ślady wyjątkowo brutalnych obrażeń. Ofiary były porozrywane, okaleczone, a według wstępnych ustaleń śledczych wszystkie zwłoki pozbawiono serc.

Dziesiąte ciało odnaleziono w kącie tego samego pomieszczenia. Był to młody mężczyzna, Anthony Murray, 21-letni mieszkaniec Redfern, którego powieszono.

Śledztwo trafia w ręce detektywa Eliota Mercera – człowieka naznaczonego stratą, dręczonego przez przeszłość i własne demony. Wśród ofiar znajduje się Tony Murray, który od zawsze widział to, czego inni nie potrafili zobaczyć.

Im bardziej Mercer zagłębia się w sprawę, tym wyraźniej zaciera się granica między rzeczywistością a koszmarem. Bo pewne sekrety powinny pozostać pogrzebane, a niektóre martwe dusze nigdy nie odchodzą.

W miejscu, gdzie przeszłość wciąż oddycha, prawda może okazać się bardziej przerażająca niż sama śmierć.

W Redfern nic nie jest tym, czym się wydaje.

Ostatni koniec świata Grzegorz Dziedzic

Ostatni koniec świata Grzegorz Dziedzic

"... istnieją rzeczy wymykające się rozumowi. Myślę, że jest ich więcej, niż bylibyśmy w stanie wytrzymać, dlatego nasze umysły są tak ograniczone w ich odbiorze."


Kurdę, dobre to było.

Aż mi głupio dawać taką wysoką ocenę, bo spodziewałam się opowieści typu: Józek spotyka Marynę... a potem /się/ wszystko pieprzy, niestety, ale szczerze - jestem mega pozytywnie zaskoczona, bardzo mega pozytywnie. Takie smaczkowe z rasowym mrocznym klimatem noir to było: niby w polskim sytylu, a jednak inne, z lekkim flow narracyjnym, przekazującym ciężkie i mroczne treści oraz mniej lekki niepokój, pomimo czasami zbyt męskiej narracji, ale to raczej oczywiste, z racji tego, że facet jest głównym bohaterem i facet napisał tą historię.

Nie wiem dlaczego, ale czułam tutaj klimat voodoo, chociaż ta opowieść nie ma nic wspólnego z voodoo...

Ma za to dużo wspólnego z sektą. 

Unus Mundus.

"Do zrozumienia trzeba się narodzić, a do głębokiego zrozumienia trzeba umrzeć."

Było oczywiście troszeczkę Jimmiego Jonesa, ale był też smaczek metafizyczno-kosmiczny, który uwielbiam, tak umiejętnie wpleciony w kryminał, którego nie lubię, że w całości wyszła bardzo smakowita literacka potrawa, mega odżywiająca moją wyobraźnię! Danie główne z deserem w odpowiedniej kolejności.

Ale największym atutem jest klimat!

"Zanim słońce wstanie, sowa wykole oczy."

Całość jest zszyta intrygującymi niteczkami z różnych kłębuszków: tajemnicy, mystery, grozy, tajemnic kosmosu, ufiaków, osobistego dramatu i przeznaczenia, które pomalutku, ale bardzo konsekwetnie utrzymywały moją uwagę w topce do samego końca, z drugim dnem, chyba...😎

Jeśli odkłada się jakąś książkę i cały czas się o niej myśli, to jest bardzo dobry znak świetnej historii.

Hipnotyczna. To jest trafne określenie.

Polecam przy lekturce słuchać sobie rewelacyjnej formacji SKYND, szczególnie tematycznego utworu: Jim Jones.


MOJA OCENA: 8/10

PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

HISTORIA, KTÓRA WCIĄGA JAK NOCNY MAJAK I NIE POZWALA SIĘ OBUDZIĆ
Współczesne Chicago. Miasto, które nigdy nie śpi, tylko czasem zapada w półsen. Brudny, zmęczony, trochę desperacki.
Radek Rudy Kowalski, detektyw w departamencie policji w Des Plaines, zna to miasto od podszewki. Niepijący alkoholik, republikanin, katolik uwikłany w trudną relację z Bogiem i człowiek, który kurczowo trzyma się zasad, żeby nie rozpaść się od środka. W pracy bezkompromisowy. Po godzinach prowadzi mityngi AA, próbując ratować innych przed tym, co zna najlepiej: powolnym osuwaniem się w ciemność.
Od kilku nocy budzi się o 1:37.
Zlany potem, z głową pełną krwawych obrazów, które nie przypominają zwykłych koszmarów. Są zbyt realne.
Kiedy zostaje wezwany na miejsce rozszerzonego samobójstwa, odkrywa coś, co wywraca jego świat do góry nogami. Ofiary to ci sami ludzie, których zabijał w snach.
Śledztwo wciąga go coraz głębiej w mroczne podziemia miasta i zamkniętej grupy Unus Mundus, do świata, w którym religia miesza się z obłędem, a przemoc i uzależnienia splatają się w hipnotyczny, transowy rytm. Gdy granica między jawą a wizją powoli się zaciera, Rudy zaczyna podejrzewać, że nie jest tylko przypadkowym świadkiem tej historii.
A co, jeśli od początku był jej częścią?
"Ostatni koniec świata" to hipnotyczny kryminał z literackim nerwem - przeszywająca, transowa opowieść o winie, wierze i przeznaczeniu.

Dobra Samarytanka John Marrs

Dobra Samarytanka John Marrs

"Tym właśnie jestem: wyzwolicielką straconych dusz."


Było to dobre. Bardzo dobre.

Nie mogę napisać za wiele, ponieważ nie chciałabym zdradzać za dużo, a głównym atutem tego thrillerka jest nieoczywistość i ciągła niepewność, oraz oczekiwanie na drugie dno. Oczywiście, jest parę słabszych momentów, ale naprawdę niewiele. Świetne postaci i naprawdę gotowy scenariusz na film i to taki rasowy thriller, coś w stylu Pomocy domowej, a nawet lepszy.

Jedna z najbardziej nieoczywistych postaci, o jakich czytałam. Intrygujące zaskoczenia na stałym dobrym poziomie. Ciągła niepewność, czy właściwie lubić tą bohaterkę, czy raczej nie bardzo i coś serio jest z nią niehalo.... Bo przecież nie można być AŻ TAK rąbniętą...

Prawda?

...

"Odkąd byłam małą dziewczynką, uważałam, że najpiękniejszym odgłosem świata jest ostatni oddech człowieka. Jest to wyjątkowy, niepowtarzalny dźwięk, który oznacza przejście z jednej rzeczywistości do drugiej."

Ocena wysoka przez wzgląd na zaskoczenie innością, prowadzoną narrację i rewelacyjny klimat tajemnicy już od samego początku.

Do samego końca.

Nieodkładalna.


MOJA OCENA: 8/10


PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

Ludzie dzwoniący pod numer Ostatniego Przystanku potrzebują nadziei. Potrzebują zapewnienia, że mają po co żyć. Ale niektórzy z nich trafiają do Laury. Laura nie chce, żeby mieli nadzieję. Chce, żeby umarli.

Laura Morris nie miała łatwego życia. Teraz znajduje się u progu czterdziestki, niespokojna i rozgniewana, a ukojenie przynoszą jej jedynie rozmowy z ludźmi, którzy mają gorzej niż ona. I dobrze wie, jak utrzymać ten stan…
Ale teraz ktoś ją przejrzał – Ryan, którego świat rozpadł się, gdy jego ciężarna żona odebrała sobie życie, trzymając się za ręce z nieznajomym mężczyzną. Kim był ten człowiek i dlaczego zdecydowali się umrzeć razem?
Ryan jest bliski odkrycia mrocznej prawdy, ale nie ma pojęcia, do jakich desperackich czynów gotowa jest posunąć się Laura...

Idealny syn Freida McFadden

Idealny syn Freida McFadden

 "Niektóre matki naprawdę kochają swoje dzieci jednakowo.

Natomiast inne, jak ja, kłamią przez zaciśnięte zęby."


Zgadzam sie z tym cytatem. Nie da się kochać tak samo. Jest na to bardzo prosty test.

Ale ja nie o tym.

Już od pierwszych stron mega identyfikuję się z główną bohaterką, jeśli chodzi o jęczące słowo "mamo"...😡💪 Dlatego sam początek bardzo mi się podobał, a potem poszło jeszcze szybciej, niż się spodziewałam.

Bardzo amerykańska, obrazowa powieść: dostałam właściwie to, czego się spodziewałam, z delikatną nutką niepokoju już od samego początku.

Socjopata.

Najlepszy kłamca na świecie.


"Chciałbym mieć żonę, żeby móc ją trzymać w głębokim dole."


Dwie narracje: matka kata i ofiara /?/.

Perfekcyjny synek, który ukrywa w swoim wnętrzu mrok?

Matka, która świadoma jest tego mroku?


"Kiedy Liam był kilkuletnim dzieckiem, często wyobrażałam sobie, jaki będzie, gdy trochę podrośnie.

Byłam taka naiwna. Nie miałam pojęcia, co nadchodzi."


Serio?

A może to tylko pozory? 


"Niektórzy są zbyt chorzy, by żyć."


Dużym plusem jest to, że cały czas jest odczuwalne napięcie i do końca nie wiadomo, kto tak naprawdę jest tutaj numerem jeden, jeśli chodzi o chory umysł... To znaczy pozornie wiadomo, ale przecież nie może to być takie oczywiste już od początku?

Prawda?

Pojawiają się, że tak powiem, efekty uboczne w tej opowieści, które podsyłają czytającemu umysłowi mylące /lub naprowadzające/ ścieżki dedukcji. 

Czy potwiedza one oczywisty początkowy wniosek tej historii?

...

Podsumowując.

Autorka w moim rankingu wskakuje w miejsce, ktore odwiedzam, żeby się lekko, przyjemnie i zaskakująco dobrze zrelaksować: jest tutaj wszystko co powinno być w dobrym thrillerze. Plus też jest taki, że rozdziały są bardzo krótkie i bardzo przyswajalne.

I nie muszę dodawać, że jest to kolejny bardzo dobry scenariusz do jeszcze lepszego filmu.


MOJA OCENA: 7/10


PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

Liam Cass to wzorowy uczeń, sportowiec, mistrz debat. Syn, jakiego każdy chciałby mieć.

Jednak podczas przesłuchań w sprawie zaginięcia nastolatki pojawiają się pewne niejasności. Zbyt wiele osób pamięta chłodne spojrzenie Liama. Zbyt wielu świadków powtarza te same niepokojące słowa. A w tle zawsze przewija się ta sama postać – matka, która wie więcej, niż mówi.
Czy Liam faktycznie jest bez skazy? Czy za jego perfekcyjnym wizerunkiem kryje się coś mrocznego? I jaki ma to związek z tajemniczym zaginięciem nastolatki?
Jedno jest pewne: najmroczniejsze sekrety skrywają się w samym sercu rodziny.


Jeszcze jeden oddech Ginny Myers Sain

Jeszcze jeden oddech Ginny Myers Sain

"... każdy z nas jest twoim własnym małym oceanem[...] może dlatego potrzebujemy głębi. Dlatego tak nas do niej ciągnie."

Lubię młodzieżówki.

Całkiem przyzwoity thrillerek z oryginalnymi wstawkami nurkowymi, co ładnie podkręca i urozmaica temat, troszkę mystery, troszkę tajemnicy, dużo akcji, przyjaźni, filmowa narracja - jednym słowem niezła rozrywka czysto dla przyjemności.

MOJA OCENA: 7/10

PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

Autorka „W mroku płytkich kłamstw” powraca z kolejnym mrożącym krew w żyłach thrillerem!


Mount Orange, urokliwe miasteczko na Florydzie, słynie z dwóch rzeczy: krystalicznych źródeł kuszących nurków... i makabrycznego morderstwa dwóch najlepszych przyjaciółek – Bailey i Celeste. Ich śmierć odcisnęła trwałe piętno na społeczności, a zwłaszcza na Tru, która dorastała w cieniu tej tragedii – i własnej straty.


Zbliża się jesień, a Tru planuje wyjechać na studia razem ze swoim chłopakiem. Ale kiedy do miasta przyjeżdża tajemnicza Rio – zdeterminowana, by odkryć prawdę o zbrodni sprzed lat – Tru nie potrafi się oprzeć magnetycznej sile nowej znajomej... ani tajemniczego połączenia, które wydaje się łączyć je z ofiarami.


Wraz z narastającym napięciem i uczuciem między dziewczynami, cienka granica między przeszłością a teraźniejszością zaczyna się zacierać. A kiedy ktoś zaczyna je śledzić, staje się jasne, że koszmar sprzed lat może się powtórzyć.


Jeśli nie przestaną kopać w przeszłości, mogą same stać się kolejnymi ofiarami. A źródła Mount Orange znów mogą zabarwić się krwią.


Dla fanów Natashy Preston, Krystal Sutherland i Delii Owens.


Zaginiona dziewczyna Simone St. James

Zaginiona dziewczyna Simone St. James

"Kto ją zobaczy, ten jako następny skończy na poboczu."

Jaka okładeczka, taka książeczka.

Bardzo przyjemne czytadełko, na granicy zamglonej grozy, tajemnicy i horroru. 

Zarypiste senne miasteczko bardzo tajemnicze i troszeczkę creepy: "Cała ta okolica-Coldlake Falls, Hunter Beach i reszta-wydawała się dziwna w bliżej nieokreślony sposób. Jak tu w ogóle trafiliśmy? Nie pamiętałam niewłaściwego zjazdu z autostrady. Przespałam ten moment? Dlaczego wyleciało mi to z pamięci?"

I choć jest to troszkę thrillerek, ale też nawet więcej niż troszkę grozunia, to bardzo nastrojowy, lekki, przyjemy, ze świetną atmosferą i barzo lekką narracją.

"Kim jest ta Zaginiona Dziewczyna?Zjawa? Miejscowa legenda wymyślona jako przykrywka dla mordercy?"

No właśnie.

Czy jest tylko przywidzeniem?

Czy może faktycznie duszą chcącą pomścić własną śmierć?

"Była czarną lodową dziurą w materii w rzeczywistości, wybitą gołą pięścią."

Polecam, tak się pisze nastrojowe historie.


MOJA OCENA: 7/10

PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

Gotowi na podróż do Coldlake Falls? Upewnijcie się, że znacie drogę powrotną!



Lipiec 1995 roku. April i Eddie, świeżo upieczenie małżonkowie, wybierają się w podróż poślubną, która ma być początkiem ich nowego życia. Jeden zły zjazd z autostrady sprowadza ich na mroczną, niemal zapomnianą drogę Atticus Line – miejsce związane z ponurą legendą o Zaginionej Dziewczynie i serią niewyjaśnionych morderstw.


Gdy spotykają tajemniczą autostopowiczkę, a chwilę później trafiają do policyjnego aresztu jako główni podejrzani, granica między rzeczywistością a czymś... nie z tego świata zaczyna się zacierać.


Z typową dla siebie maestrią Simone St. James snuje opowieść, w której realizm przeplata się z tym, co niewytłumaczalne. “Zaginiona dziewczyna” to thriller osadzony w złowrogiej scenerii lat 90., w małym miasteczku pełnym sekretów. Groza, mit i psychologiczne napięcie budują historię o winie, strachu i miłości, która musi przetrwać w cieniu duchów przeszłości.




Ostatni gość weselny Jason Rekulak

Ostatni gość weselny Jason Rekulak

"Wszyscy myślicie, że Aidan to Pan Wspaniały. Wszyscy zachowują się, jakby był księciem z bajki. Ale musicie mi uwierzyć, że on jest księciem pieprzonej ciemności." 


Ten mały cytat zapowiadał całkiem niezły horror... 

Czy to jest horror?

Zdecydowanie nie.

Jest to thriller psychologiczny połączony z dość głęłbokim, nadającym się na kilkuletnią terapię dramatem rodzinnym i kryminałem w jednym.

Na duży plus świetna lekka, samoistnie płynąca naracja, rewelacyjnie zarysowany klimat, który się nieco rozmywa, kiedy w końcu dowiadujemy się, o co tak naprawdę chodziło.

Really?

No cóż, samą puentą jestem rozczarowana, uważam, że cała super poprowadzona opowieść nie zasługiwała na coś tak... głupiego w sumie 😎 Ale całość oszukuje na znaczeniu dość długo i przyjemnie. 

Czy autor Tajemnych rysunków nadal zasługuje na uwagę?

Owszem.


MOJA OCENA:7/10

PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

Mistrzowsko napisany thriller psychologiczny o ojcu, który stawia na szali wszystko, by uratować córkę przed ryzykowną decyzją.

Kierowca firmy kurierskiej Frank Szatowski jest w szoku, gdy po trzech latach milczenia niespodziewanie odbiera telefon od swojej córki Maggie. Jest jeszcze bardziej zaskoczony, gdy córka zaprasza go na swój ślub w New Hampshire. To jednak nie koniec niespodzianek – okazuje się, że wybrankiem Maggie jest syn słynnego miliardera z branży technologicznej, a sam ślub odbędzie się w luksusowej prywatnej posiadłości, do której tacy ludzie jak Frank zwykle nie mają wstępu. Czując się zupełnie nie na miejscu, mężczyzna stara się naprawić relacje z córką i bliżej poznać jej nową rodzinę. Jednak niepokojące sygnały sprawiają, że zaczyna coraz bardziej podejrzliwie patrzeć na rodzinę Gardnerów, która najwyraźniej ma wiele tajemnic. I może jest jeszcze za wcześnie na świętowanie…

Typowy ojciec z klasy średniej walczy z rodziną miliarderów o duszę swojej córki w najlepszym thrillerze, jaki przeczytałem w tym roku. Grady Hendrix


Ask for Andrea Noelle West Ihli

Ask for Andrea Noelle West Ihli

"Były lisy i były ogary.

I były zwierzęta, które kompletnie nie pasowały do naturalnego porządku rzeczy. Które cały czas świadomie krzywdziły."

Kolejne zaskoczenie, całe szczęście, że pozytywne.

Bardzo niekonwencjonalny pomysł, który utrzymuje poziom przez cały czas i o dziwo powoduje wzrost napięcia aż do samego końca - świetnego zresztą. Bardzo podobało mi się uzasadnienie tytułu.

Powieść obrazowa, z rodzaju tych gotowych scenariuszy na ekranizacje nastrojową, troszkę noir (ale nie wiem, dlaczego, takie odczucie) i na bank emocjonalną i dość napięciową - i to nie przez wzgląd na znajdujące się w niej duchy, które są tylko tłem do opowieści o prawdziwym potworze.

Jak na debiut (i jak nie na debiut)- bardzo dobry start. Chyba nawet bardziej mi się podobała ta opowieść niż Tu spoczywa mściwa suka, utrzymana w identycznej konwencji.

Polecam.


MOJA OCENA: 7/10

PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

Był idealny.

Wiele dziewczyn dałoby się zabić za randkę z nim…


James Carson był wysoki, przystojny, miał hipnotyzujące bursztynowe oczy i uśmiech, który potrafił rozbroić każdą kobietę. Na swoje ofiary polował w sieci, gdzie pod przykrywką idealnego mężczyzny zdobywał ich zaufanie, by potem brutalnie zabić.


Meghan, Brecię i Skye łączy jedno – wszystkie zostały zamordowane przez tego samego mężczyznę. Każda z nich ma inny powód, by nie odchodzić z tego świata: jedna pragnie, aby jej ciało zostało odnalezione, druga chce, żeby jej rodzina dowiedziała się, co się z nią stało, trzecia jest zdeterminowana, by chronić inne kobiety przed podobnym losem.


Od chwili gdy się spotkały, mają jeden cel: powstrzymać Jamesa przed kolejnym zabójstwem.


Czytając, towarzyszysz Meghan, Brecii i Skye w chwili ich śmierci. Dzielisz z nimi ból i bezradność, gdy nie są w stanie powstrzymać zabójcy. Budujesz z nimi więź tak silną jak z prawdziwą przyjaciółką. I NIENAWIDZISZ MORDERCY.


Fenomenalny thriller, który sprawi, że nie będziesz w stanie złapać tchu!


Zodiak Robert Graysmith

Zodiak Robert Graysmith

 "Mamy szaleńców, którzy czekają..."


I lecąc sobie na fali szaleństwa i zbrodni, w końcu udało mi się 

dorwać Zodiaka - ceny książki ZABIJAJĄ, więc skorzystałam z karty bibliotecznej Legimi i oto mam i ja!

Moje wrażenie po przeczytaniu całości było jedno - ciężka, mozolna i pozbawiona efektów praca policji oraz psychol, który wodził ich za nos.

I choć poznajemy tu dwóch głównych podejrzanych, to jednak zabójcą chyba okazał się zupełnie ktoś inny (dokopałam się teraz takich info).

Uważam, że na tle tej historii powstał jeden z najlepszych filmów o tym samym tytule - za każdym razem hipnotyzujący! Jest on o wiele lepszy niż literatura faktu, przez która się przetoczyłam - była to wymagająca uwagi lektura, której nie sposób było przelecieć "po łebkach".

Szczerze? 

Zdecydowanie bardziej polecam film, a książkę w ramach uzupełnienia wrażeń.

MOJA OCENA: 7/10

PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

Książka zekranizowana przez Davida Finchera, twórcę słynnych filmów: „Siedem”, „Gra”, „Podziemny krąg”, „Azyl”.

„Lubię zabijanie ludzi, ponieważ jest bardzo fajne, fajniejsze niż zabijanie zwierząt w lesie, ponieważ człowiek to najniebezpieczniejsze zwierzę jakie można zabić...” Te słowa napisał Zodiak. Seksualny sadysta, który uwielbiał zadawać ból i zabijać. Poszukiwano go za 6 zabójstw. On przyznał się do 37. W rzeczywistości mógł popełnić 50. Grał w kotka i myszkę z policją. Słał listy do prasy. Opisywał swoje zbrodnie. Stawiał zagadki. Układał szyfry. Rysował symbole. Nigdy go nie schwytano.



TRAILER





AUTOR

The Dry film

The Dry film

Świetny, leniwy, niespieszny film, ze stonowanym Erickiem w roli głównej. Niezłe retrospekcje, przerewelacyjna atmosfera, która wycieka z każdego kadru, hermetyczna mieścina i wspólne tajemnice.

Ekranizacja powieści Susza Jane Harper.

Oceniam tylko film, bo powieści nie czytałam.

MOJA OCENA: 8/10

ZOBACZ TRAILER!

TU

***

Agent federalny Aaron Falk wraca do ogarniętego suszą rodzinnego miasta, aby wziąć udział w pogrzebie przyjaciela z dzieciństwa. Niewyjaśniona śmierć krewnych zmarłego sprawia, że postanawia rozpocząć śledztwo.

Dziecko Księżyca Piotr Ibrahim Kalwas

Dziecko Księżyca Piotr Ibrahim Kalwas

"Zabójczy księżyc nadejdzie. Wiedziałem, czułem to. I to mnie trzymało przy życiu [...] Błogosławiona niech będzie nienawiść, błogosławione niech będą dzieci Księżyca."

Zacznę od tego, że okładka jest MISTRZOSTWEM! 

Dla mnie.

To ona mnie skusiła najbardziej i postanowiłam sprawdzić, co tam się za nią ukrywa.

I co?

I nie wiem nawet, do jakiej kategorii wrzucić ten... pamiętnik? ;-)

Prowokacyjny, obsceniczny, abstrakcyjny, groteskowy, wyobcowany, chwilami wyuzdany, zwyrodniały, wulgarny, mega dosadny, ale też dość zabawny w swej makabrze, cofający przynajmniej niektórych z nas w lata '70 i '80, co już ma spory urok, w Polskę lat PRL, w podziemie polskiej dekadenckiej bohemy (mój ulubiony rozdział).

Pamiętnik zabójcy, który na swoim koncie ma pięć ofiar, mężczyzn i kobiet. 

Zbrodnie, które nigdy nie zostały odkryte.

"Gniewu ani nienawiści nie wolno okazywać nigdy inaczej, niż czynem [...]"

Narracja pierwszoosobowa idelanie wkłada nas do głowy naszego mściciela. 

Klimat tej powieść jest niesamowity, słychać muzykę tamtych lat (Dawid Bowie, Queen, Lady pank, Papa Dance, UB40, Ultravox, Human League itp., itd.) 

Jest nawet delikatny wątek mystery, choć tak do końca nie wieadomo, czy nie rozgrywający się tylko w głowie bohatera. 

"Martwi ludzie śmieją się najgłośniej."

Nie za wiele już da się napisać więcej, bez spojlerów, ponieważ opis okładkowy jest bardzo soczysty, dosadny i szczegółowy.

Nie jest to lektura dla każdego na bank i niejedna osoba będzie zniesmaczona.

Ja nie byłam.

Polecam wszystkim odważnym i zaciekawionym!

Ach - i końcówki kompletnie nie zrozumiałam, tak na marginesie ;-)


MOJA OCENA: 7/10

PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

***

“Nie ma nic bardziej ekscytującego niż jednoosobowy zakon mścicieli.”

Piotr Ibrahim Kalwas, reporter, pisarz, podróżnik i pielgrzym, w powieści „Dziecko Księżyca” robi odważny krok w mroczną strefę literatury.

Skondensowane okrucieństwo, seks i sztuczne raje; zwyrodniali sąsiedzi, mściwe nauczycielki, wszechobecna potrzeba upokorzenia jako odpowiedź na obezwładniającą nudę.

Zaskakująca, hipnotyzująca proza.

Kalwasik miał na koncie kilka ofiar. Pierwszą zabił jako dziewięciolatek. Jako nastolatek przy pomocy szkolnego cyrkla zemścił się za upokorzenia na matematyczce z V Liceum Ogólnokształcącego im. Księcia Józefa Poniatowskiego (niech na wieki przeklęte będzie to imię). Trzecia ofiara to Tarzan spotkany podczas wielkiej narkotycznej fety w domu komunistycznego cenzora. Czwarta padła stara M., która truła osiedlowe zwierzęta, w tym ukochaną suczkę Piotra – Sanę. Plan Piąty Kary miał na celu gwałt na Belli – spotkanym po latach niespełnionym malarzu artyście, który narratorowi odbił dziewczynę.

Kolejne części książki splatają się w gęstą od krwi, duszną i ociekającą okrucieństwem opowieść o potrzebie zemsty i jej trudnych do zinterpretowania źródłach.
Głównego bohatera Piotra trudno nie pomylić z autorem – zgadzają się fakty z dzieciństwa, okresu szkoły i studiów. Nagromadzenie okrucieństwa i wyrafinowanych pomysłów na unicestwienie kolejnych bohaterów pozostaje w sprzeczności z wrażliwością znaną czytelnikom dotąd z kart „Egipt: haram halal”, „Salam” czy „Gozo”.

Żadna ze zbrodni nie spotkała się z karą. Żadna nie została odkryta nawet po latach – ujawnia ją dopiero narrator. Każde kolejne opowiadanie stopniuje grozę. Alter ego autora poznajemy jako kilkuletniego chłopca na koloniach, który jest świadkiem odrażających scen gwałtów, upokorzeń i dewiacji, a w rolach głównych występują wychowawca o skłonnościach pedofilskich, miejscowy ksiądz i wiejskie popychadło. Skala przemocy, której doświadcza mały Piotrek, nie pozostaje w nim bez echa. Jąska Motyla na koloniach morduje trochę z litości – dziecięca prostolinijność buntuje się przeciwko przemocy i wykorzystywaniu. Kolejne morderstwa są wynikiem reakcji na rażącą niesprawiedliwość, która spotyka bohatera. Profesorka V. przoduje w doprowadzaniu do ośmieszania nastoletniego „Kalwasika”. Na lekcjach przedmiotów ścisłych powietrze „przesycone było zapachem mokrej gąbki, kredy, strachu i nienawiści”. Umiarkowana pogarda, stonowane szyderstwo i lekuchne obrzydzenie – to tylko zaczyn najgorszych pomysłów pedagogicznych na motywowanie Piotra do nauki. Trudno się zatem dziwić, że drewniany szkolny cyrkiel jako narzędzie szkolnej opresji ląduje w oku nauczycielki. Narrator z kolei potrafi doskonale umotywować swoje działanie i wyśmienicie zatrzeć ślady miejsca jatki. Wraz z kolejnymi morderstwami obserwujemy przepoczwarzanie się bohatera i, o zgrozo, kibicujemy powodzeniu jego przedsięwzięć.

Piotr Ibrahim Kalwas jest w “Dziecku księżyca” wskrzesicielem pamięci, którą odtwarza z drastycznymi szczegółami. Nie oszczędza nikogo: nauczycieli-hipokrytów, księży-dewiantów, przesyconych ślepą żądzą czynienia krzywdy zwierzętom ujmujących staruszek, a nawet bezdomnych kloszardów. Zabija na papierze wszystkich, którzy według jego kodeksu na to zasłużyli.
Proza Kalwasa balansuje na granicy naturalizmu, psychodelii, krwawego horroru i dziennika młodzieńczej przemiany. Porażająco realistyczne, obfitujące w szczegółowe opisy zbrodni – niejednemu prokuratorowi zjeżyłyby włosy na głowie.

„Ja to wszystko zobaczyłem w mojej głowie, i to się nie wydarzyło” – mówi narrator.
W innym miejscu wodzi za nos: „Aż boję się pomyśleć, że moglibyście w to nie wątpić”.

Co miało szansę zaistnieć, a co wydarzyło się naprawdę – rozstrzygnie czytelnik. Ostrzegamy: nie odłożycie „Dziecka Księżyca”, dopóki nie zrealizujecie wraz z autorem pełnego Planu Kary. Bez litości. Do końca.


AUTOR



Autor: Sabina Bauman - klik zdjęcie
Copyright © 2014 Mniej niż 0 - Mini Recenzje , Blogger