"A dziś żem se czytła..."

Statystyki

Trochę śpiewu i tańca Susan Hill

 Wrócił do swego warsztatu i zabrał się powoli do robienia małej trumny. Był sam ze swoją ciszą.

Opowiadania, bardzo podobne klimatem do Daphne du Maurier, tylko takie na pograniczu.
Non stop czuć gdzieś z tyłu głowy grozę, tajemnicę i ciarki, ale jak już opowieść zbliża się do końca wszystko się urywa.
Dlaczego?
To sobie trzeba doczytać;)
Dominuje tu jeden motyw.
Jedno jest pewne - klimat wycieka - polecam.


MOJA OCENA: 8/10

PRZECZYTAJ FRAGMENT!

Dziecko Hallorana

Zjadał upolowanego poprzedniego dnia zająca, oddzielając starannie małe kosteczki od mięsa i mocząc kawałki chleba w ciemnym, słonym sosie. Kiedy byli małymi chłopcami, on i jego brat Nelson Twomey, zastawiali sidła na zające d na inną zwierzynę —· na łasice i gronostaje. Robili to po prostu dla zabawy, nie przejmując się niczym i przysparzając troski panu Farleyowi, leśniczemu.

Pewnego dnia Nate poszedł do lasu sam i znalazł daniela z nogą w pułapce, a kiedy udało mu się w końcu go uwolnić, zwierzę umknęło kuśtykając w gęstwinę 1 pozostawiło za sobą ślad świeżej krwi. Nate pobiegł do brata, przyprowadził go na owo miejsce i pokazał, co się stało.
No cóż, zdechnie - powiedział Nelson, wzruszając chudymi ramionami.
I tak po raz pierwszy Nate przekonał się, jaki naprawdę jest jego brat, jak podłą ma naturę.
Dostanie gangreny i to go wykończy.
Tej nocy Nate płakał, co nieczęsto mu się zdarzało. O świcie wstał i wyruszył na poszukiwanie rannego daniela. Nie mógł zapomnieć drgawek, które wstrząsały jego zadem, kropel potu zraszającego jego bladą sierść i oczu, w których zbierała się już lepka wydzielina. Znalazł tylko ślady krwi, czarnej i zaschniętej na paproci. Prowadziły do strumyka i tam się urywały. Dalsze poszukiwania nie miały sensu.

Od tego czasu Nate przestał zastawiać sidła, ale na swego brata nie miał rady, nawet gdyby mógł mówić. Nelson był bardzo wysoki, miał długie, blade, nie owłosione ręce i nogi, ostre, drapieżne - rzadko się odzywał. Skrywał swoje gwałtowne usposobienie. Po opuszczeniu szkoły terminował u Layce’a szczurołapa i w trzy lata później, gdy Layce umarł, przejął jego funkcję. Przez następne czterdzieści osiem lat wychodził każdego ranka z domu z zarzuconym na plecy workiem na szczury i dwoma małymi psami u nogi. Zawsze nosił ten, sam długi, beżowy, nieprzemakalny płaszcz i czapkę, a kiedy jeden z psów zdechł, zastąpił go innym identycznym, tak że wszystkim na wsi wydawało się, że psy żyją wiecznie. Nadawał im zawsze te same imiona —Griff i Nip.

Czas płynął i Nelsdh Twomey zaczął się garbić, tak że na kilka lat przed śmiercią chodził zgięty niemal wpół, Twarz miał ziemistą i bez wyrazu.
Razu pewnego Nate poszedł z nim, by przyjrzeć się, jak łowi szczury w stodole. Było coś podniecającego i zarazem obrzydliwego w widoku psów posuwających się powoli do przodu z brzuchami przy ziemi, węszących i tylko czekających na rozkaz, by rzucić się z obnażonymi zębami i spaść znienacka na kryjące się szczury. Wciąż pamiętał twarz brata stojącego w cieniu bez ruchu, tę chudą, bladą i prawie upiorną twarz; wciąż miał w nozdrzach zapach zatęchłego zboża. Czuł, że Nelson kocha swoją pracę, że daje mu ona jakąś dziwną satysfakcję. Zresztą wszyscy go poważali ze względu na jego umiejętności, no i płacili mu dobrze, bo szczury były prawdziwą plagą i każdy chciał się ich pozbyć. Nate też się ich strasznie bał, a przeszło mu to dopiero wtedy, gdy dorósł i stał się mężczyzną. Nigdy też nie przestał się lękać brata, tak że jego śmierć była dla niego przede wszystkim wybawieniem. Nareszcie miał cały dom dla siebie.

Nadal strzelał do zajęcy i robił to bez oporów. Oko miał bystre i rękę pewną, zawsze zabijał pierwszym strzałem; no i zające były plagą, z którą trzeba byłoby jakoś walczyć. Chętnie też zabijał kury, które chowała jego siostra. Brzydził się tylko sidłami, bo one przypominały mu o więzach krwi łączących go z bratem.

Mięso zająca łatwo odchodziło od kości. Cóż, kiedy musiał przerwać jedzenie, by dotknąć chusteczką lewego oka, do którego mu coś wpadło tego rana. Kiedy więc Bertha mówiła do niego, nie widział jej twarzy i dlatego nie rozumiał, o co jej chodzi. Nate czytał z jej warg łatwiej niż z warg innych ludzi, wystarczył szept, a już wiedział; toi ona nauczyła go tej sztuki, to ona nauczyła go też pisać.. 
Mimo iż był głuchoniemy, zawsze okazywała mu dużo serca i cierpliwości w przeciwieństwie do rodziców, którzy czuli się nieswojo w jego obecności, nie znając jego myśli i bojąc się osądu sąsiadów we wsi. Mieli jeszcze jedno dziecko, też chłopca, ale ten umarł, choć był zupełnie zdrów, a oni nigdy nie pogodzili się z myślą, że to on ich opuścił, a nie Nate.

***
Trochę śpiewu i tańca to zbiór opowiadań brytyjskiej pisarki Susan Hill. Został opublikowany w 1973 roku.


W zbiorze:

- Dziecko Hallorana 
- Pan Proudham i pan Sleight 
- W oranżerii 
- Kiedy mogę odejść? 
- Opiekun 
- Trochę śpiewu i tańca 
- Paw 
- Panienka 
- Zło, które w nim było 
- Czerwone i zielone paciorki 
- Ossie










Copyright © 2014 Mniej niż 0 - Mini Recenzje , Blogger