"Logika zaprowadzi Cie z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi Cię wszędzie". Albert Einstein

MNIEJ NIŻ 0 - MNIEJ NIŻ RECENZJE.

TO GŁÓWNE ZAŁOŻENIE TEGO BLOGA.

Moje zdanie i opinia na temat przeczytanej książki nie liczą się tak bardzo, jak sama jej treść.


Dlatego nie pisuję poematów.


Dodaję za to DUŻY fragment tekstu, żeby każdy miał szansę przez te 5 minut sprawdzić, czy zakocha się w opowieści. Czy też nie.


Zdania są różne. Opinie są różne. Należy zawsze kierować się własnymi, ale najpierw… trzeba je mieć.

A żeby je nabyć, należy CZYTAĆ KSIĄŻKI WŁASNOOCZNIE! :)


Jeśli komukolwiek ta forma bloga nie odpowiada – w necie jest milion świetnych blogów, w których można znaleźć recenzje 8-stronicowe, niejednokrotnie lepsze, niż same opisywane w nich powieści:)


Dlatego:


ZAPRASZAM DO POLECANYCH PRZEZE MNIE BLOGÓW! :)

"Szczypta a-społeczności, spojrzenie na świat nieco inne niż reszta tłumu

POlecanki

Austinowska narracja, przyjemna lektura, powolna, ale wciągająca historia:)  Dwubiegunowa narracja, przepiękne klimaty, tajemnicza i drama...

Blog Archive

Polecane Blogosfery:)

Świetna, porównywalna klimatem troszkę do To Kinga, troszkę do Rzeki Tajemnic, troszkę do Magicznych lat McCammonna...

Cudowna opowieść o dzieciństwie, zbrodni i przyjaźni. Jest tu wszystko, co powinno być w tego rodzaju opowieści back in time. O dzieciakach, pozostawionych samych sobie. O pokonywaniu trudności i uprzedzeń. O wierze. O wytrwałości. I o porażce. O rodzinie O zdradzie. O miłości. I nienawiści.
Niereklamowana, zapomniana, a rewelacyjna:-)

POLECAM - pochłonęłam!

MOJA OCENA: 8/10


PRZECZYTAJ FRAGMENT!


Jasper Jones przyszedł pod moje okno.
Nie wiem czemu, ale przyszedł. Może ma kłopoty. Może nie ma żadnego innego miejsca, do którego mógłby pójść.Tak czy owak, cholernie mnie przestraszył.
Trwa najgorętsze lato, jakie pamiętam. Gęsty upał sączy się i nie pozwala mi zasnąć. Czuję się, jakbym przebywał we wnętrzu ziemi. Jedyną ulgę przynosi chłodniejszy powiew przeciskający się między cienkimi listewkami pojedynczej okiennicy. Prawie nie da się spać, więc noce spędzam teraz, czytając przy lampie naftowej.
Dzisiaj nie było inaczej. 
Jasper Jones zapukał znienacka i syknął moje imię, co kompletnie wytrąciło mnie z równowagi. Zeskoczyłem z łóżka, upuszczając egzemplarz Wartogłowego Wilsona.
– Charlie! Charlie!
Przyklęknąłem jak sprinter, czujny i niespokojny.
– Kto tam?
– Charlie, chodź tutaj!
– Kto tam?
– Jasper!
– Co? Kto?!
– Jasper. Jasper!
Przybliżył twarz do światła. Jego oczy były zielone i dzikie.
Zmrużyłem swoje.
– Co? Naprawdę? Co się dzieje?
– Musisz mi pomóc. Wyjdź, to ci powiem, o co chodzi – wyszeptał.
– Co? Po co?
– Jezu Chryste, Charlie! Pospiesz się! Wyłaź.
No więc jest tutaj. Jasper Jones stoi pod moim oknem. Trzęsąc się, gramolę się na łóżko i przymykam zakurzoną okiennicę, przesuwając nią po poduszce. Szybko wskakuję w dżinsy i zdmuchuję lampę. Kiedy się wyślizguję z pokoju głową naprzód, mam wrażenie, jakby jakaś niewidzialna siła przytrzymywała mnie za nogi. Uświadamiam sobie, że po raz pierwszy w życiu wymykam się z domu. Niepokój, który ta myśl wywołuje, połączony z faktem, że Jasper Jones potrzebuje mojej pomocy, przepełnia tę chwilę czymś złowieszczym.
Moje wyjście przez okno przypomina trochę narodziny źrebaka. Jestem nieporadny i upadam ciężko wprost w gerbery mamy. Szybko się podnoszę i udaję, że nie bolało. 
Mamy dzisiaj pełnię. Jest bardzo cicho. Psom sąsiadów w tym upale nie chce się nawet zaszczekać na alarm. Jasper Jones stoi na środku naszego podwórza. Przestępuje z nogi na nogę, jakby stąpał po rozmiękłym gruncie.
Jasper jest wysoki. Jest tylko rok starszy niż ja, ale wygląda dużo dojrzalej. Jego ciało jest szczupłe, ale takie jakieś... konkretne. Ma już wyraźnie zarysowane mięśnie i ukształtowaną sylwetkę. Twarde strąki włosów sterczą mu niechlujnie. Widać, że sam się strzyże.
Wyrósł z ubrania. Jego zapięta pod szyję koszula jest brudna i mocno przylega do torsu, a spodnie są obcięte tuż poniżej kolan. Nie ma butów. Wygląda jak rozbitek na bezludnej wyspie.
Robi krok w moją stronę. Ja – krok do tyłu.
– Dobra. Gotowy?
– Co? Gotowy na co?
– Mówiłem ci. Musisz mi pomóc, Charlie. Noo! – Kłuje mnie jego spojrzenie, odpycha niewygodna bliskość silnego ciała. Jestem ożywiony, ale się boję. Tęsknię za zadem klaczy, z którego właśnie wypadłem. Chcę na powrót usadowić się bezpiecznie w ciepłym łonie mojego pokoju. Ale to Jasper Jones. On przyszedł do mnie.
– Okej. Poczekaj – mówię, bo uświadomiłem sobie, że jestem boso.
Odwracam się do schodków, gdzie idealnie równo stoją moje porządnie wyczyszczone sandały. Zapinając je, uzmysławiam sobie, że włożenie tego pedziowatego obuwia to manifestacja dziewczyńskiej słabości. Zabrało mi to parę chwil, więc w końcu podbiegam do Jaspera, starając się okazać tyle męskości, ile tylko zdołam, choć wiem, że nawet w świetle księżyca przypominam artretyczne kurczę.
Pociągam nosem i spluwam.
– Okej. Już. Gotowy?
Jasper nie odpowiada. Po prostu odwraca się i rusza.
A ja za nim.
Przelazłszy przez nasze ogrodzenie za domem, kierujemy się do Corrigan. Zbliżamy się do centrum miasta. Domy stoją coraz bliżej siebie, w pewnym stłoczeniu. O tej porze opustoszałe budynki wyglądają, jakby starto z nich kolory. Czuję się, jakbyśmy szli przez pocztówkę. Dalej w kierunku wschodniego skraju, za stacją kolejową, domy znowu rozkwitają, a my cicho idziemy pod ulicznymi światłami, które wydobywają z ciemności trawniki i ogrody. Nie mam pojęcia, dokąd zmierzamy. Im dalej jesteśmy, tym silniejsze są moje obawy. Przecież to dziwne, że się nie śpi, kiedy śpi cała reszta świata. Trochę jakby się wiedziało coś, o czym inni nie wiedzą.
Strasznie długo idziemy, ale nie zadaję pytań. Dalej za miastem, za mostem i za rzeką Corrigan, kiedy jesteśmy w okolicach farm, Jasper zatrzymuje się, żeby włożyć do ust papierosa. Bez słowa potrząsa pogniecioną paczką w moją stronę. Jeszcze nigdy nie paliłem. I z pewnością nikt mi nigdy nie proponował papierosa.
Czuję przypływ przerażenia. Chcąc jednocześnie odmówić i zrobić wrażenie, nie wiadomo czemu przyciskam dłonie do brzucha i wydymam policzki, kręcąc odmownie głową. Ma to sugerować, że tyle już dzisiaj wieczorem wypaliłem, że mam dosyć i po prostu nie dam rady zapalić kolejnego.
Jasper Jones unosi brwi i wzrusza ramionami. Odwraca się i opiera biodrami o słup bramy. Kiedy zaciąga się dymem, ja się rozglądam i uświadamiam sobie, gdzie jesteśmy. 
Robię krok do tyłu. 
A tam, upiorna w świetle księżyca, tkwi przykucnięta, ogorzała od gorących podmuchów chatka Szalonego Jacka Lionela. Szybko spoglądam na Jaspera. Mam nadzieję, że to nie tutaj mieliśmy przyjść. Dla dzieciaków z Corrigan Szalony Jack jest postacią, która budzi największą ciekawość i wywołuje najżywsze spekulacje. Właściwie nikt z nas nie miał okazji go zobaczyć. Soczystych opowieści o tym, że ktoś się z nim spotkał lub go widział, było co prawda wiele, ale rychło okazywały się nieprawdą. 
Wszystkie jednak nawiązywały do pewnego niezaprzeczalnego faktu: przed laty Szalony Jack pozbawił życia młodą kobietę i od tego czasu nie wychodził z domu. Nikt z nas nie zna dokładnych okoliczności tego wydarzenia, ale co rusz pojawiają się nowe teorie na ten temat. 
Naturalnie z biegiem czasu okrucieństwo i ogrom zbrodni Szalonego Jacka znacznie się rozrosły, co tylko głębiej pogrzebało ziarnko prawdy. Rozrasta się więc legenda, a wraz z nią nasz strach przed szalonym zabójcą skrywającym się w tym domu.
Popularnym sprawdzianem odwagi w Corrigan jest kradzież czegoś, co należy do Szalonego Jacka Lionela. Kamyki, kwiatki i różne resztki są biegiem wynoszone z wysokiej, wyschłej trawy, z bałaganu na podwórzu przed domem, a potem z dumą demonstrowane i studiowane w zachwycie. 
Jednak wyczynem najrzadszym i godnym najwyższego uznania jest zerwanie brzoskwini z wielkiego drzewa, które rośnie tuż obok budynku, jak ręka zombi wynurzająca się z grobu. Jeśli zwędzisz brzoskwinię z farmy Szalonego Jacka Lionela, przez chwilę jesteś królem. Pestkę owocu przechowuje się na dowód heroizmu, wszyscy ci jej zazdroszczą i wszyscy podziwiają.
Zastanawiam się, czy przyszliśmy tu, żeby ukraść po brzoskwini. 
Mam nadzieję, że nie. 
Chociaż bardzo chciałbym podnieść swój status, to trzeba przyznać, że brakuje mi odwagi i szybkości, które są niezbędne w tej operacji. Poza tym obawiam się, że jeśli nawet jakimś cudem uda mi się tego dokonać, nikt, nawet Jeffrey Lu, i tak mi nie uwierzy. A jednak widzę, że Jasper Jones wyraźnie gapi się na chatę.
Strzepuje popiół i zgniata papierosa.
– O to chodzi? Tu mieliśmy przyjść? – pytam.
Jasper się odwraca.
– Co? Nie, Charlie. Zatrzymaliśmy się tylko na papierosa.
Staram się ukryć ulgę, którą odczuwam, kiedy opuszczamy farmę Lionela.
– Uważasz, że to wszystko prawda?
– Taaa. Tak myślę. To, co ludzie mówią, jest zwykle gówno warte, ale ten rzeczywiście ma fioła.
– Jasne – potwierdzam, ponownie pociągam nosem i spluwam.
– Kompletnego.
– Wiesz, ja go widziałem. Dobrych parę razy. – Jasper mówi to tak po prostu i ja mu wierzę. Uśmiecham się do niego.
– Naprawdę? Jak on wygląda? Jest wysoki? Rzeczywiście ma długą bliznę na twarzy?
Ale Jasper zasypuje stopą niedopałek, jakby mnie nie słyszał.
Znowu ruszamy.
– Skazę – mówi.
Idę, powłócząc nogami.
Znowu zbliżamy się do rzeki. Przez jakiś czas idziemy wzdłuż jej podeschniętego brzegu. Żaden z nas się nie odzywa. Eukaliptusy, które nas otaczają, wyglądają nieziemsko i upiornie w srebrnym świetle. 
Staram się iść po śladach Jaspera. Okolica wydaje mi się coraz mniej znajoma. Rzeka tu wysycha, a brzegi stają się bardziej zarośnięte. Leży tu pełno czegoś. Linię brzegu porastają kwitnące drobno krzaki dzikiej róży. Wkrótce zaczynamy się przedzierać wąską ścieżką wydeptaną przez kangury, oddalającą nas od wody. Jasper idzie długim, mocnym krokiem. Postępuję za nim, wpatrzony w jego sylwetkę odcinającą się na tle ciemności. Jego obecność i pewność mnie prowadzą. Oczywiście ciągle się boję, ale przebywanie w jego pobliżu uspokaja. Po prostu mu ufam, chociaż nie mam powodu i wiem, że niewielu ludzi zaufałoby Jasperowi.
Jasper Jones ma w Corrigan fatalną reputację. Jest Złodziejem, Kłamcą, Bandytą, Wagarowiczem. Jest leniwy i nie można mu wierzyć. Jest dziki, jest półsierotą i tym podobne. Jego matka nie żyje, a ojciec jest niedobry. Jasper to postać, którą przywołują rodzice, kiedy formułują ostrzeżenie: „Tak właśnie skończysz, jak będziesz niegrzeczny”. Stanowi przykład tego, dokąd wiodą nieposłuszeństwo i złe zachowanie.
Wśród rodzin zamieszkujących Corrigan to jego właśnie się obwinia, kiedy pojawia się jakiś ślad występku. Nieważne, o jakiego rodzaju zły postępek chodzi ani na ile oczywista jest wina ich własnych dzieci, rodzice zaczynają od pytania: „Byłeś z Jasperem Jonesem?” Oczywiście dzieci najczęściej wówczas kłamią. Kiwają główkami, bo wiadomo, że obecność Jaspera uwalnia je momentalnie od winy. Od razu wiadomo, że ktoś zły je namówił. No i kiedy sprawa jest już wyjaśniona, pozostaje oczywisty przekaz: „Trzymaj się z dala od Jaspera Jonesa.” (...)

***
W małym australijskim miasteczku pewnego letniego wieczoru trzynastoletniego Charliego Bucktina wyciąga z domu miejscowy rozrabiaka Jasper Jones. Chłopcy odkrywają w buszu ciało nieżyjącej dziewczynki i postanawiają na własną rękę wykryć sprawcę potwornej zbrodni. Rozwój wypadków jest nieoczekiwany, wręcz szokujący…

Silvey z ogromną wrażliwością i wyczuciem kreśli postacie nastolatków, ich sprawy, przeżycia i pierwsze miłosne zauroczenia, a zarazem szczerze i dosadnie opisuje świat dorosłych, naznaczony dyskryminacją i rasizmem, w którym młodym ludziom przyszło dorastać i się z nim zmierzyć.
„Jasper Jones” konfrontuje cechy głęboko ludzkie z okrucieństwem i zakłamaniem, tak jak robili to Mark Twain, Harper Lee i Jerome David Salinger. To jedyne w swoim rodzaju połączenie „Zabić drozda” i „Buszującego w zbożu”.


EKRANIZACJA /KLIKNIJ ZDJĘCIE/


TRAILER








0 komentarze:

Prześlij komentarz

Copyright © Mniej Niż 0 - Mini Recenzje | Powered by Blogger
Design by Duan Zhiyan | Blogger Theme by NewBloggerThemes.com