Ostatnia zapałka Marie Vareille
"To są ciemności, które może rozjaśnić jedynie płomień mojej ostatniej zapałki - ciemności, które noszę w sobie."
To nie będzie mini recka.
Ja nie mam zielonego pojęcia, co ja mam napisać o tej powieści... To znaczy wiem, ale nie wiem...
Do tej pory mam ciary, co mi się już DAWNO DAWNO TEMU nie zdarzyło!
Jest to jedna z najbardziej wzruszjących i nietypowych historii, jakie przyszło mi czytać, a autorka już NA BANK wskakuje u mnie na podium, zarówno jeśli chodzi o tematy swoich powieści, jak i o REWELACYJNY PRZEKAZ - to jest już tylko prawdziwy talent, nie można tego inaczej tłumaczyć!
WOOOOOW!💣
Jak tak można pisać powieści? To grzech jest najnormalniejszy w świecie. A już myślałam, że po rewelacyjnej powieści Rozczarowane nie będzie lepiej, ewentualnie może być tak samo.
Się myliłam.
...
Opowieści są jakby dwie: historia dzieciństwa rodzeństwa, która /bardzo enigmatycznie rzecz ujmując/ nie jest jednak tym, czym się z pozoru wydaje i historia małżeństwa, która już zupełnie nie jest tym, czym się wydaje!
Już od pierwszych słów, napisanych przez dziecko - a jest to narracja, którą ubóstwiam - zostałam oczarowana grozą, ukrytą w słodyczy, zwyczajności i prostocie, a wchodząc coraz bardziej nieuchronnie do domu "szczęśliwej rodziny", widzianej oczami dziecka, pomalutku włos mi się jeżył na łbie z wielu powodów.
Jednym to był wqurw.
Drugim było wzruszenie.
Trzecim był smutek.
To te najważniejsze.
Wqurw za to, że tematyka przemocy domowej, u mnie się tak łatwo nie usprawiedliwia, z różnych względów. Nie znoszę wymówek. Tym bardziej, że kiedy już w końcu jesteś matką, a nie tylko żoną czy dziewczyną, ponosisz odpowiedzialność już nie tylko za siebie /w dupie z tobą - jesteś dorosła/, ale przede wszystkim za dziecko. Takie moje zdanie - tu nie ma szarości, tak bardzo ubóstwianych przez ofiary przemocy. Jest białe albo czarne. I gdzieś mam traumy i definicje i diagnozy.
Jesteś matką.
"Matka powinna zawsze chronić swoje dzieci."
To jedyna definicja.
Dla mnie.
Nie ma tu miejsca na wymówki, na łzy, na "ofiarzenie." Dlatego zarąbiaście podobały mi się fragmenty, w których to bardzo mądry stary pan psychiatra zdemaskował i rozłożył na łopatki jedną z takich właśnie ofiar, która przybyła do niego z workiem wymówek i usprawiedliwień, prawie jak święty Mikołaj, udowadniając ich głupotę, a przede wszystkim brak logiki /"A więc uderzył panią i zaraz potem powiedział: "Nigdy bym cię nie uderzył."/, bagatelizowanie, co gorsza - nadawanie przemocy znamion NORMALNOŚCI /dla mnie hit!/ i zasłanianie rękoma oczu, na zasadzie: ja cię nie widzę, ty mnie też nie, więc nic złego się nie wydarzy /mi/, a jutro znowu zaświeci słoneczko i będzie tęcza...💩😡😨
"...ale czy wyjaśnienie to to samo, co wymówka...?"
Pięknie zdemaskowane są tu te mechanizmy pseudo obrony ofiary! Tylko co z tymi, ofiarami, które są za małe, żeby cokolwiek usprawiedliwiać???
Totalnie nie zgadzam sie z tym, że trauma jest wystarczającym usprawiedliwieniem tego, że rodzic nie potrafi zadbać o własne dziecko.
Historia dzieciństwa jest arcydziełem, wywołującym ciary non stop! Szczera, ujmująca swoją "normalnością", tragedią, samotnością, solidarnością, ale nigdy nie bezradnością. Szkoda tylko, że to dotyczyło tylko dzieci. Dorośli okazali się bardziej bezradni.
"To on ją bije, on ją obraża, a jednak to ona przeprasza... Nigdy dotąd nie zauważyłam, jakie to dziwne, dopóki tego nie napisałam."
Przyzwolenie na znęcanie się.
A najgorsze jest to, że dzieciom zawsze się wydaje, że to one powinny przejąć odpowiedzialność za beznadzieję osoby, która uważa się za rodzica, a która powinna je chronić.
"... nigdzie nie można czuć się bezpiecznie, kiedy spędziło się dzieciństwo w strachu przed tymi, którzy powinni nas chronić."
To dzieci czują się winne wszystkiemu, co się wydarza, i pomimo tego, a może właśnie dlatego są solidarni, są połączeniu dramatem, są nierozerwalni.
Są miłością.
"Bo starszy brat jest jak szafka w kotłowni: tam nic nie może mi się stać.
Nawet w dżungli."
Zakończę ten temat, bo wiele mogłabym jeszcze napisać, podsumowując słowami: "Dzieciństwo w trybie czuwania."
"Czy naprawdę można wyleczyć się dzieciństwa?"
Czy każdy, kto jest rodzicem chciałby, żeby JEGO dziecko zadało sobie kiedykolwiek w życiu TAKIE pytanie???
...
Oczywiście każdy będzie odbierał ta opowieść według własnej percepcji - ja jestem zachwycona, zmęczona, przebodźcowana, zauroczona i zachwycona!
Końcówka jest ELEKTRYZUJĄCA i MOJA: nie spodziewałam się takiego wątku w tego rodzaju historii, wiec dostałam euforii!
Ocena nie tylko za pomysł, ale głównie za emocjonalny rollercoster, za mega twist, za gejzer wzruszeń - za wszystko!
Ostrzegam: to niejest ładna historia.
To jest PIĘKNA historia!
"To, co jest fajne w ładnych historiach, to że przykrywają ładnością brzydkie rzeczy, jak pozłacany papier owinięty wokół psiej kupy. A potem udajemy, że w środku jest super prezent."
I tak właśnie prawie jest z tą opowieścią. Jedyną chyba podobną, jeśli chodzi o emocje powieścią, którą można położyć na tej samej półce jest Pierwszy dzień wiosny.
MOJA OCENA: 10/10
PRZECZYTAJ FRAGMENT!
***