"A DZIŚ ŻEM SE CZYTŁA/LUKŁA..."

CZYTAJ ZA DARMO!

Statystyki

SZUKAŁKA

Płachytka Anna Musiałowicz

"Niósł ją zatem dalej, w świat, a ona zwoływała siostry, by otulały sobą tych, których mężczyzna napotka na swojej drodze."



Dementorzy w słowiańskim wydaniu? Albo dementorki?


"Nie każdemu zabierały życie, nie od razu. Ale jeśli któraś się uczepiła, trudno było się jej pozbyć."

Przypomniała mi się taka sytuacja z kiedyś, jak jechałam autem i jakaś 
babka w radio recenzowała horror, na którym była w kinie.  Zaczęła tak, że ona generalnie nie cierpi horrorów ale obejrzała i... zjechała cały film, gdzie głównym zarzutem było to... że był to horror...
To skoro nie lubisz horrorów, idiotko, to po co oglądasz, a tym bardziej bez sensu potem je recenzujesz?!
I tutaj jest podobna sytuacja. Ze mną.
Z racji tego, że uwielbiam Kuklany las i generalnie grozę, pomyślałam sobie: a może zerknę, choć doskonale wiedziałam, że nie trawię słowiańskich klimatów i słowiańskiej narracji - nigdy nie trawiłam jakoś i zawsze mnie to drażniło. Więc logiczne jest to, że nie powinnam robić tej recki?
Ale ja nie o sobie, choć geneza tej mini recki jest tu potrzebna 😎

Napiszę tylko tak: dla miłośników właśnie takich klimatów jest to pozycja idealna, "esencjonalna w swojej słowiańczości" 😁💪 
Tym bardziej że autorka naprawdę potrafi wprowadzić klimat i pięknie operuje językiem.
Znalazłam tutaj też ciutkę dla siebie: lekki powiew grozy i tajemnicy, ale zdecydowanie nie była to lektura dla mnie, właśnie przez wzgląd na ten język i słowiański przekaz, bo sama historia oczywiście jest dobra, choć to bardziej dramat. 

"Złego diabli nie biorą, więc ją wzięła zaraza. Płachytka."

Podsumowując: czytłam i przekonałam się, żeby ponownie jednak do słówiańskiego strumienia następnym razem nawet paluszka nie wsadzać 😁 Kocham dania mięsne, ale na tym tatarze było za dużo lukru \ Słoneczko, Kubuś,\ Renatka, Skowroneczek, Krzyś, Ewunia, Marysia, Natalka...\ a połączenie "słodko-surowe" u mnie się nie sprawdziło.

Niezmiennie pozostaje fanką klimaciku Kuklanego i takie klimaciki chłonę 
najlepiej, bo lubię kiedy mięso smakuje jak mięso bez polewki z lukru.

Obiektywnie: polecam fanom słowiańskiej literackiej urody i kunsztu pióra autorki.

"Ciociu /.../ A jak wygląda śmierć?"

P.S. Przepiękne wydanie i przepiękna okładka😍
P.S 2: Czy to nie dziwne, że przez całą lekturę kasłałam...?😐😳

MOJA OCENA: 6/10

 PRZECZYTAJ FRAGMENT!

TU

 ***

Niegdyś wierzono, że ujrzenie unoszącej się nad wioską płachytki zwiastuje zarazę oraz że w domu, na którym przysiądzie, ktoś na pewno umrze…

Kiedy Ewa wraz z rodziną przeprowadza się do miasta, nikt nie spodziewa się, że przypadkowe spotkanie z dawną znajomą matki uruchomi nie poddający się racjonalnemu wytłumaczeniu ciąg zdarzeń.

Marysia Skowronkowa staje się dla rodziny Ewy nie tylko serdeczną znajomą, ale i podporą. Jednak jej mąż, Radosław, coraz częściej zaczyna widzieć płachytki – istoty zwiastujące chorobę i śmierć.

Współczesność splata się z bolesnymi wspomnieniami sprzed lat, kiedy to Radosław stracił wszystko, stając twarzą w twarz z czymś, czego nigdy nie zdołał pojąć. Teraz, gdy dziwne wizje nawiedzają Ewę i jej córki, mężczyzna znów musi podjąć walkę z niewidzialnym wrogiem.

Czy to tylko majaki starszego człowieka, czy może słowiańskie demony zarazy wróciły, by raz jeszcze zebrać swoje żniwo?


Autor: Sabina Bauman - klik zdjęcie
Copyright © 2014 Mniej niż 0 - Mini Recenzje , Blogger