Nim pożrą nas ćmy Szymon Rogowicz
"Cisza jest najgorszą rzeczą, jaka nas spotyka."
Bardzo ciekawa i oryginalna nowość na naszym polskim, dobrym rynku czytelniczym, Klimatem ta powieść przypominała troszkę Jestem legendą, troszkę The Last of Us, choć może niekoniecznie aż tak bardzo rewelacyjnej Ściany.
W Dniu Zero znikają ludzie z całej Ziemi.
"Ślady człowieka rozpadają się i przestają istnieć. Zapomniany świat. Nigdy ponownie nie odkryty.."
Zostaje tylko dwójka: ojciec i córka.
Ojciec, który walczy z alkoholizmem i dwulatka, ucząca się dopiero mówić. Ta dwójka właśnie uczy się życia w nowej rzeczywistości, pozawionej ludzi. Pomału przystosowują się, układają swój własny rytm...
"To nie tak, że Dnia Zero nastał koniec ludzkości... Znaczy to też, ale koniec, o którym Mówię, był przede wszystkim kresem porządku, który dotychczas znałem."
Wydawałobyby się, że wszystko zaczyna się układać, pomimo okoliczności, że da się żyć i być całkiem szczęśliwym pośród braku cywilizacji.
"Bardzo długo byłem przekonany, że nasza cywilizacja nie może się tak gwałtownie skończyć. Teraz jest za późno."
Tylko skąd się biorą te ćmy?
...
Jak dla mnie troszkę za dużo mamrotania o uzależnieniu, szczególnie w drugiej połowie tej historii, ale duży plus ode mnie za mega empatyczne i chwilami łamiące serce podejście do zwierząt, uświadamiające kilka bardzo istotnych kwestii.
Warto zerknąć - nietypowe zakończenie nie tak oczywistej historii, jakby się mogło wydawać.
Autor do obserwacji 😎
MOJA OCENA: 6/10
PRZECZYTAJ FRAGMENT!
***